Zanim wejdziesz, przeczytaj :)

Materiały wykorzystane przez nas ( zdjęcia, rysunki, opisy ) służą tylko celom dydaktyczno - informacyjnym, nie czerpiemy z działalności żadnych korzyści. Wykorzystujemy materiały zarówno własne, jak również pozyskane w internecie, lecz tylko by ukazać czytelnikom piękno naszego świata :). Materiał internetowy pozyskujemy legalnie (nie jest on zastrzeżony prawami autorskimi, pochodzi ze źródeł masowych i edukacyjnych) - nie kradniemy niczyjej pracy. Jeśli jednak znajdziesz u nas swoje materiały bez wyraźnej zgody (mogło zdarzyć się niedopatrzenie z naszej strony) i poczujesz się urażony - prosimy, poinformuj nas, a natychmiast znikną one z naszych łamów :)

UWAGA! UWAGA!

Ponieważ nastał czas wakacji, również i My postanowiliśmy z nich skorzystać. Na ten czas zawieszamy działalność na blogu. Nowe wpisy pojawią się we wrześniu 2016 roku.
Udanych wakacji i do zobaczenia na szlaku!

niedziela, 26 czerwca 2016

Grzywa w Beskidzie czyli o Górze Grzywackiej

Witajcie,
dziś postanowiliśmy przedstawić Wam jeden z naszych ulubionych szczytów. Czy szczyty można lubić? Ależ owszem, szczególnie te, przy których podczas pięknej pogodzie widać Tatry - ale o tym innym razem. Bo prawda jest taka, że szczytów na w Beskidzie nie brakuje, jeżeli jednak chodzi o wzniesienia z widokami to mamy prawo narzekać. Bo jakby nie patrzeć sporo szczytów jest zalesionych, a tylko na niektórych są platformy widokowe dzięki którym możemy popatrzyć na wszystko z góry...

Tam na dole zostało
Wszystko to co Cię męczy
Patrząc z góry wokoło
Świat wydaje się lepszy
(KSU  - Za mgłą)

W sumie muszę przyznać, że każde spotkanie z tą górą jest dla mnie niezwykłe. Pierwszy raz, i wtedy wydawało mi się, że ostatni byłam tam po pierwszej klasie liceum podczas oazy letniej. To co wtedy utkwiło mi w pamięci to to, że było tam pięknie. Widać było maleńkie domki i pola między nimi. I pamiętam strach który mi towarzyszył przy wchodzeniu na wieżę, która się okrutnie trzęsła, a potem zachwyt nad tym co zobaczyłam. Samą drogę do góry pokonaliśmy odprawiając drogę krzyżową. Na dół zaś schodziliśmy już wczesnym wieczorem wesoło gawędząc. Wtedy myślałam, że już nigdy się nie spotkamy - ja i góra. Jak na górę przystało jest nieruchoma.

Stacja drogi krzyżowej.
Więc ja przyszłam do niej, tak bez przygotowania. Bez zapowiedzi. To było w listopadzie...Pewnego pięknego niedzielnego popołudnia wracaliśmy z jednej z wypraw w Beskidy. Przejeżdżaliśmy przez Kąty i zaczęłam wspominać Kubie, że byłam tu kiedyś na oazie, że wyleźliśmy na tą Górę i że jest z niej piękny widoczek. No to skoro tam tak ładnie to chodźmy! Cóż oboje byliśmy już nieco zmęczeni łażeniem po górkach przez pół dnia. Jednak u mnie chęć zdobycia górki po raz drugi, a u Kuby po raz pierwszy była silniejsza niż cokolwiek innego. Więc nie zastanawiając się wiele ruszyliśmy, zostawiając nasze cztery koła na parkingu pod kościołem (można podjechać wyżej pod cmentarz - jednak dalej jest już zakaz wjazdu). Nie byliśmy do końca pewni w którą uliczkę skręcić by dojść do szczytu. Ja nie pamiętałam.  Jednak rzut oka na mapę wystarczył, by zorientować się którą drogą można dojść na wierzchołek. Nie wiem jak Wy ale my cenimy w górach spokój i to takie pozytywne odludzie. O ile drogę na początku pokonywaliśmy samotnie, to im dalej szliśmy tym więcej turystów spotykaliśmy wędrujących w obie strony. W sumie nie ma się czemu dziwić - pogoda na wędrówki była wówczas wymarzona. Po drodze podziwialiśmy stacje drogi krzyżowej i nie raz obracaliśmy się do tyłu by spojrzeć na Kąty, które zostawiliśmy za sobą w dole. Jakiś kawałek przed szczytem zagadało do nas pewne małżeństwo. My coś tam odpowiedzieliśmy i ruszyliśmy dalej. Zdobyliśmy szczyt, porobiliśmy zdjęcia. Wyszliśmy na platformę widokową, która wcale tak bardzo się nie kołysze i podziwialiśmy widoki, które bądź co bądź były niesamowite. Gdy już nacieszyliśmy swoje oczy widokiem z góry nieco odpoczęliśmy postanowiliśmy wracać. W drodze powrotnej spotkaliśmy znów to małżeństwo, które wydało się mi szalenie znajome. Okazało się, że to moja rodzina, której nie widziałam jak to się mówi od wieków. I jak obie strony stwierdziły to musiało być przeznaczenie. Na koniec rozmowy obiecaliśmy sobie, że znów się spotkamy tym razem na dłuższą pogawędkę przy jednym stole, jednak jak do tej pory nie udało się nam tego zrealizować. Mam jednak nadzieję, że to się zmieni w najbliższej przyszłości.

Droga na szczyt - jesienią uroku dodają jej pozłocone modrzewie, które jednak odbierają górze jej stricte widokowy charakter
A co do samej górki to należy ona oczywiście do szczytów naszego kochanego Beskidu Niskiego. I jak na samą krainę geograficzną przystało Grzywacka do bardzo wysokich szczytów nie należy. Ma ona zaledwie 565 m n.p.m. Tuż  za "rogiem" znajduje się Łysa Góra o nieco większych "rozmiarach" mierzy ona bowiem 641 m n.p.m. Oba wzniesienia należą do tzw. Beskidu Dukielskiego. Jest to umowna nazwa środkowej części Beskidu Niskiego, która leży na północ od Przełęczy Dukielskiej. Zachodnią granicę stanowią doliny Wisłoki i Ryjaka, na wschodzie droga Królik Polski-Daliowa-Czeremcha.Od północy ta część Beskidu jest ograniczona drogą Nowy Żmigród-Dukla. Charakterystyczne dla tej części jest to, że szczyty tu znajdujące się posiadają wąskie grzbiety i charakteryzują się duża indywidualnością.

Przez ten szczyt wiodą dwa szlaki:
zielony rowerowy Mrukowa - Nowy Żmigród - Góra Grzywacka - Kąty - Kamień
czerwony pieszy (GSB)  Kamień - Kąty - Góra Grzywacka - Łysa Góra - Polana - Chyrowa - Pustelnia św Jana z Dulki i dalej...
pomarańczowy szlak rowerowy: Kąty - Góra Golesz - Górz Gzrywacka - Kąty (Zagrody) - Uroczysko - Kąty - Skalnik - Wzgórze Walik - Brzezowa - Mytarz - Nowy Żmigród - Podgóry - Góra Grzywacka "Droga Krzyżowa" - Kąty
Warto tutaj zajrzeć będąc w Kątach. O tej miejscowości napiszemy innym razem, niemniej warto wspomnieć, że wyrosła między innymi dzięki temu szczytowi na miejscowość o lokalnym znaczeniu turystycznym. Nic dziwnego zresztą, jest tu na prawdę pięknie.

Krzyż papieski - wieża widokowa na szczycie
na szczycie;)

Warto rzec coś niecoś o wieży. Jest to stalowa, solidna konstrukcja o wysokości 12 metrów. Powstała w 1999 roku z inicjatywy pierwszego proboszcza Kątów, ks. Jana Cebulaka. De facto chodziło o wzniesienie krzyża na szczycie, tym bardziej że zbliżał się przełom II i III tysiąclecia. Jednak przy okazji postanowiono stworzyć atrakcję turystyczną - i tak powstała wieża zwieńczona krzyżem, lub też - krzyż pełniący również rolę wieży widokowej. Na szczyt wieży wiodą kręte schody. A co widać z góry?  Od wschodu zobaczycie charakterystyczną, garbatą górę - to Cergowa. Na zachodzie zalega masyw Magury Wątkowskiej, a na południu widać między innymi Kamień, Kolanin i Baranie. Patrząc na północ możecie podziwiać Pogórze Ciężkowickie - wyróżnia się tutaj Brzanka. To tak po krótce, resztę sami zobaczycie.
Widoki z góry...

Widok na Stary Żmigród, widać nawet kościół


Nie lada ciekawostką jest też to, że na północny wschód od wierzchołka Góry Grzywackiej na jej stokach znajduje się wzgórze zwane Zamczysko. Można tam pośród drzew odnaleźć ślady dawnej warowni.
Co jeszcze warto dodać? Na pewno to, że prócz platformy widokowej, tuż przy szczycie znajduje się zabudowany polowy ołtarz, który stanowi doskonałe miejsce do odprawiania Mszy Św pod gołym niebem, co jest myślę bardzo dobrym pomysłem.

Dla mnie ta góra jest niezwykła. W sumie chyba każda z gór jest wyjątkowa na swój sposób. Nawet nie chodzi tu o wysokość, zalesienie, czy widoki, ale o to co nas spotyka po drodze i na szczycie - nasze przeżycia...


Nasi drodzy czytelnicy nadchodzi czas wakacji. Na blogu również. Związku z tym życzymy Wam szerokiej drogi, pięknej pogody i znalezienia tego co pragnęliście wyjeżdżając na urlop. My również idziemy na "blogowy urlop" - wrócimy do Was we wrześniu!
Mamy nadzieję że wpis, chociaż krótki, spodobał się Wam.
Do zobaczenia na szlaku!!!




Źródła inf.:
Luboński P., 2012, Beskid Niski dla prawdziwego turysty.
www.beskid-niski-pogorze.pl
www.krajoznawcy.info.pl
parafiakaty.manifo.com
www,powiat.jaslo.pl

niedziela, 19 czerwca 2016

Okiem wędrowca - Grab

Witajcie!

Dzisiaj chcemy zabrać Was do uroczej wioski. Niewielkiej, a jakże malowniczej i przyciągającej uwagę. Po dawnych mieszkańcach pozostało tutaj wiele śladów - stare chyże, kapliczki, krzyże, cmentarz.. Zapraszamy do spaceru po Grabiu.

Wieś Grab leży w dolinie potoku Ryjak, wpadającego kilka kilometrów dalej do Wisłoki. Położona jest przy DW nr 992. Od północy wieś zamyka oparta na wzgórzach granica MPN, a od południa wieś niemal opiera się o granicę polsko - słowacką. Od wschodu wieś graniczy z Ożenną, a od zachodu - z Wyszowatką.

jedna z wielu kapliczek przydrożnych w Grabiu.

Obowiązkowo trochę historii:

Historia wsi jest długa. Jej początki sięgają co najmniej 2 połowy XV wieku. Grab bowiem istniał już w 1490 roku, bowiem w źródłach pojawia się informacja, że był częścią wiana Jadwigi, żony Jana Wojszyka ze Żmigrodu. Musiał więc powstać wcześniej. Nie powinno to zresztą nikogo dziwić - od XIV wieku wiódł tędy szlak handlowy ze Żmigrodu do Bardejowa. Szlakiem tym wieziono m. in. węgierskie wino. Lokalizacja więc wsi tutaj była dobrym posunięciem. Ale niestety miało to też swoje wady. Na pograniczu polsko - węgierskim działały liczne grupy beskidników - zbójników, rekrutujących się głównie spośród zamieszkujących te tereny osadników wołoskich i ruskich. Zgraje napadały na kupców, uszczuplając znacznie skarbce miast zarówno polskich, jak i węgierskich. Zapewne i mieszkańcy Grabia zasilali ich szeregi, bowiem w odwecie za liczne napady na karawany kupieckie, mieszkańcy Bardejowa spalili wioskę w 1497 roku.

chyża w Grabiu.

Źródła podają, że wieś w 1530 roku nie była zamieszkana. Jednak już w roku 1581, kiedy to wioska należała do rodu Stadnickich, naliczono tutaj 17 wołoskich zagród, 2 chałupy komornicze i zagrodę sołtysią i cerkiew. Grab już wtedy był siedzibą parafii, do której należały także Wyszowatka, Ożenna, Rostajne, Długie, Świątkowa Mała i Nieznajowa. Była to wtenczas oczywiście parafia prawosławna (do około połowy XVII wieku).
Wiek XVII w gruncie rzeczy wieś przetrwała szczęśliwie, nie licząc tylko okresu potopu szwedzkiego, kiedy to przez Łemkowynę przeszły oddziały Rakoczego (1657), paląc, grabiąc i mordując.
Inaczej było w wieku XVIII. Bowiem w 2 połowie tego wieku Rzeczpospolita zmagała się z narastającymi trudnościami wewnętrznymi i ingerencją państw ościennych. Wynikiem tego była Konfederacja Barska, uznawana za pierwszy zryw niepodległościowy. Swój epizod miała także na terenie Beskidu Niskiego. Między innymi nad Grabiem konfederaci ulokowali swój obóz wojskowy, gdzie szkolono rekrutów do walki. Stąd też prowadzono wypady aż pod Pilzno i Lwów. Obozem dowodził sam Kazimierz Pułaski, a okresowo szkolono tutaj nawet do 2 tysięcy ludzi. Obóz nie istniał długo, bo tylko w latach 1767-1770. Bitwę z Rosjanami stoczono tutaj 13 stycznia 1770 roku - konfederaci ponieśli srogą klęskę, a sam Pułaski został ranny. Nieco później zaś obóz zniszczyli  Rosjanie pod nieobecność Polaków. Załoga przeniosła się wtenczas w okolice Izb. Dla ówczesnych mieszkańców - Rusinów, obecność konfederatów wiązała się z obciążeniami na rzecz powstańców.
W 1772 roku miał miejsce I rozbiór Polski, a tereny Beskidu Niskiego przypadły w udziale Austrii. Od tego czasu gospodarowała tutaj administracja austriacka.
W roku 1849 przez Grab ciągnęły liczne oddziały rosyjskie. Zmierzały na Węgry, by tłumić powstanie niepodległościowe. W tym czasie narodziła się zapewne prorosyjska orientacja wśród Łemków, Mieszkańcy gór na pewno byli pod wrażeniem potęgi maszerującej, świetnie wyekwipowanej armii, której żołnierze mówili w języku podobnym do łemkowskiego.
Grab był dość dużą wsią. Według spisu z 1890 roku żyło tutaj 670 osób. Działała także poczta.
Na przełomie XIX/XX wieku (na pewno przed 1904 r.) otworzono we wsi szkołę. W roku 1908 zaś otworzono czytelnię Proświty. Szkoła była jak na te okolice znaczna, by w tym okresie pracowało tutaj aż 2 nauczycieli.



Mimo,że od XVII wieku mieszkańcy Łemkowszczyzny byli wyznania greckokatolickiego, to jednak gdzieniegdzie odżywały tendencje do prawosławia. Tak też i było w Grabiu. Zawdzięczać to trzeba o. Maksymowi Sandowyczowi, który to w latach 1911-1912 działał w tych stronach - był proboszczem w Grabiu. Był gorącym propagatorem powrotu do prawosławia. Jego nauki zachęciły mieszkańców Grabiu do powrotu do "wiary ojców". Konwersja objęła około 200 osób z Grabiu oraz Wyszowatki. Jednak szybka reakcja władz austriackich przerwała ten proces. Już w grudniu 1911 roku zamknięto prywatną kaplicę w jednym z  domów w Grabiu, a o. Sandowycz został aresztowany i obciążony grzywną. Swoich działań jednak nie zaprzestał. Odprawiał nabożeństwa prawosławne w domach prywatnych, także w Wyszowatce i w Długiem. Bowiem oprócz mieszkańców Grabiu, także część Łemków z Długiego, Wyszowatki, Ożennej i Świątkowej Małej przeszła na prawosławie. Jeszcze dwukrotnie w roku 1912 roku o. Sandowycza karano więzieniem i grzywnami za te działania. Ostatecznie powrót do prawosławia nastąpił dopiero 20 lat później..
W roku 1914 wybuchła Wielka Wojna. Wkrótce też i wojna wkroczyła między strzechy Grabiu.
Austriacy aresztowali osoby sprzyjające wcześniej prawosławiu, 17 z nich trafiło do obozu w Thalerhofie. Natomiast, gdy do wsi wkroczyli Rosjanie, to szykanowali grekokatolików.

Cmentarz wojenny nr 5


Walki wokół Grabiu były krwawe. Szczególnie ciężkie boje toczono wiosną 1915 roku. Chodziło głównie o przełęcz nad Ożenną, gdyż była to jedna z dogodnych dróg wiodących na Węgry. Wieś została poważnie zniszczona. Pamiątką po tych działaniach są cmentarze wojenne. Na terenie Grabiu znajdują się dwa takie obiekty: nr 4 i nr 5.
Cmentarz nr 4 zaprojektowany został przez Dusana Jurkovica. Obiekt został zaprojektowany pierwotnie na planie twierdzy bastionowej. Już podczas jego budowy konstrukcję znacznie uproszczono. A dalsze uproszczenia wprowadzono w latach 1992-1995, podczas remontu, w którym brali udział m. in. żołnierze austriaccy z 54 pułku Obrony Terytorialnej ze Styrii. Mimo to jest to jeden z najpiękniejszych cmentarzy w okolicy. Pomnik centralny stanowi wysoka wieża drewniana pobita gontem, zwieńczona krzyżem. Wieża ma przekrój kwadratowy, a na jej okapie, z każdej strony umocowano dwa drewniane krzyże (łącznie jest ich 8). Na cmentarzu pochowano łącznie 143 żołnierzy w 53 pojedynczych i 31 zbiorowych mogiłach. Spoczywa tutaj 37 żołnierzy rosyjskich i 106 żołnierzy armii C.K., służących m. in. w 28 pułku artylerii polowej (F.K.R.)., 18 pułku piechoty (I. R.) czy z 27 I. R. Spoczywają tu m. in. Czesi i Austriacy. Spośród żołnierzy rosyjskich określono  przynależność pułkową jednego poległego - służył on w  largo - kagulskiego pułku piechoty.
Cmentarz otacza ziemno - kamienny wał, a wejść można przez drewnianą furtkę, zwieńczoną kamiennym łukiem, mocno już sfatygowanym.

Cmentarz wojenny nr 4


Obiekt znajduje się na wzgórzu nad wsią, przy drodze do przełęczy Beskid nad Ożenną. W pogodne dni roztacza się stąd ładna panorama na okolicę.

Drugi obiekt leży przy drodze do Krempnej, na terenie jednego z gospodarstw. Jego obecność wskazuje kierunkowskaz szlaku Frontu Wschodniego I Wojny Światowej, ale i bez tej strzałki łatwo go dostrzeżecie.Tym  bardziej, że stoi tutaj oryginalny słup informacyjny z epoki. Wchodzi się nań przez podwórko właścicieli gruntu, na którym zlokalizowany jest cmentarz. Jednak ludzie są mili i nie utrudniają dostępu do niego, więc wystarczy tylko grzecznie zapytać o pozwolenie i można śmiało wchodzić. Spoczywa tutaj 266 żołnierzy rosyjskich. Pochowano ich w 27 zbiorowych i 6 indywidualnych grobach. Pomnik centralny wieńczy piękny drewniany krzyż. Pierwotnie wykonano go w czeskim Ołomuńcu. Obiekt remontowano na początku XXI wieku. Remont prowadzono bardzo starannie, i dokładnie oddano wszelkie szczegóły z projektu Dusana Jurkovica.

W czasie walk spłonęło wiele domów, a także m. in. plebania.

Kościół w miejscu cerkwi z 1808 roku
Cerkiew unicka w Grabiu. /źródło: Historia Sztuki Rosyjskiej, 1910 [za:] cerkiewne.tematy.pl/


Okres powojenny to czas odbudowy i rozwoju wsi. Otworzono tutaj czytelnie im. Kaczkowskiego, a także utworzono Bractwo Apostolskiej Modlitwy. Do unickiej parafii w Grabiu przynależały Rostajne, Wyszowatka i Ożenna. Co ciekawe, Schizma Tylawska nie zyskała poparcia w Grabiu. Niewielka część mieszkańców przeszła na prawosławie - nawet Ci, którzy opowiadali się w 1911 roku za naukami o. Sandowycza, teraz pozostali wiernymi kościoła greckokatolickiego.. Mieszkańcy objęci konwersją wznieśli czasownię przy drodze do Wyszowatki. Rozebrali ją w 1944 roku Niemcy, na potrzebę budowy umocnień.
We wsi zlokalizowano też budynek Straży Granicznej, obsadzany do 1939 roku. Potem przejął go niemiecki Grenzschutz.
Zbudowano nową szkołę (w miejscu zniszczonej podczas walk), murowaną, trzyklasową. Uczyły się w niej także dzieci z Wyszowatki.
Spis ludności z 1936 roku wykazał w Grabiu 609 unickich i 85 prawosławnych Łemków, 8 Żydów i 26 Polaków - byli to strażnicy mieszkający tu z rodzinami.
Wieś była zamożna - miała urodzajną glebę, rzadkie zjawisko na Łemkowszczyźnie. Działały tu aż 4 sklepy - 3 żydowskie i jeden spółdzielczy łemkowski.

na cmentarzu łemkowskim


Rok 1939 przyniósł nową wojnę światową. W Grabiu ulokowały się oddziały Obrony Narodowej, które miały wspierać SG w obronie przełęczy. Stoczono tutaj jednak tylko niewielką potyczkę z wojskiem słowackim, i po kilku dniach WP wycofało się bez walki. Wieś zajęli później Niemcy, i obsadzili wojskiem, zajmując do tego celu strażnicę i szkołę - osadzili tu łącznie około 80 żołnierzy.
Sama okupacja przebiegła dość spokojnie (poza wywózką około setki mieszkańców na roboty przymusowe), natomiast problemy pojawiły się w 1944 roku. We wrześniu tego roku mieszkańców przesiedlono do okolicznych wsi, bo zamierzano w Grabiu urządzić stanowiska obronne. Sowieci zajęli wieś na kilka dni już we wrześniu, ale musieli cofnąć się do Ciechani. Potem toczono o wioskę i okolicę ciężkie walki. Do domów Łemkowie wrócili dopiero po kilku miesiącach - wieś była mocno zniszczona. Niemcy opuścili ją 17 stycznia 1945 roku.
Bombardowania doprowadziły do zniszczenia wielu domów. Przetrwała jednak cerkiew. Zbudowano ja w 1808 roku. Prezentowała zachodniołemkowski styl architektury. Kryta była blachą.


Zakończenie wojny nie przyniosło spokoju. W roku 1946 roku przystąpiono do przymusowego wysiedlania Łemków na Ukrainę. Grab miano wysiedlić całkowicie. Na szczęście, dzięki powołaniu się w Jaśle na zapewnienia o dobrowolności wyjazdu , około 40 rodzinom udało się uniknąć wysiedlenia. Jednak i one wkrótce musiały opuścić domy - wysiedlono je w ramach Akcji Wisła w gdańskie i gorzowskie. We wsi od 1945 aż do końca Akcji Wisła stacjonował oddział WP.

Miejsce Łemków zajęli Polacy z jasielskiego i nowotarskiego. Po 1956 powróciło też kilka rodzin łemkowskich. Warunkiem było to, by gospodarstwo nie było zajęte przez rodzinę polską.
Cerkiew łemkowską przejęła parafia rzymskokatolicka. Niestety, obiekt spłonął w 1952 roku od uderzenia pioruna. W jej miejscu wzniesiono w latach 70 drewniany kościół. Nie bez przeszkód zresztą ze strony władz. Obecnie służy on wspólnie katolikom i unitom.
Istniała we wsi cerkiew już wcześniej, miejsce po niej znacz grupa świerków, położonych na zachód od obecnej świątyni. Tam też w XIX wieku ulokowano cmentarz choleryczny.

Za kościołem znajduje się duży cmentarz, a na nim ponad 50 kamiennych krzyży łemkowskich. Na początku XXI wieku remontowali go wolontariusze skupieni wokół S. Modrzejewskiego w ramach grupy "Magurycz". Jest to jedne z największych skupisk kamieniarki łemkowskiej w tej części Łemkowyny. Można podziwiać tam na prawdę piękne krzyże kamieniarzy z Bartnego czy np. I. Szatyńskiego z Nieznajowej.
Idąc przez wieś spotkacie liczne kapliczki i krzyże przydrożne. Ciekawym zwyczajem jest malowanie ich tutaj na niebiesko. Gdzie indziej ten kolor nie jest tak popularny.
Co Was jeszcze zaciekawi? Na pewno krajobrazy. Wokół ciągną się pastwiska, a na nich co najwyżej zobaczycie bydło, spokojnie przeżuwające trawę. Ciekawie wygląda też z oddali samo koryto potoku Ryjak. Wokół niego zobaczycie wysokie, lecz suche drzewa - pamiątka zapewne po bobrowej robocie..
takie widoki towarzyszą niemal przez całą drogę...

Idą tędy oczywiście szlaki. Nad wsią, granicą wiedzie słowacki szlak czerwony. A od Ożennej, DW nr 992 do przełęczy Beskid n. Ożenną i dalej, granicą w kierunku łupkowa wiedzie niebieski szlak graniczny. Na skrzyżowaniu w Grabiu - Ożennej do szlaku niebieskiego dołącza szlak zielony, wiodący od Krempnej przez Wysokie. Na tym skrzyżowaniu właśnie kończy swój bieg. Grab stanowi bardzo dobry punkt wypadowy na szlaki graniczne oraz na MPN. I co ważne - jest tutaj sklep, nieczęsta "atrakcja" w tych stronach.

Na dzisiaj chyba tyle. Polecamy Wam serdecznie odwiedziny tego pięknego, cichego zakątka. Znajdziecie tu spokój, świeże powietrze, przyrodę i zabytki.
Mamy nadzieję, że wpis się Wam podoba.

Pozdrawiamy, i - do zobaczenia na szlaku!





Źródła inf.:
Luboński P. (red.), 2012, Beskid Niski. Przewodnik dla prawdziwego turysty.
Grzesik W., Traczyk T., Wadas B., 2012, Beskid Niski od Komańczy do Wysowej.
Krochmal A., 1995, Stosunki między grekokatolikami i prawosławnymi na Łemkowszczyźnie w latach 1926-1939 [w:] Czajkowski J. (red.), Łemkowie w historii i kulturze Karpat.
Majewski J., 2015, Cmentarze z I Wojny Światowej na Beskidzie Niskim i na Pogórzu.
cerkiewne.tematy.net.

niedziela, 12 czerwca 2016

Ryś euroazjatycki

Witajcie,
dziś chcielibyśmy zainteresować Was pewnym kociakiem. Kociak to nie byle jaki, bo dość spory i dość ładny. Żyje sobie wśród drzew wielkich i pośród traw się kryje. Ma na imię tak nie jeden facet -czy już wiecie kto to taki?

Ryś - oczywiście ryś euroazjatycki, który ma zaszczyt być największym z rysi. Prócz oczywiście kota domowego i żbika rysie są jedynym przedstawicielami kotowatych w naszym kraju. Co ciekawe jest też jednym z większych drapieżników Europy. Został już opisany w XVI wieku przez Karola Linneusza. W Polsce oczywiście jest gatunkiem chronionym.
Pierwotnie ryś miał bardzo szeroki zakres występowania. Jednak z czasem zmalała i nie obejmowała krajów Europy Zachodniej. W latach siedemdziesiątych podjęto starania o reintrodukcję tego ssaka na terenie Szwajcarii, Słowenii, Austrii i Francji. Co ciekawe w Skandynawii obserwuje się rozprzestrzenianie rysia nawet poz koło podbiegunowe. Najwięcej rysi żyje właśnie w lasach Syberii, nieco mniej jest ich w Skandynawii, Finlandii i Karpatach. Niewielka ich ilość znajduje się również na Półwyspie Bałkańskim - ok 50 osobników.

źródło:pl.zwierzak.wikia.com


Na terenie Polski według danych z 2011 roku zyje 296 rysi. Należą one do dwóch podgatunków, które zamieszkują dwa znacznie różniące się od siebie tereny. Populacja nizinna zamieszkuje Polskę północno-wschodnią [Kotlina Biebrzańska, Puszcza Białowieska, Puszcza Augustowska, Puszcza Knyszyńska i Borecka]. Wyróżnia się też populację karpacką, jak sama nazwa wskazuje żyjącą w Karpatach Wschodnich i Zachodnich, oraz na Pogórzu Karpackim. Nieliczne z tych zwierząt zamieszkują tereny Roztocza, Puszczy Solskiej i Polesia Lubelskiego. Spotykane są też w różnych częściach Sudetów.
Ryś zasiedla najchętniej wielogatunkowe duże kompleksy leśne ze starodrzewami. Jak już zostało wcześniej nadmienione odpowiada mu zarówno środowisko górskie jak i nizinne. W zależności od tego jak zasobne w pożywienie jest środowisko, terytorium osobnicze rysia może wynosić nawet do 1400 km kwadrtowych. W Polse jest to średnio 350 km kw. Dla samic powierzchnia tereytorium może być znacznie mniejsza. Co ciekawe terytoria samic niemalże nie zachodzą na siebie, jednak mimio to dochodzi między  nimi do walk w których pomagają im wyrośnięte młode. Natomiast bardzo często terytoria samców zachodzą na siebie nawet do 1/3, jednak raczej nie walczą między sobą o zasięg terytorialny. Wydaje się, że w Polsce jest wiele miejsc gdzie rysie mogłyby spokojnie zamieszkać. Posiadamy w naszym kraju spore zasoby leśne, zarówno lasów mieszanych, czy też iglastych. Niestety są one poprzecinane gęstą siecią dróg, co uniemożliwia rysiom swobodne wędrowanie i często giną one po zderzeniu z autem. Ryś jak każdy kot ma wymagania,co do siedliska i jak przystało na dużego kota to i wymagania są nie małe. Najchętniej w dzień przebywają w kryjówkach, które znajdują się w obszernych dziuplach, bądź też w zakamarkach skalnych. Nocą zaś wychodzą na żer. Między innymi dlatego, że w Polsce o ile lasów nie brakuje, to już lasów z starodrzewami i dziuplami czyt zakamarkami skalnym i już dużo trudniej. Dlatego tez populacja rysia na terenie naszego kraju nie należy do bardzo dużych.

źródło: www.tapetus.pl

Kociaki o których mowa jak to koty chodzą własnymi drogami i poza okresem godowym żyją samotnie. Co ciekawe w trakcie poszukiwania jedzenia przemierzają nawet do 20 km. Jeżeli chodzi o pożywienie to najchętniej polują na sarny. Zdarza się też im przekąsić łanie czy młode jelenie. Nie pogardzą też oczywiście pokarmem mniejszych rozmiarów jak na przykład ptaki zwłaszcza te które wiją swoje gniazda na ziemi. Zdarza zadowolić im się również małymi ssakami jak np zającami, czy nawet gryzoniami. Rysie polują od zmroku do wschodu słońca wykorzystując naturalne zasłony jak np. duże pnie zwalonych drzew, kępy krzewów czy traw. Podczas polowania starają podejść ofiarę jak najbliżej, ponieważ nie są dobrymi biegaczami na długich dystansach. Skradając się do ofiary - trzeba im to przyznać robią to bezszelestnie. Są bardzo silne i sprytne. Większą ofiarę potrafią powalić na ziemię rzucając jej się do gardła, a mniejsze chwytają przednimi łapami. Nie stanowią dla nich większych problemów polowanie na ptaki, ponieważ potrafią wyskoczyć na wysokość nawet do 2 metrów. Po upolowaniu dużej zwierzyny, ryś najczęściej zakopuje jej resztki w ściółce, czy też pod śniegiem, piaskiem usypując pagórek. Niestety często takie zapasy są plądrowane przez inne zwierzęta leśne jak wilki, dziki, borsuki czy lisy. W obliczu wyzwania rysie ukrywają swoje zdobycze na drzewach. Pierwsze potwierdzenie tego faktu udało się zanotować w Polsce w Pienińskim Parku Narodowym, a drugi w Szumawie w Czechach.
Rysie płci przeciwnej spotykają się podczas okresu godowego który trwa od stycznia do marca. W tym okresie drapieżniki te dużo więcej wędrują nawet za dnia, często znaczą swój teren i nawołują partnera. Takie nawoływanie czyli głośne miauczenie i warczenie słychać nawet z kilkuset metrów. Ruja trwa  ok 3 dni i w tym okresie samiec nie odstępuje samicy na krok, jest bardzo agresywny wobec ewentualnych konkurentów i nie poluje. Po kopulacji zwierzęta rozchodzą się.
Ciąża u rysia trwa ok 70 dni. Samica rodzi zwykle 2-3 czasem więcej młodych. Najczęściej za ich legowisko służy stara nora borsuka, lisa bądź zapadlina skalna w gęstym lasku. Młode otwierają oczy po 10 dniach i ssą mleko do 3-6 miesięcy. Od pierwszej jesieni życia zaczynają towarzyszyć matce w łowach i dłuższych wędrówkach. Samodzielność osiągają w wieku 9-11 miesięcy, wówczas opuszcają matkę, która zaczyna kolejny okres godowy. Samice dojrzewają w wieku od 9 miesięcy do 1,5 roku, a samce nieco później od 1,5 roku do 2 lat. Młode samice często osiedlają się w pobliżu terytorium matki, natomiast samce znacznie dalej. Na wolności żyją średnio 14-17 lat, natomiast w niewoli dożywają 25.\

źródło: swiatkotow.pl

W warunkach naturalnych zagrożenie dla rysi stanowią przede wszystkim lamparty i wilki. Choć jak wynika z przeprowadzonych na terenie Polski badań wilki i rysie żyją ze sobą w pokoju i bardzo rzadko dochodzi między nimi do walk. Sporym zagrożeniem dla młodych osobników są orły i puchacze. Niestety dużym zagrożeniem dla tego zwierzęcia jest człowiek, jego działalność. Nie bez echa na populacji odbijają się też różnego rodzaju choroby pasożytnicze czy innych jak wścieklizna i parwowiroza. Na wielkość populacji wpływa też niestety też kłusownictwo.
Rzadko go można, niestety zobaczyć. To szczęście mają nieliczni. My jak dotychczas - jeszcze sobie na to nie "zasłużyliśmy". Może jednak kiedyś...

Na dzisiaj tyle. Dziękujemy za odwiedziny i pozdrawiamy Was serdecznie!


Źródła inf.:

www.wwf.pl
www.polskiwilk.org.pl
natura.wm.pl
pl.wikipedia.org
www.ekologia.pl

niedziela, 5 czerwca 2016

Legendy Beskidu Niskiego - o świętym Janie z Dukli

Witajcie,
dziś chcielibyśmy Wam przedstawić kolejną z legend beskidzkich. Jakiś czas temu pisaliśmy o pustelni św. Jana z Dukli, oraz wspominaliśmy o jego żywocie. Dziś nawiązując tego tematu chcemy Wam przybliżyć legendę związaną z tym świętym. Jak to mówią w każdej bajce, opowiastce czy legendzie jest ziarno prawdy - tak więc miłego czytania. Legenda pochodzi ze zbioru przygotowanego przez Andrzeja Potockiego, wydanego pod tytułem "Legendy łemkowskiego Beskidu". Lektura tym razem będzie bardzo krótka, ale mamy cichą nadzieję, że Wam się spodoba ;)

Opowiadają, że urodził się na początku XV wieku w Przedmieściu Wyżnym, czyli dawnej wsi zwanej Starą Duklą, obok której z czasem powstało dzisiejsze miasteczko. Tam w Kościele św. Marcina miał być ochrzczony. Już jako młodzieniec wybrał życie pustelnicze i urządził swój erem na stoku góry Zaśpit. Po jakimś czasie mając lat ok. 25, wstąpił do klasztoru ojców Franciszkanów w Krośnie, a potem przeniósł się do Lwowa. Pod koniec życia stracił wzrok i chociaż nie widział świata ziemskiego to oczyma duszy widział Boga, zmarł bowiem w opinii świętości 29 września 1484 r. W czasie jego pobytu we Lwowie metropolitą Kościoła katolickiego był Grzegorz z Sanoka. Minęło bardzo wiele lat od śmierci ojca Jana i dopiero w 1615 roku rozpoczęto starania o jego beatyfikację, która nastąpiła znów po bardzo wielu latach, w 1733 roku.

Św. Jan z Dukli /źródło: www.srem.ordynariat.opoka.org.pl/


Prośby kierowane do świętej pamięci o. Jana, już rok po jego śmierci spowodowały wiele cudownych uzdrowień. Jedni odzyskiwali wzrok, inni mowę, jeszcze inni zostali uleczani z różnych chorób, a nawet odżywały martwo narodzone niemowlęta, co miało miejsce w roku 1492 i 1495 r. Królewicz Polski Jan Kazimierz w roku 1634 wyzdrowiał ze śmiertelnej choroby dzięki prośbie o wstawiennictwo Jana z Dukli. Wobec faktu, że wielu ludzi modliło się na cmentarzu, przy jego grobie, już dwa lata po jego śmierci podjęto starania w Stolicy Apostolskiej o zgodę na umieszczenie jego doczesnych szczątków wewnątrz kościoła w specjalnej krypcie przy wielkim ołtarzu. Stało się to jednak dopiero w 1521 roku
Kiedy wojska Chmielnickiego w 1648 r. odstąpiły od oblężenia Lwowa, ocalenie miasta przypisywano o. Janowi. Byli tacy, co widzieli, jak ukazał się w powietrzu nad lwowskim klasztorem ojców Bernardynów, czym spowodował panikę u oblegającej miasto kozackiej czerni.

W roku 1740 ojcowie bernardyni przystąpili w Dukli do budowy klasztoru. Początkowo był to drewniany budynek. Murowany zespół klasztorny zaczęto wznosić w 1761 roku, a ukończono trzy lata później. Jednocześnie w 1769 roku w miejscu pustelni Jana, na Zaśpicie, postawiono kościółek, który przetrwał do początków XX wieku. Nowy oddano do użytku w 1908 roku i stoi tam do dziś. W 1946 roku wywieziono ze Lwowa relikwie św. Jana i  umieszczono je w kościele ojców Bernardynów w Rzeszowie, a w 1974 roku przeniesiono je do kościoła ojców Bernardynów w Dukli. Papież Jan Paweł II kanonizował błogosławionego ojca Jana w 1997 roku, przy okazji odwiedzając Duklę.

niedziela, 29 maja 2016

Prawie jak Beskid Niski - na "Rusi Krośnieńskiej"

Witajcie!

Przyznam, że długo zastanawialiśmy się o czym tym razem napisać. Jaki temat wybrać?
Wybór padł na temat z pozoru dość nieoczekiwany. Na pewno zaś nie na opiewającym Beskid Niski blogu.
Tym razem postanowiliśmy "opuścić" na chwilę granice kochanej Łemkowyny. Robimy to świadomie, ale - nie przypadkowo. Chcemy Was zabrać na tereny "Rusi Krośnieńskiej", jak nazywa się niekiedy tereny zamieszkiwane przez Zamieszańców.
Kim byli Zamieszańcy?
Odpowiedź nie jest wcale taka prosta, a ze względów oczywistych trudno tutaj szczegółowo opisać tą grupę etnograficzną.

Kapliczka słupowa w Gwoździance.
Zamieszańcy należeli do rusińskiej grupy etnograficznej, zamieszkującej obszary położone na północ od Krosna, na terenie Pogórza Strzyżowskiego. Zamieszkiwali 10 wsi: Czarnorzeki, Oparówka, Rzepnik, Pietrusza Wola, Wólka Bratkowska, Bonarówka, Krasna, Węgłówka, Blizianka i Gwoździanka. Osiem z wymienionych wsi tworzyło obszar nazywany przez okolicznych Polaków "Rusią", a dwie wioski - Gwoździanka i Blizianka, znajdowały się nieco dalej, w pobliżu miasteczka Niebylec. Jak wytłumaczyć tutaj obecność Rusinów, na terenie całkowicie zdominowanym przez osadnictwo Polskie? Otóż usadowili się oni tutaj w XV - XVII wieku, gdyż jedynie ten teren był wolny, a osadnicy polscy i niemieccy nie byli w stanie gospodarować pośród gór, nawet tych na Pogórzu. W większości byli to osadnicy prawdopodobnie ruscy - wszak nieco na wschód znajdowała się dawna granica Polsko - Ruska, istniejąca do 1340 roku. Ale na pewno duży odsetek stanowiła ludność wołoska lub wołosko - ruska, przybyła tutaj z południa. Jako osadnicy byli mile widziani przez władających tymi terenami wielmożów. Tylko oni bowiem byli w stanie okiełznać trudny klimat i przyrodę. Przybyła tu grupa nie była liczna. Częściowo uległa polonizacji, co nie dziwi - stanowili wszak odmienną grupę pośród polskich osadników, i początkowo ich odmienny styl życia, religia (prawosławie), język nie ułatwiały kontaktów. Nowi przybysze więc po części musieli poddać się przewadze polskiej. Ułatwiła to Unia Brzeska, i przystąpienie prawosławnej eparchii przemysko-samborskiej do Unii w 1692 roku. Niemniej jednak Zamieszańcy / Rusini zachowali dużo ze swojej tradycji. Kulturowo byli znacznie bardziej zbliżeni do Łemków z południa niż np. do Bojków czy też Ukraińców ze wschodu. Łemkowie właśnie mieli im ponoć nadać przezwisko Zamieszańcy, jako Rusinom zamieszkałym pośród Polaków, i z tego powodu częściowo spolszczonym. Sami siebie nazywali Rusinami. Tak samo nazywali ich okoliczni Polacy.
Wpływy Ruskie i Łemkowskie widać było w elementach obrzędów, religii i języku. Natomiast sposób gospodarowania Zamieszańcy przejęli od Polaków - m. in. popularne tu było ogrodnictwo i sadownictwo, oraz oczywiście rolnictwo. Jednocześnie jednak zajmowano się rzemiosłem, m. in. kamieniarstwem. W XIX wieku zaś wielu Rusinów (i Polaków) pracowało przy wydobyciu ropy naftowej.

Jeden z wielu kiwonów w Węgłówce.
Nie stanowili wielkiej grupy. W wieku XVIII te 10 wspomnianych wsi zamieszkiwało 4722 mieszkańców, z czego Rusinów reprezentowało 4318 osób, czyli ponad 90 %. Resztę stanowili głównie Polacy oraz niewielki odsetek ludności Żydowskiej. Przypuszczać należy, że część Polaków to spolonizowani Rusini.
Grupa rozwijała się, modliła się w cerkwiach, zmarłych chowano na cmentarzach, a na mogiłach stawiano niekiedy kamienne nagrobki, podobne do tych z cmentarzy łemkowskich. Okres XIX wieku to czas masowych wyjazdów za ocean - do Ameryki wyjechało wtenczas 10% populacji Zamieszańców! Mimo Polskiego otoczenia i wyjazdów systematycznie wzrastała liczba ludności - w roku 1930 na terenie wspomnianych wsi zamieszkiwało 7595 Rusinów o około tysiąc Polaków i Żydów, łącznie 8890 osób.

Cmentarz rusiński w Oparówce
Kres Zamieszańcom położyły lata 1945-47. Najwięcej osób wyjechało na wschód w w 1945 roku, na mocy porozumienia PKWN i ZSRR z 1944 roku. Swoje rodzinne strony opuściło wtenczas około 90% Rusinów. W trakcie Akcji "Wisła" wysiedleń tutaj prawie nie prowadzono, gdyż wsie już opustoszały. Wysiedleń uniknęli częściowo Rusini z Gwoździanki i Blizianki - ale głównie dlatego, że większość z nich przynależała już do kościoła rzymskokatolickiego. W tych wsiach polonizacja następowała dość szybko, gdyż wioski te, jak wspomniano wyżej - były oddalone od pozostałych, stanowiących skupisko osadnictwa Rusińskiego.
Mimo stosunkowo nielicznego grona, Zamieszańcy starali się pielęgnować swoją odrębność, rozwijać się kulturalnie. Powstawały organizacje, powiązane z "moskalofilskim" bądź ukraińskim kierunkiem. W Rzepniku i Węgłówce działały np. czytelnie im. Kaczkowskiego, związane z Russinami, nazywanymi też moskalofilami. Podobnie było w Czarnorzekach i Krasnej. Z kolei np. w Bonarówce m. in. działała czytelnia "Proświty" i Towarzystwo Ukrainek. Oparówka słynęła z Towarzystwa Gimnastyczno - Strażackiego "Sokił". Podobnie jak i na Łemkowynie, tak i tutaj ścierały się dwa nurty narodowo - polityczne..

Na starym cmentarzu w Czarnorzekach...
Mimo różnic kulturowych stosunki polsko - ruskie były poprawne, i raczej nie zdarzały się większe spory czy kłótnie. A jeśli już, to nie na tle kulturowym, ale gospodarczym - coś jak słynna grusza u dziadunia Rzędziana z "Ogniem i mieczem" czy też spory Kargula i Pawlaka. Tak było do połowy lat 40 XX wieku, do czasu, kiedy na Wołyniu rozpoczęły się rzezie Polaków, a tu i ówdzie do Polski docierały echa nacjonalizmu, który OUN próbował zaszczepić pośród Rusinów. Wynikiem tego stały się antagonizmy polsko - rusińskie, ataki na Zamieszańców, grabieże, a nawet zabójstwa. Taki większy atak Polaków na Zamieszańców miał miejsce w Gwoździance, 19 maja 1945 roku. Zginęło wtedy 12 (wg innych źródeł 16) mieszkańców Gwoździanki. Od tego czasu wokół tych wydarzeń narosły legendy, a liczba zamordowanych urosła do 166 osób (we wsi żyło około 400 osób). Miało miejsce też kilka mordów na pojedynczych rodzinach m. in. w Węgłówce. O ile miejscowi Polacy byli do Rusinów nastawieni życzliwie, lub chociażby neutralnie, o tyle przybyli ze wschodu pałali chęcią zemsty za mordy na Wołyniu. Dla nich Rusini byli Ukraińcami, mordercami. Za ich przyczyną też w dużej mierze zdarzały się napady, zabójstwa.. Także niektórzy żołnierze rozwiązanej AK brali udział w takich napadach.. Wielu Rusinów więc wyjechało na wschód z obawy o swoje życie, nie mogli czuć się bezpiecznie w swoich domach, mimo, że nie zrobili nic złego..
Z "Rusi Krośnieńskiej" pochodzi najbardziej znany chyba poeta łemkowski Iwan Rusenko. Urodził się w Krasnej. Z tych stron pochodzi też Iwan Ziłyński, językoznawca.

Jadąc do Blizianki...
Co pozostało po Zamieszańcach? Pozostały piękne cerkwie. Jest ich 8, z tego 5 - murowanych. Pozostały też nieliczne kamienne nagrobki na cmentarzach, przydrożne kapliczki, krzyże..

Teraz więc pokażemy Wam przynajmniej wspomniane cerkwie. Więcej nie mieliśmy czasu dotychczas zobaczyć.

Zaczniemy od Gwoździanki. Sama wioska powstała w XVI wieku, a pierwszą cerkiew wzniesiono tutaj w 1625 roku. Parafia przetrwała do 1751 roku, kiedy to nastąpiło włączenie jej do nieodległej Blizianki.
Obecna cerkiew pochodzi z z końca XVIII lub z początku XIX wieku. Nosi wezwanie śś. Kosmy i Damiana, popularnych świętych na Łemkowynie. Świątynia jest drewniana, orientowana, i ma konstrukcję trójdzielną. Niższe prezbiterium zamknięte jest półkoliście. Dach kryty blachą wieńczy niewielka wieża zwieńczona blaszanym hełmem z nibylatarnią. Wewnątrz strop zasłania zaskrzypienia - ciekawy element konstrukcyjny małopolskich kościółków, wykorzystywany głównie w architekturze późnogotyckiej. Zachowało się kilka XIX - wiecznych ikon z ikonostasu.
Bardziej przypomina typ osławski, stąd zapewne niemały wpływ na konstrukcję świątyni miało budownictwo józefińskie. Warto ja zobaczyć - jest urocza, a lokalizacja dodaje jej uroku.

Cerkiew w Gwoździance.
Kolejną odwiedzoną przez nas zamieszańską cerkwią jest świątynia w Bliziance. Wieś powstała już w XV wieku, wzmiankowana jest jako istniejąca osada w roku 1491. Pierwszą cerkiew wzniesiono tutaj w 1630 roku. Obecna świątynia pochodzi z 1865 roku. Jest to drewniana świątynia jednoprzestrzenna, orientowana, kalenicowy dach kryty gontem wieńczy niewielkich rozmiarów wieżyczka. Wewnątrz można zobaczyć m. in. ikonę Trójcy Świętej. Obecnie cerkiew "przyćmiewa" wielki, nowoczesny, murowany kościół. Cerkiew zaś stoi cicho, pokornie na uboczu, pośród wysokich drzew. Ale w tym właśnie jej urok...

Cerkiew w Bliziance
Następną miejscowość, jaką nawiedziliśmy była Oparówka. Wioska powstała pod koniec XVI wieku. Pierwsza cerkiew powstała tutaj w 1700 roku, była drewniana i nie dotrwała do naszych czasów. Na jej miejscu postawiono w 1912 roku nową cerkiew p.w. Narodzenia NMP. Jest to murowana świątynia, wzniesiona w stylu bizantyjskim, Świątynie zbudowano na planie krzyża greckiego, nad nawą wznosi się duża kopuła. Dach obity blachą. Wewnątrz można oglądać ciekawe, barwne polichromie. Obok cerkwi ulokowany jest stary cmentarz rusiński, a na nim kilkanaście zabytkowych nagrobków kamiennych i kilka metalowych krzyży. Kilka nagrobków wyremontowała pewna Pani adwokat ze Lwowa. Zapewne żyli tu jej przodkowie. A może sama jeszcze przyszła tu na świat?

Cerkiew w Oparówce
Później pojechaliśmy do Rzepnika. Wieś położona jest w zacisznej dolinie, pośród lasów.. Zachwyciła nas piękna murowana cerkiew. Wioskę założono w 2 połowie XVI wieku. Wedle ludowych podań, założył ją Polski magnat ożeniony na dzisiejszej Ukrainie z córką bojara. Ponieważ otoczenie było doń wrogo nastawione, zabrał poddanych, żonę i osiedlił się w tym miejscu. Obecna murowana świątynia pochodzi z 1912 roku. Jest orientowana, zbudowana na planie krzyża greckiego. Posiada główną kopułę nad nawą. W świątyni zachował się kompletny ikonostas, a ikony pisali m. in. poddani cara, zbiegli z Rosji po wybuchu rewolucji bolszewickiej. Przed cerkwią stoi murowana dzwonnica parawanowa, a z tyłu, blisko drogi, stoi dąb "Jagiellon" - dąb bezszypułkowy liczący ponad 500 lat.

Cerkiew w Rzepniku
Z Rzepnika ruszamy dalej, przez Odrzykoń do miejscowości Czarnorzeki. Osadę założono najpóźniej w 1544 roku. W okresie I Wojny Światowej miały miejsce na okolicznych wzniesieniach walki a pamiątką po nich są cmentarze wojenne. We wsi stoi murowana cerkiew greckokatolicka p.w. św. Dymitra, wzniesiona w latach 1918-1921. Podobnie jak poprzednia świątynia, i ta zbudowana jest na planie krzyża greckiego z główną kopułą nad nawą. Zachowane jest też miejsce po cerkwi z XVII wieku. Znajduje się około 300 metrów od obecnej świątyni, około 50 metrów od drogi. Doprowadzi Was do niego plan  stojący na parkingu przy cerkwi. Jakieś 40 metrów nad cerkwiskiem znajduje się cmentarz greckokatolicki, zachowały się bodajże tylko 3 zdewastowane fragmenty nagrobków, całość porasta bujnie barwinek i drzewa. Trochę przygnębiający widok. Na terenie wsi można trafić na pozostałości po Wielkiej Wojnie. Warto dodać, że Czarnorzeki były lokalnym ośrodkiem kamieniarskim.

Cerkiew w Czarnorzekach.
Dalej jedziemy do Węgłówki. Wieś powstała już w XV wieku. Należała do dużych osad - na początku XX wieku żyło tu 1700 osób, z czego 1600 stanowili Rusini. W XIX wieku odkryto tutaj złoża ropy naftowej. Ropę wydobywa się tutaj do dziś, w krajobraz wkomponowały się kiwony.. "Czarnego złota" szukał też tutaj Admirał Nelson Keith - angielski magnat o ciekawych personaliach. Widać słynny admirał spod Trafalgaru był jego idolem. Jednak "imiennik" nie miał szczęścia. W 1898 roku Admirał, jego żona i córka zmarli w Węgłówce na jakąś chorobę zakaźną. Pochowano ich kilkanaście metrów od cerkwi. Obecna cerkiew pochodzi z 1898 roku, i bryłą zbliżona jest to wcześniej omawianych świątyń. Jednak wydaje się znacznie większa. Ciekawostką jest dąb "Poganin", mający około 1000 lat! Nadana nazwa więc mu bardzo pasuje.

Cerkiew w Węgłówce.
Z Węgłówki jedziemy do Krasnej. Urocza nazwa prawda? Korasna istniała na pewno przed 1581 rokiem. Jak i pozostałe omawiane wsie, zamieszkiwali ją głównie Rusini. Pod koniec XIX wieku żyło tutaj ponad 1,5 tysiąca osób. W 1792 roku wzniesiono tutaj cerkiew o bardzo ciekawej architekturze, niestety nie przetrwałą do naszych czasów. Utrwalono ją jednak na grafice.. Cerkiew obecna pochodzi z 1912 roku. Przyciąga uwagę żółty kolor tynku na ścianie. Dodaje świątyni ciepła. Tutaj bryła świątyni jest również wzniesiona na planie krzyża greckiego,ale dach wieńczą już trzy kopuły. Obecnie położona jest przy ruchliwej drodze prowadzącej do Rzeszowa. W 1945 roku, podobnie jak i w poprzednich wsiach, większość Rusinów wyjechała na Ukrainę. Pozostała cerkiew..

Cerkiew w Krasnej
Ostatnią odwiedzoną przez nas wioską była Bonarówka. Późno już było, zbliżał się powoli wieczór gdy tu dotarliśmy. Wioskę założono już w 1439 roku, a cerkiew erygowano w 2 połowie XV wieku. Parafia unicka działała od 1630 roku. Stojąca obecnie we wsi cerkiew pochodzi z 2 połowy XVII wieku. Jest drewniana, formą zbliżona do kościołów pogórzańskich. Pierwotnie cerkiew była trójdzielna, dach wieńczyły trzy kopuły, ale przebudowa z 1841 roku zmieniła kształt świątyni. . Prezbiterium i nawę kryje dach kalenicowy obity blachą. Wieżę nad babińcem dostawiono pod koniec XIX wieku. Ściany pobite gontem. Patrząc na cerkiew ma się wrażenie, że jest się na Beskidzie Niskim..Świątynia znajduje się na Szlaku Architektury Drewnianej. Położona jest na lekkim wzniesieniu, z dala od ruchliwych dróg.

Cerkiew w Bonarówce
Oczywiście oprócz cerkwi we wspomnianych wsiach pozostały opuszczone cmentarze, kapliczki, krzyże, nieliczne już chałupy zbliżone formą do łemkowskiej chyży. Np. w MBL w Sanoku można oglądać kurną chatę z Węgłówki.


Na dzisiaj tyle zwiedzania. Temat tylko bardzo marginalnie przedstawiliśmy. Właściwie - to tak na zachętę. Pisać o nim można bardzo wiele... Polecamy Wam serdecznie "Kyczerską Łemkowynę" jak nazywa ją p. Dubiel - Dmytryszyn. Znajdziecie tutaj i sielskie krajobrazy, i piękne zabytki, i smutną historię.
Do zobaczenia na szlaku!


Źródła inf.:
Bata A., Łuczaj M., 2012, Zamieszańcy. Losy Rusinów na Pogórzu
Dubiel-Dmytryszyn S., 2014, Kyczerska Łemkowyna. Opowieść o Rusinach Krośnieńskich.
Olszański H., 2007, Zamieszańcy. Studium etnograficzne.
naludowo.pl
nadbuhom.pl
www.podkarpacie.media.pl
www.kow.net.pl
www.niebylec.nom.pl

sobota, 21 maja 2016

Okiem wędrowca - Świątkowa Wielka

Witajcie!

Pamiętacie jak jakiś czas temu pisaliśmy o Świątkowej Małej? Dziś zabieramy Was "po sąsiedzku" do  Świątkowej Wielkiej, niewielkiej dziś wioski. Jest to jedna z pierwszych przez nas poznanych miejscowości, i mamy do niej pewien sentyment. Mamy nadzieję, że również i Wy ją polubicie.

Widok na Kolanin (705 m n.p.m.) z drogi od Świerzowej Ruskiej

Świątkowa Wielka rozciąga się wzdłuż potoku Świerzówka, chociaż przez wieś przepływa (trochę bokiem) również Wisłoka. Od północy wieś graniczy z terenami nieistniejącej już Świerzowej Ruskiej, częściowo "wchłoniętej" zresztą w obecne granice Świątkowej. Na południu wieś styka się bezpośrednio ze Świątkową Małą. Od wschodu wieś sąsiaduje z miejscowością Kotań, a od zachodu - wioskę zamykają stoki Mareszki (801 m n.p.m.). Wioska leży właściwie niemal w centrum Magurskiego Parku Narodowego.

Standardowo zaczniemy od historii:

Nazwa wsi pochodzi od imienia Świątek lub też Świątko. Dla mieszkańców był to powód do dumy, i wręcz symbol ich pobożności. Wioska jest młodsza od "siostrzanej" Świątkowej Małej (Świątkówki). Wiadomo, że istniała już w XVI wieku, bowiem w 1581 roku posiadała 19 łanów ziemi, o połowę więcej niż Świątkówka. Być może już w tym okresie we wsi stała cerkiew, jednam właściwie nic o niej nie wiadomo. Oprócz tego odnotowano już wtedy kniazia i popa. Jednak trudno stwierdzić jednoznacznie, czy wioski już wtenczas były rozdzielone, czy też Świątkowe stanowiły jedną całość. Na pewno zamieszkiwała je wtedy ludność wołoska.
przy drodze do Świerzowej

 Świątkowa i kilka okolicznych wiosek były własnością słynnego rodu Stadnickich. W roku 1510 wieś należała do Andrzeja Stadnickiego, kasztelana sanockiego. Później, w 1554 roku dobrami kasztelana podzielili się jego synowie: Marek i Mikołaj, i zyskami z Świątkowej i kilku innych wsi dzielili się po połowie. Później wioska stała się własnością starostwa bieckiego. W roku 1581 był tutaj dom sołtysa, 19 gospodarstw i jedna zagroda bezrolna.
Rozwój wioski zahamował najazd tatarski w 1629 roku. O dużym spadku liczby mieszkańców świadczy fakt, że we wsi obrabiano tylko 4 łany. Mimo to w tym czasie otwarto młyn, przetwarzający ziarno na potrzeby Świątkowych.
Wzmianki w dokumentach mówiące o wsi pochodzą z 1654 roku.
W roku 1633 nadano duchowieństwu unickiemu szereg przywilejów, m. in. mielenie bezpłatnie zboża w dworskich młynach, wypas zwierząt w pańskich lasach itd. Przywileje te nadał niejaki właściciel tzw. "klucza myscowskiego", Kochanowski. W skład klucza, oprócz Świątkowej wchodziły Grab, Myscowa, Długie, Radocyna, Żydowskie, Ciechania, Polany i Ożenna. Prawa te potwierdził później Jerzy Lubomirski w 1746 i 1776 roku.
Cerkiew, która stoi obecnie we wsi pochodzi najprawdopodobniej z 1757 roku, przynajmniej tak głosi napis na nadprożu. Wkrótce założono też księgi metrykalne - w 1776 roku.  W roku 1785 wieś zamieszkiwało 528 grekokatolików i 14 Żydów.

Figura Św. Mikołaja

Słynna figura z wizerunkiem Świętej Rodziny.

Wiek XIX nie był łaskawy dla tej okolicy. W roku 1815 była sroga zima, a po niej - czas wielkie powodzi. Póxniej było tylko gorzej, okolicę bowiem trzykrotnie nawiedzała epidemia cholery: w latach 1830-31, 1849 i 1873. Oprócz cholery utrapieniem były epidemie tyfusu i klęski głodu oraz suszy z lat 1831, 1846 i 1847. Austriacki rząd w miarę możliwości wspierał mieszkańców pieniędzmi oraz żywnością, jednak w walce z chorobami się nie wykazał. Tym bardziej, że ubogo żyjący mieszkańcy nie byli w stanie zapewnić rodzinom zabezpieczenia sanitarnego czy też odpowiednich produktów spożywczych.
jeden z kilku przydrożnych krzyży zachowanych w Światkowej Wielkiej

Czara goryczy przelała się w marcu 1854 roku. Wtedy to, 13 marca nocną porą, mieszkańcy zobaczyli coś zupełnie im nieznanego. Po niebie toczyła się ognista kula, ciągnąca za sobą płonący ogon. To była kometa. Światkowianie uznali to za znak końca świata, i przestali martwić się o jutro. Dodatkowo nadszedł czas wielkich ulew.. Wszystko to utwierdziło mieszkańców w przekonaniu rychłego końca ziemskich trosk. I zaczęła się radość, napitek lał się w karczmie strumieniami. Żyd - karczmarz też się cieszył... Wielu za grosze pozbyło się swojego dobytku.
A końca świata jak na złość nie było!

Mimo trudnych czasów wieś się rozwijała. Już w 1846 roku we wsi działała szkoła parafialna. Nauczycielem w niej był Dmytro Chowański.  W roku 1855 była tutaj już szkoła 3 - klasowa, a w 1882 roku zastąpił ją nowy budynek.
Łemkowie ze Światkowych przykładali wielką wagę do tematu swojego pochodzenia. Wielu z nich uważało się za Russnaków - czyli "prawdziwych" Rusinów. Osoby piszące się jako Rusini przez jedno "s" uznawani byli jako "słąbsi", podatni na działania kultury Polskiej i Ukraińskiej. Pisaliśmy na ten temat przy okazji wpisu o Świątkowej Małej. Świadomość ta nie zawsze była pozytywnie odbierana przez władze państwowe, o czym przekonano się po wybuchu Wielkiej Wojny - trójka mieszkańców trafiła do obozu w Thalerhofie, jednak na szczęście wszyscy wrócili z niego żywi..

cerkiew przed ostatnim remontem


Na początku XX wieku otwarto we wsi czytelnie im. Kaczkowskiego, uznawaną jako "moskalofilską". Jednak poza tym wiek XX przyniósł również wiele cierpienia. Gdy wybuchła Wielka Wojna, 56 mężczyzn ze Światkowej zaciągnęło się do armii Cesarsko - Królewskiej. Co najmniej czterech zginęło podczas walk. Czterej wrócili jako inwalidzi. Wojna przyszła do wsi już w 1914 roku. Austriacy, wycofujący się pod naporem armii carskiej, spalili połowę wsi. Wielu mieszkańców z konieczności zamieszkało w piwnicach.. Około połowa odeszła natomiast później z Rosjanami, kiedy Austriacy przeszli do kontrofensywy - obawiano się represji wojsk austriackich. Większość z nich powróciła w rodzinne strony po zakończeniu działań wojennych.
Rok 1918 to czas odrodzenia wielu państw. Swoje państwo próbowali stworzyć także Łemkowie. Do Ruskiej Ludowej Republiki Łemków dołączyły też Światkowe. I chociaż był to krótkotrwały epizod, mieszkańcy długo o nim pamiętali, bojkotując w latach 20. wybory do urzędów państwowych i spisy ludnościowe.

Wyciąg narciarski "Mareszka" w Światkowej Wielkiej

W roku 1925 otworzono we wsi spółdzielnię, podlegającą Związkowi Spółdzielni Ukraińskich we Lwowie. W tym też czasie zbudowano drewniany sklep. Budynek spłonął w 1928 roku, ale zastąpiono go szybko murowanym, istniejącym do dziś. Oprócz tego we wsi w tym czasie wzniesiono murowaną szkołę i otworzono mleczarnię. Działały też jeszcze dwa inne, łemkowskie sklepy.
Kiedy pod koniec lat 20 Łemkowie zaczęli masowo wracać do wiary ojców, również i mieszkańcy Światkowych zapragnęli wrócić do prawosławia. W 1927 roku konwersja objęła wszystkich mieszkańców, poza jedną rodziną. Później jeszcze kilka rodzin wróciło do kościoła unickiego.  Po konwersji wzniesiono przy drodze do Wołowca świątynię prawosławną, rozebraną po 1947 roku. Dzisiaj nie ma po niej śladu. Zmiana wyznania wiązała się z pewnymi niepokojami we wsi, m. in. wierni prawosławi wykradali kilkukrotnie wyposażenie z cerkwi unickiej. Wioska jednak wciąż sie rozwijała.
Działała tutaj duża olejarnia, tłocząca oleje ze słoneczników i lnu. We wsi mieszkało o830, z czego 820 stanowili Russnacy prawosławnego i greckokatolickiego wyznania. a resztę stanowili Polacy (5) i Żydzi (5). Działał we wsi młyn, mieszkało tutaj też 2 krawców i 4 kowali. Stały też dwie karczmy, pamiętające jeszcze czasy zaborów. Jedną prowadziła rodzina żydowska, a drugą - łemkowska.
Przed II Wojną Światową poprowadzono utwardzoną drogę z Desznicy do Światkowej. Zbudowano wtedy trzy drewniane mosty na potoku Świerzówka.

Cmentarz w Świątkowej Wielkiej, widok na "starą część"/



Wybuch wojny co prawda nie przyniósł zniszczeń. Jednak mieszkańcy nie mieli czasu by zapomnieć o trudach wojennego życia, okupant bowiem zatrudniał ich przymusowo do pracy w okolicznych lasach, a zimą - do odśnieżania drogi z Kątów do Krempnej i Grabiu. W okolicy działały duże oddziały Armii Krajowej, ukrywające się w okolicznych lasach. W roku 1944 okoliczni mieszkańcy zostali przesiedleni czasowo, gdyż Niemcy szykowali się do walki z Armią Czerwoną. Po zakończeniu słynnej bitwy dukielskiej, mieszkańcy powrócili do domów. Wkrótce jednak, w 1945 roku większość wyjechała na sowiecką Ukrainę, skuszona przez komisarzy radzieckich dostatkiem. Zazwyczaj mieszkańcy po dotarciu spotykali się z szarą rzeczywistością, ale powrót był już niemożliwy..
We wsi zostały 4 rodziny. W okolicy grasowały bandy UPA, przybyłe z Ukrainy, a czujące się bezkarnie niemal do 1947 roku wobec słabości WP. W roku 1946 roku na terenie wsi banderowcy stoczyli potyczkę z Polakami - w walce poległ oficer WP i trzech Ukraińców. W ramach Akcji "Wisła" wysiedlono wspomniane wcześniej rodziny na zachód. Miało to miejsce 27 marca. We wsi pozostało kilka osób - Łemków i Polaków. Miejsce wysiedlonej ludności zajęli Polacy.  Po odwilży w latach 50 do Światkowej powróciło kilka rodzin łemkowskich.

Cerkiew po remoncie.

Izbica wygląda na prawdę ładnie..
Warto zobaczyć tutejszą cerkiew, noszącą wezwanie Św. Michała Archanioła. Świątynię wzniesiono w XVIII wieku, a ponoć zasługi pod jej budowę położył Piotr Paśkiewicz. Obiekt wielokrotnie remontowano i przebudowywano. Pierwszy remont miał miejsce pod koniec XVIII wieku, kolejny w latach 20 XIX wieku, a następny - kilka lat przed wybuchem I Wojny Światowej. Obecna zakrystię wzniesiono w 1933 roku. Następny remont miał miejsce w latach 80, potem w latach 90 konserwowało polichromię  a ostatni remont maił miejsce w 2014 roku, wtedy też pokryto cerkiew wielobarwnym malowaniem, może co prawda niezbyt związanym z oryginalnym pokryciem - jednak mimo wszystko bardzo oryginalnym i przyciągającym uwagę.  Po 1947 roku świątynia długo stała nieużytkowana, a potem przekazano ją kościołowi rzymskokatolickiemu.
Świątynia "reprezentuje" typ zachodniołemkowski. Jest drewniana, wzniesiona konstrukcją zrębową. Nad babińcem stoi słupowo - ramowa dzwonnica. Dachy namiotowe wieńczą piękne kopuły zwieńczone kutymi krzyżami.
W latach 40 jeszcze znajdowały się w świątyni dwa ikonostasy: barokowy z XVIII wieku i XIX - wieczny. Obydwa zostały skradzione w latach 50.

Niedaleko cerkwi znajduje się cmentarz, a na nim kilkanaście starych, łemkowskich krzyży nagrobnych. Znajduje się on przy drodze głównej, więc nie sposób go pominąć. Warto tutaj zajrzeć i podumać nad historią tych terenów. Sama kamieniarka również przyciąga oko. Idąc drogą do Świerzowej spotkacie piękną figurę Świętej Rodziny, często fotografowaną. Znajdziecie ja m. in. na okładce (naszego ulubionego) przewodnika wydawnictwa Rewasz z 2012 roku. Oprócz tego spotkacie tutaj kilka krzyży przydrożnych i małą kapliczkę domkową przy drodze do Desznicy.

piękne kute krzyże na kopułach..


Warte uwagi są okoliczne krajobrazy. Blisko stąd w magurskie ostępy, a widoki na okoliczne wzgórza zapierają dech w piersiach. Zanocować można tutaj w kilku agroturystykach. Jest też sklep, chociaż nie zawsze czynny. Jest też smażalnia pstrąga, blisko Świerzowej. Obok niej działa zaś wyciąg narciarski, zimą więc fani nart znajdą tutaj miejsce dla siebie.
Latem, w lipcu, na polach koło cerkwi w Świątkowej odbywa się impreza pod nazwą "Krempiańska Parada Historyczna" - tutaj można zobaczyć pokazy jazdy konnej, mundury z epoki, konne pojedynki na szable, można zobaczyć nabijaną odprzodowo broń palna czy też łuk tatarski. Więcej o tej imprezie, której korzenie sięgają 1999 roku można poczytać tutaj.
Przez Świątkową prowadzą niedawno otwarte szlaki turystyczne na Przełęcz Majdan, wiodące przez teren Świerzowej Ruskiej. Wiedzie tędy żółty szlak pieszy łączący Bartne z Krempną, a także zielony szlak rowerowy. Przez pobliską Świerzową Ruska wiedzie ścieżka przyrodniczo-kulturowa "Świerzowa Ruska". Osobiście nam ta eksplozja szlaków turystycznych w Świerzowej nie odpowiada. Pamiętamy ją z czasów przed budową mostków i ławeczek, gdy (nieświadomie wówczas) przemierzaliśmy dawną wieś skacząc przez potok.. Ale cóż, teraz i fani pieszych wędrówek, i cykliści znajdą tutaj coś dla siebie. Dodatkowo blisko jest stąd np. do Krempnej czy nawet do Jasła, więc rowerem można śmiało wędrować po okolicy. Tym bardziej że sieć dróg jest tutaj całkiem przyzwoita. Mamy nadzieję, że nie stanie się to przyczyną "rozjechania" okolicy przez legiony turystów....
Czas pokaże.

Do zobaczenia!

My odwiedziliśmy kilkakrotnie Światkową Wielką. Pierwszy raz w 2012 roku. Pod cerkwią zbierano dopiero materiał na remont. Szliśmy wtedy właśnie z Bartnego przez Świerzową, niechcący wkraczając na teren niedostępne dla turysty - czyli do Świerzowej. Marsz zakończyliśmy wtenczas w Krempnej. Ale wtedy był upał! Pamiętamy jak dziś leniwie porykujące bydło..
Kolejny raz odwiedziliśmy to miejsce na krótko przed remontem świątyni. To była "majówka", przyszliśmy tu wtedy z Wołowca. Pogoda była raczej pod chmurką, od czasu do czasu siąpił deszcz.. Kolejny raz zajrzeliśmy tu dopiero w wrześniu 2015 roku, by w końcu zobaczyć piękną cerkiew po remoncie. Malowanie cerkwi nam przypadło do gustu. Warto zobaczyć je na żywo, żadne zdjęcia tego bowiem nie oddadzą.

Chyba na dzisiaj to tyle. Mamy nadzieję, że zaciekawimy Was tym wpisem, i zachęcimy do odwiedzin tego uroczego zakątka. Nie trzeba Wam wiele tutaj - wystarczy dobry humor, pojemny plecak i wygodne trepy.
Do zobaczenia na szlaku!



Źródła inf.:
Gajur J., 2006, Łemkowskie Magury.
Luboński P. (red.), 2012, Beskid Niski. Przewodnik dla prawdziwego turysty.
Grzesik W., Traczyk T., Wadas B., 2012, Beskid Niski od Komańczy do Wysowej.
www.apokryfruski.org