Zanim wejdziesz, przeczytaj :)

1) Materiały wykorzystane przez nas ( zdjęcia, rysunki, opisy ) służą tylko celom dydaktyczno - informacyjnym, nie czerpiemy z działalności żadnych korzyści. Wykorzystujemy materiały zarówno własne, jak również pozyskane w internecie, lecz tylko by ukazać czytelnikom piękno naszego świata :). Materiał internetowy pozyskujemy legalnie (nie jest on zastrzeżony prawami autorskimi, pochodzi ze źródeł masowych i edukacyjnych) - nie kradniemy niczyjej pracy. Jeśli jednak znajdziesz u nas swoje materiały bez wyraźnej zgody (mogło zdarzyć się niedopatrzenie z naszej strony) i poczujesz się urażony - prosimy, poinformuj nas, a natychmiast znikną one z naszych łamów :)
2) Blog nie ma charakteru naukowego. Jest to strona popularyzatorska. W miarę naszych możliwości (i ponieważ historia to nasze hobby) staramy się jak najwięcej umieszczać informacji historycznych oraz korzystać z literatury tematycznej, niemniej nie gwarantujemy "nieomylności" :)
3) Ilustracje opatrzone znakiem wodnym są naszą prywatną własnością. Jeśli znalazłeś tutaj przydatną ilustrację - napisz do nas. Podobnie rzecz ma się z zamieszczanymi tekstami.

poniedziałek, 19 czerwca 2017

Legendy Łemkowskiego Beskidu - Skarby w Szymbarku

Witajcie, dzisiaj kolejna dawka legend o Beskidzie Niskim.
Dziś ciekawa legenda  z Szymbarku,

zapraszamy do lektury!


   Kasztel w Szymbarku postawiono na końcu cypla stromo spadającego w nurty rzeki Ropy. Jest to miejsce pod wieloma względami szczególne, bowiem zamek stoi na skałach, pomiędzy którymi jest jaskinia uczyniona przez siły natury. Zanim go postawiono, jaskinia była wykorzystywana przez zbójców, którzy przechowywali w niej zrabowane skarby. Polsko-węgierskie pogranicze sprzyjało rozbojom po obu jego stronach. W tamtym czasie bandy zbójeckie rabowały nie tylko na drogach, ale także napadały na dwory szlacheckie, a nawet miasteczka. Łupy z takiego rabunku były nieraz tak ogromne, że na kilkunastu wozach trzeba było je przewozić. Należało je także w miarę bezpiecznym miejscu przechowywać do czasy spieniężenia. Jednym z takich miejsc była jaskinia w Szymbarku.
   Ale los każdej bandy zbójeckiej na cienkiej jak pajęcza przędza nitce wisi. Każdy napad może skończyć się jej pogromem, bo wielu ma nieprzyjaciół wśród uczciwych ludzi, a tych, jak wiadomo, jest większość. Takoż i na owych zbójów przyszła kryska i jedni poszli na szubienicę, inni w rozsypkę. Zgromadzone w jaskini skarby diabli wzięli. To znaczy położyły na nich swoje kosmate łapy. Z czasem nad jaskinią, której istnienia wtedy nikt się nie domyślał, pobudowano wyniosły kasztel i dostęp do niej stał się praktycznie niemożliwy.

   W jakiś czas potem w którąś Niedzielę Palmową zupełnie przypadkowo pewien kmieć zauważył w pobliżu kasztelu otwór w ziemi, rzekłbym wejście do jaskini. Wiedziony ciekawością, wszedł do jej wnętrza i zobaczył skarby ogromne, zgromadzone w beczkach i skrzyniach podróżnych. Oszołomiony tym widokiem, nawet nie zdążył się do nich zbliżyć, kiedy do jaskini wpadły jak wicher diabły i przerażonego kmiecia z niej wymiotły, po czym wejście do jaskini się zawarło. Tenże, gdy oprzytomniał, zdał sobie sprawę, że w jednej chwili z biedaka mógł stać się bogaczem. Obchodził kasztel ze wszystkich stron przez wiele kolejnych dni, ale wejścia do jaskini nie znalazł.
   Gdy nastała kolejna Niedziela Palmowa, znów był koło kasztelu w nadziei, że właśnie w tym dniu wydarzy się cud. I w to samo południe, gdy rozdzwoniły się dzwony w szymbarskim kościele, ukazało się wejście do jaskini. Wszedł do niej i niewiele się namyślając, zaczął ładować skarby do wora, który przyniósł ze sobą. Cóż, kiedy bicie dzwonów ustało i w tej samej chwili wpadły do niej diabły i chłopa z niej bez pardonu wymiotły, uprzednio zabrawszy mu wór pełen kosztowności. Kmieć nie tylko niczego nie wskórał, ale także został srodze poturbowany. Gdy doszedł do siebie, zaczął przemyśliwać, jak pomimo diabłów z owych skarbów co nieco uszczknąć.

   Kolejne próby zakończyły się podobnie jak i pierwsza, czyli pełnym niepowodzeniem. W międzyczasie kmieć wygadał się o tej jaskini pod kasztelem i skarbach, i diabłach, i Niedzieli Palmowej, stąd i ta wiadomość do nas doszła i Wam ja pokazujemy.

Może by tak poszukać, kto wie....


Mamy nadzieję, że legenda się Wam spodobała.
Jak to los potrafi z człowieka zakpić, prawda?

Pozdrawiamy!


Legenda pochodzi ze zbioru Andrzeja Potockiego "Legendy Łemkowskiego Beskidu"

niedziela, 4 czerwca 2017

Oczami wędrowca - Kamianka (Kamionka)

Witajcie!

Dzisiaj zabierzemy Was w dość rzadko odwiedzane miejsce, bo położone na uboczu, poza szlakami turystycznymi. Kiedyś była tutaj mała wioska, tętniąca życiem - dzisiaj teren ten porastają łąki i lasy, a po dawnych mieszkańcach wsi pozostało stosunkowo niewiele.
Zapraszamy Was w odwiedziny do Kamionki

Stara droga w Kamiance

Tereny dawnej wsi znajdują się w dolinie Białego Potoku, i sąsiadują z przysiółkiem Abramów, należącym o Zawadki Rymanowskiej. Od północy wieś sąsiaduje  ze szczytem Kamińska (639 m n. p. m.), a od połudna zamyka wioskę pasmo bezimiennych szczytów.

Kamianka, dziś nazywana Kamionką powstała samorzutnie na początku XVI wieku. Nazwa wsi w dokumentach wymieniona była po raz pierwszy w roku 1526. Sama lokacja na prawie wołoskim miała miejsce jednak później, w 1541 roku. Wtedy to biskup Jan Tarło wydał przywilej lokacyjny dla Wołocha Waśki Pawłoskiego. Wioska była własnością biskupów przemyskich, i wchodziła w skład klucza jasliskiego (tworzyła samodzielny półpotok).

Na cmentarzu w Kamiance


Są dwie teorie mówiące o pochodzeniu nazwy - jedna mówi, ze nazwa pochodzi od słowa "kamień bądź też od "kamiennej góry", a druga mówi o wybrukowanym brodzie, co może tyczyć się przejścia przez rzekę na pobliskim trakcie dukielskim.

Nigdy nie była to wieś bardzo duża czy szczególnie bogata. Znajdowała się na uboczu, i nie brała udziału w "wielkich wydarzeniach" dziejowych. Niewiele też można o historii wioski powiedzieć.
Wieś była siedzibą parafii unickiej, obejmującą także pobliską Zawadkę Rymanowską. Tak było do 1720 roku, kiedy to siedzibę przeniesiono do Zawadki. Wioska jednak w dalszym ciągu posiadała własną cerkiew. Pierwszą erkiew parafialną erygowano w 1580 roku. Dokonał tego biskup Jan Bazucki. Tutaj nasuwa się pytanie czy faktycznie erygowano cerkiew, czy też wtedy założono parafię... Ostatnią cerkiew wzniesiono w roku 1922 (lub 1925), na miejscu poprzedniej świątyni z 1702 roku. . Wzniesiono ją na planie krzyża greckiego, z jedną, dużą kopułą. Oczywiście była to cerkiew drewniana. Świątynia była bardzo podobna do tej stojącej po dziś dzień w Daliowej, chociaż ponoć była bardziej zdobiona detalami ciesielskimi.

Tak wyglądała cerkiew w Kamiance /źródło:Tarnowycz J., 1936, Ilustrowana historia Łemkowszczyzny, Lwów/

Pochodził stąd Michał Barna, znany w okolicy rzeźbiarz i stolarz.

Wioska rozwijała się stopniowo, ale zawsze pozostawała stosunkowo niewielka. W 1785 192 grekokatolickich Rusinów, ale już w roku 1880 mieszkało tu 374 osoby, głównie grekokatolicy (371).
W 1900 roku było tutaj 71 domów i 376 mieszkańców, zaś w roku 1931 mieszkało 374 mieszkańców, mieszkających w 63 domach. Działała tutaj też szkoła i czytelnia im. Kaczkowskiego.
Przed II wojną światową było tutaj 65 gospodarstw, a wieś dzieliła się na cztery przysiółki: Sołtystwo, Łeciwka, Barniwka i Łanykiwka.

Rok później zima była zdecydowanie bardziej szczodra...


I wojna światowa minęła okolicę bez większych problemów. Po wojnie, w latach 1927-1928 prowadzono we wsi agitację, mającą na celu pozyskanie mieszkańców do wspólnoty prawosławnej (Schizma Tylawska), jednak przybyła tutaj misja greckokatolicka uniemożliwiła to. Również i II wojna światowa nie była tutaj bardzo odczuwalna. Natomiast sytuacja po wojnie diametralnie się zmieniła. Większość mieszkańców wyjechało z Kamionki na Ukrainę w sierpniu 1945 roku. Stało się to pod wpływem m. in. nasilających się aktów grabieży i napaści sąsiednich, polskich wsi. We wsi pozostały jednak 34 osoby, które zostały przymusowo wysiedlone w 1947 roku, w ramach Akcji Wisła. Wieś opustoszała.
Opuszczone zabudowania zostały szybko rozebrane przez mieszkańców sąsiednich miejscowości, zniszczonych w toku działań wojennych (bitwa dukielska). Podobny los spotkał i cerkiew - rozebrali ją mieszkańcy Lubatowej, i pozyskanego budulca zbudowali szkołę.
Po wojnie terenu wsi przejął pobliski zakład PGR Zawadka Rymanowska, potem zaś gospodarzył tu przez jakiś czas Igloopol. Dziś tereny wsi należą do osoby prywatnej - są tu m. in. stawy rybne.


Krzyż z 1909 roku, mocno już pochylony...

Tu gdzieś prawdopodobnie stała cerkiew.

A co pozostało po dawnej wsi?
Właściwie to niewiele. Pozostał mocno zdewastowany cmentarz łemkowski, a na nim kilka nagrobków, częściowo zniszczonych. Obok znajdowała się dawniej cerkiew greckokatolicka, dziś nie ma po niej śladu, i tylko można domyślać się, w którym miejscu mogła stać. Doliną, wzdłuż Białego Potoku prowadzi stara droga wiodąca na Przełęcz Szklarską. Bardzo przyjemna trasa, pośród lasów ale też i terenów otwartych. Można też natknąć się na stare jabłonie czy ledwie czytelne zagłębienia po piwnicach - ślady po dawnej zabudowie. Pozostał też rozbity krzyż przydrożny, jednak nam nie udało się go odnaleźć. Znajduje się około kilometra od cmentarza, przy starej drodze na Przełęcz Szklarską.
Pozostała też pamiątka po dawnej działalności PGR. Są to nieprzebrane ilości barszczu Sosnowskiego - rośliny niebezpiecznej, bowiem jej sok pod wpływem promieni słonecznej wywołuje oparzenia. A tutejsze barszcze osiągają gigantyczne rozmiary... Jest to trudny do zwalczenia chwast, i chyba jak na razie nikt nie zajął się jego regularnym zwalczaniem... My zawsze odwiedzamy to miejsce zimą, więc można swobodnie wejść na cmentarz, ale jak tu jest latem?

Takie okazy barszczu nie są tu chyba wyjątkami

Warto tutaj zajrzeć. Szczególnie utkwić może w pamięci cmentarz. Przy ziemnej, błotnistej drodze, odgrodzony od niej szpalerem wierzb, robi na prawdę wielkie wrażenie. I jest zauważalny z daleka, więc nie sposób go ominąć...

Zdjęcie ze stoków Kamińskiej - przy ładnej pogodzie widoki stąd muszą być piękne

Do Kamionki nie prowadzą szlaki turystyczne, nawet droga asfaltowa tutaj nie dotarła, bo kończy się w Abrmowie przy ostatnich budynkach PGR - u. Dalej, kilkaset metrów, trzeba przejść ziemną drogą, wymęczoną przez maszyny leśne. Koło cmentarza w Kamionce zresztą składowane jest drewno, pozyskiwane w okolicznych lasach.

Najlepiej iść tutaj od Przełęczy Szklarskiej, kierując się na szczyty: Siwice (608 m n.p.m.) i Kamińską. Potem można albo w małej przełęczy między Wierchem a Kamińską zejść doliną, przez łąki w dolinę Białego Potoku i znajdując starą drogę, iść do wsi, albo też można wejść na Kamińską, i podziwiając widoki zejść jej stokami prosto na cmentarz w Kamionce.  Jeśli ktoś chce lub musi, może też po prostu podjechać np. do Zawadki Rymanowskiej i zostawić pojazd np. pod cerkwią, i przejść się drogą do Kamionki. Mimo, że w dużej mierze idzie się asfaltem, to też polecamy, szczególnie zimą ☺ No próbować tu można też dotrzeć rowerem, od Zawadki nie est to trudne, ale od Przełęczy Szklarskiej trasa może być kłopotliwa, szczególnie zaś jej podmokłe odcinki.

Jeden z prywatnych stawów rybnych na terenie dawnej wsi


Polecamy Wam gorąco to miejsce, trochę zapomniane... Ale to lepiej. Tutaj można przysiąść na pniu i patrząc na pochylone wiekiem krzyże cmentarne, rozmyślać o kruchości ludzkiego życia, przemijaniu, historii, a może o tym jak tu było dawniej? I zawsze można wejść na Kamińską i będąc "bliżej nieba" podziwiać piękne widoki....
Nader wszystko można odpocząć od samochodu.

Serdecznie polecamy






Źródła informacji:
Luboński P. (red), 2012, Beskid Niski. Przewodnik dla prawdziwego turysty
Grzesik W., Traczyk T. Wadas B., 2012, Beskid Niski od Komańczy do Wysowej
Kłos S., 2010, Krajobrazy nieistniejących wsi
Czajkowski J., 1999, Studia nad Łemkowszczyzną
cerkiewne.tematy.net

* Tarnowycz J., 1936, Ilustrowana historia Łemkowszczyzny, Lwów {za: cerkiewne.tematy.net]

niedziela, 21 maja 2017

Cmentarze Wielkiej Wojny w Beskidzie Niskim

Witajcie!

Dzisiaj chcemy Wam coś niecoś powiedzieć o cmentarzach wojennych, na których spoczywają polegli w walkach w latach 1914-1915.  Cmentarze te są ważnym elementem krajobrazu Beskidu Niskiego, i chyba nikt nie wyobraża sobie teraz wędrówek po tych terenach bez napotkania chociażby jednej nekropolii. A ponieważ sami bardzo lubimy odwiedzać te miejsca, postanowiliśmy coś niecoś o nich wspomnieć.

Miłej lektury!


Podziwiamy piękno cmentarzy - wspaniałe detale architektoniczne, snycerskie wykończenia krzyży nagrobnych, fantazyjne kształty przypominające reduty czy też lokalizację, często z dala od siedzib ludzkich... Zastanawialiście się skąd one się wzięły?

Ożenna. Cmentarz wojenny nr 1

Powstały tutaj za sprawą przede wszystkim ciężkich walk toczonych tutaj w latach 1914 - 1915. Początkowo ścierały się tutaj oddziały Austro - Węgier i Rosji, później dołączyły również jednostki niemieckie. Walki, choroby, klimat - za sprawą wielu czynników śmierć znalazło tutaj wielu żołnierzy wszystkich walczących armii. W samym tylko Oddziale Grobów Wojennych w Krakowie ekshumowano około 70 tys poległych! Z tego duża część spoczywa na obszarze Beskidu Niskiego.

Po wielkim zwycięstwie pod Gorlicami, władze austriackie postanowiły uczcić wiktorię poprzez budowę pięknych cmentarzy wojskowych. Żołnierze mieli być godnie pochowani bez względu na narodowość, wyznanie czy przynależność armijną. Galicja Zachodnia miała stać się jakby pomnikiem, symbolem zwycięstwa.  Podobne założenia miano zrealizować też na Wołyniu, w Serbii, Karpatach Wschodnich czy Dolomitach Włoskich. Plany postanowiono szybko realizować.
Już 3 listopada 1915 roku w austriackim Ministerstwie Wojny utworzono Wydział Grobów Wojennych (niem. Kriegsgraber Abteilung). Wydział ten miał swoje oddziały terenowe, przypisane  do dowództw poszczególnych korpusów armii (z okresu pokojowego).
Na terenie Beskidu Niskiego graniczyły dwa Oddziały Grobów Wojennych: Kraków (Galicja Zachodnia) i Przemyśl (Galicja Środkowa).

Każdy z oddziałów był skomplikowaną, właściwie samodzielną jednostką. Zatrudniano tutaj zarówno żołnierzy armii austro - węgierskiej, jak też i jeńców rosyjskich oraz włoskich - np. kamieniarzy. W skład oddziału, liczącego ogólnie około 3 tysiące ludzi, wchodzili rzemieślnicy (kamieniarze, cieśle), ogrodnicy, architekci, fotografowie, malarze, i przedstawiciele wielu innych specjalności. Poniżej przedstawiamy tabelę, na której rozrysowano podział Krakowskiego Oddziału Grobów Wojennych.

/źródło: pl.wikipedia.org, autorzy: Marek Widurek i Marus/

 Oddziały zostały podzielone na Okręgi Cmentarne - na czele każdego okręgu stał oficer z wykształceniem inżynieryjnym lub artystycznym. W Oddziale krakowskim było jedenaście okręgów:
I - Żmigród
II - Jasło
III - Gorlice
IV - Łużna
V - Pilzno
VI - Tarnów
VII - Dąbrowa
VIII - Brzesko
IX - Bochnia
X- Limanowa
XI - Kraków

W tekście będziemy omawiać właściwie tylko Oddział krakowski, bo właściwie tylko ten zdołał zrealizować w dużej mierze swoje założenia.

Każdy element, detal był starannie przemyślany. Cmentarze często lokowano na trudno dostępnych wzgórzach - przed budową samej nekropolii często należało najpierw zaprojektować i zbudować samą drogę. Potem starannie projektowano cmentarz z uwzględnieniem każdego detalu. Pracowało tutaj wielu projektantów, dlatego też nie ma właściwie dwóch takich samych cmentarzy. To jest o tyle ciekawe, że w w sumie w 11 okręgach jest ponad 400 cmentarzy. Różnorodność jest tu wiec ogromna, Nas interesować będą Okręgi I, oraz częściowo II i III.
Bednarka, cmentarz nr 84. Mogiła żołnierzy rosyjskich. 
Cmentarze budowano zarówno na wzgórzach, jak też i na otwartych polanach, przy cmentarzach wiejskich i miejskich, czasem też pośród pól. Dojście do cmentarzy znakowano betonowymi tablicami informacyjnymi, m. in. nanoszono na nie numer cmentarza - wiele z nich przetrwało do dziś. Starano się też cmentarze w miarę możliwości zakładać blisko miejsc bitew i potyczek, w których zginęli pochowani żołnierze. Zapewne nie tylko chodziło tu o wydźwięk historyczny i duchowy, ale również o względy logistyczne i sanitarne - w czasie walk poległych chowano prowizorycznie "na miejscu", często tam gdzie zginęli. Przenoszenie zaś dużej ilości ciał (dodać należy rozkładających się) mogło grozić nawet wybuchem epidemii, z czego zapewne zdawano sobie sprawę. Wykorzystywano więc powstałe już prowizoryczne cmentarze, odpowiednio je przebudowując. Zmarłych starano się też upamiętnić imieniem i nazwiskiem, - dzięki ekshumacjom udało się ustalić tożsamość około 43 tys poległych. Znane są nazwiska głównie żołnierzy armii austro - węgierskiej i niemieckiej. Rosyjscy żołnierze rzadko posiadali nieśmiertelniki, i w większości nie udało się ustalić ich tożsamości.
Desznica. Cmentarz wojenny nr 7.
Prace prowadzono w czasie trwania wojny, co wiązało się z kłopotami natury materiałowej - wojna pochłania olbrzymie ilości wszelkich surowców, i pozyskanie odpowiedniej ilości materiałów nie zawsze było łatwe.  A tymczasem budowa cmentarzy, często wielkich rozmiarów i o rozbudowanej architekturze, wymagała dużych ilości materiałów: drewna, kamienia, żelaza, stali i wielu innych. O tym, że do budowy wykorzystano olbrzymie wręcz ilości wszelakich surowców, mówią liczby. Tak dla przykładu:

- 377 520 ton kamienia łamanego
- 231 000 cet. m.  betonu ( cet. m. - cetnar metryczny. 1 cet. m. = ok 50 kg)
- 5390 cet. m. cegieł i dachówek
- 32 712 cet. m. cementu portlandzkiego
- 1230 300 cet. m. drewna modrzewiowego
- 49 600 cet. m. drewna dębowego
- 200 500 cet. m. żeliwa
- 22 800 cet. m. klamer i gwoździ
- 12 500 cet. m. blachy ocynkowanej
- 1700 cet. m. farby olejnej

to tylko niektóre przykłady. Wykorzystywano bowiem i wiele innych surowców, m. in. drewno miękkie, blachę cynkową, środki do impregnacji...

Będąc już przy liczbach, przytoczymy kolejne przykłady. A mianowicie mówiące o wykorzystaniu surowców.
I tak:

Z żeliwa odlano m. in. 12 000 krzyżyna groby pojedyncze i 1400 na groby zbiorowe.
Z betonu zrobiono m. in. 50 pomników, kapliczek, ołtarzy i obelisków.
Z żelaza kutego zrobiono m. in. 110 furt, bramek, krat
Z drewna postało m. in. 6 kaplic pomnikowych i 407 krzyży na groby indywidualne
Zrobiono też np. 120 tablic marmurowych.
Posadzono m. in.: 35 000 drzewek ozdobnych, 320 000 sadzonek bluszczu i innych roślin ozdobnych, 2000 krzewów kwitnących, a na trawniki zużyto 2000 kg nasion.

Na potrzeby zaopatrzenia warsztatów i grup robotniczych zbudowano w Tarnowie dworzec kolejowy z magazynami, skąd dysponowano materiały do poszczególnych okręgów.

Cmentarz wojenny w Wisłoku Wielkim (Okręg Przemyśl)

Powyższe dane dotyczą oczywiście budowy wszystkich jedenastu Okręgów. Nie wiadomo, ile materiałów wykorzystano do budowy "naszych" okręgów.

W okręgach I, II i III jest łącznie 116 cmentarzy, oczywiście nie wszystkie leżą już na terenie BN. Niemniej jednak trudno tutaj generalizować, bo same walki na tym obszarze maiły na celu przebicie się danej strony i zmuszenie przeciwnika do generalnego odwrotu, a w przypadku bitwy pod Gorlicami pozycje wyjściowe znajdowały się na obszarach Beskidu, tak więc trudno tu traktować cmentarze z Pogórzy po macoszemu...
Cmentarzom nadawano numery ewidencyjne, do dziś wykorzystywane w publikacjach. Ciekawy jest sam fakt projektowania owych cmentarzy. Danymi okręgami "opiekowali" się zazwyczaj konkretni artyści - projektanci. Tak więc Okręg I przypadał pod komendę Dusana Jurkovia, wybitnego projektanta cmentarzy galicyjskich. Lubował się on wręcz w drewnie, jednak mimo wszystko tworzył też i z kamienia. Kierownikiem artystycznym Okręgu II był Johann Jager, tworzący głównie w betonie i metalu. Okręg III prowadził Hans Mayr, tworzący głównie "germańskie", masywne elementy.

Zdynia. Cmentarz wojenny nr 52

Spoczywa w tych trzech okręgach łącznie 19131 poległych:

Okręg I - Żmigród (31 cmentarzy):
Spoczywa tu łącznie 4287 żołnierzy

Okręg II Jasło ( 31 cmentarzy).
Spoczywa tu łącznie 6605 żołnierzy

Okręg III Gorlice (54 cmentarze)
Spoczywa tu łącznie 8239 żołnierzy.

Do tej liczby należałoby też dodać kilka samotnych mogił, często odkrytych już później (np. na Magurze Małastowskiej). Trzeba też brać pod uwagę, że zapewne pewna część poległych nie została na budowane cmentarze przeniesiona. Ich groby, oznaczane pośpiesznie przez towarzyszy broni często były zacierana w toku walk. Dotyczy to szczególnie terenów górskich.
Mimo wielkiego wkładu w pracę, nie wszystkie obiekty wykończono. Zabrakło np. czasu na dokończenie architektoniczne cmentarza wojennego nr 80 w Sękowej - z tylu, za betonowymi filarami (pergolą) na wyższym tarasie miała stanąć monumentalna kaplica ku pamięci poległych tutaj żołnierzy w wiosennych walkach w rejonie Sękowej. Ponoć jej dach miał być pozłacany!


Tak wygląda sprawa w Oddziale Krakowskim. A jak było w Oddziale Przemyskim? Tam nie powstały tak piękne cmentarze jak tutaj, wiele grobów przepadło, zniszczono również wiele cmentarzy. Miały na to wpływ i działania wojenne, i późniejsze wysiedlenia. Ale i tutaj toczono ciężkie walki, więc liczbę poległych można liczyć w tysiącach. Zapewne archiwa w Wiedniu częściowo są w stanie dać odpowiedź na to pytanie. Ale tutaj zmagano się w trudnym, górskim terenie, i śmierć zbierała tutaj krwawe żniwo, szczególnie w zimie 1914/15...
Oddział Przemyski też miał być podzielony na Okręgi. Miało ich powstać 12, z czego teren Beskidu Niskiego miał obejmować Okręg II i X. Nie zdążono wykonać tutaj zbyt wielu prac, nawet nie nadano numerów ewidencyjnych cmentarzom - prace przerwał upadek Austro - Węgier. Sprawę utrudniał to, że Oddział ten obejmował obszar prawie 3 - krotnie większy niż Oddział krakowski. Brakowało też funduszy, sprzętu i wykwalifikowanej kadry. Powstało 617 - 621 cmentarzy wojennych i około 20 mogił pojedynczych i masowych (dane są rozbieżne). Ze względu na ogrom walk w rejonie Przemyśla (3 - krotnie ścierano się o twierdzę Przemyśl) tam skupił się główny wysiłek prac cmentarnych - dla pozostałego obszaru w dużej mierze zabrakło czasu i materiałów. Cmentarze z tego okręgu na terenie Beskidu Niskiego można zobaczyć m. in. w Wisłoku Wielkim, Dukli, Jaśliskach, Rymanowie, na stokach Kamienia n. Jaśliskami czy w Mymoniu. Chociaż nie są tak okazałe, to jednak obrazują jak krwawa potrafi być wojna, i jak wielu ludzi pochłania w imię politycznych zachcianek rządzących...  Wiele cmentarzy i kwater zostało zniszczonych, nie można ich właściwie odnaleźć. Tak stało się np. w Szczawnym czy Przybyszowie.

Męcina Wielka. Cmentarz wojenny nr 81

Jednak ogrom przelanej krwi przez walczące tu armie sprawia, zę nawet te bardzo skromne, często ledwo zauważalne cmentarze są swoistymi pomnikami nie tylko dla spoczywających na nich, ale również i dla potomnych - bo przecież tak okropne zdarzenia nie powinny już mieć miejsca. Że historia lubi się powtarzać niestety można było przekonać się już dwadzieścia lat później, gdy wybuchła II wojna światowa. A jako że była straszniejsza, krwawsza - szybko zapomniano o Wielkiej Wojnie (jak nazwano I wojnę światową) oraz o poległych. Ci zresztą nie zawsze byli wspominani po 1918 roku. Uznawano ich bowiem często za żołnierzy armii zaborców, armii które ponad sto lat deptały Polskę. Nie zawsze pamiętano o tym, zę w armiach tych służyli licznie Polacy. I nikt też nie pamiętał, ze walczyli i ginęli w jej szeregach przedstawiciele także innych zniewolonych narodów - Czesi, Słowacy, Ukraińcy, Węgrzy...  A jednak te walki, i ta wojna przysłużyły się do uzyskania przez Polskę niepodległości. O tym powinno się pamiętać (a niestety rzadko tak jest), wędrując po terenach Beskidu Niskiego, de facto wielkiego pola bitwy...


www.beskid-niski-pogorze.pl
www.pogorza.pl
www.cmentarze.jasonek.pl
www.cmentarze.gorlice.net.pl
Majewski J., Cmentarze z I wojny światowej w Beskidzie Niskim i na Pogórzu






niedziela, 7 maja 2017

Okiem wędrowca - Przybyszów

Witajcie,

dziś chcemy Was zabrać do doliny Płonki. Tutaj bowiem przed laty istniał Przybyszów - mała wioska łemkowska, przez etnografów wiązana już w wpływami bojkowskimi. Dziś miejsce to odwiedzane jest jedynie przez turystów i drwali, a zazwyczaj jest tu cicho i spokojnie.

idąc z Tokarni w kierunku Komańczy przejdziecie przez Przybyszów. Warto tu zboczyć w kilku miejscach ze szlaku..

Chata w Przybyszowie

Teren wsi znajduje się w dolinie strumieni tworzących potok Płonka, miedzy szczytami Tokarni (778 m n.p.m.) i Szerokiego Łanu (688 m n.p.m.) z czynnym w zimie wyciągiem narciarskim. Od północy wieś sąsiadowała z Karlikowem, a od południa zamykał jej obręb grzbiet Kamienia.

Na początek jak zawsze trochę historii:

Wieś powstała, jak wiele sąsiednich osad, w szczytowym okresie kolonizacji wołoskiej, tj. w XVI wieku. Istniała już w 1553 roku
Początkowo w źródłach wieś wymieniano jako Przibissow (1553), potem Przybyszow pod koniec XVI wieku, by zmienić brzmienie na Przybyszowka w 1699 roku. Nazwa Przybyszow pojawiła się na stałe w połowie XVIII wieku. Spolszczenie nastąpiło zapewne po II wojnie światowej.
Pierwszym właścicielem w XVI wieku był Mikołaj Herburt Odnowski.
Niewiele można znaleźć informacji o dziejach wioski. Nie była ona zbyt wielka.
Do roku 1772 (I rozbiór Polski) wioska należała do Województwa Ruskiego, by potem przynależeć do austiackiego cyrkułu leskiego, a później sanockiego. Od 1867 roku należała do powiatu sanockiego, do gminy Bukowsko.


Szeroki Łan (688 m n. p. m.) W zimie królują na tym wzgórzu narciarze

W roku 1898 wieś liczyła 393 mieszkańców i 62 domy. Była to własność szlachecka - należała do rodu Ściborów - Rylskich. W połowie wieku XIX tubularną właścicielką była Leopoldyna Horodeńska. Na początku XX wieku właścicielem był Eustachy Rylski. Na terenie wsi miał 307 ha gruntów własnych.
Przybyszów nie tworzył samodzielnej parafii. Należał do parafii z siedzibą w Karlikowie (do niej też należała Wola Piotrowa) jednak miał swoją cerkiew filialną. Ostatnią świątynię wzniesiono w XIX wieku, około 1840 roku. Po II wojnie światowej została rozebrana. . Nosiła wezwanie Błogosławionej Dziewicy Marii Paraskewy. Wyglądem zbliżona była do świątyni np. w Szczawnym. Przypominała tzw. typ przejściowy z niewielką wieżą nad babińcem i wolnostojącą dzwonnicą przed wejściem. Nad nawą i prezbiterium znajdowały się niewielkie, cebulaste kopułki takich samych rozmiarów. Dach był kryty blachą. Oczywiście świątynie wzniesiono z drewna. Zobaczyć możecie ją tutaj. Rozebrano ją po 1947 roku.
We wsi działał duży tartak.

na starszym cmentarzu...






Po 1848 roku, kiedy to w zaborze austriackim zniesiono pańszczyznę, w górnej części wsi stanął kamienny krzyż, tzw. pańszczyźniany, ku pamięci i ku uczczeniu zniesienia pańszczyzny. Podobny (tyle że drewniany) krzyż postawiono na rozstaju dróg w Radocynie.

W roku 1939 liczyła 490 mieszkańców, z czego 185 osób było wyznania greckokatolickiego (Łemkowie) a 5 mojżeszowego.

Jak wspomnieliśmy na początku, wieś należała do tzw. obszaru przejściowego łemkowsko - bojowskiego, zwanego też obszarem łemkowsko - doliniańsko - bojkowskim. Wiąże się to z tym, iż w rejonie pasma Bukowicy spotykały się trzy grupy etnograficzne: Łemkowie, Dolinianie i Bojkowie. Wiązało się z tym nieuniknione wręcz przenikanie elementów kultury. A ponieważ wsie skupione wokół Płonnej były częściowo oddzielone górami od pozostałych skupisk łemkowskich, były poddawane oddziaływaniom Bojków i Dolinian, zamieszkujących okolice m. in. Bukowska. Nie można jednak tutaj mówić o szczególnie silnych wpływach danej kultury. Obszar ten wyodrębnił Roman Reinfuss. Jednak uznać chyba można, że wioski takie jak Karlików, Wola Piotrowa, Przybyszów czy Płonna pozostały pod dużym wpływem kultury łemkowskiej.
W okolicy toczono walki w okresie I wojny światowej, w latach 1914-1915. Na starym cmentarzu wiejskim istniała kwatera żołnierska z tego okresu. Pochowano na niej żołnierzy austro - węgierskich. Niestety, dzisiaj jest już nieczytelna.
Wieś była pod wpływem ideologii ukraińskich, propagowanych na tech terenach od XIX wieku. Przyłączyła się w 1918 roku do powstałej Republiki Komańczańskiej, mającej stać się częścią ZURL. Po upadku w 1919 roku wspomnianego proukraińskiego państewka, wieś została włączona w granice II RP bez rozlewu krwi.

rozbity krzyż przy dawnej drodze

widok na cerkwisko od strony bobrowych tam



Podczas II wojny światowej wieś znacznie ucierpiała. Toczone tutaj ciężkie walki w sierpniu i wrześniu 1944 roku w dużym stopniu doprowadziły do zniszczenia wsi. Mieszkańcy dobrowolnie opuścili zrujnowaną osadę w 1945. Ostatnich mieszkańców (26 osób) wysiedlono stąd w 1947 roku na Ziemie Odzyskane.
Wedle opowieści, w czasie walk w 1944 roku sowieci okrążyli w rejonie Przybyszowa oddział niemiecki. Wysłany przez oddziały radzieckie parlamentariusz z białą flagą został przez Niemców zabity. W odwecie żołnierze radzieccy postanowili już nie brać jeńców, i tych którzy się w czasie walki poddali - rozstrzelali.

Sympatie proukraińskie części mieszkańców przetrwały okres międzywojenny. Na obszarze wioski po 1945 roku działała sotnia Stiaha. Trudno rzec dziś czy poparcie dla oddziałów UPA było masowe i aktywne, czy też były to przypadki sporadyczne. Jednak im bardziej na wschód, tym UPA znajdowała więcej wsparcia. Jednak mimo wszystko nie było to masowe wsparcie udzielane przez całe osady.

W roku 1945 lub 1946 w Przybyszowie UPA uprowadziła sołtysa wsi (Polaka). Jego zwłoki znaleziono w jednej ze studni w Rzepedzi... W okolicznych wsiach w latach 1944 - 47 również zginęło kilkanaście osób z rąk UPA, zarówno Polaków jak też i Rusinów.

Po wyludnieniu wsi nie powróciło tu już osadnictwo. Gospodarował tutaj PGR z Karlikowa, niedaleko, przy drodze do Przybyszowa zbudowano Zakład Karny, dzisiaj ruinę. Po upadku PGR ziemię przejął PPRol., nie na długo jednak...
Rozebrano po 1947 roku cerkiew i domy, których nie zniszczyła wojna. Pozostały zarastające lasem pola...

na nowszym cmentarzu



Co pozostało po dawnej wsi?

Pozostały dwa cmentarze - "stary" i nowy". Starszy cmentarz znajduje się przy drodze z Karlikowa do Przybyszowa, przy GSB - ok 400 metrów od zejścia szlaku z Tokarni do Przybyszowa. Nie sposób go nie zauważyć. Zachowało się na nim kilka ciekawych nagrobków, bardzo różniących się od tych np. z zachodniej części BN.
Kolejny cmentarz jest trudniej znaleźć. Trzeba iść od "starszego" cmentarza jakieś 50 metrów w dół szlakiem, do potoku. Po przejściu na drugą stronę trzeba zejść na lewo, starą drogą, obok "terenu prywatnego" z dziwną drewnianą konstrukcją. Potem ponownie trzeba przejść przez potok, i iść polna drogą w górę - przechodzi się obok cerkwiska (zarosłe drzewami wyniesienie w terenie po prawej stronie) i po około 100 metrach dochodzi się do cmentarza po lewej stronie, pośród drzew i chaszczy. Tutaj przetrwały chyba tylko dwa nagrobki. Warto jednak je zobaczyć. Wspomniana polna droga to fragmenty starej drogi do Rzepedzi. Z czasem zmieniono nieco jej bieg, i obecnie wiedzie przez nowy cmentarz. Jeden  z zachowanych nagrobków stał zresztą pierwotnie "po drugiej stronie" drogi, lecz został przeniesiony*.

Polecamy odwiedzić cerkwisko, wiosną można zobaczyć reszki podmurówki, fragmenty blachy z dachu... Niewiele pozostało po świątyni.
Od cerkwiska podejdźcie do potoku - zobaczycie solidną, bobrową pracę - zatoczki, tamy, śluzy, jeziorka... Wszystkiego tutaj dostatek ☺
Wródźcie potem do szlaku, i podejdźcie nim do góry - tutaj szlak skręca w prawo, ale polecamy Wam iść kawałek drogą. Po około 30-50 metrach, przy granicy lasu z obszarem otwartym, po prawej stronie przy drodze znajdziecie resztki rozbitego krzyża kamiennego.

sezon zimowy w pełni na wyciągu "Karlików"

prace leśne również...

Potem należy wrócić na szlak i iść już nim aż do granicy z lasu.  Tutaj uważajcie, w lesie bowiem, kilka metrów od szlaku znajduje się (po lewej stronie idąc od Przybyszowa) wspomniany krzyż pańszczyźniany. Dawniej w tym rejonie stała leśniczówka.

W Przybyszowie obecnie  jest tylko jeden budynek właściwie - to "Chata w Przybyszowie" oferująca noclegi strudzonym wędrowcom. Znajduje się przy GSB, niedaleko zejścia z Tokarni na drogę wiejską.

Jak pewnie zauważyliście, wiedzie tędy Główny Szlak Beskidzki. Tutaj jest stosunkowo dobrze wyznakowany. Blisko stąd jest m. in. na Tokarnię czy Rzepedkę - obydwa szczyty dają szansę na podziwianie pięknych widoków przy dobrej widoczności.

Jeśli lubicie spokój, to zapraszamy tutaj. Przede wszystkim piechurów, bo samochody nie mają tutaj łatwego życia, m. in. ze względu na dużą eksploatację okolicznych zasobów leśnych. W zimie (na Szerokim Łanie) działa tutaj wyciąg "Karlików", można przenocować, coś zjeść. Bywa tu wówczas tłoczno. Chociaż fani śnieżnego szaleństwa na szlak i do doliny wsi rzadko zaglądają.

tędy idzie się w kierunku grzbietu Kamienia

Krzyż pańszczyźniany. W lecie trudno go wypatrzeć

Przykryty śniegiem Przybyszów sprawie wrażenie miejsca zupełnie innego, przynajmniej dla nas, gdy pierwszy raz odwiedziliśmy go wiosną. Było wtedy słonecznie (chociaż mokro) i wszystko zdawało się tonąć życiem, nawet cmentarze łemkowskie, porosłe krzewami i chabrami omszonymi.
Zimą zamiera przyroda. Trwają na swoich miejscach tylko cmentarze - i wtedy właśnie, gdy wokół wieje mroźny wiatr, cmentarze wydaja się na prawdę domem umarłych. Krzyże zdają się być takie majestatyczne...

Takie widoki rozpościerają się spod granicy lasu

Chyba to już wszystko - polecamy Wam dolinę Przybyszowa na spokojny wypad, jeśli lubicie przyrodę, ciszę i poszukiwania śladów historii - to miejsce będzie dla Was idealne.

Mamy nadzieję, że wpis był ciekawy.

Pozdrowienia!




Źródła inf.:

Czajkowski J., 1999, Studia nad Łemkowszczyzną
Luboński P, (red.), 2012, Beskid Niski dla prawdziwego turysty
Kłos S., 2010, Krajobrazy nieistniejących wsi: Roztocze, Pogórze Przemyskie, Bieszczady, Beskid Niski
www.apokryfruski.org
pl.wikipedia.org
cerkiewne.tematy.net
www.stankiewicze.com
* Dziękujemy za wskazówki Długiemu z Beskidu


niedziela, 23 kwietnia 2017

Cergowa

Witajcie,

dawno już razem nie wdrapaliśmy się na żadną górę, prawda? Może pora to nadrobić. Chcemy Was dziś zabrać na jeden z "kultowych" szczytów Beskidu Niskiego. Ta góra jest chyba najbardziej rozpoznawalna ze wszystkich szczytów interesujących pieszego turystę. Mowa o Cergowej.

Cergowa w całej okazałości, widziana ze stoków wzgórza Franków

Cergowa, nazywana też Cergowską Górą wznosi się na południe od Dukli. Szczyt otaczają niemal miejscowości, w tym rejonie stosunkowo dobrze zaludnione. Na północ od góry leży wioska o tej samej nazwie, czyli Cergowa , a jeszcze dalej - Dukla. Na południu jest Zawadka Rymanowska, na zachodzie - Nowa Wieś, a od wschodu ulokowała się Lubatowa.
Góra ta pięknie wznosi się ponad okolicznymi wzgórzami, pięknie wyróżnia się w krajobrazie - jest niemal ubóstwiana przez fotografów. A jest na prawdę wdzięczną modelką☺ W okolicy wyróżnia ją nie tylko wysokość (716 m n. p. m.) ale także oryginalny kształt, przypominający leżącego konia. Całości dopełniają spadziste stoki od północy.  Często można zobaczyć jej zdjęcia w internecie, promujące walory Beskidu Niskiego.

a tak podziwiać można Cergową z Zawadki Rymanowskiej

Trudno powiedzieć, że jest to jeden z wyższych szczytów w okolicy - Cergowa ma bowiem trzy wierzchołki. Wschodni mierzy 680 m n. p. m., środkowy ma 683 m n. p. m. a zachodni ma 716 m n. p. m. i jemu to góra zawdzięcza swoją wysokość.
Kto Cergową widział, na pewno zastanawiał się skąd wzięły się te nietypowe kształty. Otóż winna jest temu budowa geologiczna. Główną masę tzw. płatu Cergowej Góry tworzy blok gruboziarnistych, twardych piaskowców cergowskich - pożądanych zresztą przez kamieniarzy. Owe piaskowce "pływają" na łupkach pstrych i warstwach hieroglifowych (są to struktury sedymentalne będące odlewem niewielkich form erozyjnych).  Północne, strome stoki występują na czole warstw skalnych, a stoki południowe, o wiele łagodniejsze - pokrywają się z kierunkiem upadu warstw skalnych.

Idziemy na Cergową, zaczynamy "masz" w Nowej Wsi

jak na razie jest łatwo..


Góra, jak większość w Beskidzie Niskim, jest starannie porośnięta lasem. Przeważa tutaj piękna buczyna karpacka, ale nie brakuje też zbiorowisk jaworzyny górskiej i olszynki karpackiej. Spotkać tu można rzadkie rośliny, jak np. kłokoczka południowa czy np.tojad wiechowaty. Masyw Cergowej jest wyjątkowy pod względem zarówno biologicznym jak i geologicznym. Na stokach góry wyszukać można ok 10 jaskiń szczelinowych o dł. do 75 metrów. Mają pochodzenie tektoniczne - są to właściwie szczeliny między warstwami skalnymi, a największy udział w ich powstaniu miały procesy osuwiskowe. Ulokowane są na stokach południowych, tam gdzie stoki są nachylone stromiej niż warstwy skały.
Wspomnimy tu o kilku najciekawszych z nich. Trzeba przyznać, że noszą ciekawe nazwy:

Jaskinia "Gdzie Spadł Samolot" - położona jest przy szlaku czerwonym, na południe od wschodniego wierzchołka góry. Ma około 15 metrów długości. Nazwa wzięła się stąd, że w pobliżu rozbił się niemiecki samolot transportowy (Ju - 52) w 1944 roku. Ponoć przerzedzenia lasu u wejścia do jaskini są pamiątką po tamtym wydarzeniu.

Jaskinia "Na Wierzchowinie" - dwie jaskinie w południowym obrzeżu rowu osuwiskowego, pod zachodnim grzbietem Cergowej, na wysokości ok. 480 m n. p. m. Wejścia jaskiń są od południowego zachodu. Większa ma długość ok 20 metrów i wysokość 5 metrów, a wewnątrz można zobaczyć niewielkie nacieki wapienne.

Jaskinia "Pod Bukiem koło Szkółki" - jaskinia znajduje się ok 150 metrów na płd wsch od jaskiń Na Wierzchowinie na wysokości ok 470 m n. p. m. Wejście znajduje się pod młodym bukiem od strony północnej. Ma długość około 47 metrów. Uwielbiają w niej zimować salamandry.

Jaskinia "Pod Bukiem koło Borsuczych Dziur" - największa cergowska jaskinia, ma 2 spore komory i kilka długich, chociaż niedostępnych korytarzy. Łączna długość to 44 metry. Otwór wejściowy znajduje się koło starego, uschniętego buka po południowej stronie.

Im wyżej, tym więcej zimy - czyli jak na góry prawidłowo ;)



Jaskinie na Cergowej należą do najwcześniej "badanych" w Polsce. Pierwszy opisał je Gabryel Rączyński w dziele "Auctuarium historiae naturalis Regni Poloniae" w 1736 roku. Z jaskiniami wiążą się liczne podania i legendy, np. o korytarzach wiodących do zamku w Odrzykoniu.
Skały tworzące górę są w stałym, chociaż bardzo powolnym ruchu. Powoduje to zmiany rozmiarów starych i powstawanie nowych jaskiń. Starzy mieszkańcy wsi twierdzą, że jaskinie zmniejszyły się w ciągu ostatnich kilkudziesięciu lat.
Jaskinie dają schronienie wielu gatunkom zwierząt, np. salamandrom czy nietoperzom - spotkać tu można nocki duże, podkowce małe i gacki brunatne.
Mieszkańcy nazywają je Borsuczymi Dziurami, chociaż większość z nich nie jest dostępna dla człowieka.

Na stokach Cergowej znajdują się dwa rezerwaty przyrody. Są to: Rezerwat " Tysiąclecia" oraz "Cisy w Nowej Wsi". Obydwa chronią dwa duże skupiska cisów. Większość z nich ma formę krzewów i są niewielkie.

Warto też poszukać też miniaturowe jeziorko osuwiskowe zwane "Morskim Okiem". Znajduje się ono w południowo - wschodniej części masywu. Trafić tu można najłatwiej odbijając od szlaku czerwonego tuż przed początkiem stromego podejścia na wschodni wierzchołek Cergowej.
Na Cergową można dojść czerwonym szlakiem (GSB) (odcinek Chyrowa - Cergowa - Rymanów-Zdrój) oraz żółtym szlakiem Dukla -Cergowa - Zawadka R. - Piotruś - Stasiane.

było cichutko, i tak ładnie, zupełnie inaczej niż "na dole" - to najbardziej w górach chyba lubimy...

pamiątka po jesiennym Ultra-Biegu ;)


Co ciekawe, turyści zaglądają tutaj już od XIX wieku. Odwiedzali Cergową już wtedy kuracjusze z pobliskiego Iwonicza - Zdroju oraz Rymanowa - Zdroju. Zaglądał tu często m. in. znany krajoznawca Mieczysław Orłowicz

Dodać należy, że na północno - zachodnim stoku znajduje się tzw. Złota Studnia. Jest to źródełko, przy którym ponoć mieszkał Św. Jan z Dukli. Stoi tu kaplica z figurą Świętego, przy której w 3 niedzielę lipca podczas odpustu ku czci świętego celebrowana jest msza święta.

W rejonie Cergowej toczono ciężkie walki w ramach bitwy dukielskiej w 1944 roku. Na środkowm szczycie np. usadowiła się artyleria niemiecka, ostrzeliwująca wyzwolony już przez Armię Czerwoną Rymanów.

Cergowa się zmienia - trwają pracę nad budową wieży widokowej na jednym ze szczytów. Czekamy na zakończenie prac - by się tam oczywiście ponownie wybrać i wdrapać na ową wieżę. Mamy tylko nadzieję, że owa wieża nie zakłóci widoku góry z okolicznych szczytów...

Na szczycie stoi krzyż. Niedługo stanie też wieża widokowa - jak wtedy będzie wyglądała Cergowa?

Nie jest daleko, w lecie polecamy!

A jak my wspominamy Cergową? Odwiedziliśmy ją w styczniu 2016 roku. No trzeba przyznać, że tamta zima nijak miała się do tej zimy z roku 2017 - wtenczas nie mieliśmy odwagi sie tutaj wybrać ponownie. Ale wróćmy do roku 2016. Podjechaliśmy do Nowej Wsi. Nie mieliśmy wiele czasu więc postanowiliśmy wybrać trasę łatwiejszą i ją skrócić, zaczynając niemal u samego podnóża. Mocno wtedy wiało, ale śniegu nie było zbyt dużo. Podejście od Nowej Wsi było stosunkowo przyjemne - spacer przez wieś, i początkowo stosunkowo łagodne podejście czerwonym szlakiem. Najpierw trzeba było wejść na Szczob, i ten etap nie był zbyt wymagający, jedynie momentami szlak wznosił się ostrzej do góry. Tak na prawdę dość strome podejście wiodło pod sam zachodni szczyt Cergowej. Na górze nie odpoczywaliśmy długo - było wietrznie, zimno, widoczność mizerna. I przeraźliwie skrzypiały zmarznięte buki. Stanęliśmy na chwilkę pod krzyżem na szczycie (tutaj co roku Krośnieński oddział PTTK organizuje spotkania opłatkowe), potem nieco niżej schowaliśmy się za "choinki" by coś przegryźć i ruszyliśmy w drogę powrotną. Ale było na prawdę rewelacyjnie. Największe wrażenie robiły pokryte szronem drzewa i krzewy - wyglądały bajecznie,
Planujemy tu wrócić, może na wiosnę, może w lecie.. Musimy zobaczyć i jaskinie, i Morskie Oko, i Złotą Studnię, bo wtenczas nam się to nie udało..

P.S. Odnośnie projektu wieży widokowej - poczytać o tym możenie na stronie Dariusza Zająca.

To tyle jeśli chodzi o Cergową. polecamy Wam ją koniecznie - robi na prawdę wielkie wrażenie.

Pozdrawiamy serdecznie





Źródło inf.:
Figiel N., Klimek P., 2011, Bieszczasy, Beskid Niski.
pl.wikipedia.org
Luboński P., (red.), 2012, Beskid Niski. Przewodnik dla prawdziwego turysty.
www.beskid-niski-pogorze.pl