Zanim wejdziesz, przeczytaj :)

1) Materiały wykorzystane przez nas ( zdjęcia, rysunki, opisy ) służą tylko celom dydaktyczno - informacyjnym, nie czerpiemy z działalności żadnych korzyści. Wykorzystujemy materiały zarówno własne, jak również pozyskane w internecie, lecz tylko by ukazać czytelnikom piękno naszego świata :). Materiał internetowy pozyskujemy legalnie (nie jest on zastrzeżony prawami autorskimi, pochodzi ze źródeł masowych i edukacyjnych) - nie kradniemy niczyjej pracy. Jeśli jednak znajdziesz u nas swoje materiały bez wyraźnej zgody (mogło zdarzyć się niedopatrzenie z naszej strony) i poczujesz się urażony - prosimy, poinformuj nas, a natychmiast znikną one z naszych łamów :)
2) Blog nie ma charakteru naukowego. Jest to strona popularyzatorska. W miarę naszych możliwości (i ponieważ historia to nasze hobby) staramy się jak najwięcej umieszczać informacji historycznych oraz korzystać z literatury tematycznej, niemniej nie gwarantujemy "nieomylności" :)
3) Ilustracje opatrzone znakiem wodnym są naszą prywatną własnością. Jeśli znalazłeś tutaj przydatną ilustrację - napisz do nas. Podobnie rzecz ma się z zamieszczanymi tekstami.

Komentarze

Ponieważ od dłuższego czasu jesteśmy zalewani masowo wielojęzycznym spamem w komentarzach, i Wasze wiadomości musimy z trudem wyłuskiwać, zawieszamy możliwość komentowania postów. Z braku czasu nie jesteśmy w stanie na bieżąco tego monitorować. Zawsze, w każdej sprawie możecie napisać do nas wiadomość e-mail bądź na fb. Dziękujemy, że jesteście z nami! :)

niedziela, 4 sierpnia 2019

Ropa, nafta, mazut - Bóbrka

Witajcie,
dziś chcieliśmy Was zabrać na wycieczkę do pewnego muzeum, ale nie byle jakiego. Nie wiem jak Wam, ale nam na hasło "muzeum" kojarzą się jakieś pomieszczenia pełne eksponatów. W sumie nie najgorzej, ale po jakimś czasie wieje nudą. Szczególnie jakby się chciało odwiedzić dane miejsce jeszcze raz i okazuje się, że nie zmieniło się nic. No dobrze, a co powiedzielibyście na spacer po świeżym powietrzu i przy okazji poznawanie historii? Brzmi o niebo lepiej, prawda? Zapraszamy do Muzeum Przemysłu Naftowego i Gazowniczego w Bóbrce.

Ekspozycja w Pawilonie Wystawowym


Zacznijmy jak zwykle od odrobiny historii. W Bóbrce przemysł naftowy rozpoczął się w roku 1954, kiedy to Ignacy Łukasiewicz, Tytus Trzecieski i Karol Klobassa-Zrencki założyli pierwszą na świecie kopalnię ropy naftowej. Co ciekawe i chyba najbardziej intrygujące zakład działa do dnia dzisiejszego. Oczywiście w nowoczesnej formie która rozwinęła się w  czasie zmian
technologicznych.

Warsztat


Najpierw był rów o długości 120 m i głębokości 120 cm, który wykopano w miejscu, gdzie zaobserwowano spore wycieki oleju skalnego. Łukasiewicz starał się unowocześniać przedsiębiorstwo korzystając z porad autorytetów w dziedzinie geologii i wiertnictwa. Dużym ułatwieniem stało się wprowadzenie wiercenia udarowego. Wiele sił ludzkich pozwoliła też zaoszczędzić maszyna parowa. Dzięki niej można było wiercić do 240 m  wgłąb.

Sam Łukasiewicz zaszywał się w laboratorium i próbował... Po jakimś czasie udało mu się uzyskać bardzo dobrą jakościowo naftę. Jego produkty rafineryjne znalazły się w sklepach w Tarnowie, Krakowie i Warszawie. Osobiście szerzył produkty "czarnego złota" biorąc udział w rozmaitych wystawach zarówno na arenie krajowej jak i międzynarodowej. Po jego śmierci pieczę nad kopalnią przejął Adolf Jabłoński, a później Zenon Suszycki.
Co ciekawe kopalnia została nienaruszona podczas wojennych zawieruch. W latach 50 - tych przeżyła renesans, gdyż odkryto nowe złoże ropy na fałdzie antykliny.

Liczniki gazowe przemysłowe

CPN :)

Jeżeli zaś chodzi o ekspozycję to jest bardzo ciekawa. Pokazuje nam jak na przestrzeni wieków zmieniał się przemysł naftowy. Jedną z najstarszych na świecie kopanek jest znajdującą się na terenie skansenu jest otwór o nazwie Janina. Eksploatuje się go już niemal od 140 lat, wydobywając dziennie 50-100 kg ropy naftowej. Pierwotnie miała ona głębokość 132 m. Otwór ten wykopano ręcznie. Następnie pogłębiono go za pomocą udaru do 250 m głębokości. Obecnie ropę wydobywa się za pomocą pompy wgłębnej, która jest napędzana przez kiwon.

Kopanka "Janina" z 1878 roku



Jedną z ciekawszych atrakcji jest budynek administracji tzw. dom Łukasiewicza. Znajduje się tu piękna kolekcja lamp naftowych i ekspozycja geologiczna. We wnętrzu budynku zrekonstruowano aptekę z czasów Łukasiewicza. Dzięki multimedialnym słuchowiskom można sporo dowiedzieć się o historii ropy i kopalni.

Dawna duma Gorlic


Bardzo ciekawa jest też drewniana kuźnia z 1856 r. W jej wnętrzu znajdują się stare wyposażenie kowalskie, oraz skórzany miech do podsycania ognia z lat 1890/1895.

Wartym uwagi jest też pomnik znajdujący się mniej więcej na środku. Został on ufundowany pzrez Łukasiewicza w 1872 r.

To zaledwie kilka elementów, które wydają się nam najciekawsze. Poza nimi jest oczywiście całe mnóstwo maszyn wiertniczych, kopalnianych, gazowniczych, rozmaitych liczników i wszystkiego co łączy się z przemysłem naftowym. Jest nawet stacja CPN :)

Grób nieznanego żołnierza z okresu II Wojny Światowej, ulokowany niedaleko muzeum

Wiertnica polsko-kanadyjska

Na wizytę w muzeum należy poświęcić właściwie cały dzień, bo na prawdę jest co zobaczyć. Dodatkowo niedaleko muzeum można zobaczyć funkcjonujące kiwony tłoczące z ziemi ropę naftową. Natomiast przy parkingu muzealnym znajdziecie grób nieznanego żołnierza Korpusu Czechosłowackiego, poległego tutaj w czasie walk w 1944 roku. A dla miłośników dawnych dziejów polcamy też odwiedziny niezbyt odległego, a rozległego grodziska zlokalizowanego na granicy Wietrzna i Bóbrki

W tym roku mija 165 lat powstania kopalni. Tym goręcej zapraszamy Was do odwiedzenia tego miejsca. Jest to naprawdę fantastyczne miejsce na spacer połączony z poznawaniem historii. My przynajmniej takie spacery lubimy najbardziej.


Źródła inf.:
bobrka.pl
skanseny.net
www.globtrotter.info

niedziela, 21 lipca 2019

Przez Roztocze Wschodnie - Kniazie

Witajcie!
Dzisiaj zamieramy Was "daleko" od tematów beskidzkich. Opuścimy na chwilkę Łemkowynę. Ba! Nawet wyruszymy poza tereny z Łemkami związane. Niemniej dalej pozostajemy w kręgach wschodnich.
Jeśli ktoś mówi o cerkwiskach, wyludnionych wsiach, samotnych krzyżach czy zarosłych cmentarzach - od razu na myśl przychodzą nam (i pewnie nie tylko nam) tereny Bieszczadów i Beskidu Niskiego. W latach 40 - tych XX wieku tereny te bowiem pozbawiono rodzimych mieszkańców, a wiele wsi wymazano właściwie z map. Jednak walki polsko - ukraińskie i późniejsze wysiedlenia naznaczyły również i inne tereny. Także i Roztocze, szczególnie zaś chyba Roztocze Wschodnie (Południowe).
Dzisiaj zabieramy Was do wioski Lubycza-Kniazie.
Zapraszamy do lektury.

Dzwonnica z Teniatysk, przeniesiona tu w 1988 roku.

Na "starym" cmentarzu. Dużo tu pięknych kamiennych krzyży

Kniazie to wioska położona w województwie lubelskim, w powiecie tomaszowskim. Od wschodu wieś sąsiaduje z miejscowością Lubycza Królewska - właściwie teraz jest niemal jej częścią.
Nazwa wsi pochodzi od określenia "przywódców" pasterzy - Kniazi. Wioska ma typowo wołoski rodowód.
Wieś Lubycza, z krórej wywodzą się Kniazie, powstała końcem XIV lub początkiem XV wieku. Stanowiła wówczas część księstwa bełskiego (którego centrum stanowił Bełżec). Początki osadnictwa tutaj to oczywiście prawo niemieckie. Kolejna fala osadnicza, XV wieczna, to już czas Wołochów i prawa wołoskiego. To wtedy powstała Lubycza - Kniazie. W 1422 roku z Lubyczy (Królewskiej) wyodrębniono Kniazie, lokowane na prawie wołoskim i zasiedlone przez Rusinów. Dokonał tego Siemowit IV, książę mazowiecki. Wtedy to nastąpił podział na Lubyczę Wieś, czyli Królewską, zamieszkałą głównie przez Polaków, oraz Lubyczę - Kniazie, osadę rusińską. Z czasem Lubycza Królewska stała się miasteczkiem zamieszkałym w dużej mierze przez ludność żydowską.
Lubycza-Kniazie zarządzana była przez "wolnych i uczciwych" kniaziów, co nie zawsze podobało się okolicznym właścicielom ziemskim. Co ciekawe, Lubycza-Kniazie przez większość swojego istnienia znacznie przewyższała Lubyczę Królewską liczbą mieszkańców, posiadała też własną świątynię i zajmowała większy obszar terytorialny niż późniejsze miasteczko. Nie zmieniły tego nawet wojenne zawieruchy XVII - wieczne (najazdy Tatarów, Potop Szwedzki).

Na "nowym" cmentarzu, zlokalizowanym w pobliżu cerkwi


Po zajęciu tych terenów przez Austrię rozwój młodego miasteczka (prawa miejskie Lubycza Królewska otrzymała w XVIII wieku) został mocno zahamowany, natomiast skorzystały na tym sąsiednie Kniazie, będące prywatną własnością. Tak więc wioska się rozrastała. W roku 1763 wzniesiono we wsi okazały dwór kniaziów - spłonął on jednak prawdopodobnie w 834 roku, w czasie wielkiego pożaru w Lubyczy Królewskiej. Pod koniec XVIII wieku (1798-1806 ) rozpoczęto budowę wielkiej, murowanej cerkwi. Obiekt ten miał pomieścić prawdziwe rzesze wiernych - same Kniazie liczyły około 2 tysięcy mieszkańców, w większości greckokatolickich Rusinów (Ukraińców). Uroczyste poświęcenie obiektu miało miejsce w 1806 roku. Cerkiew nosiła wezwanie Św. Paraskewii. Świątynię ufundowali kniaziowie, Jakub i Miczko.

Ruiny cerkwi p.w. Św. Paraskewii w Kniaziach

Mocno zniszczona dzwonnica przycerkiewna

W 1904 roku część dóbr na terenie Kniaziów przejął Maksymilian Parnas. On też był właścicielem Lubyczy Królewskiej oraz m. in. zakładów produkcyjnych w Lubyczy Kameralnej.
W roku 1916 do cerkwi w Kniaziach sprowadzono z Rzymu relikwie Św. Paraskewy.
Okres Wielkiej Wojny nie przyniósł tutaj wielkich zniszczeń - cięższe walki toczono bardziej na północy.
Okres międzywojenny to czas raczej spokojny. W tym czasie we wsi działał m. in. urząd telegraficzny, poczta. Mieszkańcy utrzymywali raczej dobre stosunki z sąsiadami z miasteczka. W roku 1921 mieszkało we wsi 2076 osób (2032 Rusinów-Ukraińców, 36 Polaków i 8 Żydów) czyli o ponad 1300 mieszkańców więcej niż w sąsiedniej Lubyczy Królewskiej!

W 1939 roku na ziemi tomaszowskiej toczono ciężkie walki. W tym rejonie formowała się, a potem walczyła Armia "Lublin" - pod Tomaszowem Mazowieckim ścierano się dwukrotnie. Niemniej Kniazie i okolice nie ucierpiały. Na krótko zawitali tutaj Niemcy, po czym tereny te na mocy układów oddano ZSRR. Sowieci przystąpili zaś do umacniania nowej granicy - budowano tzw. Linię Mołotowa, pas umocnień mających zabezpieczyć Związek Radziecki przed zakusami Hitlera. W okolicy Lubyczy i Kniaziów również zbudowano szereg schronów bojowych różnego przeznaczenia, rowy przeciwczołgowe itd. Co ciekawe, by wyposażyć nowe umocnienia, rozbrajano wcześniejsze umocnienia z Linii Stalina. A do roku 1941 nie ukończono ani nowej linii, ani też nie uzupełniono poczynionych braków w starej. Efekt był brzemienny w skutkach. Podczas czerwcowych walk w 1941 roku ucierpiała cerkiew w Kniaziach. Świątynię ostrzelano, ponieważ podejrzewano iż znajduje się na niej sowiecki punkt obserwacyjny - prawdopodobnie zresztą tak było. Okolice ucierpiały trochę podczas walk, niemniej prawdziwe kłopoty zaczęły się później. Niemcy eksterminowali okolicznych Żydów i Cyganów, wywozili mieszkańców na roboty.. W roku 1944 toczono w tym rejonie walki, i spłonęła wówczas część zabudowy. W latach 1944- 1945 trwały na Roztoczu walki oddziałów partyzanckich: polskich i ukraińskich. Poważne zniszczenia i straty w ludziach poniosła Lubycza Królewska. Również i w Kniaziach zginęło kilka osób w akcjach odwetowych. Do oddziałów UPA dołączyło, niestety często dobrowolnie, wiele osób zamieszkałych na Roztoczu. OUN miał tutaj bowiem dużo większe poparcie niż na Łemkowynie. Część Ukraińców popierała dążenia nacjonalistów do przyłączenia tych terenów do przyszłej Ukrainy. Wysiłek zbrojny kierowano przede wszystkim przeciw bezbronnej ludności cywilnej. W latach 1945- 47 wysiedlono mieszkańców - Rusinów (Ukraińców) na sowiecką Ukrainę bądź na Ziemie Odzyskane. Polacy opuścili wieś w obawie przed UPA, a Żydzi zginęli w czasie okupacji. Wieś opustoszała, domy, których dotychczas nie spalono, rozbierano bądź same niszczały. W roku 2012 naliczono tutaj.. 71 mieszkańców!

Kiedyś nad tym otworem piętrzyła się kopuła...

W tym regionie wiosną to widok normalny. Tutaj akurat spojrzenie od strony Dębów 

Po wojnie nie zaopiekowano się cerkwią. Piękny, monumentalny obiekt zaczął podupadać. Zapadła się kopuła, uszkodzona początkiem lat 40. Wyposażenie rozkradziono bądź zniszczono - np. część ikon z cerkwi w Kniaziach można oglądać w muzeum w Jarosławiu. Niszczeć zaczęły również tutejsze cmentarze. Stary, położony przy drodze do Lubyczy Królewskiej (w 1988 roku przeniesiono tutaj dzwonnicę ze wsi Teniatyska) i nowszy, ulokowany przy cerkwi. Na obydwóch można podziwiać liczną kamieniarkę bruśnieńską. Jakże inne są te krzyże w porównaniu z przykładami z Bartnego czy Królika Wołoskiego...
O cerkwi przypomniano sobie ponownie w 2018 roku, kiedy kręcono tutaj sceny do filmu "Zimna Wojna" Pawła Pawlikowskiego. Wtenczas m. in. oczyszczono wnętrze z gruzu, oraz po części z paskudnych bazgrołów. Do dzisiaj na ścianach pozostały elementy scenografii - fragmenty "ikonostasu".
Szkoda, że nikt nie potrafi zabezpieczyć ruin przed dalszą degradacją.
Ruiny cerkwi w Kniaziach wywarły na nas mocne wrażenie. Obiekt przytłacza wielkością, szczególnie nas, znających już dość dobrze cerkwie łemkowskie. Patrząc w niebo przez wyrwę po kopule człowiek zastanawia się nad bezsensem cierpienia, jakie spotkało wschodnie ziemie Rzeczpospolitej.. Kniazie będą dla nas symbolem tragizmu lat 40 na tych terenach.
Warto tu zajrzeć - tereny te są prawdziwym rajem dla miłośników rowerów. Piechurzy mają tu nieco mniej tras dla siebie niestety, niemniej zawsze coś da się wysupłać.

Pozdrawiamy!






Źródła inf.:
Pizun Z., Gawryś R., Miasteczko Lubycza Królewska w czasach prywatnych właścicieli (1787-1939)
Skowronek E., Zarys rozwoju osadnictwa na Roztoczu Rawskim
www.apokryfruski.org

niedziela, 7 lipca 2019

W krainie Dolinian - Bełchówka

Witajcie!

Dzisiaj opuszczamy na chwilę tak miły naszym sercom Beskid Niski.
Zajrzymy na tereny zamieszkałe niegdyś dość licznie przez Dolinian, a obecnie właściwie zupełnie zdominowane przez przyrodę.
Zapraszamy na spacer po Bełchówce.

W drodze do Bełchówki

Miejsce po folwarku???

Bełchówka znajdowała się w dolinie potoku Modrza, w miejscu, gdzie strumień właściwie ma swoje początki. Od północy sąsiadowała z ledwie zauważalną dzisiaj wsią Ratnawica, a od południa ciągnęła się do wzgórz, oddzielających ją od Bukowska - dzisiaj na ich stokach stoją turbiny wiatrowe.
Od wschodu i zachodu wieś otaczały niewysokie wzgórza.

Bełchówkę lokowano w roku 1451 (Belchova Wola) - jej właścicielami był ród rycerski Matiaszów ze Zboisk (tam mieli warowną siedzibę). Wieś powstała pierwotnie na prawie niemieckim - zamieszkiwali ją początkowo rzymskokatolicy - stąd też siedzibą parafii był do roku 1748 roku Nowotaniec, natomiast grekokatolicy należeli do parafii w Wolicy.
Była to mała osada, położona w dolinie potoku, pomiędzy dość stromo opadającymi stokami wzgórz.
Często zmieniała właścicieli. W 1539 roku jej właścicielem został Mikołaj Herburt Odnowski.
W wieku XVII rejony te pustoszyli Tatarzy Krymscy i wojska Rakoczego.
Potem jej właścicielami byli m. in. Strzyżowscy. Felsztyńscy czy Leszczyńscy. Również i po 1772 roku wieś pozostawała w rękach prywatnych. Na północnej części wsi ulokowany był folwark dworski.
W roku 1898 we wsi był 248 mieszkańców w 39 domach, głównie greckokatolickich Rusinów. Na terenie folwarku zamieszkiwało 15 osób - Polaków.
W XIX wieku wieś i folwark należały do rodziny Wełdyczów.
Cerkiew, co ciekawe murowaną, wzniesiono w roku 1905. Nie był to duży obiekt, gdyż i sama osada jak wcześniej wskazano, nie była zbyt duża.
W roku 1911 właścicielem taburalnym gruntów był Stanisław Kuzian.
Wieś nie ucierpiała w czasie Wielkiej Wojny. Znajdowała się bowiem na uboczu, a ciężkie walki toczono o przełęcze karpackie.
We wsi działał folwark, była szkoła i karczma.

Podmurówka szkoły

Na wiejskim cmentarzu ...

W roku 1935 mieszkało tutaj 276 mieszkańców, w większości Rusini, ale także Polacy (na terenie folwarku). Mieszkało tutaj także kilku Żydów. Wg innych danych w roku 1939 mieszkało tu 315 Rusinów, 5 Żydów i 20 Rusinów wyznania rzymskokatolickiego.
Domy skupiały się głównie bliżej źródlisk Modrzy - w dolnej części wsi ulokowano folwark.
W roku 1944 toczono tutaj walki w ramach sowieckiej operacji dukielsko-preszowskiej. Stacjonowała w Bełchówkce 96 Dywizja Piechoty - toczyła walki z radzieckim 67 Korpusem Piechoty oraz oddziałami 167 i 129 Korpusami Strzelców. Podczas okupacji część mieszkańców trafiła do Niemiec, wywieziona na roboty przymusowe.
Po przejściu frontu, na tereny Pogórza weszły oddziały UPA. Pojawiały się również i w Bełchówce, znajdując u części mieszkańców poparcie.
w styczniu 1946 do Bełchówki weszły oddziały WP. Żołnierze mieli zamordować 2 mieszkańców, a kilku kolejnych aresztować. Spośród aresztowanych kilku miało zostać zamordowanych po drodze.
W lutym, również z rąk WP, miał zginąć kolejny mieszkaniec wsi. Trudno stwierdzić, czy dane te są prawdziwe, pochodzą bowiem z dokumentacji OUN.
Po wojnie, w 1945 roku część mieszkańców wywieziono na Ukrainę Sowiecką. Pozostałych Rusinów (181 osób) wywieziono w 1847 roku na tzw. Ziemie Odzyskane. Polacy zamieszkali w folwarku opuścili lokum w obawie przed oddziałami UPA.
Wieś opustoszała - zabudowania mieszkalne rozebrali głównie pogorzelcy z okolicznych wsi i z Bukowska. Taki sam los spotkał cerkiew greckokatolicką i szkołę.
Po dawnej wiosce pozostało niewiele. Zarosły lasem pola, sama droga wiejska również jest niewyraźna.
Po dawnym folwarku pozostał tylko pusty plac (obiekt spaliła UPA lub rozebrali Polacy). Tu i ówdzie znajdziemy dobrze zachowaną - i niezabezpieczona(!) studnię, lub ślady po piwnicy bądź podmurówce domu.

Cerkwisko

Pozostałości po zabudowie wiejskiej

Zachowało się miejsce po cerkwi - a na nim resztki cegły i wielka, stara lipa. Kilkadziesiąt metrów w górę od cerkwiska znajdował się cmentarz. Do dzisiaj przetrwało na nim kilka ciekawych nagrobków, chociaż niektóre już mocno zniszczone. Idąc od strony Ratnawicy, przy drodze między placem po folwarku a cerkwiskiem znajdziemy również dobrze zachowaną podmurówkę szkoły. Niestety, jej teren obsadzono sadzonkami drzewek iglastych, przez co pewnie za kilkanaście lat obiekt ulegnie zniszczeniu. Szkoda..
W górnej części wsi jest również miejsce po zniszczonej kapliczce - niestety nie udało się nam jej znaleźć.
Na terenie wioski można znaleźć pozostałości po ostatniej wojnie światowej, a także można spotkać misia. Warto więc uważać.

Co rato w Bełchówce zobaczyć:
- cmentarz wiejski
- cerkwisko
- pięknie zachowane studnie, warto jednak z tego powodu uważać gdzie się stąpa
- ładną podmurówkę szkoły
- miejsce po folwarku XIX - wiecznym i betonowy mostek w ciągu dawnej drogi

Studnie są tutaj dobrze zachowane, głębokie...


Przez Bełchówkę nie ciągnie żaden szlak. Można tędy dojść do Bukowska, wyjdzie się wtedy w rejonie turbin wiatrowych. Można również odwiedzić sąsiednią, również nieistniejącą Kamionkę. Przez teren wioski nie ciągnie niestety gminny szlak historyczno - kulturowy.

Z naszej strony to tyle. Jeśli odmawia Wam posłuszeństwa kondycja, zdrowie, czy chcecie po prostu przejść się "na dziko" po lżejszym terenie - zapraszamy w te rejony.
Pozdrawiamy!

Źródła inf.:
Kłos St., 2010, Krajobrazy nieistniejących wsi..
www.apokryfruski.org





niedziela, 23 czerwca 2019

Okiem wędrowca - Kwiatoń

Witajcie!
Dzisiaj wracamy na zachodnią część Beskidu Niskiego - chcemy zaprosić Was na spacer po bardzo urokliwej wiosce. I w odwiedziny do prawdziwej perełki pośród architektury polskich Karpat.
Zapraszamy do Kwiatonia.

Chociaż przez wieś prowadzi wygodna droga asfaltowa, warto się jednak przejść

Cerkiew greckokatolicka p.w. Św. Paraskewy - prawdziwa perła pośród łemkowskiej architektury

Kwiatoń leży w dolinie rzeki Zdynia. Od północy wieś opiera się o długie, pochyłe stoki Kiczery (583 m n. p. m.), a od południa o stoki Kiczerki (625 m n. p. m.) i Skwirtne. Wschodnia granica wsi dochodzi do Uścia Gorlickiego, a od Zachodu Kwiatoń zamyka Smerekowiec.

Coś niecoś o historii wsi:

Swoje początki Kwiatoń (wtenczas Qathon) ma w wieku XV. Pierwsze wzmianki w dokumentach pochodzą z roku 1423. Wioska znalazła się w granicach dóbr rodu Gładyszów - w 1480 Kwiatoń trafił w ręce Stanisława, syna Pawła Gładysza. Wtedy też osadę przeniesiono na prawo wołoskie. Patrząc na metrykę, wieś pewnie lokowano na prawie magdeburskim, a potem przeniesiono na prawo wołoskie.

Zapewne wieś wcześnie stała się siedzibą parafii - niemniej w 1601 roku wieś włączono do parafii unickiej w Uściu. Jednak wtedy już wieś prawdopodobnie miała swoją cerkiew.
Wiek XVII to czas rozwoju wioski. Na początku tegoż wieku właścicielem wioski był Jan z rodu Tarłów. Wieś zapewne nie uniknęła katastrof związanych z XVII - wiecznym czasem wojen(Tatarzy, Szwedzi, wojska Rakoczego). W roku 1629 wg rejestrów było tutaj zaledwie 2 gospodarstwa. Jednak w 2 połowie wieku naliczono tutaj ponad 200 mieszkańców. W większości byli to Rusini. Najprawdopodobniej w wieku 1700 wzniesiono cerkiew grekokatolicką p.w. Św. Paraskewy. Pierwotnie świątynia nie miała wieży nad babińcem - tą dostawiono w roku 1743. Wewnątrz zachowała się m. in. XVIII - wieczna polichromia. Cerkiew uznawana jest za najpiękniejszą świątynię wzniesiona w stylu zachodnio - łemkowskim. Świątynia jest trójdzielna, ma kilkukrotnie łamane dachy nad nawą i prezbiterium pokryte gontem. Trzy cebulaste hełmy zdobią pięknie kute krzyże. Cerkiew otacza niski murek z furtką. Świątynia prezentuje się wyśmienicie z każdej strony! Do niej jeszcze na chwilę zresztą wrócimy.

Figura MB z Dzieciątkiem

Tutaj zaś krzyż przy świątyni prawosławnej

O ile w wieku XIX działo się tutaj niewiele, o tyle wiek XX to czas przemian. Po zakończeniu Wielkiej Wojny (która nie przyniosła tutaj wielkich strat) Kwiatoń naturalnie stał się częścią II RP. W roku 1921 mieszkało w wiosce prawie 290 osób. We wsi działała m. in.szkoła. Na początku lat 30, podobnie jak i w wielu wsiach łemkowskich miała miejsce tzw. Schizma Tylawska. Niemal cała wieś przeszła na Prawosławie (z 40 rodzin konwersja objęła 33). Wierni kościoła Prawosławnego zbudowali własną kaplicę. Co ciekawe, dzięki m. in duchownym obydwu kościołów mieszkańcy uniknęli wewnętrznego rozbicia i sporów na tle religijnym.
Dzisiaj Kwiatoń to jedna z niewielu miejscowości w Beskidzie Niskim, gdzie przetrwały dwie świątynie. W roku 1931 wg spisu mieszkało tutaj 296 osób w 51 domach. Nie była to więc wieś olbrzymia.
Kres II RP to początek problemów dla tutejszych mieszkańców. Okupant rozpoczął wywózkę mężczyzn na roboty przymusowe. W 1940 roku część mieszkańców wyjechała do ZSRR pod namową nowych władz niemieckich. Po przyjeździe na miejsce szybko jednak zweryfikowali autentyczność "raju" i wrócili w rodzinne strony.

Wieczorną porą...

Świątynia prawosławna - tutaj widziana krótko po remoncie elewacji

W 1944 roku w okolicy działały oddziały radzieckich zwiadowców (lub partyzantów). Szczególnie dużo zamieszania z ich powodu było w sąsiednim Skwirtnym - wieś była bliska pacyfikacji...
Po przejściu frontu przyszli sowieccy agitatorzy, zachęcający ponownie do wyjazdu. O dziwo duża część mieszkańców się zgodziła. Resztę zaś wysiedlono już pod przymusem w 1947 roku na Ziemie Zachodnie. W Kwiatoniu pozostały tylko 2 rodziny.
Wyjeżdżający przepisywali niekiedy swój majątek na polaków z Odernego czy innych polskich wsi. Po roku 1956 część mieszkańców wróciła, niemniej nie było ich zbyt wielu.

Po wysiedleniach cerkiew greckokatolicką przejął kościół rzymskokatolicki (wedle zresztą odpowiednich umów przygotowanych w ówczesnej diecezji tarnowskiej). Cerkiew od lat 80 jest remontowana - dzisiaj, wchodząc tutaj aż trudno uwierzyć, że 70 lat temu opuścili ją prawowici właściciele, a mimo to wychodzi się stąd powoli - i pełnym zachwytu. Cerkwią od wielu lat opiekuje się Jan Hyra wraz z żoną. Dzięki ich ciężkiej pracy świątynia pięknieje, jest remontowana, konserwowana. A opowieści Pana Jana o obiekcie, jego historii na długo zapadają w pamięć.

Cerkiew w 2013 roku została wpisana na listę Światowego Dziedzictwa UNESCO. I słusznie, Obiekt odwiedzają tysiące turystów z Polski i zagranicy, m. in. wielu gości przyjeżdża z... Argentyny.

A tutaj dwie migawki z wnętrza cerkwi greckokatolickiej


Niedaleko cerkwi jest cmentarz, a przy drodze znajdują się ciekawe krzyże przydrożne.
Druga cerkiew (również jej patronką jest Św. Paraskewa) znajduje się kilkaset metrów dalej, przy drodze do Uścia. Jest niepozorna, jednak wyremontowana - również prezentuje się znakomicie. Aczkolwiek pozostaje w cieniu swojej starszej siostry. Trochę szkoda, bo również jest to unikat - niewiele czasowni przetrwało do dnia dzisiejszego. Wspomniana świątynia powstała w 1933 roku. Po 1947 roku wykorzystywana jako magazyn - od 1989 roku znów służy wiernym kościoła prawosławnego.

Co warto zobaczyć w Kwiatoniu i okolicy:
- oczywiście -piękną cerkiew greckokatolicką p.w. Św. Paraskewy, wpisaną na listę UNESCO
- cerkiew prawosławną p.w. Św Paraskewy
- cmentarz wiejscki z kilkunastoma kamiennymi nagrobkami
- kilka pięknych przydrożnych krzyży i figur
- piękny krajobraz, którego ważnym elementem jest rzeka Zdynia
- cerkiew w Skwirtnym z roku 1837
- malownicze jezioro w Uściu Gorlickim i Klimkówce
- cerkiew z 1786 r. z Uścia Gorlickiego

Szlaki ciągnące przez Kwiatoń i okolicę:
- szlaki rowerowe: zielony i niebieski
- przez Skwirtne: zielony szlak pieszy

Kwiatoń to miejsce spokojne, i mimo takiej perełki archtektury - nie widać tutaj oblężenia turystów. I w gruncie rzeczy to lepsze dla tych terenów - czystych, spokojnych, zaległych nieco na uboczu cywilizacji.

Z naszej strony dzisiaj to wszystko.
Dziękujemy za odwiedziny i pozdrawiamy!




Źródła inf.:
Luboński P. (red.), 2012, Beskid Niski. Przewodnik prawdziwego turysty.
Grzesik W., Traczyk T., Wadas B., 2012, Beskid Niski od Komańczy do Wysowej
Kryciński St., 2016, Łemkowszczyzna po obu stronach Karpat

niedziela, 9 czerwca 2019

Skrajem Beskidu Niskiego: Iwonicz-Zdrój


Witajcie,
dzisiaj odwiedzimy urokliwe miasteczno, usadowione na północnym skraju Beskidu Niskiego. W lecie gwarne i pełne ludzi - w zimie jakby kładzie się spać wespół z niedźwiedziami..
Zapraszamy do Iwonicza-Zdroju.

Miejscowość ta ulokowana jest w dolinie potok Iwonka, na terenie tzw. Wzgórz Rymanowskich. Od północy graniczy z Iwoniczem, niewielką wioską, aczkolwiek nie związaną z działalnością uzdrowiskową. Od południa miasteczko niemal graniczy z Lubatową, a od wschodu i zachodu Iwonicz-Zdrój otaczają liczne, w większości zalesione szczyty.

Latem jest tu cudnie!

Miłośnicy pięknej archtektury będą tutaj w niebie

Miejscowość istniałą już co najmniej od wieku XV.  W dokumentach są zarówno wzmianki o tutejszych wodach (1413) jak i o zbudowanym we wsi drewnianym kościele (1464). W 1515 roku wieś należała do rodu Tyrawa, a w XVI wieku stała się własnością rodu Tarłów. Pod koniec wieku XVI wieś przeszła w ręce Rymanowskich. Uzdrowiskowe właściwości Iwonicza-Zdroju znane są już od XVI wieku. W 1578 roku Wojciech Oczko, będący nadwornym medykiem króla Stefana Batorego wychwalał właściwości tutejszych wód w diele pt. Cieplice. Także i w wieku XVII ceniono bardzo tutejsze źródła. Przybywali tu kuracjusze zarówno krajowi, jak i zagraniczni - pisał o tym miejscu m. in. nadworny lekarz królowej Marysieńki. W XVII wieku ziemie te były ostoją dla Kalwinów i Braci Polskich (w sąsiednim Iwoniczu do dziś przetrwał budynek danwego zboru).
Wioskawielokrotnie cierpiała z powodu najazdów - węgierskich, tatarskich (1624), szwedzkich czy siedmiogrodzkich. Po każdym jednak napadzie miejscowość stawała "na nogi". 
Iwonicz-Zdrój to nie tylko woda mineralna. To także ropa naftowa. "Olej skalny" poszukiwał tu już w połowie XVII wieku Gabriel Rzączyński.
W roku 1793 ówczena właścicielka Anna Teresa Potocka (z domu Ossolińskich) odprzedała Iwonicz-Zdrój Michałowi Ostaszewskiemu, jednemu z przywódców Konfederacji Barskiej. On to rozpoczął rozbudowę instalacji uzdrowiskowej. Sprzedał poźniej swe dobra rodzinie Załuskich a Ci w XVIII i XIX wieku rozbudowaują obiekt. Powstaja m. in. łazienki. Miasteczko pozostaje w rękach tej rodziny do roku 1945 - wtedy to NKWD aresztowało właścicieli dóbr. Działał tu m. in. poeta Władysław Bełza. W XIX wieku zbdowano wiele willi w modnym wtedy Stylu Szwajcarskim.
Iwonicz-Zdrój był ostoją partiotyzmu. Już sama rodzina Załuskich zasłużyła się dla kraju m. in. udziałem w powstaniu listopadowym. W 1914 roku przebywał tu Józew Piłsudski, zachęcający do wstępowania w szeregi Drużyn Strzeleckich. Działał tu także Związek Hallerczyków i inne, mniejsze organizacje.


Ale i zima to przyjemny czas. Tutaj słynny "Bazar"

Wielka Wojna nie przyniosła dużych zniszczeń - walki bowiem skupiły się bliżej Rymanowa , Królika Polskiego i Jaślisk. Po wojnie uzdrowisko reklamowano w prasie jako "Książę wód jodowych".
Dwudziestolecie międzywojenne to czas wielkich inwestycji. Zbudowano wtedy m. in. Sanatorium Związku Kasy Chorych "Excelsior", lecznicę ortopedyczną "Sanato". Pod koniec lat 30 XX wieku frekwencja roczna wśród gości wynosiła około 19 tysięcy! Co ciekawe, sporą grupę stanowili Żydzi. Bywali tu goście zarówno z Polski, jak też np. z Afrki czy Ameryki Północnej.

Mieszkańcy Iwonicza aktywnie uczestniczyli w obronie Polski we wrześniu 1939 roku. Na początku września wyruszyła z Iwonicza-Zdroju Iwonicka Drużyna Strzelecka. Składała się z ochotników chcących walczyć z Niemcami. Oddział skierował się w stronę Lwowa. Po drodze dołączali doń ochotnicy z mijanych wsi. Po kilku potyczkach oddział rozwiązano. 
Podczas okupacji ulokowano w maisteczku posterunek Werkschutzu (Policji Pomocniczej),a także siedzibę żandarmerii wojskowej i oddziały Wehrmachtu. Niemcy eksterminowali okoliczną ludność żydowską. Prowadzili też działania antypolski - np. 24 lipca 1944 roku rostrzelano (żołnierze Dywizji SS Galizien) niedaleko Lubatówki (Las Grabiński) 72 Polskich Partyzantów (BCH i AK), w tym m.in. 2 mieszkańców Biecza.

Skocznia narciarska - w rozsypce, ale wciąż robi wrażenie. U jej stóp ulokowano niedawno amfiteatr.


Jednak w Iwoniczu miało się dopiero dziać. Od wschodu bowiem nadchodziła Armia Czerwona, spychająca na zachód oddziały niemieckie i wspierających ich sojuszników. Terytorium Polski miało zostać wkrótce wyzwolone. Armia Krajowa przygotowała swoje oddziały do działań na taki wypadek - czyli na wejście Armii Czerwonej. Chciano zarazem walczyć z Niemcami i jednocześnie witać sowietów w roli "gospodarzy". Przygotowano więc operację o kryptonimie "Burza" - czyli de facto ogólnokrajowy zryw zbrojny. W ramach tej operacji 26 lipca 1944 roku oddziały AK (pluton OP-15 i Iwo liczące 38 ludzi) dowodzony przez por. Jerzego Nowaka zajmują Iwonicz-Zdrój. Wzietodo niewoli ok 100 funkcjonariuszy policji pomocniczej. W walce zginęło ok 10 funkcjonariuszy - Polskie straty to 2 rannych. Co ciekawe, w sąsiednim Iwoniczu - Wsi stacjonowali żołnierze z 14 Dywizji SS Galizien. Jednak Iwonicz-Zdrój utrzymano bez większych perypetii (stoczono kilka potyczek z Nimcami, poległo kilku Polaków, partyzant sowiecki i kilkunastu Niemców) do czasu wejścia sowietów we wrześniu 1944 roku. Powołano m. in Radę Cywilną, zandarmerię, otworzono jadłodajnię. Po wejściu Armii Czerwonej, NKWD aresztowało m. in. Jana Nowaka (skazany na karę śmierci i stracony).

Można dreptać po okolicy dowoli

Bełkotka

Armia Czerwona była mocno przetrzebiona w wyniku ciężkich walk zanim rozpoczęła bitwę o Przełęcz Dukielską. Prawidłowa nazwa to właściwie Operacja Dukielsko - Preszowska. RKKA Początkowo miała przewagę w liczbie i sprzęcie, jednak Niemcy zdołali po cichu podciągnąć odwody,w tym Dywizje Pancerne. Dysponując solidnymi umocnieniami (na południe od Polski m. in. Linia Arpada) Niemcy, Węgrzy, Słowacy (faszyści) i żołnierze ukraińscy stawiali zażarty i w znacznym stopniu - skuteczny opór. Sowieci i Czechosłowacy zostali właściwie zdziesiątkowani. Główny cel działań - pomoc powstańcom słowackim, nie został zrealizowany.
Do Iwonicza-Zdroju Sowieci wkraczają jednak jeszcze stosunkowo pełni sił.
Ppbyt Armii Czerwonej to czas znacznej dewastacji uzdrowiska. Jednak Rząd przejmuje obiekty i uruchamia uzdrowisko ponownie, już jako spółkę państwową.
W roku 1956 rozdzielono oficjalnie Iwonicz-Wieś od Iwonicza-Zdroju. Dotychczas właściwie powinniśmy pisać o jednej miejscowości. Ale o Iwoniczu-Wsi napiszemy innym razem.

W roku 1973 Iwonicz-Zdrój otrzymał prawa miejskie.

Obecnie uzdrowisko działa prężnie. Leczy się tu głównie choroby narządów ruchu, układu trawiennego, kobiece czy reumatologiczne. Można skosztować w tutejszej pijalni wody z ujęć:
Karol 2, Kliimkówka 27, Iwonicz 11, Elin 27 oraz Iza 19.
Nazwa wsi pochodzić ma od Świętego Iwona, którego kult w okresie XIV wieku był w Polsce popularny. Jego wezwanie nosi np. wzniesiony w 1895 roku drewniany kościół.


W Iwoniczu-Zdroju zobaczycie kilka pomników. Nic dziwnego, to maisteczko z historią..

Będąc tutaj (najlpiej latem, chociaż nas to miejsce urzekło również zimą!) warto przejść sie po miejskim deptaku, pokręcić się po rynku i okolicznych uliczkach - jest tutaj wiele pięknych pensjonatów o bardzo uroczych "kształtach". Warto też odwiedzić okoliczne lasy, podejść do Bełkotki - najstarszego źródła w Iwoniczu-Zdroju, zobaczyć kiwony pompujące ropę naftową czy np. podejść do pozostałości po.. skoczni narciarskiej. O tak, skocznia tutaj była. Niestety już jej nie ma. A szkoda. Iwonicz-Zdrój to zarówno miejsce przyjazne kuracjuszom, jak też i turystom - zarówno piechurzy jak i cykliści mogą spędzić tu miło wiele dni.

Co warto w Iwoniczu-Zdroju zobaczyć:
- drwniany kościół p.w. Św. Iwona z 1895 roku
- kilkanaście pięknych pensjonatów z XIX i 1 połowy XX wieku
- ciekawe bdynki m. in. pijalni
- infrastktura naftowa - kiwony etc.
- piękne okoliczne zalesione szczyty
- pozostałości skoczni narciarskiej
- Bełkotka - najstarsze Iwonickie źródło mineralne
- liczne pomniki

Szlaki wiodące przez Iwonicz-Zdrój:
- GSB (odcinek Lubatowa - Rymanów-Zdrój)
- ścieżka z Iwonicza-Zdroju do Lasu Grabińskiego i Iwonicza-Wsi
- liczbe ścieżki spacerowa po okolicy
- zielony szlak rowerowy

Dzisiaj to tyle. O tym miejscu się nie czyta - tutaj trzeba być samemu!
Pozdrawiamy serdecznie i dziękujemy za odwiedziny.




Źródła inf.:
www.iwonicz.pl
Luboński P. (red.), 2012, Beskid Niski. Przewodnik dla prawdziwego turysty
www.las-grabinski.lubatowa.pl

niedziela, 26 maja 2019

Okiem wędrowca - Chyrowa (Hyrowa)

Witajcie!

Wracamy ponownie na tereny Łemkowyny, do naszego ukochanego Beskidu Niskiego. Dzisiaj odwiedzimy jedną z ciekawszych miejscowości. Wioska ta ma długą historię - warto co nieco jej zaczerpnąć. Zapraszamy na króciutki artykuł o Hyrowej.

Chyrowa (Hyrowa) leży w dolinie potoku Iwielka - mająca swoje źródła na stokach góry Chyrowa (694 m n. p. m.). Góra ta zarazem stanowi też wschodnią granicę wioski. Od południa wieś sięga prawie granicy z Mszaną. Od zachodu wioska opiera się o stoki góry Halka (696 m n. p. m.) a na północy graniczy z Iwlą. Obecna pisownia nazwy wsi - Chyrowa, to "dzieło" powojenne, poprawnie nazwę powinno zapisywać się Hyrowa..

Okolice Chyrowej przypominają odrobinę tereny południowych Niemiec..



Wieś swymi początkami sięga daleko, bo do XIV wieku. Wspomniana jest pierwszy raz w roku 1366 - jej właściciel, kancler Janusz Suchywilk przekazał część swoich dóbr, w tym i Hyrową, swoim bratankom. Wieś od tego czasu aż do wieku XIX najdowała się w rękach prywatnych. Władały nią takie rody jak Kobyleńscy czy Warszyccy.

Wieś lokowano pierwotnie na prawie niemieckim, po czym preniesiono ją w XV wieku na prawo wołoskie, i zasiedlono przybyszami ze wschodu lub z południa. Co ciekawe, w roku 1504 wieś znów przeniesiono na prawo magdeburskie - dokonał tego Stanisław Cikowski, biecki kasztelan.
Trudno powiedzieć coś więcej o historii wsi. Zapewne nie omineli jej żołdacy Rakoczego w czasie szwedzkiego Potopu. Na pewno we wsi w XVII wieku działał młyn i była cerkiew. Po zajęciu tych ziem przez Cesarswo Austrii (I Rozbiór Polski) wieś pozostawała dalej w rękach prywatnych. Obecną cerkiew wzniesiono w roku 1780 - do istniejącej od początku XVIII wieku murowanej kapliczki dobudowano drewniane części - nawę i babiniec. Kapliczka przejęła rolę prezbiterium. Jest to rzadko spotykany przykład w budownictwie na Łemkowynie. Cerkiew związana była z obrazem Matki Boskiej, do któego jeszcze w międzywojniu pielgrzymowali Rusini nawet ze Słowacji. W cerkwi zaś zobaczycie rokokowy ikonostas prawdopodobnie z końća XVIII wieku. Cerkiew (p.w. Opieki Matki Bożej) przetrwała niejedno, i na prawdę warto się koło niej "pokręcić".
W XIX wieku właściciel wsi, Cezary Męciński (herbu Poraj) wspierał ofiary grasującej w okolicy epidemii cholery.
Tutejsi mieszkańcy słyneli z talentu do robienia pisanek - ponoć te z Chyrowej były najpiękniejsze w okolicy!

Cerkiew p.w. Opieki MB(Pokrow)

Tutaj dobrze widać murowane prezbiterium


Gorsze czasy dla wsi przyszły jednak tak na prawdę w wieku XX. Wielka Wojna to czas zażartych walk w rejonie Dukli - szczególnie ciężkie walki w Chyrowej toczono majem 1915 roku. Austriacy krążyli tutaj wielką jednostkę rosyjską (w sile dywizji) i po ciężkich walkach zmusili do kapitulacji. Wiele budynków w Chrowej spłonęło.
Po wojnie przystąpiono do odbudowy. Co ciekawe, we wsi działała specyficzna skrzynka pocztowa - otóż mieszkańcy posiadali zamykaną na kłódkę skrzynkę, do której zbierano listy ze wsi, i jak ktoś jechał do Dukli - zabierał ją, listy wysyłał, a przy okazji odbierał pocztę dla mieszkańców Hyrowej.
W okresie międzywojennym około 2/3 mieszkańców przeszło na prawosławie. Zbudowano wtenczas niewielką czasownię - świątynia została zniszczona w 1944 roku. Na prawosławie przeszło 430 mieszkańców, przy kościele unickim pozostało nieco ponad 220.

Po zajęciu Polski w 1939 roku w Hyrowej było raczej spokojnie - chociaż w marcu 1944 roku w rejonie wsi otoczono oddział AK. Partyzantom udało się szczęśliwie wydostać z kotła pod osłoną nocy. Prawdziwe piekło przyniosła jednak operacja dukielsko - preszowska, jedna z największych bitew górskich w historii. W dolinie rzeki Iwielki, zwanej dziś "Doliną Śmierci" miało miejsce jedno z najkrwawszych starć tej bitwy. Sowieckie oddziały próbowały przebić się przez masywy górskie do Myscowej - chodziło o ustabilizowanie linii frontu na rzece Wisłoce. Plan ten się nie powiódł, a oddziały radzieckie zostały m. in. zmasakrowane omyłkowo przez własną artylerię. Hyrową zajęli dopiero żołnierze czechosłowaccy 21 września 1944 roku. Sąsiadujące z wsią szczyty kilkukrotnie przechodziły z rąk do rąk. Przetrwała tylko cerkiew i prawdopodobnie 1 gospodarstwo.
Po wojnie wysiedlono stąd rodzimych mieszkańców - Łemków. Ich miejsce zajęli pogorzelcy z sąsiedniej Iwli, kompletnie zniszczonej m. in. w trakcie dużego starcia broni pancernej w ramach wspomnianej bitwy dukielskiej. Po wojnie przez lata w okolicy Chyrowej usuwano miny i niewybychy, wraki rozbitej broni pancernej i rzecz jasna - szczątki poległych żołnierzy armii niemieckiej, radzieckiej i Korpusu Czechosłowackiego.
Z czasem wieś odbudowano, a od połowy lat 50. zaczęli wracać rodowici mieszkańcy w miejsce Polaków,którzy wracali do Iwli bądź wyjeżdżali z tych terenów. Dzisiaj mniej więcej połowa mieszkańców to Rusini.
Po wojnie cerkiew przeszła na własność kościoła katolickiego. Obiek jednak niszczał, a nowi właściciele nie robili nic, by temu zapobiec. W latach 80 ropoczęto nawet rozbiórkę świątyni! Zdecydowany opór wielu lokalnych mieszkańców pozwolił ten proces zatrzymać, i stopniowo też znajdowały się pieniądze na remont cerkwi. Obecnie obiekt jest już zupełnie bezpieczny, i w dużym stopniu wyremontowany.
W roku 2008 w Chyrowej otwarto stoki narciarskie z wyciągiem - słynne Chyrowa-Ski. Njdłuższy stok ma 900 m długości. Zimą nie brakuje tutaj miłośników białego szaleństwa. Zaglądając tu, warto obejrzeć przydrożne krzyży czy kamieniarkę na cmentarzu.

Przy cerkwi znajdziemy kilka ciekawych nagrobków. Więcej zaś oczywiście na cmentarzu wiejskim

Przejeżdżając szosą przez Hyrową, warto czasem zwolnić..

Chyrowa daje wiele możliwości cyklistom, ale i piechurzy znajdą ciekawe,górskei trasy. Dlatego miejsce to bardzo polecamy. W Chyrowej, jak i w okolicy nie brakuje miejsc noclegowych, także nawet wyjazd rodinny nie będzie trudno zorganizować.

Co warto w Chyrowej i okolicy, zobaczyć:
- piękną cerkiew p.w. Opieki Matki Bożej w Chyrowej
- cmentarze: wiejski i przycerkiewny
- przydrone krzyże i kapliczki
- miłośnicy II Wojny znajdą na stokach okolicznych gór pozostałości po umocnieniach itd.
- w Iwli jest piękny wodospad przy dawnym młynie - znany jest m. in. z "Wina truskawkowego".
- i oczywiście "Chyrowa - Ski"

Szlaki w okolicach Chyrowej:
- czerwony GSB ciągnący przez Chyrową
- żółty szlak odbjający od GSB niedaleko rezerwatu Igiełki, prowadzacy do Dukli
- zielony szlak rowerowy (odcinek Olchowiec - Teodorówka)

Z naszej strony to właściwie tyle. Jak zwykle chcemy Was zachęcić do osobistego poznania tego miejsca. Mamy nadzieję, że nam się udało.

Pozdrawiamy!





Źródła inf.:

Traczyk T., Grzesik W., Wadas B., 2012, Beskid Niski od Komańczy do Wysowej
Luboński P. (red.), 2012, Beskid Niski. Przewodnik dla prawdziwego turysty
www.dialog.internetdsl.pl
www.cergowa.pl