Zanim wejdziesz, przeczytaj :)

1) Materiały wykorzystane przez nas ( zdjęcia, rysunki, opisy ) służą tylko celom dydaktyczno - informacyjnym, nie czerpiemy z działalności żadnych korzyści. Wykorzystujemy materiały zarówno własne, jak również pozyskane w internecie, lecz tylko by ukazać czytelnikom piękno naszego świata :). Materiał internetowy pozyskujemy legalnie (nie jest on zastrzeżony prawami autorskimi, pochodzi ze źródeł masowych i edukacyjnych) - nie kradniemy niczyjej pracy. Jeśli jednak znajdziesz u nas swoje materiały bez wyraźnej zgody (mogło zdarzyć się niedopatrzenie z naszej strony) i poczujesz się urażony - prosimy, poinformuj nas, a natychmiast znikną one z naszych łamów :)
2) Blog nie ma charakteru naukowego. Jest to strona popularyzatorska. W miarę naszych możliwości (i ponieważ historia to nasze hobby) staramy się jak najwięcej umieszczać informacji historycznych oraz korzystać z literatury tematycznej, niemniej nie gwarantujemy "nieomylności" :)
3) Ilustracje opatrzone znakiem wodnym są naszą prywatną własnością. Jeśli znalazłeś tutaj przydatną ilustrację - napisz do nas. Podobnie rzecz ma się z zamieszczanymi tekstami.

Komentarze

Ponieważ od dłuższego czasu jesteśmy zalewani masowo wielojęzycznym spamem w komentarzach, i Wasze wiadomości musimy z trudem wyłuskiwać, zawieszamy możliwość komentowania postów. Z braku czasu nie jesteśmy w stanie na bieżąco tego monitorować. Zawsze, w każdej sprawie możecie napisać do nas wiadomość e-mail bądź na fb. Dziękujemy, że jesteście z nami! :)

niedziela, 20 maja 2018

Oczami wędrowca - Kamienne

Witajcie,

dzisiaj nie zabierzemy Was na spacer po Beskidzie Niskim. Postanowiliśmy Wam pokazać interesujące miejsce na Pogórzu Bukowskim. Jak dobrze poszperacie w pamięci (lub w naszym blogu) to przypomnicie sobie, że jakiś czas temu obiecaliśmy nieco "odmieniać repertuar". Co prawda Beskid Niski i Łemkowyna to temat, który nigdy się nie nudzi, jednak należy pamiętać iż Łemkowie żyli nie tylko w Beskidzie Niskim. Mieszkali wszak na terenie Bieszczadów, Beskidu Sądeckiego, Na Rusi Krośnieńskiej czy chociażby w okolicach Bukowska. Czy jednak tutejsi mieszkańcy na pewno byli Łemkami? Zastanówmy się wspólnie podczas spaceru po Kamiennem.

Teren dawnej wsi w dolinie wsi właściwie zamkniętej z trzech stron przez wzgórza. Spływają tędy potoki zasilające Płonkę. Od północy wieś opierała się o stoki wzgórza Dziady (647 m n. p. m.) i sąsiadowała niemal z Bukowskiem. Od południa Kamienne graniczyło z Płonną, a od wschodu i zachodu granicę stanowiły stoki wzgórza Staszów (527 m n. p. m.) a od wschodu niewielkie pasmo Kuty i Żurawinki.

Wszędobylskie wiatraki. Widać je na prawdę z wielu miejsc.

Jak zwykle trochę historii wsi:

Wieś pojawia się na kartach historii w 1553 roku, przynajmniej oficjalnie - powstała prawdopodobnie nieco wcześniej, bowiem dokumenty mówią o istniejącej już osadzie. Niektórzy jako datę lokacji podają rok 1539. Zezwolenie na założenie wsi wydał Mikołaj Herburt Odnowski. Wieś powstała na prawie niemieckim, później przeniesiono ją na prawo wołoskie. Nie powinno nas to właściwie dziwić, bo tereny te leżą już poza obszarem górskim, i gospodarowanie jest tu nieco łatwiejsze. Osadę jednak zasiedliła ludność rusko - wołoska. Brak wzmianek o ewentualnym polskim pochodzeniu osady. Jednak fakt zasiedlenia osady przez Rusinów nie powinien dziwić, jako że wiele okolicznych osad było przez nich zamieszkanych.  Powstał tutaj "przekładaniec" osad ruskich i polskich. Długo tak trwać nie mogło, i z czasem naturalnie ludność polska i ruska żyjąca na tych terenach wymieszała się. Tak też powstali Dolinianie - grupa etniczna zamieszkująca rejon Mrzygłodu, okolice Sanoka, wschodnią część Pogórza Bukowskiego i południową Pogórza Dynowskiego, a także okolice Leska. Była to więc duża grupa o zróżnicowanej etnogenezie, jednak z przewagą wpływów ruskich. Dolinianie posługiwali się językiem ruskim, bardzo zbliżonym do łemkowskiego i bojkowskiego, byli wiernymi kościoła greckokatolickiego. Jednak należy zaznaczyć, że była to ludność niegóralska. Jeśli chodzi o wpływy polskie, to widać je było w sposobie gospodarowania - Dolinianie zajmowali się sadownictwem (u Łemków na przykład właściwie nierozwijanym), ogrodnictwem i uprawą roli.  Trudno jest jednoznacznie stwierdzić, czy była to ludność łemkowska, czy już stricte ukraińska. Do tego jeszcze przejdziemy nieco dalej.


Zdjęcie zrobione mniej więcej w tym samym miejscu. Oczywiście, że wiatraki :)

Wracając do wsi - nie była to duża wioska. O jej historii trudno coś więcej powiedzieć. Wiodła przez nią droga z Bukowska do Płonnej, tutaj też zlokalizowane były brody, umożliwiające przeprawę np. wozów. Zapewne stąd pochodzi jej nazwa - od wyłożonych, utwardzonych brodów. Niezbyt znamy historię XVII i XVIII wieczna tych ziem. Zapewne w latach szwedzkiego potopu wieś ucierpiała z rąk okupanta szwedzkiego lub też z powodu przemarszu oddziałów Rakoczego. XVIII wiek to czas zaborów, dla mieszkańców być może przeszło to z kolei bez echa - ludność wiejska nie miała wówczas takiego poczucia narodowego jak obecnie, na co wpływ miał przede wszystkim ich ówczesny status społeczny. We wsi stały zabudowania dworskie. Źródła podają, że 20 grudnia 1772 roku zostały one podpalone przez mieszkańca Przybyszowa, pełniącego funkcję stróża nocnego.
W XIX wieku było we wsi 26 domów, w których mieszkało 168 mieszkańców, w zdecydowanej większości greckokatolickich Rusinów. Działał tutaj młyn i karczma, była drewniana cerkiew. Pierwszą świątynię wzniesiono w roku 1672 i nosiła wezwanie Najświętszej Maryi Dziewicy. Nowy obiekt (w miejscu poprzedniego) zbudowano dopiero w 1881 roku. Wieś należała do parafii unickiej w Płonnej.
Właściciele wsi się rzecz jasna zmieniali. Od połowy XIX wieku Kamienne należało do rodziny Rylskich - najpierw Karola (1843), a później (1860) Aleksandra. Kolejnym właścicielem była od 1905 roku Józefa Pruszyńska, posiadająca we wsi 181,6 ha majątku ziemskiego. Pruszyńscy i Jasińscy posiadali tu swoje dobra właściwie do 1939 roku, kiedy to sprzedali dobra  polskim osadników, przybyłych tu w latach 20- tych XX wieku - rodzinom Przybyś, Gołda i Bator.  Ogółem do wsi w 1927 roku przybyły 4 polskie rodziny, i de facto byli to jedyni Polacy we wsi.
W tym czasie we wsi działał młyn, szkoła, cerkiew filialna, karczma, stał nieduży dwór.

Na cerkwisku. Powyżej, za drzewami jest cmentarz.

Mieszkańcy mieli szczęście - uniknęli zniszczeń zmagań pierwszowojennych, sami również nie aspirowali do przyłączenia do ZURL-u więc ze strony władz polskich również nie spotkały ich żadne nieprzyjemności. Wieś zdawałoby się, mogła się spokojnie rozwijać. W roku 1939 liczyła 270 mieszkańców (w tym 230 Rusinów) mieszkających w 42 domach.

Spokojne życie skończyło się w 1945 roku, po zakończeniu wojny. Po odejściu z tych terenów przyszły banderowskie sotnie ze wschodu. Zasiliły je świeże siły - dotychczasowi funkcjonariusze policji pomocniczej i żołnierze z SS Galizien, dezerterujący masowo na rozkaz OUN-B. Tereny te zamierzano włączyć do tzw. Zakoerzońskiego Kraju. Jednak w dużej mierze tutejsi Rusini planów tych nie popierali - im dalej na zachód, tym UPA, a co za tym idzie i OUN mieli mniejsze poparcie. Jednak tutejsi Polacy w obawie przed UPA wyjechali stąd w 1946 roku. W tym samym czasie wysiedlono również pozostałych mieszkańców. Zabudowania, w tym dwór, spalili banderowcy. W ten sposób UPA starało się uniemożliwić zasiedlenie tych terenów osadnikami polskimi. Postąpiono tak z wieloma wsiami rusińskimi. Jednak było cios o podwójnych skutkach - uniemożliwiono później powrót rodowitym mieszkańcom. Argumentem na odmowę zgody był dla władzy.. brak obiektów mieszkalnych. I tak Kamienne pozostało niezamieszkane.

Cmentarz wiejski.


Po wojnie zbudowano tu prywatne gospodarstwo. Stoi samotne, a same tereny wsi obecnie to w większości własność prywatna. Po wojnie tereny wsi częściowo porosły lasami i nieużytkami. Cerkiew rozebrano z nakazu władz już w 1947 roku. Cmentarz przez wiele lat niszczał, dopiero w 2 połowie lat 90 wzbudził zainteresowanie ludzi. Kamienne zdało się zostać zapomniane przez ludzi i pewnie popadłoby w niepamięć. Pamiętamy bowiem o wysiedleniach Łemków żyjących w kapryśnym Beskidzie Niskim, pamiętamy o tragedii Bojków, jednak zdajemy się zapominać o tym, że i w innych miejscach Rusini doświadczyli podobnego losu. Większość z nich nie zawiniła państwu. Byli zwykłymi mieszkańcami, stroniącymi od polityki i kłopotów. Zapewne niejeden z nich w czasie wojny walczył w Kampanii Wrześniowej bądź później w ruchu oporu..
Czy tutejsi mieszkańcy byli Rusinami czy Ukraińcami? Za tym drugim stają murem wszystkie organizacje ukraińskie, taką tezę głoszą też tablice umieszczone przy cerkwisku w 200 roku. Wtedy bowiem powstała wiodąca m. in. przez Kamienne ścieżka dydaktyczno - historyczna "Śladem Trzech Narodów". Nie jest zbyt dobrze znakowana, również informacje zawarte na tablicach w ważniejszych miejscach są często niezbyt poprawne, niemniej jest to ważny akcent - szansa na częściowe przynajmniej wyjście z cienia tutejszych wsi, dotkniętych tragedią wysiedleń.

Tutejsi mieszkańcy byli Rusinami. Tak o nich mówili Łemkowie żyjący w górach, tak też sami określali się zazwyczaj sami mieszkańcy. Nie była to jednocześnie góralska ludność łemkowska, jednak bardzo duże wpływy łemkowskie i poczucie jedności stawia (naszym zdaniem) mieszkańców Kamiennej i okolicznych wsi w gronie Karpatorusinów - a przecież sami Łemkowie, tak jak chociażby mieszkańcy Zakarpacia czy północnej Słowacji są częścią tej wspólnoty, coraz częściej nazywanej narodem. Jednak to są głównie nasze przemyślenia, nasza opinia.

Na terenie wsi jest kilka współczesnych budynków gospodarczych, w różnym stanie..

Jabłonie to już pamiątka po dawnych mieszkańcach.

Po wsi pozostało niewiele - cmentarz, na którym czytelne są jeszcze mogiły, chociaż stoją na nich już wyłącznie współczesne krzyże łacińskie. Wyjątek mogą stanowić dwa krzyże żeliwne, być może pochodzące z dachu rozebranej cerkwi.
Poniżej cmentarza, przy drodze, wieniec drzew znaczy miejsce po cerkwi. Na płaskim terenie z resztkami podmurówki stoją dwa krzyże, z czego jeden (uszkodzony) pochodzi z dachu cerkwi i stoi oparty o niewielką kapliczkę skrzynkową. Samo cerkwisko stoi na wzniesieniu, nad drogą, i otacza je wieniec starych drzew. W XXI wieku zbudowano przy cerkwisku drewnianą wiatę, gdzie zmęczeni spacerem, możecie przysiąść, odpocząć i zastanowić się nad dziejami tych ziem. Na stokach wzgórza Dziady, w gąszczu znajduje się kapliczka wzniesiona z łamanego kamienia - my jej nie szukaliśmy z braku czasu. Byliśmy tutaj pod koniec zimy, i mieliśmy pewne kłopoty z dotarciem, bowiem mapa którą się posługiwaliśmy była niedokładna i zanim wyłapaliśmy jej błędy, minęło sporo czasu. Dojść tu można albo drogą od Płonnej - wtedy czeka na Was bród na Płonce, którego suchą stopą przejść się nie da, albo też leśnymi drogami od Bukowska. Możliwe jest dojście lasem, z przysiółka Łazy prowadzi tu leśna droga. Warto jednak na pierwszy raz zaopatrzyć się w GPS, by znaleźć odpowiednią leśną drogę - później jest już łatwo. Inny wariant do spacer wspomnianą ścieżką dydaktyczną od cmentarza żydowskiego w Bukowsku. Ponoć i tędy nie jest łatwo - ale to dodaje spacerowi uroku. Mimo błota warto tutaj przyjść - nie spotkaliśmy żywej duszy, było cicho, spokojnie. Wiał od czasu do czasu silny wiatr - jakby chciał wskazać nam i przypomnieć, że stąpamy po skrzywdzonej ziemi...
Jeśli lubicie widokowe szczyty, to z wielu okolicznych wzgórz roztaczają się ładne panoramy. Tatry zapewne nie są stąd widoczne, ale za to ładnie prezentują się nieodległe przecież szczyty Beskidu Niskiego, Bieszczady, czy chociażby wszędobylskie wiatraki - te ostatnie robią na prawdę wrażenie.

Cóż, to chyba na tyle dzisiaj, mamy nadzieję że Wam się podobało. Zapraszamy na Pogórze Bukowskie, po tutejszych Rusinach (Dolinianach) pozostało wiele ciekawych pamiątek.

Do zobaczenia na szlaku!




Źródła inf.:
Kłos S., 2010, Krajobrazy nieistniejących wsi...
www.apokryfruski.org
www.genealogia.okiem.pl
skansen.sanok.pl
pl.wikipedia.org.

niedziela, 6 maja 2018

Gdzie szkło królowało - o Hucie Polańskiej

Witajcie,
dziś chcieliśmy Was zaprosić do wędrówki po pewnej nieistniejącej miejscowości. Chociaż, może nie jest to do końca prawda bo jest tu miejsce które tętni życiem cały rok. Inne zaś tylko dwa razy do roku, ale od początku.

Huta Polańska leżała w dolinie potoku Hucianka. Od północy graniczyła z Polanami. Od południa sięgała niemal do przełęczy Mazgalica. Od wschodu i zachodu wieś zamykały stoki m. in. Czerteżu (683 m n. p. m.) i Wielkiej Góry (731 m n. p. m.).

Schronisko "Hajstra"
 Huta Polańska powstała w XVI lub XVII wieku. Początkowo funkcjonowała jako część znacznie starszej miejscowości znajdującej się w jej sąsiedztwie, a mianowicie Polan. Leżała ona w dobrach Stadnickich, zresztą jak i okoliczne wsie. Kim byli założyciele i pierwsi mieszkańcy wsi tak do końca nie jesteśmy w stanie powiedzieć. Jedno jest pewne - byli to Polacy. Istnieją przypuszczenia, że byli to konfederaci barscy. Co ciekawe do dnia dzisiejszego wśród mieszkańców istnieje ciekawe przekonanie. Twierdzą oni że końcówka w nazwisku "ski/ska" świadczy o pochodzeniu szlacheckim. Jaka jest prawda chyba się nie dowiemy. Ta szlachta była nią tak naprawdę tylko z nazwy gdyż w okresie międzywojennym nie różnili się majątkiem od chłopów. Istnieje też pogłoska, że wieś została założona przez szlachtę, która wcześniej zamieszkiwała okolice Złotoryji. Jednak nie spodobało im się to, co się wówczas działo w kraju. Wzięli udział w rokoszu, w skutek czego zostali pozbawieni tytułów i majątków. Szukali więc miejsca by zacząć wszystko od nowa.

Pomnik upamiętniający żołnierzy oraz mieszkańców tej ziemi
Sama Huta rozwinęła się dzięki hucie szkła, która funkcjonowała tu prawdopodobnie od XVII-XIX wieku. Po zakładzie nie pozostał żaden ślad. Chociaż podobno na polanach można jeszcze gdzieniegdzie wykopać szkiełka. Surowiec do wytopu szkła, a mianowicie piaskowiec pozyskiwano w okolicy. A potrzebny do wytworzenia wysokiej temperatury węgiel drzewny wytwarzano na miejscu. Po pewnym czasie wieś z przemysłowej stała się całkowicie rolniczą.

Początek XX wieku zapowiadał intensywny rozwój wsi. Wtedy to właśnie czyniono przygotowania by zrealizować idee zbudowania kościoła we wsi. Od 1904 roku Msze Św. okazjonalnie odprawiał ksiądz ze Żmigrodu w szkolnej kaplicy. W tymże roku wraz ze szkoła powstała tam polska czytelnia. Wszystko to dzięki staraniom Towarzystwa Szkoły Ludowej. Lecz poza tymi nielicznymi wyjątkami mieszkańcy uczęszczali na nabożeństwa grekokatolickie do Ciechani. Ksiądz unicki przybywał do wsi by ochrzcić dzieci i pochować zmarłych. Jedynie na śluby jeżdżono do Żmigrodu. Ale wracając do losów kościółka. Już w 1902 roku jeden z mieszkańców wsi  zapisał nawet działkę pod budowę. Wtenczas też prowadzono zbiórki na emigracji by zbudować świątynię. Fundusze jednak przepadły podczas I wojny światowej. Sama wieś zresztą też nie obyła się bez szwanku. Żołnierze austriaccy celowo spalili sporą część wsi. Później na szczęście mieszkańcy dostali przydział drwa na odbudowę. Jednak mimo zniszczeń starano się dalej ścibać grosz na własną świątynię. Cóż z tego skoro pieniądze straciły kompletnie swoją wartość podczas inflacji z 1923 roku. Uparcie proszono też władze kościelne o pomoc i pozwolenie na budowę. Udało się je uzyskać dopiero 1935 roku. Świątynię wzorowano na kaplicy przy pustelni św. Jana z Dukli. Budowę ukończono lipcem 1939 roku. Miała być poświęcona we wrześniu. Jednak działania wojenne nie pozwoliły na to.

We wrześniu 1939 w pobliżu Huty Polańskiej polscy żołnierze WOP walczyli z oddziałami słowackimi. Działania partyzanckie były tutaj obecne niemal przez cały okres II wojny światowej. Przez wieś dalej do Huty Krempskiej, aż na Słowację prowadził szlak kurierski. dzięki jego działalności udało się przeszmuglować około 400 osób. Kurierzy najczęściej zatrzymywali się u Adamskich, a kilku mieszkańców było przewodnikami. Co ciekawe to wszystko działo się pod bacznym okiem niemieckiego posterunku Grenzschutzu. Jak to mówią najciemniej pod latarnią.
Podczas bitwy dukielskiej kiedy to Niemcy cofali się na południe  - Rosjanie otoczyli wieś. Została ona kompletnie zniszczona przez ostrzał artyleryjski. Mieszkańcy uciekli na przełaj, przez góry do Olchowca.  Po wsi zostały tylko ruiny kościoła i 4 domy, które później przyłączono do Polan. Nie pozwolono ludności po zakończeniu działań powrócić do własnych gospodarstw. Oddano im już opuszczone domy Łemków w Myscowej, Tylawie, Polanach i Mszanie. Dawni mieszkańcy Huty nie narzekali na zaistniałą sytuację, gdyż dostali lepszą ziemię niż posiadali wcześniej.

Kościół św. Jana i św. Huberta
Być może do dnia dzisiejszego nikt nie pamiętałby już o Hucie Polańskiej jak i o tym, że był tam kościół, gdyby nie kilka życzliwych osób. W roku 1991 dzięki staraniom ówczesnego proboszcza Polan ks. Jana Delekty zaczęto odbudowę. Nie obyło się bez pomocy dawnych mieszkańców wsi i członków Koła Łowieckiego "Zacisze". Po 4 latach budowy  - udało się sprawić by świątynia odzyskała dawny blask. Poświęcenia kościoła dokonano w listopadzie 1995 roku. Nadano mu wezwanie św Jana i św Huberta. Odpusty odbywają się tutaj w pierwszą niedzielę lipca i pierwszą niedzielę po Wszystkich Świętych. W pozostałe dni świątynia jest zamknięta - a szkoda. We wnętrzu znajdują się gabloty ze zdjęciami wsi z okresu międzywojennego. W okolicy kościoła powstał również niedawno Dom Duszpasterski "Betania".
Widok na kościół od strony lasu
Po wsi pozostało też prywatne schronisko Hajstra. Wcześniej pełniło ono funkcję posterunku straży granicznej, później powstała tu strażnica WOP. Następnie budynek przejęło PTTK, aż ostatecznie rodzina Morawskich. Co ciekawe senior rodu - pan Jan osiadł w tej okolicy już w latach 60-tych ubiegłego wieku.



Dawniej Huta Polańska była znana turystom z tego, że szedł tędy bardzo widokowy szlak niebieski z Ożennej na Baranie. Obecnie wiedzie tędy żółty szlak do pasma granicznego. Prócz kościółka, schroniska i "Betani" znajdziemy tu maleńki cmentarz. Znajduje się on się powyżej świątyni nieco na zachód od niej. Znajdziecie na nim kilka krzyży kamiennych i metalowych, bardziej nam współczesnych. Idąc dalej w głąb lasu można znaleźć starą kapliczkę - jednak chyba oficjalnie tam chodzić nie wolno, bo to teren MPN...drodze z Huty do Polan. Jest murowana, nieco zniszczona, ale bardzo urokliwa.
Na szczęście "misia" nie spotkaliśmy
Jest też w Hucie i druga kapliczka, znajduje się ona przy
A propos MPN - na płn - zach. od wsi jest Obszar Ochrony Ścisłej Zimna Woda. A kilkaset metrów za kościółkiem - tabliczka ostrzegająca przed niedźwiedziami. Tam też jest droga do Ciechani, zamknięta dla turystów..
Czy to jeszcze działa...?
To wszystko na dziś. Zapraszamy Was serdecznie od odwiedzenia Huty Polańskiej i innych wspaniałych miejsc na Beskidzie Niskim.
Do zobaczenia na szlaku!








Źródła inf.:
Grzesik W., Traczyk T., Wadas B., 2012, Beskid Niski od Komańczy do Wysowej

Kłos S,2010 , Krajobrazy nieistniejących wsi

Luboński P. (red.), 2012, Beskid Niski. Przewodnik dla prawdziwego turysty

grupabieszczady.pl

wikipedia.pl

niedziela, 22 kwietnia 2018

Skrajem Beskidu Niskiego - Ropica Polska

Witajcie!

Dzisiaj zabieramy Was na krótki spacer po bardzo ciekawej miejscowości. Dobry punkt wypadowy, kilka punktów widokowych, a i dla mniej aktywnych też coś się znajdzie. Zapraszamy na spacer po Ropicy Polskiej

Wieś leży w dolinie rzeki Ropy, na mocno zurbanizowanym obszarze. Wpływ na to ma na pewno bliskość Gorlic - miasta powiatowego. Ropica Polska bezpośrednio graniczy z Gorlicami częściowo od północy i wschodu. Od wschodu sięga również do Siar. Granicę południową wieś opiera o Szymbark, a zachodnią - o Bystrą. Zabudowa ciągnie się zarówno w szerokiej dolinie rzeki, jak też i na stokach okolicznych wzgórz. Przez wieś przebiega DK 28.

Trochę historii na początek:

Ropica Polska to jedna z najstarszych miejscowości w okolicy. Jest na pewno starsza od samych Gorlic, a jej początki sięgają prawdopodobnie wieku XIII. Jednak  wzmianki o niej w dokumentach  pochodzą dopiero z 1404 roku. Jej historia była mocno związana z dziejami Gorlic. Tędy bowiem wiodły szlaki handlowe, przemieszczali się kupcy i wędrowcy. Trudno cokolwiek powiedzieć o tym okresie. Jednym z właścicieli wsi był Dersław Karwacjan - słynny założyciel Gorlic.

Cerkiew Prawosławna w Gorlicach - widok z kładki na Ropie w Ropicy Polskiej

a nad rzeką ładne pola, ładne łąki...

Wiek XVII i XVIII to czasy m. in. Potopu szwedzkiego, zajęcia Galicji przez Austrię - wieś zapewne w tych czasach ponosiła straty materialne.
Więcej wiadomo natomiast o wieku XIX. Na granicy z Gorlicami, na stokach wzgórza Magdalena odkryto znaczne złoża ropy naftowej i gazu ziemnego. Przemysł naftowy przetrwał tutaj do pierwszego dziesięciolecia XXI wieku. Jeszcze w 2010 roku można było szwędać się obok licznych kiwonów i innych urządzeń związanych z naftownictwem. Dzisiaj tam, gdzie stały kiwony, pozostały zapieczętowane rury.. Szkoda bardzo, bo tak wrosły w krajobraz. Jednak nie wszystko jest stracone - bowiem na Magdalenie otwarto Skansen Przemysłu Naftowego - stworzył go ostatni dyrektor tutejszej kopalni ropy naftowej. Można m.in. wejść na wieżę wiertniczą i zobaczyć z niej piękną panoramę Beskidu Niskiego czy też "popracować" w kuźni. Skansen znajduje się co prawda w granicach Gorlic (ul. Lipowa), niemniej trudno nie wiązać go z historią samej Ropicy Polskiej.

Wieś zamieszkiwali Polacy - w odróżnieniu od drugiej Ropicy Ruskiej (dziś Górnej), zamieszkiwanej przez Łemków. Co ciekawe, wieś nie była samodzielną parafią, a kościół wzniesiono tutaj dopiero w latach 90 XX wieku. Wcześniej mieszkańcy uczęszczali na nabożeństwa do gorlickiej fary czyli kościoła pw. Narodzenia Najświętszej Marii Panny.
Ropica Polska znana jest z figury Świętej Barbary, stojącej przy DK28. Sama figura pochodzi z XVIII wieku i pierwotnie znajdowała się w Gorlicach, w zewnętrznej wnęce kościoła Narodzenia NMP. Gdy w XIX wieku Gorlice ucierpiały w wyniku pożaru, figurę najpierw stanęła obok świątyni, a potem została przeniesiona do Ropicy Polskiej, jako dar mieszkańców Gorlic. Ustawiono ją na cokole, ufundowanym w 1888 przez Marię i Michała Nowaków. Przy niej rosną dwa stare jesiony, bardzo okazałe i z daleka rzucające się w oczy.  Święta Barbara to patronka górników, kamieniarzy i geologów, więc bardzo pasuje do "karpackiego" klimatu.

XIX - wieczna kapliczka

Figura Św. Barbary

W Ropicy Polskiej co najmniej od XIX wieku działała też szkoła. Najstarszy dokument to potwierdzający pochodzi z 1898 roku. Nowy budynek szkoły wzniesiono w 1905 roku, został on w 1915 roku uszkodzony podczas działań wojennych. Na początku XX wieku właścicielem wsi i pobliskiego dworu (obecnie Nowodworze w Gorlicach) był Władysław Płocki.

Wielka Wojna przyszła tutaj już w 1914 roku. Mieszkańcy Ropicy Polskiej byli świadkami zniszczenia sąsiednich Gorlic. Sami również poważnie ucierpieli w toku działań. Wiele budynków było zniszczonych. Przez Ropicę Polską uderzały na Gorlice wojska Państw Osi. Pamiątką po tych wydarzeniach jest zlokalizowany kilkaset metrów od głównej drogi i kościoła cmentarz wojenny, noszący numer 86. Spoczywa tu łącznie 69 żołnierzy: 8 z armii rosyjskiej i 61 z armii austro - węgierskiej. Wśród poległych znajdują się również Polacy służący w armii cesarskiej. Pochowano tu zarówno poległych podczas bitwy z 2 maja 1915 roku, jak też i zmarłych w 1914 roku. Cmentarz zaprojektował Hans Mayr. Obiekt ma postać prostokąta z dużym ryzalitem osiowym od strony północnej. Pomnik stanowi masywny, betonowy krzyż. Całość otacza gruby, betonowy mur.

Jeśli chodzi o inne zabytki, to przy drodze krajowej stoi też kapliczka domkowa z XIX wieku, chociaż wyremontowano ją "nowocześnie" i zatraciła trochę swój urok.

Widok na Skansen Naftowy z Magdaleny

A tu spojrzenie na stoki wzgórz po drugiej stronie Ropy

Nie ma tutaj zbyt wielu zabytków. Myli się jednak ten, kto uważa tą wieś za niegodną uwagi. Ropica Polska ma inne "skarby" - liczne miejsca widokowe i rzekę Ropę. Co do miejsc widokowych to ich tu nie brakuje. Kilka z nich terytorialnie znajduje się w Gorlicach lecz dla mieszkańców Magdaleny to dosłownie "rzut beretem". Jedno z tych miejsc znajdziecie na stokach Magdaleny i Góry Zamkowej. Mamy tu na myśli Gorlicką Golgotę - można tam podziwiać zarówno Gorlice, jak też i dolinę rzeki Ropy oraz panoramy Beskidu Niskiego. Ładne widoki można podziwiać również z  terenu Skansenu, oraz z drogi prowadzącej do przysiółka Magdalena od strony Gorlic. Następny punkt widokowy znajduje się na terenie wsi przy Krzyżu Milenijnym. Jest on na zachodnim stoku wzgórza Wierzchowina, przy granicach lasu Piorunówka. Stamtąd mamy na prawdę piękny widok na Gorlice - całe miasto jak na dłoni! Zobaczyć można każdy charakterystyczny dla miasta budynek. Można tam podjechać rowerem lub samochodem, ale polecamy też spacer.
Fragment Gorlic, widziany spod Krzyża Milenijnego


Kolejnym ważnym miejscem jest rzeka Ropa. W wielu miejscach jej brzegi są stosunkowo płaskie, trochę kamieniste, trochę porosłe trawą - miejsce idealne na niedzielne lub popołudniowe lenistwo. Wiele godzin spędziliśmy tutaj w czasach licealnych. Dotrzeć tu można na wiele sposobów, jednak trzeba brać pod uwagę to, że tylko na Zawodziu jest most kołowy - wjeżdżając z drugiej strony, mamy do dyspozycji tylko kładkę w Ropicy Polskiej. Sama rzeka jest niejako naturalną granicą między częściami wioski. Mieszkańcy przysiółka Magdalena czują się bardziej związani z Gorlicami niż z pozostałą częścią swojej wioski. Dzieci tam mieszkające uczęszczają do szkoły w mieście, a wierni chodzą do pobliskiego kościoła.Być może gdyby kładka była dopuszczona do ruchu samochodów sytuacja wyglądałaby inaczej, ale może to i lepiej :). Kilka lat temu po wschodniej stronie rzeki wytyczono ścieżkę rowerową z Gorlic przez Ropicę do Szymbarku. Jest bardzo popularna, chyba czasem aż za bardzo.. Na rzece w sezonie królują Panowie z wędkami, cierpliwie czekający na swoje "ofiary". Tutaj też są lasy i łąki, pozwalające na odetchnięcie od miejskiego zgiełku.

Krzyż Milenijny



Mieszkańcy Gorlic bardzo cenią sobie te miejsca, mogą tu bowiem spokojnie wypocząć, zabrać dzieci itd.
Dawniej należało do Ropicy Polskiej także tzw. Nowodworze - obecnie ulica Nowodworze w Gorlicach. Był tutaj dwór z parkiem dworskim - park przetrwał do dziś, i cieszy oczy wysokimi, starymi drzewami. Stąd pochodził Marian Zgóniak (1924-2007) - żołnierz ZWZ-AK, więzień obozów koncentracyjnych Auschwitz, Gross-Rosen i Buchenwald, historyk i autor ponad 300 publikacji. Jak wyglądał dwór można zobaczyć np. tutaj.

Cmentarz wojenny nr 86


Właściwie to tyle z naszej strony. Mimo że nie ma tu szlaków pieszych, przez wioskę biegnie hałaśliwa droga krajowa i spotkać tu można niekiedy tłumy ludzi, to polecamy Wam gorąco to miejsce. Zobaczycie nieco zabytków (cmentarz, słynna Św. Barbara) to oprócz tego macie szansę spojrzeć na Gorlice i Beskid Niski z innej perspektywy - co może być ciekawym wstępem do wędrówki po tej magicznej krainie. Dodatkowo są tu agroturystyki, przygodne plaże gdzie można odpocząć a nawet się trochę poopalać. Ropica Polska też jest niezłym punktem wypadowym - bocznymi drogami można dotrzeć do wielu miejsc, dojść do szlaków.. Możliwości jest na prawdę wiele.

Ogólnie Ropica Polska nastawiona jest na "rozbudowę" i urbanizację - obecnie mieszka tu ponad 2 tysiące osób (w 2013 r. było ich 2060), co spowodowane jest bezpośrednim sąsiedztwem Gorlic. Warto dodać na koniec, że w latach 1946-1990 wieś miała zmienioną nazwę - była to Ropica Dolna. Taka nazwa znajduje się nawet do dnia dzisiejszego na transformatorze. Inną ciekawostką jest pochodzenie nazwy jednego z przysiółków, Taborówki - nazwa pochodzi ponoć od Cyganów, dawniej licznie ten teren zamieszkujących, a właściwie od ich taborów.



Dziękujemy Wam za odwiedziny, mamy nadzieję, że wpis się podobał.


Pozdrawiamy!





Źródła inf.:

www.audiohistoria.pl
www.genealogia.okiem.pl
www.gmina.gorlice.pl
www.zsropicapolska.pl
www.widokowki.gorlice.pl


niedziela, 8 kwietnia 2018

Rostajne

Witajcie.

Dzisiaj chcemy zabrać Was do miejsca nieco zapomnianego przez odwiedzających Beskid Niski. Królują tu dzisiaj lasy i pastwiska, a ślady po dawnej wiosce są raczej nikłe. Zapraszamy na spacer po Rostajnym.

Rostajne leży w dolinie potoku Ryjak, a także częściowo w dolinie rzeki Wisłoki - na terenie dawnej wioski Ryjak uchodził do wspomnianej rzeki. Od wschodu i zachodu granice wsi wyznaczały okoliczne wzgórza (np. Feszówka 657 m n. p. m. Cyrla 694 m n.p. m.), od północy zaś wioska graniczyła ze Świątkową Małą. Dodatkowo od zachodu Rostajne sąsiadowało z Nieznajową. Południowa granica sięgała Grabiu i Wyszowatki.

Na cmentarzu w Rostajnym


Zaczniemy jak zwykle od historii:

W źródłach nazwa wsi pojawia się po raz pierwszy w roku 1581 - wtenczas te ziemie należały do słynnego rodu Stadnickich. Wioska liczyła wtenczas 7 dworzyszcz wołoskich. Miała też być częścią parafii w Grabiu, ale już co najmniej od 2 połowy XVIII wieku była parafią samodzielną. Co ciekawe, wsi nie wymieniano w rejestrach podatkowych, co sugeruje że wieś była z nich zwolniona. Może wynikało to ze strat poniesionych w wyniku klęsk żywiołowych, nie wiadomo. Wieś po XVIII wieku często zmieniała właścicieli. Rostajne należało m. in. do Lubomirskich i Lewickich, a pod koniec XIX wieku zakupiła ją hrabina Franciszka Potulicka. Ostatnim właścicielem był hr Skrzyński z Zagórzan - kupił wieś na początku XX wieku. Nie była to nigdy duża wioska. W roku 1785 mieszkało tutaj 288 grekokatolickich Rusinów. Mniej więcej sto lat później, w roku 1888 naliczono tutaj 396 mieszkańców - 389 grekokatolickich Łemków i 7 Żydów. 12 lat później mieszkało tu już mniej, bo 366 mieszkańców. W wiosce stało wtedy 66 domostw, była też cerkiew, 2 sklepy (łemkowski i żydowski) oraz karczma.
Z Rostajnego pochodził Julian Tarnowycz - Beskyd (1903-1977), autor "Ilustrowanej historii Łemkowszczyzny".
Z kolei w roku 1911 przybył do Rostajnego pochodzący z Ukrainy Iwan Szatyński - znany na Łemkowynie kamieniarz, chociaż de facto tego fachu się dopiero uczył. Jego twórczość wpłynęła na działanie innych kamieniarzy w regionie. Szatyńscy zajmowali się też stolarstwem, posiadali nawet młyn wodny nad Ryjakiem. Dzieła I. Szatyńskiego spotkać można np. w Nieznajowej (gdzie potem zresztą zamieszkał).

Ciekawym epizodem z historii Rostajnego jest fakt dotyczący... kolejarstwa. Otóż pod koniec XIX wieku planowano budowę linii kolejowej, mającej połączyć Jasło z terenami dzisiejszej Słowacji. Linia miała wieść przez m. in. Nowy Żmigród i Konieczną. Miała również przebiegać przez Rostajne. Plany te były jak najbardziej realne, jednak niestety nie udało się ich zrealizować. Prace przerwał wybuch Wielkiej Wojny i rozpad Austro - Węgier.

Na cmentarzu znajdziecie tablicę informacyjną


Wielka Wojna na długo została w Rostajnym zapamiętana. Już w 1914 roku, wycofujące się oddziały austro - węgierskie spaliły znaczną część wsi, włącznie z cerkwią z 1791 roku, noszącą wezwanie Śww. Kosmy i Damiana.  Niewiele wiadomo o tamtej świątyni. Zapewne reprezentowała typ zachodnio - łemkowski. Mieszkańcy musieli zamieszkać w ziemiankach, bądź przenieść się do bliskich  w innych wsiach.  Wieś poniosła też duże straty w mieszkańcach - po wojnie było tutaj 283 mieszkańców. Po wojnie, prawdopodobnie w 1921 roku wzniesiono nową cerkiew greckokatolicką. Zbudowano ją w miejscu poprzedniej świątyni. Nie zachowały się jej zdjęcia, nie wiadomo więc niestety jak wyglądała.

W czasie schizmy tylawskiej powrót do prawosławia nie zyskał w Rostajnym zbyt wielu zwolenników - w roku 1936 naliczono we wsi 40 Łemków wyznania prawosławnego, 298 grekokatolików i 7 Żydów. Łącznie stało tutaj 65 domów. Działały tutaj 2 sklepy, karczma, stała odbudowana cerkiew, a naprzeciwko świątyni wzniesiono szkołę, w której nauczycielem był Polak. W roku 1928 wzniesiono też niewielką murowaną kaplicę, która służyła wiernym kościoła prawosławnego.

Ważną postacią dla historii przedwojennego Rostajnego był wójt Stefan Rusynyk. To za jego sprawą w 931 roku wzniesiono nową szkołą (naprzeciw cerkwi) i zorganizował we wsi doradztwo rolnicze - za jego sprawą zaczęto stosować nowości agralne, np. nawozy, dzięki czemu tutejsi mieszkańcy mieli większe zbiory niż w okolicznych wsiach. Zainicjował też powiększenie sadów. W ramach gromadzkiej spółdzielni zorganizowano punkt skupu grzybów i innych "owoców lasu". Za przyniesione dobra mieszkańcy otrzymywali pieniądze lub talony do wykorzystania w sklepie spółdzielczym.
Jeden z krzyży przydrożnych, ten akurat stoi do obecnej drogi tyłem




Nie łatwo było dostać się do Rostajnego - utwardzona droga dochodziła do Wisłoki - dalej już nie było mniej "kolorowego". Warto dodać, że nie było też na Wisłoce mostu. Przed wybuchem wojny w roku 1939 wzięto się za komasację gruntów.

Miejsce po cerkwi greckokatolickiej

Niby droga wojewódzka, a tutaj taka malownicza..


II wojna światowa nie przyniosła zniszczeń materialnych, jednak życie mieszkańców wcale nie było lekkie. Dawała się we znaki policja ukraińska, wspierająca hitlerowców w okupacji zajętych przez Niemców terenów. Oprócz tego sprowadzono proukraińskiego księdza do cerkwi. Ksiądz dodatkowo pełnił rolę nauczyciela w tutejszej szkole. Mieszkańcy dodatkowo musieli m. in. pracować na rzecz administracji okupacyjnej, oddawać kontyngenty. W roku 1944 mieszkańców przesiedlono do obecnego powiatu gorlickiego - wieś zajęły oddziały niemieckie, oczekujące nadejścia Armii Czerwonej.  W zajętej cerkwi urządzono wówczas kino. Po przejściu frontu we wsi pojawili się agitatorzy, namawiając większość mieszkańców do wyjazdu na Ukrainę. Pozostało we wsi zaledwie 11 osób, ale i one nie nacieszyły się długo spokojem - w roku 947 wysiedlono je na Ziemie Zachodnie. Wieś wtenczas opustoszała.


Z czasem niszczejące zabudowania rozebrano. Taki sam los spotkał cerkiew w 1953 roku. Do dziś przetrwały protokoły z inwentaryzacji cerkwi, wykonanej w 1947 roku - tam zapisano że m. in.* "Dzwonów nie ma. Ikonostas rozebrany i gdzieś wywieziony, pozostałe części zdewastowano. (...) Rozrzucone sprzęty liturgiczne i urządzenia cerkiewne poukładano w prezbiterium, a pieczę nad pozostałymi resztkami powierzono ustawionemu kuratorowi sołtysowi gromady Świątkowa Mała." Tereny wioski zaczęły zarastać. Czas i ludzie powoli wymazywali ślady bytności tutejszych mieszkańców - np. w latach 80 XX wieku można ponoć było jeszcze zobaczyć tutaj przydrożną figurę Świętej Rodziny, podobnej do tej z Nieznajowej - co się z nią stało, nie wiemy. W latach 90 Rostajne włączono do powstałego Magurskiego Parku Narodowego. Przez wiele lat też na okolicznych nieużytkach gospodarowali pasterze, wypasając swoje owce. Opuścili te tereny dopiero na początku XXI wieku. Pamiątką po pasterzach jest drewniana bacówka, zbudowana po 2000 roku. Oprócz pasterzy, w Rostajnym długo gospodarowali też i węglarze. Pojawili się tutaj w 1992 roku. Opuścili te tereny kilka lat temu. Retorty stały na placu niedaleko cerkwiska.
Obecnie pozostałe do dziś łąki chroni przed sukcesją wtórną MPN, prowadząc wykaszanie oraz zezwalając na wypas bydła.
Przez teren wsi biegnie DW nr 992, na szczęście niezbyt często uczęszczana na tym odcinku.
Dzięki wypasom przetrwało tutaj wiele terenów otwartych

Rostajne sprzyja rozwojowi fizycznemu. Pozdrawiamy :)


Warto tu zajrzeć dla pięknych widoków - okoliczne pastwiska, szczególnie latem, robią wielkie wrażenie. Można też tutaj dać upust "kolarskiej" fantazji. Nie tylko zresztą - spotkaliśmy tutaj raz np. młodą Panią ze Słowacji, która przyjechała do Rostajnego pojeździć... na łyżworolkach. Dlaczego nie ☺️.

Co pozostało po dawnych mieszkańcach?

Pozostał cmentarz wiejski, a na nim kilka nagrobków, częściowo mocno zniszczonych. Teren ten jest ogrodzony, ulokowano też przy cmentarzu tablicę informacyjną. Cmentarz zlokalizowany jest przy samej drodze wojewódzkiej więc nie trzeba wkładać dużo wysiłku, by go zobaczyć.
Jakieś sto metrów od cmentarza (w kierunku Świątkowej), również przy drodze znajduje się cerkwisko. Nie ma na nim śladów ani po cerkwi, ani po cmentarzu przycerkiewnym. Jedynie kępa drzew sugeruje, że kiedyś stała tu świątynia.

Idąc drogą od Nieznajowej w kierunku Grabiu można zobaczyć kilka przydrożnych krzyży, częściowo mocno zniszczonych. Wszystkie krzyże ogrodzili pracownicy MPN. Znajdziecie ich tutaj pięć. Wszystkie znajdują się po jednej stronie drogi -na prawo,  idąc od Nieznajowej.

Ciekawym zabytkiem jest murowana z łamanego kamienia kapliczka. Wzniesiono ją prawdopodobnie w 1928 roku. Od 2004 roku kaplica jest ponownie użytkowana przez Kościół Prawosławny (parafię w Bartnem) i nowi wezwanie Świętych Męczenników Pawła i Joanny. Wezwanie to kapliczka nosi zapewne nie bez powodu - otóż ks. Paweł i Joanna Szwajko przez pewien czas przebywali w tych stronach - ks. Piotr był parochem w Świątkowej Wielkiej.

Kapliczka prawosławna z 1928 roku

Rostajne jest raczej miejsce nieczęsto odwiedzane przez turystów. Najczęściej ludzie spragnieni beskidzkiego piękna zatrzymują się przy zjeździe do Nieznajowej, i ruszają podziwiać piękną dolinę Wisłoki i Zawoi. Rostajne na ogół się mija, jedzie dalej. A na prawdę warto się tutaj zatrzymać, podziwiać piękno okolicy.
Rostajne polecamy miłośnikom spokoju i przyrody. Piechurzy nie mają tu lekko, bo spacerować trzeba głównie niestety asfaltową drogą. Jednak jeśli macie rower to będziecie czuć się tutaj jak w domu. Nie ma tu niestety też szlaków pieszych. Ale dzięki temu jest tu spokojnie. Warto więc z tego spokoju skorzystać.

Jeszcze słowo odnośnie nazwy - wzięła się od rozstajów, "skrzyżowań" - w Rostajnem jest odbicie do Nieznajowej, inne drogi odchodzą też do Krempnej i do Ożennej.

Pozdrawiamy!





Źródła informacji:


Grzesik W., Traczyk T., Wadas B., 2012, Beskid Niski od Komańczy do Wysowej
Kłos S., 2010, Krajobrazy nieistniejących wsi. Roztocze, Pogóze Przemyskie, Bieszczady, Beskid Niski
www.beskid-niski-pogorze.pl
Czajkowski J., 1999, Studia nad Łemkowszczyzną
* Za: Grzesik W., Traczyk T., Wadas B, 2012 Beskid Niski...

niedziela, 25 marca 2018

Oczami wędrowca - Wołtuszowa

Witajcie!

Dzisiaj chcemy Was zabrać do ciekawego miejsca, które mimo bliskości lubianego przez turystów i kuracjuszy Rymanowa-Zdroju, nie jest oblegane przez spacerowiczów. No, przynajmniej nie zimą.
Zapraszamy Was na krótki spacer po Wołuszowej.

Wołtuszowa znajduje się w dolinie jednego z potoków zasilających rzekę Tabor, ale zajmuje także częściowo północne stoki Działu ( 673 m n. p. m.). Wioska od północy graniczyła z opadającymi stokami wzgórza Zamczyska (588 m n. p. m.) a od zachodu sięgała niemal Deszna. Od wschodu wieś opierała się o bezimienne szczyty.

droga do Wołtuszowej z Rymanowa. Zimową porą przejście nią czasem to nie lada przeżycie...

Po lewe - cmentarz, po prawej - cerkwisko. Na wprost widać zaś "łemkowskie typy".

Trochę historii na początek:

Już same początki są ciekawe, ale i jednocześnie tajemnicze. Pierwsza wzmianka o wsi w dokumentach pochodzi już z 1470 roku. Wymieniono wtedy nazwę Valathoslava, a sama wieś była już wówczas dobrze funkcjonującą osadą. Trzeba wiec wnioskować, że powstała wcześniej, ale raczej nie wcześniej niż w 1 połowie XV wieku. Wioska, podobnie jak i okoliczne osady należała do dóbr właścicieli Rymanowa. Co ciekawe, już w 1 połowie XVI wieku miała tutaj znajdować się cerkiew, a Wołtuszowa stanowiła samodzielną parafię. Dopiero w XVIII wieku tą samodzielność utraciła, stając się częścią parafii w Desznie.

Nie była to nigdy duża wioska. Trudno się temu dziwić, patrząc na ukształtowanie terenu, w jakim osada powstała. Już pod tym względem osada jest godna uwagi, bowiem większość zabudowań usytuowano na stokach wzgórza, wzdłuż spływającego zeń potoku. Większość wiosek łemkowskich, jak wiadomo lokowano tymczasem w dolinach, na (w miarę) równym terenie. Z tego też i powodu Wołtuszowa nigdy nie była majętną osadą.


Cmentarz w Wołtuszowej (stan z roku 2016)

Mieszkańców nie było stać na utrzymanie cerkwi w nienagannym stanie. Po śmierci ostatniego parocha w 1748 roku świątynia zaczęła podupadać, co podczas wizytacji w 1761 roku stwierdził paroch Szklar, Aleksander de Unichow Stebnicki. Odnotował on wówczas, że cerkiew jest "wielce uboga i podła" - pewnie to miało wpływ po części na przeniesienie siedziby parafii do Deszna.

W roku 1785 mieszkało we wsi 134 grekokatolickich Rusinów. Liczba ludności mimo wszystko powoli wzrastała.
W roku 1879 mieszkało tutaj 153 grekokatolików, a w roku 1890 odnotowano tutaj  203 mieszkańców. Trzeba dodać, że liczba domostw nie przekraczała 30. Pod koniec wieku XIX działał tutaj młyn wodny, tartak i leśniczówka, a właściciele wsi - Potoccy posiadali dodatkowo niewielki folwark. W roku 1899 wzniesiono nową, drewnianą świątynię.

Wieś żyła spokojnie, ale biednie
Jednak musiała mieć w sobie "to coś", skoro po śmierci męża przeniosła się tutaj hrabina Anna z Działyńskich Potocka. Miało to miejsce na początku XX wieku. Zamieszkała wraz z dziećmi w dawnej leśniczówce, po wydzierżawieniu swojego majątku w Rymanowie.

Słynne "Łemkowskie typy" 


Hrabina spisywała wtenczas pamiętniki, dzięki czemu można dowiedzieć się wielu ciekawych rzeczy o okolicy Rymanowa, w tym i o Wołtuszowej. Wspomina w nich m. in. o kiepskim stanie drogi do Wołtuszowej, oraz o dobrych stosunkach z mieszkańcami wsi. Dawniej można było jeszcze ponoć zobaczyć pozostałości podmurówki owej leśniczówki (budynek miał być na Wilczej Polanie) ale obecnie nie sposób nic tam zobaczyć.

Przed wybuchem Wielkiej Wojny w Wołtuszowej zaczęto poszukiwać ropy naftowej i gazu ziemnego. Syn Anny i Stanisława Potockich, dr Jan Potocki w maju 1914 roku zezwolił Galicyjskiemu Karpackiemu Towarzystwu Naftowemu na wykonanie tutaj dwóch odwiertów. Kopalnia funkcjonowała do roku 1925, ale nigdy nie odnotowała dużego wydobycia. Na pamiątkę tego, przy jednym z szybów ustawiono stary kiwon, przeniesiony z zamkniętej kopalni w Klimkówce. Na potrzeby wydobycia zbudowano też w Wołtuszowej m. in. kuźnię i budynek mieszkalny dla pracowników. Co ciekawe, w międzywojniu hrabia Jan Potocki chciał zbudować w Wołtuszowej "jezioro zaporowe" na potoku Czarny, jednak prace przerwano.

Spacer w kierunku Działu

I spojrzenie ze stoków w kierunku Wzgórz Rymanowskich

W przededniu rozpoczęcia II wojny światowej było we wsi 28 domów. Sama wojna nie przyniosła tutaj szkód materialnych. Ale jej koniec zwiastował zarazem koniec istnienia miejscowości. Pod wpływem sowieckiej agitacji mieszkańcy opuścili wioskę w 1945 roku, i wyjechali w rejon Tarnopola. Ponoć każdy odchodząc, zabrał ze sobą coś z cerkwi..
Miejsce ludnosci łemkowskiej mieli zająć Polscy osadnicy, m. in. zamieszkały tutaj rodziny z okolicznych wsi, zniszczonych podczas walk w 1944 roku. By uniemożliwić zasiedlenie wioski Polakami, bandy UPA spaliły w 1946 roku zabudowania mieszkalne i gospodarcze. Zginęło wówczas 2 osadników Polskich. Z pożogi ocalała tylko cerkiew, a wieś opustoszała, zaczęła porastać samosiejkami.. Co do cerkwi - rozebrano ją w roku 1953. Świątynia nosiła wezwanie Opieki Matki Bożej. Była to świątynia drewniana, kryta dachem kalenicowym - świątynia wzniesiona w typie zachodnio - łemkowskim lub może przejściowym, trudno to stwierdzić - jej rysunek można zobaczyć np. tutaj.

Po wojnie jakiś czas gospodarowali tutaj pasterze, wypasając swoje owce i częściowo chroniąc krajobraz przez sukcesją wtórną. W roku 1996 wieś włączono w skład Rymanowa - Zdroju.

Pozostałości krzyża z końca XIX wieku

Ciekawe są widoki ze stoków Działu.


Co pozostało do dzisiaj?

Niewiele. Przetrwał zniszczony cmentarz - jest na nim kilka zniszczonych, kamiennych nagrobków. Obiekt otoczono żerdziami w 1990 roku. Na cmentarzu jest też chrzcielnica z cerkwi, a także wysoki, drewniany krzyż współczesny. Kilkanaście metrów od cmentarza znajduje się cerkwisko - łatwo je dostrzec, bo otacza je wieniec wielkich, dorodnych lip i dębów. Na/przy cerkwisku znajduje się miejsce na ognisko, ławeczki..  Ogólnie Wołtuszową zagospodarowano "turystycznie". Jest tutaj kilka ścieżek spacerowych. Wszystko fajnie dla kuracjusza, ale dla kogoś, kto lubi piękno natury już nie do końca - bo dużo jest tablic i znaczków, nie do końca z tą naturą współgrających...
Ciekawostką są figury stojące przy cerkwisku. Wykonane są z drewna a przedstawiają m. in. "typy łemkowskie" czy beskidników. Taka ciekawa odmiana.
W Wołtuszowej znajduje się też cokół po przydrożnym krzyżu, z datą 189(1) prawdopodobnie. Jest przy szlaku JAGA-KORA wiodącym na szczyt Działu. To jedyny zachowany przydrożny krzyż, a wł jego fragment. Jednak ktoś usilnie widział w nim kapliczkę, i jakiś czas temu postawił nań białą figurkę Matki Boskiej, a całość niezbyt estetycznie "przykleił" jakąś zaprawą bądź gipsem. Wygląda to teraz nieciekawie, na szczęscie mamy zdjęcia sprzed tej, chciało by się rzec, profanacji...
Ze stoków jest ciekawy widok m. in. na słynne wiatraki rymanowskie. Zobaczyć też można na terenie wsi (wiosną, jesienią lub ewentualnie słabą zimą) pozostałości po dawnej zabudowie wiejskiej - studnie, piwnice, podmurówki... A fani przyrody mogą podejść jedną ze ścieżek do pomnikowej lipy, "Królowej Wołtuszowej". Drzewo dość pokaźne, trzeba to przyznać, chociaż zimą wygląda trochę smętnie.
Polecamy też spacer na wzgórze Zamczyska (568 m n. p. m.) - tam miał stać pierwszy zamek rymanowski. Zapewne był to rodzaj wieży mieszkalnej, gródka stożkowatego albo dworu obronnego, niemniej na zdjęciach LIDAR można zobaczyć coś na kształt zarysu wału. Warto samemu to sprawdzić ☺

Nie jest trudno trafić do Królowej Wołtoszowej

Latem musi robić na pewno lepsze wrażenie..

Wołtuszowa jest ciekawym przystankiem na szlaku GSB z Rymanowa - Zdroju do Wisłoczka. Tutaj można sobie odpocząć w cieniu lip, pozwiedzać teren wsi, a potem ruszyć na niezbyt wymagającą trasą dalej. Przez teren wsi wiedzie wspomniany już szlak JAGA-KORA. Właśnie m. in.  przez Wołtuszową w czasie II wojny światowej przemieszczali się kurierzy podziemia z wiadomościami (i nie tylko) do lub też z Anglii. Trasa wiodła do Wisłoczka, i dalej, aż na Węgry. Szlak kurierski wiedzie oczywiście trasą uproszczoną, dopasowaną do potrzeb turystyki - w praktyce kurierzy nie mieli wytyczonej ściśle ścieżki, po prostu przedzierali się od jednego punktu do następnego, gdzie mieli "pewne" miejsca kontaktowe. Były to działania bardzo niebezpieczne, gdyż na kurierów czyhały nie tylko stacjonujące w rejonie oddziały niemieckiego wojska czy żandarmerii, ale także policja ukraińska czy też zdrajcy współpracujący z gestapo i policją niemiecką...
Mamy też dobre wieści dla fanów białego szaleństwa - zimą można tutaj podreptać na nartach biegowych. Teren, chociaż górzysty, wygląda całkiem przyjaźnie.

Studnia, jedna z nielicznych pamiątek po mieszkańcach

Zawalone w większości piwnice, fragmenty podmurówek, studnie - taka jest dziś Wołtuszowa.

Tak więc czy warto tu zajrzeć? Na pewno. Dzisiejsza Wołtuszowa to łąki i lasy. Szczególnie polecamy to miejsce tym, którzy swoją przygodę z Beskidem Niskim dopiero zaczynają. Można tu też wpaść na niedzielny spacer z rodziną, pospacerować, pooglądać okolicę. Chyba każda pora roku jest dobra - my np. byliśmy tu w jedną z zim, tych słabszych zim trzeba dodać. Ale warto było, chociaż wiatr był niemiłosierny. Co prawda nasycenie tablicami informacyjnymi, szlakowskazami etc. może trochę przerażać, jednak rekompensują nam to piękne krajobrazy i przyroda.

Jeszcze tylko jedna ciekawostka. Na mapie zobaczycie nazwę Wilcza Polana. Wzięła się stąd, że po wojnie tutaj zwabiano wilki i strzelano do nich bez pardonu. Ponoć było ich wtedy bardzo, bardzo dużo.

Tym lekko makabrycznym akcentem kończymy, i pozdrawiamy Was serdecznie!





Źródła inf.:
Kłos S., 2010, Krajobrazy nieistniejących wsi. Roztocze, Pogórze Przemyskie, Bieszczady, Beskid Niski
Grzesik W., Traczyk T., Wadas B., 2012, Beskid Niski od Komańczy do Wysowej
wwwwoltuszowa.pl
www.beskid-niski.pogorze.pl
www.info-rymanow.pl
zamki.res.pl