Zanim wejdziesz, przeczytaj :)

1) Materiały wykorzystane przez nas ( zdjęcia, rysunki, opisy ) służą tylko celom dydaktyczno - informacyjnym, nie czerpiemy z działalności żadnych korzyści. Wykorzystujemy materiały zarówno własne, jak również pozyskane w internecie, lecz tylko by ukazać czytelnikom piękno naszego świata :). Materiał internetowy pozyskujemy legalnie (nie jest on zastrzeżony prawami autorskimi, pochodzi ze źródeł masowych i edukacyjnych) - nie kradniemy niczyjej pracy. Jeśli jednak znajdziesz u nas swoje materiały bez wyraźnej zgody (mogło zdarzyć się niedopatrzenie z naszej strony) i poczujesz się urażony - prosimy, poinformuj nas, a natychmiast znikną one z naszych łamów :)
2) Blog nie ma charakteru naukowego. Jest to strona popularyzatorska. W miarę naszych możliwości (i ponieważ historia to nasze hobby) staramy się jak najwięcej umieszczać informacji historycznych oraz korzystać z literatury tematycznej, niemniej nie gwarantujemy "nieomylności" :)
3) Ilustracje opatrzone znakiem wodnym są naszą prywatną własnością. Jeśli znalazłeś tutaj przydatną ilustrację - napisz do nas. Podobnie rzecz ma się z zamieszczanymi tekstami.

niedziela, 16 lipca 2017

Barszcz Sosnowskiego

Witajcie!

Mamy wakacje - w tym roku pogoda znów dopisała. Jest gorąco, od czasu do czasu pojawiają się burze, jakiś deszcz. Wczasowicze nie powinni narzekać. Podczas spacerów, przejażdżek, wędrówek pewnie każdy z Was natknął się na wielkie zielsko z białymi baldachimami kwiatów. Nie jest to może piękny kwiatek, ale na pewno trudno go nie zauważyć. W taką letnią pogodę kwiatek ten może być dla ciekawskich bardzo, bardzo niebezpieczny...

Barszcz Sosnowskiego nie jest rośliną rodzimą. A skąd się wziął?
Jest to pamiątka po ubiegłym ustroju politycznym. Sama roślina pochodzi z terenów Kaukazu - i wedle niektórych stwierdzeń ponoć w rodzimym klimacie nie była dla człowieka groźna. Jest to roślina zawierająca dużo substancji odżywczych, szybko wzrastająca - idealne źródło paszy dla bydła. Tak przynajmniej uznali w latach 50 XX wieku naukowcy radzieccy. W ramach "bratniej" współpracy Barszcz Sosnowskiego trafił do Polski. I zadomowił się na dobre.

Może na początek powiemy coś niecoś o samej roślinie:

Barszcz Sosnowskiego pochodzi z terenów Kaukazu. i należy do rodziny selerowatych. Odkryto go już w 1772 roku, jednak sklasyfikowano go późno, bo dopiero w 1944 roku, a jego nazwa pochodzi od nazwiska wybitnego rosyjskiego botanika, Dmitrija Iwanowicza Sosnowskiego. Roślinę zbadała i opisała radziecka (gruzińska) botaniczka Ida Panowna Mandenowa w latach 70. W latach 50 wprowadzono go do uprawy jako roślina pastewna, i do lat 70 rozpowszechniono na terenie całego Bloku Wschodniego. Co prawda zauważono problemy związane z uprawą rośliny (zagrożenie dla ludzi) ale Barszcz okazał się bardzo trudnym przeciwnikiem dla rolników.

Okaz z Czystogarbu

Co ciekawe, określenie "Barszcz Sosnowskiego" jest już teraz dość umowne - co prawda jest to nazwa gatunku rośliny, owszem., niemniej podobne właściwości toksyczne mają także i inne barszcze - np. Barszcz olbrzymi czy Barszcz Mandegazziego. Na dodatek podejrzewa się, że gatunki krzyżują się ze sobą - tak więc na terenie kraju mamy kilka gatunków niebezpiecznych "Barszczy"...

Ze swoich siedlisk trafił najpierw na tereny północno - wschodniej Rosji już w 1947 roku. Po kilku latach badań i hodowli uznano go za bardzo dobrą roślinę paszową i rozprzestrzeniono dalej. Do Polski trafił w latach 50, gdzie najpierw badano go w Uniwersytecie Medycznym we Wrocławiu, a od lat 60 udostępniono do uprawy zarówno PGR - om, jak też i osobom prywatnym. Po zakończeniu nieudanej uprawy Państwowe Gospodarstwa Rolne... porzuciły uprawy, doprowadzając do swobodnego rozprzestrzenienia się rośliny. Do plagi tej przyczynili isę też pszczelarze - jest to bowiem roślina miododajna, i sali hodowcy pszczół chętnie wysiewali go jako pożywkę dla pszczół.

Ale wracając do samej rośliny. Osiąga pokaźne rozmiary - od 1 do 4 metrów, ale można spotkać też i o wiele większe egzemplarze. Średnica dochodzi do 10 cm. Łodyga jest silnie bruzdowana podłużnie, zielona, bliżej podstawy pokryta plamami barwy purpurowej. Jest pusta w środku, ale bardzo twarda, odporna na złamanie.
Liście są skrętoległe, pierzastodzielne o średnicy do 150 cm. Składają się z odcinków szerokich i zazwyczaj tępo zakończonych, ale czasem też maja nagłe, zaostrzone zakończenia. Brzeg blaszki liściowej pokryty jest małymi ząbkami. Trudno też zdefiniować jeden kształt liścia  - jest on bowiem zmienny.
Pokaźne rozmiary osiąga korzeń. Jest on palowy, i sięga do 200 cm wgłąb ziemi. Silnie sie rozgałęzia, szczególnie na głębokości do 30 cm.
Kwiatostan jest zebrany w wielki baldach o średnicy do 50 cm. Składa się z 30 - 75 baldaszków, wyrastających z krótkich, owłosionych promieni. Na jednej roślinie może znajdować się od jednego do nawet pięćdziesięciu tysięcy kwiatów!  Kielich jest drobny, korona składa się z pięciu białych (czasem zaróżowionych) płatków o długości osiągającej do 10 mm. Słupek jest pojedynczy.
Owoce mają postać jajowatej lub owalnej rozłupni o długości 8-10 mm. Owoc składa się z dwóch niełupek połączonych karpoforem. Każda niełupka zawiera jedno nasiono. Owoc ma barwę oliwkową z czterema brunatnymi smugami.

Przy drodze z Bukowska do Szczawnego można oglądać całe pola Barszczu - tu akurat pola w Płonnej

We wszystkich częściach rośliny (korzeniu, łodydze, liściach) znajdują się olejki eteryczne, zawierające m. in. silnie toksyczne związki kumarynowe, czyli furanokumaryny.  Związki te chronią roślinę przed owadami patogenami.
Furanokumaryny zawarte w wodnistym soku rośliny są bardzo niebezpieczne dla ludzi.
Dlaczego?
Otóż związki te w kontakcie ze skórą w obecności światła słonecznego (szczególnie UV) powodują oparzenia II i III stopnia. Pierwsze objawy pojawiają się już po kilkunastu minutach od kontakty "porażonej" skóry ze słońcem, jednak ich natężenie występuje od 30 min do 2 godzin od wystąpienia problemu. Często kontakt z barszczem jest lekceważony, bo "nic od razu nie piecze" a potem nie zawsze świadomość podpowiada winowajcę.
Poparzona skóra czerwienieje, pojawiają się pęcherze z płynem surowicznym. Stan zapalny utrzymuje się około 3 dni, po czym po tygodniu podrażnione miejsca ciemnieją i pozostają w takiej postaci nawet kilka miesięcy. Poparzone miejsca są wrażliwe na promienie słoneczne przez kilka lat. Poziom poparzenia zależy  od indywidualnej podatności danej osoby, a także od stopnia nasłonecznienia czy wilgotności (także np. spocenia przez osobę).  U osób wrażliwych może dojść nawet do martwicy tkanek, czasem skutkujących amputacją kończyny. Zdarzają się nawet przypadki śmierci w wyniku powikłań związanych z poparzeniem przez roślinę...
Barszcz też wywołuje podrażnienia dróg oddechowych, wymioty, bóle głowy i zapalenie spojówek.

A tutaj Barszcz Sosnowskiego "rozrysowany" /źródło: www.forumkwiatowe.pl/

Rośliny nie wolno zrywać, a nawet nie wolno przechodzić blisko niej w upalne dni!

Podrażnienia też mogą dotyczyć zwierząt - np. zdarzają się poparzenia bydła. Także zjedzenie tej rośliny przez zwierzę wywołuje m. in. krwotoki wewnętrzne.

Barszcz rozmnaża się wyłącznie z nasion. Jednak ma duże możliwości regeneracji uszkodzonego korzenia. W warunkach optymalnych jest to roślina dwuletnia. Niestety, okazałą się bardzo agresywną rośliną inwazyjną, wypierającą rodzime gatunki na terenach zajętych. Roślina produkuje bardzo dużo nasion, z czego część kiełkuje na wiosnę, a część odczekuje około roku. Roślina jest zapylana przez wady, ale też odnotowano przypadki wiatropylności. Nasiona roznosi wiatr, spływająca woda np. podczas opadów, ale również zwierzęta czy ludzie.
Jest problemem dla rolników, leśników, turystów, zwierząt.. Wypiera rodzime rośliny kłączowe przyczyniając się do szybszej erozji, powoduje ubożenie szaty roślinnej na zajmowanym terenie.
Spotkać można też inne określenie Barszczu Sosnowskeigo - nazywa się go "Zemstą Stalina" - ponieważ jego uprawy rozpoczęto w Polsce po śmierci radzieckiego dyktatora.

Wspomnieć też należy, że do Barszczu Sosnowskeigo bardzo podobny jest Barszcz zwyczajny - gatunek rodzimy, ale nieszkodliwy dla ludzi i zwierząt. Bardzo trudno go rozróżnić. Na tej stronie możecie poczytać o różnicach. Tego gatunku akurat tępić nie trzeba, jednak ich rozróżnienie dla nas, zwykłych "Kowalskich" jest bardzo trudne..

Barszcz potrafi osiągać spore rozmiary...

Czemu piszemy właściwie o tej roślinie? Bo Barszcz Sosnowskiego i pochodne mu groźne Barszcze są bardzo popularne w Beskidzie Niskim. Na terenach dawnych pastwisk zarządzanych przez PGR-y, na nieużytkach, w rowach, i właściwie w wielu innych miejscach można je spotkać. Rosną cąłymi "łanami" - trzeba przyznać, że jest to wtedy ciekawy widok. Ale lepiej by nikt nie wpadł na pomysł by się pośród nich przechadzać!
Rośliny te chociażby zobaczycie z Kamionce, w Płonnej, Karlikowie, w okolicach Jaślisk... Długo by wyliczać. Ogólnie więcej go zobaczyć można w bardziej wyludnionej, wschodniej części Beskidu Niskiego. Niemal legendarne są już okazy z okolic Rudawki Rymanowskiej, osiągające po kilka metrów wysokości. Zimą, gdy rośliny są obeschnięte i można podejść, obejrzeć wszystko bez obaw o zdrowie - łodygi wyglądają niczym broń XVII - wiecznych pikinierów... Problem jest poważny, bo środków na kosztowną walkę z najeźdźcą brak, a brakuje również i pomysłu na walkę. Dodatkowo problemem jest słabe użytkowanie terenu, gdzie barszcz ma szansę przetrwać "trudne czasy".

To chyba tyle na dzisiaj. Wędrujcie, dużo wędrujcie, ale na Barszcze uważajcie, gorąco Was o to prosimy!

Do zobaczenia na szlaku!



Źródło inf.:
www.poradnikzdrowie.pl
barszcz.edu.pl
www.crazynauka.pl
pl.wikipedia.org


niedziela, 2 lipca 2017

Okiem wędrowca - Ożenna

Witajcie,

dzisiaj chcemy Was zabrać do Ożennej. Ta maleńka dziś osada, kiedyś liczyła kilkuset mieszkańców, miała swoją świątynię, cmentarz na którym grzebano zmarłych bliskich.. Dzisiaj pozostało niewiele po dawnej historii. Chociaż czy aż tak dawnej?

Wioska leży w dolinie potoku Ryjak, niedaleko przełęczy Beskid nad Ożenną, pełniącej rolę przejścia granicznego łączącego Polskę i Słowację. Od wschodu wieś graniczy z miejscowością Grab, od południa zamykają ją stoki Czeremchy. Od strony północnej wioska oddzielona jest od nieistniejącej wsi Tychania przez liczne wzgórza. Na zachodzie zamykają tereny wiejskie przełęcz Kuchtowska i granica państwa.

Figura Świętej Rodziny z 1910 roku



Na początek odrobina historii.

Ożenna Powstała w wieku XVI. Pierwsze wzmianki o niej mówiące pochodzą z 1581 roku. Mowa wtenczas o 3 dworzyszczach w Ożennej. Osada należała wtenczas do Mikołaja Stadnickiego. Wioska rozwijała się nieco słabiej niż inne wołosko-ruskie osady powstałe tutaj w tym samym czasie, bowiem kolejna wzmianka o wsi, z 1629 roku również mówi o 3 dworzyszczach. Fakt ten może nawet trochę dziwić, bo wieś leżała niedaleko przełęczy Beskid, która dawniej również wykorzystywano do komunikacji między Koroną a Królestwem Węgier. Jednak tłumaczyć to można częstymi napadami beskidników - grup zbójnickich grasujących na tech terenach przez całe stulecia, napadających zarówno na kupieckie "karawany" jak też i grabiących dwory oraz wioski.

Cmentarz wojenny nr 3

Alejka prowadząca do części "rosyjskiej" i "austriackiej", z tyłu widać stare drzewa z otoczenia cerkwi i z alejki cmentarnej


W gruncie rzeczy nie działo się tutaj nic wyjątkowego. W 2 połowie XVIII wieku działali w okolicy Konfederaci Barscy, a co za tym idzie - również oddziały rosyjskie. Wioska nie została zniszczona, chociaż zapewne pamiętano długo o skonfiskowanym na potrzeby jednej czy drugiej strony jedzeniu czy zwierzętach. Powoli też wieś się zaludniała, powiększała swoją powierzchnię.W roku 1785 mieszkało tutaj aż 395 unickich Rusinów i 3 Żydów. Natomiast wg. Z. Budzuńskiego w 1786 roku mieszkało we wsi tylko 337 wiernych kościoła unickiego. Wieś stanowiła filię parafii w Grabiu. Posiadała jednak własną świątynię. Ostatnią cerkiew wzniesiono tutaj w 1867 roku, nosiła wezwanie Św. Bazylego Wielkiego.

W roku 1908 mieszkało tutaj 368 osób, w przytłaczającej większości greckokatolickich Łemków. Istniała tu czytelnia Proświty, a także działało Bractwo Św. Krzyża.

Wielka Wojna (I wojna światowa) przyniosła Łemkowszczyźnie wiele zniszczeń. Także i Ożenna ucierpiała podczas walk w latach 1914 - 1915. Pamiątką po tamtych wydarzeniach są 3 cmentarze w tym rejonie - nr 1 i 2 położone na stokach Czeremchy, blisko granicy państwowej, oraz cmentarz wojenny nr 3 - ten zlokalizowano przy cmentarzu wiejskim. Obecnie cmentarze te są w całkiem niezłej kondycji, kilka lat temu remontowane, przypominają o ciężkich walkach i przelanej, żołnierskiej krwi. Na cmentarzach nr 1 i 2 spoczywają żołnierze armii carskiej. Obydwa maja formę kurhanów, i kryją łącznie szczątki 280 poległych (nr 1 - 150, nr 2 - 130). Na cmentarzu nr 3 spoczywa 423 żołnierzy: 356 żołnierzy armii rosyjskiej i 67 żołnierzy armii austro-węgierskiej.  Cmentarz podzielony jest na 2 części. Jedna przeznaczona jest dla poległych żołnierzy cara Mikołaja II. Na ścianie pomnikowej widnieje napis:

POLEGŁYM WROGOM MIEJSCE OSTATNIEGO SPOCZYNKU
POŚWIĘCAJĄ
WSPÓŁCZUCIE I HUMANIZM JAKO WZOROWI ŻOŁNIERZE

Natomiast druga część, gdzie spoczywają "zwycięscy" widnieje nieco inna inskrypcja:

WIERNYCH SYNÓW KTÓRZY ODDALI ŻYCIE,
KRYJE Z WDZIĘCZNOŚCI I DUMĄ ZIEMIA
OJCZYSTA

Dziwnie się czyta te inskrypcje, będąc na terenie Polski, mając niemal na wyciągnięcie ręki granicę ze Słowacją, a na dodatek będąc w wiosce o mało nie wymazanej z historii...

Zamglone cmentarze (wł. kurhany) nr 1 i 2



Po zakończeniu Wielkiej Wojny, mocno zmieniła się sytuacja tutejszych mieszkańców, niestety - na gorsze. Pojawiła się bowiem w pobliżu granica rozdzielająca Polskę i Czechosłowację. Swoista nowość dla tutejszych mieszkańców. Po obu jej stronach mieszkali Rusini, często granica rozdzielała nawet rodziny. Największym jednak problemem stał się jednak sam problem przeżycia. Dotychczas bowiem mieszkańcy Ożennej chodzili m. in. do sąsiedniej Varadki czy Niżnej Polianki i zamieniali np. jajka czy masło na inne potrzebne im produkty - chociażby tytoń czy "kropkę". Teraz takie działania stały się niemożliwe - Straż Celna, a od końca lat 20 Straż Graniczna była nieugięta. Jednak Łemkowie zbyt dobrze znali tutejsze góry by sobie pozwolić na dłuższe braki w "zaopatrzeniu". I tak obchodzono posterunek straży " financów" jak nazywali funkcjonariuszy SG Łemkowie, górskimi ścieżkami.. Mimo wszystko jednak trudniej było mieszkańcom Ożennej się zaopatrzyć, a na pomoc młodego państwa, z licznymi problemami wewnętrznymi nie mogli zazwyczaj liczyć...
Przy drodze na przełęcz Beskid zbudowano budynek SG. Po wojnie używały go oddziały WOP, później jednostki SG służące na przejściu granicznym, a po wprowadzeniu strefy Schengen budynek opustoszał. Jest na sprzedaż (chyba dalej nikt go nie kupił) ale jakoś nie zachęca - jest już w kiepskim stanie...

Gdy na przełomie lat 20 i 30 XX w okolicy wiele miejscowości przechodziło na prawosławie, mieszkańcy Ożennej pozostali wierni unii. Sąsiedni Grab np. powrócił do Prawosławia, tak samo było w Ciechanii - większość mieszkańców przeszła na prawosławie.
We wsi wzniesiono też szkołę, ale aż do II wojny pozostała to mała wieś - przed wojną, w 1939 mieszkało tutaj 360 osób.

Przy węźle szlaków na granicy Ożennej i Grabiu

Na pastwiskach nad Ożenną, przy granicy z MPN

Druga wojna światowa ni przyniosła tutaj zniszczeń. We wrześniu w okolicy toczono drobne potyczki z wojskami niemieckimi i słowackimi - działały tu oddziały 100 pułku strzelców górskich (Wehrmachtu), którym próbowała przeciwstawić się słaby 2 pułk KOP "Karpaty". Lata wojny minęły w miarę spokojnie. Jednak okupacja hitlerowska była ciężka - kontrybucje, wywózki na roboty przymusowe... Nawet okoliczne walki w 1944 roku nie przyniosły tutaj strat - tutaj Armia Czerwona nie uderzała bezpośrednio. Wieś więc ocalała. Jednak to dopiero okres powojenny miał przynieść prawdziwy dramat. Większość opuściła rodzinne strony w 1945 roku w ramach polsko - radzieckiej umowy o wymianie ludności. Mieszkańcom obiecywano "złote góry". Tutaj zaś przez wiele lat żyli w ubóstwie. Chęć poprawy losu widocznie przewyższała przywiązanie do rodzimej ziemi, skoro tak wielu zdecydowało się na wyjazd. Mimo to, pozostało we wsi kilkadziesiąt osób. Niedługo jednak mogli się cieszyć spokojem, bo 29 maja 1947 roku zostali wysiedleni w ramach Akcji "Wisła" na tzw. Ziemie Odzyskane.  Wyjechało wtedy 79 osób. Wieś opustoszała.

Tereny przejęło państwo, utworzono tutaj Państwowe Gospodarstwo Rolne. Rozebrano cerkiew - miało to miejsce w 1953 roku. Być może materiał posłużył jako budulec przy budowie PGR-u.. Mocno ucierpiał też cmentarz, zdewastowany, po dziś dzień zresztą zapomniany. Pracownicy PGR zagospodarowali okoliczne pola, pozostałe po gospodarzach łemkowskich. Zabudowa wiejska została również rozebrana. By wspomóc w pracy nowych osadników - robotników, w latach 70 powstał w Ożennej oddział zakładu karnego, a więźniowie pracowali na roli oraz przy wyrębie lasów. Dawną strażnicę graniczą zajęły jednostki WOP, strzegące granicy z Czechosłowacją. W pamięci turystów ponoć strażnica zapisała się raczej ponuro...
Po upadku PGR wieś podupadła ponownie - co prawda działa tutaj jakieś prywatne przedsiębiorstwo gospodarcze, jednak ogólna sytuacja nie jest zbyt interesująca. Ożenna sprawia wrażenie na wpół wymarłej osady, straszącej kanciastymi, zaniedbanymi zabudowaniami dawnego PGR-u. Nie ma tu zbyt wielu perspektyw, trudno tu też o młodych mieszkańców. Wg spisu powszechnego, w 2013 roku mieszkać tu miało 96 osób.

Na cmentarzu wiejskim



Warto tu jednak zajrzeć, by podziwiać pamiątki po dawnych mieszkańcach.
Zobaczycie tutaj kilka przydrożnych krzyży i kapliczek. Bardzo piękna jest np. rzeźba Świętej Rodziny, stojąca przy drodze. Asfalt kończy się przy zabudowaniach PGR - tak więc miłośnicy pieszych wędrówek znajdą tutaj prawdziwy raj. Problemem są tylko elektryczne pastuchy, rozgradzające pola - warto sie lepiej trzymać dróg.
Za ostatnimi zabudowaniami PGR-u zobaczycie kępę wysokich drzew - to jest miejsce po cerkwi unickiej. Była to całkiem ładna światyna, drewniana, wzniesiona w zachodnio-łemkowskim stylu, czyli z wieżą nad babińcem. Jej zdjęcie można zobaczyć np tutaj.
 Obok zlokalizowany był cmentarz wiejski. Obecnie przetrwało na nim tylko kilka nagrobków, co prawda odrestaurowanych, ale wciąż zagrożonych przez pasące się w okolicy krowy, od czasu do czasu zachodzące na porosły chwastami cmentarz. Tuż obok znajdziecie
wspomniany wyżej cmentarz wojenny nr 3. A gdzie 1 i 2? Tych trzeba szukać na zboczu Czeremchy, po stronie polskiej oczywiście. Są dwa sposoby dojścia. Pierwszy to spacer od cmentarza nr 3. Wystarczy mieć mapę i uczepić się potoku spływającego ze stoków do Ryjaka. Problemem są tutaj pastuchy i ogrodzenia z siatki. My sami wybraliśmy inny wariant.

Miejsce po cerkwi

Jest to spacer od strony granicy. Kilkaset metrów przed granicą na przełęczy Beskid zobaczycie parking leśny, a niedaleko leśną drogę (idąc od strony  Ożennej będzie po Waszej "lewej"). Droga powstałą stosunkowo niedawno, i najlepiej jest ja wyłapać na google maps w wersji satelitarnej, chociaż np. na mapie wyd. Compass z 2016 roku już jest naniesiona. Tą drogą dojdziecie blisko, i jeśli bacznie będziecie śledzić mapę i zakręty na drodze, to dojdziecie do odpowiedniego punktu by zejść na przełaj, przez las, na wspomniane cmentarze. My to zrobiliśmy jesienią, w bardzo mglisty dzień, gdzie widoczność sięgała momentami nawet kilku metrów, więc w słoneczny dzień tym bardziej powinno się udać. Obydwa kurhany znajdują się blisko siebie - jakieś 100 metrów, więc na pewno je znajdziecie. Tylko uważajcie na pasące się w okolicy bydło!

Widok na dawną zabudowę PGR ze stoków Czeremchy

Takie "smaczki" jeszcze tu można oglądać

Przez Ożenną prowadzi niebieski szlak graniczny im. K. Pułaskiego. Wieś graniczy też z Grabiem - granicę wytycza mniej - więcej skrzyżowanie dróg. Stąd można przejechać np. rowerem do Żydowskiego - naprawiono bowiem od lad nieprzejezdną drogę, przebiegającą przez teren MPN. Na skrzyżowaniu tym bierze również swój początek zielony szlak, prowadząc m. in. na szczyt Wysokie, skąd roztaczają się piękne widoki. Niewiele jest takich punktów w Beskidzie Niskim. Warto też przejść się chociażby pod granicę MPN - idąc szosą ku granicy lasu, można podziwiać ciekawe krajobrazy, i zobaczyć jak wygląda granica Parku (las) i terenów gospodarczych (łąki).
Z Ożennej też można wybrać się na Słowację, odwiedzić chociażby Hutke czy Niżną Poliankę..


Jeszcze na koniec: A skąd nazwa wsi? Sprawa jest prosta - pochodzi od słowa "ożyna", oznaczającego.. jeżynę☺

Warto tutaj więc zajrzeć podczas wakacyjnych wędrówek - czy to pieszo, czy też rowerem. Piękny krajobraz, zabytki - długo tego nie zapomnicie.

Pozdrawiamy serdecznie!





Źródła inf.:

cerkiewne.tematy.net
www.apokryfruski.org
pl.wikipedia.org
Luboński P., 2012, Beskid Niski. Przewodnik dla prawdziwego turysty
Grzesik W., Traczyk T., Wadas B., 2012, Beskid Niski od Komańczy do Wysowej
Czajkowski J., 1995, Łemkowie w historii i kulturze Karpat
\



poniedziałek, 19 czerwca 2017

Legendy Łemkowskiego Beskidu - Skarby w Szymbarku

Witajcie, dzisiaj kolejna dawka legend o Beskidzie Niskim.
Dziś ciekawa legenda  z Szymbarku,

zapraszamy do lektury!


   Kasztel w Szymbarku postawiono na końcu cypla stromo spadającego w nurty rzeki Ropy. Jest to miejsce pod wieloma względami szczególne, bowiem zamek stoi na skałach, pomiędzy którymi jest jaskinia uczyniona przez siły natury. Zanim go postawiono, jaskinia była wykorzystywana przez zbójców, którzy przechowywali w niej zrabowane skarby. Polsko-węgierskie pogranicze sprzyjało rozbojom po obu jego stronach. W tamtym czasie bandy zbójeckie rabowały nie tylko na drogach, ale także napadały na dwory szlacheckie, a nawet miasteczka. Łupy z takiego rabunku były nieraz tak ogromne, że na kilkunastu wozach trzeba było je przewozić. Należało je także w miarę bezpiecznym miejscu przechowywać do czasy spieniężenia. Jednym z takich miejsc była jaskinia w Szymbarku.
   Ale los każdej bandy zbójeckiej na cienkiej jak pajęcza przędza nitce wisi. Każdy napad może skończyć się jej pogromem, bo wielu ma nieprzyjaciół wśród uczciwych ludzi, a tych, jak wiadomo, jest większość. Takoż i na owych zbójów przyszła kryska i jedni poszli na szubienicę, inni w rozsypkę. Zgromadzone w jaskini skarby diabli wzięli. To znaczy położyły na nich swoje kosmate łapy. Z czasem nad jaskinią, której istnienia wtedy nikt się nie domyślał, pobudowano wyniosły kasztel i dostęp do niej stał się praktycznie niemożliwy.

   W jakiś czas potem w którąś Niedzielę Palmową zupełnie przypadkowo pewien kmieć zauważył w pobliżu kasztelu otwór w ziemi, rzekłbym wejście do jaskini. Wiedziony ciekawością, wszedł do jej wnętrza i zobaczył skarby ogromne, zgromadzone w beczkach i skrzyniach podróżnych. Oszołomiony tym widokiem, nawet nie zdążył się do nich zbliżyć, kiedy do jaskini wpadły jak wicher diabły i przerażonego kmiecia z niej wymiotły, po czym wejście do jaskini się zawarło. Tenże, gdy oprzytomniał, zdał sobie sprawę, że w jednej chwili z biedaka mógł stać się bogaczem. Obchodził kasztel ze wszystkich stron przez wiele kolejnych dni, ale wejścia do jaskini nie znalazł.
   Gdy nastała kolejna Niedziela Palmowa, znów był koło kasztelu w nadziei, że właśnie w tym dniu wydarzy się cud. I w to samo południe, gdy rozdzwoniły się dzwony w szymbarskim kościele, ukazało się wejście do jaskini. Wszedł do niej i niewiele się namyślając, zaczął ładować skarby do wora, który przyniósł ze sobą. Cóż, kiedy bicie dzwonów ustało i w tej samej chwili wpadły do niej diabły i chłopa z niej bez pardonu wymiotły, uprzednio zabrawszy mu wór pełen kosztowności. Kmieć nie tylko niczego nie wskórał, ale także został srodze poturbowany. Gdy doszedł do siebie, zaczął przemyśliwać, jak pomimo diabłów z owych skarbów co nieco uszczknąć.

   Kolejne próby zakończyły się podobnie jak i pierwsza, czyli pełnym niepowodzeniem. W międzyczasie kmieć wygadał się o tej jaskini pod kasztelem i skarbach, i diabłach, i Niedzieli Palmowej, stąd i ta wiadomość do nas doszła i Wam ja pokazujemy.

Może by tak poszukać, kto wie....


Mamy nadzieję, że legenda się Wam spodobała.
Jak to los potrafi z człowieka zakpić, prawda?

Pozdrawiamy!


Legenda pochodzi ze zbioru Andrzeja Potockiego "Legendy Łemkowskiego Beskidu"

niedziela, 4 czerwca 2017

Oczami wędrowca - Kamianka (Kamionka)

Witajcie!

Dzisiaj zabierzemy Was w dość rzadko odwiedzane miejsce, bo położone na uboczu, poza szlakami turystycznymi. Kiedyś była tutaj mała wioska, tętniąca życiem - dzisiaj teren ten porastają łąki i lasy, a po dawnych mieszkańcach wsi pozostało stosunkowo niewiele.
Zapraszamy Was w odwiedziny do Kamionki

Stara droga w Kamiance

Tereny dawnej wsi znajdują się w dolinie Białego Potoku, i sąsiadują z przysiółkiem Abramów, należącym o Zawadki Rymanowskiej. Od północy wieś sąsiaduje  ze szczytem Kamińska (639 m n. p. m.), a od połudna zamyka wioskę pasmo bezimiennych szczytów.

Kamianka, dziś nazywana Kamionką powstała samorzutnie na początku XVI wieku. Nazwa wsi w dokumentach wymieniona była po raz pierwszy w roku 1526. Sama lokacja na prawie wołoskim miała miejsce jednak później, w 1541 roku. Wtedy to biskup Jan Tarło wydał przywilej lokacyjny dla Wołocha Waśki Pawłoskiego. Wioska była własnością biskupów przemyskich, i wchodziła w skład klucza jasliskiego (tworzyła samodzielny półpotok).

Na cmentarzu w Kamiance


Są dwie teorie mówiące o pochodzeniu nazwy - jedna mówi, ze nazwa pochodzi od słowa "kamień bądź też od "kamiennej góry", a druga mówi o wybrukowanym brodzie, co może tyczyć się przejścia przez rzekę na pobliskim trakcie dukielskim.

Nigdy nie była to wieś bardzo duża czy szczególnie bogata. Znajdowała się na uboczu, i nie brała udziału w "wielkich wydarzeniach" dziejowych. Niewiele też można o historii wioski powiedzieć.
Wieś była siedzibą parafii unickiej, obejmującą także pobliską Zawadkę Rymanowską. Tak było do 1720 roku, kiedy to siedzibę przeniesiono do Zawadki. Wioska jednak w dalszym ciągu posiadała własną cerkiew. Pierwszą erkiew parafialną erygowano w 1580 roku. Dokonał tego biskup Jan Bazucki. Tutaj nasuwa się pytanie czy faktycznie erygowano cerkiew, czy też wtedy założono parafię... Ostatnią cerkiew wzniesiono w roku 1922 (lub 1925), na miejscu poprzedniej świątyni z 1702 roku. . Wzniesiono ją na planie krzyża greckiego, z jedną, dużą kopułą. Oczywiście była to cerkiew drewniana. Świątynia była bardzo podobna do tej stojącej po dziś dzień w Daliowej, chociaż ponoć była bardziej zdobiona detalami ciesielskimi.

Tak wyglądała cerkiew w Kamiance /źródło:Tarnowycz J., 1936, Ilustrowana historia Łemkowszczyzny, Lwów/

Pochodził stąd Michał Barna, znany w okolicy rzeźbiarz i stolarz.

Wioska rozwijała się stopniowo, ale zawsze pozostawała stosunkowo niewielka. W 1785 192 grekokatolickich Rusinów, ale już w roku 1880 mieszkało tu 374 osoby, głównie grekokatolicy (371).
W 1900 roku było tutaj 71 domów i 376 mieszkańców, zaś w roku 1931 mieszkało 374 mieszkańców, mieszkających w 63 domach. Działała tutaj też szkoła i czytelnia im. Kaczkowskiego.
Przed II wojną światową było tutaj 65 gospodarstw, a wieś dzieliła się na cztery przysiółki: Sołtystwo, Łeciwka, Barniwka i Łanykiwka.

Rok później zima była zdecydowanie bardziej szczodra...


I wojna światowa minęła okolicę bez większych problemów. Po wojnie, w latach 1927-1928 prowadzono we wsi agitację, mającą na celu pozyskanie mieszkańców do wspólnoty prawosławnej (Schizma Tylawska), jednak przybyła tutaj misja greckokatolicka uniemożliwiła to. Również i II wojna światowa nie była tutaj bardzo odczuwalna. Natomiast sytuacja po wojnie diametralnie się zmieniła. Większość mieszkańców wyjechało z Kamionki na Ukrainę w sierpniu 1945 roku. Stało się to pod wpływem m. in. nasilających się aktów grabieży i napaści sąsiednich, polskich wsi. We wsi pozostały jednak 34 osoby, które zostały przymusowo wysiedlone w 1947 roku, w ramach Akcji Wisła. Wieś opustoszała.
Opuszczone zabudowania zostały szybko rozebrane przez mieszkańców sąsiednich miejscowości, zniszczonych w toku działań wojennych (bitwa dukielska). Podobny los spotkał i cerkiew - rozebrali ją mieszkańcy Lubatowej, i pozyskanego budulca zbudowali szkołę.
Po wojnie terenu wsi przejął pobliski zakład PGR Zawadka Rymanowska, potem zaś gospodarzył tu przez jakiś czas Igloopol. Dziś tereny wsi należą do osoby prywatnej - są tu m. in. stawy rybne.


Krzyż z 1909 roku, mocno już pochylony...

Tu gdzieś prawdopodobnie stała cerkiew.

A co pozostało po dawnej wsi?
Właściwie to niewiele. Pozostał mocno zdewastowany cmentarz łemkowski, a na nim kilka nagrobków, częściowo zniszczonych. Obok znajdowała się dawniej cerkiew greckokatolicka, dziś nie ma po niej śladu, i tylko można domyślać się, w którym miejscu mogła stać. Doliną, wzdłuż Białego Potoku prowadzi stara droga wiodąca na Przełęcz Szklarską. Bardzo przyjemna trasa, pośród lasów ale też i terenów otwartych. Można też natknąć się na stare jabłonie czy ledwie czytelne zagłębienia po piwnicach - ślady po dawnej zabudowie. Pozostał też rozbity krzyż przydrożny, jednak nam nie udało się go odnaleźć. Znajduje się około kilometra od cmentarza, przy starej drodze na Przełęcz Szklarską.
Pozostała też pamiątka po dawnej działalności PGR. Są to nieprzebrane ilości barszczu Sosnowskiego - rośliny niebezpiecznej, bowiem jej sok pod wpływem promieni słonecznej wywołuje oparzenia. A tutejsze barszcze osiągają gigantyczne rozmiary... Jest to trudny do zwalczenia chwast, i chyba jak na razie nikt nie zajął się jego regularnym zwalczaniem... My zawsze odwiedzamy to miejsce zimą, więc można swobodnie wejść na cmentarz, ale jak tu jest latem?

Takie okazy barszczu nie są tu chyba wyjątkami

Warto tutaj zajrzeć. Szczególnie utkwić może w pamięci cmentarz. Przy ziemnej, błotnistej drodze, odgrodzony od niej szpalerem wierzb, robi na prawdę wielkie wrażenie. I jest zauważalny z daleka, więc nie sposób go ominąć...

Zdjęcie ze stoków Kamińskiej - przy ładnej pogodzie widoki stąd muszą być piękne

Do Kamionki nie prowadzą szlaki turystyczne, nawet droga asfaltowa tutaj nie dotarła, bo kończy się w Abrmowie przy ostatnich budynkach PGR - u. Dalej, kilkaset metrów, trzeba przejść ziemną drogą, wymęczoną przez maszyny leśne. Koło cmentarza w Kamionce zresztą składowane jest drewno, pozyskiwane w okolicznych lasach.

Najlepiej iść tutaj od Przełęczy Szklarskiej, kierując się na szczyty: Siwice (608 m n.p.m.) i Kamińską. Potem można albo w małej przełęczy między Wierchem a Kamińską zejść doliną, przez łąki w dolinę Białego Potoku i znajdując starą drogę, iść do wsi, albo też można wejść na Kamińską, i podziwiając widoki zejść jej stokami prosto na cmentarz w Kamionce.  Jeśli ktoś chce lub musi, może też po prostu podjechać np. do Zawadki Rymanowskiej i zostawić pojazd np. pod cerkwią, i przejść się drogą do Kamionki. Mimo, że w dużej mierze idzie się asfaltem, to też polecamy, szczególnie zimą ☺ No próbować tu można też dotrzeć rowerem, od Zawadki nie est to trudne, ale od Przełęczy Szklarskiej trasa może być kłopotliwa, szczególnie zaś jej podmokłe odcinki.

Jeden z prywatnych stawów rybnych na terenie dawnej wsi


Polecamy Wam gorąco to miejsce, trochę zapomniane... Ale to lepiej. Tutaj można przysiąść na pniu i patrząc na pochylone wiekiem krzyże cmentarne, rozmyślać o kruchości ludzkiego życia, przemijaniu, historii, a może o tym jak tu było dawniej? I zawsze można wejść na Kamińską i będąc "bliżej nieba" podziwiać piękne widoki....
Nader wszystko można odpocząć od samochodu.

Serdecznie polecamy






Źródła informacji:
Luboński P. (red), 2012, Beskid Niski. Przewodnik dla prawdziwego turysty
Grzesik W., Traczyk T. Wadas B., 2012, Beskid Niski od Komańczy do Wysowej
Kłos S., 2010, Krajobrazy nieistniejących wsi
Czajkowski J., 1999, Studia nad Łemkowszczyzną
cerkiewne.tematy.net

* Tarnowycz J., 1936, Ilustrowana historia Łemkowszczyzny, Lwów {za: cerkiewne.tematy.net]

niedziela, 21 maja 2017

Cmentarze Wielkiej Wojny w Beskidzie Niskim

Witajcie!

Dzisiaj chcemy Wam coś niecoś powiedzieć o cmentarzach wojennych, na których spoczywają polegli w walkach w latach 1914-1915.  Cmentarze te są ważnym elementem krajobrazu Beskidu Niskiego, i chyba nikt nie wyobraża sobie teraz wędrówek po tych terenach bez napotkania chociażby jednej nekropolii. A ponieważ sami bardzo lubimy odwiedzać te miejsca, postanowiliśmy coś niecoś o nich wspomnieć.

Miłej lektury!


Podziwiamy piękno cmentarzy - wspaniałe detale architektoniczne, snycerskie wykończenia krzyży nagrobnych, fantazyjne kształty przypominające reduty czy też lokalizację, często z dala od siedzib ludzkich... Zastanawialiście się skąd one się wzięły?

Ożenna. Cmentarz wojenny nr 1

Powstały tutaj za sprawą przede wszystkim ciężkich walk toczonych tutaj w latach 1914 - 1915. Początkowo ścierały się tutaj oddziały Austro - Węgier i Rosji, później dołączyły również jednostki niemieckie. Walki, choroby, klimat - za sprawą wielu czynników śmierć znalazło tutaj wielu żołnierzy wszystkich walczących armii. W samym tylko Oddziale Grobów Wojennych w Krakowie ekshumowano około 70 tys poległych! Z tego duża część spoczywa na obszarze Beskidu Niskiego.

Po wielkim zwycięstwie pod Gorlicami, władze austriackie postanowiły uczcić wiktorię poprzez budowę pięknych cmentarzy wojskowych. Żołnierze mieli być godnie pochowani bez względu na narodowość, wyznanie czy przynależność armijną. Galicja Zachodnia miała stać się jakby pomnikiem, symbolem zwycięstwa.  Podobne założenia miano zrealizować też na Wołyniu, w Serbii, Karpatach Wschodnich czy Dolomitach Włoskich. Plany postanowiono szybko realizować.
Już 3 listopada 1915 roku w austriackim Ministerstwie Wojny utworzono Wydział Grobów Wojennych (niem. Kriegsgraber Abteilung). Wydział ten miał swoje oddziały terenowe, przypisane  do dowództw poszczególnych korpusów armii (z okresu pokojowego).
Na terenie Beskidu Niskiego graniczyły dwa Oddziały Grobów Wojennych: Kraków (Galicja Zachodnia) i Przemyśl (Galicja Środkowa).

Każdy z oddziałów był skomplikowaną, właściwie samodzielną jednostką. Zatrudniano tutaj zarówno żołnierzy armii austro - węgierskiej, jak też i jeńców rosyjskich oraz włoskich - np. kamieniarzy. W skład oddziału, liczącego ogólnie około 3 tysiące ludzi, wchodzili rzemieślnicy (kamieniarze, cieśle), ogrodnicy, architekci, fotografowie, malarze, i przedstawiciele wielu innych specjalności. Poniżej przedstawiamy tabelę, na której rozrysowano podział Krakowskiego Oddziału Grobów Wojennych.

/źródło: pl.wikipedia.org, autorzy: Marek Widurek i Marus/

 Oddziały zostały podzielone na Okręgi Cmentarne - na czele każdego okręgu stał oficer z wykształceniem inżynieryjnym lub artystycznym. W Oddziale krakowskim było jedenaście okręgów:
I - Żmigród
II - Jasło
III - Gorlice
IV - Łużna
V - Pilzno
VI - Tarnów
VII - Dąbrowa
VIII - Brzesko
IX - Bochnia
X- Limanowa
XI - Kraków

W tekście będziemy omawiać właściwie tylko Oddział krakowski, bo właściwie tylko ten zdołał zrealizować w dużej mierze swoje założenia.

Każdy element, detal był starannie przemyślany. Cmentarze często lokowano na trudno dostępnych wzgórzach - przed budową samej nekropolii często należało najpierw zaprojektować i zbudować samą drogę. Potem starannie projektowano cmentarz z uwzględnieniem każdego detalu. Pracowało tutaj wielu projektantów, dlatego też nie ma właściwie dwóch takich samych cmentarzy. To jest o tyle ciekawe, że w w sumie w 11 okręgach jest ponad 400 cmentarzy. Różnorodność jest tu wiec ogromna, Nas interesować będą Okręgi I, oraz częściowo II i III.
Bednarka, cmentarz nr 84. Mogiła żołnierzy rosyjskich. 
Cmentarze budowano zarówno na wzgórzach, jak też i na otwartych polanach, przy cmentarzach wiejskich i miejskich, czasem też pośród pól. Dojście do cmentarzy znakowano betonowymi tablicami informacyjnymi, m. in. nanoszono na nie numer cmentarza - wiele z nich przetrwało do dziś. Starano się też cmentarze w miarę możliwości zakładać blisko miejsc bitew i potyczek, w których zginęli pochowani żołnierze. Zapewne nie tylko chodziło tu o wydźwięk historyczny i duchowy, ale również o względy logistyczne i sanitarne - w czasie walk poległych chowano prowizorycznie "na miejscu", często tam gdzie zginęli. Przenoszenie zaś dużej ilości ciał (dodać należy rozkładających się) mogło grozić nawet wybuchem epidemii, z czego zapewne zdawano sobie sprawę. Wykorzystywano więc powstałe już prowizoryczne cmentarze, odpowiednio je przebudowując. Zmarłych starano się też upamiętnić imieniem i nazwiskiem, - dzięki ekshumacjom udało się ustalić tożsamość około 43 tys poległych. Znane są nazwiska głównie żołnierzy armii austro - węgierskiej i niemieckiej. Rosyjscy żołnierze rzadko posiadali nieśmiertelniki, i w większości nie udało się ustalić ich tożsamości.
Desznica. Cmentarz wojenny nr 7.
Prace prowadzono w czasie trwania wojny, co wiązało się z kłopotami natury materiałowej - wojna pochłania olbrzymie ilości wszelkich surowców, i pozyskanie odpowiedniej ilości materiałów nie zawsze było łatwe.  A tymczasem budowa cmentarzy, często wielkich rozmiarów i o rozbudowanej architekturze, wymagała dużych ilości materiałów: drewna, kamienia, żelaza, stali i wielu innych. O tym, że do budowy wykorzystano olbrzymie wręcz ilości wszelakich surowców, mówią liczby. Tak dla przykładu:

- 377 520 ton kamienia łamanego
- 231 000 cet. m.  betonu ( cet. m. - cetnar metryczny. 1 cet. m. = ok 50 kg)
- 5390 cet. m. cegieł i dachówek
- 32 712 cet. m. cementu portlandzkiego
- 1230 300 cet. m. drewna modrzewiowego
- 49 600 cet. m. drewna dębowego
- 200 500 cet. m. żeliwa
- 22 800 cet. m. klamer i gwoździ
- 12 500 cet. m. blachy ocynkowanej
- 1700 cet. m. farby olejnej

to tylko niektóre przykłady. Wykorzystywano bowiem i wiele innych surowców, m. in. drewno miękkie, blachę cynkową, środki do impregnacji...

Będąc już przy liczbach, przytoczymy kolejne przykłady. A mianowicie mówiące o wykorzystaniu surowców.
I tak:

Z żeliwa odlano m. in. 12 000 krzyżyna groby pojedyncze i 1400 na groby zbiorowe.
Z betonu zrobiono m. in. 50 pomników, kapliczek, ołtarzy i obelisków.
Z żelaza kutego zrobiono m. in. 110 furt, bramek, krat
Z drewna postało m. in. 6 kaplic pomnikowych i 407 krzyży na groby indywidualne
Zrobiono też np. 120 tablic marmurowych.
Posadzono m. in.: 35 000 drzewek ozdobnych, 320 000 sadzonek bluszczu i innych roślin ozdobnych, 2000 krzewów kwitnących, a na trawniki zużyto 2000 kg nasion.

Na potrzeby zaopatrzenia warsztatów i grup robotniczych zbudowano w Tarnowie dworzec kolejowy z magazynami, skąd dysponowano materiały do poszczególnych okręgów.

Cmentarz wojenny w Wisłoku Wielkim (Okręg Przemyśl)

Powyższe dane dotyczą oczywiście budowy wszystkich jedenastu Okręgów. Nie wiadomo, ile materiałów wykorzystano do budowy "naszych" okręgów.

W okręgach I, II i III jest łącznie 116 cmentarzy, oczywiście nie wszystkie leżą już na terenie BN. Niemniej jednak trudno tutaj generalizować, bo same walki na tym obszarze maiły na celu przebicie się danej strony i zmuszenie przeciwnika do generalnego odwrotu, a w przypadku bitwy pod Gorlicami pozycje wyjściowe znajdowały się na obszarach Beskidu, tak więc trudno tu traktować cmentarze z Pogórzy po macoszemu...
Cmentarzom nadawano numery ewidencyjne, do dziś wykorzystywane w publikacjach. Ciekawy jest sam fakt projektowania owych cmentarzy. Danymi okręgami "opiekowali" się zazwyczaj konkretni artyści - projektanci. Tak więc Okręg I przypadał pod komendę Dusana Jurkovia, wybitnego projektanta cmentarzy galicyjskich. Lubował się on wręcz w drewnie, jednak mimo wszystko tworzył też i z kamienia. Kierownikiem artystycznym Okręgu II był Johann Jager, tworzący głównie w betonie i metalu. Okręg III prowadził Hans Mayr, tworzący głównie "germańskie", masywne elementy.

Zdynia. Cmentarz wojenny nr 52

Spoczywa w tych trzech okręgach łącznie 19131 poległych:

Okręg I - Żmigród (31 cmentarzy):
Spoczywa tu łącznie 4287 żołnierzy

Okręg II Jasło ( 31 cmentarzy).
Spoczywa tu łącznie 6605 żołnierzy

Okręg III Gorlice (54 cmentarze)
Spoczywa tu łącznie 8239 żołnierzy.

Do tej liczby należałoby też dodać kilka samotnych mogił, często odkrytych już później (np. na Magurze Małastowskiej). Trzeba też brać pod uwagę, że zapewne pewna część poległych nie została na budowane cmentarze przeniesiona. Ich groby, oznaczane pośpiesznie przez towarzyszy broni często były zacierana w toku walk. Dotyczy to szczególnie terenów górskich.
Mimo wielkiego wkładu w pracę, nie wszystkie obiekty wykończono. Zabrakło np. czasu na dokończenie architektoniczne cmentarza wojennego nr 80 w Sękowej - z tylu, za betonowymi filarami (pergolą) na wyższym tarasie miała stanąć monumentalna kaplica ku pamięci poległych tutaj żołnierzy w wiosennych walkach w rejonie Sękowej. Ponoć jej dach miał być pozłacany!


Tak wygląda sprawa w Oddziale Krakowskim. A jak było w Oddziale Przemyskim? Tam nie powstały tak piękne cmentarze jak tutaj, wiele grobów przepadło, zniszczono również wiele cmentarzy. Miały na to wpływ i działania wojenne, i późniejsze wysiedlenia. Ale i tutaj toczono ciężkie walki, więc liczbę poległych można liczyć w tysiącach. Zapewne archiwa w Wiedniu częściowo są w stanie dać odpowiedź na to pytanie. Ale tutaj zmagano się w trudnym, górskim terenie, i śmierć zbierała tutaj krwawe żniwo, szczególnie w zimie 1914/15...
Oddział Przemyski też miał być podzielony na Okręgi. Miało ich powstać 12, z czego teren Beskidu Niskiego miał obejmować Okręg II i X. Nie zdążono wykonać tutaj zbyt wielu prac, nawet nie nadano numerów ewidencyjnych cmentarzom - prace przerwał upadek Austro - Węgier. Sprawę utrudniał to, że Oddział ten obejmował obszar prawie 3 - krotnie większy niż Oddział krakowski. Brakowało też funduszy, sprzętu i wykwalifikowanej kadry. Powstało 617 - 621 cmentarzy wojennych i około 20 mogił pojedynczych i masowych (dane są rozbieżne). Ze względu na ogrom walk w rejonie Przemyśla (3 - krotnie ścierano się o twierdzę Przemyśl) tam skupił się główny wysiłek prac cmentarnych - dla pozostałego obszaru w dużej mierze zabrakło czasu i materiałów. Cmentarze z tego okręgu na terenie Beskidu Niskiego można zobaczyć m. in. w Wisłoku Wielkim, Dukli, Jaśliskach, Rymanowie, na stokach Kamienia n. Jaśliskami czy w Mymoniu. Chociaż nie są tak okazałe, to jednak obrazują jak krwawa potrafi być wojna, i jak wielu ludzi pochłania w imię politycznych zachcianek rządzących...  Wiele cmentarzy i kwater zostało zniszczonych, nie można ich właściwie odnaleźć. Tak stało się np. w Szczawnym czy Przybyszowie.

Męcina Wielka. Cmentarz wojenny nr 81

Jednak ogrom przelanej krwi przez walczące tu armie sprawia, zę nawet te bardzo skromne, często ledwo zauważalne cmentarze są swoistymi pomnikami nie tylko dla spoczywających na nich, ale również i dla potomnych - bo przecież tak okropne zdarzenia nie powinny już mieć miejsca. Że historia lubi się powtarzać niestety można było przekonać się już dwadzieścia lat później, gdy wybuchła II wojna światowa. A jako że była straszniejsza, krwawsza - szybko zapomniano o Wielkiej Wojnie (jak nazwano I wojnę światową) oraz o poległych. Ci zresztą nie zawsze byli wspominani po 1918 roku. Uznawano ich bowiem często za żołnierzy armii zaborców, armii które ponad sto lat deptały Polskę. Nie zawsze pamiętano o tym, zę w armiach tych służyli licznie Polacy. I nikt też nie pamiętał, ze walczyli i ginęli w jej szeregach przedstawiciele także innych zniewolonych narodów - Czesi, Słowacy, Ukraińcy, Węgrzy...  A jednak te walki, i ta wojna przysłużyły się do uzyskania przez Polskę niepodległości. O tym powinno się pamiętać (a niestety rzadko tak jest), wędrując po terenach Beskidu Niskiego, de facto wielkiego pola bitwy...


www.beskid-niski-pogorze.pl
www.pogorza.pl
www.cmentarze.jasonek.pl
www.cmentarze.gorlice.net.pl
Majewski J., Cmentarze z I wojny światowej w Beskidzie Niskim i na Pogórzu






niedziela, 7 maja 2017

Okiem wędrowca - Przybyszów

Witajcie,

dziś chcemy Was zabrać do doliny Płonki. Tutaj bowiem przed laty istniał Przybyszów - mała wioska łemkowska, przez etnografów wiązana już w wpływami bojkowskimi. Dziś miejsce to odwiedzane jest jedynie przez turystów i drwali, a zazwyczaj jest tu cicho i spokojnie.

idąc z Tokarni w kierunku Komańczy przejdziecie przez Przybyszów. Warto tu zboczyć w kilku miejscach ze szlaku..

Chata w Przybyszowie

Teren wsi znajduje się w dolinie strumieni tworzących potok Płonka, miedzy szczytami Tokarni (778 m n.p.m.) i Szerokiego Łanu (688 m n.p.m.) z czynnym w zimie wyciągiem narciarskim. Od północy wieś sąsiadowała z Karlikowem, a od południa zamykał jej obręb grzbiet Kamienia.

Na początek jak zawsze trochę historii:

Wieś powstała, jak wiele sąsiednich osad, w szczytowym okresie kolonizacji wołoskiej, tj. w XVI wieku. Istniała już w 1553 roku
Początkowo w źródłach wieś wymieniano jako Przibissow (1553), potem Przybyszow pod koniec XVI wieku, by zmienić brzmienie na Przybyszowka w 1699 roku. Nazwa Przybyszow pojawiła się na stałe w połowie XVIII wieku. Spolszczenie nastąpiło zapewne po II wojnie światowej.
Pierwszym właścicielem w XVI wieku był Mikołaj Herburt Odnowski.
Niewiele można znaleźć informacji o dziejach wioski. Nie była ona zbyt wielka.
Do roku 1772 (I rozbiór Polski) wioska należała do Województwa Ruskiego, by potem przynależeć do austiackiego cyrkułu leskiego, a później sanockiego. Od 1867 roku należała do powiatu sanockiego, do gminy Bukowsko.


Szeroki Łan (688 m n. p. m.) W zimie królują na tym wzgórzu narciarze

W roku 1898 wieś liczyła 393 mieszkańców i 62 domy. Była to własność szlachecka - należała do rodu Ściborów - Rylskich. W połowie wieku XIX tubularną właścicielką była Leopoldyna Horodeńska. Na początku XX wieku właścicielem był Eustachy Rylski. Na terenie wsi miał 307 ha gruntów własnych.
Przybyszów nie tworzył samodzielnej parafii. Należał do parafii z siedzibą w Karlikowie (do niej też należała Wola Piotrowa) jednak miał swoją cerkiew filialną. Ostatnią świątynię wzniesiono w XIX wieku, około 1840 roku. Po II wojnie światowej została rozebrana. . Nosiła wezwanie Błogosławionej Dziewicy Marii Paraskewy. Wyglądem zbliżona była do świątyni np. w Szczawnym. Przypominała tzw. typ przejściowy z niewielką wieżą nad babińcem i wolnostojącą dzwonnicą przed wejściem. Nad nawą i prezbiterium znajdowały się niewielkie, cebulaste kopułki takich samych rozmiarów. Dach był kryty blachą. Oczywiście świątynie wzniesiono z drewna. Zobaczyć możecie ją tutaj. Rozebrano ją po 1947 roku.
We wsi działał duży tartak.

na starszym cmentarzu...






Po 1848 roku, kiedy to w zaborze austriackim zniesiono pańszczyznę, w górnej części wsi stanął kamienny krzyż, tzw. pańszczyźniany, ku pamięci i ku uczczeniu zniesienia pańszczyzny. Podobny (tyle że drewniany) krzyż postawiono na rozstaju dróg w Radocynie.

W roku 1939 liczyła 490 mieszkańców, z czego 185 osób było wyznania greckokatolickiego (Łemkowie) a 5 mojżeszowego.

Jak wspomnieliśmy na początku, wieś należała do tzw. obszaru przejściowego łemkowsko - bojowskiego, zwanego też obszarem łemkowsko - doliniańsko - bojkowskim. Wiąże się to z tym, iż w rejonie pasma Bukowicy spotykały się trzy grupy etnograficzne: Łemkowie, Dolinianie i Bojkowie. Wiązało się z tym nieuniknione wręcz przenikanie elementów kultury. A ponieważ wsie skupione wokół Płonnej były częściowo oddzielone górami od pozostałych skupisk łemkowskich, były poddawane oddziaływaniom Bojków i Dolinian, zamieszkujących okolice m. in. Bukowska. Nie można jednak tutaj mówić o szczególnie silnych wpływach danej kultury. Obszar ten wyodrębnił Roman Reinfuss. Jednak uznać chyba można, że wioski takie jak Karlików, Wola Piotrowa, Przybyszów czy Płonna pozostały pod dużym wpływem kultury łemkowskiej.
W okolicy toczono walki w okresie I wojny światowej, w latach 1914-1915. Na starym cmentarzu wiejskim istniała kwatera żołnierska z tego okresu. Pochowano na niej żołnierzy austro - węgierskich. Niestety, dzisiaj jest już nieczytelna.
Wieś była pod wpływem ideologii ukraińskich, propagowanych na tech terenach od XIX wieku. Przyłączyła się w 1918 roku do powstałej Republiki Komańczańskiej, mającej stać się częścią ZURL. Po upadku w 1919 roku wspomnianego proukraińskiego państewka, wieś została włączona w granice II RP bez rozlewu krwi.

rozbity krzyż przy dawnej drodze

widok na cerkwisko od strony bobrowych tam



Podczas II wojny światowej wieś znacznie ucierpiała. Toczone tutaj ciężkie walki w sierpniu i wrześniu 1944 roku w dużym stopniu doprowadziły do zniszczenia wsi. Mieszkańcy dobrowolnie opuścili zrujnowaną osadę w 1945. Ostatnich mieszkańców (26 osób) wysiedlono stąd w 1947 roku na Ziemie Odzyskane.
Wedle opowieści, w czasie walk w 1944 roku sowieci okrążyli w rejonie Przybyszowa oddział niemiecki. Wysłany przez oddziały radzieckie parlamentariusz z białą flagą został przez Niemców zabity. W odwecie żołnierze radzieccy postanowili już nie brać jeńców, i tych którzy się w czasie walki poddali - rozstrzelali.

Sympatie proukraińskie części mieszkańców przetrwały okres międzywojenny. Na obszarze wioski po 1945 roku działała sotnia Stiaha. Trudno rzec dziś czy poparcie dla oddziałów UPA było masowe i aktywne, czy też były to przypadki sporadyczne. Jednak im bardziej na wschód, tym UPA znajdowała więcej wsparcia. Jednak mimo wszystko nie było to masowe wsparcie udzielane przez całe osady.

W roku 1945 lub 1946 w Przybyszowie UPA uprowadziła sołtysa wsi (Polaka). Jego zwłoki znaleziono w jednej ze studni w Rzepedzi... W okolicznych wsiach w latach 1944 - 47 również zginęło kilkanaście osób z rąk UPA, zarówno Polaków jak też i Rusinów.

Po wyludnieniu wsi nie powróciło tu już osadnictwo. Gospodarował tutaj PGR z Karlikowa, niedaleko, przy drodze do Przybyszowa zbudowano Zakład Karny, dzisiaj ruinę. Po upadku PGR ziemię przejął PPRol., nie na długo jednak...
Rozebrano po 1947 roku cerkiew i domy, których nie zniszczyła wojna. Pozostały zarastające lasem pola...

na nowszym cmentarzu



Co pozostało po dawnej wsi?

Pozostały dwa cmentarze - "stary" i nowy". Starszy cmentarz znajduje się przy drodze z Karlikowa do Przybyszowa, przy GSB - ok 400 metrów od zejścia szlaku z Tokarni do Przybyszowa. Nie sposób go nie zauważyć. Zachowało się na nim kilka ciekawych nagrobków, bardzo różniących się od tych np. z zachodniej części BN.
Kolejny cmentarz jest trudniej znaleźć. Trzeba iść od "starszego" cmentarza jakieś 50 metrów w dół szlakiem, do potoku. Po przejściu na drugą stronę trzeba zejść na lewo, starą drogą, obok "terenu prywatnego" z dziwną drewnianą konstrukcją. Potem ponownie trzeba przejść przez potok, i iść polna drogą w górę - przechodzi się obok cerkwiska (zarosłe drzewami wyniesienie w terenie po prawej stronie) i po około 100 metrach dochodzi się do cmentarza po lewej stronie, pośród drzew i chaszczy. Tutaj przetrwały chyba tylko dwa nagrobki. Warto jednak je zobaczyć. Wspomniana polna droga to fragmenty starej drogi do Rzepedzi. Z czasem zmieniono nieco jej bieg, i obecnie wiedzie przez nowy cmentarz. Jeden  z zachowanych nagrobków stał zresztą pierwotnie "po drugiej stronie" drogi, lecz został przeniesiony*.

Polecamy odwiedzić cerkwisko, wiosną można zobaczyć reszki podmurówki, fragmenty blachy z dachu... Niewiele pozostało po świątyni.
Od cerkwiska podejdźcie do potoku - zobaczycie solidną, bobrową pracę - zatoczki, tamy, śluzy, jeziorka... Wszystkiego tutaj dostatek ☺
Wródźcie potem do szlaku, i podejdźcie nim do góry - tutaj szlak skręca w prawo, ale polecamy Wam iść kawałek drogą. Po około 30-50 metrach, przy granicy lasu z obszarem otwartym, po prawej stronie przy drodze znajdziecie resztki rozbitego krzyża kamiennego.

sezon zimowy w pełni na wyciągu "Karlików"

prace leśne również...

Potem należy wrócić na szlak i iść już nim aż do granicy z lasu.  Tutaj uważajcie, w lesie bowiem, kilka metrów od szlaku znajduje się (po lewej stronie idąc od Przybyszowa) wspomniany krzyż pańszczyźniany. Dawniej w tym rejonie stała leśniczówka.

W Przybyszowie obecnie  jest tylko jeden budynek właściwie - to "Chata w Przybyszowie" oferująca noclegi strudzonym wędrowcom. Znajduje się przy GSB, niedaleko zejścia z Tokarni na drogę wiejską.

Jak pewnie zauważyliście, wiedzie tędy Główny Szlak Beskidzki. Tutaj jest stosunkowo dobrze wyznakowany. Blisko stąd jest m. in. na Tokarnię czy Rzepedkę - obydwa szczyty dają szansę na podziwianie pięknych widoków przy dobrej widoczności.

Jeśli lubicie spokój, to zapraszamy tutaj. Przede wszystkim piechurów, bo samochody nie mają tutaj łatwego życia, m. in. ze względu na dużą eksploatację okolicznych zasobów leśnych. W zimie (na Szerokim Łanie) działa tutaj wyciąg "Karlików", można przenocować, coś zjeść. Bywa tu wówczas tłoczno. Chociaż fani śnieżnego szaleństwa na szlak i do doliny wsi rzadko zaglądają.

tędy idzie się w kierunku grzbietu Kamienia

Krzyż pańszczyźniany. W lecie trudno go wypatrzeć

Przykryty śniegiem Przybyszów sprawie wrażenie miejsca zupełnie innego, przynajmniej dla nas, gdy pierwszy raz odwiedziliśmy go wiosną. Było wtedy słonecznie (chociaż mokro) i wszystko zdawało się tonąć życiem, nawet cmentarze łemkowskie, porosłe krzewami i chabrami omszonymi.
Zimą zamiera przyroda. Trwają na swoich miejscach tylko cmentarze - i wtedy właśnie, gdy wokół wieje mroźny wiatr, cmentarze wydaja się na prawdę domem umarłych. Krzyże zdają się być takie majestatyczne...

Takie widoki rozpościerają się spod granicy lasu

Chyba to już wszystko - polecamy Wam dolinę Przybyszowa na spokojny wypad, jeśli lubicie przyrodę, ciszę i poszukiwania śladów historii - to miejsce będzie dla Was idealne.

Mamy nadzieję, że wpis był ciekawy.

Pozdrowienia!




Źródła inf.:

Czajkowski J., 1999, Studia nad Łemkowszczyzną
Luboński P, (red.), 2012, Beskid Niski dla prawdziwego turysty
Kłos S., 2010, Krajobrazy nieistniejących wsi: Roztocze, Pogórze Przemyskie, Bieszczady, Beskid Niski
www.apokryfruski.org
pl.wikipedia.org
cerkiewne.tematy.net
www.stankiewicze.com
* Dziękujemy za wskazówki Długiemu z Beskidu