Zanim wejdziesz, przeczytaj :)

1) Materiały wykorzystane przez nas ( zdjęcia, rysunki, opisy ) służą tylko celom dydaktyczno - informacyjnym, nie czerpiemy z działalności żadnych korzyści. Wykorzystujemy materiały zarówno własne, jak również pozyskane w internecie, lecz tylko by ukazać czytelnikom piękno naszego świata :). Materiał internetowy pozyskujemy legalnie (nie jest on zastrzeżony prawami autorskimi, pochodzi ze źródeł masowych i edukacyjnych) - nie kradniemy niczyjej pracy. Jeśli jednak znajdziesz u nas swoje materiały bez wyraźnej zgody (mogło zdarzyć się niedopatrzenie z naszej strony) i poczujesz się urażony - prosimy, poinformuj nas, a natychmiast znikną one z naszych łamów :)
2) Blog nie ma charakteru naukowego. Jest to strona popularyzatorska. W miarę naszych możliwości (i ponieważ historia to nasze hobby) staramy się jak najwięcej umieszczać informacji historycznych oraz korzystać z literatury tematycznej, niemniej nie gwarantujemy "nieomylności" :)
3) Ilustracje opatrzone znakiem wodnym są naszą prywatną własnością. Jeśli znalazłeś tutaj przydatną ilustrację - napisz do nas. Podobnie rzecz ma się z zamieszczanymi tekstami.

Komentarze

Ponieważ od dłuższego czasu jesteśmy zalewani masowo wielojęzycznym spamem w komentarzach, i Wasze wiadomości musimy z trudem wyłuskiwać, zawieszamy możliwość komentowania postów. Z braku czasu nie jesteśmy w stanie na bieżąco tego monitorować. Zawsze, w każdej sprawie możecie napisać do nas wiadomość e-mail bądź na fb. Dziękujemy, że jesteście z nami! :)

niedziela, 6 stycznia 2019

Okiem wędrowca - Tarnawka

Witajcie,

dzisiaj chcemy Wam pokazać miejsce raczej nieczęsto odwiedzane, mijane przez turystów szukających wrażeń na stokach narciarskich w Puławach bądź też szukających spokoju w Wisłoczku. Nie wiedzą oni, że i tutaj można odnaleźć spokój.. Zapraszamy na krótki spacer po Tarnawce.

Tarnawka zlokalizowana jest w dolnym biegu potoku Wisłoczek. Od północy wieś zamyka dość stromy masyw górski z Tarnawskim Wierchem (603 m n. p. m.) i bezimiennym szczytem 500 m n. p. m. Od południa wieś opierała się o stoki Szczobu (556 m n. p. m.) a od zachodu graniczyła z wsią Wisłoczek. Z kierunku wschodniego wioskę zamykały Rudawka Rymanowska i Puławy.

Cmentarz wiejski w Tarnawce


Jak zwykle zaczniemy od historii:

Tarnawka istniała jż na pewno w roku 1570, jednakże dokumenty wskazują na wcześniejszą metrykę osady. Wieś zapewne istniała już w roku 1530. Prawdopodobnie w tym okresie Tarnawką nazywano również i pobliski Wisłoczek.

Niewiele wiadomo o rozwoju wsi przed XIX wiekiem. Wioska rozwijała się powoli, nic zresztą dziwnego, skoro dolina Wisłoczka jest bardzo wąska a okoliczne stoki strome. Mieszkańcy nie mieli zbyt dużo miejsca na zabudowę, a tym bardziej na większą gospodarkę. Jednak prawdopodobnie już w XVI wieku, a więc niedługo po lokacji we wsi wzniesiono pierwszą cerkiew. I do końca też Tarnawka była samodzielną parafią - a nawet obejmowała swym zasięgiem Zawoje, Wisłoczek i Rudawkę Rymanowską. Jest to tym ciekawsze, że nie była to zbyt bogata miejscowość.

Miejsce po cerkwi


W roku 1624 wieś, podobnie jak i okolicę, spustoszyli Tatarzy. Jednak w roku 1667 odnotowano we wsi 15 domów, co jak na te ciężkie czasy było dobrym wynikiem.

Drugą cerkiew wzniesiono w XVIII wieku. Kiedy dokładnie, nie wiadomo - wymienia ją lustracja z roku 1761. Świątynię bardzo wychwalono, zapewne więc była bardzo piękna. W roku 1785 naliczono w Tarnawce 289 mieszkańców, poza 7 osobami (Żydami) byli to greckokatoliccy Rusini.

Lepsze czasy przyniósł mieszkańcom XIX wiek. Wtedy to odkryto w sąsiedniej Rudawce złoża ropy naftowej, a w niedalekim Rymanowie-Zdroju zaczęto rozwijać "turystykę uzdrowiskową". I tu, i tam mieszkańcy Tarnawki znaleźli zatrudnienie, dzięki czemu byt mieszkańców nieco się polepszył. Nic też dziwnego, w końcu właścicielem wsi była wtenczas sama hrabina Potocka. Hrabina posiadała we wsi folwark obejmujący 131 morgów, oraz czerpała zyski z tutejszej karczmy. Oczywiście korzystano z przepływającego tędy potoku Wisłoczek - działał tutaj młyn wodny.
W roku 1890 było tutaj 58 gospodarstw i żyło 353 mieszkańców.

Nad cerkwiskiem drzewa skleciły nowy dach..

Przy cmentarzu i cerkwisku znajdziecie tablice z informacjami o dawnej wsi i jej mieszkańcach

 W XX wieku zaczął działać też duży tartak parowy. Drewna w okolicy nie brakowało więc była to dobra inwestycja. Tartak działał w okresie międzywojennym.
We wsi była szkoła, ale z nauczaniem w niej było różnie - w 1902 roku nauka się w niej nie odbywała, bo brakowało nauczyciela. W 1931 roku było we wsi 63 domy i 349 mieszkańców.
Działała tutaj karczma, sklep, folwark, wspomniany tartak, szkoła i cerkiew wzniesiona w 1860 roku. Cerkiew nosiła wezwanie Opieki NMP i zbudowano ją w stylu wschodnio-łemkowskim, chociaż zdjęcia sugerują bardziej tzw. styl przejściowy. Co ciekawe, przez jakiś czas mieszkał we wsi Julian Tarnowycz, autor słynący z wydanej w roku 1936 "Ilustrowanej historii Łemkowszczyzny".

Zima w Tarnawce zapada w pamięć na długo..


W okresie okupacji niedaleko, bo w rejonie Wisłoczka często pojawiali się kurierzy przenoszący ważne materiały z Londynu do Polski i odwrotnie. W czasie walk w 1944 roku spłonęło 37 domów. Pozbawieni dorobku mieszkańcy nie mieli łatwo. Wkrótce całą wieś wysiedlono na Ukrainę w 1946 roku. Domy, które przetrwały wojnę rozebrali okoliczni mieszkańcy. Wieś przestała istnieć. Sama cerkiew została rozebrana w latach 50. Z czasem tereny wsi porosły częściowo lasem, część pól zmieniono w pastwiska. Dewastowano cmentarze.. W roku 1997 kilka ocalałych nagrobków wykopali z ziemi społecznicy z grupy "Nadsanie", posklejali i ustawili na nowo. Na cerkwisk znajdują się dwa groby: ks. Emiliana Ławrowskiego i ks. Antoniego Beskuda. W tym drugim grobie spoczywa prawdopodobnie kilka osób. Resztę grobów z cmentarza przycerkiewnego zatarł czas..
Rok temu dało się zauważyć, że część nagrobków na cmentarzu ponownie przewrócono i uszkodzono..

Co warto zobaczyć w Tarnawce:
- miejsce po cerkwi z 1860 roku z dobrze zachowaną podmurówką
- cmentarz przycerkiewny
- cmentarz wiejski z kilkoma kamiennymi nagrobkami - w tym jednym wykonanym z wapienia
- wiosną lub jesienią można poszukiwać śladów dawnej zabudowy
-w sąsiednim Wisłoczku zobaczycie m. in. piękny wodospad

Szlaki biegnące przez Tarnawkę:

- czerwony Główny Szlak Beskidzki biegnący tutaj w kierunkach: Wołtuszowa - Puławy.

Dzisiaj tyle. Krótki wpis o miejscu bardzo niedocenianym, zapomnianym przez ludzi, a tak wartym poznania. Ale dzięki temu miejsce to jest tak spokojne. Może więc lepiej niech tak pozostanie..?

Pozdrawiamy serdecznie!





Źródła inf.:

Kłos St., 2010, Krajobrazy nieistniejących wsi. Roztocze, Pogórze Przemyskie, Bieszczady, Beskid Niski
Grzesik W., Traczyk T., Wadas B., 2012, Beskid Niski od Komańczy do Wysowej
naszrymanow1.awardspace,com
www.apokryfruski.org
Luboński P. (red.), 2012, Beskid Niski, przewodnik dla prawdziwego turysty

niedziela, 23 grudnia 2018

Święta Święta

Nasi drodzy, którzy tu zaglądacie

z okazji zbliżających się Świąt Bożego Narodzenia życzymy Wam

POKOJU - żeby w te święta i nie tylko umiłować bliźniego swego
MIŁOŚCI - bo bez tego jak napisano w Liście do Koryntian bylibyśmy niczym
ZDROWIA - bo "nic nad zdrowie ani lepszego,ani droższego"
SZCZĘŚCIA - żeby w tym zabieganym świecie odnaleźć to co dla każdego z nas jest najważniejsze
RADOŚCI - z małych rzeczy, by się cieszyć nawet z tego co wydaje się nie być powodem do radości
WIARY - w rzeczy niemożliwe, nasza sytuacja rok temu była dość trudna, nie przestaliśmy jednak wierzyć, że będzie lepiej i jak się okazało jest lepiej i oby tak pozostało
NADZIEI - w to że przyszły rok będzie jeszcze lepszy

I wszystkiego wszystkiego co najlepsze, żeby Wasze marzenia się spełniły, a każda wędrówka górska zakończyła się bezpiecznie i zaowocowała tylko w dobre wspomnienia

Wszystkiego dobrego!



niedziela, 16 grudnia 2018

Legendy spod Chryszczatej...

Witajcie!

Nie tak dawno pisaliśmy o Chryszczatej, tajemniczej górze wchodzącej w skład Wielkiego Dział rozdzielającego niegdyś dwie kltury: łemkowską i bojkowską. Chryszczata zasłynęła m. in. jednym z największych karpackich osuwisk. 13 kwietniu 1907 wielkei masy ziemi i kamieni runęły w dół doliny potoku Olchowatego. Powstały wtenczas osławione jeziorka Duszatyńskie. Jak historia pokazała, przetrwały i samą wieś od której wzięły nazwę.. Jednak zanim mieszkańcy opuścili te tereny, pozostawili po sobie kilka ciekawych legend, nawiązujących właśnie do "Zwiezła". Co prawda zaniechaliśmy jakiś czas temu przedstawianie Wam legend, bo uznaliśmy to za mało celowe. Te jednak spodobały nam się na tyle, że postanowiliśmy się nimi podzielić z Wami. Zapraszamy do lektury.

"Diablo - zbójecka pieczara"



Było to bardzo dawno temu. Może nawet jeszcze wtedy, gdy jeździli przez te ziemie kupcy rzymscy na północ po bursztyn. W Bieszczadach mieszkali już ludzie, mało ich było, ale byli. Biesów było za to znacznie więcej niż teraz. Wodzili oni ludzi na pokuszenie, żeby ich dusze dzięki temu posiąść i do piekła odstawić. Wiary chrześcijańskiej jeszcze wtedy tu nie było, więc ludzie żyli w pogaństwie i o potępioną duszę wcale nie było trudno.
Piekło nie zawsze mogło wszystkie dusze od razu przyjąć, musiały więc czekać na swoją kolej. Ale nie można było takiej duszy zostawić byle gdzie,bo mógł ją w międzyczasie misjonarz jaki nawrócić i wtedy była już dla piekła stracona. Dlatego należało znaleźć jakieś miejsce, gdzie dusze przed odstawieniem do piekła można byłoby bezpiecznie przechować. W Duszatynie, tam, gdzie jest teraz największe z jeziorek, na stoku Chryszczatej góry, była ogromna pieczara. W niej właśnie biesy trzymały dusze znoszone z całych Bieszczadów. Wejście do pieczary zatykano wielkim głazem, przy którym zawsze stała czartowska warta.
Pieczarą zawiadywał bies Harchaj. Nieludzkie to było diablisko, nawet kumotry go nie lubiły. Znęcał się nad duszyczkami, trzymając je bez jedzenia, picia i odzienia. To miejsce biesy nazywały Duszatynem, a od nich nazwę przyjęli ludzie i tak już zostało. Potem, kiedy nastało chrześcijaństwo i o dusze było coraz trudniej, biesy opuściły pieczarę. Gdy dowiedzieli się o niej zbójcy, zaczęli gromadzić tam zrabowane skarby. Złoto, srebro i szlachetne kamienie. Całe skrzynie, wielkie jak sąsieki, były nimi napełnione. Wejścia do pieczary po dawnemu zatykano głazem. Żeby go ruszyć, stu zbójców musiało wytężyć swoje siły. Wreszcie zbójecką bandę spotkał smutny los. Kiedyś przeprawiali się zimą przez rzekę Osławę po lodzie. Lód się pod nimi załamał i wszyscy się potopili. Tylko jeden z nich, co pierwszy szedł, wydostał się na brzeg. Osiadł po tym wypadku w Duszatynie, niby to kmiecia udając, cały czas jednak przemyśliwał, jak by się tu do skarbów dobrać. Ale sam nie mógł głazu przed jaskinią ruszyć, a nie chciał się skarbami z nikim dzielić. Kupił przeto u wojska kilka beczek prochu i podłożył pod skałę. Kiedy nastąpił wybuch, obsunęło się całe zbocze góry i zatarasowało Olchowaty potok. Tu, gdzie było wejście do jaskini, powstało duże jezioro i skarby gdzieś na jego dnie spoczęły. Niektórzy powiadali jednak, że ostatecznie diabli je wzięli.

Kto wie może do dziś na dnie spoczywają zbójeckie skarby... ;)
 Jak Żubraczy wyrżnął ognistą kulą w Steciw Las.

Przeto inni powiadają, że z tymi jeziorkami, co powstały na stoku Chryszczatej, było zupełnie inaczej. W bieszczadzkich ostępach leśnych żyły sobie kiedyś biesy spokojnie, nieniepokojone przez nikogo. Aż tu nagle pod koniec XIX wieku rozpoczęto budować kolej wąskotorową z Łupkowa do Cisnej, a potem nawet dalej do Kalnicy i Beskidu. Kolej miała ułatwić eksploatację drewna z bieszczadzkiej puszczy. Oj, piekliły się biesy, kiedy im świst parowozików ciszę płoszył, a i stukot drwali ścinających drzewa miłym dla ucha nie był. Najbardziej te nowe porządki drażniły biesa Żubraczego. Postanowił zatem znaleźć sobie nowe leśne zacisze. Udał się w tym celu do biesowego kniazia Chryszczatego, by ten nowy rewir mu wyznaczył. Chryszczatego zastał w ponurym nastroju. Siedział na uroczysku Czartoryi pod starym dębem i nerwowo wyskubywał sierść ze swego ogona. Pomyślał Żubraczy: - Nie dobrą porą przyszedłem, ale niech tam... - Ja tu waszeci kniaziu z niecierpiącą zwłoki sprawą – zaczął Żubraczy niepewnie.

- Wiem, wiem – odburknął Chryszczaty. Bo biesy znają nie tylko ludzkie myśli, ale tak - że swoich kamratów. - Ja już dłużej nie wytrzymam w swoim rewirze. Jak nie dostanę nowego, przeniosę się na słowacką stronę Bieszczadu. - Na razie niewiele mogę ci dać – odparł Chryszczaty – ale podzielę się z tobą tym, co mam. Weź sobie Steciw Las, to dobre i spokojne miejsce. Wziął Żubraczy Steciw Las. Nawet zadowolo - ny był. Kiedyś siedział na polanie i kulę żywiczną lepił. Wielka już była, z dziesięć łokci średnicy miała. Naraz patrzy Żubraczy, a tu stara Haratyna zioła w lesie zbiera. Zbiera i gada coś baba do sie - bie. Zaciekawiło biesa to babskie gadanie. Myślał, że pewnie zaklęcia jakie. Nastawił uszu i słucha. - Oj, co to będzie, co to będzie, kiedy ten czarci wynalazek – kolej przez Duszatyn zrobią. Krowy z przestrachu pewnikiem mleko stracą, kury nieść jajka przestaną. Oj, trzeba będzie to nieszczęście odczynić. Na psa urok... – biadoliła starucha. Jak posłyszał Żubraczy, o co rzecz idzie, że tu jemu znowu kolej chcą zrobić, jak weźmie tę żywiczną kulę, a siarczystym przekleństwem ją zapali, jak wyrżnie nią w Steciw Las... To aż ziemia zadrżała i w cerkwi prełuckiej same dzwony się rozdzwoniły. Ludzie w popłochu z domów uciekali, przerażeni, że to pewnie koniec świata się rozpoczął. Stara Haratyna, co to wszystko widziała, aż zaniemówiła z przerażenia i dopiero po siedmiu dniach odjętą mowę jej wróciło. Uderzenie Żubraczego było tak straszne, że Steciw Las z całym zboczem góry osunął się w dół, do jaru Olchowatego potoku. A działo się to wszystko 30 kwietnia w siódmym roku dwudziestego wieku. Deszcze wtedy duże padały i wezbrane wody Olchowatego potoku szybko napełniły zatarasowany jar. Kiedy wreszcie mieszkańcy Duszatyna zdecydowali się za namową popa Grigorija chrest postawić w miejscu, gdzie Haratyna widziała biesa, zastali tu trzy stawy, których wcześniej nie było. Zbocze góry, gdzie rósł Steciw Las, wyglądało jakby je kto obdarł ze skóry. A Żubraczy? Pewnie poszedł na słowacką stronę Bieszczadu, bo więcej nikt go tu nie widział.”

Oto jak tą ziemię "zwiezło"
To chyba dwie najciekawsze legendy. Są też i inne - jedna np. mówi o 3 olbrzymach,którzy to potem skamienieli na stokach Chryszczatej. Już samo zjawisko jest niezykle ciekawe - przecież jeziorka istnieją niewiele ponad sto lat, a tyle już wokół nich powstało legend.. Legend, które przetrwały tak niespokojne czasy. Jeziorka zapewne znikną szybciej niż same podania - to jest pewne.

Mamy nadzieję, że legendy Was zaciekawiły. Biesy tworzą dzisiaj klimat Bieszczadów. Nie każdy słyszał o tej czy tamtej wysiedlonej wsi, nie każdy zna historię tych ziem, ale o Biesach to chyba już każdy słyszał. Tak.

Źródła inf.:

Potocki A., 1998, Księga legend i opowieści bieszczadzkich

niedziela, 2 grudnia 2018

Tajemnicza Chryszczata

Witajcie!

Ostatnio wspólnie dużo spacerowaliśmy po wsiach (istniejących jak również tych obecnych tylko na mapie) naszego ukochanego Beskidu Niskiego. Wspólnie "zdobyliśmy" kilka szczytów, również na Beskidzie Niskim. Dzisiaj więc, tak dla odmiany, zabieramy Was na wschodni skraj Łemkowyny. Wspólnie wdrapiemy się na Chryszczatą. A ci z Was, którzy się na to nie zdecydują, mogą sobie poczytać dlatego warto tam wejść.

Na szczycie...

Chryszczata (997 m n. p. m.) jest częścią Wielkiego Działu, zwanego też Wysokim Działem. Jest to jeden z jego wyższych szczytów, a mierzy tyle, co "Królowa" Beskidu Niskiego, czyli Lackowa. Warto na wstępie dodać, że Wielki Dział rozdziela osadnictwo łemkowskie i bojkowskie. A właściwie rozdzielało - po oby stronach pasma można było zauważyć dość znaczne różnice kulturalne (np. ubiór, budownictwo sakralne) i lingwistyczne. Na Wielkim Dziale oparł granicę między Łemkami i Bojkami nasz największy badacz tychże kultur  prof. R. Reinfuss.
Chryszczata jest górą bardzo ciekawą, szczególnie dla tak zatwardziałych beskidników jak my. Rzadko bowiem zapuszczamy się w Bieszczady, i wizyta na Chryszczatej zrobiła na nas wielkie wrażenie. Już sama rzeźba terenu jest odmienna. Tutejsze góry wydają się "surowsze" niż te w Beskidzie Niskim. Zresztą co nieco o geologii wspomnimy za chwilę.

Jeśli szukacie pięknych widoków, to na Chryszczatej... ich nie ma. Góra niemal całkowicie porosła lasem, jedynie w niższych partiach, gdzie znajdują się niewielkie polany można coś niecoś zobaczyć. Ale niewiele. Nie ma tu słynnych połonin, tak utożsamianych z Bieszczadami. Za to jest piękny, bujny las, porastający stoki tej groźnej góry. Jeśli ruszycie z Duszatyna (idąc czerwonym GSB) to początkowo będzie prosto lub lekko pod górę. I raczej mokro. Nawet w okresie suszy można się było ubłocić. Początkowo też towarzyszył nam głównie las iglasty, sadzony ręką ludzką, i spore sągi drewna. Tak, tutaj pozyskuje się duże ilości tego surowca. Ale im dalej, tym ciekawiej. O jeziorkach w Duszatynie już raz wspominaliśmy tutaj, dlatego też ograniczymy się teraz tylko do kilku zdań.
Na Chryszczatej właściwie las nie odstąpi Was na krok



Jeziorka są dość młode, liczą bowiem nieco ponad 110 lat temu. Za datę ich powstania można uznać 13 kwietnia 1907 roku. Wtedy to bowiem miało miejsce potężne osunięcie ziemne ze stoków Chryszczatej. Mieszkający wtenczas w Duszatynie Rusini uciekali w popłochu z domów, myśląc że to koniec świata. Towarzyszący lawinie huk był ponoć okropny i słyszany daleko.. A było to skutkiem obfitych deszczy. Spływająca ziemia i luźne masy skalne przegrodziły koryto potoku Olchowatego, tamując upływ wody. Powstały wtenczas 3 jeziorka i kilka mniejszych oczek wodnych. Do dzisiaj przetrwały tylko 2 jeziorka, i to zmniejszone o połowę w porównaniu do ich powierzchni z lat 20 XX wieku. W 1957 roku objęto je ochroną - utworzono tutaj Rezerwat Przyrody "Zwiezło".

Chryszczata to góra bogata w historię. Oprócz wspomnianych wyżej zdarzeń, które dały początek słynnym jeziorkom, miały tu miejsce i inne zdarzenia. Wielka Wojna w tym rejonie została na długo zapamiętana. Na stokach Chryszczatej toczono zacięte walki, szczególnie zimą 1914/15. Zmagania te pochłonęły tysiące istnień ludzkich. Poległych bądź zmarłych w wyniku chorób czy też klimatu chowano "na miejscu", na prowizorycznych cmentarzach. Niewiele tych cmentarzy tak na prawdę zlokalizowano po zakończeniu walk. Do dzisiaj tysiące poległych skrywają stoki góry, i co jakiś czas "zwracają" kolejne szczątki. Natrafiają na nie zazwyczaj "poszukiwacze skarbów". Ci bardziej uczciwi w miejscu znalezienia zwłok stawiają krzyże, niekiedy z tabliczkami. Takich pojedynczych mogił i polowych cmentarzy zlokalizowano dotychczas na Chryszczatej i okolicznych wzniesieniach wiele. Jeden z takich cmentarzy miniecie, idąc szlakiem czerwonym od jeziorek na szczyt góry. Odważniejsi i doświadczeni wędrowcy mogą pokusić się o poszukanie innych miejsc spoczynku na stokach Chryszczatej.

Nad jednym z jeziorek

Cmentarz z okresu 1WŚ zlokalizowany przy szlaku czerwonym

Oprócz cmentarzy i samotnych mogił znajdziecie tutaj pozostałości umocnień ziemnych. Tych tu nie brakuje, i dla fanów militariów będzie to prawdziwa gratka.
Przede wszystkim są tutaj umocnienia ziemne z okresu I Wojny Światowej. Walki rosyjsko - austriackie były tutaj zacięte, i front długo się tu utrzymywał. Po przejściu frontu miejsce armii carskiej i austriackiej zajęli po zakończeniu Wielkiej Wojny żołnierze Polscy. Byli to legioniści, przygotowujący pozycje do obrony przed Armią Halicką - oddziałami powstającego państwa Ukraińskiego, roszczącego sobie prawa do tych ziem. Do walk na szczęście nie doszło, chociaż i sama okoliczna ludność była jak najbardziej "za" przyłączeniem wschodniej Łemkowyny do Ukrainy (ZURL). Walk nie było, ale umocnienia pozostały. Ale to nie koniec militarnej roli góry. Na jej stokach np. ukrywali się w 1944 roku partyzanci z polsko - radzieckiego oddziału partyzanckiego, dowodzonego przez kpt. Mikołaja Kunickiego. Oddział ten dokonał niebywałego czynu, bowiem przeprowadził stokami góry kilkanaście polskich rodzin uchodzących przez bandami UPA. Dodać należy, że partyzanci przeprowadzili ludzi przez 2 linie niemieckiej obrony! Oprócz tego w rejonie masywu Chryszczatej partyzanci (polscy i radzieccy) w lecie 1944 roku wielokrotnie atakowali mniejsze oddziały niemieckie oraz wspierających ich Węgrów. Kolejnymi "lokatorami" stali się banderowcy. W latach 1945 - 47 Chryszczata była bazą wypadową dla sotni "Chrina" i "Stiacha". Na stokach Chryszczatej zlokalizowano m. in. szpital polowy, w którym leczono rannych striłców. Rejony te oczyszczono z UPA dopiero siłami 34 pp WP, wówczas to m. in. zniszczony (wraz ze znajdującymi się tam ludźmi) został wspomniany szpital - do dziś nie wyjaśniono czy obiekt wysadził personel, czy też żołnierze polscy.
Ciekawostką jest fakt, że w 2008 roku na stokach Chryszczatej został wzniesiony pomnik, mający uczcić pamięć poległych w obronie szpitala. Składał się on z betonowego pomnika i 7 metalowych krzyży otaczających obiekt. Inwestora nie ustalono, a władze wojewódzkie nakazały rozebrać "samowolę budowlaną" ALP. W roku 2009 obiekt zniszczyli "nieznani sprawcy". Wywołało to spore kontrowersje na Ukrainie. Co prawda i My w żaden sposób nie pochwalamy działań UPA, niemniej akurat ten pomnik chyba nie był bardzo uderzający - w gruncie rzeczy stał blisko lokalizacji owego wysadzonego szpitala, upamiętniał walkę w jego obronie nie zaś poczynania formacji na terenie Polskich wsi. Ale to oczywiście nasze zdanie.

Potok Olchowaty


Idąc czerwonym szlakiem można obserwować ślady po wielkim osuwisku z początku XX wieku


Ale i sam szczyt ma swoje ciekawostki. Stoi na nim np. wysoki betonowy obelisk. Była to kiedyś wieża geodezyjna, służąca dawniej m. in. kartografom. Na owym betonowym słupie niegdyś ulokowana była wieża, ale do dzisiejszych czasów nie przetrwała.

Stoki Chryszczatej, porosłe lasem, są domem dla wielu gatunków zwierząt. Spotkać tu można np. wilka, żubra, niedźwiedzia czy jelenia. My spotkaliśmy tylko.. odchody żubra. Cóż, lepszy rydz niż nic jak to mówią...

Wspomniane wcześniej osuwisko i powstałe jeziorka od samego początku przyciągały tu rzesze turystów. Już około 1935 roku PTT o. Lwów wytyczyło niebieski szlak pieszy z Duszatyna na Chryszczatą, a w leśniczówce w Duszatynie zorganizowano schronisko turystyczne.

Parę obiecanych słów o geologii. Otóż Chryszczata (jak i całe Zewnętrzne Karpaty wschodnie i zachodnie)  w dużej mierze zbudowana jest z tzw. fliszu karpackiego, czyli naprzemianległych warstw twardego piaskowca i łupków. Właśnie owe łupki stanowią problem, i są przyczyną dość częstych na terenie Karpat osuwisk. Suchy łupek jest stabilny, jednak nasączony wodą staje się śliski i ciężki. I bardzo podatny na przemieszczanie. To właśnie ulewne deszcze z jesieni 1906 roku oraz roztopy i wiosenne deszcze roku 1907 doprowadziły do kataklizmu.

Góra, chociaż ma strome stoki, męczy mniej niż "Królowa" Beskidu Niskiego. Ale po deszczu wejście na nią jest również męczące.
Sama góra zasłynęła chyba najbardziej z książek poświęconych walkom polsko-ukraińskim w Bieszczadach. Raczej ponura to sława.

Inną ciekawostką jest nazwa góry. Właściwie istnieją dwie wersje. Pierwsza mówi, że nazwa pochodzi od łemkowskiej nazwy czworolistu pospolitego - chreszczate zilie. Druga zaś mówi, że nazwa pochodzi od skrzyżowania dróg, czyli wschodniego słowa chrest - krzyż.

Warto też poznać kilka ciekawych legend związanych z powstaniem jeziorek i osuwiskiem (Zwiezłem). Niektóre na prawdę w ciekawy sposób tłumaczą powstanie jeziorek. Kiedyś je Wam przybliżymy..

Piechurzy się ucieszą - na szczycie Chryszczatej jest węzeł szlaków. Krzyżują się tutaj czerwony GSB, zielony szlak do Bystrego i niebieski szlak prowadzący przez Suliłę aż do Sanoka. Na szczycie jest też drewniany wiatrochron, stolik, ławeczki..

Z naszej strony dzisiaj tyle. Mamy nadzieję, że wpis się Wam spodobał. Zapraszamy do lektury innych artykułów na naszym skromnym blogu.

Pozdrawiamy!





Źródła inf.:

Figiel N., Klimek P., 2011, Bieszczady. Beskid Niski

Kłos St., 20010, Krajobrazy nieistniejących wsi. Roztocze, Pogórze Przemyskie, Bieszczady, Beskid Niski
Orłowski E., 2017, Jeziorka Duszatyńskie i osuwisko "Zwiezło" pod Chryszczatą



niedziela, 18 listopada 2018

W Zawadce Rymanowskiej

Witajcie!

Chcemy dzisiaj zabrać Was do miejsca niezwykle uroczego, w któym czas jakby się zatrzymał. Zapraszamy Was do Zawadki Rymanowskiej, wioski leżącej na uboczu. Miejsca, które trzeba polubić.

W Zawadce Rymanowskiej przetrwało wiele przydrożnych krzyży i kapliczek

... podobnie jak i starych budynków.

Zawadka Rymanowska leży w dolinie potoku Tereścińskiego, wpadającego do Jasiołki przy zachodniej granicy wsi. Od północy wioskę zamykają stoki Szczobu (493 m n. p. m.) i Złotej Bani (505 m n. p. m.). Od południa z kolei opiera się o stoki tworzone przez masyw Kamieńca (510 m n. p. m.) i Wołowego (519m n. p. m.) tworzący wspólne pasmo z nieodległym, chociaż już nie graniczącym z wsią, Piotrusiem - Pitrosą (728 m n. p. m.). Od zachodu wieś opiera się właściwie o koryto Jasiołki i zarazem graniczy z Trzcianą. Od wschodu zaś wioska sąsiaduje z pastwiskami - kiedyś była tutaj wieś Kamianka i osada Abramów, właściwie będąca przysiółkeim Zawadki.

Jak zwykle przejdziemy najpierw do historii.

Wieś swoimi początkami sięga 2 połowy XV wieku. Pierwsi mieszkańcy wzmiankowani są tutaj już w roku 1483. Oficjalnie osady tutaj jeszcze nie wtenczas nie było. Lokowano ją dopiero w 1487 roku. Przywilej na ręce Ladomira Wołocha wydał biskup Jan z Targowiska. Osadę lokowano oczywiście na prawie wołoskim. Podobnie jak i okoliczne wioski, osada była własnością biskupów przemyskich
Mówi się też, że wieś lokowano na prawie polskim już w końcówce XIV wieku a przeniesiono dopiero potem na prawo wołoskie, ale brak jest danych pozwalających to potwierdzić. Pierwotnie nazwa wsi brzmiała Trzcianka / Tereścianka, i może sugerować (?) jakieś powiązania z Trzcianą. Zawadka Rymanowska była graniczną wsią ziemi sanockiej, a jednocześnie najbardziej na zachód wysuniętą częścią klucza jaśliskiego.
Mieszkańcy wsi czuli się jednak pokrzywdzeni, bo w ich wsi nie było cerkwi. Złożyli w tej sprawie skargę do samego biskupa. Miało to miejsce w 1565 roku. Biskup Walenty Herburt przyzwolił na budowę cerkwi, a ponieważ mieszkańców nie było stać na zakup gruntu pod cerkiew i ponoszenie kosztów utrzymania księdza, udzielił im pomocy. Mianowicie zakupił z własnej kiesy grunty za cene 150 florenów od mieszkańca wsi Iwana Rusowicza, a dodatkowo zwolnił tutejszych księży z wszelkich obowiązków i podatków na rzecz biskupa, poza jedną daniną w roku (w wysokości 1 grzywny). Mieszkańcy zaś mieli utrzymywać księdza daninami w zbożu i powinnościach. Wszystko to znalazło się w dokumentach, m. in. w aktach sanockiego biskupstwa z roku 1781.

cmentarz przycerkiewny

Cerkiew p.w. Opieki Matki Bożej

Siedzibę parafii unickiej ulokowano w Zawadce Rymanowskiej w roku 1720 (wcześniej siedziba mieściła się w Kamiance). Przyneżały do niej Abramów (Od 1747) i Kamianka.

Wioska szybko się rozrastała. W 1747 roku powstała osada Abramów, będąca wlaściwie przysiółkiem Zawadki.
W roku 1880 naliczono tutaj 970 mieszkańców. W większości byli to grekokatoliccy Rusini (Łemkowie, ale mieszkało tutaj także 8 łacinników i 16 żydów. Jak widać żyło tutaj sporo osób. Nic dziwnego, dawniej wieś ciągła się daleko w kierunku Lubatowej.

Wielka Wojna nie przyniosła tutaj wielkich zniszczeń. Okres międzywojenny to czas rozwoju. Wtedy to np. zbudowano do wsi w końcu drogę utwardzoną. Do roku 1932 mieszkańcy jeździli furmankami korytem potoku Tereściańskiego.
Z ciekawszych wydarzeń - miało tu miejsce zabojstwo. Gospodarz za pomocą kosy wytłumaczył sąsiadowi, by więcej nie odwiedzał jego żony.. Ot wsi spokojna, wsi wesoła..

W sierpniu 1939 roku wydarzyła się tutaj prawdziwa tragedia. Otóż zapaliła się cerkiew. Był to budynek drewniany, więc właściwie nie było dlań żadnego ratunku. Mieszkańcy jednak bez wahania rzucili się na ratunek świątyni. I udało się! Cerkiew uratowano. Spłonął jedynie chór i część dachu. Jednak zniszczenia te usunięto do zimy.

Na starszym z cmentarzy w Zawadce

Chyża zajmowana przez SKPB Lublin widziana od szczytu

Wkoczenie wojsk niemieckich i okupacja były raczej spokojnym okresem. Niestety, dla tutejszych Żydów był to czas zagłady.. Wieś ucierpiała dopiero w czasie walk w 1944 roku. Bombardowania lotnicze i artyleryjskie doprowadziły do zniszczenia około 40 budynków. Mieszkańcy, gdy zbliżały się wojska sowieckie uciekli, kryjąc się w okolicznych lasach. Jednak mimo to kilka osób zginęło w wyniku toczonych działań wojennych. Po zakończeniu walk mieszkańcy wrócili do domów, ale nie na długo. Wysiedlono mieszkańców głównie do Związku Radzieckiego, w mniejszej liczbie na Ziemie Odzyskane. Ostatnich mieszkańców wywieziono ze stacji w Krośnie w maju 1947 roku. Wieś nie opustoszała jednak - zasiedlono ją Polakami z okolicznych wiosek, zniszczonych na skutek wydarzeń z 1944 roku.
Po wojnie na terenie Abramowa ulokowano PGR. Natomiast w samej Zawadce zabudowa łemkowska w dużej liczbie przetrwała. Wpływ na to miał wydany w 1979 roku zakaz budowy nowych domów w Zawadce. Wydano go, ponieważ planowano przegrodzić koryto Jasiołki zaporą i stworzyć zalew. Planów tych raczej (na szczęście) nikt nie zrealizuje - Zawadka Rymanowska będzie nas cieszyć pięknymi chyżami, cerkwią z 1855 roku wzniesioną w stylu przejściowym czy też wyjąkowymi krajobrazami. No i spokojem. Prowadzi tutaj co prawda droga asfaltowa, ale w Abramowie się kończy. Zawadka, licząca teraz około 250 mieszkańców, skutecznie broni się przed nadmiarem turystów. Chociaż w okresie letnim działa tutaj chatka SKPB Lublin urządzona w jednej z chyż, są agroturystyki - jest tu jednak spokojnie.

Na nowszym cmentarzu wiejskim, położonym na zachód od cerkwi

Ślady po "państwowej zabudowie" są w Zawadce normalnym widokiem

Co warto zobaczyć w Zawadce Rymanowskiej:

- drewnianą cerkiew p.w. Opieki Matki Boskiej z 1855 roku
- 3 cmentarze (przycerkiewny, stary cmentarz wiejski przy żółtym szlaku i cmentarz nowszy, ok 400 m na zachód od cerkwii)
- przydrożne krzyże i kapliczki
- starą zabudowę łemkowską
- piękne krajobrazy, panoramy z okolicznych, niezarośniętych wzgórz np. ze Szczobu czy Kamionki)

Szlaki wiodące przez Zawadkę Rymanowską:
 - żółty szlak pieszy ciągnący od Cergowej w kierunku Piotrusia

Z naszej strony to dzisiaj tyle. Resztę.. musicie zobaczyć sami. Na pewno nie pożałujecie.
Pozdrawiamy!






Źródła inf.:
Luboński P., 2012, Beskid Niski. Przewodnik dla prawdziwego turysty
Grzesik W., Traczyk T., Wadas B, 2012, Beskid Niski od Komańczy do Wysowej
Kryciński S., 2018, Łemkowszczyzna nieutracona

poniedziałek, 5 listopada 2018

Okiem wędrowca Abramów

Witajcie,
dziś chcielibyśmy zaprosić Was do wędrówki po urokliwym miejscu. Mamy na myśli nieistniejący już dzisiajAbramów. Jest to przysiółek Zawadki Rymanowskiej, położony przy drodze do Kamionki. Zasługuje on jednak na uwagę, ze względu na swój odmienny charakter. Jest to dość młody element Zawadki, gdyż w dokumentach pojawia się dopiero w 1747 roku. Pewie wielu z Was uzna iż powinniśmy opisać go wespół z Zawadką Rymanowską, niemniej jednak, położony na skraju Zawadki był właściwie samodzielną, chociaż niewielką miejscowością.

Podchodzimy do Abramowa

Nieco dalej, za znakami, taki oto widok
I taki widok też tutaj można podziwiać. Dzisiaj już Cergową szpeci niestety wieża..

O samej historii tego miejsca również nie wiadomo za wiele. Osada dzieliły losy Zawadki Rymanowskiej. Nie było tutaj cerkwi czy cmentarza - wierni uczęszczali do cerkwi w Zawadce Rymanowskiej bądź w Kamiance. Na początku XX wieku uruchomionoctutaj placówkę Ukrainskiego Towarzystwa Pedagogicznego "Ridna Szkoła". Była to pierwsza siedziba tej organizacji na Łemkowszczyźnie. A wszystko to za sprawą grekokatolickiego księdza z Zawadki. Co ciekawe, swą działalnością obejmowało nie tylko sam Abramów, ale sięgało i do Zawadki jak również do Kamianki. Nie wiadomo nam zbyt wiele o tym, co działo się tutaj podczas obydwu wojen światowych - np. walki z 1944 roku przyniosły samej Zawadce sporo zniszczeń, ale czy ucierpiał też wtedy Abramów? Być może tak. W latach 1945 - 47 mieszkańcy podzielili los większości Rusinów z Łemkowyny. Zostali wysiedleni. Abramów opustoszał. Zabudowa została rozebrana, po części wykorzystano ją do budowy PGR-ów, a częściowo też pewnie na remont zniszczonych domów w okolicznych wsiach. Operacja dukielsko-preszowska pozostawiła bowiem po sobie sporo zniszczeń..

Tutaj zobaczycie niemal motoryzacyjne muzeum

A tutaj najciekawszy, chociaż niszczejący zabytek

PRG w Abramowie powstał tak jak okoliczne PGR- y (np. w Szklarach)w latach 50-tych XX wieku. Zbudowano wówczas nowoczene jak na tamte czasy zabudowania gospodarcze, oraz osiedle mieszkalne dla robotników rolnych, któych sprowadzono z różnych stron Polski. Zajmowano się tutaj głównie hodowlą - sprzyjały temu liczne pastwiska i łąki, do dziś w dużej mierze zachowane. W latach 90-tych XX wieku zakład został przejęty przez Igloopol. W chwili obecnej z kilkunastu budynków gospodarczych i mieszkalnych w użytkowaniu pozostaje zaledwie kilka. Panuje tu niestety raczej bieda, nie łatwo bowiem w okolicy o stałe źródło utrzymania. Właściwie większość zabudowań gospodarskich stoi nieużywana. Budynki niszczeją, skryte pośród pokaźnych okazów Barszczu Sosnowskiego. Sama roślina przysparza osadzie niechlubnej sławy pośród miłośników Beskidu Niskiego. Sprowadzono go do Polski w 2 połowie XX wieku. Początkowo badano go pod względem właściwości leczniczych w Ogrodzie Roślin Leczniczych UM we Wrocławiu. Następnie przekazano go do PGR w celu uprawy jako roślina pastewna na kiszonki. Decyzja ta dzisiaj bardzo dziwi. Nazywany jest często "Zemstą Stalina". Nazwa jest trafna. I to bardzo. Trudno bowiem o drugą tak degradującą środowisko roślinę. Dodatkowo jest bardzo niebezpieczna dla zdrowia ludzi i zwierząt. Niebezpieczeństwo polega na tym, ze przebywając w pobliżu barszczu w słoneczne dni możemy zostać poważnie poparzeni. Kiedyś już o nim pisaliśmy. Substancje wydzielane przez gruczoły tej rośliny powodują oparzenia II i III stopnia. Co najgorsze oparzenia nie pojawiają się od razu lecz po jakimś czasie. Nieświadoma osoba przebywając wśród roślin naraża się na ogromne uszkodzenia skóry.

Zabudowa dawnego PGR-u jest zachowana w różnym stanie..


Walka z barszczem jest trudna,kosztowna i długotrwała. I chociaż toczy się tutaj z nim ciężkie batalie, to jednak końca tej walki nie widać..
W Abramowie nie ma zbyt wiele zabytków. Niemniej spotkać tu można ciekawą, chociaż niestety, mocno zniszczoną kapliczkę. Obiekt bardzo oryginalny, i warty zobaczenia. Inną ciekawostką jest krzyż przydrożny z końca XIX wieku. Znajduje się on kilkanaście metrów od drogi asfaltowej, przy jednym z ostatnich budynków Abramowa (idąc od Zawadki), i nie jest zaznaczony na mapach turystycznych. Jest to metalowy krzyż umocowany na kamiennym cokole. Trochę nas dziwi fakt, że na terenie PGR-u taki obiekt zachował się w tak dobrym stanie.. Jest jeszcze jedna kapliczka, znajduje się na podejściu z Zawadki Rym. do Abramowa, tuż przy drodze afaltowej - właściwie jest to fragment cokołu ze śladem po płaskorzeźbie. A licząc dokładniej znajdziemy w Abramowie kolejną, pięknie wyremontowaną kapliczkę - stoi przy zjeździe do "Farfurnii" - cudownego gospodarstwa agroturystycznego. "Farfurnia" to dowód na to, że można i tutaj, niemal na końcu świata, coś zdziałać.
Dla fanów motoryzacji też coś mamy - przy jedynym (chyba) czynnym tutaj gospodarstwie jest spore składowisko starych samochodów, autobusów etc. Nie wiemy czy można je "zwiedzać", chociaż liczne tabliczki z informacją o terenie prywatnym chyba mówią same za siebie.
PGR w Abramowie to jeden z wielu przykładów rozmachu, z jakim działały ówczesne władze. Niemniej jednak PGR-y były symbolem niegospodarności i marnotrastwa..

Krzyż przydrożny z 1897 roku , zlokalizowany obok jednego z ostatnich budynków (idąc od strony Zawadki R.)

Nie ma tu co prawda szlaków turystycznych, ale warto udać się drogą asfaltową przez Abramów, by dojść do.. końca asfaltu i wkroczyć na teren Kamianki, i wejść na okoliczne wzgórza. Ponieważ porastają je jedynie łąki, to spokojnie możemy z nich podziwiać piękne widoki.

Co warto zobaczyć w Abramowie i okolicy:
- kapliczki i krzyż w Abramowie
- zabudowa PGR-u,
- W Zawadce R.: cerkiew z 1855 roku
- cmentarze w Zawadce R.
- piękne chyże w Zawadce
- cmentarz i cerkwisko w Kamiance

szlaki biegnące w okolicy.:
- żółty szlak pieszy z Dukli na Piotrusia biegnący przez Zawadkę Rymanowską.

Na dzisiaj to już wszystko z naszej strony. Abramów to właściwie osada dwa razy zniszczona w XX wieku. Raz wysiedleniami, a raz zmianami ustrojowymi. I warto przyjrzeć się temu, pomyśleć. A przy okazji np. odwiedzić okoliczne wzgórza.
No, na dzisiaj tyle. Mamy nadzieję, że ten krótki wpis się spodobał. Pozdrawiamy i zapraszamy w te strony.

Źródła inf.:
Grzesik W., Traczyk T., Wadas B., 2012, Beskid Niskiod Komańczy do Wysowej
pl.wikipedia.org
www.jasliska.pl
www.grupabieszczady.pl

niedziela, 21 października 2018

Kozie Żebro

Cześć!
Dzisiaj chcemy zabrać Was na krótką, ale za nieco męczącą wycieczkę. Zabierzemy Was mianowicie na Kozie Żebro, jeden z charakterystycznych szczytów Beskidu Niskiego.
Jeden z nielicznych widoków z Koziego Żebra
Kozie Żebro wchodzi w skład tzw. Gór Hańczowskich. Tworzy wspólny masyw ze Skałką (820 m n. p. m.) i Jaworzynką (869 m n. p. m.). Jest on na tyle spory, że nie można go przeoczyć przebywając w okolicy. Od południa sąsiaduje z bezimiennym szczytem (810 m n. p. m.) i wspomnianą Jaworzynką. Od północy sąsiaduje ze Skałką i Regietowem Niżnym. Od wschodu "sąsiadką" jest Rotunda, aczkolwiek obydwa szczyty rozdziela dolina potoku Regietówka i tereny dawnego Regietowa Wyżnego. Z zachodu zaś, u stóp pasma rozłożyła się Wysowa.

Kozie Żebro na horyzoncie :)
Kozie Żebro to jeden z ciekawszych szczytów. Nie, nie dla widoków warto tu się wdrapać. O te tutaj trudno,bo stoki porosły lasem (zresztą po części góra zawsze nakryta była lasem) i nie łatwo jest znaleźć prześwit. A widoki muszą być wspaniałe.. No więc skoro nie ma widoków, to co za licho ma tutaj ciągnąć człowieka?
Na pewno przyroda. Jest tutaj pięknie. Właściwie już u stóp góry wita nas piękny las, a im wyżej - tym lepiej, bo spotkacie tutaj np. piekne, smukłe buki czy dorodne graby. Jest tu cicho, jedynie można usłyszeć ptaki. Ewentualnie rżące u podnóża góry hucuły. Bo w okolicy pasie się ich wiele. Przy odrobinie szczęścia można je pogłaskać. Ale smakołykami lepiej nie podkarmiać, bo robią sie strasznie namolne ☺️.
Zanim też znikniecie w porastającym stoki lesie, to obejrzyjcie się kilka razy za siebie - pięknie prezentuje sie z tej perspektywy Rotunda, jeden ze słynniejszych szczytów Łemkowyny.
Na szczycie...
Warto tutaj wpaść, bo Kozie Żebro jest nieco innym szczytem niż większość tych beskidzkich. Przede wszystkim jest to góra bardzo stroma. Jak na warunki Beskidu Niskiego. Niech Was Bóg broni by tu sie wdrapywać po chorobie czy też długim czasie "nic nierobienia" - Kozie Żebro potrafi wycisnąć z człowieka siódme poty! I chociaż nie jest to szczyt najwyższy, to jednak kolana i płuca długo pamiętają wizyty w tym miejscu.
wędrójemy borem lasem...
Szczyt ten zainteresuje też zapewne fanów historii, szczególnie zaś Wielkiej Wojny.
Zimą 1914/15 toczono w tym rejonie ciężkie walki pozycyjne. Pobita, ale nie rozbita armia Austro-Węgier zdołała w miarę ustabilizować front i nie przepuściła armii Rosyjskiej (wyczerpanej dotychczasowymi walkami) na tereny Węgier. Jednak na korzyść carskich żołnierzy utracono m.in. Rotundę. Kozie Żebro jednak utrzymano. Walki o Rotundę i Jaworzynkę ksztowały obydwie strony wiele ofiar. Stoki okolicznych gór jak też i m.in. Koziego Żebra do dziś znaczą porosłe chaszczami, zanikające powoli transzeje i stanowiska ogniowe.
Na stoku Jaworzynki ulokowano też cmentarz wojenny nr 48. Spoczywa tutaj 136 żołnierzy rosyjskich i 74 austro-węgierskich. Trudne warunki bytowe, ostra zima i nowoczesna broń zbierały obfite żniwo. Nic dziwnego że elita cesrskiej armii, Strzelcy Tyrolscy, nazywali te góry "Beskiden Dolomiten"... Ale nie wszyscy spoczęli na cmentarzach. Wiele ciał po zakończeniu walk nie odnaleziono, gdyż prowizoryczne mogiły niekiedy po prostu zacierały sie w toku walk. Takie mogiły znaleziono np. na stokach Koziego Żebra. Stoją dziś na nich krzyże.
cmentarz nr. 48 na stokach Jaworzynki
Przez Kozie Żebro wiodą dwa szlaki: zielony szak pieszy, ciągnący od Wysowej przez Kozie Żebro ku Skwirtnemu, i czerwony szlak (GSB) wytyczony od Hańczowej ku Zdyni (przez Rotundę). Obydwa szlaki są bardzo interesujące, prowadzą ciekawymi trasami i szczerze je polecamy.
A skąd ta oryginalna nazwa góry? Otóż ponoć nadano ją górze w XIX wieku - mieli to uczynić austriaccy kartografowie. W okolicy szczytu znaleźli bowiem szkielet sarny (kozy) i stąd rzekomo nazwa. Patrząc na mapę z XVIII wieku widać, że góra nie ma nazwy - a Jaworzynka (Jaworinka) i Skałka swoje nazwy wtenczas już posiadały.

Czy coś wiecej można napisać ?Chyba tylko: Zapraszamy. Można zdrowo się napocić, rozprostować kości, podziwiać piękne krajobrazy.. Wszak dolina Regietówki uznawana jest za najpiękniejsze miejsce w Beskidzie Niskim. Kto więc nie był, niech przybywa. A idąc na Kozie Żebro warto zabrać ze sobą kijki trekkingowe. I dużo wody. Ale za to wyniesiecie stąd masę wspomnień..

Miejsca, które warto odwiedzić podczas wizyty tutaj: Na pewno sąsiednią Rotundę i cmentarz wojenny nr 51 zlokalizowany na jej szczycie. Można też iść do Wysowej, znanego w Polsce uzdrowiska. Możliwości jest wiele. Zapraszamy!

Dzisiaj krótko i zwięźle. Do zobaczenia!


Źródła inf.:

gorskiewedrowki.blogspot.com
wysowa-zdroj.pl
mapire.eu
pl.wikipedia.org
Grzesik W., Traczyk T., Wadas B., 2012, Beskid Niski od Komańczy do Wysowej