Zanim wejdziesz, przeczytaj :)

1) Materiały wykorzystane przez nas ( zdjęcia, rysunki, opisy ) służą tylko celom dydaktyczno - informacyjnym, nie czerpiemy z działalności żadnych korzyści. Wykorzystujemy materiały zarówno własne, jak również pozyskane w internecie, lecz tylko by ukazać czytelnikom piękno naszego świata :). Materiał internetowy pozyskujemy legalnie (nie jest on zastrzeżony prawami autorskimi, pochodzi ze źródeł masowych i edukacyjnych) - nie kradniemy niczyjej pracy. Jeśli jednak znajdziesz u nas swoje materiały bez wyraźnej zgody (mogło zdarzyć się niedopatrzenie z naszej strony) i poczujesz się urażony - prosimy, poinformuj nas, a natychmiast znikną one z naszych łamów :)
2) Blog nie ma charakteru naukowego. Jest to strona popularyzatorska. W miarę naszych możliwości (i ponieważ historia to nasze hobby) staramy się jak najwięcej umieszczać informacji historycznych oraz korzystać z literatury tematycznej, niemniej nie gwarantujemy "nieomylności" :)
3) Ilustracje opatrzone znakiem wodnym są naszą prywatną własnością. Jeśli znalazłeś tutaj przydatną ilustrację - napisz do nas. Podobnie rzecz ma się z zamieszczanymi tekstami.

Komentarze

Przywracamy możliwość komentowania wpisów na blogu. Oczywiście przypominamy, że komentarze anonimowe nie będą mogły liczyć na odpowiedź :)

niedziela, 19 stycznia 2020

Bania Szklarska

Witajcie!
Dawno już wspólnie nie wdrapaliśmy się na żaden beskidzki szczyt. Po świętach wszystkim brakuje kondycji, polecamy więc coś lekkiego, "na rozgrzewkę".
Tak więc, by nie nadwyrężać sił - dzisiaj wejdziemy sobie spokojniutko na Banię Szklarską.

Widok na osiedle Szklary...

... oraz na Piotrusia

Bania Szklarska (695 m n. p. m.) wchodzi w skład Gniazda Jawornika, ulokowanego we wschodniej części Beskidu Niskiego. U stóp zachodnich stoków niegdyś rozciągała się wieś Szlary (po II wojnie powstało osiedle PGR o tej nazwie, ale w nieco innym miejscu). Stoki góry opływają dwa potoki: Chyżny (od północy i zachodu) i Lidoszowa (południowy-wschód).
Ciekawa jest sama nazwa góry. Słowo Bania oznacza kopalnię, miejsce wydobycia rud (np. żelaza) albo np. cennych kruszców. Pewnie niektórzy zastanawiają się, co można było tutaj wydobywać. Podpowiedzią jest zapewne sąsiedztwo miejscowości o nazwie Szklary. Można domniewywać, że pozyskiwano tutaj piasek, niezbędny w produkcji szkła. Bo o hutę szkła właśnie chodzi. Gdzie ją zlokalizowano, gdzie były wyrobiska? Dzisiaj chyba nikt nie wie. Ale pozostała nazwa.

Cergowa, jeszcze z wieżą w budowie


Bania jest bardzo lubiana przez turystów. Nie za wysokie, strome podejścia, nie za niespotykane okazy fauny czy flory. Banię uwielbia się za piękne widoki. Tak, o te w Beskidzie Niskim trudno. A ta niepozorna góra oferuje ich sporo.
Największą furorę robi naturalnie możliwość dostrzeżenia Tatr, m. in. ze słynnym Gerlachem.
Ale nie tylko Tatry stąd zobaczycie. Podziwiać można też np. zlokalizowane na Słowacji Góry Czerchowskie. Widać stąd pięknie Pasmo Graniczne, Piotrusia, jak na dłoni jest również osada po pegierowska Szklary. Zależnie od pogody rzecz jasna. Ogólnie widoki można podziwiać z wierzchołka i ze wschodnich stoków - zachodnia część jest już bowiem zalesiona.
Wschodnia strona góry (oraz szczyt) były po wojnie wykorzystywane przez PGR jako pastwiska. Częściowo i dzisiaj prowadzi się tutaj wykaszanie terenu.

Tatry też widać, chociaż na zdjęciu nie wyglądają tak pięknie

I nasze ukochane Jaśliska :)

Od strony zachodniej, poniżej szczytu, stoi skromny obelisk poświęcony papieżowi Janowi Pawłowi II, który za młodu przemierzał te tereny z plecakiem. Obelisk postawiono tutaj w 2005 roku.
Samo podejście na szczyt nie jest wymagające, nie męczy zbytnio, i nie wymaga wiele czasu.

Będąc "na Bani" warto zajrzeć do terenów nieistniejącej dziś miejscowości Szklary. Niegdyś ludna wioska, została w latach 40 wyludniona za sprawą wysiedleń. Do dziś pozostało po niej sporo śladów, chociaż ludzie i czas nie byli dla tego miejsca łaskawi.
U podnóża góry biegł niegdyś słynny trakt węgierski - szlak handlowy ciągnący z dawnego Królestwa Węgierskiego przez przełęcz Beskid nad Czeremchą, i przez Jaśliska i przełęcz Szklarską wiódł dalej, w kierunku Krakowa. Ciągnęły tędy karawany kupców głównie z winem węgierskim.

Kiedyś na szczycie stała wieża triangulacyjna (trojak) ale kilka lat temu została mocno zdewastowana i pozostały po niej tylko resztki.

Pomnik poświęcony Papieżowi, Św. Janowi Pawłowi II

Podejście jak widać nie jest straszne :)

Nie prowadzi tędy żaden szlak pieszy - a szkoda, bo przy stosunkowo niewielkim wysiłku można podziwiać stąd na prawdę wiele. Najwygodniej jest wchodzić nań polną drogą - odbija ona od szosy pomiędzy osiedlem b. PGR a przełęczą. Schodzimy na dół, przechodzimy po mostku nad potokiem, a potem do góry. Z tej drogi blisko też do terenów dawnej wioski.

Z naszej strony dzisiaj tyle. Krótko, ale mamy na dzieję że na tyle treściwie, by zachęcić Was do odwiedzin tego ciekawego szczytu. Szczytu dla miłośników Beskidu Niskiego niemal kultowego.

Pozdrawiamy!




Źródła inf.:
www.beskid-niski=pogorze.pl
goryiludzie.pl
pl.wikipedia.org
Luboński P. (red).2012, Beskid Niski. Przewodnik dla prawdziwego turysty


niedziela, 5 stycznia 2020

Oczami wędrowca - Olchowiec

Witajcie!
Dzisiaj zabieramy Was do jednej z ciekawszych wsi w Beskidzie Niskim. Znajdziecie tu dużo śladów historii, dużo łemkowskiej kultury, i dużo - spokoju. Zapraszamy na spacer po Olchowcu.

Olchowiec leży w dolinie potoków: Wilszni, i wpadającego doń tutaj Olchowczyka. Od północy wioska sięga dawnej Ropianki, dzisiaj właściwie nieistniejącej. Od południa Olchowiec podchodził pod granicę ze Słowacją. Od wschodu wioska sąsiadowała z nieistniejącą już Wilsznią. Natomiast od zachodu granica sięga Polan koło Krempnej.

Cerkiew p.w. Przeniesienia Relikwii św. Mikołaja w Olchowcu


Jak zwykle trochę historii:
Olchowiec powstał w początkach XVI wieku, pierwsze wzmianki o nim pochodzą z 1541 roku. Wioskę lokowano na prawie wołoskim. Była to wioska prywatna, należąca przez wieki do jednego rodu - Stadnickich. Stadniccy byli właścicielami Olchowca jeszcze w XIX wieku (wieś odkupili w 1541 roku). Rzadko się zdarzało, by wieś była przez ak długi czas we władaniu jednej familii.

Sama nazwa pochodzi od drzewa - olchy. Co ciekawe, taką samą etymologię miała sąsiednia Wilsznia, z tym że nazwa wsi pochodzi z późniejszego, ukraińskiego języka, a nazwa Olchowiec ma korzenie starosłowiańskie.

Wieś rozwijała się spokojnie, chociaż było tu - jak na całej Łemkowynie, ubogo. Taki to już był "urok" górskiego życia. Trzeba było dużo pracować, by mieć szansę przetrwać zimę. A zasiłków wtenczas nie dawano...

W Olchowcu mieszkali głównie Łemkowie, ale żyło tutaj również kilka rodzin Cyganów i oczywiście Żydzi, prowadzący karczmę. Cyganie zajmowali się kowalstwem - mieli do tego przysłowiową "złotą rękę".
Wioska była stosunkowo gęsto zabudowana. Oprócz zabudowy w obecnym miejscu, kilkanaście rodzin mieszkało u stóp góry Baranie. Dzisiaj przysiółek ten nie istnieje.

Na Kermeszu


W 1880 roku mieszkało we wsi około 400 osób - 390 Łemków, 10 Żydów oraz kilka rodzin Cyganów.
Wioska leżała na uboczu, jednak olchowianie mieli mocne związki, często rodzinne z Rusinami po stronie słowackiej, szczególnie z mieszkańcami z nieodległego Sarbova. Bliskie kontakty również utrzymywano z Wilsznią.
W XIX i początkiem XX wieku wielu olchowian dorabiało sezonowo na Słowacji, głównie w czasie żniw. Jeżdżono w rejon Preszowa czy Trebiszowa.

Pierwszą cerkiew była w Olchowcu już w XVII wieku (wg źródeł w 1692 roku). Niektóre źródła podają datę 1792. Prawdopodobnie była to starsza świątynia, przeniesiona ze Słowacji. Nowy obiekt zbudowano dopiero w 1934 roku - najpierw obudowano starą świątynię, a potem "wyniesiono" środek. Wyposażenie i ikonostas ze starej świątyni złożono w kostnicy cmentarnej - spłonęła wraz z dobytkiem w 1944 roku.

Jedna z kilkunastu olchowieckich chyż

potok Wilsznia

Wielka Wojna nie przyniosła poważniejszych zniszczeń, chociaż ciężkie walki toczono np. w położonej niedaleko Krempnej. Jednak Olchowiec leżał nieco na uboczu, nie wiodły tędy dogodne trakty na południe, wieś więc nie stanowiła dla sztabów łakomego kąska. Jeszcze.

Po zakończeniu Wielkiej Wojny pojawiła się pewna bariera życiowa dla tutejszych mieszkańców - granica polsko-czechosłowacka. Rozdzielono w ten sposób przyjaciół i rodziny. Jednak mimo to zaradni mieszkańcy potrafili prześlizgnąć się przez granicę "do swoich". Zresztą i sama Straż Graniczna ponoć patrzyła na to przez palce...

Biedny, dopiero co odrodzony kraj nie mógł nieść pomocy obywatelom. Po zakończeniu I Wojny więc Łemkowie nie do końca mieli powody do świętowania. Ale życie toczyło się dalej.
Pewne zmiany w lokalnej społeczności przyniosła Schizma Tylawska - w 1927 roku do prawosławia powrócili mieszkańcy Wilszni. Od tego czasu ochłodziły się nieco stosunki między mieszkańcami obu wsi - Olchowiec pozostał przy Kościele greckokatolickim. Wilsznianie tymczasem zbudowali swoją czasownię (wcześniej przynależeli do parafii w Olchowcu).

Jednak największą zmianą - i to pozytywną, była komasacja gruntów z 1936 roku. W jej wyniku znacząco poprawiły się warunki życia mieszkańców. Kilkanaście rodzin przeniosło się na teren nazwany Kolonia Olchowiec, część na tzw. Dobańce przy drodze prowadzącej do Polan, a wreszcie część zasiedliło tereny przy granicy z Wilsznią.
Do dzisiaj rejon Dobańców i Kolonii jest zamieszkany.

Pomnik 500-lecia powstania Olchowca

Słynny mostek kamienny. Bardzo efektowny

Przyszła II Wojna Światowa. Tym razem szczęście odwróciło się jakby od Olchowca. Okupant hitlerowski wywiózł na roboty do Niemiec 48 osób - wróciło tylko.. pięć. Do Obozu Koncentracyjnego w Oświęcimiu trafili tutejsi Romowie. Wojny nie przeżyli również Żydzi - tutejszą karczmę Niemcy spalili, a w jej miejscu zbudowali strażnicę otoczoną umocnieniami.

Prawdziwe kłopoty jednak dopiero się zbliżały. 29 sierpnia 1944 wybuchło na Słowacji powstanie. Walczący zabiegali o pomoc Armii Czerwonej. Armia Czerwona, mocno przetrzebiona dotychczasowymi walkami ruszyła w kierunku głównym na przełęcz Dukielską, jednak napotkała na opór silnie umocnionych oddziałów Niemieckich. U boku sowietów walczył również Korpus Czechosłowacki.
W toku walk dowództwo radzieckie postanowiło wysłać na tyły niemieckie silny oddział kawalerii w celu dezorganizowania zaplecza. Wielokrotnie się to udawało. Tym razem jednak Korpus Kawalerii został otoczony w rejonie Żydowskiego i Olchowca. Niemcy dążyli do zniszczenia dużej jednostki wroga na zapleczu, a naturalnie kawalerzyści nie chcieli zostać zniszczeni. Toczono ciężkie walki z masowym użyciem lotnictwa i artylerii. W toku działań wojennych wymazano z mapy Wilsznię i Smereczne, a sam Olchowiec poniósł znaczne straty w zabudowie, ale też i w mieszkańcach.
Ludzie w panice zabierali swój dobytek i ukrywali się w okolicznych lasach. Do dzisiaj na stokach okolicznych gór można znaleźć pamiątki z tamtego okresu - elementy uzbrojenia i wyposażenia, odłamki, a także niewypały - te ostatnie są ardzo niebezpieczne, i nie należy ich dotykać!
Po zakończeniu walk jeszcze przze długi czas znajdowano w lasach pociski i szczątki poległych żołnierzy...

Przydrożne krzyże. Ten z pierwszej fotografii nosi ślady walk z 1944 roku.


Warto wspomnieć o wieży na Baranim. Metalową wieżę obserwacyjną wznieśli Niemcy w latach 40. Obiekt ten padł dopiero w początkach XXI wieku. W 2006 roku Słowacy ze stowarzyszenia Niżne Beskydy zbudowali nową, aczkolwiek drewnianą wieżę. Ta nie przetrwała próby czasu - powalono ją w 2019 roku ze względu na nadwątloną konstrukcję. Wieży widokowej póki co na Baranim brak.
W roku 1944 roku, po zajęciu tych terenów przez Armię Czerwoną, wywieziono na sowiecką Ukrainę ponad połowę mieszkańców ocalałych z wojennej zawieruchy. We wsi pozostało tylko 27 rodzin.
Po wojnie na stokach okolicznych wzgórz miały swoje leże oddziały OUN-UPA. Na stokach Diłu znaleźć można kamień z wyrytym przez jednego ze striłców tryzubem.

Nowa władza dążyła do oczyszczenia tych terenów z mieszkańców narodowości innej niż Polska.  Kolejna fala wysiedleń miała miejsce w 1947 roku - jednak dzięki wystawieniu fikcyjnych aktów chrztu (rzymskokatolickiego) w Nowym Żmigrodzie, uniknęło jej kilkanaście rodzin łemkowskich.Cerkiew greckokatolicką zamknięto. Niewiele brakowało, a w 1953 zostałaby rozebrana z przeznaczeniem na budowę garaży w Miejscu Piastowym. Zdecydowany opór mieszkańców uchronił budynek przed zniszczeniem. Dla miłośników ciekawostek architektonicznych mamy XIX wieczny, kamienny mostek łukowy prowadzący do cerkwi - jest uznany jako zabytek architektury.

Kamień z inskrypcją w murze cmentarnym. Jest jeszcze drugi.

Na cmenatrzu..

Warto również zajrzeć na tutejszy cmentarz- znajdziecie kilka ciekawych krzyży, w tym.. krzyż bruśnieński - depozyt z muzeum w Łańcucie. Stoi na grobie ks. Durocha, parocha w latach 1896-1936.W murze, po obu stronach bramy znajdują się kamienie z wyrytymi inskrypcjami.
Z czasem do Olchowca wróciła część mieszkańców. Dzisiaj jest to jedna z niewielu miejscowości na Łemkowynie, gdzie większość stanowią autochtoni. Mieszka tu obecnie kilkanaście rodzin. Nie ma tu łatwego życia. Szosę z Iwli poprowadzono tutaj dopiero w 1962 roku. A jednak Olchowiec przyciąga. Tradycją, kulturą, spokojem, ciszą... Od 1991 organizowany jest corocznie Kermesz. Imprezę wznowiono po okresie komunizmu. Obecnie jednak przybiera niestety powoli wygląd imprezy masowej. Niemniej warto tutaj zajrzeć.
Olchowiec przyciąga miłośników Łemkowyny i Beskidu Niskiego. Na przykład Tadeusz Kiełbasiński prowadzi w jednej z XIX wiecznych chyż małe Prywatne Muzeum Kultury Łemkowskiej. Dodać należy, że przetrwało we wsi kilkanaście starych budynków. Częstym gościem jest tu również Stanisław Kryciński, autor wielu pozycji o tematyce krajoznawczej, społecznik i miłośnik Karpat. Ot, taka magia tego miejsca..
Kilka lat temu postawiono w centrum pomnik upamiętniający 500 - lecie lokacji wsi(1516-2016).

Odrobina tutejszego krajobrazu

Jedno z częściej spotykanych ujęć tego ciekawego miejsca.

Co warto w Olchowcu zobaczyć:
- cerkiew p.w. Przeniesienia Relikwii św. Mikołaja z 1934 roku
- kamienny mostek prowadzący do cerkwi
- stare chyże, spichlerze
- przyrożne krzyże i kapliczki, często ze śladami po kulach i odłamkach
- cmentarz wiejski z ciekawymi nagrobkami
- piękne, okoliczne krajobrazy Magurskiego Parku Narodowego, graniczącego z Olchowcem

Szlaki wiodące przez Olchowiec:
- żółty szlak pieszy z Tylawy przez Olchowiec na Baranie
- szlak rowerowy  (od Chyrowej ku Tylawie)
- niedaleko, granicą państwową ciągnie niebieski szlak pieszy

Powtórzymy raz jeszcze - Olchowiec to miejsce nieomal magiczne, spokojne, ciche i tajemnicze.
Polecamy tutaj zajrzeć, porzucić samochód  zaczerpnąć świeżego powietrza.

Pozdrawiamy!




Źródła inf.:
Luboński P. (red.), 2012, Beskid Niski. Przewodnik dla prawdziwego turysty
Grzesik W., Traczyk T., Wadas B., 2012, Beskid Niski od Komańczy do Wysowej.


niedziela, 22 grudnia 2019

Oczami wędrowca - Szlachtowa

Witajcie!
Dzisiaj zabieramy Was na nieco odmienny spacer.
Wspólnie dreptaliśmy już po Beskidzie Niskim, Bieszczadach, Rusi Krośnieńskiej a nawet po Roztoczu Południowym (Kniazie). Dzisiaj zaś przyszła pora na Ruś Szlachtowską - najbardziej na zachód wysuniętą niegdyś enklawę łemkowską.
Zapraszamy Was w odwiedzin do Szlachtowej.

Cerkiew p.w. Opieki MB. Monumentalna świątynia.

Widok na zachowany ikonostas

Szlachtowa leży w dolinie potoku Grajcarek, stanowiącego zarazem granicę Beskidu Sądeckiego i Pienin. Sama wieś jednak zlokalizowana jest (przynajmniej pierwotnie była) na terenie Beskidu Sądeckiego. Od południa wieś opiera się o stoki m.in. Jarmuty (794 m n.p.m.) oraz Opalańczyka (73 m n.p.m.). Od zachodu graniczy ze Szczawnicą (której przez pewien czas była częścią), a od wchodu z miejscowością Jaworki. Na północy wieś dochodzi do stoków Pasma Radziejowej.

Zanim przejdziemy do samej Szlachtowej, warto wspomnieć kilka słów o samej "Rusi'. Otóż terminem "Ruś Szlachtowska" określa się 4 miejscowości położone w dolinach potoków: Grajcarek, Biała Woda i Czarna woda, na granicy Beskidu Sądeckiego i Pienin. Wspomniane miejscowości to: Szlachtowa, Jaworki, Biała Woda i Czarna Woda. Na przełomie XV i XVI wieku w regionie tym pojawiła się grupa osadników wołoskich, którzy dali początek późniejszej enklawie. Późniejsi Łemkowie zasiedlali te tereny do 1947 roku. Ponieważ od terenów Łemkowyny oddzielały ich osady Polskie, tutejsi Rusini sporo zaczerpnęli z kultury m.in. górali szczawnickich. Najbliżej im było zaś do Rusinów na dzisiejszej Słowacji (Spisz), co również nie pozostało bez wpływu na rozwój tutejszej grupy Ruskiej. Szerzej o Rusi Szlachtowskiej napiszemy w przyszłości.

Jarmuta (794 m n.p.m.)

Tym razem z cerkwią na pierwszym planie


Teraz może coś niecoś na temat samej Szlachtowej:

Sama wioska ma stosunkowo długą historię, sięgającą końca XV wieku. Rusini przybyli tutaj zapewne z terenów Spiszu, gdzie już w XIV wieku lokowano wsie zamieszkałe przez żywioł rusko-wołoski. W roku 1542 roku właścicielem wioski został kasztelan zawichojski Achanacy Jordan z Zakliczyna. W spisach poborowych z 1581 roku wieś widnieje już jako własność Piotra Nawojowskiego. Wymienione wtenczas Szlachtowa i Jaworki liczą łącznie 4 dworzyszcza wołoskie.
W Szlachtowej w roku 1651 mieszkało 10 kmieci. Głównym zadaniem osiadłych na pograniczu polsko - węgierskim osadników wołoskich jest służba wojskowa. Każdy kniaź (sołtys) był do tego zobowiązany. Nierzadko zaś taki obowiązek miały całe wsie - np. w Białej Wodzie w razie potrzeby na wezwanie stawać mieli wszyscy mężczyźni. Dzięki temu inne obowiązki były nieco lżejsze, np. podatki. Wołosi zaś, znani z wojowniczości, byli chętnie wykorzystywani do służby wojskowej.
Od końca wieku XVI aż do czasów II wojny światowej Ruś Szlachtowska wchodziła w skład tzw. klucza Nawojowskiego. Cały klucz znalazł się w 1629 roku w rękach rodu Lubomirskich.
W XVIII wieku  m.in. w stokach Jarmuty zaczęto  rozpoczęto poszukiwania srebra i złota, jednak z marnym skutkiem. Sprowadzono nawet górników z terenów dzisiejszych Niemiec. W samych Szklarach ulokowano hutę, gdzie przetwarzać miano wydobyty surowiec. Nie bez znaczenia był tutaj dostęp do bieżącej wody - mowa oczywiście o potoku Grajcarek. Inwestycja nie wypaliła. A jej organizator - Paweł Sanguszko, właściciel tutejszych dóbr, niedługo potem umiera.

Kapliczki w Szlachtowej


Później jednak, gdy z czasem zaniechano wydobycia, trudno było o stałe źródło dochodu. Surowy, górski klimat dawał się we znaki nawet góralom - tak Polskim, jak i Ruskim. Hodowla owiec nie pozwalała na rozrzutne życie. Jednak zaradni i twardzi górale nie próżnowali. Zajmowali się m.in. ścinką drewna, produkcją różnych drewnianych przedmiotów, handlem.W Pobliskiej Szczawnicy w wieku XIX zaczęło funkcjonować uzdrowisko. Niewiele to jednak zmieniło w ubogim życiu mieszkańców ruskich wsi. Tutejsza bieda bardzo dawała się we znaki. Zaradniejsi starali się z nią walczyć, np. organizując "mobilny biznes" - wielu zajmowało się druciarstwem. Druciarze z Rusi Szlachtowskiej chętnie zaglądali na tereny Łemkowyny. Nierzadko wyglądały ich gospodynie w chyżach. Druciarze bowiem potrafili za niewielką opłatą naprawić stłuczone garnki gliniane - robili to poprzez odpowiednie oplatanie naczynia drutem, dzięki czemu w dużej mierze odzyskiwało ono funkcjonalność. Taki garnek z powodzeniem nadawał się do przechowywania suchych i sypkich produktów, a nawet pewnie i nieraz mógł być wykorzystany do przenoszenia płynów. Takie "łatane" garnki można zobaczyć np. w skansenie w Sanoku czy Nowym Sączu. Cóż, dzisiaj druciarze pewnie przegraliby z kropelką...
Na Rusi Szlachtowskiej niewiele robiono sobie z wielkiej polityki. Pojawiały się ruchy prorosyjskie, jak też i staroruskie, a nawet proukraińskie. Jednak nie były to nigdy masowe ruchy.
Po rozbiorach, w 1782 roku klucz Nawojowski zakupiła Helena Apolonia Massalska, a na przełomie wieku XVIII i XIX majątek odkupił od niej ród Stadnickich. Ród ten gospodarzył w kluczu niemal do 1945 roku.

Największą osadą była Szlachtowa - w połowie XX wieku liczyła około 90 mieszkańców, w zdecydowanej większości greckokatolickich Rusinów.

Szlachtową otaczają na prawdę piękne góry

Ten "kamienisty" szczyt pewnie kojarzycie :)

W okresie Wielkiej Wojny nie toczono tutaj walk, ziemie uniknęły zniszczeń. Natomiast wystąpiły pewne represje ze strony rządu C.K. wobec Rusinów, szczególnie tych o prorosyjskich sympatiach. Po wojnie jednak nie było tutaj masowego powrotu do wiary Prawosławnej, jak miało to miejsce w Beskidzie Niskim (schizma tylawska). Nie było też rozdźwięków między Polakami i Rusinami.
Nowa granica państwowa znacznie utrudniła życie Rusnakom, rozdzieliła znajomych, bliskich. Oczywiście, kwitł też przemyt, czemu sprzyjały góry i znajomość terenu. W roku 1921 mieszkało w Szlachtowej 586 Łemków, 19 Polaków, 2 Żydów oraz 6 osób narodowości niemieckiej.

W latach 1895-1920 zbudowano w Szlachtowej piękną, monumentalną cerkiew greckokatolicką p.w. Opieki Matki Bożej. Zbudowano ją, by zastąpić starszą cerkiew, jeszcze z XVII wieku (rozebraną w 1905 roku). Świątynia jest murowana, wzniesiona na planie krzyża greckiego, zwieńczona trzema kopułami.
Po starej cerkwi pozostał między innymi XVII wieczny ewangeliarz, przeniesiony później do Muzeum Diecezjalnego w Przemyślu. Do nowej cerkwi przeniesiono również dzwony, odlane w XVII wieku- niestety zarekwirowały je wojska cesarskie w latach Wielkiej Wojny. Budowa cerkwi przeciągała się ze względu na koszty - ubogich Rusinów nie było stać na tak ambitną konstrukcję. Dodatkowo w 1907 roku zawaliła się środkowa kopuła.

Pewne animozje pojawiły się po 1939 roku. Na Rusi Szlachtowskiej znalazła się pewna grupa sympatyków ukraińskich, wśród nich. np. nowy sołtys Szlachtowej. Łemkowie o staroruskim i prorosyjskim nastawieniu, podobnie jak Polacy, byli szykanowani, wywożeni do Niemiec na roboty etc. Wielu siłą wydawano kenkarty z wpisaną narodowością ukraińską. Pogorszyły się stosunki polsko-ruskie.
Dużym obciążeniem dla mieszkańców były działające w tym rejonie i zaopatrujące się w rusińskich wsiach oddziały partyzanckie AK. Tutejsi Łemkowie również wstępowali do oddziałów partyzanckich, jednak nie był to ruch masowy. Działalność siatek OUN po części doprowadziła do pewnych niesnasek między Polakami i Rusinami, jednak nie wpływało to na ogólny całokształt kontaktów.

Szlachtowa jest mocno związana z ruchem tzw. oazowym


Po zakończeniu wojny w 1945 roku, z terenu Rusi Szlachtowskiej wyjechała większość Rusinów - trafili na Ukraińską SRR. Wedle rozpowszechnianej propagandy miała to być kraina niemal mlekiem i miodem płynąca. Realia jednak okazały się inne... Wyjechało wówczas 1857 osób. Dokumentacja "wywozowa" pokazuje po części, jaka bieda panowała na tych terenach, np. koń był średnio w co dziesiątej rodzinie. Na jedna familię przypadała też krowa lub 2 owce albo kozy. Wielu Łemków powróciło na swoje ziemie w 1947 roku. Jednak było za późno - zostali wysiedleni na tereny Zachodnie. Niektóre źródła wspominają, że ostatnich wysiedleń dokonano w 1950 roku - miało wtedy Ruś Szlachtowską opuścić 103 osoby. Szlachtowa niemal opustoszała, szybko jednak Łemków zastąpili Polacy z Podhala i ze Spiszu.
Od 1957 roku w Szlachtowej funkcjonuje Muzeum Pienińskie im. Józefa Szalaja. Od roku 2014 działa ono w budynku będącym dawniej strażnicą graniczną. W latach 1999-2007 funkcjonowało tutaj przejście graniczne dla ruchu pieszego Szlachtowa-Velky Lipnik.

Obecnie wioska rozkwita - nakręca ją ruch turystyczny. Szczawnica, wąwóz Homole w Jaworkach, bliskość Pienin i Pasma Radziejowej - turystów nie brakuje. Ale niewielu przyjezdnych, widząc tutejszych górali i ich zabudowania wie, że kiedyś mieszkali tu w chyżach Łemkowie...

Co warto zobaczyć w Szlachtowej:
- Cerkiew. pw. Opieki MB wzniesioną w 1920 roku
- kilka przydrożnych kapliczek
- Muzeum Pienińskie im . J. Szalaya
- piękne widoki z okolicznych stoków - można zobaczyć nawet słynne Trzy Korony
- na stokach Jarmuty pozostałości po górniczych sztolniach

Szlaki ciągnące przez Szlachtową:
- żółty szlak pieszy Szlachtowa - Wysoki Wierch (i dalej na Słowację)
- szlak narciarski prowadzący grzbietem Prehyby (taką nazwę nadali bowiem górze tutejsi Łemkowie)
- niebieski szlak pieszy ciągnący blisko granicy
- trasy rowerowe ze Szczawnicy w kierunku Białej Wody

Na koniec jeszcze tylko spacerek przez wieś...


Na dzisiaj to tyle. Ruś Szlachtowska, otoczona szczytami Beskidu Sądeckiego i Pienin to miejsce wyjątkowo piękne. Pachnie tutaj górami i życiem. Od dawna marzyliśmy, by tutaj zajrzeć, udało się to w październiku 2019 roku, w miesiąc po naszym ślubie - jechaliśmy na inny ślub, tym razem znajomych. Udało nam się wtedy trochę podreptać po Szczawnicy i Jaworkach, byliśmy również w pięknym Wąwozie Homole. Koniecznie planujemy tutaj wrócić ponownie, zobaczyć Białą i Czarna Wodę - i na pewno wtedy pochwalimy się tym na blogu!
Dziękujemy za odwiedziny, i pozdrawiamy!





Źródła inf.:
B. A. Węglarz, 2011, Spacerkiem po starej Szczawnicy i Rusi Szlachtowkiej
old.szlachtowa.pl
szczawnica.com
jaworki.skpb.lodz.pl
szczawnica.nrs.pl

niedziela, 8 grudnia 2019

Oczami wędrowca - Wisłok Wielki

Witajcie!
dzisiaj zabieramy Was do wioski bardzo ciekawej. Kiedyś, przed wojną, była to jedna z największych wiosek na Łemkowynie! Zapraszamy na krótki artykuł o Wisłoku Wielkim.

Wisłok Wielki znajduje się we wschodniej części Beskidu Niskiego, w dolinie rzeki Wisłok (niedaleko wsi, na stokach Kanasiówki znajdują się jego źródliska). Od północy wieś opierała się o stoki gór wchodzących w skład Pasma Bukowicy i graniczyła z Moszczańsm, od południa zaś sąsiadowała z Czystohorbem.
Od wschodu wieś zamykało pasmo Kiczery Długiej, od zachodu zaś - jej granice sięgały blisko pasma Długiego Łazu i Kamienia.


graniczne pasmo widoczne jak na dłoni. Tak tak, jesteśmy w Wisłoku Górnym

Historia Wisłoka sięga aż XIV wieku. W 131 roku bowiem król Kazimierz Wielki nadaje tutejsze ziemie rycerzom węgierskim Piotrowi i Pawłowi. Sama lokacja wsi (pierwotnie na prawie niemieckim) miała miejsce nieco później, mniej-więcej około roku 1400. Wioska początkowo nosiła nazwę Wysłoczkie, czyli Wisłoczek.
Po jakimś czasie zaczęto osadzać tutaj nowych przybyszy: rusko-wołoskich pasterzy. Pojawiła się więc potrzeba pewnych zmian w prawie osadniczym wsi, i wieś lokowano ponownie, tym razem na prawie niemieckim, w roku 1561. Wieś zaczęła się rozwijać bardzo dynamicznie. W 1 połowie XVI wielu wieś należała m. in. do Mikołaja Herburta Odnowskiego.
Można chyba uczciwie stwierdzić, że rozrost wsi, jej rozwój, był wręcz fenomenalny, i trudno chyba o drugi taki przykład na terenie Beskidu Niskiego. Zapewne wpływ na to miała bliskość granicy i stosunkowo sprzyjające rozwojowi ukształtowanie terenu. Mieszkańcy zresztą byli bardzo zaradni. Wielu wisłoczan dorabiało "na boku", zajmując się zbójnictwem. A możliwości były spore - niedaleko było do górskich przełęczy, szlaków handlowych, a pobliskie Jaśliska ściągały rzesze kupców. A Ci z pustymi kiesami nie zwykli podróżować.. Wedle zapisów w dokumentach, w 1595 roku nawet syn sołtysa chadzał na wyprawy polsko-węgierskiej bandy zbójników. Wisłok miał być niemal domem beskidników. Sam paroch ponoć wspierał zbójnicki proceder, jeżdżąc na targi i sprzedając zrabowane dobra. A i sama legenda o powstaniu wsi mówi, żę wieś założył nie kto inny, a beskidnicy właśnie!
Trudno więc się dziwić, że wieś się rozrastała.
W XVIII wieku była tak duża, że musiano podzielić ją na dwie parochie: Wisłok Górny i Wisłok Dolny. Każda parochia posiadała własną świątynię i cmentarz! Młodsza była parafia w Wisłoku Górnym, erygowana w 1752 roku. Już wtedy wieś przekraczała liczbę tysiąca mieszkańców.
W roku 1898 naliczono we wsi łącznie 2146 mieszkańców, żyjących w 364 domach. Wisłok Dolny liczył 1289 mieszkańców, Górny - 857. Cerkiew w Wisłoku Górnym wzniesiono w 1876 roku. Trzecią, integralną część wsi był obszar dworski zwany Potasznią, zamieszkały w 1898 roku przez 15 osób. Wisłok Wielki, jako wieś prywatna, należał do różnych rodów. Dobra tabularne pod koniec wieku XIX podzielono na 3 części, między Józefa Hantla, Józefa Hellera oraz Feliksa Gniewosza.

Cmentarz poległych podczas walk w latach 1914-15

Sama wioska pod koniec XIX stulecia zajmowała obszar 46,28 km kwadratowych. W roku 1900 mieszkało tutaj 2271 osób, w zdecydowanej większości greckokatolickich Rusinów.

Sama wioska stała się po 2 połowie XIX wieku silnym ogniwem ukraińskich dążeń niepodległościowych. Mieszkańcy w dużej mierze uznawali się za Ukraińców, i liczyli na powstanie państwa ukraińskiego.

W latach 1914-1915 toczyły się w rejonie Wisłoka walki rosyjsko-austriackie. Walczono m. in. o Pasmo graniczne. Pamiątką po tych wydarzeniach jest cmentarz wojenny, ulokowany przy drodze wojewódzkiej nr 897, niedaleko granicy z Czystogarbem.

Cmentarz w Wisłoku Górnym

chrzcielnica z cerkwi rozebranej w 1947 roku

Koniec Wielkiej Wojny wcale nie przyniósł spokoju na te ziemie. Na wschodzie rodziła się Zachodnioukraińska Republika Ludowa, planująca włączyć w swój obszar także ziemię sanocką. Armia Halicka planowała dotrzeć tutaj przez Bieszczady. A w samym Wisłoku Wielkim na wielkim zebraniu postanowiono stworzyć państwo, które miał stać się później integralną częścią ZURL. PTak też powstała Republika Komańczańska. Jej przywódcą został dolnowisłocki paroch, ksiądz Pantalejmon Szpylka. Państewko nie przetrwało, zostało rozbite przez oddziały Wojska Polskiego. Niemniej proukraińskie nastawienie mieszkańców pozostało.
Wg niektórych danych w roku 1939 w Wisłoku Wielkim mieszkało ponad 3000 osób (2930 Rusinów, 40 Cyganów, ok 20 Polaków 30 Żydów), jednak dane wydają się być zawyżone. We wsi działała między innymi szkoła (w międzywojniu aż 3), karczma, sklep.
W międzywojniu mieszkańcy trudnili się przemytem towarów przez granicę z Czechosłowacją. Nie było to łatwe zajęcie, Straż Graniczna była czujna. Podczas jednej z takich akcji zginął młody chłopak z Wisłoka, brak Dymitra Błażejowskiego, późniejszego księdza, teologa, autora "Teologicznego Szematyzmu Przemyskiej Eparchii". Na pogrzebie zebrało się prawie tysiąc osób.
Polacy m. in. z Jalisk nazywali żartobliwie wieś "stolicą Ukrainy". Mimo proukraińskich poglądów nie było zatargów z mieszkającymi tutaj Polakami (ok 20 osób).

Po 1939 roku działała tutaj placówka AK. We wrześniu 1943 roku żołnierze podjęli nieudaną próbę zniszczenia tutejszego posterunku Grenzschutzu.

Miejscowi Żydzi i Cyganie niestety w większości nie przeżyli okupacji.

W roku 1944 niemieckich linii w rejonie Wisłoka broniła 96 Dywizja Piechoty, wchodząca w skład XXIV Korpusu Pancernego. Walczyła m. in. z radzieckim 67 Korpusem. Wieś uniknęła poważniejszych zniszczeń.
Po zakończeniu walk z Niemcami, an tutejsze ziemie przybyły oddziały UPA. Mogły utaj liczyć na znacznie przychylniejsze przyjęcie niż u Łemków z terenów zachodniej Łemkowyny. W Wisłoku Wielki miały miejsce potyczki z oddziałami polskimi. Np. we wrześniu 1945 roku wpadł w zasadzkę urządzoną we wsi oddział WOP - uprowadzono 14 żołnierzy. Pościg, który ruszył za bandą, odbił pojmanych. Wzięto do niewoli także 22 striłców. Niedaleko Wisłoka Dolnego, na stokach góry Berdo, w marcu 1946 roku banderowcy rozstrzelali kilkunastu żołnierzy i WOP-istów. Również i oddziały Polskie nie zapisały wszystkich kart działalności czysto - w styczniu 1946 roku wioskę mieli splądrować żołnierze WP, kilku mieszkańców pozbawić życia oraz spalić kilkanaście domów.

Cmentarz przy cerkwi Św. Onufrego

stare groby w Wisłoku Górnym

Do 1947 roku wysiedlono praktycznie wszystkich Rusinów w Wisłoku Wielkim, niezależnie od ich poglądów. Rozebrano w 1947 roku cerkiew w Wisłoku Górnym - ponoć z pozyskanego budulca zbudowano mosty w Komańczy. Na miejsce Rusinów sprowadzono osiedleńców z województwa krakowskiego i okolic z okolic Mielca. Po pewnym czasie do wsi powróciło kilka rodzin łemkowskich.
Na terenie wsi funkcjonował PGR. Do dzisiaj pozostało po nim sporo zabudowy, m. n. bloki mieszkalne. Funkcjonował tu również zakład karny.
Dzisiaj w wiosce mieszka mniej niż 300 osób, zdecydowana większość to Polacy.
Po dawnej, wielkiej wsi pozostało kilka pamiątek.
W Wisłoku Dolnym stoi piękna cerkiew p.w. Św. Onufrego z 1853 roku. Cerkiew zbudowano w tzw. stylu przejściowym.
W roku 1998 na strychu znaleziono kilkaset starych dokumentów. Obecnie niektóre z nich prezentowane są w małym muzeum otwartym w dzwonnicy.

Co warto w Wisłoku Wielkim zobaczyć:
- cerkiew p.w. Św, Onufrego wzniesiona w 1854 roku, wg niektórych stoi w miejscu "grodziska"
- miejsce po cerkwi p.w. Św. Ducha w Wisłoku Górnym, funkcjonującej w latach 1874-1947 -znajdziecie tam chrzcielnicę z rozebranej świątyni
- dwa cmentarze wiejskie z ciekawymi nagrobkami (jeden w Wisłoku Dolnym, drugi - w Górnym)
- przydrożne krzyże i kapliczki
- cmentarz wojenny z okresu I Wojny Światowej

Szlaki prowadzące przez Wisłok Wielki:
- żółty szlak pieszy (Wola Piotrowa - Wisłok Wielki - Kanasiówka)
- drogi bite i asfaltowe, sprzyjające turystyce rowerowej

Cerkiew p.w. Św. Onufrego z 1853 roku

Cerkiew wzniesiono w tzw. stylu przejściowym

Zachęcamy do odwiedzin tego miejsca. Sami jeszcze musimy sporo poznać w tej rozległej miejscowości. I na pewno tutaj nieraz wrócimy, o czym nie omieszkamy się Wam pochwalić.
Polecamy Wam spacer nawet drogą wojewódzką - samochód zaś niech odpocznie. Gwarantujemy, że będziecie zadowoleni!
Pozdrawiamy!
Jeśli macie do nas pytania, to zapraszamy do komentowania (funkcja przywrócona, chyba problemy już zażegnano) i odwiedzania naszych kont na s-m (Instagram, Facebook, czy ewentualnie Twitter).




Źródła informacji:
Luboński P. (red.), 2012, Beskid Niski. Przewodnik dla prawdziwego turysty.
Grzesik W., Traczyk T., Wadas B., 2012, Beskid Niski od Komańczy do Wysowej.
cerkiewne.tematy.net
pl.wikipedia.org
apokryfruski.org



niedziela, 24 listopada 2019

Przez łemkowskie góry: Piotruś

Witajcie!
dzisiaj zabieramy Was na spacer nieco bardziej wymagający. Fajnie się kluczy dolinami, prawda? Ale moze nawet przyjemniej jest wdrapywać się na szczyty. Pot, zmęczenie, podrapane ręce i nogi.. I ta radość, gdy wejdzie się na górę. Poczucie wolności. O tak, wolność - to chyba kochamy w tych łemkowskich górach najbardziej.
Tak więc dzisiaj wdrapujemy się na Piotrusia nad Zawadką Rymanowską. Piotruś jest piękny latem i jesienią - ale my poznaliśmy go zimą. I taki nam się podoba najbardziej.
Zapraszamy na krótki wpis.

W dolnej partii góry rośnie las iglasty

Przechodzący stopniowo w las mieszany

Piotruś (Pitrosa) to góra na pierwszy rzut oka niewysoka (mierzy 728 m n. p. m.), jednak łatwo zauważalna w krajobrazie Beskidu Dukielskiego, w skład którego wchodzi.
Sama nazwa ma pochodzenie zapewne wołoskie. Tam, gdzie docierali Wołosi, tam pojawiają się nazwy pietros, pitrosa etc. A samo słowo oznacza po prostu górę ze skalistym szczytem.

Szczyt jest porośnięty lasem, głównie piękną buczyną. Mimo jednak braku pięknych widoków, warto się tutaj wdrapać. Stoki, szczególnie wschodni, są stosunkowo strome, w wielu miejscach mają formę urwisk. I można podziwiać tutaj odsłonięte formy skalne uformowane z piaskowca cergowskiego. Góra jest nieco rozciągnięta z południowego wschodu na północny zachód. Niemniej zauważalna jest dość łatwo z dużych odległości przez swoją masywną, ale i kształtną formę.
Wędrując grzbietem i stokami można zaobserwować liczne wychodnie piaskowca. Zaobserwować można też szczeliny skalne. Jaskiń nadających się do penetracji niestety tutaj nie znajdziecie, więc grotołazi mogą być zawiedzeni.
Warto jednak przejść się ciągnącym przezeń żółtym szlakiem z Zawadki Rymanowskiej do Daliowej. Od strony Daliowej jest krótsze, lecz bardziej wymagające podejście.
Niemniej jednak sama góra nie jest typowym "wyciskaczem łez" i nawet słabsza kondycja pozwoli Wam spokojnie wejść na szczyt. Chociaż naturalnie nie będzie to całkiem lekki spacerek.
Wrażenie robią stoki. Miejscami strome, porosłe często poskręcanymi drzewami, przyciągają wzrok.
Szczególnie zwraca to miejsce uwagę w zimie - pokrywa śnieżna nadaje całości wręcz bajeczną formę.

Ale potem króluje już tylko piękna buczyna


Samą górę nawiedzać miał też Święty Jan z Dukli, pustelnik przez lata mieszkający w niezbyt odległej Trzciance. Jedno z bijących tutaj źródeł nosi jego imię. Źródełko ujęto w ram studni, zbudowano kapliczkę. Według legendy, miał przy nim odpoczywać Święty Jan podczas swoich wędrówek. Do studni i źródełka można dojść ścieżką, odbijającą od szlaku

Sam szczyt nazywany jest niekiedy Płazyną, a to ze względu na dość łagodny wierzchołek. Wędrując, właściwie nie można określić kiedy ścieżka wprowadziła nas na szczyt. Na szczęście z pomocą przychodzi tabliczka PTTK.

Im bliżej szczytu tym więcej śniegu. No i rzecz jasna chłodniej..


Piotruś zrobił na nas wrażenie zimą! Zimno, śnieżnie, wietrznie.. Co prawda nie można wtenczas podziwiać w całej krasie wspaniałego skalnego grzbietu, niemniej na prawdę góra robi spore wrażenie. Szczególnie lasy, zarówno buczyna, jak też i las iglasty w niższej partii. Idąc na szczyt spotkaliśmy drwali (właściwie to pilarzy) - musieli wejść na górę z całym osprzętem, ważącym na prawdę sporo. Taka refleksja, że wielu ludzi każdego dnia musi podjąć niemały trud walki z codziennością.. Na szczęście szczytu nie szpeci żadna widokowa konstrukcja.
Tutaj bowiem nie potrzeba widoków. Można tutaj poczuć się wolnym, i w spokoju kontemplować piękno przyrody, siłę natury..

Na górze prowadzone są często prace leśne - stąd też można wędrować po niej również stokówkami. Niemniej żadna na szczyt Was nie poprowadzi, a w sezonie zapewne można utonąć na nich w błocie.
Bardzo miło wspominamy sobie zimowe wyjście na szczyt. Szlak właściwie nieprzetarty, szansa na spotkanie kogokolwiek niemal zerowa. Prawdziwy odpoczynek od miejskiego zgiełku.

Jeszcze marsz samym grzbietem Piotrusia...

... i szczyt jest nasz!


Z naszej strony dzisiaj to tyle. Zachęcamy do wdrapania się na górę. Właściwie każdą porą.
Zaglądajcie na nasz profil na Instagramie - znajdziecie tam wiele zdjęć, zazwyczaj nie publikowanych na blogu.
Pozdrawiamy!






Źródła inf.:
Luboński P. (red.), 2012, Beskid Niski. Przewodnik dla prawdziwego turysty
ciekawe-miejsca.net
pl.wikipedia.org
krajoznawcy.info.pl
a przede wszystkim - własne wspomnienia :)