Zanim wejdziesz, przeczytaj :)

Materiały wykorzystane przez nas ( zdjęcia, rysunki, opisy ) służą tylko celom dydaktyczno - informacyjnym, nie czerpiemy z działalności żadnych korzyści. Wykorzystujemy materiały zarówno własne, jak również pozyskane w internecie, lecz tylko by ukazać czytelnikom piękno naszego świata :). Materiał internetowy pozyskujemy legalnie (nie jest on zastrzeżony prawami autorskimi, pochodzi ze źródeł masowych i edukacyjnych) - nie kradniemy niczyjej pracy. Jeśli jednak znajdziesz u nas swoje materiały bez wyraźnej zgody (mogło zdarzyć się niedopatrzenie z naszej strony) i poczujesz się urażony - prosimy, poinformuj nas, a natychmiast znikną one z naszych łamów :)

niedziela, 25 września 2016

Regietów Wyżny - wieś, której nie ma

Witajcie,

dzisiaj chcemy zabrać Was do jednej z najpiękniejszych dolin w Beskidzie Niskim, do miejsca wręcz kultowego. Odwiedzimy dolinę nieistniejącej wsi Regietów Wyżny.

Regietów (lub Regetów) Wyżny leży w dolinie potoku Regetówka, zaczynającego swój bieg na stokach góry Obycz. Wieś graniczyła od północy z Regietowem Niżnym, a od południa zamykała ją przełęcz Regietowska, znajdujaca się już na granicy polsko - słowackiej. Dolinę wsi zamykają szczyty: Rotunda (777), Dział (721) od zachodu i Kozie Żebro (847) z Jaworzynką (867) od wschodu.

idąc przez Regietów Wyżny od przełęczy Regietowskiej

Niewiele wiadomo o historii Regietowa Wyżnego. Przyznać nawet trzeba, że dzieje tej wioski były związane z sąsiednia miejscowością - Regietowem Niżnym. Przez wieki bowiem obydwie wioski stanowiły jedną miejscowość. Pierwsze wzmianki o Regietowie pochodzą z 1595 roku,  wieku, niemniej niemal pewne jest, że wieś powstała wcześniej- sugeruje to wieś Regetovka na Słowacji - wieś o XVI - wiecznych korzeniach, prawdopodobnie założona przez zasadźców z polskiej strony.
Co ciekawe, sam potok który dał nazwę wsi w Polsce, wzmiankowany jest w przywilejach nadawanych przez Kazimierza Wielkiego dla Jana Gładysza 1359). Wspomniana jest tam nazwa potoku Rzegothow. Jednak nie należy tego wiązać z obecnością stałego osadnictwa w dolinie potoku.
O zabudowie na terenie późniejszej wsi Regietów Wyżny znajdujemy informacje pochodzące z XVII wieku. Ten okres można więc "nieoficjalnie" uznać za początki wsi.
Właściwie teren ten rozwijał się spokojnie, i omijały go większe zawieruchy dziejowe doby nowożytnej. w 1767 roku Regietów (jeszcze liczony "razem") liczył 543 mieszkańców wyznania greckokatolickiego. 20 lat później, w 1786 roku było ich już 619, a w roku 1795 żyło w Regietowie 695 osób wyznania greckokatolickiego (Łemków). Była to więc duża wieś, szybko się rozwijająca.

cokół. dawniej podstawa krzyża, z 1894 roku

Regietów Wyzny jest dzisiaj wielkim pastwiskiem - pasą się tu całe stada hucułów

Regietów Wyżny wyodrębnił się jako samodzielna wieś właściwie dopiero w XIX wieku. Do tego czasu ludniejszy był ten "Niżny". Nic dziwnego, tam wszak były zdecydowanie lepsze warunki do życia. Co ciekawe, Regietów Wyżny stał się później siedzibą parafii
Według "Słownika geograficznego Królestwa Polskiego i innych krajów słowiańskich" z 1888 roku w Regietowie Wyżnym mieszkało 536 grekokatolików (Łemków) i 11 Żydów w 87 domach. Wymieniona jest również szkoła ludowa i siedziba parafii (obejmującej także Regietów Niżny i Skwirtne). Wtenczas już ludniejszy był właśnie Regietów Wyżny - w Niżnym mieszkało 294 osoby- 4 rzymskokatolików, 284 unitów i 6 Żydów.

Cerkiew w Regietowie Wyżnym wzniesiono w 1865 roku. Była to świątynia drewniana, orientowana, . Świątynia była trójdzielna, zrębowa, z wieżą nad babińcem o konstrukcji słupowo - ramowej. Ściany dzwonnicy były pochyłe, zwieńczone izbicą. Dach nad nawą i prezbiterium był dwuspadowy (kalenicowy), zwieńczone baniastymi hełmami. Hełmem zwieńczony był również dach dzwonnicy.
Nie powinniśmy właściwie pisać o niej w czasie przeszłym. Cerkiew istnieje. Tylko gdzie? W miejscu po cerkwi stoi tylko drewniany krzyż, rośnie trawa, pozostały ślady podmurówki. Cerkiew trafiła na .... Zamojszczyznę, do wsi Żółkiewka. Przeniesiono ją tam w 1955 roku. Niestety, obiekt został mocno przebudowany, i pełni rolę kościoła polskokatolickiego (odmiana starokatolicyzmu opartego na polskich tradycjach religijnych).

Kaplica z dzwonem


W roku 1900 mieszkało tutaj 479 osób w 89 domach.
I wieś rozwijałaby się dalej spokojnie gdyby nie rok 1914 i wybuch Wielkiej Wojny.
Ta wojna już nie ominęła Regietowa Wyżnego. Ciężkie walki toczono w okolicy zimą 1914 roku, a wieś znajdowała się na terenie "ziemi niczyjej" właściwie do maja 1915 roku, kiedy to po wielkiej bitwie pod Gorlicami oddziały austro - węgierskie zepchnęły Rosjan z zajmowanych pozycji. Zima 1914/1915 dała się we znaki mieszkańcom wsi. Rosjanie zajęli m. in. Rotundę, a oddziały cesarskie usadowiły się m. in. na Jaworzynce i Kozim Żebrze. Ciągłe patrole wysyłane do wsi ogałacały ją z pożywienia i dobytku. 34 osoby trafiły do Thalerhoffu w Austrii. Walki przyniosły zniszczenia i choroby. Resztę dopełnił głód i sroga zima. Wieś została zniszczona.
Walczono w tym rejonie zaciekle. Austriacy próbowali odbić utracone wzgórze Rotunda, będące wtenczas idealnym punktem obserwacyjnym. Sprowadzono tutaj elitarny oddział - 1 Pułk Cesarskich Strzelców Tyrolskich. Mimo ofiarności, żołnierzom nie udało się zdobyć szczytu, bronionego przez Rosjan uzbrojonych w liczne karabiny maszynowe. Tyrolczycy atakowali, idąc po pas w śniegu.... Wielu zginęło. Górę opuścili żołnierze carscy... bez walki podczas odwrotu w maju 1915 roku. Równie ciężkie walki toczono o wzgórza Kozie Żebro i Jaworzynka. O walkach w tym rejonie pisaliśmy co nieco tutaj.
Po tamtych czasach pozostały pamiątki - dwa cmentarze wojenne. Jeden, noszący numer 48 znajduje się na zboczach Jaworzynki (869). Zbudowano go na planie zbliżonym do prostokąta. Otacza go drewniane ogrodzenie wzmocnione kamiennymi słupkami. Pomnik centralny to połączenie kamienia (dwa kamienne filary) i drewna (fantazyjnie wycięty krzyż). Poniżej krzyża znajdują się tablice z inskrypcją:

Chwalcie Boga!

Ze znikomych cegiełek naszych
żywotów
wzniósł on wspaniały monument
zwycięstwa ojczyzny

W czterech zbiorowych i siedmiu pojedynczych grobach spoczywa 74 żołnierzy armii C.K. i 136 żołnierzy armii rosyjskiej.  Mogiły zwieńczone są drewnianymi krzyżami. Na cmentarz prowadzi brama nakryta dachem pobitym gontem.
Obiekt odnowiono w latach 2012-2014. Dojść do niego można od drogi asfaltowej w Regietowie Wyżnym, idąc polną drogą za biało - czarnymi znakami szlaku "cmentarnego".

Cmentarz wojenny nr 48

Cmentarz wojenny nr 51

Drugi cmentarz zokalizowany jest na Rotundzie. Nosi numer 51. Pierwotnie wieńczyło go 5 wież - centalna o wysokości 16 metrów i 4 poboczne, 12 - metrowe. Jednak obiekt został opuszczony, niszczał... Jeszcze w gimnazjum, przechodząc obok z wycieczką szkolną, widniały tutaj tylko smętne resztki wież, i spróchniałe krzyże... Jednak od kilku lat prowadzone są prace, mające na celu pełne odrestaurowanie obiektu. Na mogiłach ustawiono nowe krzyże, postawiono 3 nowe wieże, pod czwartą zaś wylano już podmurówkę, a nieopodal czeka zgromadzony materiał. W dużej mierze jest to zasługa SKPB Warszawa, gospodarującej u podnóża góry w okresie wakacyjnym w swojej bazie namiotowej.
Cmentarz ma plan koła. Otoczony jest kamienno - ziemnym wałem. W czterech zbiorowych i 20 pojedynczych mogiłach spoczywa 42 żołnierzy armii C.K. i 12 żołnierzy armii carskiej. Na wieży centralnej widnieje inskrypcja:

Nie użalajcie się, ze wokół naszych grobów
huczą wichry
na tym samotnym wzgórzu dalekim od ludzi - 
tu bliżej jesteśmy wezwaniu wieczności, tu
każdego ranka słońce wcześniej nas kryje
całunem purpury


Obydwa cmentarze projektował Dusan Jurkovic.

na "starzym" cmentarzu - wciąż czynnym

Czasownia, wzniesiona w 2001 w miejscu poprzedniej


Po wojnie mieszkańcy wyludnionej wsi podjęli trud odbudowy. W roku 1931 mieszkało tutaj 420 osób w 82 domach. Wciąż więc to była duża wioska.
W roku 1930 w Regietowie Niżnym część mieszkańców przeszła na prawosławie. Również w Regietowie Wyżnym kilku mieszkańców powróciło do "wiary ojców". W sumie w roku 1936 w obu wsiach było 112 prawosławnych Łemków. Gdy w Regietowie Niżnym wzniesiono prawosławna świątynię, próbowano przenieść wyposażenie z cerkwi z Regietowa Wyżnego. Doprowadziło to do licznych sporów i antagonizmów w obu miejscowościach.

We wrześniu 1939 roku wieś zajął okupant niemiecki. Zbudowano ttuaj budynek Grenzschutzu. Nie przeszkadzało to jednak zaradnym Łemkom przekradać się na Słowację "tytoniową drogą" (łem. duhański put). Łemkowie brali ze sobą wyroby ze skóry, uprzęże, a wracali niosąc m. in. cukier, kropkę i tytoń właśnie.

Widok na miejsce po cerkwi przeniesionej do Żółkiewki

Na cmentarzu parafialnym...

Pierwsze wyjazdy na wschód miały miejsce już w 1940 roku. W 1945 roku z ob wsi wyjechało dobrowolnie 26 rodzin. Pozostałych mieszkańców wysiedlono w roku 1947.
W okolicy tej w latach 1945-47 stacjonowały oddziały WP. Kilkakrotnie atakowały je oddziały UPA.
O ile do Regietowa Niżnego mieszkańcy zaczęli powracać, o tyle Regietów Wyżny wyludnił się zupełnie. Nie ma tutaj już domów, pozostało jedynie kilka przydrożnych krzyży, cmentarze, czasowania...

Jeden z przydrożnych krzyży

Dzisiaj jest to wielkie pastwisko Stadniny koni huculskich z Regietowa Niżnego. Wędrując żółtym szlakiem, przy odrobinie szczęścia można je zobaczyć, pasące się stadami za "pastuchem". My je widzieliśmy z daleka, jednak mimo wszystko było to niesamowite. Tyle pięknych koni!
Idąc od Regietowa Niżnego spotkacie czerwony szlak (GSB) - przecina on drogę ciągnąc z Koziego Żebra na Rotundę. Tu zarazem zaczyna się też biało-czarny szlak cmentarny również wiodący na Rotundę. Idźcie dalej, asfaltem (!) a spotkacie po drodze kilka ciekawych krzyży przydrożnych, i po jakimś czasie dojdziecie do zejścia na cmentarz na Jaworzynce - poprowadzą was biało - czarne znaki. Zejście oznakowane jest oryginalną tablica informacyjną z okresu budowy cmentarza. Idąc dalej, dojdziecie do wiejskiego cmentarza. Znajduje się  na niewielkim wyniesieniu. Zachowało się tutaj kilkanaście (około 20) kamiennych i żeliwnych krzyży, oraz miejsce po cerkwi parafialnej, przeniesionej do Żółkiewki. Cmentarz powstał w latach 60 XIX wieku, po wybudowaniu nowej cerkwi. Na cerkwisku w 1997 roku postawiono drewniany krzyż w 50 rocznicę Akcji "Wisła".
Idąc jakieś 800 metrów dalej, mijając wciąż pastwiska, dojdziecie do starego cmentarza i czasowni. Wzniesiono ją, wykorzystując prezbiterium starej, XVIII - wiecznej cerkwi. Zachowało się tutaj 5 nagrobków. Są też nagrobki współczesne, bowiem cmentarz służy obecnie prawosławnym mieszkańcom Regietowa Niżnego. Wędrując dalej w kierunku przełęczy Regietowskiej dojdziecie do kaplicy z dzwonem. Podobna kaplica stoi w Smerecznym. Miało to być symboliczne połączenie łemkowskiej chyży i cerkwi. W kaplicy jest dzwon z nazwą wsi. Stąd roztaczają się na prawdę piękne widoki. Niestety, obok kaplicy jest mała wiata. A obok wiaty - kosz. A w koszu i obok kosza - masa śmieci...

w przydrożnej kapliczce...

Stąd mamy już jakieś 2 kilometry do wspomnianej przełączy i granicy państwa. Warto przejść się np. na Jaworzynkę Konieczniańską. Chociaż nie jest to najlżejszy spacerek - niemniej polecamy.
Okolica ta oferuje liczne trasy i rowerowe (żółty szlak z Blechnarki przez Regietów do Skwirnego) i piesze, jak np. żółty szlak pieszy Wysowa - przełęcz Wysowska - przełęcz Regietowska - baza SKBP czy też szak GSB wiodący przez wspomniane juz Kozie Żebro i Rotundę. Dodatkowo granica wiedzie niebieski szlak graniczny. Oczywiście nie może zabraknąć tutaj i szlaków konnych - wiodą one m. in. do Ługu i do Wysowej. Pasjonaci historii zaś ucieszą sie biało -czarnym szlakiem cmentarnym. Atrakcją jest też Wielokulturowy Szlak Huculski, ciągnący m. in. przez teren dawnej wsi. To właśnie na tablicy związanej z tym szlakiem widnieje napis: Regietów Wyżny - wieś, któej nie ma.
Piękna przyroda, ptaki, rozległe łąki, widoki na okoliczne wzgórza i spotykane na każdym kroku ślady historii. Czego chcieć więcej?
Jeszcze tylko gwaru wiejskiego i zapachu dymu, wydobywającego się z pieców...

Widok na Rotundę ze stoków Jaworzynki

Regietów Wyżny to miejsce wyjątkowe. Można by rzec magiczne. Nie być w Regietowie Wyżnym - to nie być w Beskidzie Niskim chciałoby się rzec. I chociaż ostatnie zmiany trochę mu szkodzą (wylanie nawierzchni asfaltowej, budowa mostu przy bazie SKPB) - to jednak nie sposób nie pokochać tego miejsca. Zawsze chce się tutaj wracać...

Mamy nadzieję, że ten stosunkowo krótki wpis zaintryguje Was na tyle, że postanowicie odwiedzić to miejsce z plecakiem lub też na dwóch kołach. A może konno?

Pozdrawiamy serdecznie!







Źródła inf.:
Luboński P., 2012, Beskid Niski. Przewodnik dla prawdziwego turysty
Traczyk T., Grzesik W., Wadas B., 2012, Beskid Niski. Od Komańczy do Wysowej
CZAJKOWSKI j., 1995, Studia nad Łemkowszczyzną
www.eleos.gladyszow.org
pl.wikipedia.org

niedziela, 18 września 2016

Za żółtymi znakami: szlak pieszy Tylawa - Olchowiec - Baranie

Witajcie,
wracając po wakacjach mamy w głowach pełno wspomnień związanych z tym czasem. I mimo, że był to dość szalony okres w naszym życiu znaleźliśmy nieco czasu na wędrówki po Niskim. Jedną z nich było przemierzenie żółtego szlaku od Tylawy do Baraniego. Niestety z braku czasu i niedoborów fizycznych nie przeszliśmy na raz tego szlaku. Choć ma to chyba swoje plusy.

kościół (dawna cerkiew)  p.w. Wniebowzięcia MB

Więc od początku. Jako tako szlak w Tylawie zaczyna się od przystanku znajdującego się przy skrzyżowaniu dróg w kierunku na Barwinek i na Komańczę (897). My naszą wędrówkę zaczęliśmy od kościoła p.w. Wniebowzięcia MB (dawniej cerkiew greckokatolicka p.w. Bogurodzicy) z 1787 roku. Jednak polecamy cofnąć się niewielki kawałek drogi by zobaczyć kaplicę prawosławną p.w. Narodzenia Przenajświętszej Bogurodzicy wzniesioną w miejscu czasowni prawosławnej rozebranej w 1946 r. Jest to o tyle ważne miejsce, że w Tylawie zaczęła się Schizma Tylawska. Wracając do  cerkwi unickiej zawiera podobno piękny XVIII wieczny ikonostas, którego niestety nie udało nam się zobaczyć. Niestety ten odcinek szlaku nie należy do najprzyjemniejszych, ponieważ prowadzi wzdłuż krajowej 9-tki, będącej częścią trasy europejskiej E 371. Jednak za drugim przystankiem (nie licząc tego na skrzyżowaniu) niemal na przeciwko restauracji Domenico  z zajazdem i sklepem jest zejście na bardziej spokojniejszą część trasy. Zejście jest dobrze oznaczone więc nie ma się co obawiać, że je przeoczycie. Po drodze miniecie dwa krzyże, właściwie ukryte za nasypem drogowym.

na szlaku...



Tu zaczyna się dobra kamienista droga, tak, że jeżeli ktoś ma potrzebę może spokojnie poruszać się czterema kołami, aż do szlabanu który znajduje się ok. 500 metrów przed kaplicą w Smerecznym. My swój środek transportu zostawiliśmy pod kościołem (cerkwią) i serdecznie polecamy piesze przejście tego odcinka, ponieważ jest bardzo malowniczy.Jeżeli zaś chodzi o rowery (szlak ten od zejścia biegnie równolegle z zielonym rowerowym) to o ile na tym odcinku może nie być większych problemów, o tyle na dalszej trasie może już problem się pojawić. Wskazana jest dobra kondycja i wyposażenie. Mieliśmy okazje spotkać starszą parę, która była bardzo rozczarowana stanem i skalą trudności "ścieżki rowerowej". Być może byli pierwszy raz w Beskidzie Niskim, który niechlubnie słynie z niezbyt dobrych ścieżek rowerowych. Ale wracając do trasy. Przemierzaliśmy ją w piękne słoneczne przedpołudnie. Wokoło wszystko mocno pachniało rozmaitym zielem. Tak wędrowaliśmy sobie, aż do kaplicy w Smerecznym. W sumie z zamysłu autorki - Margarity Sandowycz - Bąkowskiej miało być to skrzyżowanie chaty łemkowskiej z dzwonnicą. W środku znajduje się faktycznie dzwon z nazwą wsi. Drugi taki obiekt znajduje się w Regietowie Wyżnym. Jednak tak na prawdę nie wiemy obecnie gdzie zaczynało się, a gdzie kończyło Smereczne. Próbowaliśmy szukać pozostałości ruin strażnicy niemieckiej, ale lato nie jest najlepszym okresem do tego rodzaju wypraw. Coś udało się nam znaleźć, ale do dnia dzisiejszego nie jesteśmy pewni co to :)A wielka szkoda. Jedynie co wiemy o Smerecznym to m.in. to, że powstało w XVI wieku. W 1880 liczyło zaledwie 158 mieszkańców. Została zniszczona doszczętnie podczas bitwy dukielskiej 1944 roku. Sami zaś mieszkańcy wyjechali rok później na Ukrainę.

kaplica w Smerecznym

Dalej droga pnie się pod górę i to dość ostro. Jednak bytnością tego wzniesienia na tym miejscu nie byliśmy zdziwieni, gdyż z mapy dostrzegliśmy, że znajduje się tam punkt widokowy. Jak na Niski -  punkt całkiem przedni. Pogoda nam sprzyjała, więc widoki były przepiękne.Ale jak to w górach jest reguła - jest pod górkę - będzie z górki. Myślę, że w życiu też tak jest:). W sumie to szliśmy środkiem łąki, mimo, ze znaki biegły skrajem. Mieliśmy je jednak cały czas na oku-a po co nadrabiać drogi? Poza tym wiedzieliśmy, że mamy przekraczać granicę Magurskiego Parku Narodowego oznaczonego przez tablicę. I praktycznie od tej magicznej granicy zaczynają się trudności z poruszaniem. I nie mam tu na myśli, że nagle nogi odmówiły nam posłuszeństwa (choć one też coś tam się sprzeciwiały) tylko spotkaliśmy wszędobylskie pokłady błota. Co dosłownie parę kroków musieliśmy przeskakiwać błotko czy też omijać kałużę. Ale bez tego nie było by tak wesoło. Z nami jak z dziećmi brudne=szczęśliwe. Przez ten czas rozglądaliśmy się uważnie, ponieważ szukaliśmy cerkwiska w Wilszni. O ile cerkwisko udało się nam chyba znaleźć, o tyle niestety nie odnaleźliśmy cmentarza. Na miejscu dawnej wsi znajduje się tablica z opisem miejscowości, która nieco nam pomogła, ale i pogmatwała w głowach -a może to z gorąca nie mogliśmy się skupić? Ale kto wie może jeszcze wrócimy w tamte tereny w innym czasie z bardziej sprzyjającą pogodą. Na pewno jesienia, gdy roślinność nie jest taka bujna. Po jakimś niedalekim odcinku dochodzimy do jednej z niewielu pozostałości po Wilszni a mianowicie do krzyża przydrożnego. Za nim niemalże po paru krokach znacznie poprawia się droga, która wiedzie do Olchowca. Ale Olchowiec to inna historia




Do Olchowca pojechaliśmy na kermesz wiosną. W sumie to od zawsze byliśmy ciekawi jak to wszystko wygląda. I szczerze jest to bardzo podobne do "naszych" odpustów. Cóż jakoś byliśmy przekonani, że jest to bardziej religijne niż komercyjne wydarzenie. Niemniej jednak warto być na tej imprezie. Ale do rzeczy. Tuż obok cerkwi, która swoją drogą jest urocza, znajduje się kamienny mostek (który jest obecnie remontowany), a który urzekł Kubę. Na wejście na szlak czekaliśmy na naszego dobrego znajomego, który przyjechał wraz z swoim kolegą. Nasz kochany artysta nieco się zagubił na Beskidzkich ścieżkach i wyruszyliśmy później niż zamierzaliśmy jednak humory nam dopisywały. Tutaj spory kawałek drogi przemierzyliśmy samochodami. Ale to dlatego, że chcieliśmy nadgonić nieco czasu. Naprzeciwko jakiejś agroturystyki zostawiliśmy nasze cztery koła i ruszyliśmy na wędrówkę zdobywać Baranie.


Śliczna salamandra, którą spotkaliśmy po drodze na szczyt




Droga na nie jest całkiem przyjemna i porównując do innych szczytów z Korony Beskidu Niskiego stosunkowo łatwa. Bardzo urocza i urozmaicona potoczkami, z których spragnieni świeżej wody korzystaliśmy. Droga wiedzie cały czas wiedzie przez las, a w lesie natknęliśmy się na jednego z jego mieszkańców, a mianowicie smoka karpackiego czyli salamandrę plamistą. Przeurocza gadzina. Tak naprawdę wzniesienie i jakiekolwiek wchodzenie pod górkę zaczyna się pod koniec trasy. Oczywiście szczęśliwi zdobyliśmy ten szczyt i jakie było nasze zdziwienie, gdy zobaczyliśmy na górze turystów, którzy spali w tamtejszej chatce. Chatka jak na turystyczną - bardzo przyjemna. Na Baranim nie można pominąć tego, że znajduje się wieża widokowa, której stan na maj 2016 roku był bardzo zły. Prowadzą na nią dwie drabiny po których strach wejść. Podesty na których się stoi i podziwia widoki też nie są zbyt pewne i najbezpieczniej jak znajduje się na jednym maksymalnie dwie osoby. Widoki owszem warte były tego by wyjść na to ustrojstwo, jednak mamy nadzieję, że w najbliższym czasie stan tej wieży poprawi się znacząco. Podczas odpoczynku na górze uzupełniliśmy zasoby straconej energii. A po zejściu z niej przeszliśmy się po kramach i jednocześnie rozstaliśmy się z naszymi znajomymi. Sami zaś postanowiliśmy zbadać drogę do Wilszni. W tym dniu dotarliśmy jedynie do krzyża, przed którym zmienia się bardzo dobra droga na nieco gorszą. To co pozostało po dawnych mieszkańcach to kilka przydrożnych krzyży. Prócz tego droga jest dość monotonna prosta, ale pełna pięknych widoczków.





Jeżeli chodzi o oznakowanie, to raczej nie ma problemów. Znaki są w dobrym stanie, czytelne i malowane w odpowiednich odległościach. Szlak jest w dobrym stanie technicznym, prócz odcinka MPN - ale myślę że o ile my to możemy wybaczyć i błoto stanowiło dla nas dodatkową atrakcję, o tyle rowerzystom, których spotkaliśmy szczerze współczujemy takiej przeprawy.
Orientacyjne czasy przejścia:
Olchowiec - Baranie: 1h 45min
Tylawa - Olchowiec: 2h 15min
Łączna długość szlaku wynosi około 15 kilometrów.


Na dzisiaj to tyle, serdecznie pozdrawiamy i życzymy udanych wędrówek po beskidzkich szlakach.

Pozdrawiamy



Źródła:
Luboński P., 2012, Beskid Niski. Przewodnik dla prawdziwego turysty
www.beskid-niski-pogorze.pl
Mapa turystyczna Beskid Niski, 2015, skala 1:50 000, Wyd. Compass
"wspomnienia własne"

niedziela, 11 września 2016

W Rymanowie - Zdroju

Witajcie,

dzisiaj chcemy zabrać Was na obrzeża Beskidu Niskiego. Odwiedzimy urokliwą miejscowość uzdrowiskową. Przejdziemy się po Parku Zdrojowym, napijemy się pysznej, zdrowej wody.
Zapraszamy na spacer po Rymanowie - Zdroju.

Rymanów - Zdrój to młoda miejscowość, jedna z najpóźniej założonych w Beskidzie Niskim. Jej początki sięgają 1876 roku. Jednak oficjalnie wieś "lokowano" w .... 1996 roku. Ale o tym później.


Może mała przejażdżka rymanowską ciuchcią? :)
To, z czego słynie Rymanów-Zdrój: Woda :)

Wróćmy do początków. Rok 1872 był ważną datą zarówno dla Rymanowa, jak też i dla interesującego nas Rymanowa - Zdroju. Wtedy bowiem małżeństwo rodu Potockich: Anna i Stanisław Antoni zakupili Rymanów i okoliczne dobra, między innymi Posadę Górną, Deszno i Wołtuszową. Pewnie Rymanów - Zdrój nigdy by nie powstał, gdyby nie zamiłowanie do spacerów hrabiny Anny Potockiej. Otóż to podczas jednego z takich spacerów, odbywanego z dziećmi odkryto najcenniejszy skarb tej ziemi. Synek hrabiny natrafił na lecznicze źródło mineralne. Miało to miejsce 16 sierpnia 1876 roku. Od tego czasu liczona jest historia istnienia Rymanowa - Zdroju.
Oczywiście w sąsiednim Iwoniczu-Zdroju źródła lecznicze znane były od dawna. Stąd też, po odkryciu wspomnianego wyżej źródła, małżeństwo Potockich energicznie przystąpiło do poszukiwań. Poszukiwania prowadzono w dolinie rzeki Tabor (dawniej zwanej Taba). Szczęśliwie na dworze Potockich przebywał w tym czasie chemik Tytus Sławik. On to wykonał pierwszą w historii Rymanowskiego uzdrowiska analizę chemiczną wody, potwierdzającą jej lecznicze właściwości. Zauważono silne stężenie jodu i żelaza. Wyniki te potwierdziły dokładne badania chemiczne wody, przeprowadzone w 1877 roku przez wiedeńskiego chemika, dr. Wesselshy'ego. Przystąpiono do energicznej budowy uzdrowiska: budowano pensjonaty i zbudowano specjalne ujęcia wody, rozdzielające źródło na osobne zdroje. Prace te nadzorował Prof. dr B. Lutostański. Zdroje te nazwano: "Klaudia", "Celestyna" i "Tytus".

W parku zdrojowym...


Kolejne badania wód w dolinie Taboru prowadził w 1881 roku dr Bronisław Radziszewski. Wyniki były zadowalające. Jakość wód nowego uzdrowiska potwierdził srebrny medal, który nadano uzdrowisku w 1882 roku na wystawie przyrodniczej w Krakowie.
Już od 1885 roku uzdrowisko specjalizowało się w leczeniu najmłodszych - wtedy to otwarto "Kolonię Lwowską" dla dzieci właśnie.
Uzdrowisko cały czas rozbudowywano, między innymi w 1888 roku w parku zdrojowym wzniesiono budynek "Dworca Gościnnego", pełniący rolę domu zdrojowego.  Wśród budowanych pensjonatów wiele wyróżniało się piękną, secesyjną architekturą, jak np. pensjonat "Pod Matką Boską" - obecnie "Maria" (1885) , "Pogoń" (1891) czy "Leliwa"(1897). Dla zabicia czasu wytyczono dla kuracjuszy po okolicznych lasach wygodne ścieżki. Pijalnię Wód wzniesiono w 1885 roku. Właścicielem zakładu zdrojowego został syn Anny i Stanisława, Jan Nepomucen Potocki herbu Pilawa. W 1889 roku uzdrowisko odwiedził sam arcyksiążę Albrecht, stryj cesarza Franciszka Józefa.
Na początku XX wieku działało tutaj aż 38 prywatnych pensjonatów i dwa zakłady gimnastyki ortopedycznej. Bardzo polubił to miejsce Stanisław Wyspiański. Przypomina o tym do dziś stojący niedaleko "Leliwy" pomnik.
W roku 1912 na terenie uzdrowiska wybuchł pożar, który strawił prawobrzeżną część zabudowy. Przystąpiono szybko do odbudowy, ale prace przerwał wybuch Wielkiej Wojny.
Działania wojenne nie oszczędziły uzdrowiska. Przez wieś front przetoczył się trzykrotnie. Utrapieniem był szczególnie pobyt żołnierzy rosyjskich, którzy zdewastowali zabudowę uzdrowiskową. Wiele budynków i urządzeń zostało zniszczonych w wyniku toczonych walk.
Po zakończeniu działań wojennych i odzyskaniu przez Polskę niepodległości, przystąpiono do prac mających na celu odbudowę uzdrowiska. Ponowne otwarcie obiektów miało miejsce w 1926 roku. Wtedy to oddano do użytku nowy zakład przyrodoleczniczy. W roku 1927 otworzono zakład dziecięcy.


Tężnia solankowa
Pijalnia wód mineralnych

Na potrzeby kuracjuszy już w 2 połowie XIX wieku wzniesiono drewnianą kaplicę. Wzniesiono ją poniżej Łazienek Zdrojowych. W roku 1926 wzniesiono nową, murowaną kaplicę. Poświęcił ją ks. Karol Józef Fischer.
Jako obiekt użyteczności publicznej uzdrowisko uznano w 1928 roku. Co za tym idzie, rok później otwarto "Gozdawę" - sanatorium Związku Kasy Chorych. Otwarto też obiekt "Polskiego Towarzystwa Higienicznego" oraz wiele nowych pensjonatów i prywatnych willi. Od 1932 roku zaczęto stosować tutaj kąpiele borowinowe, a w 1936 wprowadzono też kąpiele kwasowęglowe.
Przed II Wojną Światową leczyło się tutaj 5 tysięcy kuracjuszy rocznie, a uzdrowisko prężnie się rozwijało.
W latach 1936-1938 w willi "Opatrzność" mieściła się siedziba kurii "Apostolskiej Administracji Łemkowszczyzny".
"Krystyna"

"Opatrzność"
"Maria"

"Biały Orzeł"
Rozwój uzdrowiska przerwał wybuch nowej wojny światowej. We wrześniu 1939 roku uzdrowisko zajęły oddziały słowackie, wspomagające Niemców. Wkrótce wkroczyli tutaj i sami Niemcy, a z czasem pojawiły się wspierające okupanta oddziały policji ukraińskiej. Uzdrowisko zamknięto, jednak już w 1943 otwarto je ponownie - między innymi w willi "Krystyna" przebywała przez pewien czas Emma Goering - żona Marszałka Lotnictwa III Rzeszy. Jednak walki w 1944 roku doprowadziły do zniszczenia wielu obiektów. Dużą strata był pożar Domu Zdrojowego w listopadzie 1944. Wywołali go kwaterujący tam żołnierze Korpusu Czechosłowackiego.
W czasie wojny Niemcy wysiedlili do Rymanowa - Zdroju pensjonariuszy domów starców z Krakowa. Wielu z nich zmarło, zostali pochowani przy kościele. Upamiętnia to pomnik - symboliczny grób, oraz tablica pamiątkowa na ścianie kościoła.
Po wojnie w okolicy działały oddziały UPA, dające się we znaki także i mieszkańcom uzdrowiska. Np. 6 stycznia 1946 roku "striłcy" jednej z sotni spalili dwie wille "Koloni Lwowskiej" i zamordowali dozorcę. Podpalono też tartak. Ludzie "Chrina" i "Didyka" spalili również zabudowania Wołtuszowej i Deszna.

"Eskulap"

"Góral" 

Po wojennej i powojennej zawierusze uzdrowisko odbudowano. Zmiany ustrojowe jednak nie ominęły tego miejsca. Odebrano uzdrowisko prawowitym właścicielom - rodzinie Potockich. Ich samych wygnano też z pałacu w Rymanowie - od tego czasu mieszkali w Rymanowie-Zdroju, w willi "Gołąbek". Rozbudowano dawne "Łazienki Mineralne", przekształcając je w duże sanatorium "Eskulap". Otwarto je w 1965 roku.
Uzdrowisko zaczęło specjalizować się w lecznictwie dzieci. Ustępowało pod tym względem tylko Kołobrzegowi. W tym celu wzniesiono wielkie sanatoria dziecięce: "Polonia" i "Zimowit". Powstawały też ośrodki spółdzielcze, turystyczne i zakładowe. Od roku 1980 na terenie wsi Deszno działa rozlewnia wody "Celestynka".
Od lat prowadzone są prace modernizacyjne. Upiększany jest Park Zdrojowy, a w 2016 roku oddano do użytku tężnię solankową. 15 minut spędzonych w jej pobliżu potrafi zdziałać cuda!


Pomnik osób wysiedlonych do Rymanowa w latach II Wojny Światowej. Tutaj znaleźli miejsce spoczynku, przy kościele...

"Leliwa"
Pomnik Stanisława Wyspiańskiego

Z tym wizerunkiem gryzą się niszczejące budynki "Gozdawy, "Krystyny" i "Leliwy", oczekujące  (miejmy nadzieję) na nowych właścicieli...
Obecnie uzdrowisko specjalizuje się w dużej mierze w rehabilitacji pacjentów po zabiegach kardiologicznych.

Osada powstała oficjalnie.... 16 sierpnia 1996 roku z wydzielonych terenów części wsi (już nieistniejących): Deszna, Wołtuszowej oraz z południowej części Posady Górnej.

Dzisiaj Rymanów-Zdrój to nie tylko raj dla kuracjuszy, ale również świetny punkt wypadowy w teren. Prowadzą stąd liczne ścieżki spacerowe między innymi do Wołtuszowej czy na Górę Zamczyska. Przez Rymanów-Zdrój prowadzi szlak kurierski Jaga-Kora, którym to można dotrzeć do Polan Surowicznych i dalej aż do Jasiela. Przez wieś biegnie w końcu GSB, najsłynniejszy pieszy szlak turystyczny. Do Iwonicza-Zdroju dojść można zielonym szlakiem. Cykliści ucieszą się zielonym szlakiem rowerowym, wiodącym od strony Rymanowa w kierunku Przełęczy Szklarskiej i dalej... W okolicy znajdziecie liczne zabytki, między innymi w Rymanowie, Króliku Polskim czy Wołoskim...

"Polonia"

Pomnik 1000 - lecia Państwa Polskiego

Cóż więc więcej dodać - jest to wspaniałe miejsce na wypoczynek. Sami dość często przyjeżdżamy tutaj z miasta by po prostu pospacerować po parku, powdychać świeżego powietrza i zabrać ze sobą trochę pysznej wody. I Wam polecamy to miejsce.




Źródła inf.:
Luboński P., 2012, Beskid Niski. Przewodnik dla prawdziwego turysty
www.rymanow.pl

niedziela, 4 września 2016

Wrzesień roku 1939 w Beskidzie Niskim

Witajcie,

dzisiaj, po wakacyjnej przerwie chcemy powitać Was wpisem historycznym, ale związanym ściśle zarówno z wrześniową porą, jak też i oczywiście Beskidem Niskim.

Zatem serdecznie Was witamy po dwu miesięcznej nieobecności, i serdecznie zapraszamy do lektury.


Lato 1939 roku należało do tych na prawdę suchych i upalnych. Rzeki przypominały strumienie, wszędzie było sucho, a z nieba lał się istny żar. Wrzesień nie zapowiadał się inaczej.
Jednak nie tylko za sprawą pogody ludzie czuli gorący powiew na ciele. Zbliżała się wojna, i mimo zabiegów politycznych właściwie nikt nie wierzył w to, że uda się jej uniknąć. Agresywne zachowanie III Rzeszy nie wróżyło nic dobrego. Jednak Polacy byli raczej spokojni - wierzono w siłę Wojska Polskiego oraz w potężnych sojuszników na zachodzie Europy - Francję z osławioną podczas Wielkiej Wojny armią lądową oraz Wielką Brytanię, niepokonaną na morzu.
Cały kraj powoli szykował się do wojny. Prowadzono intensywne dozbrajanie armii, zakłady pełną parą produkowały uzbrojenie, amunicję i części ekwipunku. Przystąpiono do budowy umocnień - kopano rowy przeciwlotnicze, stanowiska dla artylerii i broni maszynowej. Mieszkańcy terenów pogranicznych zostali zobowiązani do wspierania WP i SG w ochronie ważnych obiektów - mostów, linii telegraficznych itd.

1 września zaczynamy rok szkolny. Jednak w roku 1939 dzień 1 września przyniósł początek największej wojny w dziejach ludzkości. Od tego dnia, przez niemal 7 lat nieprzerwanie prowadzono działania zbrojne, ginęły tysiące żołnierzy, masowo mordowano ludność cywilną, niszczono doszczętnie miasta i wsie... A jak wyglądał przebieg kampanii wrześniowej na Beskidzie Niskim?

Budynek Straży Granicznej w Czeremsze. Zdjęcie z 1937 roku *
Nie stoczono wtenczas tutaj żadnej spektakularnej bitwy, a sam front południowy był słabo przygotowany do obrony. Uznano go w planach Naczelnego Dowództwa za mniej ważny.
Jednak i tutaj prowadzono prace przygotowawcze do obrony. Beskid Niski bowiem graniczył ze Słowacją - państwem utworzonym 14 marca 1939 roku po anektowaniu Czechosłowacji przez III Rzeszę.De facto trzeba przyznać, że Polska skorzystała na upadku tego państwa, zajmując zbrojnie Zaolzie - jednak tego tematu tutaj nie poruszymy. Pierwsza Republika Słowacka była tworem de facto marionetkowym, w całości podporządkowanym Hitlerowi. Pańśtewkiem kierował ks. Jozef Tiso.
Dla Niemiec terytorium Słowacji miało duże znaczenie. Wojenne plany zakładały, że z południa, m. in. ze Słowacji uderzą silne oddziały niemieckie. Ich zadaniem było odcięcie możliwości wycofania oddziałów polskich na południe, na Węgry i Rumunię. Zamierzano też z południa prowadzić naloty bombowe - samoloty miały operować z lotnisk słowackich. Jak wiadomo Węgry stanowczo odmówiły pomocy Niemcom w ataku na Polskę. Słowacja zaś udzieliła aktywnej pomocy swojemu niemieckiemu sojusznikowi.
Po utworzeniu państewka Słowackiego, przystąpiono do tworzenia oddziałów zbrojnych. Oprócz stworzenia regularnej armii lądowej i  lotnictwa wojskowego, stworzono też, poniekąd na wzór hitlerowskiej SS - Gwardię Hlinkową, wierną rządowi faszystowskiemu Ks. Tiso.
Na granicy polsko - słowackiej zaczęto budować umocnienia polowe, punkty wypadowe i inne niezbędne urządzenia.
Na kilkunastu lotniskach Niemcy zgrupowali około 150 samolotów myśliwskich, bombowych i rozpoznawczych.
29 sierpnia 1939 roku sformowano Słowacką Armię Polową Bernolak, dowodzoną przez gen. F. Catlosa, Siły te liczyły 3 Dywizje Piechoty (Janosik, Skutlety i Razus), Grupę Szybką Kalinciak, pociąg pancerny, 4 samodzielne bataliony piechoty, a także jednostki wsparcia.
Oprócz tego do walki przystąpiło lotnictwo słowackie w sile kilkunastu eskadr myśliwskich, bombowych i rozpoznawczych. Łącznie Słowacja wystawiła przeciwko Polsce około 50 tys. żołnierzy.
Oddziały niemieckie zgromadzone na Słowacji miały następujący skład:
XXII Korpus Pancerny (2 DPanc.*, 4 DL., 3DG.)
XVIII Korpus Górski (1 DG., 2 DG., 56 DP., 57 DP.)
część XVII Korpusu Piechoty - 7 DP.
niemiecki atak wspierały samoloty z 4 Luftflotte, zgrupowane na lotniskach słowackich. Dodatkowo część jednostek lotnictwa słowackiego wspierała działania Wehrmachtu.
Tak więc przeciwko Polsce z terenu Słowacji szykowano do ataku łącznie 12 dużych jednostek wojskowych, z czego 4 to jednostki słowackie. Całość wspierało silne lotnictwo, głównie niemieckie.
A jak wyglądały tutaj siły polskie?

Tablica ma mogile polskich żołnierzy, zlokalizowanej na cmentarzu wojennym nr 74 w Szymbarku

Otóż granicy polsko - słowackiej na terenie Beskidu Niskiego broniła Armia "Karpaty - najsłabsza z 8 związków operacyjnych zmobilizowanych do obrony granic. Tak na prawdę składała się ona z 2 Brygad Górskich - 2 BG i 3 BG, 216 PP, 2 eskadr lotniczych i jednostek wsparcia oraz pomocniczych i tyłowych.  Oprócz tego w skład jednostek WP włączono też funkcjonariuszy SG i KOP, pełniących służbę na strażnicach i posterunkach wzdłuż granicy państwowej. 2 BG składała się z 1 pułku strzelców podhalańskich, batalionu KOP "Żytyń" i 3 batalionów Obrony Narodowej (BON): Nowy Sącz, Gorlice i Jasło. 3 BG składała się zaś z 2 PP KOP "Karpaty i 7 BON: Jasło, Krosno, Brzozów, Sanok, Rzeszów (walczących na terenie BN) oraz Jarosław, Turka, Sambor i Przemyśl.
BON były jednostkami pospolitego ruszenia, źle uzbrojonymi i często niewyszkolonymi. Oficerowie byli często w stanie spoczynku, a żołnierze zazwyczaj nie posiadali ciężkiej broni maszynowej, o artylerii nie wspominając. Samo ich uzbrojenie pochodziło zazwyczaj z czasów Wielkiej Wojny.
Wsparcie lotnicze stanowiły 56 eskadra obserwacyjna i 31 eskadra rozpoznawcza. Wyposażone były w przestarzałe samoloty rozpoznawcze (Lublin R-XIIID), łącznikowe (RWD-8) i samoloty bombowo-rozpoznawcze (PZL 32.B " Karaś"). Łącznie posiadały 19 maszyn.

Zniszczenia w centrum Rymanowa po wrześniowych walkach obronnych *
Odnośnie granicy ze Słowacją, a wcześniej - Czechosłowacją. Strzegło jej kilkanaście strażnic i posterunków Straży Granicznej. Znajdowały się one m. in. w Tyliczu, Wysowej. Koniecznej, Uściu Ruskim, Krempnej, Grabiu, Hucie Polańskiej, Barwinku, Czeremsze, Olchowcu, Jaśliskach (potem Posadzie Jaśliskiej), Jasielu, Wisłoku Wielkim i Komańczy. Komisariaty SG mieściły się też w Gorlicach, Jaśle i Dukli. Straznicy w trakcie mobilizacji zostali włączeni formalnie w skład oddziałów wojskowych, jednak pozostali na swoich pozycjach.

Pierwsze walki zaczęły się na Beskidzie Niskim dopiero 3 września. Jednak już pierwszego dnia wojny lotnictwo niemieckie zbombardowało między innymi Krosno oraz lotnisko w Moderówce, a także sporadycznie atakowało oddziały polskie, m. in. w rejonie Szklar zbombardowano pozycje BON "Brzozów". Pogranicznicy zaś prowadzili rozpoznanie terenów przygranicznych, wychodząc także na terytorium Słowacji. Stwierdzono na całej długości przygotowania wojsk słowackich do działań wojennych - budowę umocnień, stanowisk dla broni ciężkiej i maszynowej itd. Wyjatkowy epizod miał miejsce na granicy ze Słowacją w Barwinku. Dowódca I kompanii batalionu KOP "Dukla", por. Rajmunt Świętochowski udał się (jak często w ostatnim czasie) na granicę, by spotkać się ze Słowakami i porozmawiać o zaistniałej sytuacji. Jako osłona towarzyszyli mu dwaj żołnierze, oddaleni o kilkadziesiąt metrów. Oficer spotkał się z żołnierzami słowackimi, lecz w pewnym momencie został przez nich otoczony, a do jego piersi przystawiono lufy karabinów. Oficer nie bacząc na to wyjął pistolet z kabury i strzelił do najbliższego oficera. Po chwili padł ugodzony strzałem. Jednocześnie polska osłona również otworzyła ogień, zabijając dwóch słowaków, jednak ogień karabinów maszynowych ze strażnicy słowackiej zmusił ich do odwrotu, nie zdołali zabrać ciała dowódcy.  Już o 13 żołnierze polscy przystąpili do akcji odwetowej (bez oficjalnej zgody, ale za cichym przyzwoleniem dowódcy batalionu). Pluton poległego oficera, wsparty ciężkimi karabinami maszynowymi zaatakował strażnicę. Po wdarciu się do środka nie znaleziono zwłok oficera, a ponieważ wejście na piętro było zabarykadowane, budynek podpalono. Ciało porucznika, po pertraktacjach w dniu 4 września, Słowacy zwrócili dzień później. Pochowano go w Dukli.
Graniczne potyczki toczono w rejonie Huty Polańskiej, szczytu Baranie, Czeremchy - właściwie na całej długości granicy. Szczególnie zacięte walki toczono o strażnicę w Czeremsze - najpierw wróg zmusił Polaków do odwrotu do Lipowca, później jednak strażnicę udało się odzyskać. Polacy często przekraczali terytorium granicy, rozrzucając na ziemi słowackiej ulotki propagandowe oraz uzyskując informacje  ruchach nieprzyjaciela. Jednocześnie stwierdzono pojedyncze przypadki wystąpienia ludności miejscowej o nastawieniu pro - ukraińskim przeciwko WP i władzy polskiej. W Czeremsze np. 13 mieszkańców wsi przeszło na stronę słowackiej granicy, a później pełniło rolę przewodników dla oddziałów nieprzyjaciela.
Tylicz. Tutaj wtargnęli w pierwszych dniach września Słowacy, przegnani przez polskich żołnierzy

3 września do Tylicza wtargnął oddział słowacki, wspierany przez 3 samochody pancerne. Ostrzeliwując rynek, samochody spowodowały pożar kilkunastu budynków. Jednak żołnierze 7 kompanii z 1 pułku strzelców podhalańskich ostrzelali nieprzyjaciela z CKM - ów, a karabinowe pociski przeciwpancerne uszkodziły jeden samochód i raniły 2 żołnierzy słowackich, zmuszając oddział do odwrotu na pozycje wyjściowe.
Swoje natarcie rozpoczęli Słowacy i Niemcy 5 września na odcinku Gładyszów - Krempna. Tego dnia oddziały polskie na odcinku Gładyszów - Hańczowa zmusiły do odwrotu oddziały niemieckie, zadając im ciężkie straty. 7 września nacierali, wsparci artylerią i bronią maszynową z Huty Polańskiej w kierunku Grab - Krempna. Nie próżnowało też lotnictwo słowackie i niemieckie. Słowackie myśliwce czatowały na polskie samoloty rozpoznawcze. Tak też 7 września w rejonie słowackiej miejscowości Narsany k. Sabinowa słowacka Avia B.534 zestrzeliła polską maszynę z załogą w składzie kpr. pil. M. Piasecki i por. obs. E. Porada. Obaj piloci zginęli. Pochowano ich na cmentarzu w Preszowie. Ich tożsamość ustalił dopiero A. Olejko w 2000 roku...
Niemieckie Dorniery i Messerschmitty atakowały tymczasem polskie miasta, wsie, oraz kolumny wojska i ludności cywilnej.
5 września Słowacy, wsparci lekką artylerią i bronia maszynową natarli na Czeremchę i Lipowiec. Polacy, tracą kilkunastu zabitych i rannych oraz 12 wziętych do niewoli musieli się wycofać, jednak przed południem 6 września słowackie oddziały się wycofały a teren zajeli ponownie żołnierze polscy.
Nocą z 5 na 6 września Polacy zaatakowali strażnicę słowacką w miejscowości Certizne.
6 września oddziały Batalionu ON Rzeszów próbowały zająć w rejonie Wyszowatki wzgórze Dębi Wierch. Wypad się nie udał, a strona polska straciła  jednego zabitego oficera.
Walki toczono także w rejonie przełęczy Łupkowskiej. Już 1 września polscy saperzy wysadzili tunel, uniemożliwiając zgrupowanym w tym rejonie oddziałom słowackim przekroczenie granicy. 6 września kompania  z batalionu ON Przemyśl próbowała rozpoznać w tym rejonie siły nieprzyjaciela, jednak zadania nie udało się jej wykonać, a straciła kilku zabitych i rannych.
W rejonie Krempnej Słowaków wsparli Niemcy siłami 1 DG. Ataki rozpoczęto Bataliony ON Rzeszów i Jasło nie były w stanie długo zatrzymać nieprzyjacielskiego pochodu. Tym bardziej, że wróg uderzył na styki 2 i 3 BG, co wprowadziło pewne zamieszanie w szeregi polskie. Mimo to Polacy stawili zacięty opór między innymi w rejonie Szymbarku i Grybowa. Na cmentarzu parafialnym w Szymbarku spoczywa 7 polaków poległych 7 września. Ciężką walkę stoczył w Rozdzielu oddział polski z 2 batalionu 1 pułku strzelców podhalańskich. Za śmierć niemieckiego oficera żołnierze niemieccy podpalili kilka zabudowań i zabili kilku mieszkańców, próbujących gasić pożary.

Ulotki rozrzucane przez żołnierzy polskich podczas wypadów na stronę słowacką

Zacięte potyczki toczyły w rejonie Wysowej oddziały 1 pułku strzelców podhalańskich, ryglujące nieprzyjacielowi drogę do Gorlic, wróg jednak zajął to miasto 7 września.
Duklę oddziały polskie opuściły 8 września, dzień później zajętą przez Niemców w godzinach rannych. Po południu tego dnia nieprzyjaciel wkroczył do Beska i Rymanowa.
10 września Słowacka 3 DP przekroczyła granicę polską w rejonie Czeremcha - Radoszyce, zajmując m. in. Jaśliska i Radoszyce, oraz ruszając dalej, na Bukowsko i w kierunku Bieszczadów (na Baligród). Do Jaśliska wraz ze Słowakami wkroczył ukraiński batalion, formowany w Austrii z członków OUN - u. Ponoć nad Jaśliskami przez kilka dni obok słowackiej, powiewała tez ukraińska flaga.. Tego samego dnia (10.09) zajęto także między innymi Komańczę i Rzepedź, a 11 września - Szczawne i Kulaszne.W tym rejonie dobry kontakt nawiązali Słowacy z ludnością łemkowską. Tym bardziej, że w szeregach słowackiej armii służyli także słowaccy Rusini. Na wschodniej części Łemkowszczyzny i na terenie Bieszczadów oraz w Sanoku zdarzały się przypadki entuzjastycznych powitań wkraczających Niemców. W Sanoku odprawiano z tej okazji specjalnie nabożeństwo w cerkwi greckokatolickiej, a przez miasto szły parady, najeźdźców witano chlebem i solą. Ponoć w Besku również część nastawionej pro - ukraińsko ludności łemkowskiej również chciała powitać żołnierzy niemieckiej - miano strzelać na wiwat i budować bram powitalne. Wedle innych wiadomości, strwożeni mieszkańcy zaczęli bić w dzwony z trwogi i zbierać się w wsi by bronić się być może przed grabieżą. Niemcy uznali to jako przygotowania do ataku i rozpoczęli pacyfikację wsi, zabijając kilkunastu mieszkańców. Jaka jest prawda - tego już chyba nie uda się wyjaśnić...
Samoloty słowackie (eskadry myśliwskie i rozpoznawcze) zapuszczały się w głąb terytorium polskiego na głębokość do 80 km. Nie osiągnęły jednak większych sukcesów.
Beskid Niski został zajęty przez wojska niemieckie i słowackie. Do połowy października Słowacy opuścili teren BN, a jedynym okupantem pozostali hitlerowcy, wspierani przez ukraińską policję pomocniczą.

Tunel kolejowy na przełęczy Łupkowskiej, w 1939 roku wysadzony przez polskich saperów.

Kampania wrześniowa, chociaż na terenie Beskidu Niskiego miała charakter właściwie epizodyczny, pokazała wolę walki narodu. Liczne przykłady bohaterstwa dobrze świadczą o polskim żołnierzu, który mimo że słabo uzbrojony i wyposażony, zmęczony marszami i ciągłym nękaniem z powietrza nie ustępował łatwo terenu. Oddziały słowackie nie prowadziły aktywnych działań, nie pacyfikowały wsi, wielu żołnierzy niechętnie walczyło z Polakami. Bardzo szybko naród Polski stanął do walki z okupantem. Już w 1939 roku powstawały pierwsze zręby konspiracji, zarówno wśród Polaków, jak też i Łemków. Ale o tym napiszemy innym razem..

A co pozostało po walkach? Zniszczenia. Te jednak z czasem usunięto. Pozostały też groby. Wiele prowizorycznych mogił usunięto, a spoczywajacych w nich żołnierzy przeniesiono na cmentarze wojenne. Niewiele mogił pozostało na terenie Beskiu. Polscy żołnierze spoczywają m. in. na cmentarzu wojennym (z czasów WW) w Szymbarku, na cmentarzu wojskowym w Gorlicach, w Dukli.. Oficer niemiecki spoczywa na I - wojennym cmentarzu w Rozdzielu. Także i na Górze Cmentarnej w Gorlicach spoczywali Niemcy, jednak ich szczątki ekshumowano i przeniesiono. Pozostały upamiętniające walki pomniki...

Mamy nadzieję, że ten ramowy wpis Was zainteresował. Pamiętajcie o trudnej historii tych ziem.

Pozdrowienia!

*Fotografie pochodzą z: Kubit J., 2012, Przełęcz Dukielska we wrześniu 1939 roku, Dukla.
** Skróty w tekście:
   DP - Dywizja Piechoty
   DG - Dywizja Górska
   DPanc. - Dywizja Pancerna
   PP - pułk piechoty
   BON (ON) - Batalion Obrony Narodowej

Źródła inf.:
Korzeniowski P. (red.), Olejko A. (red.),2011, Wojna 1939 roku na Podkarpaciu
Kubit J., 2012, Przełęcz Dukielska we wrześniu 1939 roku
Daszkiewicz A., 1975, Ruch oporu w regionie Beskidu Niskiego 1939 - 1944.