Zanim wejdziesz, przeczytaj :)

1) Materiały wykorzystane przez nas ( zdjęcia, rysunki, opisy ) służą tylko celom dydaktyczno - informacyjnym, nie czerpiemy z działalności żadnych korzyści. Wykorzystujemy materiały zarówno własne, jak również pozyskane w internecie, lecz tylko by ukazać czytelnikom piękno naszego świata :). Materiał internetowy pozyskujemy legalnie (nie jest on zastrzeżony prawami autorskimi, pochodzi ze źródeł masowych i edukacyjnych) - nie kradniemy niczyjej pracy. Jeśli jednak znajdziesz u nas swoje materiały bez wyraźnej zgody (mogło zdarzyć się niedopatrzenie z naszej strony) i poczujesz się urażony - prosimy, poinformuj nas, a natychmiast znikną one z naszych łamów :)
2) Blog nie ma charakteru naukowego. Jest to strona popularyzatorska. W miarę naszych możliwości (i ponieważ historia to nasze hobby) staramy się jak najwięcej umieszczać informacji historycznych oraz korzystać z literatury tematycznej, niemniej nie gwarantujemy "nieomylności" :)
3) Ilustracje opatrzone znakiem wodnym są naszą prywatną własnością. Jeśli znalazłeś tutaj przydatną ilustrację - napisz do nas. Podobnie rzecz ma się z zamieszczanymi tekstami.

niedziela, 7 stycznia 2018

Klimkówka - wieś skryta pod jeziorem

Witajcie!

Dzisiaj chcielibyśmy zabrać Was do kolejnej miejscowości w Beskidzie Niskim.  Wieś jest o tyle ciekawa, że przetrwała obydwie wojny światowe i okres powojenny. Jednak zmiany przyszły tutaj znacznie później i dzisiejsza Klimkówka - bo o niej będzie mowa, bardzo odbiega od swojej dawnej postaci.

W przysiółku Flasza - tu można poczuć, jak dawniej wyglądała Klimkówka

Jezioro widziane z okolic kościoła, wczesną letnią porą...

Sam tytuł dzisiejszego wpisu może być nieco mylący, ale wkrótce dowiecie się, czemu właśnie taki wybraliśmy.

Dawna Klimkówka leżała w dolinie rzeki Ropy. Od południa zamykały ją stoki masywu Homoli. Od północy sięgała stoków Ubocza (623 m n. p. m.) i Czerteżyki (628 m n. p. m.). Od wschodu wieś graniczyła właściwie z Uściem Gorlickim, a od zachodu barierą była Kiczera - Żdzar (610 m n. p. m.).  Tak było dawniej - dziś Klimkówka leży na stokach Flaszy (610 m n. p. m.) i Taniej Góry (576 m n. p. m.), a na północnych stokach Suchej Homoli (708 m n. p. m.) pojawiła się chaotyczna zabudowa letniskowa.

"Na Flaszy: jest jeszcze jeden krzyż, o którym przewodniki milczą

Cóż, przejdziemy teraz do historii:

Wieś powstała wcześnie - pierwsze wzmianki o niej pochodzą z 1437 roku, kiedy to nabył osadę ród Gładyszów. Jednak już w 1528 roku wieś trafia w ręce rodu Branickich. W roku 1581 w rejestrze poborowym odnotowano 7 gospodarstw wołoskich i jedno sołtysie. Nieco później, w 1599 roku Jan Potocki zakupił Łosie, Bielankę, Klimkówkę, Nowicę, Leszczyny i Kunkową od Branickich - tak powstał Kres klimkowski. Był to zespół wspólnie zarządzanych, z rozbudowanym m. in. sądownictwem. Z tego okresu pochodzi bardzo ciekawy dokument - Księga sądowa Kresu klimkowskiego, obecnie przechowywana w Archiwum Państwowym w Krakowie.
Wioska pod rządami Potockich prężnie się rozwijała. W roku 1643 dokonano podziału kresu między trzech braci. Wacław (słynny poeta doby baroku) otrzymał Łosie i Leszczyny, Jan dostał Bielankę i Leszczyny a Jerzy - Klimkówkę i Kunkową. Z roku 1685 pochodzi pierwsza wzmianka o cerkwi w Klimkówce. Sam kapłan wspominany był kilkanaście lat wcześniej - jednak sam fakt braku cerkwi nie powinien dziwić, bo nierzadko zdarzało się że do wsi trafiał ksiądz, jednak początkowo dzielił życie współmieszkańców, nierzadko biorąc udział nawet w karczowaniu terenu pod zabudowę.
Z wiekiem XVII związane jest ciekawe podanie - wtenczas na tutejszym dworze (znajdował się w przysiółku Pniaki) miał być ogrodnikiem pewien Holender, który to sprowadził do wsi nieznane wcześniej ziemniaki.


zabudowania techniczne przy zaporze 

W roku 1785 wieś liczyła 320 mieszkańców - 295 grekokatolików (Rusinów), 9 Żydów i 16 rzymskich katolików. Działała tutaj wtedy huta szkła, ulokowana w przysiółku Flasza, u stóp góry o tej samej nazwie. Sto lat później, w 1880  roku mieszkało tu już 568 osób, z czego 493 to grekokatoliccy Rusini. Społeczność żydowska liczyła 30 osób a rzymscy katolicy - 45 osób. Rozwój wsi wiązał się m. in. z odkryciem na terenie wsi złóż ropy naftowej - wydobywano ją prymitywnymi metodami. W wielu miejscowościach Łemkowyny ropa naftowa dała szansę na dodatkowe źródło dochodu..

Pod koniec XIX wieku właścicielem wioski był Julian Götze.  Mieszkał we dworze w przysiółku Pniaki, a na tutejszym cmentarzu pochowano kilku członków wspomnianego rodu. 
Wielka Wojna dla mieszkańców okazała się dość łaskawa - nie toczono tutaj ciężkich walk, front zatrzymał się m. in. na masywie Magury Wątkowskiej, więc mieszkańcy uniknęli wielkich zniszczeń. Niemniej i stąd wywożono mieszkańców do obozu Thalerhoff koło Grazu.  

Jezioro współgra z otaczającymi je górami...

Idąc na Flaszę, czarnym szlakiem

Pod koniec Wielkiej Wojny wieś zakupił Jan Stapiński - działacz polityczny, wielokrotny poseł w parlamencie austriackim i poseł w sejmie II RP. Stapiński założył w Klimkówce kopalnie ropy naftowej i małą fabrykę smarów, kierowaną przez jego syna.  W 1914 roku rozpoczęto we wsi budowę murowanej cerkwi p.w. Zaśnięcia Bogurodzicy. Świątynia zupełnie odbiegała od miejscowego "kanonu" - była murowana, wznoszona na planie krzyża o zaokrąglonych końcach ramion (tetrakonchy). Nad nawą wznosiła się duża kopuła, a na ramionach były mniejsze banie. Dach był kryty blachą. Budowę ukończono w 1917 roku. Polichromie wykonano w 1926 roku. Ponoć pieniądze na budowę miały pochodzić z Rosji carskiej, jako że w okolicy mieszkało wiele inteligencji łemkowskiej, sprzyjającej Rosji. Stara, drewniana cerkiew została wkrótce częściowo rozebrana - prezbiterium zaś przeniesiono na cmentarz, gdzie pełniło rolę kaplicy cmentarnej.

W 1921 roku według spisu mieszkało w Klimkówce 367 grekokatolików - Łemków, 22 Żydów i 87 rzymskich katolików. W  latach 1931-32 duża część mieszkańców przeszła na prawosławie. W 1932 roku otwarto oddział czytelni im. Kaczkowskiego. 

Krzyż przydrożny z 1912 roku w przysiółku Flasza

Góry Grybowskie widziane ze szczytu

Wybuch II wojny światowej nie przyniósł zniszczeń. Jednak był to czas zagłady społeczności żydowskiej. Policja ukraińska stacjonująca w Uściu Ruskim, będąca na usługach Niemców, dbała o regularny pobór wysokich kontyngentów.  
Pierwsze wyjazdy na Ukrainę miały miejsce już w 1940 roku. W styczniu i lutym tegoż roku 39 rodzin łemkowskich zdecydowało się na wyjazd do "raju" w obwodzie tarnopolskim. Emigranci szybko zasmakowali realnych warunków bytowania, i przy najbliższej okazji, w 194 roku powrócili w rodzinne strony. 
W 1944 roku mieszkańców zagoniono do robót ziemnych przy budowie umocnień w Brunarach. Do wsi trafili też pogorzelcy z Ciechani, zniszczonej doszczętnie podczas walk. Klimkówka i okolice uniknęły tego losu - Niemcy opuścili w pośpiechu te rejony niemal bez walki. 
Po zakończeniu walk miały miejsce kolejne agitacje pośród mieszkańców odnośnie wyjazdu na wschód, niejednokrotnie zmuszano mieszkańców groźbami do wpisu na listy. W latch 1945 - 46 wyjechało kilka rodzin. Pozostałych mieszkańców pochodzenia łemkowskiego wysiedlono w 1947 roku w ramach Akcji "Wisła". 

Tak dziś wygląda kościół w Klimkówce

A tak cerkiew wyglądała kiedyś, okres międzywojenny (?) /źródło:NAC, sygn. SM0_1-U-2195


Na tym nie kończą się smutne dzieje Klimkówki. Wieś po wojnie nie opustoszała - mieszkało w niej wielu Polaków. Jednak władze uznały, że w tym rejonie należy stworzyć jezioro zaporowe na rzece Ropie. Powodem była ochrona przeciwpowodziowa Gorlic i terenów okolicznych. Przełom w Pieninach Gorlickich był najlepszym miejscem do budowy jeziora. Z jednej strony decyzja ta mogła dać nadzieję na niejednokrotny ratunek przed zniszczeniem dla Gorlic i Jasła  a z drugiej strony - decyzja o zniszczeniu wsi i wysiedleniu jej mieszkańców. Prace podjęto, i przygotowanie terenu oraz budowa tamy trwały do 1994 roku. Do tego czasu m. in. ekshumowano zmarłych i przeniesiono na cmentarz w Łosiu (wraz z nagrobkami). Rodzina Götze z Austrii zabrała doczesne szczątki swoich przodków. Przeniesiono na cmentarz w Łosiu kaplicę - prezbiterium (miało to miejsce w 1989 roku). Kontrowersje natomiast wiążą się z samą cerkwią murowaną. Wysadzono ją w powietrze 27 maja 1983 roku. Niestety, mimo zaleceń konserwatora nie wykonano dokumentacji polichromii. Świątynię obiecano odbudować w identycznej postaci na nowym terenie. I faktycznie odbudowano, jednak nowa świątynia niezbyt przypomina oryginał - nie jest nawet wzniesiona na planie krzyża. Przynajmniej jednak uratowano ikonostas i przeniesiono do owego kościoła, który służy obecnie wiernym obu obrządków. Świątynia stoi ponad kilometr od miejsca, gdzie znajdowała się cerkiew. Jezioro zalało szosę Łosie - Uście, więc nową trasę wybudowano na stokach Homoli - przy niej ustawiono też dwa krzyże przydrożne, przeniesione z zalanej Klimkówki. Tak na prawdę nie bardzo wiadomo chyba, ile obiektów uratowano z terenu zalanego wodami jeziora. Krążą też czasem różne opowieści o tym, co działo się po zalaniu jeziora - jednak je sobie odpuścimy, bo nie wiemy czy są faktycznie prawdziwe 😊

Kopalnia ropy naftowej w Klimkówce /źródło: NAC, sygn. SM0_1-G-1384-1/
Fragment radzieckiej mapy z 1944 r., 1 - lokalizacja cerkwi z 1914 roku, 2 - przybliżona lokalizacja obecnego kościoła /źródło: maps.mapywig.org.

A skąd się wzięła sama nazwa wsi? Pochodzi od imienia Klimek, czyli Klemens. Tak przynajmniej mówią książki.. 

Jeszcze parę słów o samym jeziorze:

Jezioro pełni kilka ról: przede wszystkim jest to zbiornik retencyjny, przeciwpowodziowy, mający chronić przed skutkami powodzi m. in. Gorlice i Biecz. Oprócz tego woda z jeziora trafia do Gorlic i Jasła - jest używana do celów przemysłowych, ale przede wszystkim jest to woda pitna, poddawana oczywiście odpowiednim zabiegom. Drugorzędne role to: energetyczna (na zaporze działa mała elektrownia wodna o mocy 1,1 MW) i rekreacyjna - rozwija się tutaj turystyka wodna. Jednak odnośnie samej turystyki to można mieć wiele zastrzeżeń. Brzegi południowe są zabudowywane chaotycznie - w większości nie ma tu dostępu do jeziora, wszystko jest ogrodzone, są tu tereny prywatne i mniej lub bardziej szpetne dacze. Brzegi jeziora sięgające do Uścia Gorlickiego są już w lepszym stanie, tutaj działa w okresie letnim pole campingowe, są plaże gdzie można się poopalać - jednak samo dno jest kamieniste i zdradliwe, lepiej uważać. Jest też wypożyczalnia kajaków i rowerków wodnych - chociaż te drugie chyba pamiętają nasze narodziny i trochę nie budzą zaufania. Ogólnie bardzo brakuje zagospodarowania terenu. Nad jeziorem jest dostępny mały port, gdzie fani żaglówek mogą zacumować, jest szkoła windsurfingu, w lecie też działa tutaj posterunek WOPR i Policji wodnej.  Ogólnie jezioro pięknie prezentuje się z szosy Ropa - Uście Gorlickie. 
Co ciekawe, jezioro miało swoje "pięć minut" w słynnej ekranizacji powieści H. Sienkiewicza "Ogniem i Mieczem", dzieła J. Hoffmana. Scyny kręcono tutaj w 1997 roku, świeżo po zalaniu jeziora - dumnie wtenczas pełnił rolę Dniepru. Nim to Jan Skrzetuski płynął do Kozaków jako poseł od Jeremiego Wiśniowieckiego. A poczciwy Rzędzian dziwował się wielkiej wodzie.. 

A tak jezioro prezentuje się z Uścia Gorlickiego


Jezioro ma od 300 do 800 metrów szerokości, 6,5 km długości i głębokość do 31 metrów (średnio 13 metrów). Sama zapora ma 37 metrów wysokości i 210 metrów długości. Pojemność zbiornika wynosi 42,59 mln m3.  Zapora do zwiedzania raczej nie jest udostępniana, chociaż w wakacje 2017 roku zrobiono wyjątek.
Tak to wygląda w liczbach.

Jeśli chodzi o obecną Klimkówkę - jest tu ośrodek Pomocy Społecznej, sklep blisko kościoła, restauracja. Wieś ogólnie mniejsza niż przed wojną. Prowadzi stąd czarny szlak pieszy na Flaszę - szczyt z widokiem na Góry Grybowskie. Sam przysiółek flasza jest bardzo ładny - piękny krajobraz, przydrożny krzyż, chyża. Ot trochę starej Klimkówki.. Natomiast sam "odbudowany" kościół nie jest interesujący architektonicznie, ale powoli wrasta w krajobraz. 
Ogólnie Klimkówka to miejsce przede wszystkim dla cyklistów - rowerem można jechać do Uścia, podziwiając po drodze piękne jezioro. Można też udać się do Ropy, czy też zobaczyć Zagrodę Maziarską w Łosiu albo też piękną cerkiew w Bielance. Możliwości jest wiele. Latem zaś można odpoczywać nad brzegami jeziora, ale to już w Uściu Gorlickim. W 2017 roku można też było altem zwiedzać samą zaporę - może i w przyszłości to będzie możliwe?


Klimkówka przed budową zbiornika. Widać dawną szosę i cerkiew murowaną/źródło:www.ropa.iap.pl/
W miejscu, gdzie kręcono ujęcia "Dniepru" postawiono pamiątkową tablicę.

Mimo wszystko zapraszamy Was do Klimkówki - zobaczycie jak wygląda nowa - stara wieś, lub jak kto woli - wieś z drugim życiem. Chociaż już ta osada wydaje się być obca zupełnie, to jednak położona w uroczym miejscu jest warta poznania. I daje możliwości turyście.

Mamy nadzieję, że wpis był ciekawy. Pozdrawiamy serdecznie!






Źródła inf.:
Luboński P. (red.), 2012, Beskid Niski przewodnik dla prawdziwego turysty.
Grzesik W., Traczyk T., Wadas B., 2012, Beskid Niski od Komańczy do Wysowej
pl.wikipedia.org
www.ropa.iap.pl
pl.wikisource.pl

Dziękujemy Narodowemu Archiwum Cyfrowemu za udostępnienie zdjęć.








poniedziałek, 25 grudnia 2017

Oczami wędrowca - Smereczne

Witajcie,

dzisiaj chcemy zabrać Was w miejsce wyjątkowe. Kiedyś ta okolica tętniła życiem, stały tutaj chyże, a mieszkańcy dzielili dolę i niedolę okolicznej ziemi. Dzisiaj pozostał tylko jeden krzyż i pamięć ludzka.
Zapraszamy na spacer po Smerecznym.

W Smerecznem, nieco na uboczu od szlaku...

Wioska znajdowała się w dolinie potoku Smereczanka, wypływającego tak jak Wadernik, ze stoków wzgórza Wapno (599 m n. p. m.). Od północy wspomniany szczyt, a właściwie podłużny masyw z najwyższym szczytem zwanym właśnie Wapno niemal wbija się klinem w dolinę Smereczanki. Południowe krańce wsi zamykają stoki m. in. Błudnej (568 m n. p. m.). Od zachodu wieś dochodziła do przełęczy (513 m n. p. m.) rozdzielającej Wadernik (565 m n. p. m.) i Kamiennik (570 m n. p. m.). Na wschodzie zaś wioska dochodziła do wsi Tylawa.

Trochę historii jak zwykle ☺

Niewiele można o wiosce powiedzieć. Oficjalne dokumenty wspominają o niej dopiero w 1785 roku. Wieś musiała już długo istnieć, bo wtenczas wymieniono aż 160 mieszkańców. Prawdopodobnie wieś powstała pod koniec XVI wieku, lokowana na fali wołosko - ruskiej migracji. Stanisław Kłos wspomina rok 1592 jako datę pierwszej wzmianki - miała to być wieś prywatna, wówczas własność rodu Męcińskich. Zapewne właśnie XVI wiek należy uznawać za okres powstania osady - wtedy zresztą na terenie Beskidu Niskiego powstało ich najwięcej.

Jedyny ocalały we wsi krzyż...


Wioska była  niewielka. Mieszkańcy - grekokatoliccy Rusini należeli do parafii w Mszanie. Wioska nie posiadała też swojej świątyni ani cmentarza. Sama nazwa wsi pochodzi od świerka. Zapewne musiały tutaj występować w znacznej liczbie, co też dziwi bo okolice przełęczy Dukielskiej nie są przez te drzewa lubiane.

Dopiero w XIX wieku zaczęło się tutaj "coś dziać". Otóż odkryto tutaj złoża ropy naftowej, powstały dwie kopalnie - jedna w 1875 roku, druga w 1881. Obydwie należały do spółki, której członkiem był znany dobrze wszystkim Ignacy Łukasiewicz.

Niewiele się tutaj zmieniało na przestrzeni lat - w roku 1880 naliczono 158 mieszkańców, w tym 148 Rusinów. Ziemia, podobnie jak w sąsiedniej Wilszni nie była zbyt urodzajna. Pewne źródło dochodu dawały okoliczne lasy, mieszkańcy znaleźli też zatrudnienie w przemyśle naftowym.

Wielka Wojna przyniosła do Smerecznego zniszczenie. Austriacy wysiedlili mieszkańców do sąsiednich wiosek, a większość zabudowań spalili. Wieli Smereczan opuściło wioskę wraz z wojskami rosyjskimi w 1915 roku - obawiali się szykan ze strony władz C.K. Ciekawe były ich dzieje, wielu z nich trafiło na prawdę daleko od domu. I tak ludzie tułali się po Ukrainie, Syberii, Sycylii (!), Albanii, Azji Środkowej.. Powrót każdego "wygnańca" był dla wioski małym świętem - tańczono przy cygańskiej muzyce, śpiewano i opowiadano swoje przygody.

Czy iść od strony Wilszni, czy od Tylawy, natkniemy się na bobrowiska

to akurat z wiosennej pory 

W latach 30 XX wieku Smereczne, podobnie jak i Mszana oraz Wilsznia przeszło na prawosławie. Tutaj z kolei pojawia się kwestia świątyni prawosławnej. Wiele przewodników nadmienia o istnieniu obiektu, ale "nie wiadomo gdzie". Smereczne było mała wsią, ubogą, podobnie jak i pobliska Wilsznia. Bardziej prawdopodobne wydaje się, że mieszkańcy mogli korzystać z czasowni w Wilszni właśnie, być może nawet mogli udzielić wsparcia przy samej budowie obiektu. Na terenie Smerecznego nie ma żadnych śladów, żadnego cerkwiska - a takie obiekty w pamięci się zachowywały, nawet jeśli ówczesna sytuacja polityczna temu nie sprzyjała. Jednak nie można przesądzać sprawy - może w przyszłości ktoś tą kwestię rozwiąże?

Wybuch II wojny światowej nie zapowiadał kataklizmu. Okres okupacji był raczej spokojny, chociaż uciążliwy (prace przymusowe, kontyngenty żywności). Niemcy wznieśli w Smerecznym strażnicę graniczną, dość dobrze umocnioną. W okolicy z kolei działała Armia Krajowa (oddział J. Czuchry "Orskiego"). Co ciekawe, podczas budowy strażnicy i regulacji biegu potoku wykorzystano jako materiał macewy z dukielskiego kirkutu - część z nich trafiła do Muzeum Kultury Ludowej w Zyndranowej. W 1944 roku AK próbowała zdobyć kasarnię, jednak po kilku godzinach walki oddział musiał się wycofać.

Kaplica z dzwonem, postawiona w 2006 roku

I tablica z nazwiskami ofiar walk w 1944 roku

Gdy w 1944 roku front się zbliżał, Niemcy opuścili wieś. Jednak radość mieszkańców była przedwczesna - w 2 połowie września 1944 roku powrócili, przygotowując wieś do obrony. Walki były bardzo zacięte. Ostrzał artyleryjski, bombardowanie z powietrza, wykorzystanie broni pancernej - wszystkie te czynniki doprowadziły do zniszczenia wsi. Większość mieszkańców zdołała się schronić w sąsiednich wioskach (Mszana, Olchowiec) ale 13 osób zginęło. Po zakończeniu walk ukazał się powracającym straszliwy widok - zniszczone domostwa, sady, wybite zwierzęta. Nie było do czego wracać, i większość wyjechała w 1945 roku do ZSRR. Nieliczni, którzy jednak postanowili pozostać, w 1947 roku zostali wysiedleni na zachód. Wieś przestała istnieć.

Po wojnie tereny wsi z wolna porastały samosiejkami, jednak w latach 80 teren ten przejął zakład "Igloopolu" z pobliskiej Mszany. Rekultywacja gruntów pozacierała resztę, i tak nikłych śladów po wsi.
Dzisiaj niewiele nam mówi, że kiedyś była tutaj wioska.

Cerkiew w Tylawie, widziana z drogi do Smerecznego

Przy starej drodze można zobaczyć stary krzyż przydrożny, wykuty w Krośnie przez niejakiego W. Dudka w 1894 roku. Dotrzeć do niego jest najłatwiej, idąc od granicy MPN - dokładniej od tablicy z mapą. Wtenczas trzeba iść łąkami na wprost, i jest duża szansa by wiosną lub jesienią go odnaleźć.
Krzyż jest wysoki, częściowo remontowany. Charakterystyczna jest czaszka Adama u stóp Chrystusa - przeglądając internet, zauważyliśmy że właśnie ten element najbardziej ludzi interesuje.

Kilkadziesiąt metrów od krzyża znajdują się ruiny strażnicy niemieckiej. Dość dobrze zachowane ruiny zniszczyli pracownicy Igloopolu w latach 80. Do dziś przetrwały tylko resztki kaponiery. Jednak wiadomo jak strażnica wyglądała, bo zachowały się jej zdjęcia.

W 2006 roku, przy obecnej drodze gospodarczej prowadzącej ze Smercznego do Tylawy postawiono drewnianą kaplicę z dzwonem. Bardzo podobny obiekt stoi również w Regietowie. Planowano ustawić takie kaplice też w innych nieistniejących wsiach, ale chyba zaniechano tego projektu. Przy kaplicy postawiono pamiątkowy głaz z m. in. nazwiskami osób, które zginęły podczas działań wojennych.

Pozostałości kasarni - znajdują się niedaleko krzyża

tak sobie do Wilszni można przyjemną drogą iść...

Przez wieś prowadzi żółty szlak pieszy Tylawa - Olchowiec - Baranie. Bardzo przyjemna trasa, chociaż np. w Smerecznym błotnista droga, pracowicie rozgniatana przez maszyny skutecznie potrafi człowieka sponiewierać. Ale takie już uroki gór - kto nie lubi, niech nie idzie ☺ Oczywiście żartujemy.
Jest jeszcze jeden szlak. Rowerowy, wiodący tą samą trasą co i szlak pieszy. Zanim się nim wybierzecie dobrze się zastanówcie - bo ta trasa jest wymagająca - potrzeba nie tylko dobrego sprzętu, ale i kondycji. Wędrując tędy spotykaliśmy cyklistów, goniących ostatkiem sił i z nadzieją w oczach pytających czy dalej "jest lepiej". Otóż nie było. Tak więc bezpieczniej jest jednak przejść się z plecakiem.

Widok z przełęczy między Wadernikiem i Kamiennikiem

Latem łąki w Smerecznym pięknie pachną ziołami..

Ze wspomnianej w tekście przełęczy (między Wadernikiem i Kamiennikiem) roztacza się całkiem ładny widok - chociaż nie zobaczycie stąd Tatr. Niemniej warto wejść, tym bardziej że nie wymaga to jakiegoś dużego wysiłku. Idąc szlakiem, można zobaczyć w tej okolicy dwie kopanki ogrodzone żerdziami. W dolinie, już bliżej Tylawy można zobaczyć bobrowe tamy, żeremia, jeziora.. I mimo ludzkiej działalności, mają się tam chyba dobrze.

Kończąc, chcieliśmy Wam polecić gorąco te okolice. Spacer z Tylawy przez Smereczne (lub też z Olchowca) sprawia na prawdę dużo frajdy. Można podziwiać przyrodę, piękne widoki, zobaczyć ślady po dawnych mieszkańcach, a także - przejść do refleksji nad sensem prowadzenia wojen...



Koniecznie zapraszamy!

Pozdrowienia.





Źródła inf.:

Kłos S., 2010, Krajobrazy nieistniejących wsi
Grzesik W., Traczyk T., Wadas B., 2012, Beskid Niski od Komańczy do Wysowej
Luboński P. (red.), 2012, Beskid Niski, przewodnik prawdziwego turysty







niedziela, 3 grudnia 2017

Nowica

Witajcie,

zapraszamy Was na spacer po pięknej łemkowskiej wiosce, leżącej nieco na uboczu obecnej cywilizacji.  Zachowało się tutaj wiele starych, pięknych chyż, jest ładna, drewniana cerkiew, kamienne krzyże. Zapraszamy do Nowicy.

Jeden z piękniejszych krzyży, które można podziwiać po drodze

W lecie jest tutaj na prawdę pięknie

Wioska leży w dolinie potoku Przysłup. Od północnej strony wioska opiera się o stoki potężnego pasma Magury Małastowskiej. Od południa wieś wspina się na kilka wzgórz, m. in. Wierch (620 m n.p.m.). Od wschodu wieś sąsiadowała dawniej z miejscowością Przysłop (Przysłup), który teraz jest de facto jej częścią. Zachodnie granice wyznaczają lasy - ale niedaleko jest wieś Kunkowa.

Zaczniemy jak zwykle od historii:

Wioska istniała już w roku 1512 - świadczy o tym odnowiony dokument lokacyjn dla Uścia, w którym jest mowa, że granica terenów zależnych od Uścia sięga do Unowicy. Jednak osada została założona wcześniej, zapewne w 2 połowie XV wieku. Gdy w 1528 roku zatwierdzano nazwy 15 wsi (wiązało się to ze sporem rodów: Gładyszów i Branickich) znalazły się wśród nich także Uniewicze - dzisiejsza Nowica.
Wioska wchodziła w skład kresu klimkowskiego. W skład wspomnianej jednostki administracyjnej wchodziły też: Klimkówka, Leszczyny, Kunkowa, Łosie i Bielanka. Kres klimkowski powstał w 1599 roku z inicjatywy Jana Potockiego, który nabył te dobra od Samuela Branickiego.

Kaplica p.w. Zaśnięcia Bogurodzicy


Pomnik B.I. Antonycza

Wieś rozwijała się powoli. O tym, że wcześnie zbudowano we wsi cerkiew można domniemać na podstawie dokumentów sądowych z 1617 roku - wtedy to tutejszy kapłan uskarżał się, że wierni nie chodzą do cerkwi. Znaleziono na to skuteczny sposób - każdy kto nie uczestniczył w nabożeństwie, miał oddać do cerkwi pół funta wosku. Pomogło ☺

Mimo trudnych warunków bytowania przybywało w Nowicy mieszkańców. W roku 1785 mieszkało tutaj 390 osób, a na przełomie wieków XIX i XX było tutaj ponad 700 osób, w większości grekokatolickich Łemków.

Wieś nie była typowo rolniczą. Duży areał zajmowały.. nieużytki. Ale nic dziwnego, ziemia jest tutaj nieurodzajna, strome stoki i nieurodzajna gleba również nie sprzyjają rolnictwu. Podstawą utrzymania się mieszkańców była sprzedaż wyrobów drewnianych. Mieszkańcy Nowicy (a także Kunkowej i Leszczyn) słynęli z tego na całą okolicę. Słynne były nowickie łyżki - węgierskie, a potem także warszawskie. Łyżki te sprzedawali mieszkańcy sami, bądź też "pośrednikom", którzy rozpowszechniali je dalej na targach i w miastach. Oprócz łyżek robiono tutaj także m. in. tłuczki do ziemniaków, fujarki, wałki do ciasta czy gonty. Zajmowano się także bednarstwem - powstawały więc beczki, maślnice i inne przedmioty codziennego użytku.  Do dziś można w Nowicy zobaczyć (w domu obok cerkwi) jak powstawały łyżki, i do dziś są one w Nowicy produkowane, chociaż oczywiście nie na taką skalę jak dawniej.

Wieś należała do największych w okolicy, niestety, w XIX wieku była też chyba najbiedniejszą. Trudno było mieszkańcom związać koniec z końcem. Zaczęła się więc emigracja zarobkowa - wyjeżdżano na Węgry do pracy przy żniwach, do Ameryki, do Rosji czy nawet do Mitrovnicy w Sławonii. Część z nich wracała po jakimś czasie z majątkiem (lub bez), część pozostała za granicą na stałe.
W 1860 roku zbudowano w Nowicy szkołę. Wedle inspekcji była ponoć bardzo licha, a sam nauczyciel też nie miał kwalifikacji, by uczyć - ukończył kilka klas szkoły. Pensja nauczycielska nie pozwalała mu wyżyć, dorabiał więc jak inni mieszkańcy - wyrabiając drewniane przedmioty.
Jeszcze trudniej było w latach Wielkiej Wojny. Już w 1914 roku kilku mieszkańców trafiło do obozu w Thalerhoffie. Ale to nie był koniec problemów - w niedługim czasie w rejonie Magury Małastowskiej zaczęto toczyć zacięte walki. Zarówno wojska rosyjskie jak i austro - węgierskie zachodziły do okolicznych wsi po żywność czy materiały codziennego użytku. Sroga zima tylko dodawała cierpień mieszkańcom. Względny spokój przyszedł dopiero w maju 1915 roku, gdy wojska państw centralnych zepchnęły armię rosyjską w ramach bitwy pod Gorlicami. Pamiątką po tych wydarzeniach są cmentarze zlokalizowane na stokach pasma Magury Małastowskiej, a także pozostałości umocnień, i znajdowane od czasu do czasu przedmioty związane z wojskiem - łuski, klamry, sprzączki, bagnety...

Chyże, spichlerze, piwnice - wiele starych budynków można w Nowicy podziwiać do dzisiaj



Po wojnie wieś stawała powoli na nogi. Powstała tutaj olejarnia, swoje wyroby mieszkańcy nadal sprzedawali na targach, chociaż ze względu na nową granicę państwa nie trafiały one już raczej na południe. W okresie międzywojennym otwarto w Nowicy sklep, gdzie można się było zaopatrzyć w podstawowe produkty.
Przed II wojną we wsi mieszkali też Cygani (2 rodziny), zajmujący się kowalstwem i grający po weselach. Znajdującą się tu karczmę prowadził (a jakże!) miejscowy Żyd. Przed wybuchem wojny mieszkańcy pracowali przy budowie umocnień na stokach Magury Małastowskiej. Nie dokończone fortyfikacje nie zostały wykorzystane - rozebrali je potem Niemcy, a po części i okoliczni mieszkańcy.
W czasie okupacji działała w Nowicy komórka PPR. Została przez hitlerowców rozpracowana, a aresztowani członkowie zginęli potem w jasielskim więzieniu. Po wkroczeniu na te tereny Armii Czerwonej wo wojska zmobilizowano 38 mieszkańców - 7 osób z frontu już nie wróciło. Do wsi w 1944 roku zaglądali czasem sowieccy dywersanci - spadochroniarze. Wylądowali oni w rejonie obecnego schroniska PTTK i ukrywali się w lasach, przychodząc czasem do wsi po żywność.

W 1945 roku pojawili się w Nowicy sowieccy agitatorzy, zachęcający do wyjazdu na Ukrainę. Nowica była jedną z tych nielicznych wsi, gdzie spotkali się z entuzjazmem. Wyjechała większość mieszkańców, we wsi zostało tylko 15 rodzin. Ale bardzo szybko następowały powroty, bo sytuacja na Ukrainie wcale nie była lepsza niż w ich rodzinnej wiosce...
Niestety, w 1947 roku wieś została wysiedlona w ramach Akcji Wisła, a mieszkańcy trafili na tzw. Ziemie Odzyskane. Gdy jednak nadarzyła się możliwość powrotu w rodzinne strony, skorzystało z tego kilkanaście rodzin. Dziś stanowią sporą część mieszkańców.

Bramka do cerkwi 

i sama cerkiew...


Jest tu też oczywiście wielu przyjezdnych, żyjących jednak w harmonii i z tutejszą społecznością, i z naturą. Chociażby Szymon Modrzejewski, twórca NGK Magurycz, kontynuator dzieła grupy "Nadsanie". Mieszka w chyży koło cerkwi. To on opiekuje się kamieniarką, nie tylko na terenie Beskidu Niskiego czy Bieszczad. Gdyby nie działania Szymona i jego przyjaciół, wolontariuszy, dziś zapewne wiele pięknych krzyży czy kapliczek nie cieszyło naszych oczu. Ale tacy ludzie tworzą klimat Nowicy. Bo Nowica ma wyjątkowy klimat - oprócz Magurycza działają tutaj i inne jednostki kulturalne. Jest izba żywej pamięci, gdzie można podziwiać proces tworzenia słynnej nowickiej łyżki, działa zespół muzyczny, jest "Archiwum Nowica-Przysłup", corocznie odbywa się festiwal teatralny "Innowica". Wieś żyje, i się rozwija. Chociaż dopiero w latach 90 wylano asfalt, w latach 70 podciągnięto prąd, a autobusów nie ma do dzisiaj. Ale wieś żyje.

A co turysta tu może zobaczyć? Dużo, bardzo dużo.
Idąc drogą od przełęczy Małastowskiej do Leszczyn zobaczyć można wiele starych chyż, po części wyremontowanych przez przyjezdnych mieszkańców. Bardzo to piękny widok, można sobie wyobrazić jak wyglądała dawniej taka górska łańcuchówka. Przetrwał też do dzisiaj budynek dawnego sklepu - jeszcze jakiś czas temu można tu było kupić podstawowe artykuły, dzisiaj już niestety nie funkcjonuje.
Są i przydrożne krzyże i kapliczki. Podobnie i na dwóch wiejskich cmentarzach można podziwiać kilkanaście starych krzyży wykutych z piaskowca przez kamieniarzy z Bartnego.
Jest kaplica p.w. Zaśnięcia Bogurodzicy z roku 1889, obecnie użytkowana przez Bractwo Młodzieży Grekokatolickiej "Sarepta" z Gładyszowa. Kaplica jest drewniana, kryta blachą, wewnątrz jest ołtarz z  obrazem Koronacji Matki Bożej. Co roku, 28 sierpnia odbywa się tutaj odpust. Wtedy to m. in. święci się w wodę z pobliskiego źródełka, uznawanego za święte.
Przed kaplicą stoi skromny pomnik upamiętniający Bohdana Igora Antonycza, wybitnego poetę łemkowskiego.
Obok wspomnianej kaplicy znajduje się budynek dawnej plebanii, obecnie użytkowany również przez "Sareptę"/
Nasz ulubiony widok...


Dawniej był tutaj sklep

Idąc dalej, dotrzecie do cerkwi p.w. Św. Paraskewy. Świątynię wzniesiono w 1842 roku na miejscu poprzedniej cerkwi. Ma typową zachodnio-łemkowską bryłę z wieżą nad babińcem. Dach kalenicowy, kryty blachą. Ze względu na warunki terenowe nie jest idealnie orientowana. Po 1947 świątynię przejął kościół rzymskokatolicki, po 1956 roku od czasu do czasu odbywały się tu greckokatolickie nabożeństwa. W latach 80 świątynia powróciła do wiernych kościoła greckokatolickiego. W środku zobaczyć można m. in. XVIII - wieczny ikonostas. Obiekt remontowano gruntownie w 1925 roku za pieniądze uzyskane ze sprzedaży 200 drzew z lasu gromadzkiego - wtedy to właśnie dach pokryto blachą. Polichromię wykonano w roku 1927.
Obok niej znajduje się drewniana, XIX - wieczna kostnica.
Co ciekawe, w 1909 roku urodził się w Nowicy (zm. 1937) Bohdan Igor Antonycz - wybitny poeta piszący w języku ukraińskim. Chociaż dorastał poza Łemkowyną, to jednak w jego twórczości można dostrzec przywiązanie do rodzinnej ziemi. Jego ojciec Wasyl nosił pierwotnie nazwisko Kit (Kot).

Ciekawostką jest fakt, że w 2000 roku otwarto w Nowicy najmniejszą w Polsce Niepubliczną Szkołę Podstawową - wtenczas liczyła... 2 uczniów! Od 2005 zarządzana jest przez Zjednoczenie Łemków.

tutaj znajduje się Święte Źródełko

I wspomniana łyżka


Trudno jest właściwie opisać Nowicę. To miejsce wyjątkowe. Przetrwał tutaj duch dawnych czasów, pamięta się dawne dzieje sprzed wysiedleń. Idąc drogą miniecie wielką drewnianą łyżkę - symbol upamiętniający dawnych łyżkarzy z Nowicy. Warto tutaj wracać - dla pięknych zabytków, dla spokoju, dla piękna okolicznej przyrody.
Mamy nadzieję, że i Wy tutaj zawitacie. Koniecznie pieszo lub rowerem!

Mamy nadzieję, że wpis Wam się spodobał. Pozdrawiamy!





Źródła inf.:
Grzesik W., Traczyk T., Wadas B., 2012, Beskid Niski od Komańczy do Wysowej
www.nowicaprzyslup.pl
Luboński P. (red.), 2012, Beskid Niski, przewodnik dla prawdziwego turysty
szlak.fio.org.pl
gorlice.naszemiasto.pl

niedziela, 19 listopada 2017

Oczami wędrowca - Ciechania

Witajcie!

Chcieliśmy dziś zabrać Was na spacer po wyjątkowym miejscu. Wyjątkowym tym  bardziej, że nie otwartym dla masowego ruchu turystycznego.
Kiedyś była tutaj ludna wioska, stały cerkwie, na cmentarzach modlono się za tych, co odeszli. Ludzie tutaj żyli. Wystarczyła jednak wojna, by wymazać to miejsce z ludzkiej pamięci... Dzisiaj królują tutaj drzewa, ptaki i ... misie.
Zapraszamy na spacer po Ciechanii.

Tereny wsi znajdują się na uboczu, w dolinie ukształtowanej przez potoki Zimna Woda i Hucianka. Od północy wioska sięgała niemal drogi z Krempnej do Ożennej, a od południa - dochodziła prawie do granicy państwowej. Od wschodu i zachodu zamykały ją wzgórza - Nad Tysowym (713 m n.p.m.) oraz bezimienne o wys. 688 m n.p.m.

Tychania na pierwszej mapie von Miega (1763-87) /źródło: www.mapire.eu/

Przejdziemy jak zwykle do historii:

Nie bardzo wiadomo, kiedy lokowano osadę. Tychania, bo tak brzmi jej "oryginalna" nazwa istniała już w XVI wieku (wzmiankowana po raz pierwszy w 1581 roku) i była wtenczas własnością słynnego rodu Stadnickich. Nazwę można tłumaczyć jakie ciche miejsce, zacisze. I na prawdę nie wiemy kto zajmował się "przekładem" nazw oryginalnych na polskie, ale Tychanią / Ciechanią obszedł się paskudnie... Ale nie jest to jedyna taka sytuacja - na mapach z XIX wieku również widnieje nazwa Ciechanie.

Listopad 2015 roku witał nas gęstą mgłą...

Niewiele wiadomo o dziejach tej wioski w jej początkowym okresie. Ulokowana bowiem na uboczu, otoczona lasami, nikogo specjalnie nie interesowała. Mieszkańcy mieli dość dobry kontakt z sąsiadami z Węgier (obecnie Słowacja) przez przełęcz Tepajec wiodła droga do Havranca. Chociaż bliżej na pewno było do Żydowskiego czy do Ożennej. Wedle tzw. pierwszej mapy von Miega w Tychanii (na mapie Tychin) działały wtenczas dwa młyny wodne, wiodły stąd drogi m. in. do Polan czy Żydowskiego. Była to więc lokalizacja strategiczna. Kilka wieków później niestety to dostrzeżono.. Wieś spokojnie się rozwijała, przybywało mieszkańców. Dużo trudności wiązało się z komunikacją, bowiem miejska droga była bardzo podła, i jak to często na Beskidzie Niskim - prowadziła częściowo korytem strumienia, częściowo podmokłym terenem.
W XIX wieku wieś była własnością braci Thonet z Wiednia. Okoliczne lasy zapewne po części zaopatrywały ich tartaki i fabryki mebli. Wedle spisu z 1880 roku, żyło tutaj 340 grekokatolików (Rusinów - Łemków). Była to więc nie najmniejsza wioska.

Krzyż przydrożny z 1906 roku
W tym roku niestety krzyż upadł

To były czasy spokojne dla mieszkańców, chociaż życie w górach trudne, a mieszkańcy żyli biednie. Ziemia tutaj nie nadawała się zbytnio do uprawy, pozostawała hodowla, oraz rozsądne wykorzystywanie lasów, a także praca zarobkowa poza wsią - na Węgrzech, lub też w Ameryce.
W Ciechani mieściła się siedziba parafii grekokatolickiej, do której należało także Żydowskie. Ostatnią świątynię unicką wzniesiono tutaj w roku 1790. Jednak Cerkiew istniała tutaj wcześniej - widać ją chociażby na pierwszej mapie von Miega. Wspomniana świątynia należała do typu zachodnio - łemkowskiego. Była drewniana, trójdzielna, orientowana, nad babińcem wznosiła się dzwonnica. Dach kalenicowy, kryty blachą. Przy cerkwi oczywiście ulokowano cmentarz, a nieco wyżej drugi. Od 1880 roku niewiele zmieniła się liczba mieszkańców - w 1900 roku było ich 453, mieszkających w 75 domach. Zresztą liczba mieszkańców potem spadła -w 1898 było tutaj 414 mieszkańców (w tym 4 Polaków).

Bobrowe królestwo...
Blokada na drodze :)


Spokój minął w roku 1914. Wybuchła Wielka Wojna, wkrótce wojska austro - węgierskie cofały się pod naciskiem oddziałów carskich. Jednak wkrótce dostrzeżono wielkie znaczenie przełęczy beskidzkich - wiodła nimi droga do Budapesztu, droga do Nizin Węgierskich, na których armia rosyjska, chociaż mocno dotychczas obita, mogła "rozwinąć skrzydła" i zmusić Austro - Węgry nawet do wycofania się z wojny. Walki więc w tym rejonie były ciężkie, i nie oszczędziły także Tychanii. Zabudowa mieszkalna została niemal kompletnie zniszczona, przetrwała tylko cerkiew. Jednak po 1915 roku, kiedy to odepchnięto Rosjan, sytuacja się ustabilizowała i można było myśleć o odbudowie. Sprawa nie była prosta. W roku 1918 odrodziła się Polska, ówczesnemu pokoleniu Rusinów już kompletnie nie znana. Granica oddzieliła ich od Czechosłowacji, a nowe państwo zmagało się z wieloma problemami - scaleniem trzech zaborów, odbudową nowego kraju, i z sąsiadami, chcącymi szybko zetrzeć wschodzące państwo. Mieszkańcy gór musieli więc radzić sobie sami. I udało się w ciągu kilku lat wieś odbudować.

Fundamenty PGR-owskiej owczarni. We mgle drzewa - tam są ruiny strażnicy niemieckiej
Po samej strażnicy pozostało niewiele

Zmiana państwa niewiele wniosła w życie mieszkańców. W Ożennej i Polanach działały strażnice SG (potem KOP), i utrudniały swobodną komunikację z Rusinami ze Słowacji - trzeba było poruszać się przejściami granicznymi , mieć przepustki etc. Jednak mieszkańcy zajmowali się tym co dotychczas. Ważniejsze wydarzenia miały tutaj miejsce w 1928 roku. Część mieszkańców, około 1/3 przeszło na prawosławie. Ponieważ wyznawcy prawosławia nie mogli korzystać z unickiej cerkwi, postawili własną świątynię - czasownie, w której odbywały się nabożeństwa. Dobre dotychczasowe relacje popsuły się. Pogorszyły się jeszcze po tragicznym zajściu - w roku 1929 zorganizowani sprawcy napadli na unicką plebanię w Tychani, i zamordowali księdza Danyiła Pyroha oraz jego córkę Marię (w niektórych źródłach spotyka się też imię Olga, chociaż na nagrobku wyryto to pierwsze imię). Grekokatolicy posądzili o udział w zajściu wyznawców prawosławia, a Ci z kolei zrzucali winę na Polaków z Huty Polańskiej. Do końca sprawy nigdy nie wyjaśniono. Mówiono, że mordercy mogli pochodzić z Havranca, a według innej wersji - z Krakowa...
W roku 1931 naliczono we wsi tylko 396 osób i 65 domów.
Na cmentarzu przycerkiewnym


Po samej cerkwi z 1790 roku niewiele pozostało

W roku 1939 wybuchła kolejna wojna światowa. Mieszkało tutaj wtenczas 5 Polaków i 425 Łemków (dane prawdopodobnie zawyżone). Już od 1 września w okolicy toczono potyczki - to oddziały słowackie ostrzeliwały pograniczników. Jednak czas okupacji przeszedł w miarę spokojnie. W Ciechanii na stałe ulokowano placówkę Grenzschutzu - zbudowano tutaj strażnicę, której ruiny jeszcze kilka lat temu były zauważalne. Złe dopiero miało nadejść.. W roku 1944 w okolicach toczono ciężkie walki - Armia Czerwona próbowała przebić się na Słowację, by wspomóc powstanie przeciwko Niemcom. Jednak wojska niemieckie solidnie przygotowały się do obrony, a jesienna pora (wrzesień) i ogólne zmęczenie oddziałów Armii Czerwonej nie ułatwiały zadania. Ciechania była jednym z rygli pozycji niemieckich, chroniła ważne dla okupanta w tym rejonie drogi m. in. na Jasło. Stąd walki tutaj były zaciekłe. Artyleria, czołgi, lotnictwo... Z Ciechanii pozostała tylko postrzelana cerkiew, zabudowa mieszkalna spłonęła. Mieszkańcy mieli w pamięci jeszcze walki Wielkiej Wojny, ledwie odbudowali swoje domostwa, a tymczasem historia się powtórzyła!
Drugi raz mieszkańcy nie podjęli trudu odbudowy wsi. Skorzystali z okazji, i wyjechali dobrowolnie na Ukrainę w 1945 roku. Wszak tyle im obiecywali komisarze radzieccy.. Zapewne jednak nad tą dobrowolnością można deliberować..
Nie wiadomo kiedy i ilu mieszkańców wyjechało, bo Ciechania nie figuruje w żadnych dokumentach komisji repatriacyjnej...

Grób ks. Danyiła Pyroha i jego córki - przed remontem
I ten sam grób po tegorocznym remoncie

Po wojnie działał tutaj PGR w Ożennej, pobudowano tutaj fermy i owczarnie. Po upadku PGR tereny przejął słynny Igloopol, który jednak również przestał działać. Dzięki owym gospodarstwom Ciechania nie zarosła lasem, przetrwały liczne łąki.
W roki 1995 teen wsi włączono w granice MPN. Szybko dostrzeżono bogactwo przyrodnicze tych rejonów. Z tego powodu w roku 2005 zamknięto dolinę Ciechani dla ruchu turystycznego, a prowadzący tędy niebieski szlak graniczny przesunięto do Ożennej. Wywołało to wielką wojnę między dyrekcją MPN a rzeszą turystów. Sami w sumie trochę tym faktem się martwiliśmy. Ale po odwiedzeniu doliny sami jesteśmy za ograniczeniem ruchu turystycznego w tym rejonie. Stał się on ostoją dla wielkich drapieżników, m. in. niedźwiedzi, ale także dla drapieżnych ptaków, w tym słynnych orlików - na okolicznych łąkach znajdują dużo pożywienia. Bogata jest fauna bezkręgowców. Zobaczyć tu można i wrzosowiska, i torfowiska, jak również wilgotne łąki. Dodatkowo okoliczne lasy, mają w dużej mierze naturalny charakter, a wiele drzew ma ponad sto lat. Obszar ten należy do najcenniejszych obszarów przyrodniczych w parku. Jest to też wyjątkowo piękne miejsce, idąc doliną można zasmakować.. raju 😊
Na cmentarzu wiejskim - zdjęcia "świeże" (2017 r.)



Tutaj mocno już poszczerbiony Św. Mikołaj

To miejsce na prawdę zasługuje na ochronę. Tu zobaczycie prawdziwe królestwo bobrów - i nawet nie przejdziecie przez nie suchą stopą. Tu podziwiacie piękne krajobrazy, kwieciste łąki, fruwające ptaki, motyle. Świeże powietrze, potężne wiekowe drzewa - wszystko to łączy się w coś nieprawdopodobnego, wyjątkowego. Dlatego też (naszym zdaniem) masowy ruch turystyczny w tym regionie zakłóci spokój tej doliny. I chyba obecna opcja, tj. kilkakrotna możliwość odwiedzenia doliny w roku jest odpowiednia. No może ewentualnie weekendy jeszcze można by w to włączyć, ale pod dużymi obwarowaniami, w tym odnośnie liczby odwiedzających. Ale to oczywiście nasza opinia. I tu od razu zaznaczamy - wchodzimy tam tylko na początku listopada, kiedy jest to legalne. I mimo nieciekawej pogody - nigdy nie żałujemy.

W tym roku mgła była łaskawsza..

gdzieniegdzie można jeszcze zobaczyć ślady po dawnej zabudowie

Wróćmy do Tychanii /Ciechanii. Co pozostało po dawnej wsi?

Do Ciechanii wejść można od  strony drogi Krempna - Ożenna. Tam można pozostawić ewentualnie pojazd, i zejść sobie spokojnie na dół. Schodząc, zobaczycie po prawej stronie piękny krzyż przydrożny z 1906 roku. Jedyny, jaki ocalał. Niestety w tym roku upadł, ale są ponoć plany by w 2018 roku go odrestaurować. Oby!

Z rana mgły jeszcze nie pozwalały na dalekie obserwacje

Idąc dalej, zobaczycie piękne jeziorka bobrowe - liczne tamy na potoku mocno zmieniły krajobraz i warunki. Nawet drogą przepływa woda, i chcąc nie chcąc, trzeba się w niej wykąpać. Ale warto, bo po wyjściu na wzniesienie zobaczycie wspaniałe widoki - łąki, łąki, dalej lasy.. Zobaczyć też można ruiny dawnej strażnicy niemieckiej - kilka lat temu wedle oglądanych przez nas zdjęć jeszcze sporo budynku było zachowanego. Dzisiaj o miejscu tym bardziej wspominają tylko rosnące tu kępą drzewa, dziury i wyniesienie terenu. Bardzo szkoda że obiekt rozebrano, prezentował się na pewno ciekawie.. Obok, tuż przy drodze pozostały fundamenty owczarni z okresu powojennego...
Jeśli pójdziecie dalej, to wkrótce zejdziecie do doliny. Po lewej stronie, na stokach wąwozu zobaczycie sztucznie podwyższony teren, zniwelowany, z całkiem pokaźną, chociaż częściową zawaloną piwniczką. Jest to miejsce po dawnej plebanii unickiej. Musiał to być znaczny budynek.. Na prawo od niej, za potokiem, jakieś kilkadziesiąt metrów od drogi zobaczycie kępę starych drzew. Tam kiedyś stała cerkiew unicka p.w. św. Mikołaja. Rozebrano ją po wojnie.. Do dziś zachowały się ślady podmurówki. Obok jest kilka nagrobków kamiennych, mocno podniszczonych. Jest tu też grób wspomnianego parocha i jego córki, zamordowanych w latach 30. W tym roku go odnowiono i zabezpieczono. Upodobał go sobie bowiem ... borsuk, i w jego wnętrzu wykopał norę. Jest tu też metalowy krzyż. Przez jakiś czas wisiała na nim tabliczka z informacją, że spoczywają tutaj polegli czerwonoarmiści. Jednak obecnie tabliczki tej już nie ma.


Terenowa Stacja MPN 

Powyżej cmentarza przycerkiewnego znajduje się cmentarz wiejski. Na nim również zobaczycie kilka pięknych nagrobków, chociaż mocno zniszczonych, noszących ślady walk toczonych tu w 1944 roku. Warto zapalić świeczkę, pomodlić się.
Wracamy na drogę. Odnośnie drogi - budowano ją już po wojnie (w latach 60 lub 70). Nie były to proste prace, ponoć koparki co rusz trafiały na niewypały, amunicję strzelecką, miny. Droga wiejska była mniej regularna, szła często doliną... Ale idąc nową drogą dojdziecie aż do chatki MPN. Jest to terenowa placówka badawcza. Po drodze mija się stare jabłonie, przyczółki mostu.. Koło stacji badawczej stały dawniej budynki PGR, w latach 90 rozebrane. Po przejściu nieco dalej dochodzimy do ostoi niedźwiedzia brunatnego - informuje nas o tym tabliczka. Dalej już nie idziemy...



Największe wrażenie na człowieku tędy wędrującym robi... cisza. Jest tu bardzo cicho. Nie słychać tu samochodów, pił leśnych, krzyków. Czasem śpiewają tylko ptaki, zachrzęści gałązka pod nogą zwierzęcia, kraczą gawrony i kruki. Szumi woda w potoku, szeleszczą pod butami opadłe liście.
Tutaj można poczuć namiastkę prawdziwej, nieskażonej natury. Park dba o te tereny - regularne wykaszanie chroni łąki przed sukcesją, pracownicy oczyszczają też cmentarze. Miejsce ogólnie spokojne, i takie powinno zostać.
Czy polecamy Ciechanię turystom? Nie. Bo to nie jest miejsce dla osób szukających atrakcji turystycznych, ale dla tych, którzy lubią ciszę, spokój i odludzie pozbawione dróg i mostów. Nie jest to miejsce dla dużych ekip, które chcą swobody - tutaj przyroda wyznacza własne prawa. I trzeba ich przestrzegać.

Mamy nadzieję, że wpis się Wam spodobał. Zapraszamy do nas w przyszłości.

Pozdrawiamy!




Źródła inf.:

Grzesik W., Traczyk T., Wadas B., 2012, Beskid Niski od Komańczy do Wysowej.
Luboński P., (red.), 2012, Beskid Niski, przewodnik dla prawdziwego turysty.
Kłos S., 2010, Krajobrazy nieistniejących wsi.
www.grupabieszczady.pl
www.beskid-niski-pogorze.pl
www.cerkiewne.tematy.net
www.apokryfruski.org
pl.wikipedia.org