Zanim wejdziesz, przeczytaj :)

1) Materiały wykorzystane przez nas ( zdjęcia, rysunki, opisy ) służą tylko celom dydaktyczno - informacyjnym, nie czerpiemy z działalności żadnych korzyści. Wykorzystujemy materiały zarówno własne, jak również pozyskane w internecie, lecz tylko by ukazać czytelnikom piękno naszego świata :). Materiał internetowy pozyskujemy legalnie (nie jest on zastrzeżony prawami autorskimi, pochodzi ze źródeł masowych i edukacyjnych) - nie kradniemy niczyjej pracy. Jeśli jednak znajdziesz u nas swoje materiały bez wyraźnej zgody (mogło zdarzyć się niedopatrzenie z naszej strony) i poczujesz się urażony - prosimy, poinformuj nas, a natychmiast znikną one z naszych łamów :)
2) Blog nie ma charakteru naukowego. Jest to strona popularyzatorska. W miarę naszych możliwości (i ponieważ historia to nasze hobby) staramy się jak najwięcej umieszczać informacji historycznych oraz korzystać z literatury tematycznej, niemniej nie gwarantujemy "nieomylności" :)
3) Ilustracje opatrzone znakiem wodnym są naszą prywatną własnością. Jeśli znalazłeś tutaj przydatną ilustrację - napisz do nas. Podobnie rzecz ma się z zamieszczanymi tekstami.

Komentarze

Przywracamy możliwość komentowania wpisów na blogu. Oczywiście przypominamy, że komentarze anonimowe nie będą mogły liczyć na odpowiedź :)

środa, 29 lipca 2020

Pożegnanie


Witajcie!
Dzisiaj chcemy Wam coś ogłosić.
Pewnie część z Was fakt ten zasmuci. Dla nas przynajmniej, jest to trudna decyzja.
Otóż postanowiliśmy zakończyć działalność blogową. Więcej wpisów na blogu nie będzie..
Wpływ ma na to wiele czynników, ale chyba nie są one w tym miejscu istotne.
Bardzo, ale to bardzo chcemy Wam za wszystko podziękować. Za dobre słowa, pochwały, ale też i za konstruktywną krytykę. Za porady i przekazane nam ciekawostki.
Dziękujemy za każdą napisaną do nas wiadomość - cieszymy się, że mogliśmy pomóc tak wielu osobom, zainteresować tak wielu tematyką Łemkowyny i Beskidu Niskiego.
Przez te kilka lat (blog działa od listopada 2012) sporo, na prawdę sporo się nauczyliśmy. Poznaliśmy wiele tajemnic Łemkowyny. Ale wciąż jeszcze wiele przed nami...
Bloga oczywiście nie kasujemy - każdy będzie mógł na niego zajrzeć, poczytać, poszukać inspiracji.
Nie palimy też mostów - piszcie na mailu czy na fb.
Nasz Instagram pozostanie aktywny, chociaż nieco zmieni swoją formę.
Kochani - dziękujemy raz jeszcze, i - do zobaczenia na szlaku!

Dziękujemy za wszystko! (fot. D. Szczerba)

wtorek, 21 lipca 2020

Franków (Patryja)

Witajcie!
Dzisiaj pora powrócić do naszego ukochanego Beskidu Niskiego. Zajrzymy dzisiaj za "kulisy" jego północnych obrzeży, łykniemy standardowo trochę historii.. Reszta należy do Was.

Zapraszamy na wzgórze Franków.

Szczyt mierzy 534 m n. p. m., i wchodzi w skład niewielkiego pasemka Gór Iwelskich. Od południa stoki wzgórza schodzą do Teodorówki, od zachodu zaś - do osiedla Helenówka. Od wschodu zaś rozciągają się tereny uprawne, ciągnące się aż po Zboiska i Duklę.

Cergowa widziana ze stoków wzgórza Franków

Franków, zwany też często Patryją, to szczyt niezbyt wysoki. Jest to jednak szczyt dominujący zarówno w paśmie tzw. Gór Iwelskich, jak też i w rejonie miasteczka Dukla. 
Stoki góry są zamieszkane, i w gruncie rzeczy wolne od pokrywy leśnej. Dominują tutaj niewielkie łąki, pola uprawne, trochę nieużytków. Dzięki temu jest to jeden ze szczytów widokowych. Bardzo pięknie prezentuje się stąd np. Cergowa. Na szczycie ulokowano przekaźnik telekomunikacyjny, co z jednej strony niestety szpeci okoliczny krajobraz, z drugiej zaś strony czyni z Patryji jeszcze bardziej zauważalne wzgórze.
Jednak i bez przekaźnika dostrzeżono walory tego miejsce. Niestety, docenili go szczególnie sztabowcy armii niemieckiej w czasie II Wojny Światowej.

Taki napis widniał na pomniku jeszcze kilka lat temu. Tablicy nie ma, IPN tworzy nową, poprawną historię. Nie wdając się w politykę - szkoda tej tablicy.

We wrześniu 1944 roku wojska radzieckie właściwie na całej linii frontu spychały wojska niemieckie, wspierane m. in. przez oddziały węgierskie czy słowackie. Słowakom jednak z czasem coraz mniej podobał się zgubny sojusz z Hitlerem, a widmo okupacji sowieckiej zdecydowanie podsycało nastroje antyhitlerowskie. Warto jednak dodać, że sama Słowacja była państwem faszystowskim, kierowanym przez Ks. Tiso. Jednak pewne kręgi, w tym i te skupione wokół słowackich komunistów, dążyły do oderwania się od III Rzeszy. Na Słowacji wybuchło powstanie, a nowe władze słowackie prosiły ZSRR o szybką pomoc. Problemem były Karpaty - na Słowację można było dostać najszybciej przez silnie bronioną Przełęcz Dukielską. Jednym z kluczowych elementów w systemie niemieckiej obrony było właśnie wzgórze Franków.
Dlaczego?
Przede wszystkim wzgórze było bardzo dobrym punktem obserwacyjnym, umożliwiającym obserwację m. in. rejonu Dukli czy okolicznych dróg. Można było stąd dobrze kierować ogniem artyleryjskim.
Druga kwestia to droga Dukla - Żnigród - Gorlice. Ten, kto znajdował się na szczycie Patryji, ten miał wspomnianą drogę w garści. Dla Niemców ta droga miała ogromne znaczenie strategiczne - umożliwiała, jako jedyna droga rokadowa w tym regionie, na sprawne przemieszczanie sił i materiałów. Po zajęciu zaś wzgórza Niemcy traciliby połączenie z Duklą, i co za tym idzie, właściwie także z samą Przełęczą Dukielską. Stąd też wzgórze broniły znaczne siły - 2 pułki ze 101 Dywizji Piechoty, oraz oddziały z 78 Dywizji Piechoty i 1 Dywizji Pancernej. Franków stał się więc małą, ale silnie obsadzoną twierdzą.

Zadanie zdobycia tego silnie umocnionego punktu otrzymał Czechosłowacki Korpus Armijny, dowodzony od 10 września 1944 roku przez L. Svobode. Oddziały czechosłowackie zaatakowały wzgórze Franków od strony Bóbrki. Walczyły tutaj głównie oddziały 1 Brygady Pancernej, a także 3 Brygady Desantowej. Zmagania były bardzo zażarte. W dniach 11-14 września czechosłowacy i Niemcy, na zmianę kilkakrotnie zdobywali wzgórze. Dopiero za trzecim razem zostało ono zajęte na stałe, po części dzięki wsparciu oddziałów radzieckich - 11 Brygady Artylerii Przeciwpancernej, 183 Dywizji Piechoty i 111 Brygady Pancernej.
Korpus Czechosłowacki poniósł tutaj ciężkie straty. Najbardziej krwawy był 12 września, kiedy to z szeregów Korpusu ubyło 164 zabitych i 417 zaginionych! Na przykład jedna z kompanii fizylierów (jednostki tego typu były uzbrojone gównie w pistolety maszynowe, i miały za zadanie wspierać oddziały pancerne na polu walki) po bitwie o wzgórze Franków miała w swoich szeregach tylko 6 zdolnych do walki żołnierzy..

Pomnik w całej okazałości. Zdjęcie (chyba) z 2016 lub 2017 roku

Tutaj zamieścimy fragment wspomnień gen. Ludwika Svobody, dowódcy I Korpusu Czechosłowackiego, późniejszego prezydenta Czechosłowacji. One najlepiej zobrazują dramatyzm tamtych dni:

(...) Wola i pragnienie zwycięstwa pchały nas naprzód. Ledwie jednak osiągnęliśmy jeden szczyt, widzieliśmy już przed sobą następny. A za nim na lewo i na prawo wznosiły się następne. Było ich mnóstwo. Jednego z tych wzniesień nie zapomnę do końca życia. Było to wzgórze 534. Na pierwszy rzut oka nic specjalnego. (...) 
(...) Kto był panem wzgórza 534, panował nad doliną i drogami do miasta Dukli. Tak więc 11 września o brzasku rozpętały się krwawe walki. Wzgórze 534 stało się świadkiem najbardziej zażartych walk. Wokół tego wzniesienia rozegrało się tyle dramatycznych wydarzeń, że nikt, kto te boje przeżył, nigdy go nie zapomni. Wydarliśmy je faszystom mimo, że wprowadzili do walki, nową, świeżą dywizję i dodatkową dywizję pancerną. (...)

W toku walk o wzgórze Franków zniszczono doszczętnie przysiółek Helenówka, zginęło też wielu okolicznych mieszkańców.

Na szczycie wzgórza stanął po wojnie skromny pomnik. Napis na tablicy głosił:

"CZEŚĆ PAMIĘCI ŻOŁNIERZOM ARMII RADZIECKIEJ I CZECHOSŁOWACKIEJ ARMII LUDOWEJ W LATACH 1944-1945"

Niestety sam napis nie spodobał się Instytutowi Pamięci Narodowej. Doszukano się w nim krzewienia idei zbrodniczego systemu. Cóż, każda władza ma swoich wrogów. W tym przypadku wrogim okazali się ludzie, którzy wracali do swojej ojczyzny, często po pobycie w sowieckich łagrach. Dla wielu droga skończyła się na polskiej ziemi... Pomnik póki co stoi (ale be oryginalnej tablicy pamiątkowej), i mamy nadzieję, że pozostanie na swoim miejscu.

Ze szczytu roztacza się bardzo ładny widok na okoliczne pasma, doliny i osiedla..

Na stokach wzgórza wygodnie usadowiła się Teodorówka. W starym budynku mieszkalnym zlokalizowano tutaj Chatkę Studencką, prowadzoną przez SKPB Warszawa. Chatka działa w miesiącach letnich.

Jeśli ktoś zna przynajmniej częściowo tutejszą historię, patrząc na wzgórze np. z drogi Żmigród - Dukla, będzie na pewno widział oczami wyobraźni masy piechoty szturmującej wzgórze, fontanny wybuchów i błyski wystrzałów..

Na dzisiaj tyle - krótko. Wzgórze Franków to ważny element tutejszej historii. Niemy pomnik krwawych wydarzeń, jakie miały tutaj miejsce w 1944 roku. Warto o tym pamiętać. I zachęcamy do odwiedzin tego miejsca.

Pozdrawiamy,




Źródła inf.:
rbr.info.pl
dukla1944.com
cergowa.pl
esploatorzy.com.pl

czwartek, 25 czerwca 2020

Oczami wędrowca - Kreców

Witajcie!
Dzisiaj zabieramy Was w nieco inne miejsce. Wspólnie zaglądamy do różnych zakątków Beskidu Niskiego, bywaliśmy też i na Roztoczu, Rusi Krośnieńskiej czy w Bieszczadach. Ale tutaj Was jeszcze nie porywaliśmy nigdy.
Dzisiaj odwiedzimy wyjątkowe miejsce. Góry Sanocko-Turczańskie czekają. A wraz z nimi - Kreców.

Dawna owczarnia - jedna z dwóch tutaj.

Zieleni tutaj nie brakuje - ale przewagę mają lasy.


Kreców leży w dolinie potoku Rogatka (Lachawka), będącego dopływem Tyrawski. Od północy wioskę zamykają stoki szczytów wchodzących w skład Pasma Wysokiego. Od południa wieś zamyka podłużmy grzbiet Budziska oraz szczyt Margiel I (518 m n.p.m.). Od zachodu wieś graniczy z nieistniejącą dzisiaj Wolą Krecowską, a od wschodu sięga właściwie DK28 ciągnącej z Sanoka do Przemyśla.
Kreców ma długi rodowód, sięgający końca XV wieku. Pierwsze wzmianki o nim (wtenczas Kreciw) pochodzą z roku 1492 
Wieś lokowano na prawie wołoskim, i należała do majątku Aleksandra z Siemuszowej. Później wielokrotnie zmieniała właścicieli. Dla przykładu w 1804 roku właścicielem tutejszych dóbr był Jan Siemasz, a w 1831 roku właścicielem tabularnym była Józefa Giebułtowska.
Kreców chyba był dla posiadaczy dość wartościową osadą. Działały tutaj bowiem żupy solne - wydobywano tutaj tzw. gradówkę. Nie można jej oczywiście porównywać np. z doskonałą solą z Wieliczki czy Bochni, niemniej w dawnych czasach i ten surowiec znajdował nabywców. Obecność soli tutaj nie powinna dziwić - wszak niedaleko jest Tyrawa Solna, do której po sól zapuszczali się nawet Celtowie w Epoce Żelaza. 
W wiosce funkcjonował również spory tartak wodny - obrabiał surowiec (głównie jodłę i świerka) zarówno na potrzeby tutejszego przemysłu solnego, jak też i zapewne na sprzedaż. 
Wieś zamieszkiwała głównie ludność Ruska, ale wielu było też Polaków czy Żydów.
O budowie ostatniej cerkwi mowa jest w roku 1784. Należy sądzić, że pierwsza świątynia powstała wcześniej, a obiekt z XVIII wieku wzniesiono w jej miejscu. Wioska funkcjonowała spokojnie. Z czasem tutejsze solne zasoby przestały interesować przedsiębiorców, jednak wieś miała inny, cenny surowiec - drewno. Dzięki tutejszym lasom mieszkańcy mieli szansę na dodatkowy zarobek. 
Wieś znajdowała się na terenie zamieszkiwanym przez Dolinian, grupy polsko-ruskiej wykształconej na skutek wzajemnego przenikania osiedlonych tutaj w XIV-XVI wieku Rusinów, Polaków i Niemców.
Mieszkańcy wsi zajmowali się rolnictwem (na swoje potrzeby), obróbką drewna, czy też drobnym rzemiosłem. Dolinianie zajmowali się również ogrodnictwem i sadownictwem.
Nie inaczej było też pewnie w Krecowie.

Można się tylko domyślać, gdzie stały domy - a było ich tu przed wojną około stu!

Zmotoryzowani i cykliści mogą tutaj poszaleć, piechurowi jest trochę ciężej..


Wieś była siedzibą parafii greckokatolickiej, posiadała własną cerkiew i cmentarz. Do parafii należała również sąsiednia Wola Krecowska.
W rok 1921 mieszkało tutaj 563 mieszkańców (432 grekokatolików, 106 rzymskokatolików i 25 Żydów). Stało wtenczas we wsi około 100 domów. Był też folwark. Dzisiaj dla porównania zobaczycie tutaj ze 4 małe gospodarstwa i kilka - kilkanaście "dacz".
Ziemia Sanocka, zamieszkiwana w dużej mierze przez Rusinów, stała się poniekąd areną walk polsko-ukraińskich. Pierwsze sygnały o dążeniach do przyłączenia tych ziem do terenów Ukrainy pojawiły się zaraz po I Wojnie Światowej, gdy toczono walki między ZURL i Polską. Jednak nie rozbiło to spójności społecznej tutejszych gmin. Po zakończeniu walk z wrogami ościennymi problem jednak nie ustąpił. Nowa władza nie potrafiła skutecznie walczyć z zalewającym te tereny nacjonalizmem ukraińskim, a podejmowane działania były nieudolne, i często przynosiły odmienny skutek. Wielu tutejszych Rusinów uznało dążenia do państwowości ukraińskiej za słuszne. Mimo wszystko nie można mówić o masowości ruchu na tym terenie. W 1939 roku miało tu mieszkać 740 mieszkańców, w znacznej mierze Rusinów. Te dane wydają się jednak nieco zawyżone. 

Na tutejszym cmentarzu zachowało się kilka kamiennych nagrobków
.
Cmentarz i miejsce po cerkwi widoczne z drogi.


Po zajęciu całości Ziemi Sanockiej przez Niemców w 1941 roku, OUN miał znacznie swobodniejsze możliwości do działania. Po przegnaniu zaś Niemców z tych ziem w 1944 roku, rozpoczęły się kilkuletnie zmagania z UPA, których Góry Sanocko-Turczańskie były niemym świadkiem.
W Krecowie również działała siatka OUN-UPA, a WP było tutaj nierzadkim gościem. UPA opuściło te tereny po wysiedleniach z lat 1946-47. Ostatnia fala wysiedleń z Krecowa miała miejsce 20-25.05.1947 roku. Wysiedlono ze wsi wówczas około 200 osób. Wieś opustoszała.
Dzisiaj na stałe mieszka tutaj zaledwie kilkanaście osób.
Tutejszą cerkiew rozebrano w latach 80 XX wieku, Rozbiórkę nakazała wówczas gmina. Ponoć nawet nakazano wycinanie starych jabłoni, by zatrzeć ślad po doliniańskim osadnictwie. 
Świątynia była drewniana, z dzwonnicą nad babińcem. Nawę nakrywał dach kalenicowy. Obok cerkwi funkcjonował spory cmentarz. Przez lata zaniedbany, popadł w ruinę. Dopiero tak na prawdę  w latach 2007-2008 obiekt oczyszczono. Dokonali tego wolontariusze ze Stowarzyszenia Dziedzictwo Mniejszości Karpackich, NGK Magurycz oraz organizacji Jeden Świat.
Na cmentarzu zachowało się kilkanaście ciekawych krzyży kamiennych, a pośród barwinków można natrafić np. na upadły, drewniany krzyż.
Cmentarz i miejsce po cerkwi skrywa las, i nie łatwo jest tu trafić. Pewną pomocą są charakterystyczne wysokie drzewa, tak często towarzyszące świątyniom i miejscom ostatniego spoczynku. Nie kieruje tutaj żaden drogowskaz, więc bez mapy ani rusz.
Działał tutaj przez pewien czas SKR - powstały wtenczas stojące po dziś dzień dwie wielkie owczarnie. SKR Upadł po 1989 roku, a budynki zmieniają właścicieli.
Po czasach dworskich pozostał ponoć spichlerz (przynajmniej wg mapy), jednak nie udało nam się go wyśledzić. Nie natrafiliśmy na żadne źródła na jego temat. 
Obecnie w Krecowie pojawia się coraz więcej małych domków letniskowych. Przez wieś prowadzi droga asfaltowa, można więc zajrzeć tutaj przejazdem, wybrać się rowerem - tym bardziej że ciągnie tędy szlak rowerowy. Dla piechura będzie tutaj ciężej, bo marsz asfaltem pośród letnisk i lasów może dać się solidnie we znaki.

Późną wiosną miejscami na prawdę trudno się tutaj poruszać.


A nad cmentarzem jest spora łąka..


Jednak jest to na pewno dobre miejsce, by odpocząć od miasta, odetchnąć świeżym powietrzem, nacieszyć oczy pięknem przyrody.
W okolicy znajdziecie piękne cerkwie, urokliwe doliny i gęste lasy porastające tutejsze szczyty. Oraz wiele historii..
Teren trochę inny niż w Beskidzie Niskim, grzbiety łagodniejsze - warto więc zapuścić się w tutejsze knieje, i poszukać historii.
Mamy nadzieję, że ten krótki tekst pobudzi Waszą ciekawość, i zajrzycie tutaj. Sami naocznie stwierdzicie, że Góry Sanocko - Turczańskie są piękne, i wyjątkowe.
Pozdrawiamy!






Źródła inf:

Stowarzyszenie Pod Karpatami, 2018, Po krainie Dolinian wędrując: Dolinianie z powiatu Sanockiego
apokryfruski.org
tyrawa.pl
igddolinasanu.pl
genealogia.okiem.pl

niedziela, 14 czerwca 2020

Ferdel i wieża widokowa

Witajcie!
Dzisiaj zabieramy Was na stosunkowo lekki i przyjemny spacerek. Chociaz przy tej okazji wdrapiemy się na szczyt, to jednak "wspinaczka" ta nie powinna wycisnąć z nas siódmch potów.
Zapraszamy na spacer na górę Ferdel.


Nemal co kilka kroków las się zmienia
Nemal co kilka kroków las się zmienia



Szczyt Ferdel (648 m n. p. m.) wchodzi w skład pasma Magury Wątkowskiej - razem z Małym Ferdlem (578 m n. p. m. stanowią jego zachodni kraniec. Od południa można ze szczytu zejść do Wapiennego, od północy - do Bednarki, do krańca Beskidu Niskiego - dalej zaczyna się teren Pogórza. Idąc na wschód, przejdziemy grzbietem całe pasmo Magury Małastowskiej, a kierując kroki na zachód, przez Mały Ferdel dojdziemy (w linii prosej rzecz jasna) do Męciny Wielkiej.

Nie jest to szczyt wybitny, i właściwie do niedawna nie specjalnie się wyróżniał.
Jednak w 2019 roku niemal na jego szczycie postawiono solidną, dużą, ale zarazem starannie wkomponwaną w krajobraz, wieżę widokową.

Jednak, wbrew pozorom, przez Ferdel turyści chadzali już znacznie wcześniej. To właśnie tędy wiedzie jeden z najstarszych szlaków pieszych w Beskidzie Niskim - szlak zielony ciągnący z Gorlic do Magury (89 m n. p. m.) i dalej do Folusza. Odcinek Gorlice - Magura wytyczno jeszcze w latach 30 XX wieku. Dzieła tego dokonał gorlicki oddział PTT. Tak więc Ferdel wpisał się w historię turystyki górskiej w Beskidzie Niskim, w jej początki.

Grzbietem idzie się najlepiej



Obecnie na Ferdel można dojść właściwie z kilku kierunków.
- zielonym szakiem z Wapiennego
- idąc pasmem Magury Wątkowskiej (od Bodaków lub od Bartnego)
- wdrapując się na górę od Folusza 

Wiele tras więc prowadzi na Folusz.
My akurat obraliśmy chyba tą najlżejszą - wejście od Wapiennego jest stosunkowo lekkie, nie wymaga dobrej kondycji - jest to całkiem ciekawa alternatywa np. na rodzinny spacer.
Mimo, że niemal cały czas idziemy lasami, trasa jest urozmaicona - spotykamy tutaj różne drzewostany - struktura gatunkowa jest tutaj całkiem ciekawa. Spotkacie zarówno skupiska drzew iglastych, jak też np piękną buczynę karpacką czy grądy.
A sama trasa, jako że lekka, pozwala na spokojną obserwację, której nie zakłóca przerywany oddech i migotanie serca ☺️
Podczas spaceru towarzyszyła nam siostra Danusi, co też skwapliwie wykorzystaliśmy na "przyrodniczą edukację". 
Szczególne wrażenie sprawia wędrówka samm grzbietem pasma, od Małego Ferdla - powyginane drzewa, wychodnie piaskowca, silny wiatr i prześwitujący krajobraz (okres późnojesienny) na prawde robiły wrażenie.
Wejść na szzyt (lub z niego zejść) można do Wapiennego nie tylko szlakiem - prowadzi tutaj kilka stokówek, po części używanych przy budowie wieży. Można w ten sposób urozmaicić sobie nieco trasę.

Oczywiście należy pamiętać, że szczyt znajduje się na terenie Magurskiego Parku Narodowego, i tutaj szczególnie trzeba egzekwować zarówno zasady zachowywania się w lesie, jak również regulamin MPN. Na samym szczecie natraficie na słupki pomiarowe (geodezyjne).

Nie sposób mówić o Ferdlu i pominąć okres Wielkiej Wojny. Walki toczono tutaj już wiosną 1915 roku - jednak to w maju tego roku, w ramach bitwy pod Gorlicami, stoczono o stoki całego pasma zaciete boje. Atakujacy na tym odcinku bawarczycy nie byli w stanie przełamać oporu Rosjan (mieściła sie tutaj II linia obrony). Tak więc 3 maja był na tym dcinku dla carskich żołnierzy dniem zwycięstwa. Na skutek jednak ogólnie złej sytuacji na froncie, żołnierze armii rosyjskiej musieli się wycofać z zajmwanych pozycji. Opuszczony grzbiet zajęli dzień później bawarczycy. Na okolicznych cmentarzach, m. in. nr 83 w Wapiennem spoczywają żołnierze polegli w toczonych tu, ciężkich bojach.


Wieża widokowa w październikowe popołudnie


Alternatwn powrót leśną stokówką


Natomiast warto wspomnieć kilka słów o samej wieży.

Obiekt wzniesiono poniżej samego szczytu - jest to bwiem rejon gniazdowania Orlika krzykliwego, i zapewne żaden z reprezentantów tego pięknego gatunku nie byłby zadowolony z bezpośredniego sąsiedztwa nas, natrętnych turystów. Wieża jest drewniana, usadowiona na solidnym fundamencie, kryta dachem. Ma 25 metrów wysokości, a na szczyt prowadzi wygodna "klatka schodowa".
Drewniana konstruncja nawiązuje po części do kształtu dzwonnic pięknych, łemkowskich cerkwi, a może do wież wiertniczych, które dawniej stawiano licznie zarówno na Beskidzie Niskim, jak też i na terenie Pogórza Jasielskiego.

Dawniej, jeszcze w atach 40 XX wieku pasmo Magury Wątkowskiej było właściwie wolne od lasu - Łemkowie wypasali tutaj stada owiec i bydła, a grzbiecie znajdowały się pasterskie koliby. Dzisiaj góra jest porosła wysokopiennym lasem, i trudno znaleźć pośró gęstych drzew prześwit. Wieża pozwala zobaczyć piękną panoramę, porosłe asem okoliczne szczyty, czy spojrzeć w ierunku Biecza i Gorlic. Przy dobrej pogodzie można stąd sporo zobaczyć.


Na koniec kilka zerknięć ze szczytu wieży

Niebo co prawda przejrzyste nie było, ale i tak można było sporo zobaczyć


I tutaj przychodzi pewna refleksja. Z jednej strony jest to szansa na rozwój dla Wapiennego i okolic, szansa na większy napływ turystów, nowe miejsca pracy i docenienie tutejszych walorów. Z drugiej zaś strony - w ten sposób niszczy się ten piękny krajobraz, burzy ostatni bastion spokoju. Kaleczy się tak na prawdę piękne Karpaty. Jest obawa, że pójdzie to w złym kierunku - czy Beskidu Niskiego nie rozdepcze się tak samo jak Bieszczadów czy Tatr? Z kolei sami zachęcamy do odwiedzin Łemkowyny - chyba świat staje się coraz mniejszy...

Dzisiaj tyle. Króciutko. Ale to miejsce warte jest krótkiego wspomnienia. Ci co lubią widoki - znajdą przyzwoitą wieżę, z której to i owo można dojrzeć. Ci, co z kolei lubią przyrodę, lasy i góry - znajdą ciekawy i malowaniczy szlak, świeże powietrze, śpiew ptaków. Również i spacerowicze odnajdą się na tej trasie.

Zapraszamy serdecznie!




Źródło inf.:
beskid-niski.pl
www.beskid-niski-pogorze.pl
Luboński P. (red.), 2012, Beskid Niski. Przewodnik dla prawdziwego turysty.

niedziela, 24 maja 2020

Oczami wędrowca - Wola Niżna

Witajcie,
dziś chcielibyśmy Was zabrać w wędrówkę po traktowanej "po macoszemu" przez turystów Woli Niżnej. Mała wioska wieś w Beskidzie Niskim, jakby nieco w cieniu znanych wszystkim Jaślisk. Leży ona na trasie Jaśliska - Komańcza przy drodze nr. 897. Wioska ta leży w dolinie rzeki Jasiołki. Od zacgodu graniczy z uroczymi Jaśliskami. Na północy znajduje się stosunkowo niewielkie wzniesienie Ibocz o wysokości 572 m. n.p.m. Na wschodzie graniczy z Moszczańcem. Od południa zaś rozciąga się Las Gromadzki i wzgórze Popielak o wysokości 615 m n.p.m.

Cerkiew p.w. Św. Mikołaja z 1812 roku.

Pomnik ku oczci ostatniego proboszcza parafii, Wołodymyra Kostyszyna, ofiary walk polko-ukraińskich z lat 40. XX wieku.

Teraz czas na rys historyczny.
Losy Woli Niżnej są mocno związane z jej "siostrzaną" wioską -Wolą Wyżną. Niemal do 1537 roku stanowiły jedną wieś nazywaną Wolą Jaśliską, a wcześniej Iwanszową Wolą. Początki wsi (wiosek) sięgają połowy XV wieku. 28 sierpnia 1454 r. biskup przemyski wydał dokument lokacyjny - tak powstała wieś na prawie niemieckim. Pierwszym zasadźcą Iwansz Wołoch (co sugeruje, że był on pochodzenia wołosko-ruskiego). Wieś na prawie niemieckim istniała do ok 1543 r. Wtedy to zmieniono prawo lokacyjne na wołoskie. 
Wieś była siedzibą parafii unickiej, do której należała też Wola Wyżna. Wzniesiono tu w 1812 r. cerkiew pod wezwaniem św. Mikołaja. Co stosunkowo rzadko spotykane na tych terenach jest ona zbudowana z kamienia rzecznego. Takie budownictwo, jest charakterystyczny dla stylu józefińskiego. Cerkiew ta posiada budowę trójdzielną. Dach jest  kalenicowy, kryty blachą, zwieńczenia zdobią pozorne latarnie. Nad babińcem znajduje się wieża, a w niej dzwony z 1826 roku. Wnętrze zdobią mocno zniszczone polichromie z początku XX wieku, wykonane, przez Michała Bogdańskiego. Znajduje się tu też fragment ikonostasu, również jego autorstwa. Warto wspomnieć, że zachowały się ikony namiestne czyli m.in.patrona świątyni -  św. Mikołaja. Część ikon jest w Muzeum w Sanoku.

Na cmentarzu przy cerkwi



Wieś rozwijała się spokojnie, korzystając z sąsiedztwa Jaślisk. Dawniej bowiem biegł tędy szlak handlowy. Prawdopodobnie w XVII i XVIII wieku przeciągały tędy rozmaite wojska (Wojska Rakoczego, Polskie, Konfederaci Barscy, oddziały rosyjskie).
W wieku XIX wielu mieszkańców wsi wyjechało do Ameryki w poszukiwaniu "chleba". Część z nich pozostała już tam na stałe, wspierając swoich dawnych sąsiadów finansowo w trudnych chwilach. W 1880 r. naliczono we wsi 546 osób. Niemal wszyscy z nich to byli grekokatoliccy Łemkowie. W czasie Wielkie Wojny przez okolicę przeciągały wojska austriackie i rosyjskie. Ciężkie walki toczono o masyw góry Kamień i w rejonie Przełęczy Beskid. Z okazji zakończenia walk wykopano we wsi studnię, i obłożono ozdobną cembrowiną wykonaną w Rymanowie. Podobna studnia znajduje się w Bałucince. W krótkim czasie po wojnie pojawiła się granica czechosłowacka, co w znacznym stopniu utrudniło Rusinom kontakty z "swoimi". Jednak zaradni Łemkowie potrafili przechytrzyć Straż Graniczną i przemykali masywem Kamienia na drugą stronę. Przemycali stamtąd m.in. cukier czy tytoń.

Ciekawej formy przydrożny krzyż podhalańskiego pasterza

Pomnik wystawiony żołnierzom WOP

Zniszczenia wojenne stosunkowo szybko usunięto, pojawiły się nowe domy w tym również murowane z kamienia. Można je podziwiać do dnia dzisiejszego. Przed wojną mieszkało tutaj 610 osób, z czego 600 to Rusini, a po 5 osób byo pochodzenia polskiego i żydowskiego.

 W 1939 WP rozpoczęło budowę umocnień. Do większych walk, jednak nie doszło w tym rejonie. Okolice zajęli m.in. Słowacy, których w późniejszym czasie zastąpił okupant niemiecki. Mieszkańcy oczywiście dorabiali szmuglem. A wojna dała o sobie znać tak naprawdę w 1944 roku, kiedy to Armia Czerwona i Korpus Czechosłowacki próbowały przebić się przez przełęcze karpackie. Koniec wojny nie przyniósł mieszkańcom spokoju. W 1945 r. sporą część mieszkańców wysiedlono na wschód. Pozostałych Łemków wysiedlono w 1947 r. na ziemię Olsztyńską. Opustoszałe gospodarstwa zajęli mieszkańcy Jaślisk i Posady Jaśliskiej (Jaśliska bardzo ucierpiały w czasie walk).

Kaplica p.w. Św. Jana Chrzciciela z 1902 roku


Po dawnych mieszkańcach pozostały dwa mocno zniszczone cmentarze. Jeden z nich jest przycerkiewny, drugi położony jest około 400 metrów dalej od świątyni. Na obu z nich można znaleźć częściowo zachowane kamienne nagrobki. Przy cerkwi znajduje się pomnik ku czci proboszcza grekokatolickiego Wołodymyra . Zginął on wiosną 1944 roku z rąk żołnierzy Polskich - prawdopodobnie na plebanii natrafiono na członków organizacji OUN-UPA. W tym czasie banderowcy dość często zachodzili do wsi. 
W latach 1945-47 wieś opuściło około 250 Łemków - pozostało ponad 256 osób deklarujących narodowość Polską (??). 

Zabudowa PGR-u

Przydrożna kapliczka domkowa.

Przy drodze w kierunku Moszczańca stoi okazała grekokatolicka kaplica p.w. św. Jana Chrzciciela. Zbudowano ją w 1902 roku. Dawniej stała obok niej plebania. Została ona jednak rozebrana po II Wojnie Światowej. Kaplica jest opustoszała i nieużytkowana
Przy zjeździe na Wolę Wyżną stoi pomnik poświęcony żołnierzom Wojska Ochrony Pogranicza poległym w walce z UPA.
Po wojnie powstała utaj zabudowa mieszkalna PGR-u. Bloki mieszkalne użytkowane są w dalszym ciągu.

Mamy też nie lada gratkę dla poszukiwaczy przygód!
Niedaleko stąd w lesie Kamień, na górze Kamień znajduje się skarb. Znajdziecie go pod głazem z wyrytym symbolem nożyc. Obok stoi buk i okręcona wokół niego jabłonka. Skarbu szukają po dziś dzień

Można stąd wygodnie dojść, lub dojechać do Woli Wyżnej, udać się do pobliskich Jaślisk. Można też udać się na nieco dłuższą wycieczkę do Komańczy i Cisnej. Jest to wyjątkowo dobra baza wypadowa dla rowerzystów i osób . Przy drodze do Moszczańca, na skraju wsi znajduje się duży parking leśny, miejsce biwakowe pod namiot, oraz droga do Polan Surowicznych - trasa lekka, i chociaż po asfalcie, to jednak bardzo malownicza - polecamy.

Na dzisiaj tyle z naszej strony. Miłej lektury, i do zobaczenia na szlaku!




Źródła informacji:
Luboński P., 2012, Beskid Niski. Przewodnik dla prawdziwego turysty,
Traczyk T., Grzesik W., Wadas B., 2012, Beskid Niski od Komańczy do Wysowej.
apokryfruski.org

niedziela, 10 maja 2020

Okiem wędrowca - Teniatyska

Witajcie!
dzisiaj zabieramy Was, na odmiany na spacer po pięknym Roztoczu Południowym. Pogoda sprzyja, jest ciepło, można spacerować, można wejść na szlaki - dlaczegóż wiec z tego nie skorzystać?
Zabieramy Was do jednej z wielu niewielkich wsi o korzeniach ukraińskich na tym terenie. Jednak interesować nas będą obiekty dzisiaj po części zapomniane, chociaż w gruncie rzeczy łatwo dostępne.  Zapraszamy do Teniatyski, rozejrzymy się po części wsi, od lat 40 XX wieku niezamieszkałej.

Teniatyska znajduje się w dolinie rzeki Sołokija, na terenie Roztocza Południowego. Od południowego wschodu graniczy z Lubyczą Królewską, od wschodu - właściwie z Ukrainą. Od południa i zachodu sąsiaduje z niewielkimi dzisiaj osadami: Mosty Małe i Dęby.

Na cmentarzu wiejskim


Odrobina historii:

Wieś powstała w roku 1508 - lokowali ją Jakub i Mieczek na prawie wołoskim. Ludność również wywodziła się z kręgów wołosko-ruskich. Jednak sama nazwa Teniatyska pojawia się w dokumentach z  roku 1422 - mowa wtenczas o nadaniu tutejszego młyna oraz kniastwa lubyckiego Mieczkowi i Jakubowi. O wiosce dokumenty wspominają w 1472. Kiedy więc faktycznie wieś powstała?
Teniatyska była własnością wojewody bełskiego. We wsi już wtedy działał młyn wodny, napędzany przez rzekę Sołokiję. Wioska rozwijała się i dzieliła radości i smutki Roztocza, a więc najazdy tatarskie, przemarsze wojsk, a warto pamiętać, że w XVII i XVIII wieku tych nie brakowało. Tym bardziej, że do Kresów nie było stąd daleko.



Jednak wieś rozwijała się, była dość ludna. O znaczeniu wsi może mówić fakt, że pierwszą cerkiew zbudowano tutaj już w 1578 roku. Świątynia przetrwała do połowy XVIII wieku - w 1754 wzniesiono nową cerkiew, którą "zmogły" dopiero czasy najnowsze.
Mieszkańcy żyli z uprawy ziemi, hodowli, korzystali z darów natury oferowanych przez okoliczne lasy, a w późniejszym czasie także i emigrowali w poszukiwaniu zarobku. Po rozbiorach Polski wieś znalazła się w granicach Cesarstwa Austriackiego, późniejszych Austro-Węgier. Stąd też pozostanie tutejszych wiernych kościoła wschodniego przy Kościele greckokatolickim - w zaborze rosyjskim sprzyjano jedynie prawosławiu.
Wioskę zamieszkiwali w dużej mierze Rusini (Ukraińcy) - w roku 1879 schematyzmy greckokatolickiej eparchii w Przemyślu naliczyły tutaj ponad 500 wiernych (472 wiernych w samych Teniatyskach oraz 81 w przysiółku Potoki, będącego częścią wsi).
Oczywiście działała tutaj karczma. Mimo różnic kulturowych i religijnych, mieszkający tutaj Polacy i Ukraińcy żyli w zgodzie, przez wiek nie pojawiały się tutaj konflikty narodowościowe.
Pewne zmiany w tej kwestii przyniósł wiek XIX i początek XX, gdy i na te tereny trafił nurt nacjonalizmu ukraińskiego, a oba narody pragnęły wolności pod sztandarami własnych krajów. Jednak żadna ze stron nie wystąpiła przeciwko drugiej.

Jeden z kilku krzyży przydrożnych - naprzeciw niego, po drugiej stronie szosy odbija w las droga prowadząca do cmentarza (ciągnie nią szlak rowerowy)

Piękny krzyż "Pańszczyźniany"

W roku 1848 wystawiono we wsi okazały krzyż tzw. pańszczyźniany, by uczcić zniesienie poddaństwa chłopów wobec możnowładców. Krzyż stoi do dzisiaj, znajdziecie go idąc okuło 200 metrów drogą od północnej cmentarnej bramy w kierunku wsi - po lewej stronie zostawicie inny krzyż (żeliwny) oraz miejsce po cerkwi.

Okres I Wojny Światowej i późniejszej wojny polsko-bolszewickiej nie przyniósł tutaj zniszczeń,
W roku 1928 naliczono tutaj około 1300 wiernych Kościoła greckokatolickiego.

W międzywojniu działał tutaj sklep, dwie (!) szkoły, cerkiew. We wsi mieszkało w 1939 roku 1510 mieszkańców, w tym 30 Żydów, 5 Polaków, ok 50 łacinników (rzymskokatolików posługujących się językiem ukraińskim), resztę stanowili Ukraińcy.
Wieś do XX wieku znajdowała się w rękach prywatnych. Gospodarzyła tu m. in. rodzina Woronieckich. Na tutejszym cmentarzu znajduje się piękny, chociaż niestety zdekompletowany przez "hieny cmentarne" nagrobek Karoliny z Lubańskich Woronieckiej, wystawiony w 1838 roku. Na uszkodzonym nagrobku dostrzec można postać młodej kobiety odzianej w greckie szaty. Napis mówi:
"Karolinie z Lubańskich Woronieckiey, nieutulony w żalu mąż z dziećmi wzniósł ten grobowiec oddając winny hołd i cześć dobroci i cnocie."

Karolina Lubańska herbu Grzymała była pierwszą żoną księcia Józefa Woronieckiego herbu Korybut, właściciela Lubyczy Królewskiej. Mieli trójkę dzieci, a żona zmarła po 3 latach małżeństwa 7 czerwca 1838 roku. Sam książę był barwną postacią, oficerem armii cesarskiej, ale jako patriota walczył m. in. w powstaniu listopadowym i Wiośnie Ludów w 1848 roku.

Krzyż przydrożny - kilkanaście metrów na północ jest miejsce po cerkwi

Kaplica w miejscu po cerkwi p.w. Św. Dymitra

Wracając do XX wieku - Przed wojną było tutaj około 300 gospodarstw. Po 17 września 1939 roku tereny te zajęli sowieci. W roku 1940 zaczęto budowę w okolicach silnych umocnień stałych i polowych (Linia Mołotowa). Obiekty w dużej mierze przetrwały do dzisiaj. Po ataku na Związek Radziecki, 22 czerwca 1941 roku toczono w okolicy walki z częściowo obsadzonymi obiektami. Mieszkańcy przez pewien czas ukrywali się w okolicznych lasach w obawie przed działaniami wojennymi. Wieś jednak nie została poważnie zniszczona. Pod okupacją niemiecką natomiast pojawił się wyraźny rozłam między społecznością ukraińską i polską. Ukraińcy pokładali w Niemcach nadzieję na utworzenie własnego państwa. W Teniatyskach powstał miejscowy oddział samoobrony, który w latach 40 wspierał działające w okolicy oddziały UPA, jak też bronił przed akcjami odwetowymi ze strony polskiej.

Po wojnie, w latach 1945-17 wysiedlono niemal wszystkich Ukraińców w kilku falach. Większość zabudowy spalono - budynki palili zarówno banderowcy, jak też i Polacy w ramach akcji odwetowych. Po 1947 roku osiedlono tutaj pewną liczbę Polaków z terenów Ukrainy, z dawnych Kresów. Jednak obecnie jest tutaj zaledwie kilkanaście gospodarstw, a większą część dawnej wsi porasta las.
Pośród drzew namierzyć można ślady po zabudowie, zdziczałe drzewa owocowe, kilka kamiennych krzyży pięknej, bruśnieńskiej roboty, oraz cmentarz. Tutejszy cmentarz jest bardzo duży, ulokowany na wzgórzu, w środku lasu. Znajdziecie tutaj wiele pięknych kamiennych nagrobków, jak też i stare, zbutwiałe drewniane krzyże. Są również pochówki powojenne. Ziemia pokryta jest wielobarwnym mchem, a wokół rosną majestatyczne sosny (nasadzenia powojenne). W tej scenerii można spokojnie kontemplować, rozmyślać nad zawiłymi dziejami tych terenów.
Za cmentarzem znajdziecie miejsce po cerkwi, z wzniesioną tutaj kilkanaście lat temu kaplicą.
Za wspomnianą kaplicą leży stos zmurszałych belek - pozostałości po cerkwi, noszącej wezwanie Św. Dymitra. XVIII - wieczna świątynia była drewniana, wzniesiona na bizantyjską "modłę" z dużą kopułą nad nawą. Ikonostas z cerkwi zobaczyć można w Skansenie w Lublinie (w cerkwi z Tarnoszyna). W świątyni w Hrebennem są z kolei przeniesione żyrandole.

Grobowiec Karoliny Woronieckiej, niestety mocno zniszczony

Na cmentarzu przycerkiewnym

Przy cerkwi znajdziecie kilkanaście ciekawych kamiennych nagrobków, w tym wspomnianej już Karoliny Woronieckiej.
Tutejszą dzwonnicę można obecnie oglądać na cmentarzu w Lubyczy-Kniaziach.
Samej wsi "żywej" tym razem nie odwiedziliśmy z braku czasu. Jednak w przyszłości na pewno Wam ją tutaj pokażemy. Jest tu wiele do zobaczenia - wieś, pomnik przyrody, linia Mołotowa.. Tym razem zastanówmy się nad ludzkim losem, patrząc na to, co zostało zapomniane.

Dzisiaj tyle - wpis krótki, bardziej na "zachętę". Bardzo chcemy poznać Roztocze Wschodnie, interesują nas dzieje burzliwych lat wojennych, tak podobne do tych z ukochanej nam Łemkowyny.
Mamy nadzieję, że mimo wielu braków ten wpis Was zainteresował, a może- kto wie, zachęcił do poznania Teniatysk na własne oczy?

Pozdrawiamy!




Źródło inf.:
roztoczewita.pl
historiaregionu.org
apokryfruski.org
Pawłowski A., 2017, Roztocze Polskie i Ukraińskie. Przewodnik.
kosciolydrewniane.pl

niedziela, 26 kwietnia 2020

Okiem wędrowca - Ropianka

Witajcie,
dziś chcemy zabrać Was w podróż do maleńkiej dziś wioski związanej mocno z wydobyciem ropy naftowej. Leży ona w dolinie potoku Obszar, który jest dopływem Wilszni.

Ropanka, dzisiaj maleńka osada, znajduje się, jak już wspomniano, w dolinie potoku Obszar, między grzbietem Diłu, Wadernikiem i szczytem Obocze. Wioska sąsiadowała od wschodu z Mszaną, a od południowego-zachodu sięgała niemal Olchowca.

Chatka Malucha 

Poranek w Ropance

Pierwszy raz w dokumentach pojawia się w 1581 roku i figuruje jako własność Mikołaja Stadnickiego. Była częścią parafii w Olchowcu. Co ciekawe w 1880 roku mieszkało tu 108 Polaków i 116 Rusinów.

Jak już wspominaliśmy na początku, Ropianka jest bardzo mocno związana z przemysłem naftowym. Podobno do dnia dzisiejszego na terenie wsi można znaleźć prymitywne kopanki, niestety nam nie udało się ich odnaleźć - niemniej przy następnej okazji postaramy się je namierzyć.. Wracając do historii, Ropianka była jedną z pierwszych wsi na ziemi krośnieńskiej, gdzie poszukiwano ropy naftowej. Już od 1854 roku pod przewodnictwem Ignacego Łukasiewicza rozpoczęto poszukiwania czarnego złota na tym terenie. Dzięki staraniom Łukasiewicza i Nothema w  1866 roku powstała tu pierwsza kopalnie ropy naftowej. W roku 1868 i 1875 powstały kolejne dwie kopalnie, oczywiście przy niemałym udziale Łukasiewicza. Co ciekawe w tutejszych kopalniach zastosowano pewne innowacje. Do zasilania parowych mechanizmów i maszyn wiertniczych zamiast węgla czy drewna używano gazu ziemnego, który wydobywał się z odwiertów. W 1882 funkcjonowały tu już 63 szyby. Dwa lata później uruchomiono tu najgłębszy na terenie ówczesnej Galicji szyb o głębokości 342 m.  W tym czasie roczne wydobycie ropy było na poziomie 3900 ton, przy obszarze ok. 90 ha,  na którym prowadzono wydobycie.

Obelisk upamiętniający powstanie pierwszej szkoły naftowej w Europie


W 1882 umiera Łukasiewicz, wraz z jego śmiercią przemysł naftowy nie zamiera, a wręcz przybiera na sile. Dzięki staraniom Władysława Fibicha w 1885 utworzono w Ropiance pierwszą w Polsce i prawdopodobnie w Europie szkołę wiertniczą - Praktyczną Szkołę Wiercenia Kanadyjskiego. Jej kierownikiem był Zenon Suszycki - powstaniec styczniowi i absolwent Wyższej Szkoły Wiertniczej w Paryżu. Dzięki dofinansowaniu ze strony państwa szkoła otrzymała najnowocześniejsze jak na owe czasy kanadyjskie urządzenia wiertnicze. W przeciągu trzech lat ukończyło ją 50 osób. W 1888 roku szkołę przeniesiono do Wietrzna, a następnie przyłączoną ja do Szkoły Górniczej w Borysławiu. W latach 1907-1908 zbudowano tu rurociąg o długości 28 km. Ciągnął się on aż do stacji kolejowej w Targowiskach. Został zdemontowany w 1924 na skutek spadku produkcji. Sama kopalnia funkcjonowała do czasów okupacji, kiedy to spalił ją oddział AL, dowodzony przez sowieckiego oficera. Po wojnie urządzenia odbudowano, jednak po krótkim okresie działania zaprzestano działalności.

piękny przydrożny krzyż z 1901 roku
Tek krzyż zobaczycie na początku, zanim zejdziecie do doliny dawnej wsi

Co pozostało po ropie w Ropiance? Niewiele. W okolicy przystanku ustawiono tablicę pamiątkową oraz kiwon - obelisk. Prócz tego można natknąć się na pozostałości po odwiertach z wystającymi z ziemi metalowymi rurami. Przy niektórych zbiera się ropa z innych wydobywa się gaz. Jak już wspominaliśmy na terenie wsi znajdują się kopanki - czyli studnie w których zbierała się ropa. Pod koniec XX wieku nie raz zdarzało się, że bydło z PGR przepadło w takim dole. Prócz tego na terenie wsi często można spotkać zapomniane studnie. Wędrując więc po okolicy trzeba zachować ostrożność i wybrać się tu wczesną wiosną lub późną jesienią.

W 1947 roku mieszkańców wsi wywieziono na ziemie zachodnie. Obecnie są tu tylko dwa stale zamieszkałe gospodarstwa. Co ciekawe elektryczność jest tutaj dopiero od 1996 roku

Widok na tereny dawnej Ropianki ze stoków Diła

I sam grzbiet pasma, widziany z jego północnych stoków

W 1980 utworzono tutaj tzw. Chatkę Malucha. Jest to studencka baza AKT "Maluch" przy Politechnice  Warszawskiej. Jest to maleńka chatka, postawiona na miejscu siedziby dyrektora kopalni. Chatka jak większość tego typu obiektów jest czynna w czasie letnich wakacji akademickich. Noclegi w chatce są bezpłatne, jednak nocujący tutaj są zobowiązani dbać o jej dobry stan. Dojście do chatki możliwe od drogi wiodącej do Olchowca, ok 100 m na północ od przystanku Ropianka - Wieś. O ile na początku droga jest dobrze zachowana, to później całkowicie się zaciera i można ją łatwo zgubić. Ścieżka jest mocno błotnista i oczywiście dotarcie w jej okolice jakimś pojazdem nie jest możliwe.

Na wschód od chatki znajduje się rezerwat Wadernik. Został on założony w 1989 r. by chronić fragment lasu wraz z występującym tutaj cisem pospolitym. Samo wzgórze jest poprzecinane licznymi jarami. Warto mieć się na baczności wybierając się w ten teren.

Drzewa owocowe

Pozostałości zabudowy mieszkalnej

W okolicy Ropianki a dokładniej na wzgórzu zwanym Dił na samym grzbiecie wśród okopów można znaleźć kamień z wyrytym tryzubem oraz datą 1946. Jest to prawdopodobnie pamiątka po stacjonujących tu oddziałach UPA w okresie powojennym.

Idąc od chatki w kierunku szosy niedaleko mostka możemy natknąć się na ruiny chałupy zamieszkiwanej, do lat 80 XX wieku. Przebywało tu łemkowskie rodzeństwo w warunkach, które wskazują na to, że czas dla nich zatrzymał się w miejscu. W izbie z klepiskiem znajdował się piec - nieco dziurawy, podobno przestrzelony podczas wojny. W tej chwili możemy podziwiać ruiny tej chaty.

Jedno z zaczopowanych miejsc wydobycia ropy naftowej - dawniej zapewne kiwon pompował tutaj czarne złoto...

W niektórych miejscach ropa zbiera się nadal...

Idąc dalej przy strumieniu schodzącym z okolicznego wzgórza możemy natknąć się na pozostałości drewnianego budynku. Była to wiejska szkoła, pod koniec XX wieku używana jako dom mieszkalny.

Przy drodze znajdziemy dwa krzyże w całkiem dobrym stanie. Kierując się w stronę Olchowca natkniemy się na kamienny krzyż. Co ciekawe, do 2008 roku stał on tyłem do drogi głównej, gdyż dawniej droga wiejska szła poniżej szosy.

Wiosną jest tutaj na prawdę pięknie

Przyczółki mostu, służył zapewne funkcjonującym tutaj kopalnią ropy naftowej.

Zabraliśmy Was dzisiaj w podróż do maleńkiej miejscowości, która miała spory udział w rozwoju przemysłu naftowego na tym terenie. Dziś pozostało po niej niewiele. Trudno uwierzyć, że tak niepozorne miejsce odcisnęło miało wyraźny udział w rozwoju cywilizacji na całym świecie - warto się nad tym zastanowić, gdy tankujecie samochód lub gotujecie wodę na kuchence gazowej. Zapraszamy Was byście sami kiedyś odwiedzili to miejsce i poznali historię Ropianki osobiście.

Do zobaczenia na szlaku





Źródła informacji:
Luboński P. (red.), 2012, Beskid Niski. Przewodnik dla prawdziwego turysty.
Grzesik W., Traczyk T., Wadas B., 2012, Beskid Niski od Komańczy do Wysowej.
http://maluch.elka.pw.edu.pl/