Zanim wejdziesz, przeczytaj :)

1) Materiały wykorzystane przez nas ( zdjęcia, rysunki, opisy ) służą tylko celom dydaktyczno - informacyjnym, nie czerpiemy z działalności żadnych korzyści. Wykorzystujemy materiały zarówno własne, jak również pozyskane w internecie, lecz tylko by ukazać czytelnikom piękno naszego świata :). Materiał internetowy pozyskujemy legalnie (nie jest on zastrzeżony prawami autorskimi, pochodzi ze źródeł masowych i edukacyjnych) - nie kradniemy niczyjej pracy. Jeśli jednak znajdziesz u nas swoje materiały bez wyraźnej zgody (mogło zdarzyć się niedopatrzenie z naszej strony) i poczujesz się urażony - prosimy, poinformuj nas, a natychmiast znikną one z naszych łamów :)
2) Blog nie ma charakteru naukowego. Jest to strona popularyzatorska. W miarę naszych możliwości (i ponieważ historia to nasze hobby) staramy się jak najwięcej umieszczać informacji historycznych oraz korzystać z literatury tematycznej, niemniej nie gwarantujemy "nieomylności" :)
3) Ilustracje opatrzone znakiem wodnym są naszą prywatną własnością. Jeśli znalazłeś tutaj przydatną ilustrację - napisz do nas. Podobnie rzecz ma się z zamieszczanymi tekstami.

Komentarze

Ponieważ od dłuższego czasu jesteśmy zalewani masowo wielojęzycznym spamem w komentarzach, i Wasze wiadomości musimy z trudem wyłuskiwać, zawieszamy możliwość komentowania postów. Z braku czasu nie jesteśmy w stanie na bieżąco tego monitorować. Zawsze, w każdej sprawie możecie napisać do nas wiadomość e-mail bądź na fb. Dziękujemy, że jesteście z nami! :)

niedziela, 18 listopada 2018

W Zawadce Rymanowskiej

Witajcie!

Chcemy dzisiaj zabrać Was do miejsca niezwykle uroczego, w któym czas jakby się zatrzymał. Zapraszamy Was do Zawadki Rymanowskiej, wioski leżącej na uboczu. Miejsca, które trzeba polubić.

W Zawadce Rymanowskiej przetrwało wiele przydrożnych krzyży i kapliczek

... podobnie jak i starych budynków.

Zawadka Rymanowska leży w dolinie potoku Tereścińskiego, wpadającego do Jasiołki przy zachodniej granicy wsi. Od północy wioskę zamykają stoki Szczobu (493 m n. p. m.) i Złotej Bani (505 m n. p. m.). Od południa z kolei opiera się o stoki tworzone przez masyw Kamieńca (510 m n. p. m.) i Wołowego (519m n. p. m.) tworzący wspólne pasmo z nieodległym, chociaż już nie graniczącym z wsią, Piotrusiem - Pitrosą (728 m n. p. m.). Od zachodu wieś opiera się właściwie o koryto Jasiołki i zarazem graniczy z Trzcianą. Od wschodu zaś wioska sąsiaduje z pastwiskami - kiedyś była tutaj wieś Kamianka i osada Abramów, właściwie będąca przysiółkeim Zawadki.

Jak zwykle przejdziemy najpierw do historii.

Wieś swoimi początkami sięga 2 połowy XV wieku. Pierwsi mieszkańcy wzmiankowani są tutaj już w roku 1483. Oficjalnie osady tutaj jeszcze nie wtenczas nie było. Lokowano ją dopiero w 1487 roku. Przywilej na ręce Ladomira Wołocha wydał biskup Jan z Targowiska. Osadę lokowano oczywiście na prawie wołoskim. Podobnie jak i okoliczne wioski, osada była własnością biskupów przemyskich
Mówi się też, że wieś lokowano na prawie polskim już w końcówce XIV wieku a przeniesiono dopiero potem na prawo wołoskie, ale brak jest danych pozwalających to potwierdzić. Pierwotnie nazwa wsi brzmiała Trzcianka / Tereścianka, i może sugerować (?) jakieś powiązania z Trzcianą. Zawadka Rymanowska była graniczną wsią ziemi sanockiej, a jednocześnie najbardziej na zachód wysuniętą częścią klucza jaśliskiego.
Mieszkańcy wsi czuli się jednak pokrzywdzeni, bo w ich wsi nie było cerkwi. Złożyli w tej sprawie skargę do samego biskupa. Miało to miejsce w 1565 roku. Biskup Walenty Herburt przyzwolił na budowę cerkwi, a ponieważ mieszkańców nie było stać na zakup gruntu pod cerkiew i ponoszenie kosztów utrzymania księdza, udzielił im pomocy. Mianowicie zakupił z własnej kiesy grunty za cene 150 florenów od mieszkańca wsi Iwana Rusowicza, a dodatkowo zwolnił tutejszych księży z wszelkich obowiązków i podatków na rzecz biskupa, poza jedną daniną w roku (w wysokości 1 grzywny). Mieszkańcy zaś mieli utrzymywać księdza daninami w zbożu i powinnościach. Wszystko to znalazło się w dokumentach, m. in. w aktach sanockiego biskupstwa z roku 1781.

cmentarz przycerkiewny

Cerkiew p.w. Opieki Matki Bożej

Siedzibę parafii unickiej ulokowano w Zawadce Rymanowskiej w roku 1720 (wcześniej siedziba mieściła się w Kamiance). Przyneżały do niej Abramów (Od 1747) i Kamianka.

Wioska szybko się rozrastała. W 1747 roku powstała osada Abramów, będąca wlaściwie przysiółkiem Zawadki.
W roku 1880 naliczono tutaj 970 mieszkańców. W większości byli to grekokatoliccy Rusini (Łemkowie, ale mieszkało tutaj także 8 łacinników i 16 żydów. Jak widać żyło tutaj sporo osób. Nic dziwnego, dawniej wieś ciągła się daleko w kierunku Lubatowej.

Wielka Wojna nie przyniosła tutaj wielkich zniszczeń. Okres międzywojenny to czas rozwoju. Wtedy to np. zbudowano do wsi w końcu drogę utwardzoną. Do roku 1932 mieszkańcy jeździli furmankami korytem potoku Tereściańskiego.
Z ciekawszych wydarzeń - miało tu miejsce zabojstwo. Gospodarz za pomocą kosy wytłumaczył sąsiadowi, by więcej nie odwiedzał jego żony.. Ot wsi spokojna, wsi wesoła..

W sierpniu 1939 roku wydarzyła się tutaj prawdziwa tragedia. Otóż zapaliła się cerkiew. Był to budynek drewniany, więc właściwie nie było dlań żadnego ratunku. Mieszkańcy jednak bez wahania rzucili się na ratunek świątyni. I udało się! Cerkiew uratowano. Spłonął jedynie chór i część dachu. Jednak zniszczenia te usunięto do zimy.

Na starszym z cmentarzy w Zawadce

Chyża zajmowana przez SKPB Lublin widziana od szczytu

Wkoczenie wojsk niemieckich i okupacja były raczej spokojnym okresem. Niestety, dla tutejszych Żydów był to czas zagłady.. Wieś ucierpiała dopiero w czasie walk w 1944 roku. Bombardowania lotnicze i artyleryjskie doprowadziły do zniszczenia około 40 budynków. Mieszkańcy, gdy zbliżały się wojska sowieckie uciekli, kryjąc się w okolicznych lasach. Jednak mimo to kilka osób zginęło w wyniku toczonych działań wojennych. Po zakończeniu walk mieszkańcy wrócili do domów, ale nie na długo. Wysiedlono mieszkańców głównie do Związku Radzieckiego, w mniejszej liczbie na Ziemie Odzyskane. Ostatnich mieszkańców wywieziono ze stacji w Krośnie w maju 1947 roku. Wieś nie opustoszała jednak - zasiedlono ją Polakami z okolicznych wiosek, zniszczonych na skutek wydarzeń z 1944 roku.
Po wojnie na terenie Abramowa ulokowano PGR. Natomiast w samej Zawadce zabudowa łemkowska w dużej liczbie przetrwała. Wpływ na to miał wydany w 1979 roku zakaz budowy nowych domów w Zawadce. Wydano go, ponieważ planowano przegrodzić koryto Jasiołki zaporą i stworzyć zalew. Planów tych raczej (na szczęście) nikt nie zrealizuje - Zawadka Rymanowska będzie nas cieszyć pięknymi chyżami, cerkwią z 1855 roku wzniesioną w stylu przejściowym czy też wyjąkowymi krajobrazami. No i spokojem. Prowadzi tutaj co prawda droga asfaltowa, ale w Abramowie się kończy. Zawadka, licząca teraz około 250 mieszkańców, skutecznie broni się przed nadmiarem turystów. Chociaż w okresie letnim działa tutaj chatka SKPB Lublin urządzona w jednej z chyż, są agroturystyki - jest tu jednak spokojnie.

Na nowszym cmentarzu wiejskim, położonym na zachód od cerkwi

Ślady po "państwowej zabudowie" są w Zawadce normalnym widokiem

Co warto zobaczyć w Zawadce Rymanowskiej:

- drewnianą cerkiew p.w. Opieki Matki Boskiej z 1855 roku
- 3 cmentarze (przycerkiewny, stary cmentarz wiejski przy żółtym szlaku i cmentarz nowszy, ok 400 m na zachód od cerkwii)
- przydrożne krzyże i kapliczki
- starą zabudowę łemkowską
- piękne krajobrazy, panoramy z okolicznych, niezarośniętych wzgórz np. ze Szczobu czy Kamionki)

Szlaki wiodące przez Zawadkę Rymanowską:
 - żółty szlak pieszy ciągnący od Cergowej w kierunku Piotrusia

Z naszej strony to dzisiaj tyle. Resztę.. musicie zobaczyć sami. Na pewno nie pożałujecie.
Pozdrawiamy!






Źródła inf.:
Luboński P., 2012, Beskid Niski. Przewodnik dla prawdziwego turysty
Grzesik W., Traczyk T., Wadas B, 2012, Beskid Niski od Komańczy do Wysowej
Kryciński S., 2018, Łemkowszczyzna nieutracona

poniedziałek, 5 listopada 2018

Okiem wędrowca Abramów

Witajcie,
dziś chcielibyśmy zaprosić Was do wędrówki po urokliwym miejscu. Mamy na myśli nieistniejący już dzisiajAbramów. Jest to przysiółek Zawadki Rymanowskiej, położony przy drodze do Kamionki. Zasługuje on jednak na uwagę, ze względu na swój odmienny charakter. Jest to dość młody element Zawadki, gdyż w dokumentach pojawia się dopiero w 1747 roku. Pewie wielu z Was uzna iż powinniśmy opisać go wespół z Zawadką Rymanowską, niemniej jednak, położony na skraju Zawadki był właściwie samodzielną, chociaż niewielką miejscowością.

Podchodzimy do Abramowa

Nieco dalej, za znakami, taki oto widok
I taki widok też tutaj można podziwiać. Dzisiaj już Cergową szpeci niestety wieża..

O samej historii tego miejsca również nie wiadomo za wiele. Osada dzieliły losy Zawadki Rymanowskiej. Nie było tutaj cerkwi czy cmentarza - wierni uczęszczali do cerkwi w Zawadce Rymanowskiej bądź w Kamiance. Na początku XX wieku uruchomionoctutaj placówkę Ukrainskiego Towarzystwa Pedagogicznego "Ridna Szkoła". Była to pierwsza siedziba tej organizacji na Łemkowszczyźnie. A wszystko to za sprawą grekokatolickiego księdza z Zawadki. Co ciekawe, swą działalnością obejmowało nie tylko sam Abramów, ale sięgało i do Zawadki jak również do Kamianki. Nie wiadomo nam zbyt wiele o tym, co działo się tutaj podczas obydwu wojen światowych - np. walki z 1944 roku przyniosły samej Zawadce sporo zniszczeń, ale czy ucierpiał też wtedy Abramów? Być może tak. W latach 1945 - 47 mieszkańcy podzielili los większości Rusinów z Łemkowyny. Zostali wysiedleni. Abramów opustoszał. Zabudowa została rozebrana, po części wykorzystano ją do budowy PGR-ów, a częściowo też pewnie na remont zniszczonych domów w okolicznych wsiach. Operacja dukielsko-preszowska pozostawiła bowiem po sobie sporo zniszczeń..

Tutaj zobaczycie niemal motoryzacyjne muzeum

A tutaj najciekawszy, chociaż niszczejący zabytek

PRG w Abramowie powstał tak jak okoliczne PGR- y (np. w Szklarach)w latach 50-tych XX wieku. Zbudowano wówczas nowoczene jak na tamte czasy zabudowania gospodarcze, oraz osiedle mieszkalne dla robotników rolnych, któych sprowadzono z różnych stron Polski. Zajmowano się tutaj głównie hodowlą - sprzyjały temu liczne pastwiska i łąki, do dziś w dużej mierze zachowane. W latach 90-tych XX wieku zakład został przejęty przez Igloopol. W chwili obecnej z kilkunastu budynków gospodarczych i mieszkalnych w użytkowaniu pozostaje zaledwie kilka. Panuje tu niestety raczej bieda, nie łatwo bowiem w okolicy o stałe źródło utrzymania. Właściwie większość zabudowań gospodarskich stoi nieużywana. Budynki niszczeją, skryte pośród pokaźnych okazów Barszczu Sosnowskiego. Sama roślina przysparza osadzie niechlubnej sławy pośród miłośników Beskidu Niskiego. Sprowadzono go do Polski w 2 połowie XX wieku. Początkowo badano go pod względem właściwości leczniczych w Ogrodzie Roślin Leczniczych UM we Wrocławiu. Następnie przekazano go do PGR w celu uprawy jako roślina pastewna na kiszonki. Decyzja ta dzisiaj bardzo dziwi. Nazywany jest często "Zemstą Stalina". Nazwa jest trafna. I to bardzo. Trudno bowiem o drugą tak degradującą środowisko roślinę. Dodatkowo jest bardzo niebezpieczna dla zdrowia ludzi i zwierząt. Niebezpieczeństwo polega na tym, ze przebywając w pobliżu barszczu w słoneczne dni możemy zostać poważnie poparzeni. Kiedyś już o nim pisaliśmy. Substancje wydzielane przez gruczoły tej rośliny powodują oparzenia II i III stopnia. Co najgorsze oparzenia nie pojawiają się od razu lecz po jakimś czasie. Nieświadoma osoba przebywając wśród roślin naraża się na ogromne uszkodzenia skóry.

Zabudowa dawnego PGR-u jest zachowana w różnym stanie..


Walka z barszczem jest trudna,kosztowna i długotrwała. I chociaż toczy się tutaj z nim ciężkie batalie, to jednak końca tej walki nie widać..
W Abramowie nie ma zbyt wiele zabytków. Niemniej spotkać tu można ciekawą, chociaż niestety, mocno zniszczoną kapliczkę. Obiekt bardzo oryginalny, i warty zobaczenia. Inną ciekawostką jest krzyż przydrożny z końca XIX wieku. Znajduje się on kilkanaście metrów od drogi asfaltowej, przy jednym z ostatnich budynków Abramowa (idąc od Zawadki), i nie jest zaznaczony na mapach turystycznych. Jest to metalowy krzyż umocowany na kamiennym cokole. Trochę nas dziwi fakt, że na terenie PGR-u taki obiekt zachował się w tak dobrym stanie.. Jest jeszcze jedna kapliczka, znajduje się na podejściu z Zawadki Rym. do Abramowa, tuż przy drodze afaltowej - właściwie jest to fragment cokołu ze śladem po płaskorzeźbie. A licząc dokładniej znajdziemy w Abramowie kolejną, pięknie wyremontowaną kapliczkę - stoi przy zjeździe do "Farfurnii" - cudownego gospodarstwa agroturystycznego. "Farfurnia" to dowód na to, że można i tutaj, niemal na końcu świata, coś zdziałać.
Dla fanów motoryzacji też coś mamy - przy jedynym (chyba) czynnym tutaj gospodarstwie jest spore składowisko starych samochodów, autobusów etc. Nie wiemy czy można je "zwiedzać", chociaż liczne tabliczki z informacją o terenie prywatnym chyba mówią same za siebie.
PGR w Abramowie to jeden z wielu przykładów rozmachu, z jakim działały ówczesne władze. Niemniej jednak PGR-y były symbolem niegospodarności i marnotrastwa..

Krzyż przydrożny z 1897 roku , zlokalizowany obok jednego z ostatnich budynków (idąc od strony Zawadki R.)

Nie ma tu co prawda szlaków turystycznych, ale warto udać się drogą asfaltową przez Abramów, by dojść do.. końca asfaltu i wkroczyć na teren Kamianki, i wejść na okoliczne wzgórza. Ponieważ porastają je jedynie łąki, to spokojnie możemy z nich podziwiać piękne widoki.

Co warto zobaczyć w Abramowie i okolicy:
- kapliczki i krzyż w Abramowie
- zabudowa PGR-u,
- W Zawadce R.: cerkiew z 1855 roku
- cmentarze w Zawadce R.
- piękne chyże w Zawadce
- cmentarz i cerkwisko w Kamiance

szlaki biegnące w okolicy.:
- żółty szlak pieszy z Dukli na Piotrusia biegnący przez Zawadkę Rymanowską.

Na dzisiaj to już wszystko z naszej strony. Abramów to właściwie osada dwa razy zniszczona w XX wieku. Raz wysiedleniami, a raz zmianami ustrojowymi. I warto przyjrzeć się temu, pomyśleć. A przy okazji np. odwiedzić okoliczne wzgórza.
No, na dzisiaj tyle. Mamy nadzieję, że ten krótki wpis się spodobał. Pozdrawiamy i zapraszamy w te strony.

Źródła inf.:
Grzesik W., Traczyk T., Wadas B., 2012, Beskid Niskiod Komańczy do Wysowej
pl.wikipedia.org
www.jasliska.pl
www.grupabieszczady.pl

niedziela, 21 października 2018

Kozie Żebro

Cześć!
Dzisiaj chcemy zabrać Was na krótką, ale za nieco męczącą wycieczkę. Zabierzemy Was mianowicie na Kozie Żebro, jeden z charakterystycznych szczytów Beskidu Niskiego.
Jeden z nielicznych widoków z Koziego Żebra
Kozie Żebro wchodzi w skład tzw. Gór Hańczowskich. Tworzy wspólny masyw ze Skałką (820 m n. p. m.) i Jaworzynką (869 m n. p. m.). Jest on na tyle spory, że nie można go przeoczyć przebywając w okolicy. Od południa sąsiaduje z bezimiennym szczytem (810 m n. p. m.) i wspomnianą Jaworzynką. Od północy sąsiaduje ze Skałką i Regietowem Niżnym. Od wschodu "sąsiadką" jest Rotunda, aczkolwiek obydwa szczyty rozdziela dolina potoku Regietówka i tereny dawnego Regietowa Wyżnego. Z zachodu zaś, u stóp pasma rozłożyła się Wysowa.

Kozie Żebro na horyzoncie :)
Kozie Żebro to jeden z ciekawszych szczytów. Nie, nie dla widoków warto tu się wdrapać. O te tutaj trudno,bo stoki porosły lasem (zresztą po części góra zawsze nakryta była lasem) i nie łatwo jest znaleźć prześwit. A widoki muszą być wspaniałe.. No więc skoro nie ma widoków, to co za licho ma tutaj ciągnąć człowieka?
Na pewno przyroda. Jest tutaj pięknie. Właściwie już u stóp góry wita nas piękny las, a im wyżej - tym lepiej, bo spotkacie tutaj np. piekne, smukłe buki czy dorodne graby. Jest tu cicho, jedynie można usłyszeć ptaki. Ewentualnie rżące u podnóża góry hucuły. Bo w okolicy pasie się ich wiele. Przy odrobinie szczęścia można je pogłaskać. Ale smakołykami lepiej nie podkarmiać, bo robią sie strasznie namolne ☺️.
Zanim też znikniecie w porastającym stoki lesie, to obejrzyjcie się kilka razy za siebie - pięknie prezentuje sie z tej perspektywy Rotunda, jeden ze słynniejszych szczytów Łemkowyny.
Na szczycie...
Warto tutaj wpaść, bo Kozie Żebro jest nieco innym szczytem niż większość tych beskidzkich. Przede wszystkim jest to góra bardzo stroma. Jak na warunki Beskidu Niskiego. Niech Was Bóg broni by tu sie wdrapywać po chorobie czy też długim czasie "nic nierobienia" - Kozie Żebro potrafi wycisnąć z człowieka siódme poty! I chociaż nie jest to szczyt najwyższy, to jednak kolana i płuca długo pamiętają wizyty w tym miejscu.
wędrójemy borem lasem...
Szczyt ten zainteresuje też zapewne fanów historii, szczególnie zaś Wielkiej Wojny.
Zimą 1914/15 toczono w tym rejonie ciężkie walki pozycyjne. Pobita, ale nie rozbita armia Austro-Węgier zdołała w miarę ustabilizować front i nie przepuściła armii Rosyjskiej (wyczerpanej dotychczasowymi walkami) na tereny Węgier. Jednak na korzyść carskich żołnierzy utracono m.in. Rotundę. Kozie Żebro jednak utrzymano. Walki o Rotundę i Jaworzynkę ksztowały obydwie strony wiele ofiar. Stoki okolicznych gór jak też i m.in. Koziego Żebra do dziś znaczą porosłe chaszczami, zanikające powoli transzeje i stanowiska ogniowe.
Na stoku Jaworzynki ulokowano też cmentarz wojenny nr 48. Spoczywa tutaj 136 żołnierzy rosyjskich i 74 austro-węgierskich. Trudne warunki bytowe, ostra zima i nowoczesna broń zbierały obfite żniwo. Nic dziwnego że elita cesrskiej armii, Strzelcy Tyrolscy, nazywali te góry "Beskiden Dolomiten"... Ale nie wszyscy spoczęli na cmentarzach. Wiele ciał po zakończeniu walk nie odnaleziono, gdyż prowizoryczne mogiły niekiedy po prostu zacierały sie w toku walk. Takie mogiły znaleziono np. na stokach Koziego Żebra. Stoją dziś na nich krzyże.
cmentarz nr. 48 na stokach Jaworzynki
Przez Kozie Żebro wiodą dwa szlaki: zielony szak pieszy, ciągnący od Wysowej przez Kozie Żebro ku Skwirtnemu, i czerwony szlak (GSB) wytyczony od Hańczowej ku Zdyni (przez Rotundę). Obydwa szlaki są bardzo interesujące, prowadzą ciekawymi trasami i szczerze je polecamy.
A skąd ta oryginalna nazwa góry? Otóż ponoć nadano ją górze w XIX wieku - mieli to uczynić austriaccy kartografowie. W okolicy szczytu znaleźli bowiem szkielet sarny (kozy) i stąd rzekomo nazwa. Patrząc na mapę z XVIII wieku widać, że góra nie ma nazwy - a Jaworzynka (Jaworinka) i Skałka swoje nazwy wtenczas już posiadały.

Czy coś wiecej można napisać ?Chyba tylko: Zapraszamy. Można zdrowo się napocić, rozprostować kości, podziwiać piękne krajobrazy.. Wszak dolina Regietówki uznawana jest za najpiękniejsze miejsce w Beskidzie Niskim. Kto więc nie był, niech przybywa. A idąc na Kozie Żebro warto zabrać ze sobą kijki trekkingowe. I dużo wody. Ale za to wyniesiecie stąd masę wspomnień..

Miejsca, które warto odwiedzić podczas wizyty tutaj: Na pewno sąsiednią Rotundę i cmentarz wojenny nr 51 zlokalizowany na jej szczycie. Można też iść do Wysowej, znanego w Polsce uzdrowiska. Możliwości jest wiele. Zapraszamy!

Dzisiaj krótko i zwięźle. Do zobaczenia!


Źródła inf.:

gorskiewedrowki.blogspot.com
wysowa-zdroj.pl
mapire.eu
pl.wikipedia.org
Grzesik W., Traczyk T., Wadas B., 2012, Beskid Niski od Komańczy do Wysowej

niedziela, 7 października 2018

Okiem wędrowca - Rzepedź

Witajcie!

Dzisiaj zabieramy Was na spacer po wschodnich obrzeżach Beskidu Niskiego. Zapraszamy Was serdecznie do Rzepedzi. Miłej lektury!
Rzepedź ("stara") leży w dolinie potoku Rzepedka oraz rzeki Osławicy ("nowa"), do któej zresztą wspomniany potok na terenie wsi wpada.  Od północy wioska graniczy z miejscowością Szczawne, a od południa sięga Jawornika (dawnego przysiółka Miklaszki). Od wschodu Rzepedź sąsiaduje z Turzańskiem, a od zachodu wieś opiera się o długi masyw Diłu (689 m n. p. m.). Od północnego-zachodu też wieś zamyka Rzepedka (708 m. n p. m.).

te krzyże zobaczycie na terenie "starej" Rzepedzi


Jak zwykle zaczniemy od historii. Nie bez powodu przeplatać się tu będą określenia "stara" i "nowa"..

Wioskę lokowano w roku 1526 na prawie wołoskim. Należała do dóbr królewskich, a więc można powiedzieć "zasilała skarb Korony". Przywilej lokacyjny z ramienia królewskiego wydał starosta sanocki Mikołaj Wolski na ręce niejakiego Jarosza Miejszewskiego.
W roku 1565 obrabiano tutaj 24 łany: 1 popi, 1 sołtysi i 22 kmiece. I wieś rozwijała się, i kto wie, pewnie byłaby jedną z większych w regionie gdyby nie XVII - wieczny najazd Rakoczego. Po przejściu wojsk siedmiogrodzkich obrabiano w Rzepedzi tylko 2,5 łana. Ot, wojna...

Po zajeciu Galicji przez Austrię w XVIII wieku Rzepedź stała się częścią majątku cesarskiego, jednak została w XIX wieku sprzedana w ręce prywatne, mianowicie kupił ją Jan Kanty Podolecki, działacz niepodległościowy i poeta. Brał on udział m. in. w powstaniu listopadowym, organizacji powstania krakowskiego czy też w rozruchach we Lwowie w ramach tzw. Wiosny Ludów.  W latach 30 XIX wieku wieś kupił z kolei kolejny uczestnik powstania listopadowego, Stanisław Niezabitowski. Po upadku powstania tutaj dożył swoich dni. W 1824 roku wzniesiono najnowszą, ostatnią cerkiew w Rzepedzi. W roku 1889 mieszkało w Rzepedzi 775 mieszkańców, głównie Rusinów.

widok z Rzepedki w kierunku Bieszczadów

Cerkiew p.w. Św. Mikołaja Biskupa z 1824 roku

Wiele działo się tutaj w czasie Wielkiej Wojny, gdyż toczono o okoliczne masywy górskie zacięte walki, płonęły domy, ludzie tracili dorobek całego życia... Wieś po zakończeniu walk I - wojennych przynależała do tzw. Republiki Komańczańskiej (1918-1919).

Wieś była duża. W roku 1921 naliczono tutaj 817 mieszkańców (745 grekokatolickich Rusinów, 44 Polaków i 28 Żydów) żyjących w 141 domach. W Rzepedzi była stacja kolejowa, przy linii wiodącej z Zagórza do Medzilaborców. Linię tą zbudowano w XIX wieku w celu m. in. zabezpieczenia słynnej twierdzy przemyskiej..
W latach 20 zbudowano też odcinek kolejki wąskotorowej, łączący Rzepedź z Duszatynem i Mikowem - kolejka ta służyła do dowozu drewna (w  Rzepedzi działał tartak).
Tutaj też w latach 30 umiejscowiono główny garnizon batalionu KOP "Komańcza".

Na cmentarzu greckokatolickim w Rzepedzi


W okresie II wojny światowej w okolicy przebiegały trasy kurierskie, którymi to kontaktowano się z rządem w Londynie. Okupanta niemieckiego wspierała ofiarnie policja ukraińska - w 1944 roku w Rzepedzi z rąk tychże policjantów właśnie zginął Polak. Po odejściu Niemców w 1944 na te tereny wkoczyły oddziały UPA. Tutejsze masywy leśne, szczegónie dość blisko leżąca Chryszczata, stały się dogodnymi bazami, pozwalającymi na skuteczną obronę przed oddziałami WP. Na tych terenach również UPA uzyskała pewną ilość zwolenników, i walka z nią była trudniejsza.

W latach 1946-47 wysiedlono ze wsi większość mieszkających tutaj Rusinów. Pozostawion tylko pracowników kolei w celu zachowania jej funkcjonalności. W budynku stacji PKP stacjonował wtenczas oddział WP.

fragment kolejki wąskotorowej. Chodzą słuchy, że ma być znów przywrócona do życia!

Wioska opustoszała, pozostała cerkiew, trochę wiejskiej zabudowy na terenie "starej" wsi. Tam, gdzie jest "nowa" Rzepedź, były wtenczas tylko 2 budynki mieszkalne..
Po wojnie postanowiono wykorzystać gospodarczy potencjał Bieszczadów - lasy, na jeszcze większą skalę niż dotychczas. Zbudowano tutaj olbrzymie zakłady drzewne, sprowadzono doń maszyny nawet z Anglii, odbudowano i rozbudowano kolejkę wąskotorową, by zwozić surowiec do produkcji m. in. płyt wiórowych czy sztucznego, płynnego dymu wędzalniczego. Zakłady te zatrudniały około 700 pracowników. I tu pojawił się problem, bo na wyludnionych terenach Bieszczczadów i Beskidu Niskiego trudno było znaleźć kadrę do tak dużego zakładu. Rozwiązanie było proste - zbudowano wielkie osiedle robotnicze. Tak też powstały bloki, hotel robotniczy i centrum handlowo-usługowe, a w latach 80 -tych nawet zbudowano kościół. Obecnie jest to Rzepedź-Osiedle. Bardzo dziwne wrażenie robią te bloki, gdy wjeżdża się do Rzepedzi czy to od Komańczy, czy też ze Szczawnego. Wspomniane osiedle powstało właściwie na gruntach Turzańska, niemniej osiedle stało się częścią Rzepedzi. W tutejszym zakładzie przetwarzano olbrzymią ilość drewna. Pracę znajdowali tutaj też i okoliczni mieszkańcy, w tym Łemkowie, któzy powrócili w rodzinne strony po 1956 roku. Jednak w dobie kryzysu z lat 90. Zakłady Przemysłu Drzewnego upadły. Dla setek ludzi oznaczało to bezrobocie i poważne problemy. Co prawda od jakiegoś czasu na terenie zakładów działa firma "Nowy Styl", przejęła ona część dawnych zakładów a nawet zbudowała nowe budynki, niemniej produkcja prowadzona jest tutaj na dużo mniejszą skalę niż dawniej. Nie działa jednak kolejka wąskotorowa (chociaż ostatnio pojawiły się plany jej odtworzenia dla celów turystycznych) a i po samej linii normalnotorowej z Zagórza do Komańczy pociągi jeżdżą rzadko.

Rzepedź - Osiedle

Stacja w Rzepedzi

Ale Rzepedź to miejsce ciekawe i kontrastowe - z jednej strony stosunkowo ludne i nowoczesne osiedle z blokami, sklepami, parkingami, ogródkami działkowymi, a z drogiej - "wieś" ze starymi chyżami, piękną cerkwią w stylu osławskim i starymi, łemkowskimi krzyżami przydrożnymi. Sama cerkiew według nas nie ustępuje pod względem urody słynnej cerkwi w Komańczy. Cerkiew w Rzepedzi nosi wezwanie Św. Mikołaja Biskupa. Obok tego drewnianego cuda jest cmentarz, a na nim np. nagrobek St. Niezabitowskiego, powstańca listopadowego i właściciela wsi. A idąc starą drogą od cerkwi można zobaczyć kilka przydrożnych krzyży, i wspiąć się po stokach na Rzepedkę, by zobaczyć np. Bieszczady

Szlaki wiodące przez Rzepedź:
- Szlak Ikon
- Szlak "dobrego wojaka Szwejka"
- szlaki rowerowe

Co warto w Rzepedzi zobaczyć:
- cerkiew p.w. Św. Mikołaja Biskupa z 1824 roku
- przydrożne krzyże w "starej" wsi"
- cmentarz greckokatolicki z zabytkowymi nagrobkami
- XIX - wieczka napliczka przy kościele w "nowej" wsi
- pozostałości kolejki wąskotorowej - tory, zdewastowane zabudowania
- piękne widoki z Rzepedki
- dolina Osławicy
- stara zabudowa Rzepedzi, jak też i ciekawie kontrastująca z lasami zabudowa industrialna

Z naszej strony to tyle. Rzepedź lubimy. Często jest dla nas bazą wypadową albo przystankiem w czasie podróży. I jest to wyjątowe miejsce, na prawdę warte poznania. A na koniec słowo na temat samej nazwy wsi. Pochodzi ona od wołoskiego słowa repede, oznaczającego bystry potok.

Dziękujemy za odwiedziny! Pozdrawiamy!




Źródła inf.:
Luboński P. (red.), 2012, Beskid Niski. Przewodnik dla prawdziwego turysty
www.bieszczady.net.pl
www.twojebieszczady.net
pl.wikipedia.org
www.apokryfruski.org
wolyn.org



niedziela, 23 września 2018

Okiem wędrowca - Polany k. Krempnej

Witajcie!

Dzisiaj zabieramy Was na spacer po urokliwej i cichej wiosce. Kiedyś mieszkalo tutaj ponad tysiąc osób, wszyscy żyli obok siebie zgodnie. A co po dawnych czasach pozostało? Zapraszamy do Polan koło Krempnej. Postaramy się krótko przybliżyć Wam tą miejscowość. Miłej lektury!

Polany leżą w dolinie potoku Wilsznia. Od północy zamykają wieś stoki góry Suchania, od południa zaś wieś sięga niemal dawnej Huty Polańskiej. Od wschodu i zachodu wioskę otaczają szczyty, m. in. Hora (484 m n. p. m.), Pakuszowa (887 m n. p. m.) czy Debry (683 m n. p. m.). Wieś leży na styku MPN i Jaśliskiego Parku Krajobrazowego.
Jak zwykle zaczniemy od historii:

Nagrobki rusińskie na cmentarzu w Polanach


Kiedy powstały Polany? Właściwie nie do końca wiadomo. Pierwsza wzmianka o wsi pochodzi z roku 1581. Mowa zresztą o istniejącej już wiosce. Nie znamy bowiem dokładnej daty lokacji. Nazwa wsi sugeruje, że pierwotnie były to tereny wypasowe innej osady. Chodzi tu prawdopodobnie o Myscową - potwierdzać się to zdaje fakt nadania Polanom dawniej mniej oficjalnej nazwy - Myscowskie. Wieś należała m. in. do rodu Stadnickich. Niektóre źródła podają, że wieś zniszczyli w 1624 roku Tatarzy. Nie wiadomo do końca, czy to prawda, ale XVII wiek do spokojnych nie należał..

Nowym właścicielem Polan został w 2 połowie XVIII został Adam Parys, jeden z przywódców Konfederacji Barskiej, nazywanej pierwszym powstaniem narodowym. Tutaj też konfederaci założyli jedną ze swoich baz (obozów). Po upadku konfederacji ponoć wielu jej uczestników osiadło w Polanach...

Wieś stale się rozrastała. Mieszkali tu głównie Rusini (Łemkowie) wyznania greckokatolickiego, ale była też dość spora grupa Polaków i Żydów. W roku 1880 naliczono tu 1061 osób! Byli to głównie Rusini (998 osób). mieszkało tu wtenczas również 47 rzymskich katolików (Polaków) i 16 Żydów. Ciekawe, że istniał tutaj gromadzki spichlerz. Biedniejsze rodziny mogły użyczać z niego ziarna na zimowe potrzeby badź na siew, ale po zbiorach były zobowiązane do zwrotu pożyczki.

Wieś od 2 połowie XIX wieku należała do niejakiego Pana Maniawskiego, znanego w okolicy hulaki, a na przełomie wieków majątek we wsi zakupiła rodzina Thonet, słynni producenci mebli giętych. W Polanach też zbudowali tartak i wytwórnię półfabrykatów.
Mimo że Polacy stanowili tutaj mniejszość, działali bardzo aktywnie. przed Wielką Wojną powstał we wsi Związek Strzelecki, grupujący głównie Polską młodzież z Polan i Huty Polańskiej. Wielu młodych zasiliło później Legiony Polskie, tworzone przy armii C.K.



W roku 1914 wzniesiono we wsi nową świątynię greckokatolicką (w miejsce świątyni z 1 poł XIX wieku), noszącą wezwanie św. Jana Złotoustego. Ale jaką! Drugiej taniej na Łemkowynie nie spotkacie. Jest to świątynia murowana, wzniesiona na planie krzyża greckiego, z centalnie umieszczoną dużą kopułą. Świątynię wzorowano na cerkwiach kijowskich, a architektem był niejaki Rudnicki ze Lwowa. Podobne świątynie można zobaczyć na tzw. Rusi Krośnienskiej, np. w Rzepniku. Ale tutejsza cerkiew ma wyjątkową historię..
W okolicy toczono w czasie Wielkiej Wojny zacięte walki. Wieś wtenczas mocno ucierpiała. Spłonął m. in. tartak należący do braci Thonet i stara cerkiew drewniana (z murowanym prezbiterium), a nowo wzniesiona cerkiew murowana została uszkodzona. Dodatkowo 5 mieszkańców wsi trafiło do obozu Thalerhoff koło Grazu.

Po wojnie wieś powstała na "nogi" po wojennych zniszczeniach (wyremontowano m. in. cerkiew). W okresie schizmy tylawskiej duża część mieszkańców przeszła na prawosławie. Zaczęły się też i awantury miedzy wiernymi jednego i drugiego Kościoła.  Prawosławni, nie mogąc korzystać z cerkwi, zbudowali włąsną, prowizoryczną świątynię - spłonęła w roku 1944. Dziś w jej miejscu stoi leśniczówka. Od roku 1929 do 1939 działała w Polanach placówka Straży Granicznej.

W latach 30 przeprowadzano też komasację gruntów. Zmienił się przez to pierwotny układ wsi - rozciągnęła się w przestrzeni nowa zabudowa. Do 1939 roku działały we wsi aż 3 żydowskie karczmy i 2 sklepy prowadzonez przez Łemków. Również i stosunki polsko - łemkowskie można określić jako życzliwe. Zmienił to jednak wybuch wojny. Polacy jednak pamiętaja dobrze przyjazne nastawienie prawosławnego księdza i części mieszkańców. Niemniej np. Polany zostały w znacznie mniejszym stopniu dotknięte przez wywózki do Niemiec czy też nawet przez późniejsze działania wojenne.
Odnośnie toczonych tutaj walk w 1944, to szczególnie ciężkie toczono o masyw góry Suchania leżącej między Myscową a Polanami. Pod koniec lat 60 XX w. znaleziono przy rozbitym niemieckim bunkrze szczątki radzieckiego żołnierza, a przy nim list, w którym prosił, by Ci, którzy znajdą jego szczątki powiadomili o jego śmierci jego żonę. Żołnierz nazywał się Iwan Plechow...

nagrobki na cmentarzu przycerkiewnym

W roku 1945 większość Łemków wyjechała do ZSRR, a w 1947 wysiedlono stąd przymusowo pozostałe rodziny. Trafiły one w rejony Szczecina i Wrocławia. Po wojnie powróciło w rodzinne strony około 50 osób.
Po wojnie osiedliło się tu wielu Polaków, głównie z okolicznych wsi zniszczonych w wyniku działań wojennych. We wsi zastali rozbitą cerkiew murowaną, niezbyt nadającą się do odprawiania nabożeństw. I niedługo rozpoczęła się w polanach 3 już wojna w ciągu XX wieku, tym razem "religijna". Katolicy nie mieli środków na odbudowę świątyni. Prawosławni Rusini, któzy powrócili, z pomocą rodzin mieszkających w Ameryce jednak świątynię odbudowali. Pewne wsparcie finansowe udzielili też i miejscowi katolicy. Tak też powstała tutaj pod koneic lat 60. parafia prawosławna. Miejscowi katolicy się z tym nie pogodzili. Zaczęły się bójki, szturmy na świątynię, zajmowanie jej, odbijanie, wyważanie drzwi, zrywanie kłódek.. Ostatecznie w 1972 katolicy przejęli świątynię. Zniszczyli wówczas m. in. ikonostas, odpiłowali "dodatkowe" ramiona na krzyżach, wyrzucili na pole ołtarz.. Walki trwały ciągle, dochodziło nawet do bijatyk. Żadna strona nie chciała ugody, lecz świątyni. Padło kilka propozycji, wyroków sądowych - wszystko na nic. Sprawa przycichła dopiero gdy zmarł Jan Gałczyk, przewodzący wiernym prawosławnym, a ksiądz katolicki wyjechał do innej parafii. Ale dopiero się uspokoiło, gdy w 1992 roku biskup ordynariusz diecezji rzeszowskiej wyraził zgodę na odprawianie w cerkwi nabożeństw w obrządku katolickim i greckokatolickim.. Tak też i skończyła się ostatnia wojna w Polanach..

Co warto w Polanach zobaczyć:
- murowana cerkiew p.w. Św. Jana Złotoustego
- dawny cmentarz unicki ze starymi, kamiennymi nagrobkami
- stare łemkowskie chyże (najstarsza znajduje się blisko cerkwi)
- przydrożne krzyże i kapliczki
- w pobliskiej Hucie Polańskiej - piękny murowany kościółek, tereny MPN


Szlaki biegnące przez Polany (i w okolicy):

- zółty szlak rowerowy z Myscowej do uty Polańskiej
- (w Hucie P.) żółty szlak pieszy na przeł. Mazgalica, do granicy państwowej.

Króki wpis, mamy nadzieję że zachęci Was do własnych poszukiwań. I przede wszystkim - do wizyty w Polanach.
Pozdrowienia!




Źródła inf.:
Grzesik W., Traczyk T., Wadas B., 2012, Beskid Niski od Komańczy do Wysowej
Luboński P. (red.), 2012, Beskid Niski. Przewodnik prawdziwego turysty
pl.wikipedia.org
www.beskid-niski-pogorze.pl

niedziela, 9 września 2018

Kanasiówka - Baba

Witajcie,
dzisiaj zabieramy Was na przyjemną wspinaczkę. Chociaż bardziej pasuje tutaj jednak słowo spacer. Bowiem szczyt o którym dziś powiemy kilka słów, nie należy do wymagających. Na pierwszy rzut oka nie jest też zbyt ciekawy. Czy na pewno?


Na grzbiecie pasma drzewa nie mają lekkiego życia..

Kanasiówka (Baba) znajduje się w Paśmie Granicznym, we wschodniej części Beskidu Niskiego. Przez południowe stoki przebiega granica polsko-słowacka, a sam szczyt znajduje się 400 metrów na północ, na terenie Polski. Od wschodu z Babą sąsiaduje Wielki Bukowiec (848 m n. p. m.). Od północy góra sąsiaduje ze szczytami wchodzącymi w skład Kiczery Długiej. Na południu stoki schodzą nieco "w dół" na tereny Słowacji. Od wschodu natomiast góra przechodzi w długie pasmo naznaczone słupkami granicznymi.

Sama góra mierzy 824,7 m n. p. m. To jest prawdziwa wysokość. Znacznie częściej można spotkać się z podawaną wysokością 823 m n. p. m. Taką informację podaje tabliczka "szczytowa" ulokowana nieco niżej szczytu na przebiegającym tędy szlaku. Zazwyczaj też wszelkie przewodniki, książki i stony z rozpędu sugerują się tą liczbą właśnie. Nie jest to do końca dziwne, gdy na szczyt się wejdzie - niezbyt się wyróżnia z terenu, więc faktycznie można go nawet pominąć.

Szczyt jak wspomnieliśmy nie jest zbyt wybitny, i patrząc z dala właściwie się go nie zauważa. Właściwie zlewa się niemal w jedno z całym pasmem. Stoki i szczyt porasta gęsty las, w dużej mierze piękna buczyna karpacka. Widoków stąd więc podziwiać nie będziecie. Ale warto tutaj wdreptać. Po drodze natraficie na kilka dość dużych polanek, w lecie usianych kwiatami, a bliżej jesieni - oferującymi smaczne owoce jeżyn.

Pomnik czechosłowackich żołnierzy

i drewniany namiot :) Przytulny bardzo

Stoki góry są płaskie, rozciągnięte na osi północ - południe. Szczególnie zachodnie stoki są łagodne, miejscami wręcz podmokłe. Nieco więcej stromizny zasmakujemy na stokach północnych i wschodnich - jednaj i tutaj nie ma bardzo wielkich stromizn.
Z jej stoków wypływają oczywiście potoki. Większość ma raczej krótki bieg, ale niektóre zasilają większe cieki wodne. Tutaj, na zachodnich stokach znajdują się źródła rzeki Jasiołki, jednej z najdłuższych rzek Beskidu Niskiego. Ze wschodnich stoków z kolei wypływa jeden z potoków tworzących rzekę Wisok (jej główne źródło bije na stokach sąsiedniej Pasiki (Wielkiego Bukowca).

Stoki góry położone po stronie Polskiej włączono w skład rezerwatu "Źródliska Jasiołki", dzięki czemu przyroda jest tutaj chroniona bardziej starannie niż na terenie samego Jaśliskiego Parku Krajobrazowego.

Trasa łagodna, ale urozmaicona

A gęsty las przecinają czasem małe polanki 

Ciekawa jest nazwa Baba. Nadali ją górze dawni mieszkańcy Wisłoka Wielkiego. Nazwa nawiązuje do kształtu góry. Zapewne można się domyślić dlaczego.. Z kolei mieszkańcy Jasiela, leżącego u jej stóp, mieli nazywać ją Hrabyna. Góra więc niemal feministyczna.

Góra zasmakowała wojny. Ciężkie walki o Pasmo Graniczne, w tym i o Kanasiówkę, toczono tutaj zimą 1914/15, a front przesunął się dopiero w maju 1915. Pamiątką po tych wydarzeniach jest np. Żołnierska Polana (obecnie całkowicie porosła lasem) znajdująca się na stokach Kanasiówki przy zielonym szlaku. Mieli tutaj ponoć wspólnie biesiadować żołnierze przeciwnych armii, rzecz jasna w przerwach między walkami.. Kolejne walki toczono w tym rejonie jesienią 1944 roku. Pamiątką po tych wydarzeniach jest mały pomnik, znajdujący się na przełęczy Kalinowskiej pod Kanasiówką. Postawiono go tutaj w 1964 roku na pamiątkę przekroczenia w tym miejscu przez żołnierzy Korpusu Czechosłowackiego granicy, i wkroczenia na tereny ojczyzny. Miało to miejsce 20 września 1944 roku. Koło ponika jest też niewielki schron - drewniany namiot, w którym strudzony turysta może nawet zostać na noc.


Będąc na Kanasiówce, warto przejść się na sąsiedni Wielki Bukowiec, zwany też Pasiką (848 m n. p. m.) i przyjrzeć się stalowej wieży obserwacyjnej, zbudowanej tutaj w latach 30 XX wieku. Co prawda obecnie raczej nic z niej nie zobaczycie, niemniej warto zobaczyć taką unikalną w tych stronach konstrukcję. Kanasiówka też jest obowiązkowym miejscem dla tych, którzy dybią na odznakę "Korony Beskidu Niskiego". Jeśli zaś góra Was bardzo zmęczy i zastanie Was na szlaku noc - to niczym się nie martwie, w Jasielu znajdziecie przytulne pole namiotowe!

Szlaki turystyczne biegnące przez Kanasiówkę:

- niebieski szlak graniczny
- słowacki pieszy szlak czerwony
- zielony szlak pieszy z Beska do granicy
- żółty szlak pieszy z Woli Piotrowej do granicy

Co warto zobaczyć w rejonie Kanasiówki:
- pomnik ku czci żołnierzy czechosłowackich na przeł. Kalinowskiej
- wieża obserwacyjna na Pasice
- cmentarze w Jasielu (wiejskie i poległych żołnierzy radzieckich)
- pomniki w Jasielu (poległych WOP-istów i kurierów beskidzkich)
- przydrożne krzyże w Jasielu, krzyż żelazny przy dawnej drodze
- piękne krajobrazy Jasiela, buczyna karpacka

Z naszej strony dzisiaj to tyle. Koniecznie polecamy Wam ten szczyt - od Jasiela wejdziecie tutaj bez większego wysiłku, więc zabierzcie ze sobą całą rodzinę!

Pozdrawiamy!





Źródła informacji:
Luboński P., (red.), 2012, Beskid Niski. Przewodnik dla prawdziwego turysty
gorskiewedrowki.blogspot.com.
www.beskid-niski-pogorze.pl
pl.wikipedia.org

niedziela, 26 sierpnia 2018

Rudawka Jaśliska

Witajcie,
dzisiaj pragniemy zabrać Was na spacer po miejscu bardzo tajemniczym, bardzo cichym i chyba - bardzo mało znanym. I dla wielu osób jest to miejsce bardzo rzadko przez człowieka uczęszczane. Nie wszyscy zapewne zdają sobie sprawę, że kiedyś była to tętniąca życiem wioska..
Zapraszamy na krótki wpis o Rudawce Jaśliskiej.

Krzyż na granicy nieistniejących już wsi: Rudawki Jaśliskiej i Jasiela

Kolorowe łąki i lasy, tego tu pod dostatkiem

Wioska znajdowała się w dolinie Jasiołki, właściwie niemal w jej początkowym biegu. Od wschodu graniczyła z nieistniejącym już również Jasielem, od zachodu - sięgała niemal Woli Wyżnej. Południową granicę wsi właściwie wyznaczała dzisiejsza granica Polsko - Słowacka, a północną - stoki bezimiennych wzgórz. Dzisiaj teren ten wchodzi w skład Jaśliskiego Parku Krajobrazowego, a po części Rezerwatu "Źródliska Jasiołki".

Standardowo już zaczniemy od historii wsi:

Wioskę założono w roku 1562. Zasadźcą był wtenczas Tomasz Rudawski. Co ciekawe jednak, oficjalnie osadę lokowano (na prawie wołoskim) dopiero w 1579 roku za sprawą przywileju wydanego przez biskupa przemyskiego Wojciecha Sobiejuskiego. Wtenczas nadano też wiosce nazwę - Jasiełko. Nazwa ta się nie przyjęła. Trudno jest powiedzieć cokolwiek więcej o historii tej wsi. Od samego początku jej dzieje związane były ściśle z sąsiednimi wioskami: Wolą Niżną i Jasielem. Wioska nigdy nie stanowiła samodzielnej parochii, nie miała również własnej cerkwi. Nic w tym dziwnego, gdyż nie była to osada najbogatsza, a mała wioska zapewne nie byłaby nawet w stanie utrzymać księdza i cerkwi. W gruncie rzeczy sąsiednie cerkwie znajdowały się blisko, więc budowa własnej nie była bardzo konieczna. Do roku 1818 Rudawka Jaśliska była częścią parafii w Woli Niżnej, a później - Jasielu. W 2 połowie XVI wieku było we wsi 12 kmieci.

O historii wsi niewiele wiadomo. Jako osada przygraniczna zapewne była nieraz nawiedzana przez beskidników bądź tołhajów, a zapewne i wśród mieszkańców niejeden młodzian zbiegł w szeregi rozbójników. Jest to tym bardziej możliwe, że przecież niedaleko biegł trakt handlowy z Węgier do Jaślisk i dalej do serca Polski. Granicę przekraczał na przełęczy Beskid nad Czeremchą. Nie wiadomo, czy w XVIII wieku w okolicy działali Konfederaci Barscy, niemniej, jako że bywali w okolicy Jaślisk i Czeremchy, bardzo możliwe, że zaglądali i tutaj. Chociażby po wikt..

Krzyż ufundowany przez rodzinę Steców w 1865 roku

Młodniak na pierwszym planie skrywa cmentarz wiejski

Po rozbiorach wioska powoli się rozwijała, niemniej była jedną z mniejszych w okolicy. Pierwotnie wieś była częścią klucza Jaśliskiego, należącego do dóbr biskupów Przemyskich. W roku 1890 roku było tutaj 161 mieszkańców.  Byli to w większości grekokatoliccy Rusini. Liczba ludności się zmieniała - jak z całej Łemkowyny, tak i z Rudawki wyjeżdżali za chlebem do Ameryki. Na zmianę ludności miała też Wielka Wojna. Na przełomie 1914 i 1915 roku toczono w okolicy zacięte walki, m. in. w rejonie Kamienia. Położone w dolinie Jasiołki wioski mocno ucierpiały. Po zakończeniu walk wioska znalazła się przy granicy Polsko - Czechosłowackiej, co zapewne miało niemały wpływ na życie codzienne mieszkańców.

Droga przez Rudawkę do Woli Niżnej

Jedna z kilku zachowanych przydrożnych kapliczek. Ta miała najmniej szczęścia..

W okresie międzywojennym wieś funkcjonowała zgodnie w ramach odrodzonej Polski. W roku 1931 wioska liczyła 127 mieszkańców, żyjących w 22 domach. Chociaż nie było tutaj cerkwi, istniał cmentarz wiejski, na których chowano zmarłych. Trudno go obecnie odnaleźć, gdyż nie zachowały się na nim żadne nagrobki, a jedynie ślady murku okalającego nekropolie i zarysy mogił, widoczne wczesną wiosną. Porasta je barwinek.. Cmentarz ten znajduje się ok. 200 metrów za stojącym przy drodze, łacińskim krzyżem kamiennym z utrąconym jednym ramieniem. Ufundowali go w 1865 Paweł i Petro Stecowie. Jest to jeden z najstarszych krzyży kamiennych w Beskidzie Niskim.

Jasiołka, to jeszcze niepozorna..

A tego "jegomościa" zapewne przedstawiać nie trzeba

W okresie II wojny światowej przez wioskę wiodła trasa kurierska, łącząca okupowany kraj z rządem w Londynie. W Rudawce Jaśliskiej kurierzy (m. in. J. Łomiański) przechodzili granicę Polsko - Słowacką. Tutaj była większa szansa uniknąć spotkania z żołnierzami niemieckimi bądź słowackimi..
Po wyparciu stąd Niemców w 1944 roku, w okolicy pojawiły się bandy UPA, przybyłe ze wschodu. Najtragiczniejsze wydarzenia z nimi związane to rozbicie Polskiego oddziału w rejonie Jasiela. Do dziś wydarzenia te nie znalazły dokładnego wyjaśnienia. Mieszkańcy Rudawki Rymanowskiej podzielili los Rusinów z całej Łemkowyny. Częściowo zostali wysiedleni z wioski w altach 1945-46, a pozostałe kilkanaście osób wywieziono na Ziemie Odzyskane w 1947 roku. Wioska właściwie przestała istnieć - zabudowania rozebrano bądź spalono, a po mieszkańcach pozostał tylko dewastowany cmentarz i kilka przydrożnych krzyży i kapliczek i nieliczne pozostałości po zabudowie wiejskiej, widoczne późną jesienią bądź wczesną wiosną. My sami widzieliśmy tylko 3 krzyże przydrożne, gdyż znaleźliśmy się tutaj okazyjnie. Ale planujemy to nadrobić. Po wojnie tereny te stały się  pastwiskami wykorzystywanymi przez PGR. W sąsiednim Jasielu funkcjonowała placówka WOP, później zamieniona na krótko na schronisko PTTK a w końcu na PGR-owską owczarnię. Obecnie popada w ruinę.Od roku 1994 część Rudawki znalazła się w granicach Rezerwatu "Źródliska Jasiołki".

Szlaki wiodące przez Rudawkę Jaśliską:
- Szlak kurierów beskidzkich JAGA-KORA wiodący stąd do Woli Wyżnej.
- (w pobliżu) niebieski szlak graniczny

Co warto zobaczyć:
- przydrożne krzyże i kapliczki, w tym uszkodzony krzyż łaciński z 1865 roku
- ukryte w lesie pozostałości cmentarza łemkowskiego, spowite barwinkiem
- piękne krajobrazy Jaśliskiego Parku Krajobrazowego
- pozostałości fundamentów zabudowań

Z naszej strony to dzisiaj wszystko. Mamy nadzieję, że tym krótkim wpisem zachęcimy Was do odwiedzin tego urokliwego, chociaż zarazem i nieco smutnego miejsca. Zapraszamy i piechurów, i cyklistów. Pozdrawiamy!





Źródła inf.:
Lubończyk P. (red.), 2012, Beskid Niski. Przewodnik dla prawdziwego turysty
Kłos St., 2010, Krajobrazy nieistniejących wsi...
Traczyk T., Grzesik W., Wadas B., 2012, Beskid Niski. Od Komańczy do Wysowej
pl.wikipedia.org
www.jasliska.pl