Zanim wejdziesz, przeczytaj :)

1) Materiały wykorzystane przez nas ( zdjęcia, rysunki, opisy ) służą tylko celom dydaktyczno - informacyjnym, nie czerpiemy z działalności żadnych korzyści. Wykorzystujemy materiały zarówno własne, jak również pozyskane w internecie, lecz tylko by ukazać czytelnikom piękno naszego świata :). Materiał internetowy pozyskujemy legalnie (nie jest on zastrzeżony prawami autorskimi, pochodzi ze źródeł masowych i edukacyjnych) - nie kradniemy niczyjej pracy. Jeśli jednak znajdziesz u nas swoje materiały bez wyraźnej zgody (mogło zdarzyć się niedopatrzenie z naszej strony) i poczujesz się urażony - prosimy, poinformuj nas, a natychmiast znikną one z naszych łamów :)
2) Blog nie ma charakteru naukowego. Jest to strona popularyzatorska. W miarę naszych możliwości (i ponieważ historia to nasze hobby) staramy się jak najwięcej umieszczać informacji historycznych oraz korzystać z literatury tematycznej, niemniej nie gwarantujemy "nieomylności" :)
3) Ilustracje opatrzone znakiem wodnym są naszą prywatną własnością. Jeśli znalazłeś tutaj przydatną ilustrację - napisz do nas. Podobnie rzecz ma się z zamieszczanymi tekstami.

niedziela, 19 listopada 2017

Oczami wędrowca - Ciechania

Witajcie!

Chcieliśmy dziś zabrać Was na spacer po wyjątkowym miejscu. Wyjątkowym tym  bardziej, że nie otwartym dla masowego ruchu turystycznego.
Kiedyś była tutaj ludna wioska, stały cerkwie, na cmentarzach modlono się za tych, co odeszli. Ludzie tutaj żyli. Wystarczyła jednak wojna, by wymazać to miejsce z ludzkiej pamięci... Dzisiaj królują tutaj drzewa, ptaki i ... misie.
Zapraszamy na spacer po Ciechanii.

Tereny wsi znajdują się na uboczu, w dolinie ukształtowanej przez potoki Zimna Woda i Hucianka. Od północy wioska sięgała niemal drogi z Krempnej do Ożennej, a od południa - dochodziła prawie do granicy państwowej. Od wschodu i zachodu zamykały ją wzgórza - Nad Tysowym (713 m n.p.m.) oraz bezimienne o wys. 688 m n.p.m.

Tychania na pierwszej mapie von Miega (1763-87) /źródło: www.mapire.eu/

Przejdziemy jak zwykle do historii:

Nie bardzo wiadomo, kiedy lokowano osadę. Tychania, bo tak brzmi jej "oryginalna" nazwa istniała już w XVI wieku (wzmiankowana po raz pierwszy w 1581 roku) i była wtenczas własnością słynnego rodu Stadnickich. Nazwę można tłumaczyć jakie ciche miejsce, zacisze. I na prawdę nie wiemy kto zajmował się "przekładem" nazw oryginalnych na polskie, ale Tychanią / Ciechanią obszedł się paskudnie... Ale nie jest to jedyna taka sytuacja - na mapach z XIX wieku również widnieje nazwa Ciechanie.

Listopad 2015 roku witał nas gęstą mgłą...

Niewiele wiadomo o dziejach tej wioski w jej początkowym okresie. Ulokowana bowiem na uboczu, otoczona lasami, nikogo specjalnie nie interesowała. Mieszkańcy mieli dość dobry kontakt z sąsiadami z Węgier (obecnie Słowacja) przez przełęcz Tepajec wiodła droga do Havranca. Chociaż bliżej na pewno było do Żydowskiego czy do Ożennej. Wedle tzw. pierwszej mapy von Miega w Tychanii (na mapie Tychin) działały wtenczas dwa młyny wodne, wiodły stąd drogi m. in. do Polan czy Żydowskiego. Była to więc lokalizacja strategiczna. Kilka wieków później niestety to dostrzeżono.. Wieś spokojnie się rozwijała, przybywało mieszkańców. Dużo trudności wiązało się z komunikacją, bowiem miejska droga była bardzo podła, i jak to często na Beskidzie Niskim - prowadziła częściowo korytem strumienia, częściowo podmokłym terenem.
W XIX wieku wieś była własnością braci Thonet z Wiednia. Okoliczne lasy zapewne po części zaopatrywały ich tartaki i fabryki mebli. Wedle spisu z 1880 roku, żyło tutaj 340 grekokatolików (Rusinów - Łemków). Była to więc nie najmniejsza wioska.

Krzyż przydrożny z 1906 roku
W tym roku niestety krzyż upadł

To były czasy spokojne dla mieszkańców, chociaż życie w górach trudne, a mieszkańcy żyli biednie. Ziemia tutaj nie nadawała się zbytnio do uprawy, pozostawała hodowla, oraz rozsądne wykorzystywanie lasów, a także praca zarobkowa poza wsią - na Węgrzech, lub też w Ameryce.
W Ciechani mieściła się siedziba parafii grekokatolickiej, do której należało także Żydowskie. Ostatnią świątynię unicką wzniesiono tutaj w roku 1790. Jednak Cerkiew istniała tutaj wcześniej - widać ją chociażby na pierwszej mapie von Miega. Wspomniana świątynia należała do typu zachodnio - łemkowskiego. Była drewniana, trójdzielna, orientowana, nad babińcem wznosiła się dzwonnica. Dach kalenicowy, kryty blachą. Przy cerkwi oczywiście ulokowano cmentarz, a nieco wyżej drugi. Od 1880 roku niewiele zmieniła się liczba mieszkańców - w 1900 roku było ich 453, mieszkających w 75 domach. Zresztą liczba mieszkańców potem spadła -w 1898 było tutaj 414 mieszkańców (w tym 4 Polaków).

Bobrowe królestwo...
Blokada na drodze :)


Spokój minął w roku 1914. Wybuchła Wielka Wojna, wkrótce wojska austro - węgierskie cofały się pod naciskiem oddziałów carskich. Jednak wkrótce dostrzeżono wielkie znaczenie przełęczy beskidzkich - wiodła nimi droga do Budapesztu, droga do Nizin Węgierskich, na których armia rosyjska, chociaż mocno dotychczas obita, mogła "rozwinąć skrzydła" i zmusić Austro - Węgry nawet do wycofania się z wojny. Walki więc w tym rejonie były ciężkie, i nie oszczędziły także Tychanii. Zabudowa mieszkalna została niemal kompletnie zniszczona, przetrwała tylko cerkiew. Jednak po 1915 roku, kiedy to odepchnięto Rosjan, sytuacja się ustabilizowała i można było myśleć o odbudowie. Sprawa nie była prosta. W roku 1918 odrodziła się Polska, ówczesnemu pokoleniu Rusinów już kompletnie nie znana. Granica oddzieliła ich od Czechosłowacji, a nowe państwo zmagało się z wieloma problemami - scaleniem trzech zaborów, odbudową nowego kraju, i z sąsiadami, chcącymi szybko zetrzeć wschodzące państwo. Mieszkańcy gór musieli więc radzić sobie sami. I udało się w ciągu kilku lat wieś odbudować.

Fundamenty PGR-owskiej owczarni. We mgle drzewa - tam są ruiny strażnicy niemieckiej
Po samej strażnicy pozostało niewiele

Zmiana państwa niewiele wniosła w życie mieszkańców. W Ożennej i Polanach działały strażnice SG (potem KOP), i utrudniały swobodną komunikację z Rusinami ze Słowacji - trzeba było poruszać się przejściami granicznymi , mieć przepustki etc. Jednak mieszkańcy zajmowali się tym co dotychczas. Ważniejsze wydarzenia miały tutaj miejsce w 1928 roku. Część mieszkańców, około 1/3 przeszło na prawosławie. Ponieważ wyznawcy prawosławia nie mogli korzystać z unickiej cerkwi, postawili własną świątynię - czasownie, w której odbywały się nabożeństwa. Dobre dotychczasowe relacje popsuły się. Pogorszyły się jeszcze po tragicznym zajściu - w roku 1929 zorganizowani sprawcy napadli na unicką plebanię w Tychani, i zamordowali księdza Danyiła Pyroha oraz jego córkę Marię (w niektórych źródłach spotyka się też imię Olga, chociaż na nagrobku wyryto to pierwsze imię). Grekokatolicy posądzili o udział w zajściu wyznawców prawosławia, a Ci z kolei zrzucali winę na Polaków z Huty Polańskiej. Do końca sprawy nigdy nie wyjaśniono. Mówiono, że mordercy mogli pochodzić z Havranca, a według innej wersji - z Krakowa...
W roku 1931 naliczono we wsi tylko 396 osób i 65 domów.
Na cmentarzu przycerkiewnym


Po samej cerkwi z 1790 roku niewiele pozostało

W roku 1939 wybuchła kolejna wojna światowa. Mieszkało tutaj wtenczas 5 Polaków i 425 Łemków (dane prawdopodobnie zawyżone). Już od 1 września w okolicy toczono potyczki - to oddziały słowackie ostrzeliwały pograniczników. Jednak czas okupacji przeszedł w miarę spokojnie. W Ciechanii na stałe ulokowano placówkę Grenzschutzu - zbudowano tutaj strażnicę, której ruiny jeszcze kilka lat temu były zauważalne. Złe dopiero miało nadejść.. W roku 1944 w okolicach toczono ciężkie walki - Armia Czerwona próbowała przebić się na Słowację, by wspomóc powstanie przeciwko Niemcom. Jednak wojska niemieckie solidnie przygotowały się do obrony, a jesienna pora (wrzesień) i ogólne zmęczenie oddziałów Armii Czerwonej nie ułatwiały zadania. Ciechania była jednym z rygli pozycji niemieckich, chroniła ważne dla okupanta w tym rejonie drogi m. in. na Jasło. Stąd walki tutaj były zaciekłe. Artyleria, czołgi, lotnictwo... Z Ciechanii pozostała tylko postrzelana cerkiew, zabudowa mieszkalna spłonęła. Mieszkańcy mieli w pamięci jeszcze walki Wielkiej Wojny, ledwie odbudowali swoje domostwa, a tymczasem historia się powtórzyła!
Drugi raz mieszkańcy nie podjęli trudu odbudowy wsi. Skorzystali z okazji, i wyjechali dobrowolnie na Ukrainę w 1945 roku. Wszak tyle im obiecywali komisarze radzieccy.. Zapewne jednak nad tą dobrowolnością można deliberować..
Nie wiadomo kiedy i ilu mieszkańców wyjechało, bo Ciechania nie figuruje w żadnych dokumentach komisji repatriacyjnej...

Grób ks. Danyiła Pyroha i jego córki - przed remontem
I ten sam grób po tegorocznym remoncie

Po wojnie działał tutaj PGR w Ożennej, pobudowano tutaj fermy i owczarnie. Po upadku PGR tereny przejął słynny Igloopol, który jednak również przestał działać. Dzięki owym gospodarstwom Ciechania nie zarosła lasem, przetrwały liczne łąki.
W roki 1995 teen wsi włączono w granice MPN. Szybko dostrzeżono bogactwo przyrodnicze tych rejonów. Z tego powodu w roku 2005 zamknięto dolinę Ciechani dla ruchu turystycznego, a prowadzący tędy niebieski szlak graniczny przesunięto do Ożennej. Wywołało to wielką wojnę między dyrekcją MPN a rzeszą turystów. Sami w sumie trochę tym faktem się martwiliśmy. Ale po odwiedzeniu doliny sami jesteśmy za ograniczeniem ruchu turystycznego w tym rejonie. Stał się on ostoją dla wielkich drapieżników, m. in. niedźwiedzi, ale także dla drapieżnych ptaków, w tym słynnych orlików - na okolicznych łąkach znajdują dużo pożywienia. Bogata jest fauna bezkręgowców. Zobaczyć tu można i wrzosowiska, i torfowiska, jak również wilgotne łąki. Dodatkowo okoliczne lasy, mają w dużej mierze naturalny charakter, a wiele drzew ma ponad sto lat. Obszar ten należy do najcenniejszych obszarów przyrodniczych w parku. Jest to też wyjątkowo piękne miejsce, idąc doliną można zasmakować.. raju 😊
Na cmentarzu wiejskim - zdjęcia "świeże" (2017 r.)



Tutaj mocno już poszczerbiony Św. Mikołaj

To miejsce na prawdę zasługuje na ochronę. Tu zobaczycie prawdziwe królestwo bobrów - i nawet nie przejdziecie przez nie suchą stopą. Tu podziwiacie piękne krajobrazy, kwieciste łąki, fruwające ptaki, motyle. Świeże powietrze, potężne wiekowe drzewa - wszystko to łączy się w coś nieprawdopodobnego, wyjątkowego. Dlatego też (naszym zdaniem) masowy ruch turystyczny w tym regionie zakłóci spokój tej doliny. I chyba obecna opcja, tj. kilkakrotna możliwość odwiedzenia doliny w roku jest odpowiednia. No może ewentualnie weekendy jeszcze można by w to włączyć, ale pod dużymi obwarowaniami, w tym odnośnie liczby odwiedzających. Ale to oczywiście nasza opinia. I tu od razu zaznaczamy - wchodzimy tam tylko na początku listopada, kiedy jest to legalne. I mimo nieciekawej pogody - nigdy nie żałujemy.

W tym roku mgła była łaskawsza..

gdzieniegdzie można jeszcze zobaczyć ślady po dawnej zabudowie

Wróćmy do Tychanii /Ciechanii. Co pozostało po dawnej wsi?

Do Ciechanii wejść można od  strony drogi Krempna - Ożenna. Tam można pozostawić ewentualnie pojazd, i zejść sobie spokojnie na dół. Schodząc, zobaczycie po prawej stronie piękny krzyż przydrożny z 1906 roku. Jedyny, jaki ocalał. Niestety w tym roku upadł, ale są ponoć plany by w 2018 roku go odrestaurować. Oby!

Z rana mgły jeszcze nie pozwalały na dalekie obserwacje

Idąc dalej, zobaczycie piękne jeziorka bobrowe - liczne tamy na potoku mocno zmieniły krajobraz i warunki. Nawet drogą przepływa woda, i chcąc nie chcąc, trzeba się w niej wykąpać. Ale warto, bo po wyjściu na wzniesienie zobaczycie wspaniałe widoki - łąki, łąki, dalej lasy.. Zobaczyć też można ruiny dawnej strażnicy niemieckiej - kilka lat temu wedle oglądanych przez nas zdjęć jeszcze sporo budynku było zachowanego. Dzisiaj o miejscu tym bardziej wspominają tylko rosnące tu kępą drzewa, dziury i wyniesienie terenu. Bardzo szkoda że obiekt rozebrano, prezentował się na pewno ciekawie.. Obok, tuż przy drodze pozostały fundamenty owczarni z okresu powojennego...
Jeśli pójdziecie dalej, to wkrótce zejdziecie do doliny. Po lewej stronie, na stokach wąwozu zobaczycie sztucznie podwyższony teren, zniwelowany, z całkiem pokaźną, chociaż częściową zawaloną piwniczką. Jest to miejsce po dawnej plebanii unickiej. Musiał to być znaczny budynek.. Na prawo od niej, za potokiem, jakieś kilkadziesiąt metrów od drogi zobaczycie kępę starych drzew. Tam kiedyś stała cerkiew unicka p.w. św. Mikołaja. Rozebrano ją po wojnie.. Do dziś zachowały się ślady podmurówki. Obok jest kilka nagrobków kamiennych, mocno podniszczonych. Jest tu też grób wspomnianego parocha i jego córki, zamordowanych w latach 30. W tym roku go odnowiono i zabezpieczono. Upodobał go sobie bowiem ... borsuk, i w jego wnętrzu wykopał norę. Jest tu też metalowy krzyż. Przez jakiś czas wisiała na nim tabliczka z informacją, że spoczywają tutaj polegli czerwonoarmiści. Jednak obecnie tabliczki tej już nie ma.


Terenowa Stacja MPN 

Powyżej cmentarza przycerkiewnego znajduje się cmentarz wiejski. Na nim również zobaczycie kilka pięknych nagrobków, chociaż mocno zniszczonych, noszących ślady walk toczonych tu w 1944 roku. Warto zapalić świeczkę, pomodlić się.
Wracamy na drogę. Odnośnie drogi - budowano ją już po wojnie (w latach 60 lub 70). Nie były to proste prace, ponoć koparki co rusz trafiały na niewypały, amunicję strzelecką, miny. Droga wiejska była mniej regularna, szła często doliną... Ale idąc nową drogą dojdziecie aż do chatki MPN. Jest to terenowa placówka badawcza. Po drodze mija się stare jabłonie, przyczółki mostu.. Koło stacji badawczej stały dawniej budynki PGR, w latach 90 rozebrane. Po przejściu nieco dalej dochodzimy do ostoi niedźwiedzia brunatnego - informuje nas o tym tabliczka. Dalej już nie idziemy...



Największe wrażenie na człowieku tędy wędrującym robi... cisza. Jest tu bardzo cicho. Nie słychać tu samochodów, pił leśnych, krzyków. Czasem śpiewają tylko ptaki, zachrzęści gałązka pod nogą zwierzęcia, kraczą gawrony i kruki. Szumi woda w potoku, szeleszczą pod butami opadłe liście.
Tutaj można poczuć namiastkę prawdziwej, nieskażonej natury. Park dba o te tereny - regularne wykaszanie chroni łąki przed sukcesją, pracownicy oczyszczają też cmentarze. Miejsce ogólnie spokojne, i takie powinno zostać.
Czy polecamy Ciechanię turystom? Nie. Bo to nie jest miejsce dla osób szukających atrakcji turystycznych, ale dla tych, którzy lubią ciszę, spokój i odludzie pozbawione dróg i mostów. Nie jest to miejsce dla dużych ekip, które chcą swobody - tutaj przyroda wyznacza własne prawa. I trzeba ich przestrzegać.

Mamy nadzieję, że wpis się Wam spodobał. Zapraszamy do nas w przyszłości.

Pozdrawiamy!




Źródła inf.:

Grzesik W., Traczyk T., Wadas B., 2012, Beskid Niski od Komańczy do Wysowej.
Luboński P., (red.), 2012, Beskid Niski, przewodnik dla prawdziwego turysty.
Kłos S., 2010, Krajobrazy nieistniejących wsi.
www.grupabieszczady.pl
www.beskid-niski-pogorze.pl
www.cerkiewne.tematy.net
www.apokryfruski.org
pl.wikipedia.org




niedziela, 5 listopada 2017

Oczami wędrowca - Duszatyn

Witajcie,

dzisiaj odskoczymy nieco w bok, i puścimy na chwilę nasz ukochany Beskid Niski. Pozostając dalej w granicach Łemkowszczyzny, chcemy pokazać Wam coś innego. Chociaż pewnie wielu z Was tam było, bo miejsce ogólnie jest rozchwytywane przez turystów. Pytanie tylko, czy aby na pewno? Zabieramy Was dziś do Duszatyna, zarówno na teren wioski, jak też i nad słynne jeziorka, tak ubóstwiane przez rzesze turystów.

Jedyny zachowany grób na cmentarzu w Duszatynie

Widok na miejsce po cerkwi z 1925 roku

Na cmentarzu znajduje się jeszcze taki (pamiątkowy?) głaz

Sam teren wioski leży w dolinie rzeki Osławy oraz wpadającego do niej tutaj potoku Olchowaty. Na północy wioska sięgała nieistniejącej już osady Prełuki, zaś na południu dochodziła do Mikowa. Od wschodu i zachodu wioskę zamykały okalające dolinę Osławy wzgórza, m. in. Łazki (754 m n. p. m.). Ogólnie jesteśmy teraz na terenie Bieszczadów zachodnich, w Ciśniańsko - Wetlińskim Parku Krajobrazowym, a dokładnie przy jego zachodniej granicy.

Trochę historii:

Sama wioska powstała w 1572 roku, chociaż o jej istnieniu dokumenty wspomniały dopiero w 1578 roku. Na dodatek pojawia się pod nazwą Piekarki. Zasadźcą został Maciej Przełucki, a przywilej lokacyjny wydał sam król Zygmunt August. Jednak pierwszy zachowany dokument pochodził właśnie z roku 1578, i wtedy wydano oficjalny przywilej nadający wioskę (wówczas Piekarki) synowi Macieja (również Maciejowi)  sam król Stefan Batory. Nazwa Dyszatyn znana jest z dokumentów z XVII wieku, i pochodzi od płynącego tutaj potoku, nazywanego tak już w 1511 roku. Trzeba tu zaznaczyć, że zazwyczaj to właśnie wioski brały nazwy od potoków, a nie odwrotnie.
Życie tutaj nie było łatwe. Wieś ulokowano w trudnym, górskim terenie, nadającym się jedynie do wypasu zwierząt. Była to osada królewska, od początku podległa staroście sanockiemu. Mimo raczej marginalnego znaczenia, wioska nie uniknęła katastrof. Pierwszą był najazd wojsk Rakoczego w dobie potopu szwedzkiego. W niedługim czasie, bo w 1686 roku napadli ją węgierscy tołhaje, i doszczętnie złupili. Wtedy to osada opustoszała - kto przeżył, uciekł, zostawiając zniszczoną wieś. Dopiero w XVIII wieku została ponownie zasiedlona, za sprawą powstałej tutaj huty żelaza.  Nie była to nigdy duża wioska. Nawet w XIX wieku liczba mieszkańców nie dochodziła do 200 osób. Na przykład w roku 1898 mieszkało tutaj 178 mieszkańców w 25 domach. Patrząc na warunki terenowe, nie trudno zrozumieć, czemu tak było..

Bar znajdujący się blisko cerkwiska. Widać też "dorożkę" - kilka takich spotkaliśmy

na torowiskach są jeszcze szyny. Kiedyś wożono tędy drewno i ludzi, także turystów

Jedyny przydrożny krzyż we wsi

W roku 1828 rząd austriacki sprzedał wieś w ręce prywatne.
Najciekawsze wydarzenie w dziejach wioski odnotowano niewątpliwie 13 kwietnia 1907 roku. Był to rok "mokry" jak by to powiedzieli nasi dziadkowie - ulewne deszcze doprowadziły do osunięcia olbrzymich mas skalnych ze stoków Chryszczatej. Wielkie ilości ziemi i skał runęły w dół, powalając po drodze rosnący na stokach las. Potworny huk wystraszył okolicznych mieszkańców nie na żarty. Mieszkańcy Duszatyna w popłochu zabierali cenniejszy dobytek z domów i salwowali się ucieczką. Nic dziwnego, bo nikt nie znał takiego zjawiska, a pobożni Rusini uznali to za koniec świata lub szatańskie występki. W okolicznych wsiach zabito w dzwony na trwogę - chociaż niektórzy twierdzili, że dzwony same wydawały dźwięki z powodu silnego drgania ziemi. Osunięte masy ziemi zatarasowały w kilku miejscach koryto potoku Olchowatego. Z czasem w tych miejscach powstały jeziorka osuwiskowe - znane dziś jako jeziorka Duszatyńskie. Są to jedne z piękniejszych jeziorek tego typu w polskich Karpatach. Na początku były trzy jeziorka osuwiskowe i kilka mniejszych oczek, do dzisiaj dotrwały tylko dwa jeziorka, które jednak stopniowo zmniejszają swoją objętość z powodu zamulania - w latach 20. XX wieku były ponoć dwukrotnie większe niż teraz. Jeziorka szybko stały się obiektem zainteresowań turystów. Już w 1935 roku wytyczono tutaj (wtedy jeszcze niebieski) szlak pieszy.

Idąc w kierunku jeziorek..

.. trzeba nieźle się nagimnastykować :)

Ale piękno przyrody wszystko nam rekompensuje

Co ciekawe, w jeziorze można spotkać np. rzadkie rośliny jak skrzyp gałęzisty czy rdestnica pływająca, a także pałkę szerokolistną i trzcinę pospolitą - rośliny pospolite, ale na tej wysokości nie spotykane.  Występuje tutaj też wodopójka - malutki skorupiak, endemit - wcześniej w Polsce nie znany. W 1957 roku obszar jezior został uznany za rezerwat przyrody, i nadano mu nazwę "Zwiezło". W przyszłości jeziorka znikną, więc trzeba się nimi cieszyć w obecnej chwili. Geologowie znajdą tutaj prawdziwy raj - mogą obserwować ślady erozji, jęzor osuwiskow itd. Zachowało się tutaj do dziś wiele śladów. Same jeziorka też są ciekawe - co jakiś czas można obserwować bulgotanie, a zimą wręcz małe eksplozje - to wynik wyrzucania gazów, nagromadzonych w dnie w procesie gnilnym roślin, głównie drzew. Jeziorka nazywane są też "Diablimi", a z ich powstaniem wiąże się kilka wiejskich podań.
Co ciekawe, ponoć hrabia Potocki, właściciel tych ziem, kazał owe jeziorka.. zarybić pstrągami! I gdy w 1925 roku z dolnego jeziorka spuszczono wodę, największe okazy z ok 80 żyjących sztuk miały po 10 kilogramów.
Samo osuwisko jest drugie pod względem wielkości w polskich Karpatach (12 mln m3 osuniętej masy) ustępuje tylko osuwisku z Szymbarku k. Gorlic (36 mln m3).

Jeziorko niższe

widać sterczące z wody pnie


Mimo, że jeziorka mają zimną wodę, niezbyt przejrzystą, zdarzają się osoby gotowe na kąpiel. Kilku śmiałków przepłaciło taki wyczyn życiem...
Obecnie są dwa jeziorka: Górne o pow. 1,44 ha (na wys. 701 m n.p.m.) i Dolne o pow. 0,45 ha (na wys. 683 m n.p.m.)

Owe jeziorka też pozwoliły już na początku XX wieku na pewną poprawę życia mieszkańców, którzy znaleźli zatrudnienie w "turystyce".
Jednak zanim rozpoczął się prawdziwy szał turystyczny przyszła Wielka Wojna. W okolicy toczono zaciekłe walki - między innymi walczono zaciekle o Chryszczatą. Rosjanie bowiem i w tym rejonie próbowali przebić się w kierunku Niziny Węgierskiej. Ostra zima, problemy z zaopatrzeniem, trudne warunki terenowe, choroby - wszystko to prowadziło do dużej śmiertelności wśród walczących. Pamiątką po tych wydarzeniach są okoliczne cmentarze wojenne, zazwyczaj zapomniane i odkrywane w ostatnich latach na nowo. Taki cmentarz jest też m. in. na stokach Chryszczatej, niemal u szczytu góry. Zachowały się też ślady okopów. Trzeba tu dodać, że wielu poległych nie spoczęło na cmentarzach. W toku walk ich tymczasowe pochówki się zagubiły (wielu też zapewne ich nie miało) i ich miejsca spoczynku są odkrywane obecnie, głównie przez poszukiwaczy skarbów rozkopujących takie miejsca, w celu zabrania "ciekawostek" z metalu. Ci uczciwsi powtórnie chowają szczątki poległych, stawiają im krzyże...

Jeziorko wyższe


cmentarz pierwszowojenny pod szczytem Chryszczatej

pozostałości wieży geodezyjnej na szczycie góry

Sama wieś trochę ucierpiała w toku walk, jednak udało się ją odbudować. Rok 1918 nie przyniósł jednak tutaj spokoju. Powstała Republika Komańczańska, w skład której wszedł także i Duszatyn. Na szczęście dla mieszkańców tutaj nie toczono walk, ale mieszkańcy Duszatyna wchodzili w skład milicji, mającej być zalążkiem przyszłej "armii" - de facto armii ZURL, bo teren ten miał być do Ukrainy przyłączony.
Potem jednak nastał spokój. W roku 1921 naliczono 182 mieszkańców (151 Rusinów i 26 Polaków) mieszkających w 30 domach.  W roku 1923 dociągnięto tutaj odnogę wąskotorowej kolejki bieszczadzkiej. Z jej pomocą zaopatrywano tutejszy tartak. Do dziś przetrwały torowiska, most kolejowy na Osławie, nasypy, pozostałości stacji... We wsi była gajówka i schronisko, a w roku 1925 zbudowano cerkiew p.w. Włodzimierza Wielkiego. Tutejsi Rusini (sami uważający się głównie za Ukraińców) byli wyznania greckokatolickiego, i przynależeli do parafii w Prełukach. Pierwotnie nie posiadali własnej świątyni. Cerkiew wzniesiono w tzw. narodowym stylu ukraińskim, tj. na planie krzyża greckiego, z główną kopułą nad nawą. Wzniesiono ją z drewna. Przetrwała do lat 50 - 60, potem została ostatecznie rozebrana. Przy cerkwi znajdował się cmentarz - ślady po nim pozostały do dziś, jest tu tylko jeden grób, spoczywa w nim Helena Zarucka, zmarła śmiercią tragiczną w 1944 roku.. Obecnie obok cmentarza i cerkwiska jest bar, i jak zauważyliśmy, nikt tego miejsca nie zauważa, a ludzie byli wyraźnie zdziwieni, gdy weszliśmy tam. Ale sam cmentarz jest wykoszony, jest tu też tablica informacyjna.

Cerkiew w Duszatynie, fot. powojenna, prawdopodobnie już z lat 50 /autor nieznany: [za:]www.cerkiewne.tematy.net/

II wojna światowa nie przyniosła dużych zniszczeń, ale późniejsze wydarzenia na zawsze zmieniły te okolice. Większość mieszkańców wysiedlono na Ukrainę w 1946 roku. Pozostałe 13 osób w ramach Akcji Wisła trafiło na tzw. Ziemie Odzyskane w 1947 roku. Dodać tu trzeba też, że w okolicy toczono zaciekłe walki z oddziałami UPA, między innymi z sotnią "Chrina", bazującego na Chryszczatej. Działał tam m. in. szpital ukraiński. W toku walk został on jednak zniszczony. Parę lat temu nawet nieznani ludzie zbudowali tam pomnik (ku uczczeniu poległych m. in. w owym szpitalu), który po jakimś czasie został zniszczony, również przez nieznanych ludzi. Tutejsza ludność wspierała oddziały UPA o wiele aktywniej niż Rusini z Łemkowyny zachodniej i środkowej. Wielu bowiem uważało się za rodowitych Ukraińców, i chciało, by Ukraina powstała.. Oddziały  UPA tu działające zniszczyły m. in. doszczętnie biegnącą tędy kolejkę, łącznie z przepustami i mostami.
Po wojnie gospodarowały tutaj LP, korzystano z odbudowanej kolejki leśnej, mieszkali tutaj też pracownicy, ale po zmianie systemu wszystko zamarło.

Odradzamy wchodzenie na Chryszczatą w sandałkach :)


stara jabłoń


Oprócz wspomnianego wyżej miejsca po cerkwi i cmentarza, przetrwał do dziś jeszcze krzyż przydrożny fundacji Pańko Pengryma, postawiony w 1894 roku przy rozstaju dróg.
Właściwie to są jedyne ślady po dawnej wsi. Idąc ku Chryszczatej spotkacie jeszcze kilka starych drzew owocowych. Jeśli ruszycie w stronę Mikowa to traficie być może na stare łemkowskie piwnice.  I to wszystko. Dziś jest tutaj zaledwie kilka budynków, bar, parking dla autokarów. Maleńka osada turystyczna. Ale zadziwiająca. Oglądaliście zapewne pierwszy film z serii "Park Jurajski" prawda? Kojarzycie tą scenę, gdy otwiera się brama do parku, a nad bramą jest wielki szyld z napisem "Jurrasic Park"? Podobny szyld jest przy wjeździe do Duszatyna ☺

Nie próbowaliśmy tutejszej kuchni więc nie wiemy czy polecać Wam korzystanie z baru. Ale polecamy by rozejrzeć się po okolicy. Warto np. zatrzymać się przy rezerwacie "Przełom Osławy pod Duszatynem". Z drogi, którą jedziecie roztacza się piękny widok na dolinę Osławy - np. można zobaczyć stąd piękny most kolejowy. Dodatkowo na ścianach skalnych pnących się nad drogą można obserwować słynne piaskowce cergowskie. Warto też ruszyć czerwonym szlakiem na Chryszczatą. Zobaczycie piękne jeziorka - szczególnie warte zobaczenia jesienią, poskaczecie po potoczkach, a na szczycie (997 m n. p. m.) odpoczniecie pod wiatą. Fani historii i militariów mogą podziwiać rozrzucone po stokach pozostałości okopów, bunkrów, schronów etc. Są tu bowiem umocnienia z lat 1914-15, 1920 (polskie umocnienia mające stanowić punkt oporu w ew. walce z Armią Halicką), umocnienia niemieckie z 1944 roku oraz zaplecze UPA z lat 1944-47. W 1944 roku działał tu też oddział partyzancki Mikołaja Kunickiego. Na szczycie stoi XIX - wieczna wieża geodezyjna, a właściwie betonowy filar, na którym była usadowiona aparatura.

Leśniczówka

Powojenna zabudowa


Warto tutaj zajrzeć. Teren ten różni się zdecydowanie od Beskidu Niskiego. Tutaj też można zobaczyć, co zrobiły działania powojenne - są to tereny bardzo przetrzebione, większość osad przestała istnieć, a śladów po nich jest niewiele. Jednocześnie (pomijając same jeziorka) nie są to tereny bardzo oblegane jak np. rejon Wetliny, więc można się i tutaj cieszyć względnym spokojem. Chociaż trasa do jeziorek jest momentami bardzo tłoczna. Na szczęście na Chryszczatą już wchodzi znacznie mniej osób. Chryszczata wchodzi w skład Wielkiego Działu, zwanego też pasmem Wołosania lub Wielkim Działem Etnograficznym. Trzecia nazwa nawiązuje do tego, że Wielki Dział rozdziela dwie grupy etnograficzne - Łemków i Bojków. A właściwie rozdzielał, bo polskich Bojków już właściwie nie ma jako zwartej grupy, a Łemkowie z tych terenów również w większości zniknęli. Niemniej Duszatyn był "graniczną" wsią łemkowską - za Chryszczatą już żyli Bojkowie..

Most kolejowy nad Osławą w Duszatynie

Piękne widoki z drogi do Prełuk

a z drugiej strony - strome piaskowcowe ściany

Mamy nadzieję, że ten krótki wpis Wam się podobał. Czasem będziemy nieco odskakiwać na wchód lub zachód, by pokazać Wam całą Łemkowszczyznę. Sam Duszatym zaś warto zobaczyć - bo i same jeziorka, i dolina Osławy na prawdę na długo pozostaną Wam w pamięci.

Pozdrawiamy serdecznie!




Źródła inf.:
Kłos S., 2010, Krajobrazy nieistniejących wsi. Roztocze, Pogórze Przemyskie, Bieszczady, Beskid Niski
www.cerkiewne.tematy.pl
Krugar W., 2000, Bieszczady: przewodnik
Figiel N., Klimek P., 2011, Bieszczady, Beskid Niski
pl.wikipedia.org
cudaswiata.pl
www.twojebieszczady.net