Zanim wejdziesz, przeczytaj :)

1) Materiały wykorzystane przez nas ( zdjęcia, rysunki, opisy ) służą tylko celom dydaktyczno - informacyjnym, nie czerpiemy z działalności żadnych korzyści. Wykorzystujemy materiały zarówno własne, jak również pozyskane w internecie, lecz tylko by ukazać czytelnikom piękno naszego świata :). Materiał internetowy pozyskujemy legalnie (nie jest on zastrzeżony prawami autorskimi, pochodzi ze źródeł masowych i edukacyjnych) - nie kradniemy niczyjej pracy. Jeśli jednak znajdziesz u nas swoje materiały bez wyraźnej zgody (mogło zdarzyć się niedopatrzenie z naszej strony) i poczujesz się urażony - prosimy, poinformuj nas, a natychmiast znikną one z naszych łamów :)
2) Blog nie ma charakteru naukowego. Jest to strona popularyzatorska. W miarę naszych możliwości (i ponieważ historia to nasze hobby) staramy się jak najwięcej umieszczać informacji historycznych oraz korzystać z literatury tematycznej, niemniej nie gwarantujemy "nieomylności" :)
3) Ilustracje opatrzone znakiem wodnym są naszą prywatną własnością. Jeśli znalazłeś tutaj przydatną ilustrację - napisz do nas. Podobnie rzecz ma się z zamieszczanymi tekstami.

niedziela, 13 sierpnia 2017

Mijając krzyże i kapliczki...

Witajcie!

Dzisiaj mamy dla Was nieco luźniejszy wpis, można powiedzieć że "wakacyjny". Mimo to mamy nadzieję, że tekst przypadnie Wam do gustu i skłoni do głębszego poruszenia tematu. No i bacznej obserwacji podczas wędrówki oczywiście.

Przemierzając szlaki Beskidu Niskiego, czy to idąc przez ospałą wieś czy też mijając puste, bezludne doliny często spotykacie kapliczki i krzyże. Czasem są to wysokie, monumentalne obiekty ważące po kilka ton, a czasem - małe niepozorne kapliczki, skrywające się pod konarem drzewa. Bywa nieraz, że taki krzyż czy kapliczkę zobaczycie w najmniej oczekiwanym miejscu - w środku lasu, na pustej łące czy pod szczytem góry. Różne jest ich pochodzenie, różny wiek. Każdy z tych obiektów ma natomiast zazwyczaj historię, niekiedy znaną do dziś. Z niektórymi związane są piękne legendy, inne zaś wiążą się z autentycznymi, bywa że tragicznymi, wydarzeniami.

Krzyż przydrożny w Bielance
Właściwie skąd kapliczki wzięły się w naszym krajobrazie?
Idea kapliczki jest bardzo stara, sięga czasów starożytnych. Geneza nie jest dokładnie znana, jednak sugerowanych jest kilka źródeł pochodzenia. Według pierwszej teorii kapliczka ma genezę grecko - rzymską. Kapliczki bowiem stawiać mieli grecy swoim bóstwom, zarówno tym mniejszym  jak również tym ważniejszym, np. dla Dionizosa, o czym mowa jest w powieści greckiego autora Longusa (II w n.e.). Grecy ustawiali kapliczki przy ważniejszych skrzyżowaniach, drogach, przy domach a nawet w sypialniach.
Podobnie jak w Grecji, rzecz miała się i w Italii. W Rzymie kapliczki określano mianem latarie. Wewnątrz umieszczano figurki Lar - dusz zmarłych, czczonych jako bóstwa opiekuńcze domu i szczęścia rodzinnego. Kapliczki stawiano też np. Cezarowi, jak również cezarowi Augustowi, którego kult był wręcz "państwowy".

Ponieważ w tym okresie mamy do czynienia z rozwojem chrześcijaństwa, można przypuszczać, że idea stawiania kapliczek przeniknęła do kultury chrześcijańskiej właśnie z obszarów zajętych przez Rzym (w tym Grecji).

Inne teorie są już mniej prawdopodobne, jednak mają bardziej "chrześcijański" rodowód.
Według jednej z nich kapliczka pochodzi od słowa łacińskiego cappa, czyli płaszcz. Mowa tu o płaszczu św. Marcina, biskupa z Tours. Jego płaszcz przechowywano w specjalnym budynku, który to miał być protoplastą kapliczki.
Inne źródła mówią, iż o kapliczce jako o miejscu kultu wspominał św Ambroży (2 poł. IV w n.e.). Oficjalnie zaś odprawianie nabożeństw przy kapliczkach zatwierdził synod w Agde na początku VI w.

Nietypowa, bo drewniana kapliczka ze wsi Smerekowiec

Są też inne teorie. Niektórzy np. twierdzą, że kapliczki słupowe spotykane niekiedy na północy Polski (ale na południu również) mają korzenie pogańskie - otóż już Nestor w IX wieku wspominał o pochówku ciałopalnym, z wykorzystaniem słupa. Tutaj jednak autorzy zazwyczaj popełniają błąd, gdyż dosłownie interpretują tekst autora, uważając, że prochy zmarłego chowano na słupie w naczyniu, bądź też w specjalnej "budce". Zapewne jednak chodziło o to, że szczątki zmarłego chowano w ziemi, a w miejscu pochówku wstawiano słup. Natomiast na słupie oczywiście mogły pojawić się jakieś wizerunki, czy chociażby dary dla zmarłego. Tego typu praktyki stosowano również na Rusi, skąd też zwyczaj stawiania kapliczek mógł dotrzeć do nas, chociaż już w formie bliższej chrześcijaństwu.

W późniejszym czasie kult kapliczek i krzyży dalej był związany z ... pogaństwem (chociaż może lepiej brzmi określenie kulty rodzime). Otóż wiele świąt i zwyczajów chrześcijańskich ma swoje odpowiedniki właśnie w kultach rodzimych. Uroczystości i zwyczaje chrześcijańskie miały być odpowiedzią na "pogańskie obrzędy". Natomiast zaradni, prości ludzie zwyczaje te po prostu łączyli, chociaż do dzisiaj już raczej nie pamięta się już o korzeniach święta - tak więc częściowo kościół
katolicki osiągnął swoje zamierzenia. Ale wracając do rzeczy - kapliczki i krzyże stawiano bardzo często w miejscach związanych z dawnymi wierzeniami. Oprócz tego w folklorze (także łemkowskim) zachowała się bogata gama wszelkich upirów, złych miejsc itd. Takimi miejscami nieczystymi, będącymi często uznawanymi za granicę sacrum i profanum były rozstaje dróg, uroczyska, wszelkiego rodzaju granice np. granice wsi, przełęcze, mokradła, miejsca mordów i samobójstw itd.  To właśnie  w takich miejscach chowano samobójców, złoczyńców czy nieochrzczone dzieci - osoby te należały do grona alienatów, wyłączonych ze wspólnoty, niezasługujących na godny pochówek. Alienatów chowano pod kapliczką czy krzyżem, bo wierzono, że jest to uświęcone miejsce - szczególnie rodzice zmarłych przed chrztem dzieci tak postępowali, mając nadzieję na zbawienie dziecka, które "normalnie" nie miało na to szans. Do tej gamy doszły z czasem indywidualne potrzeby mieszkańców - kapliczki i krzyże stawiano przed domami jako indywidualne intencje, wotum dziękczynne lub błagalne. Sytuowano je też w miejscach takich wydarzeń jak wypadki w których ktoś ginął lub też - cudem uniknął śmierci. Zwyczaj stawiania krzyży w miejscu śmierci przetrwał zresztą do dziś. W okresie nowożytnym, tj. od XVI wieku motyw wierzeniowo - demoniczny był podstawowym czynnikiem stawiania kapliczek bądź krzyży. Stawiano je, by dany obszar ustrzec przed "złym", lub też by ten teren oczyścić ze zła. W okresie zaborów kapliczki czy krzyże stawiano często w miejscach toczonych walk powstańczych, lub też jako pomniki upamiętniające ważne dla narodu wydarzenia, np. bitwę pod Grunwaldem czy wybuch powstania listopadowego. Później też obiekty stawiano w miejscach związanych z objawieniami, czy też z ważnymi dla ludności wydarzeniami, np. zniesienie pańszczyzny.
Po XVIII wieku kapliczki i krzyże pojawiały się coraz częściej, a od XIX wieku niemal masowo.

Kapliczka wnękowa stojąca we wsi Przysłup

Jeśli chodzi o krzyże przydrożne, to synod w 1621 roku nakazywał proboszczom stawianie krzyży w parafiach. W XIX wieku na terenie zaboru rosyjskiego z kolei zakazano remontu krzyży i kapliczek, upatrując w nich zagrożenie dla władzy.


Teraz przedstawimy Wam pokrótce typy kapliczek, wraz z przykładami. Pewnie niektórzy się zdziwią, że kapliczki można dzielić na typy. Jak najbardziej - naukowcy uwielbiają typologie, chociaż nie zawsze mają one sens. W tym przypadku jednak podział typologiczny jest odpowiednio dobrany.

Kapliczki domkowe - kapliczki takie maja postać małych domków, zazwyczaj o bardzo prostej konstrukcji. Wewnątrz znajduje się ołtarzyk z figurą lub obrazem Jezusa Chrystus, NMP lub świętego (świętych). Kapliczki domkowe zazwyczaj otaczały drzewa, najczęściej lipy, uznawane za "dobre" drzewo. Taką kapliczkę zobaczyć można np. w Jaśliskach ( kapliczka "na Łamańcu")

Kapliczka domkowa w Szczawnym

Kapliczki słupowe - kapliczki tego typu mają postać słupów. Mogą być murowane lub też drewniane. Wyróżnić tu można np. kapliczki latarniowe, które pierwotnie służyły jako latarnie. Taka kapliczka znajduje się w Szymbarku. Innym rodzajem kapliczki słupowej jest słup zwieńczony krzyżem. Taką kapliczkę zobaczyć można nad przełęczą Szklarską.

Kapliczka słupowa w Ropkach

Kapliczki skrzynkowe - niewielkich rozmiarów kapliczka, mająca formę skrzynki. Zazwyczaj wieszana była na drzewie bądź ścianie, czasem też stawia się je na niskim słupku. Takie kapliczki powstają do dzisiaj. Dawniej tego typu kapliczka wisiała na Polańskiej, ale można ją zobaczyć idąc np. na Jawor k. Wysowej. Z Jaślisk do Lipowca wytyczono też drogę krzyżową, a stacje mają postać kapliczek skrzynkowych.

Kapliczka skrzynkowa przy drodze na górę Jawor

Kapliczki arkadowe - mają postać kapliczki w formie zadaszonej, z tym że dach sadowiony jest na filarach i kapliczka nie ma pełnych ścian. Wewnątrz ustawiano najczęściej figurę świętego. Taka kapliczka jest np. w Bieczu na rynku. Na wsiach rzadko je można zobaczyć.

Kapliczka arkadowa z Lipowca. 


Kapliczka wnękowa - ma postać zazwyczaj czworoboku z wnęką (lub wnękami) wewnątrz, w której umieszczano figurę bądź obraz. Niekiedy montowano nawet drzwiczki, które chroniły umieszczoną figurkę lub obraz przed warunkami atmosferycznymi. Kapliczki te były popularne na Łemkowszczyźnie, spotkać je można do dziś np. idąc przez Długie czy w Czarnej.

Kapliczka wnękowa z nieistniejącej wsi Czarne


Figury wolnostojące - to figury Jezusa Chrystusa, Świętej Rodziny, NMP lub Świętego, ustawione na cokole lub kolumnie. Często są zadaszone. Taką figurę zobaczyć można np. w Pętnej lub w Świerzowej Ruskiej.

Figura św. Mikołaja, stojąca w Świerzowej Ruskiej

Krzyże przydrożne - tutaj można zobaczyć różne typy - krzyże kamienne, metalowe (wykute lub odlane z metalu i osadzone na cokole kamiennym), drewniane (wiele ich można oglądać na pogórzu) np. w Nowicy. Krzyży, szczególnie kamiennych, można zobaczyć wiele na terenie całej Łemkowyny, ale najwięcej zachowało się ich w części zachodniej, mniej zniszczonej w okresie powojennym.

Krzyż z Radocyny, tzw. krzyż pańszczyźniany

Na Łemkowynie przetrwało wiele zabytków z grona tzw. "małych sakraliów". Przetrwały głównie kapliczki i krzyże kamienne - obiekty drewniane zazwyczaj próby czasu nie przetrwały, poza wyjątkami (Radocyna) - niektóre krzyże "odtworzono" w lepszej lub gorszej postaci, jak to miało miejsce np. w Nowicy. Idąc drogami często zobaczycie same cokoły - efekt działalności na tych terenach więźniów lub nowych osadników. Często bowiem krzyże lub kapliczki były rozbijane, za cichym przyzwoleniem nowej władzy. Elementy metalowe szły np na złom, a kamienne poniewierały się. Na szczęście wiele obiektów uratowała Grupa "Nadsanie" oraz później wykształcona z niej NGK "Magurycz". Czasem też mniejsze organizacje podejmują działania na rzecz ratowania tych cennych zabytków.
Zdecydowana większość kapliczek i krzyży pochodzi z XIX i XX wieku. Tylko kilka ma starszą chronologię, jak np. kapliczka w Króliku Wołoskim (XVIII wiek) czy kapliczka na kurhanie w  Jaśliskach (XVIII wiek?). W XIX wieku bowiem rozwijało się na Łemkowynie kamieniarstwo, dzięki czemu można było tworzyć solidne, trwałe konstrukcje. Oczywiście pośród krzyży łacińskich pojawiają się krzyże patriarchalne i prawosławne. Warto przyglądać się uważnie cokołom - oprócz inskrypcji często zobaczyć tam można daty wykucia czy inicjały twórców. Same inskrypcje są również ciekawe - często mają przekręcone literki lub cyfry, czasem cyfry lub litery brakuje - to wynika z tego, że kamieniarze nie umieli zwykle pisać ani czytać, a inskrypcje wykonywali od wzoru, czasem więc wkradały się pomyłki..

Trupia główka na krzyżu w Smerecznym

Ciekawa jest już sama symbolika na krzyżach. Np. trupia czaszka i piszczele umieszczone pod stopami Chrystusa symbolizują zwycięstwo nad śmiercią. Według innej wersji, czaszka ta symbolizuję głowę Adama, który miał być według legendy pochowany na Golgocie. Krew Chrystusa miała spłynąć szczeliną w skale, i przywrócić mu życie.

Na krzyżu można czasem zobaczyć narzędzia Męki Pańskiej - młotek, obcęgi, włócznię.

Częsty jest wizerunek krzyża z półksiężycem. Nie chodzi tu wcale o wojny religijne czy krucjaty, bowiem motyw ten był znany na długo przed walkami chrześcijan z muzułmanami. Półksiężyc symbolizuje także eucharystyczny kielich z krwią Chrystusa. Często takie krzyże, kute z metalu, zdobią dachy kapliczek. Oczywiście zobaczyć je też można na cerkiewnych baniach.

Jeszcze na koniec tylko krótko powiemy co symbolizują trzy belki na krzyżu:

Środkowa belka, największa, przeznaczona jest na ręce Chrystusa.
Górna belka, najmniejsza, oznacza tabliczkę, na której napisano w trzech językach "Jezus Nazareńczyk Król Żydowski".
Dolna belka, ukośna jest podstawą pod stopy Ukrzyżowanego. W tradycji kościoła wschodniego każdą stopę przybito osobno, nie zaś jak w kościele łacińskim, razem. Koniec belki uniesiony do góry symbolizuje niebo i dobrego łotra, a ten opuszczony w dół - piekło i drugiego łotra, który urągał Chrystusowi.


Z naszej strony to wszystko dzisiaj. To temat bardzo rozległy, warto gruntownego przestudiowania. Ale mamy nadzieję, że wędrując szlakiem, będziecie przyglądać się baczniej krzyżom i kapliczkom.

Pozdrawiamy Was serdecznie!



Źródła inf.:
naludowo.pl
www.przydrozne.eu
www.niedziela.pl
kulturaonline.pl
www.katolik.pl
pl.wikipedia.org
www.jasliska.pl

niedziela, 30 lipca 2017

Okiem wędrowca - Darów

Witajcie!
Dzisiaj chcemy zabrać Was na krótki spacer po nieistniejącej wsi Darów. Jak wiele wschodnio beskidzkich miejscowości, także i Darowa nie ominęło cłkowite niemal wyludnienie. Dzisiaj jest to już tylko obszar geodezyjny, chociaż, co ciekawe jako wieś wiguruje w rejestrze terytorialnym (TERYT) i nawet w zeszłorocznym referendum odnośnie zmiany granic gmin Jaśliska i Komańcza Darów pojawił się jako równorzędna osada obok pozostałych miejscowości...

Łąki - rzadko widok w tych okolicach. Zdecydowaną przewagę mają lasy.
"Werbowana kapliczka"

Wieś rozciągała się dawniej w dolinie Darowskiego Potoku, będącego dopływem Wisłoka. Obecnie jest to niemal całkowicie zalesiony teren, skryty pośród wzgórz. Od północy wieś zamykał m. in. szczyt Dział (665 m n.p.m.). Od południa wieś podchodziła pod bezimienne wzgórze o wys. 560 m n. p. m., - stąd też jest blisko do słynnego szczytu Berdo (646 m. n. p. m.) na stokach którego oddziały UPA rozstrzelały żołnierzy WP w 1946 roku.  Na zachodzie wieś łączyła się z Surowicą, również dziś nieistniejącą osadą. Granica tutaj przebiega przy kamiennej kapliczce, chociaż wedle słów miejscowego leśniczego - przebiegała nieco dalej, przy dwóch charakterystycznych, wiekowych lipach. Wschodnią granicę stanowią stoki okolicznych wzgórz, m. in. Smokowiska (748 m n.p.m.).

Na początek oczywiście trochę historii:

Wieś lokowano w 1559 roku na prawie wołoskim. Prawa do lokacji udzielił Mikołaj Cikowski, starosta sanocki. Nie był to teren łatwy do zagospodarowania, i wieś rozwijała się powoli. W roku 1627 w dokumentach wzmiankowano tylko 6 gospodarstw. Była to wieś królewska, podległa bezpośrednio starostwu sanockiemu (należała do klucza beskiego). Była to osada uboga, położona z dala od głównych traktów, trudno dostępna.
W roku 1785 mieszkało tutaj 143 osoby: 130 grekokatolików (Rusinów) i 13 katolików obrządku łacińskiego (Polaków).
Przez pewien czas po rozbiorach wieś nadal była własnością starostwa sanockiego, teraz już władanego przez Austrię. Jednak w roku 1811 austriacy sprzedali wieś w ręce prywatne. Zakupił ją Ignacy Urbański. Wieś już pozostała w rękach prywatnych - np. pod koniec XIX wieku zakupił ją lwowski aptekarz o nazwisku Tomanka.
Wioska stopniowo się rozwijała, chociaż mamy do czynienia z wahaniami liczby mieszkańców. W roku 1840 mieszkało tutaj 242 unitów (Łemków), a w 1859 było ich już tylko 159 - co zapewne należy wiązać z epidemiami cholery i tyfusu, a także z wyjazdami zarobkowymi. 20 lat później, w 1879 roku było tu już 235 grekokatolików, a w 1899 roku - mieszkało tu ponad 300 Łemków.

Kapliczka, odbudowana kilka lat temu



I wojna światowa nie odznaczyła się specjalnie na tym terenie - toczono co prawda walki w rejonie pasma Bukowicy, ale sam Darów poważnie nie ucierpiał. Kilka kilometrów od Darowa znajduje się zbiorowa mogiła żołnierzy poległych w walkach z tego okresu. Pochowano ich w mogile powstańców styczniowych z 1863 roku - spoczywają tutaj mieszkańcy Bukowska polegli w walkach (? - dokładnie nie wiemy) powstańczych, których zwłok władze austriackie nie pozwoliły pochować w rodzinnej miejscowości. Cmentarz ten znajdziecie na stokach wzgórza Wilcze Budy (759 m n. p. m.) - dojdziecie doń odnogą od szlaku GSB.

Wróćmy jednak do Darowa. Po zakończeniu I wojny światowej Darów, jak wiele okolicznych wsi łemkowskich, przystał do stworzonej Republiki Komańczańskiej. Darowianie walk z oddziałami polskimi nie toczyli, wioska bezkrwawo przeszła w ręce władz polskich.
Po wojnie zbudowano szkołę, a także wzniesiono nową cerkiew (starą rozebrano ponoć na polecenie biskupa). Miało to miejsce w 1927 roku. Świątynia przypominała cerkiew z Daliowej - była drewniana, dach wieńczyły 3 kopuły - większa nad nawą, a mniejsze nad prezbiterium i babińcem. Przed cerkwią stała drewniana dzwonnica. Cerkiew przypominała świątynie ukraińskie, wzniesiono ją w tzw. narodowym stylu ukraińskim. Wskazywać to może na coraz aktywniejsze przenikanie do społeczności prądów ukraińskich - niestety II RP, młode państwo targane licznymi problemami wewnętrznymi nie potrafiło właściwie zaradzić, i powstrzymać tego procesu. Skutki tego widać do dzisiaj...

Krzyż gromadzki

Mocno sfatygowany krzyż z kopuły cerkiewnej. Drugi gdzieś zaginął

W okolicznych miejscowościach bardzo żywe były ludowe wierzenia w różnego rodzaju "upiry" oraz magiczne działanie żywiołów. W Darowie i okolicznych wsiach np. kultywowano ciekawy obrzęd związany ze śmiercią i pożegnaniem zmarłego. Otóż przy zmarłej osobie palono w domu świece, schodzili się okoliczny mieszkańcy. Najpierw modlono się, śpiewano pieśni kościelne. Później jednak miały miejsce różne zabawy, w których często też i wykorzystywano samego nieboszczyka. Ze śmiechem niejednokrotnie wybiegano z chaty gdy nieboszczyk się "poruszył"... Zmarłego też zazwyczaj chowano na drugi dzień po śmierci.

Okres międzywojenny był spokojny. Nie dotarły tutaj echa schizmy tylawskiej. Nie poprawiła się też sytuacja gospodarcza mieszkańców - wciąż było tutaj ubogo.. Administrację frapował szczególnie zły stan dróg - w ulewne deszcze czy zimą nawet połączenie z Sanokiem było bardzo trudne.
Co ciekawe, smuto pewne plany nad stworzeniem tutaj "kurortów wypoczynkowych" czy wytyczeniem tras narciarskich - okolica ku temu sprzyjała, a jak urzędnicy twierdzili: "Ludność tutejsza przez obcowanie z ludźmi inteligentnymi nabrałaby ogłady, zaczerpnęła wiadomości z różnych dziedzin życia, a przez słuchanie i rozmowę ćwiczyłaby się w używaniu języka polskiego (...)". Zapewne byłoby to możliwe, bo teren jest na prawdę urozmaicony. Jednak niestety, w 1939 roku wojna wszystkie plany przekreśliła...
Darów należał do parafii w Surowicy, jednak jak wcześniej wspomniano, miał własną świątynię. Ostatnia cerkiew nosiła wezwanie Opieki Najświętszej Bogurodzicy (Pokrow). Oczywiście był tutaj również cmentarz wiejski. Pierwszą cerkiew wzniesiono tutaj prawdopodobnie już w XVIII wieku, a cmentarz założono najprawdopodobniej przed rokiem 1784.
W roku 1931 mieszkało w 48 domach 321 Łemków.
Po wybuchu wojny w okolicy działały wspierające okupanta oddziały policji ukraińskiej. Blisko, bo przez Polany Surowiczne prowadziła trasa kurierska, którą to przerzucano przez Węgry ochotników do Polskiego wojska, zestrzelonych nad Polską pilotów czy też ważne materiały. W rejonie tym też działały oddziały partyzanckie AK z OP -15 - tędy przemieszczały się do poszczególnych punktów.

Cmentarz wiejski w Darowie - wykoszony, oczyszczony, zadbany




Okupacja jednak przebiegła spokojnie. Kłopoty pojawiły się jesienią 1944 roku. Podczas walk duża część zabudowy została zniszczona. Zapewne po części to było powodem masowego wyjazdu mieszkańców wsi w 1946 roku na tereny Ukrainy. Tutaj żyli w biedzie, wielu musiało odbudować swoje gospodarstwa, WP odnosiło się do nich wrogo jako Ukraińców, a tymczasem na Ukrainie obiecywano im dostatek i lepsze życie.. Zapewne też wielu wyjechało ze strachu,  w obawie przed wojskiem, a niektórych zapewne także przymuszono do wyjazdu. Po odejściu mieszkańców opustoszałe domostwa spaliły oddziały WP, pozostawiając cerkiew. W Darowie pozostały tylko 3 rodziny, wysiedlone potem w 1947 roku w okolice Olsztyna i Miastka. Wieś przestała istnieć.
 Po wysiedleniu pozostałych mieszkańców rozebrano cerkiew - zbudowano z pozyskanego materiału dom ludowy w Sieniawie. Elementy dekoracyjne z cerkwi zobaczyć można w kościele p.w. Św. Mikołaja w Nowotańcu.

Wspomniana wcześniej szkoła wzniesiona została w latach 30 XX wieku. Nauczycielką była Polka - Czesława Szczepkowska pochodząca z Sanoka. Początkowo darzono ją tutaj nieufnością, jednak udało się jej dzięki swojej pracy zyskać przychylność mieszkańców. Nauczała do wybuchu II wojny światowej.

Miejsce po cerkwi z 1927 roku



A co pozostało po wsi? Można tu zobaczyć trochę reliktów po dawnych mieszkańcach.
Idąc drogą leśną (albo też jadąc rowerem bo droga jest całkiem niezła) można zobaczyć dwie przydrożne kapliczki. O jednej już Wam wspominaliśmy w legendzie o "werbowanej kapliczce". Tutaj przebiegała granica między Darowem i Surowicą. Sama kapliczka stała nieco w innym miejscu - przesunięto ją podczas budowy wspomnianej drogi.
Druga kapliczka została odbudowana po zniszczeniu jej w  2013 roku. Odbudowali ją członkowie rodziny Basarów. Wzniesiono ją z łamanego piaskowca - trudno stwierdzić czy obecna forma odpowiada pierwowzorowi.
Idąc dalej drogą od strony Surowicy, po przejściu kilkuset metrów, zobaczycie żeliwny krzyż na cokole, tzw. krzyż gromadzki. Stoi on kilkanaście metrów od miejsca, gdzie zielony szlak skręca w stronę Puław. Krzyż stoi na wzniesieniu, kilka metrów od drogi. O krzyż ten wsparty jest inny krzyż, pochodzący z kopuły cerkiewnej. W niektórych, starszych publikacjach wymieniane są dwa krzyże, jednak do dziś dotrwał na miejscu tylko tej jeden. Za krzyżem gromadzkim znajduje się cerkwisko. Niewiele pozostało po świątyni,  tylko trochę kamieni z podmurówki.
Kilkanaście metrów wyżej znajduje się cmentarz. Czas nie był i dla niego łaskawy - przetrwało na nim tylko trzy, mocno sfatygowane nagrobki. Z chaszczy wydobyli je i ustawili członkowie NGK Magurycz w latach 2001 - 2002. W 2008 roku cmentarz ogrodzono - przez jego teren biegła bowiem stokówka. W 2013 rku postawiono na cmentarzu pomnik - nagrobek ze spisem kilku rodzin pochowanych tutaj w latach 1791 - 1945. Dodatkowo pojawił się nowy nagrobek, w formie steli z nieobrobionego piaskowca. Nie ma na nim żadnych inskrypcji.

relikty wiejskiej zabudowy


Idąc drogą warto się rozglądać - wczesną wiosną i późną jesienią można zobaczyć podmurówki domów i zarysy dawnych pól. Przetrwało wiele starych jabłoni, sadzonych łemkowską ręką.. Dzisiaj pożywiają się owocami sarny, jelenie i niedźwiedzie, które w tej okolicy często bywają.  Kiedy byliśmy tutaj w listopadzie 2016 roku ostrzegał nas przed nimi leśniczy - akurat tak wyszło, że szliśmy drogą leśną od strony Moszczańca (szlak zielony) i wyszedł do nas Pan leśniczy prosząc o ostrożność, bo niedawno przed nami po jednym z sadów przy drodze chodził niedźwiedź. Poszliśmy dalej na trochę giętkich nogach prawdę mówiąc. Jednak parę minut od spotkania z leśniczym - spotkaliśmy go ponownie. Jechał samochodem w stronę domku myśliwskiego i nas podrzucił na cerkwisko w Darowie. Misia już nie było co prawda, ale jakoś raźniej nam się zrobiło ☺

Można tutaj znaleźć też relikty dawnej szkoły. Ponoć są przy skręcie szlaku zielonego, ale z obiektów tam zachowanych nic się nie wyróżniało specjalnie. Może ktoś z Was wie dokładnie gdzie stała darowska szkoła?

Ciekawie się wędruje tymi trasami. Teren jest raczej rzadko uczęszczany, nie ma wielu turystów - można odpocząć, cieszyć się pięknem przyrody...


Przez Darów biegnie zielony szlak pieszy z Beska na Kanasiówkę. Tędy wiedzie też przyzwoita leśna droga - można nią przejechać rowerem np. do Wisłoka Wielkiego. Na szczęście jest zakaz wjazdu dla samochodów, inaczej pewnie byłoby tu tłoczniej.  Polecamy więc spacery i przejażdżki rowerem po okolicy. Od biedy można też podjechać samochodem do Surowicy, więc dla słabszych zdrowiem też to miejsce jest dostępne.
Szkoda tylko dawnego ludzkiego gwaru - jak dzisiaj by wyglądał Darów, gdyby nie powojenne zawieruchy?
Tego się pewnie nie dowiemy..

Mamy nadzieję, że wpis się Wam podobał. Odwiedzajcie Beskid Niski, wędrujcie po jego zakątkach - pamiętajcie tylko by szanować przyrodę i ślady historii.

Do zobaczenia na szlaku!




Źródła inf.:

Grzesik W., Traczyk T., Wadas B., 2012, Beskid Niski. Od Komańczy do Wysowej
Luboński P., 2012, Beskid Niski dla prawdziwego turysty.
Kłos S., 2010, Krajobrazy nieistniejących wsi. Roztocze, Pogórze Przemyskie, Bieszczady, Beskid Niski
www.komancza.pl
www.apokryfruski.org
pl.wikipedia.org



niedziela, 16 lipca 2017

Barszcz Sosnowskiego

Witajcie!

Mamy wakacje - w tym roku pogoda znów dopisała. Jest gorąco, od czasu do czasu pojawiają się burze, jakiś deszcz. Wczasowicze nie powinni narzekać. Podczas spacerów, przejażdżek, wędrówek pewnie każdy z Was natknął się na wielkie zielsko z białymi baldachimami kwiatów. Nie jest to może piękny kwiatek, ale na pewno trudno go nie zauważyć. W taką letnią pogodę kwiatek ten może być dla ciekawskich bardzo, bardzo niebezpieczny...

Barszcz Sosnowskiego nie jest rośliną rodzimą. A skąd się wziął?
Jest to pamiątka po ubiegłym ustroju politycznym. Sama roślina pochodzi z terenów Kaukazu - i wedle niektórych stwierdzeń ponoć w rodzimym klimacie nie była dla człowieka groźna. Jest to roślina zawierająca dużo substancji odżywczych, szybko wzrastająca - idealne źródło paszy dla bydła. Tak przynajmniej uznali w latach 50 XX wieku naukowcy radzieccy. W ramach "bratniej" współpracy Barszcz Sosnowskiego trafił do Polski. I zadomowił się na dobre.

Może na początek powiemy coś niecoś o samej roślinie:

Barszcz Sosnowskiego pochodzi z terenów Kaukazu. i należy do rodziny selerowatych. Odkryto go już w 1772 roku, jednak sklasyfikowano go późno, bo dopiero w 1944 roku, a jego nazwa pochodzi od nazwiska wybitnego rosyjskiego botanika, Dmitrija Iwanowicza Sosnowskiego. Roślinę zbadała i opisała radziecka (gruzińska) botaniczka Ida Panowna Mandenowa w latach 70. W latach 50 wprowadzono go do uprawy jako roślina pastewna, i do lat 70 rozpowszechniono na terenie całego Bloku Wschodniego. Co prawda zauważono problemy związane z uprawą rośliny (zagrożenie dla ludzi) ale Barszcz okazał się bardzo trudnym przeciwnikiem dla rolników.

Okaz z Czystogarbu

Co ciekawe, określenie "Barszcz Sosnowskiego" jest już teraz dość umowne - co prawda jest to nazwa gatunku rośliny, owszem., niemniej podobne właściwości toksyczne mają także i inne barszcze - np. Barszcz olbrzymi czy Barszcz Mandegazziego. Na dodatek podejrzewa się, że gatunki krzyżują się ze sobą - tak więc na terenie kraju mamy kilka gatunków niebezpiecznych "Barszczy"...

Ze swoich siedlisk trafił najpierw na tereny północno - wschodniej Rosji już w 1947 roku. Po kilku latach badań i hodowli uznano go za bardzo dobrą roślinę paszową i rozprzestrzeniono dalej. Do Polski trafił w latach 50, gdzie najpierw badano go w Uniwersytecie Medycznym we Wrocławiu, a od lat 60 udostępniono do uprawy zarówno PGR - om, jak też i osobom prywatnym. Po zakończeniu nieudanej uprawy Państwowe Gospodarstwa Rolne... porzuciły uprawy, doprowadzając do swobodnego rozprzestrzenienia się rośliny. Do plagi tej przyczynili isę też pszczelarze - jest to bowiem roślina miododajna, i sali hodowcy pszczół chętnie wysiewali go jako pożywkę dla pszczół.

Ale wracając do samej rośliny. Osiąga pokaźne rozmiary - od 1 do 4 metrów, ale można spotkać też i o wiele większe egzemplarze. Średnica dochodzi do 10 cm. Łodyga jest silnie bruzdowana podłużnie, zielona, bliżej podstawy pokryta plamami barwy purpurowej. Jest pusta w środku, ale bardzo twarda, odporna na złamanie.
Liście są skrętoległe, pierzastodzielne o średnicy do 150 cm. Składają się z odcinków szerokich i zazwyczaj tępo zakończonych, ale czasem też maja nagłe, zaostrzone zakończenia. Brzeg blaszki liściowej pokryty jest małymi ząbkami. Trudno też zdefiniować jeden kształt liścia  - jest on bowiem zmienny.
Pokaźne rozmiary osiąga korzeń. Jest on palowy, i sięga do 200 cm wgłąb ziemi. Silnie sie rozgałęzia, szczególnie na głębokości do 30 cm.
Kwiatostan jest zebrany w wielki baldach o średnicy do 50 cm. Składa się z 30 - 75 baldaszków, wyrastających z krótkich, owłosionych promieni. Na jednej roślinie może znajdować się od jednego do nawet pięćdziesięciu tysięcy kwiatów!  Kielich jest drobny, korona składa się z pięciu białych (czasem zaróżowionych) płatków o długości osiągającej do 10 mm. Słupek jest pojedynczy.
Owoce mają postać jajowatej lub owalnej rozłupni o długości 8-10 mm. Owoc składa się z dwóch niełupek połączonych karpoforem. Każda niełupka zawiera jedno nasiono. Owoc ma barwę oliwkową z czterema brunatnymi smugami.

Przy drodze z Bukowska do Szczawnego można oglądać całe pola Barszczu - tu akurat pola w Płonnej

We wszystkich częściach rośliny (korzeniu, łodydze, liściach) znajdują się olejki eteryczne, zawierające m. in. silnie toksyczne związki kumarynowe, czyli furanokumaryny.  Związki te chronią roślinę przed owadami patogenami.
Furanokumaryny zawarte w wodnistym soku rośliny są bardzo niebezpieczne dla ludzi.
Dlaczego?
Otóż związki te w kontakcie ze skórą w obecności światła słonecznego (szczególnie UV) powodują oparzenia II i III stopnia. Pierwsze objawy pojawiają się już po kilkunastu minutach od kontakty "porażonej" skóry ze słońcem, jednak ich natężenie występuje od 30 min do 2 godzin od wystąpienia problemu. Często kontakt z barszczem jest lekceważony, bo "nic od razu nie piecze" a potem nie zawsze świadomość podpowiada winowajcę.
Poparzona skóra czerwienieje, pojawiają się pęcherze z płynem surowicznym. Stan zapalny utrzymuje się około 3 dni, po czym po tygodniu podrażnione miejsca ciemnieją i pozostają w takiej postaci nawet kilka miesięcy. Poparzone miejsca są wrażliwe na promienie słoneczne przez kilka lat. Poziom poparzenia zależy  od indywidualnej podatności danej osoby, a także od stopnia nasłonecznienia czy wilgotności (także np. spocenia przez osobę).  U osób wrażliwych może dojść nawet do martwicy tkanek, czasem skutkujących amputacją kończyny. Zdarzają się nawet przypadki śmierci w wyniku powikłań związanych z poparzeniem przez roślinę...
Barszcz też wywołuje podrażnienia dróg oddechowych, wymioty, bóle głowy i zapalenie spojówek.

A tutaj Barszcz Sosnowskiego "rozrysowany" /źródło: www.forumkwiatowe.pl/

Rośliny nie wolno zrywać, a nawet nie wolno przechodzić blisko niej w upalne dni!

Podrażnienia też mogą dotyczyć zwierząt - np. zdarzają się poparzenia bydła. Także zjedzenie tej rośliny przez zwierzę wywołuje m. in. krwotoki wewnętrzne.

Barszcz rozmnaża się wyłącznie z nasion. Jednak ma duże możliwości regeneracji uszkodzonego korzenia. W warunkach optymalnych jest to roślina dwuletnia. Niestety, okazałą się bardzo agresywną rośliną inwazyjną, wypierającą rodzime gatunki na terenach zajętych. Roślina produkuje bardzo dużo nasion, z czego część kiełkuje na wiosnę, a część odczekuje około roku. Roślina jest zapylana przez wady, ale też odnotowano przypadki wiatropylności. Nasiona roznosi wiatr, spływająca woda np. podczas opadów, ale również zwierzęta czy ludzie.
Jest problemem dla rolników, leśników, turystów, zwierząt.. Wypiera rodzime rośliny kłączowe przyczyniając się do szybszej erozji, powoduje ubożenie szaty roślinnej na zajmowanym terenie.
Spotkać można też inne określenie Barszczu Sosnowskeigo - nazywa się go "Zemstą Stalina" - ponieważ jego uprawy rozpoczęto w Polsce po śmierci radzieckiego dyktatora.

Wspomnieć też należy, że do Barszczu Sosnowskeigo bardzo podobny jest Barszcz zwyczajny - gatunek rodzimy, ale nieszkodliwy dla ludzi i zwierząt. Bardzo trudno go rozróżnić. Na tej stronie możecie poczytać o różnicach. Tego gatunku akurat tępić nie trzeba, jednak ich rozróżnienie dla nas, zwykłych "Kowalskich" jest bardzo trudne..

Barszcz potrafi osiągać spore rozmiary...

Czemu piszemy właściwie o tej roślinie? Bo Barszcz Sosnowskiego i pochodne mu groźne Barszcze są bardzo popularne w Beskidzie Niskim. Na terenach dawnych pastwisk zarządzanych przez PGR-y, na nieużytkach, w rowach, i właściwie w wielu innych miejscach można je spotkać. Rosną cąłymi "łanami" - trzeba przyznać, że jest to wtedy ciekawy widok. Ale lepiej by nikt nie wpadł na pomysł by się pośród nich przechadzać!
Rośliny te chociażby zobaczycie z Kamionce, w Płonnej, Karlikowie, w okolicach Jaślisk... Długo by wyliczać. Ogólnie więcej go zobaczyć można w bardziej wyludnionej, wschodniej części Beskidu Niskiego. Niemal legendarne są już okazy z okolic Zawadki Rymanowskiej, osiągające po kilka metrów wysokości. Zimą, gdy rośliny są obeschnięte i można podejść, obejrzeć wszystko bez obaw o zdrowie - łodygi wyglądają niczym broń XVII - wiecznych pikinierów... Problem jest poważny, bo środków na kosztowną walkę z najeźdźcą brak, a brakuje również i pomysłu na walkę. Dodatkowo problemem jest słabe użytkowanie terenu, gdzie barszcz ma szansę przetrwać "trudne czasy".

To chyba tyle na dzisiaj. Wędrujcie, dużo wędrujcie, ale na Barszcze uważajcie, gorąco Was o to prosimy!

Do zobaczenia na szlaku!



Źródło inf.:
www.poradnikzdrowie.pl
barszcz.edu.pl
www.crazynauka.pl
pl.wikipedia.org


niedziela, 2 lipca 2017

Okiem wędrowca - Ożenna

Witajcie,

dzisiaj chcemy Was zabrać do Ożennej. Ta maleńka dziś osada, kiedyś liczyła kilkuset mieszkańców, miała swoją świątynię, cmentarz na którym grzebano zmarłych bliskich.. Dzisiaj pozostało niewiele po dawnej historii. Chociaż czy aż tak dawnej?

Wioska leży w dolinie potoku Ryjak, niedaleko przełęczy Beskid nad Ożenną, pełniącej rolę przejścia granicznego łączącego Polskę i Słowację. Od wschodu wieś graniczy z miejscowością Grab, od południa zamykają ją stoki Czeremchy. Od strony północnej wioska oddzielona jest od nieistniejącej wsi Tychania przez liczne wzgórza. Na zachodzie zamykają tereny wiejskie przełęcz Kuchtowska i granica państwa.

Figura Świętej Rodziny z 1910 roku



Na początek odrobina historii.

Ożenna Powstała w wieku XVI. Pierwsze wzmianki o niej mówiące pochodzą z 1581 roku. Mowa wtenczas o 3 dworzyszczach w Ożennej. Osada należała wtenczas do Mikołaja Stadnickiego. Wioska rozwijała się nieco słabiej niż inne wołosko-ruskie osady powstałe tutaj w tym samym czasie, bowiem kolejna wzmianka o wsi, z 1629 roku również mówi o 3 dworzyszczach. Fakt ten może nawet trochę dziwić, bo wieś leżała niedaleko przełęczy Beskid, która dawniej również wykorzystywano do komunikacji między Koroną a Królestwem Węgier. Jednak tłumaczyć to można częstymi napadami beskidników - grup zbójnickich grasujących na tech terenach przez całe stulecia, napadających zarówno na kupieckie "karawany" jak też i grabiących dwory oraz wioski.

Cmentarz wojenny nr 3

Alejka prowadząca do części "rosyjskiej" i "austriackiej", z tyłu widać stare drzewa z otoczenia cerkwi i z alejki cmentarnej


W gruncie rzeczy nie działo się tutaj nic wyjątkowego. W 2 połowie XVIII wieku działali w okolicy Konfederaci Barscy, a co za tym idzie - również oddziały rosyjskie. Wioska nie została zniszczona, chociaż zapewne pamiętano długo o skonfiskowanym na potrzeby jednej czy drugiej strony jedzeniu czy zwierzętach. Powoli też wieś się zaludniała, powiększała swoją powierzchnię.W roku 1785 mieszkało tutaj aż 395 unickich Rusinów i 3 Żydów. Natomiast wg. Z. Budzuńskiego w 1786 roku mieszkało we wsi tylko 337 wiernych kościoła unickiego. Wieś stanowiła filię parafii w Grabiu. Posiadała jednak własną świątynię. Ostatnią cerkiew wzniesiono tutaj w 1867 roku, nosiła wezwanie Św. Bazylego Wielkiego.

W roku 1908 mieszkało tutaj 368 osób, w przytłaczającej większości greckokatolickich Łemków. Istniała tu czytelnia Proświty, a także działało Bractwo Św. Krzyża.

Wielka Wojna (I wojna światowa) przyniosła Łemkowszczyźnie wiele zniszczeń. Także i Ożenna ucierpiała podczas walk w latach 1914 - 1915. Pamiątką po tamtych wydarzeniach są 3 cmentarze w tym rejonie - nr 1 i 2 położone na stokach Czeremchy, blisko granicy państwowej, oraz cmentarz wojenny nr 3 - ten zlokalizowano przy cmentarzu wiejskim. Obecnie cmentarze te są w całkiem niezłej kondycji, kilka lat temu remontowane, przypominają o ciężkich walkach i przelanej, żołnierskiej krwi. Na cmentarzach nr 1 i 2 spoczywają żołnierze armii carskiej. Obydwa maja formę kurhanów, i kryją łącznie szczątki 280 poległych (nr 1 - 150, nr 2 - 130). Na cmentarzu nr 3 spoczywa 423 żołnierzy: 356 żołnierzy armii rosyjskiej i 67 żołnierzy armii austro-węgierskiej.  Cmentarz podzielony jest na 2 części. Jedna przeznaczona jest dla poległych żołnierzy cara Mikołaja II. Na ścianie pomnikowej widnieje napis:

POLEGŁYM WROGOM MIEJSCE OSTATNIEGO SPOCZYNKU
POŚWIĘCAJĄ
WSPÓŁCZUCIE I HUMANIZM JAKO WZOROWI ŻOŁNIERZE

Natomiast druga część, gdzie spoczywają "zwycięscy" widnieje nieco inna inskrypcja:

WIERNYCH SYNÓW KTÓRZY ODDALI ŻYCIE,
KRYJE Z WDZIĘCZNOŚCI I DUMĄ ZIEMIA
OJCZYSTA

Dziwnie się czyta te inskrypcje, będąc na terenie Polski, mając niemal na wyciągnięcie ręki granicę ze Słowacją, a na dodatek będąc w wiosce o mało nie wymazanej z historii...

Zamglone cmentarze (wł. kurhany) nr 1 i 2



Po zakończeniu Wielkiej Wojny, mocno zmieniła się sytuacja tutejszych mieszkańców, niestety - na gorsze. Pojawiła się bowiem w pobliżu granica rozdzielająca Polskę i Czechosłowację. Swoista nowość dla tutejszych mieszkańców. Po obu jej stronach mieszkali Rusini, często granica rozdzielała nawet rodziny. Największym jednak problemem stał się jednak sam problem przeżycia. Dotychczas bowiem mieszkańcy Ożennej chodzili m. in. do sąsiedniej Varadki czy Niżnej Polianki i zamieniali np. jajka czy masło na inne potrzebne im produkty - chociażby tytoń czy "kropkę". Teraz takie działania stały się niemożliwe - Straż Celna, a od końca lat 20 Straż Graniczna była nieugięta. Jednak Łemkowie zbyt dobrze znali tutejsze góry by sobie pozwolić na dłuższe braki w "zaopatrzeniu". I tak obchodzono posterunek straży " financów" jak nazywali funkcjonariuszy SG Łemkowie, górskimi ścieżkami.. Mimo wszystko jednak trudniej było mieszkańcom Ożennej się zaopatrzyć, a na pomoc młodego państwa, z licznymi problemami wewnętrznymi nie mogli zazwyczaj liczyć...
Przy drodze na przełęcz Beskid zbudowano budynek SG. Po wojnie używały go oddziały WOP, później jednostki SG służące na przejściu granicznym, a po wprowadzeniu strefy Schengen budynek opustoszał. Jest na sprzedaż (chyba dalej nikt go nie kupił) ale jakoś nie zachęca - jest już w kiepskim stanie...

Gdy na przełomie lat 20 i 30 XX w okolicy wiele miejscowości przechodziło na prawosławie, mieszkańcy Ożennej pozostali wierni unii. Sąsiedni Grab np. powrócił do Prawosławia, tak samo było w Ciechanii - większość mieszkańców przeszła na prawosławie.
We wsi wzniesiono też szkołę, ale aż do II wojny pozostała to mała wieś - przed wojną, w 1939 mieszkało tutaj 360 osób.

Przy węźle szlaków na granicy Ożennej i Grabiu

Na pastwiskach nad Ożenną, przy granicy z MPN

Druga wojna światowa ni przyniosła tutaj zniszczeń. We wrześniu w okolicy toczono drobne potyczki z wojskami niemieckimi i słowackimi - działały tu oddziały 100 pułku strzelców górskich (Wehrmachtu), którym próbowała przeciwstawić się słaby 2 pułk KOP "Karpaty". Lata wojny minęły w miarę spokojnie. Jednak okupacja hitlerowska była ciężka - kontrybucje, wywózki na roboty przymusowe... Nawet okoliczne walki w 1944 roku nie przyniosły tutaj strat - tutaj Armia Czerwona nie uderzała bezpośrednio. Wieś więc ocalała. Jednak to dopiero okres powojenny miał przynieść prawdziwy dramat. Większość opuściła rodzinne strony w 1945 roku w ramach polsko - radzieckiej umowy o wymianie ludności. Mieszkańcom obiecywano "złote góry". Tutaj zaś przez wiele lat żyli w ubóstwie. Chęć poprawy losu widocznie przewyższała przywiązanie do rodzimej ziemi, skoro tak wielu zdecydowało się na wyjazd. Mimo to, pozostało we wsi kilkadziesiąt osób. Niedługo jednak mogli się cieszyć spokojem, bo 29 maja 1947 roku zostali wysiedleni w ramach Akcji "Wisła" na tzw. Ziemie Odzyskane.  Wyjechało wtedy 79 osób. Wieś opustoszała.

Tereny przejęło państwo, utworzono tutaj Państwowe Gospodarstwo Rolne. Rozebrano cerkiew - miało to miejsce w 1953 roku. Być może materiał posłużył jako budulec przy budowie PGR-u.. Mocno ucierpiał też cmentarz, zdewastowany, po dziś dzień zresztą zapomniany. Pracownicy PGR zagospodarowali okoliczne pola, pozostałe po gospodarzach łemkowskich. Zabudowa wiejska została również rozebrana. By wspomóc w pracy nowych osadników - robotników, w latach 70 powstał w Ożennej oddział zakładu karnego, a więźniowie pracowali na roli oraz przy wyrębie lasów. Dawną strażnicę graniczą zajęły jednostki WOP, strzegące granicy z Czechosłowacją. W pamięci turystów ponoć strażnica zapisała się raczej ponuro...
Po upadku PGR wieś podupadła ponownie - co prawda działa tutaj jakieś prywatne przedsiębiorstwo gospodarcze, jednak ogólna sytuacja nie jest zbyt interesująca. Ożenna sprawia wrażenie na wpół wymarłej osady, straszącej kanciastymi, zaniedbanymi zabudowaniami dawnego PGR-u. Nie ma tu zbyt wielu perspektyw, trudno tu też o młodych mieszkańców. Wg spisu powszechnego, w 2013 roku mieszkać tu miało 96 osób.

Na cmentarzu wiejskim



Warto tu jednak zajrzeć, by podziwiać pamiątki po dawnych mieszkańcach.
Zobaczycie tutaj kilka przydrożnych krzyży i kapliczek. Bardzo piękna jest np. rzeźba Świętej Rodziny, stojąca przy drodze. Asfalt kończy się przy zabudowaniach PGR - tak więc miłośnicy pieszych wędrówek znajdą tutaj prawdziwy raj. Problemem są tylko elektryczne pastuchy, rozgradzające pola - warto sie lepiej trzymać dróg.
Za ostatnimi zabudowaniami PGR-u zobaczycie kępę wysokich drzew - to jest miejsce po cerkwi unickiej. Była to całkiem ładna światyna, drewniana, wzniesiona w zachodnio-łemkowskim stylu, czyli z wieżą nad babińcem. Jej zdjęcie można zobaczyć np tutaj.
 Obok zlokalizowany był cmentarz wiejski. Obecnie przetrwało na nim tylko kilka nagrobków, co prawda odrestaurowanych, ale wciąż zagrożonych przez pasące się w okolicy krowy, od czasu do czasu zachodzące na porosły chwastami cmentarz. Tuż obok znajdziecie
wspomniany wyżej cmentarz wojenny nr 3. A gdzie 1 i 2? Tych trzeba szukać na zboczu Czeremchy, po stronie polskiej oczywiście. Są dwa sposoby dojścia. Pierwszy to spacer od cmentarza nr 3. Wystarczy mieć mapę i uczepić się potoku spływającego ze stoków do Ryjaka. Problemem są tutaj pastuchy i ogrodzenia z siatki. My sami wybraliśmy inny wariant.

Miejsce po cerkwi

Jest to spacer od strony granicy. Kilkaset metrów przed granicą na przełęczy Beskid zobaczycie parking leśny, a niedaleko leśną drogę (idąc od strony  Ożennej będzie po Waszej "lewej"). Droga powstałą stosunkowo niedawno, i najlepiej jest ja wyłapać na google maps w wersji satelitarnej, chociaż np. na mapie wyd. Compass z 2016 roku już jest naniesiona. Tą drogą dojdziecie blisko, i jeśli bacznie będziecie śledzić mapę i zakręty na drodze, to dojdziecie do odpowiedniego punktu by zejść na przełaj, przez las, na wspomniane cmentarze. My to zrobiliśmy jesienią, w bardzo mglisty dzień, gdzie widoczność sięgała momentami nawet kilku metrów, więc w słoneczny dzień tym bardziej powinno się udać. Obydwa kurhany znajdują się blisko siebie - jakieś 100 metrów, więc na pewno je znajdziecie. Tylko uważajcie na pasące się w okolicy bydło!

Widok na dawną zabudowę PGR ze stoków Czeremchy

Takie "smaczki" jeszcze tu można oglądać

Przez Ożenną prowadzi niebieski szlak graniczny im. K. Pułaskiego. Wieś graniczy też z Grabiem - granicę wytycza mniej - więcej skrzyżowanie dróg. Stąd można przejechać np. rowerem do Żydowskiego - naprawiono bowiem od lad nieprzejezdną drogę, przebiegającą przez teren MPN. Na skrzyżowaniu tym bierze również swój początek zielony szlak, prowadząc m. in. na szczyt Wysokie, skąd roztaczają się piękne widoki. Niewiele jest takich punktów w Beskidzie Niskim. Warto też przejść się chociażby pod granicę MPN - idąc szosą ku granicy lasu, można podziwiać ciekawe krajobrazy, i zobaczyć jak wygląda granica Parku (las) i terenów gospodarczych (łąki).
Z Ożennej też można wybrać się na Słowację, odwiedzić chociażby Hutke czy Niżną Poliankę..


Jeszcze na koniec: A skąd nazwa wsi? Sprawa jest prosta - pochodzi od słowa "ożyna", oznaczającego.. jeżynę☺

Warto tutaj więc zajrzeć podczas wakacyjnych wędrówek - czy to pieszo, czy też rowerem. Piękny krajobraz, zabytki - długo tego nie zapomnicie.

Pozdrawiamy serdecznie!





Źródła inf.:

cerkiewne.tematy.net
www.apokryfruski.org
pl.wikipedia.org
Luboński P., 2012, Beskid Niski. Przewodnik dla prawdziwego turysty
Grzesik W., Traczyk T., Wadas B., 2012, Beskid Niski od Komańczy do Wysowej
Czajkowski J., 1995, Łemkowie w historii i kulturze Karpat
\



poniedziałek, 19 czerwca 2017

Legendy Łemkowskiego Beskidu - Skarby w Szymbarku

Witajcie, dzisiaj kolejna dawka legend o Beskidzie Niskim.
Dziś ciekawa legenda  z Szymbarku,

zapraszamy do lektury!


   Kasztel w Szymbarku postawiono na końcu cypla stromo spadającego w nurty rzeki Ropy. Jest to miejsce pod wieloma względami szczególne, bowiem zamek stoi na skałach, pomiędzy którymi jest jaskinia uczyniona przez siły natury. Zanim go postawiono, jaskinia była wykorzystywana przez zbójców, którzy przechowywali w niej zrabowane skarby. Polsko-węgierskie pogranicze sprzyjało rozbojom po obu jego stronach. W tamtym czasie bandy zbójeckie rabowały nie tylko na drogach, ale także napadały na dwory szlacheckie, a nawet miasteczka. Łupy z takiego rabunku były nieraz tak ogromne, że na kilkunastu wozach trzeba było je przewozić. Należało je także w miarę bezpiecznym miejscu przechowywać do czasy spieniężenia. Jednym z takich miejsc była jaskinia w Szymbarku.
   Ale los każdej bandy zbójeckiej na cienkiej jak pajęcza przędza nitce wisi. Każdy napad może skończyć się jej pogromem, bo wielu ma nieprzyjaciół wśród uczciwych ludzi, a tych, jak wiadomo, jest większość. Takoż i na owych zbójów przyszła kryska i jedni poszli na szubienicę, inni w rozsypkę. Zgromadzone w jaskini skarby diabli wzięli. To znaczy położyły na nich swoje kosmate łapy. Z czasem nad jaskinią, której istnienia wtedy nikt się nie domyślał, pobudowano wyniosły kasztel i dostęp do niej stał się praktycznie niemożliwy.

   W jakiś czas potem w którąś Niedzielę Palmową zupełnie przypadkowo pewien kmieć zauważył w pobliżu kasztelu otwór w ziemi, rzekłbym wejście do jaskini. Wiedziony ciekawością, wszedł do jej wnętrza i zobaczył skarby ogromne, zgromadzone w beczkach i skrzyniach podróżnych. Oszołomiony tym widokiem, nawet nie zdążył się do nich zbliżyć, kiedy do jaskini wpadły jak wicher diabły i przerażonego kmiecia z niej wymiotły, po czym wejście do jaskini się zawarło. Tenże, gdy oprzytomniał, zdał sobie sprawę, że w jednej chwili z biedaka mógł stać się bogaczem. Obchodził kasztel ze wszystkich stron przez wiele kolejnych dni, ale wejścia do jaskini nie znalazł.
   Gdy nastała kolejna Niedziela Palmowa, znów był koło kasztelu w nadziei, że właśnie w tym dniu wydarzy się cud. I w to samo południe, gdy rozdzwoniły się dzwony w szymbarskim kościele, ukazało się wejście do jaskini. Wszedł do niej i niewiele się namyślając, zaczął ładować skarby do wora, który przyniósł ze sobą. Cóż, kiedy bicie dzwonów ustało i w tej samej chwili wpadły do niej diabły i chłopa z niej bez pardonu wymiotły, uprzednio zabrawszy mu wór pełen kosztowności. Kmieć nie tylko niczego nie wskórał, ale także został srodze poturbowany. Gdy doszedł do siebie, zaczął przemyśliwać, jak pomimo diabłów z owych skarbów co nieco uszczknąć.

   Kolejne próby zakończyły się podobnie jak i pierwsza, czyli pełnym niepowodzeniem. W międzyczasie kmieć wygadał się o tej jaskini pod kasztelem i skarbach, i diabłach, i Niedzieli Palmowej, stąd i ta wiadomość do nas doszła i Wam ja pokazujemy.

Może by tak poszukać, kto wie....


Mamy nadzieję, że legenda się Wam spodobała.
Jak to los potrafi z człowieka zakpić, prawda?

Pozdrawiamy!


Legenda pochodzi ze zbioru Andrzeja Potockiego "Legendy Łemkowskiego Beskidu"

niedziela, 4 czerwca 2017

Oczami wędrowca - Kamianka (Kamionka)

Witajcie!

Dzisiaj zabierzemy Was w dość rzadko odwiedzane miejsce, bo położone na uboczu, poza szlakami turystycznymi. Kiedyś była tutaj mała wioska, tętniąca życiem - dzisiaj teren ten porastają łąki i lasy, a po dawnych mieszkańcach wsi pozostało stosunkowo niewiele.
Zapraszamy Was w odwiedziny do Kamionki

Stara droga w Kamiance

Tereny dawnej wsi znajdują się w dolinie Białego Potoku, i sąsiadują z przysiółkiem Abramów, należącym o Zawadki Rymanowskiej. Od północy wieś sąsiaduje  ze szczytem Kamińska (639 m n. p. m.), a od połudna zamyka wioskę pasmo bezimiennych szczytów.

Kamianka, dziś nazywana Kamionką powstała samorzutnie na początku XVI wieku. Nazwa wsi w dokumentach wymieniona była po raz pierwszy w roku 1526. Sama lokacja na prawie wołoskim miała miejsce jednak później, w 1541 roku. Wtedy to biskup Jan Tarło wydał przywilej lokacyjny dla Wołocha Waśki Pawłoskiego. Wioska była własnością biskupów przemyskich, i wchodziła w skład klucza jasliskiego (tworzyła samodzielny półpotok).

Na cmentarzu w Kamiance


Są dwie teorie mówiące o pochodzeniu nazwy - jedna mówi, ze nazwa pochodzi od słowa "kamień bądź też od "kamiennej góry", a druga mówi o wybrukowanym brodzie, co może tyczyć się przejścia przez rzekę na pobliskim trakcie dukielskim.

Nigdy nie była to wieś bardzo duża czy szczególnie bogata. Znajdowała się na uboczu, i nie brała udziału w "wielkich wydarzeniach" dziejowych. Niewiele też można o historii wioski powiedzieć.
Wieś była siedzibą parafii unickiej, obejmującą także pobliską Zawadkę Rymanowską. Tak było do 1720 roku, kiedy to siedzibę przeniesiono do Zawadki. Wioska jednak w dalszym ciągu posiadała własną cerkiew. Pierwszą erkiew parafialną erygowano w 1580 roku. Dokonał tego biskup Jan Bazucki. Tutaj nasuwa się pytanie czy faktycznie erygowano cerkiew, czy też wtedy założono parafię... Ostatnią cerkiew wzniesiono w roku 1922 (lub 1925), na miejscu poprzedniej świątyni z 1702 roku. . Wzniesiono ją na planie krzyża greckiego, z jedną, dużą kopułą. Oczywiście była to cerkiew drewniana. Świątynia była bardzo podobna do tej stojącej po dziś dzień w Daliowej, chociaż ponoć była bardziej zdobiona detalami ciesielskimi.

Tak wyglądała cerkiew w Kamiance /źródło:Tarnowycz J., 1936, Ilustrowana historia Łemkowszczyzny, Lwów/

Pochodził stąd Michał Barna, znany w okolicy rzeźbiarz i stolarz.

Wioska rozwijała się stopniowo, ale zawsze pozostawała stosunkowo niewielka. W 1785 192 grekokatolickich Rusinów, ale już w roku 1880 mieszkało tu 374 osoby, głównie grekokatolicy (371).
W 1900 roku było tutaj 71 domów i 376 mieszkańców, zaś w roku 1931 mieszkało 374 mieszkańców, mieszkających w 63 domach. Działała tutaj też szkoła i czytelnia im. Kaczkowskiego.
Przed II wojną światową było tutaj 65 gospodarstw, a wieś dzieliła się na cztery przysiółki: Sołtystwo, Łeciwka, Barniwka i Łanykiwka.

Rok później zima była zdecydowanie bardziej szczodra...


I wojna światowa minęła okolicę bez większych problemów. Po wojnie, w latach 1927-1928 prowadzono we wsi agitację, mającą na celu pozyskanie mieszkańców do wspólnoty prawosławnej (Schizma Tylawska), jednak przybyła tutaj misja greckokatolicka uniemożliwiła to. Również i II wojna światowa nie była tutaj bardzo odczuwalna. Natomiast sytuacja po wojnie diametralnie się zmieniła. Większość mieszkańców wyjechało z Kamionki na Ukrainę w sierpniu 1945 roku. Stało się to pod wpływem m. in. nasilających się aktów grabieży i napaści sąsiednich, polskich wsi. We wsi pozostały jednak 34 osoby, które zostały przymusowo wysiedlone w 1947 roku, w ramach Akcji Wisła. Wieś opustoszała.
Opuszczone zabudowania zostały szybko rozebrane przez mieszkańców sąsiednich miejscowości, zniszczonych w toku działań wojennych (bitwa dukielska). Podobny los spotkał i cerkiew - rozebrali ją mieszkańcy Lubatowej, i pozyskanego budulca zbudowali szkołę.
Po wojnie terenu wsi przejął pobliski zakład PGR Zawadka Rymanowska, potem zaś gospodarzył tu przez jakiś czas Igloopol. Dziś tereny wsi należą do osoby prywatnej - są tu m. in. stawy rybne.


Krzyż z 1909 roku, mocno już pochylony...

Tu gdzieś prawdopodobnie stała cerkiew.

A co pozostało po dawnej wsi?
Właściwie to niewiele. Pozostał mocno zdewastowany cmentarz łemkowski, a na nim kilka nagrobków, częściowo zniszczonych. Obok znajdowała się dawniej cerkiew greckokatolicka, dziś nie ma po niej śladu, i tylko można domyślać się, w którym miejscu mogła stać. Doliną, wzdłuż Białego Potoku prowadzi stara droga wiodąca na Przełęcz Szklarską. Bardzo przyjemna trasa, pośród lasów ale też i terenów otwartych. Można też natknąć się na stare jabłonie czy ledwie czytelne zagłębienia po piwnicach - ślady po dawnej zabudowie. Pozostał też rozbity krzyż przydrożny, jednak nam nie udało się go odnaleźć. Znajduje się około kilometra od cmentarza, przy starej drodze na Przełęcz Szklarską.
Pozostała też pamiątka po dawnej działalności PGR. Są to nieprzebrane ilości barszczu Sosnowskiego - rośliny niebezpiecznej, bowiem jej sok pod wpływem promieni słonecznej wywołuje oparzenia. A tutejsze barszcze osiągają gigantyczne rozmiary... Jest to trudny do zwalczenia chwast, i chyba jak na razie nikt nie zajął się jego regularnym zwalczaniem... My zawsze odwiedzamy to miejsce zimą, więc można swobodnie wejść na cmentarz, ale jak tu jest latem?

Takie okazy barszczu nie są tu chyba wyjątkami

Warto tutaj zajrzeć. Szczególnie utkwić może w pamięci cmentarz. Przy ziemnej, błotnistej drodze, odgrodzony od niej szpalerem wierzb, robi na prawdę wielkie wrażenie. I jest zauważalny z daleka, więc nie sposób go ominąć...

Zdjęcie ze stoków Kamińskiej - przy ładnej pogodzie widoki stąd muszą być piękne

Do Kamionki nie prowadzą szlaki turystyczne, nawet droga asfaltowa tutaj nie dotarła, bo kończy się w Abrmowie przy ostatnich budynkach PGR - u. Dalej, kilkaset metrów, trzeba przejść ziemną drogą, wymęczoną przez maszyny leśne. Koło cmentarza w Kamionce zresztą składowane jest drewno, pozyskiwane w okolicznych lasach.

Najlepiej iść tutaj od Przełęczy Szklarskiej, kierując się na szczyty: Siwice (608 m n.p.m.) i Kamińską. Potem można albo w małej przełęczy między Wierchem a Kamińską zejść doliną, przez łąki w dolinę Białego Potoku i znajdując starą drogę, iść do wsi, albo też można wejść na Kamińską, i podziwiając widoki zejść jej stokami prosto na cmentarz w Kamionce.  Jeśli ktoś chce lub musi, może też po prostu podjechać np. do Zawadki Rymanowskiej i zostawić pojazd np. pod cerkwią, i przejść się drogą do Kamionki. Mimo, że w dużej mierze idzie się asfaltem, to też polecamy, szczególnie zimą ☺ No próbować tu można też dotrzeć rowerem, od Zawadki nie est to trudne, ale od Przełęczy Szklarskiej trasa może być kłopotliwa, szczególnie zaś jej podmokłe odcinki.

Jeden z prywatnych stawów rybnych na terenie dawnej wsi


Polecamy Wam gorąco to miejsce, trochę zapomniane... Ale to lepiej. Tutaj można przysiąść na pniu i patrząc na pochylone wiekiem krzyże cmentarne, rozmyślać o kruchości ludzkiego życia, przemijaniu, historii, a może o tym jak tu było dawniej? I zawsze można wejść na Kamińską i będąc "bliżej nieba" podziwiać piękne widoki....
Nader wszystko można odpocząć od samochodu.

Serdecznie polecamy






Źródła informacji:
Luboński P. (red), 2012, Beskid Niski. Przewodnik dla prawdziwego turysty
Grzesik W., Traczyk T. Wadas B., 2012, Beskid Niski od Komańczy do Wysowej
Kłos S., 2010, Krajobrazy nieistniejących wsi
Czajkowski J., 1999, Studia nad Łemkowszczyzną
cerkiewne.tematy.net

* Tarnowycz J., 1936, Ilustrowana historia Łemkowszczyzny, Lwów {za: cerkiewne.tematy.net]