Zanim wejdziesz, przeczytaj :)

Materiały wykorzystane przez nas ( zdjęcia, rysunki, opisy ) służą tylko celom dydaktyczno - informacyjnym, nie czerpiemy z działalności żadnych korzyści. Wykorzystujemy materiały zarówno własne, jak również pozyskane w internecie, lecz tylko by ukazać czytelnikom piękno naszego świata :). Materiał internetowy pozyskujemy legalnie (nie jest on zastrzeżony prawami autorskimi, pochodzi ze źródeł masowych i edukacyjnych) - nie kradniemy niczyjej pracy. Jeśli jednak znajdziesz u nas swoje materiały bez wyraźnej zgody (mogło zdarzyć się niedopatrzenie z naszej strony) i poczujesz się urażony - prosimy, poinformuj nas, a natychmiast znikną one z naszych łamów :)

niedziela, 27 listopada 2016

Rozmowa z Danielem Szczerbą

Witajcie!
Dziś, dla odmiany chcemy przedstawić Wam ciekawą, chociaż (jeszcze) nieznaną szerzej personę z Beskidu Niskiego. Artysta, romantyk, marzyciel - wizjoner. Tak można opisać krótko Daniela Szczerbę, mieszkańca Uścia Gorlickiego, miłośnika gór i pięknych krajobrazów, a prywatnie - naszego dobrego przyjaciela i częstego towarzysza wędrówek.

A co Daniel sam powie o sobie? Zobaczcie sami 😊


Ł:  Daniel, na początek chyba najważniejsze pytanie – od jak dawna zajmujesz się tworzeniem sztuki? I jakie techniki lubisz najbardziej?


DS: Od kiedy pamiętam bazgrałem różne rzeczy. Jakoś sprawiało mi to przyjemność, ale tak poważniej podszedłem do tego w drugiej klasie liceum, kurcze, to już 6 lat ! W tych okolicach czasowych chyba też pierwszy obraz na płótnie farbami olejnymi napaprałem. Technik różnych używam: pastela, ołówek, akryl, węgiel też się pojawiał, tusz i pewnie inne też się znajdą, ale najczęściej farby olejne i akwarela, więc te dwie chyba lubię najbardziej, przynajmniej na chwilę obecną.

Ł: Jak często motywem przewodnim jest w Twojej twórczości temat Łemkowszczyzny? Czy Beskid Niski jest dla Ciebie hm, inspiracją podczas pracy przy sztaludze?

DS:Ciężko mi jest określić częstotliwość jakąś miarą, najbardziej trafnie będzie słowo: często. Głównie są to obrazy związanie z architekturą Łemkowską. 'Kilka' chyży i cerkiewek zostało na płótno i papier przeniesionych, m. in. Cerkwie z: Kwiatonia, Owczar, Uścia Gorlickiego, Piorunki, Izb, Bielicznej...
Tak zdarza się i to również często, że Beskid Niski jest impulsem do działania, te scenerie same w sobie są jak z obrazka. :)

Ł: Mieszkasz na Łemkowszczyźnie, niemal w jej sercu, a nie jesteś Łemkiem – czy zastanawiasz się czasem nad kolejami losu, które zawiodły tu Twoją rodzinę, a wiec i Ciebie? Czy dobrze Ci jest tutaj, na południu?

DS: Zgadza się, Łemkowszczyzna to mój mały dom. Często myślę na ten temat i do różnych wniosków dochodzę. Smutno, że ludzkie decyzje spowodowały na  dużo cierpień związanych z wysiedleniami, ale niestety każdy popełnia błędy. Jeżeli o mnie chodzi, to świetnie  się w tych stronach czuję i chociaż zdarzało się, że długie rozłąki miałem z tymi terenami, to zawsze duchem wracałem. Dodatkowo cieszy mnie to, że te kilka wyznań religijnych w okolicy ( pięć lub siedem różnych ) nie wchodzą sobie w drogę,  a nawet okazują sobie szacunek. Wiadomo zdarzają się przykre incydenty, takie np. jak dewastacja nazw miejscowości napisanych cyrylicą, ale tylko skrajne przypadki.

Ł: A jak myślisz, jak by wyglądały dzisiejsze wsie łemkowskie gdyby nie było wysiedleń?

DS: Myślę, że wiele miejsc cieszyło by się dalej życiem, a teraz często tylko cerkwiska (place nieistniejących cerkwi) ,poniszczone krzyże gdzieś w krzakach i reszki podmurówek łemkowskich chyży pozostały... Święty nie jestem, ale nawet dla niewierzącego chyba klimatycznym widokiem taka łemkowska architektura.


Ł:  Mieszkasz w Uściu Gorlickim, czy spotykasz się często z kulturą łemkowską?

DS:Mogę powiedzieć nawet, że po części kawałkiem mojego życia jest Łemkowszczyzna, bo nie wyobrażam sobie tych terenów, np. bez tych malowniczych cerkwi. Poza tym dwujęzyczne nazwy miejscowości przypominają o Łemkach, co rok odbywa się też Watra w Zdyni. Wspomniałem wcześniej o cerkwiach, ale są też inne architektoniczne elementy tej kultury, jak przykładowo jeszcze spotykana charakterystyczna  Łemkowska zabudowa.

Ł: Co w ogóle sądzisz o rozwoju turystyki i osadnictwa na terenie Beskidu Niskiego, chociażby w Twojej okolicy?

DS: Ciężko mi jest jednoznacznie odpowiedzieć na to pytanie. Na ten temat w głowie myśli mam za i przeciw. Pozytywnym jest często spotykany fakt, iż jeżeli ktoś decyduję się na uwicie swojego gniazda tutaj u nas, to robi to z szacunkiem do do historii tego terenu. Przykładowo jest kilka chyży lub innych budowli nawet starszych niż sto lat, uratowanych, bo są ludzie, którzy czują duszę, klimat takiej zapisanej kilkudziesięcoletnimi wydarzeniami, architekturą i budują swoje kąty ze starych domów lub robią ich renowację, albo je kupują i «przenoszą» odnawiając przy okazji w inne miejsce.  Sam też mam podobnie i jeżeli dobre wiatry powieją w tym kierunku, to taki domek odnowiony gdzieś stanie. :) Plusem również jest to, iż ciekawe osobistości można mieć za sąsiadów. Kilka kilometrów od miejsca gdzie mieszkam, osiedlił się Pan Lech Dyblik, wg mnie Aktor z tych aktorów przez duże A i właśnie też kupił starą chyżę i przywraca jej blask. Również Pan Andrzej Stasiuk (brzmi znajomo, prawda ?) wybrał bliskie nam strony, do Wołowca przybył. Można by wymieniać długo jeszcze. Teraz te gorsze strony. Przez osadnictwo wkracza do nas KOMERCJA, sztuczność, ujednolicenie wkracza. W dużym skrócie ująłem moją opinię na ten temat.

Ł: Mieszkałeś dawniej przez wiele lat na Pogórzu – czy jesteś w stanie stwierdzić, gdzie lepiej Ci się żyje – tam czy tutaj?

DS:Hmm... Też trudne pytanie dla mnie. Mieszkałem w kilku miejscach w życiu już i ciężko mi znaleźć jakieś, gdzie nie zostawiłem miłych dla siebie wspomnień. Od kiedy pamiętam ciągnęło mnie do pięknych widoków i Beskid Niski tutaj chyba na prowadzeniu, chociaż... ten widok Tatr czasem z Pogórza... Ach...

Ł: Pytamy o to każdego, więc i Tobie nie darujemy odpowiedzi – powiedz nam, które miejsce na Beskidzie Niskim jest Twoim ulubionym?

DS: Cały Niski jest moim ulubionym :)

Ł: Już nie raz Twoje prace ujrzały światło dzienne, z jakim najczęściej spotkałeś się odzewem? Myślałeś może kiedyś zrobić jakąś wystawę tylko o tematyce Beskidu Niskiego – Łemkowszczyzny?

DS: No tak, zgadza się, parę osób widziało moje maziaje. W zeszłym roku odbyła się indywidualna wystawa tych maziaji, a latem tego roku miałem przyjemność uczestniczyć w zbiorowej wystawie «Artystyczny Biecz- Świt». Wszystko to dzięki stowarzyszeniu Maszynka Kreatywności, Muzeum Ziemi Bieckiej,  Miejskiej i Gminnej Biblioteki Publicznej w Bieczu  oraz Miejsko-Gminnemu Ośrodkowi Kultury w Bieczu. Ogólnie z bardzo pozytywnymi opiniami się spotkałem. W planach są kolejne wystawy i o pomyśle na takową wystawę myślałem i myślę dalej i będę się starał, żeby to doszło do skutku. Bardzo mi miło również, że podczas niedawnej rozmowy wykazaliście chęć pomocy w organizacji, więc może «COŚ» z tego będzie... :)

Ł: Byłeś jakiś czas za granicą. Powiedz czego najbardziej Ci brakowało?

DS: Tych scenerii i zaufania jakie można mieć do sporej ilości osób tutaj mieszkających. Ludzie tutaj bardziej empatyczni są...


Jesteśmy spóźnieni i . . .


Tak oto w paru skromnych słowach opowiedział o sobie nasz przyjaciel. A serce się w człowieku raduje, bo takich jak On, nietuzinkowych, młodych osób jest w Beskidzie Niskim wiele! Wiele pomysłów, wiele marzeń - każde zaś jest cegiełką do rozwoju naszej pięknej krainy. Rozwoju bez tandety i masówki, jaką można już w innych regionach spotkać.
Trzymamy kciuki za Daniela i jemu podobnych, by wszystkie te plany i marzenia udało się zrealizować!


A na koniec link do fan - page prowadzonego przez Daniela. Tam zobaczycie niektóre z jego "maziaji"... hm.. 😊

Pozdrawiamy!

niedziela, 13 listopada 2016

Okiem wędrowca - Deszno

Witajcie,

dzisiaj zapraszamy Was znów na spacer po kolejnej, dziś de facto nieistniejącej, miejscowości.

Jadąc do Jaślisk przejeżdżacie przez Rymanów, Posadę Górną i Rymanów-Zdrój, potem mijacie rozlewnię wody "Celestynka" i niedługo dojeżdżacie do Królika Polskiego. I nie ma w tej podróży nic wyjątkowego, gdyby nie to, że mijając rozlewnie, kilkanaście metrów dalej po lewej stronie pośród drzew zobaczyć możecie krzyże, To jedna z niewielu pamiątek po dość dużej wsi - Desznie.

Na cmentarzu w Desznie 

Deszno położone jest w dolinie Taboru, między Królikiem Polskim a Rymanowem-Zdrój. Wieś otaczają wzgórza, m. in.
Deszno, a po łemkowsku Doszno, ma stare, średniowieczne korzenie. Wieś lokowano już w XIV wieku. Nie wiadomo co prawda dokładnie kiedy, niemniej pierwsze wzmianki o wsi pochodzą z 1389 roku. Właścicielem wsi był słynny Zyndram z Maszkowic, ówczesny miecznik krakowski, później jeden z bardziej znanych bohaterów spod Grunwaldu. Dokument wspomina, że podarował on Janowi Henselingowi (właścicielowi Jaślisk) grunty między Desznem a Jaśliskami. Wieś pierwotnie była lokowana więc na prawie polskim.
Osada rozwijała się spokojnie, leżąc w dolinie Taboru. W roku 1470 właścicielką była Katarzyna Siemieńska. Potem, w 1536 roku,  przeszła w ręce Konstantyna Gładzińskiego za cenę 200 złotych polskich.



W roku 1552 odnotowano tutaj 16 gospodarstw, karczmę z browarem i młyn wodny o jednym kole. W XVIII wieku wieś podzielona była na trzy części - zagrody przydomowe na kamienistym, nieurodzajnym gruncie (Horody), Wyhin - teren częściowo wykorzystywany pod uprawy, w głównej części jednak pod wypas oraz Hubyn - teren wypasowy.
W roku 1820 właścicielką była Zofia Skurska
Pod koniec XIX wieku mieszkało tutaj 370 osób, z czego 250 Rusinów i 120 Polaków. Mieszkańcy, mimo różnic wyznaniowych żyli ze sobą w zgodzie, chociaż mieszane małżeństwa były tutaj rzadkością. Działał tutaj folusz, tartak i młyn.
Deszno rozwijało się powoli aż do 2 połowy XIX wieku, kiedy to w 1878 roku między Desznem a Posadą Górną odkryto źródła mineralne, które dały początek rymanowskiemu uzdrowisku. Szybko zaczęto otwierać dla pierwszych kuracjuszy kwatery w Desznie, a wielu chłopów obwoziło gości po okolicy furmankami. W Desznie przebywał w 1901 roku.  Stanisław Wyspiański.
Łemkowie z Deszna bardzo dbali o tradycje. Nosili tradycyjne stroje, pielęgnowano dawne tradycje, obchodzono święta. Dużą uroczystością była noc z 6 na 7 lipca, czyli Sobótki. Całą noc tańczono przy płonących ogniskach...

rzut oka na "Celestynkę" od strony cmentarza

W roku 1911 do Deszna zawitał ukraiński etnograf i muzykolog Filaret Kołessa. Spisał on tylko w jednym domu, u rodziny Kowaliów około 50 pieśni łemkowskich. Wydał je potem we Lwowie, w zbiorze "Narodowe pieśni z Łemkowszczyzny".
Mieszkańcy zajmowali się, oprócz hodolwą i rolnictwem także tkactwem. Działał we wsi również młym wodny, napędzany wodami Taboru.
I Wojna Światowa to czas znacznych zniszczeń Deszna i okolicznych wsi. W latach 1914-15 kilkakrotnie w tym rejonie toczono walki. Jednak po wojnie wieś odbudowano. Desznianie prowadzili też żywą działalność kulturalną. Powstał zespół "Wertepy", działający w sąsiednich wioskach polskich i łemkowskich. Oprócz tego powstał też zespół dziecięcy oraz grupa taneczna.
W roku 1934 powstał Apostolska Administracja Łemkowszczyzny, będąca odpowiedzią na przechodzenie Łemków na Prawosławie. Za siedzibę nowo utworzonej kurii obrano Rymanów-Zdrój, a ponieważ nie było tam cerkwi unickiej, rolę świątyni katedralnej objęła cerkiew w Desznie. Tutaj odbyły się m. in. uroczystości pogrzebowe pierwszego administratora AAŁ, ks. Bazylego Maściucha,


Parafia w Desznie obejmowała swoim zasięgiem Deszno, Rymanów-Zdrój, Wołtuszową, Posadę Górną i Bałuciankę. Była to więc duża parafia.
Ostatnią cerkiew w Desznie wzniesiono w roku 1866 (pierwsza wzmiankowana jest w 1526 r.). Nosiła wezwanie Narodzenia Bogurodzicy. Świątynia była zbliżona forma do cerkwi w Bałuciance. Byłą trójdzielna, drewniana, z wolnostojącą dzwonnicą parawanową przed cerkwią. Nad babińcem stała przysadzista, drewniana wieża. Cerkiew otaczał mur z kamienia rzecznego. Świątynię rozebrano w latach 50, na cerkwisku pozostały tylko trzy nagrobki - jeden skrywa prochy ostatniego desznieńskiego parocha, ks. Włodzimierza - osadzono na nim krzyż z cerkiewnej kopuły.  Cerkwisko zobaczyć można z drogi, otacza je charakterystyczny wieniec drzew.

Miejsce po cerkwi widziane z szosy

II Wojna Światowa przyniosła czas przymusowych wyjazdów na roboty do Niemiec. Był to również czas zagłady miejscowych Żydów (3 rodziny) i Cyganów (2 rodziny). Armia Czerwona wkroczyła tutaj 22 września 1944 roku. Podczas walk spłonęło wówczas wiele domów. W 1945 roku na tereny SRR wyjechała większość Łemków z Deszna. Wielu straciło swój dobytek podczas walk rok wcześniej, więc skusiły ich obietnce "raju" na Ukrainie.  Duża część wsi wtenczas opustoszała. W roku 1946, w noc Trzech Króli kilka sotni (m. in. "Chrina") spaliło opuszczone przez Łemków zabudowania w Wołtuszowej, Desznie, Szklarach i Króliku Wołoskim. W Desznie w ogniu zginęło 5 osób, spłonęło kilkadziesiąt domostw, ocalała tylko cerkiew. Budynki zniszczono planowo, by uniemożliwić osiedlenie się tutaj polskich osadników. Pewna ironia losu, bowiem gdy po "odwilży" Łemkowie uzyskali szansę powrotu na swoje ziemie, warunkiem była często obecność własnego domu - można go było ewentualnie odkupić od Polaków. Jeśli jednak go nie było... I tak  do Deszna Łemkowie wrócić nie mogli.

Na cerkwisu pozostały 3 nagrobki i resztki kamienego murku okalającego cerkiew...

Cerkiew unicką rozebrali na budulec w 1956 roku mieszkańcy sąsiedniej Lubatowej. Z pozyskanego budulca wzniesiono Dom Ludowy. Uratowano na szczęście ikonostas. Ikony, m. in. ikona śś Piotra i Pawła z XVI wieku, trafiły do Muzeum Historycznego w Sanoku, i można je teraz podziwiać na ekspozycji stałej poświęconej sztuce cerkiewnej.

Grób z inskrypcją w jęcyku Polskim

jeden z 14 pięknych nagrobków

Po dawnych mieszkańcach pozostało niewiele.  W górnej części wsi, gdzie mieszkali dawniej Łemkowie, pozostały zdziczałe sady, teren porasta lasem. Tutaj też pozostał cmentarz łemkowski, a na nim czternaście kamiennych nagrobków z XIX i XX wieku. Jest tu również nagrobek łaciński. W latach 90 cmentarz remontowała Grupa "Nadsanie".
Niedaleko cmentarza, kilkanaście metrów dalej, tyle że po drugiej stronie szosy, otwarto w 1980 roku rozlewnię wód mineralnych z rymanowskich ujęć. Tu też produkuje się słodkie napoje na bazie czystej wody źródlanej "Celestynka". Na terenie rozlewni znajdują się też pozostałości młyna. Cmentarz znajduje się około 300 metrów od miejsca po cerkwi. Do cerkwiska dojdziecie od cmentarza, idąc szosą w stronę Rymanowa. Zobaczycie po prawej stronie grupę wysokich drzew.
Niedaleko cerkwiska jest też XIX wieczna kapliczka.
Deszno de facto nie istnieje - od 1996 roku jest przedmieściem Rymanowa-Zdroju.
Tu jeszcze dodać trzeba, że przy cerkwisku i cmentarzu stoją tablice informacyjne z opisem historii wsi, wzbogacone zdjęciami.

Ikona śś Piotra i Pawła z Deszniańskiej cerkwi w zbiorach MH w Sanoku

Deszno odwiedzamy często. Leży bowiem na przemierzanej przez nas często trasie na Jaśliska. Często też zostawiamy auto pod "Celestynką" i podchodzimy na cmentarz czy cerkwisko. Chociaż o zdjecia trudno - zawsze słońce płata nam tu figle, a od pewnego czasu nie zabieramy po prostu aparatu. Chcemy się cicho pomodlić, skupić.. I ruszamy dalej...

Pozdrawiamy, do zobaczenia na szlaku!







Źródła inf.:
Luboński P. (red.), 2012, Beskid Niski. Przewodnik prawdziwego turysty.
Grzesik W., Traczyk T., Wadas B., 2012, Beskid Niski. Od Komańczy do Wysowej.
cerkiewne.tematy.net
www.info.rymanow.pl

niedziela, 30 października 2016

Rękodzieło - czyli to co powstaje z duszy przy użyciu rąk

Witajcie,
nie wiem czy Wy też odnosicie takie wrażenie, ale wydaje nam się, że powoli ludzie wracają do prostoty. Rośnie zamiłowanie do natury, sporo osób przenosi się z miasta na wieś i trend ten nie maleje a wzrasta. Ale co na wsi można robić? I tu Was być może zdziwimy bo prócz rolnictwa, pasterstwa czy pracy w okolicznych miastach można tworzyć cudeńka. W Małopolsce powstał nawet Szlak Tradycyjnego Rzemiosła, który promuje regionalnych twórców.
Na stronie szlakrzemiosla.pl znajdziecie miejsca gdzie mieszkają regionalni twórcy i co tworzą.
A tak na kraj Łemków i ich zawody patrzy Radosław Kotarski tutaj.

Jest wiele takich miejsc, także na terenie Beskidu Niskiego, gdzie ludzie wciąż tworzą regionalne cuda. Postaramy się Wam pokrótce pokazać miejscowości położone na naszym ukochanym Beskidzie, gdzie dawne zawody jeszcze nie umarły, gdzie zachowała się cząstka dawnej ludzkiej zaradności i zamiłowania do pracy.
Warto mieć to na uwadze. Dlaczego? Bo tutaj możecie zabrać dzieci, pokazać im pracę kowala czy łyżkarza. Rzemieślnicy aktywnie działają w regionie - często można ich zobaczyć przy pracy na okolicznych ewentach, imprezach kulturalnych jak np. w skansenach w Nowym Sączu, Szymbarku czy w Sanoku, w muzeach czy na regionalnych wydarzeniach. A przecież wielu tych zawodów tak na prawdę nie ma, zachowały się szczątkowo. Fabryki, przemysł nowoczesny, linie montażowe, komputery, nowoczesne technologie - wszystko to wyparło niestety skutecznie działających dawniej licznie rzemieślników, produkujących na potrzeby lokalnych mieszkańców. A dziś nie ma już potrzeby podkuwania koni czy toczenia na kole garnków...

Zabieramy Was w odwiedziny do kilku beskidzkich miejscowości. Znalazły się one na Szlaku Rzemiosła nie bez powodu. Tutaj bowiem działają ludzie kultywujący dawne zawodu. Dzięki nim można zobaczyć, że życie nie było tak łatwe i wygodne jak dzisiaj. Gdy nie było fabryk i supermarketów, wszystko trzeba było zrobić samemu lub też zakupić potrzebny przedmiot u osoby, która potrafiła go zrobić.

Bartne
Wieś ta słynęła w regionie z kamieniarstwa. Surowiec kamieniarze pozyskiwali m. in. Magurycza Wielkiego czy Kornutów. Do dziś pozostało w Bartnym i okolicy wiele krzyży przydrożnych i cmentarnych, świadczących o aktywnej działalności tutejszych rzemieślników. Oprócz krzyży i kapliczek, kamieniarze wyrabiali m. in. osełki, blaty stołów, płyty chodnikowe. W Bartnym do 2011 działał Jan Chwalik, kamieniarz kultywujący tradycje Bartniańskie. Zdążył przed śmiercią wychować swojego następncę. Jest nim Pan Emil Kania, parający się kamieniarstwem od 2006 roku. Obecnie jest kierownikiem Zagrody Maziarskiej w Łosiu, będącej oddziałem Muzeum "Dwory Karwacjanów i Gładyszów" w Gorlicach. Jak mówi Pan Emil, wykucie jednego niedużego krzyża to praca na około miesiąca. Tu warto nadmienić, że Bartnianie łączyli się dawniej w spółki, by łatwiej móc pozyskiwać surowiec i realizować zamówienia, co było wtenczas rzadkością.
Autorów można poznać po charakterystycznych elementach w ich dziełach.


Pobijak był jednym z podstawowych narzędzi kamieniarskich. Za greckokatolicką cerkwią w Bartnym stoi jego "pomnik", a tuż obok, w spichlerzu plebańskim można obejrzeć ekspozycję kamieniarską

Bielanka
W Bielance działa dwóch rzemieślników. Działają tutaj Roman Penkała i Roman Feciuch, dziegciarze, czyli rzemieślnicy trudniący się wyrabianiem dziegciu - znanej z właściwości leczniczych gęstej mazi o żółtym lub czarnym kolorze, o charakterystycznym zapachu. Otrzymuje się ją w procesie suchej destylacji kory. Pracę rozpoczynano od wykonania mielesza, czyli dołu wypełnionego szczelnie drewnem i obsypanego ziemią. Potem umiejętnie podpalano stos, a u podstawy podstawiano naczynie na skapujący dziegieć. Dziegieć stosowano na choroby skórne, ale też używano go jako smar czy klej.

Czarne
Chociaż Czarne na szlaku się nie znajduje, postanowiliśmy tutaj wspomnieć o tym miejscu. Mieszka tutaj Pan Jurek Szczepkowski. Prowadzi tutaj warsztaty ceramiczne. Sztuki wyrobu ceramiki uczył się w USA, na Manhattanie. Wyrabia m. in. kubki, urny, akcesoria do Yerba Mate, Jest mnichem zakonu Zen, i w Czarnym prowadzi warsztaty medytacji Zen.

Krzywa
Tutaj działa Pani Anna Dobrowolska, krywulczarka. Krywulka to rodzaj tradycyjnej biżuterii łemkowskiej. Robi się ją z malutkich szklanych, kolorowych koralików nanizianych na cienką nitkę. Całość tworzy piękną, misterną i skomplikowaną sieć. Na prawdę rzuca się w oczy. Pani Anna jest osobą aktywną w regionie, i każdy wędrowiec zapuszczający się częściej na Beskid Niski musiał o niej słyszeć.

Tak wygląda jedna z krywulek pani Anny
Nowica
Wieś ta słynie z łyżkarstwa, czyli z produkcji drewnianych łyżek. Najpierw odpowiedni kawałek odpowienio ociosywano, potem strugano specjalnm dłutem, a z czasem łyżkarze zaczęli uzywać ręcznej tokarki. W Nowicy działają trzej łyżkarze - Franciszek Grybel, Piotr Michniak i Stefan Michnik. We wprawnch rękach produkcja łyżki zajmuje około 10 minut. Dzisiaj łyżki często są dodatkowo ręcznie malowane, zdobione ornamentem i są atrakcyjną pamiątką dla turysty. Pan Piotr Michniak w czerwcu i wrześniu jeśdzi "po świecie" i prezentuje słabo znaną ludziom metodę produkcji łyżek za pomocą tokarki sznurkowej.

Co ciekawe Nowica słynie też... z baranków. A to za sprawą Pana Dymitra Michniaka, zajmujacego się wyrobem drewnianych form na masło w kształcie baranków czy też form na ser. Jak mówi Pan Dymitr, każdą formę trzeba przepuścić przez ręce 16 (!) razy, za każdym razem używając innego dłuta. Pracą zajmuje sie w okresie zimy. Jego wyroby znane są w Poznaniu, Leszna czy Kaliczu. Ale w samej Nowicy nikt baranków nie kupuje.
Tokarka ręczna do wyrobu łyżek. Ta akurat znajduje się w Zagrodzie Maziarskiej w Łosiu
Ropa
W Ropie działa Pan Jan Piechowicz, kowal. Dawniej miał dużo pracy, dziś działa rzadziej, i zajmuje się kowalstwem artystycznym. Posiada w domu tradycyjną kuźnię z miechami. Pochodzi z rodziny kowalskiej. Kowal dawniej był cenionym rzemieślnikiem, potrafiącym okiełznać ogień i żelazo, Dawniej, w odległych czasach wiec kowali uważano za ludzi związanych z magią. Kowale zazwyczaj zajmowali się fachem dodatkowo, a podstawą utrzymania było rolnictwo. Warto wspomnieć, że doskonałymi kowalami byli Cyganie.

Wnętrze kuźni znajdującej się w skansenie w Szymbarku
W Ropie kultywowane jest również młynarstwo. Młynarstwo de facto znane jest od czasów osiedlenia się na stałe człowieka w jednym miejscu - czyli od neolitu. Młynarz na wsi był ważną postacią, czuwał nad procesem wyrobu mąki. Młynom często nadawano imiona. Były często też miejscem pracy i domem dla młynarza i jego rodziny. W Ropie działają Panowie: Alfons Kulka i Michał Siuta. Pan Alfons Kulka konstruował przydomowe wiatraki, znane na Pogórzu. Rzemiosła nauczył się od sąsiada. Taki wiatrak odwracało się zależnie od kierunki wiatru. Dawniej do wyrobu wiatraku używało się piłę, dłuto, ośnik i siekierę, dziś zaś używa się narzędzi mechanicznych. Kamienie młyńskie kupowano w Gorlicach od Bartniańskich kamieniarzy. Z kolei Pan Michał swój młyn konstruował 3 lata. Wszystkie mechanizmy wyrabiał sam. Skonstruował też koło wodne i małą elektrownię.

Młyn z Ropy znajdujący się w skansenie w Szymbarku

Tutaj działa też Pan Zdzisław Kopek. Zajmuje się wyrobem drewnianych narzędzi kuchennych - przede wszystkim kuchennych wałków. Produkuje narzędzia maszynowo, używając m. in. frezarki. Do produkcji używa tylko drewna bukowego.


Ropica Górna
Tutaj działa snycerz, Pan Roman Bodak. Snycerz to rzemieślnik, zajmujący się rzeźbieniem w drewnie. Pan Roman wyrabia m. in. chocle, tzw. nalewajki, ale wyrabia też maślnice, kubki, pojemniki z przykrywką czy drewniane moździerze. Najlepsze do obróbki jest drewno liściaste - dąb, lipa, orzech. Materiał trzeba suszyć minimum dwa lata. Pan Roman jeździ na imprezy m. in. do Sanoka, na Watrę do Zdyni czy do Szymbarku. Swoje wyroby, jak na snycerza przystało, pięknie dekoruje.

Na stronie opisującej szlak znajdziecie wiele innych miejscowości z Małopolski, gdzie znajdziecie wiele innych ginących zawodów

Na terenie Beskidu Niskiego więcej miejsc na szlak nie wpisano. Pewnie pomyślicie, że to niewiele. Nic dziwnego. Dawne zawody umierają, tak jak ludzie znający tajniki dawnej produkcji rzemieślniczej. Niestety wiele z tych zawodów za jakiś czas zupełnie przestanie być kultywowana, bo z powodzeniem dłuta, świdry i zręczne palce zastępowane są przez precyzyjne wykrawarki i obrabiarki, a ludzką fantazję - zastępują programy komputerowe. Przykre to trochę, wszak jeszcze przypominają się czasy dzieciństwa, kiedy to dziadek szedł do kowala, by ten wyklepał lemiesze do pługa, czy chodzenie po jarmarkach, gdzie można było kupić drewniane narzędzia do kuchni, uprzęże końskie czy też inne przybory wtenczas jeszcze potrzebne w domach. Nie było to tak dawno, ale czas idzie do przodu bardzo szybko...
I tylko brakuje tych dawnych narzędzi kuchennych. Nie gięły się, deski do krojenia nie pękały.. Nie to co te dzisiejsze, z półki w supermarkecie.. :)
No, dość wzdychania, trzeba już kończyć ten krótki wpis. Dziękujemy za odwiedziny i pozdrawiamy!

Wpis powstał w oparciu o stronę www.szlakrzemiosla.pl - od dawna zaglądamy tutaj, czytamy. Polecamy Wam serdecznie tą stronę - i odwiedzajcie imprezy kulturowe, by poznawać ginące zawody.

niedziela, 16 października 2016

Ikonostas i ikony

Witajcie!

Dzisiaj mamy dla Was nieco odmienny artykuł. Zamiast na wędrówkę przez zielone doliny, zabierzemy Was do cerkwi. A ściślej mówiąc - do cerkwi beskidzkiej, chociaż jej wnętrze niewiele odbiega od wnętrza innych cerkwi. Na pewno zaś jeden element pozostaje niezmienny.

Wchodząc do cerkwi zauważamy najpierw ikonostas. Trudno go nie zauważyć, wszak rozdziela on sacrum od profanum, skrywa ona ołtarz przed oczyma zwykłego śmiertelnika. Skład i układ ikonostasu nie był przypadkowy. Była to stała, niezmienna kompozycja, różniąca się tylko między regionami.

Najpierw warto powiedzieć kilka słów o samej ikonie. Ikona jest uobecnieniem przedstawianej postaci. Nie jest więc traktowana jak w kościele rzymskokatolickim tylko wizerunek świętego lub Osoby Boskiej, ale ukazaniem podczas modlitwy obecności Chrystusa bądź też świętego. Z założenia nie były to dzieła sztuki. Nie mógł też ich pisać (ikony się pisze, nie maluje!) każdy. Pierwotnie ikony powstawały w zaciszu monastyrów, a duchowni je piszący wcześniej modlili się, pościli etc. Powstawały według ścisłego kanonu, wykonywano je bardzo starannie. Mimo, iż wiązały się z kultem i nie miały stanowić elementu artystycznego, uznawane są powszechnie za wybitne dzieła sztuki. Ikona, by miała moc "świętą", musi mieć nadane imię. Wypisuje się je literami na przedstawieniu. Wtedy też dopiero taką ikonę można umieścić w ikonostasie. Ikonę malowano na desce. Na drewno naklejano płótno i kładziono grunt. Później szkicowano postacie, by następnie pozłocić całe tło - złoto jest symbolem światłości, nieba. Potem dopiero malowano postacie. Ważna była twarz danej postaci. Później pisano imię przedstawionego świętego lub Osoby Boskiej na ikonie. Dopiero można było ikonę umieścić w ścianie, oddzielającej sanktuarium od nawy, czyli w ikonostasie.

Widok na ikonostas w cerkwi z Ropek (ob. w MBL w Sanoku)

Ikonostas znany na Łemkowszczyźnie reprezentował typ północno - karpacki. Tego typu układ stosowano od doliny Popradu, przez Łemkowszczyznę aż po Huculszczyznę. Układ ten był symetryczny, złożony z czterech stref. Wykreował się on w XVII wieku.
Wyglądał on następująco:
Najniższą, pierwszą strefą był tzw. rząd ikon namiestnych. Składał się on z czterech głównych ikon. Ikony te rozdzielone były przez wrota - centralnie ulokowane carskie wrota i symetrycznie doń usadowione po lewej i prawej stronie wrota diakońskie. Carskie wrota były zawsze dwuskrzydłowe i zazwyczaj pozłacane bądź malowane. Na nich przedstawiano sceny Zwiastowania w postaci dwóch ikon, oraz wizerunki czterech ewangelistów. Po prawej stronie od carskich wrót lokowano ikonę Chrystusa Nauczającego , później umieszczano wrota diakońskie i następnie tzw. ikonę chramową, z przedstawieniem patrona cerkwi. Idąc w lewo od carskich wrót zobaczymy ikonę Matki Bożej z Dzieciątkiem, kolejne wrota diakońskie i ikonę popularnego w danym regionie świętego. Na terenie Łemkowyny był to zazwyczaj św. Mikołaj - patron pasterzy, ubogich i wędrowców. Między tymi ikonami często umieszczano przedstawienie Archaniołów Michała i Gabriela. Na osi cerkwi, nad carskimi wrotami umieszczano Mandylion - czyli Spas Nerukotwornyj (nie ludzką ręką malowany). Był to wizerunek twarzy Chrystusa odbitej na chuście. Poniżej rzędu ikon namiestnych często umieszczane są cztery ikony ze scenami starotestamentowymi.
Drugi poziom stanowiły ikony świąteczne, czyli prazdniki. Zazwyczaj było 12 prazdników, chociaż zdarzało się też czasem, że umieszczano ich 16 - zależało to od tego, jak bogata była cerkiew i parafia. Dodatkowo umieszczano nieco większą (a właściwie dłuższą) ikonę z przedstawieniem Ostatniej Wieczerzy. Znajdowała się ona pośrodku rzędu.

Ikonostas w cerkwi w Owczarach

Trzeci rząd nazywany był Deesis (lub też Wielka Deesis). W centralnej części umieszczano ikonę z wizerunkiem Chrystusa Nauczającego (Pantokratora), a po obu stronach malowano apostołów. Dawniej umieszczano ich po sześciu na jednej ikonie (np. ikona z Bartnego w Muzeum w Sanoku), a później po jednych lub po dwóch na jednej ikonie.
Ostatni, czwarty rząd stanowiły ikony namiestne. Miały one kształt okrągły lub owalny, i przedstawiały proroków lub ojców Kościoła. Pośrodku, nad nimi umieszczano krucyfiks, również w formie ikony wyciętej na kształt krzyża, a po bokach umieszczano postaci Matki Bożej i św. Jana Chrzciciela.
Ikonostas był bogato zdobiony, oczywiście w miarę możliwości finansowych danej parafii. Ikony rozdzielane były kolumnami, pilastrami.

Schemat ikonostasu typowego po północnej stronie Karpat /źródło: www.muszyna.pl/

Skąd wzięły się ikony na Łemkowszczyźnie? Kiedy powstały najstarsze egzemplarze?
Do dziś najstarsze ikony pochodzą z 1 połowy XV wieku. Wszystkie pochodzą z terenu ziemi Gorlickiej, ale po 1947 roku znalazły się ostatecznie w MH w Sanoku. Są to: Św. Paraskewa z Uścia Gorlickiego, Ukrzyżowanie z Owczar oraz św. Mikołaj z okolic Gorlic. Nie powstały one jednak na terenie Polski. Oprócz tego, na ten sam okres datowane są Mandylion i Matka Boża Hodogetria z Owczar. Badania nad datowaniem i pochodzeniem ikon karpackich prowadził zmarły w 2008 roku Romuald Biskupski. Prawdopodobnie ikony te pochodzą z kręgów bałkańskich.
"Własne" ikony mieszkańcy Polskiej strony Karpat zaczęli tworzyć w XVI wieku, kopiując znane już egzemplarze. Ikony pisano m. in. w Samborze, Lesku, Rybotyczach, Trembowli czy Rohatynie. Ikony wtedy powstawały w monastyrach, lub też tworzyli je artyści zebrani w grupy wędrowne.
W 2 połowie XV wieku powstał np. Mandylion z Krempnej, śś. Kosma i Damian z Tylicza czy św. Dymitr z Boguszy.

Chrystus Pantokrator z 2 poł. XVI w. z Surowicy

Przełom XV i XVI wieku reprezentują np. prazdniki z Daliowej. W dalszym ciągu nie można ustalić autora ikon. Piszący ikony bowiem pozostawali anonimowi. Pracowali bowiem na chwałę Bożą, nie swoją.
W XVI wieku działał "Warsztat Mistrza Deesis z Bartnego" - nie oznacza to, że autor pochodzi z Bartnego, lecz że jego dzieło stwierdzono najpierw w Bartnym właśnie. Jego ikony stwierdzono m. in. w Szklarach(MB Hodogetria) i Surowicy (Chrystus Pantokrator).
Potem standardy nieco się obniżyły. po miasteczkach, w pobliżu powstających nowych wsi osiedlali się pisarze ikon. Ponieważ rynek "zbytu" był wielki, nie mogli narzekać na brak pracy (i dochodów) a ikony powstawały już nieco mniej starannie, aczkolwiek w dalszym ciągu były to dzieła wysokiej klasy. Upraszczano m. in. symbolikę czy technikę malarską.
Autorzy stają się też mniej anonimowi. Znany jest np. malarz Paweł Muszyński, autor ikon np. z cerkwi w Woli Cieklińskiej.
Na ramach ikon pojawiają się elementy zdobień niderlandzkich czy kaboszonowych, a jednocześnie symbolika ulega dalszym uproszczeniom.
W 2 połowie XVII i w XVIII wieku upowszechniają się wyroby ośrodka w Rybotyczach, rozpowszechniane dzięki powstałej w 1668 roku Kalwarii Pacławskiej. Chociaż było to sanktuarium katolików rzymskiego obrządku, ciągnęli tutaj także z obu stron Karpat także i Rusini. Malarze przekazywali wzorce ikon z pokolenia na pokolenie, i współpracowali ze snycerzami wyrabiającymi ramy o powtarzających się motywach roślinnych  i architektonicznych. Na Łemkowszczyźnie znany jest np. Jacenty Rybotycki, autor ikonostasu w cerkwi w Kotani z 1689 roku. On też wykonał ikonostas dla cerkwi w Desznicy a także ikony Sądu Ostatecznego i Ukrzyżowania z Światkowej Wielkiej oraz Sąd Ostateczny z Świątkowej Małej.
Pewne zmiany przyniósł Synod zamojski, który miał miejsce w 1720 roku. Określił on m. in., że ikonostas nie jest obowiązkowym elementem wyposażenia cerkwi grekokatolickiej. Wprowadził on też możliwość umieszczania w cerkwi ołtarzy bocznych i ambony. Postanowienia synodu zaczęto wprowadzać w życie w 2 połowie XVIII wieku.

Matka Boska Hodogetria, 2 poł. XVI w., Szkary

Po zajęciu ziem Galicji przez Austrię w 1772 roku nastąpiła dalsza latenizacja cerkwi. Państwo miało wpływ na budowę i kształt oraz wyposażenie cerkwi (styl józefiński). Nie musiała też mieć ikonostasu. Było tak aż do 1885 roku, kiedy to biskup Jachimowicz doprowadził do podpisania konkordatu Austrii ze Stolicą Apostolską. Jednak i wtedy nie zawsze duchowni interesowali się wyglądem cerkwi. Odchodzono m. in. od trójdzielności bryły cerkwi. Zmienił to synod z 1891 roku zebrany przez metropolitę lwowskiego biskupa Sylwestra Sembratowicza. Wedle założeń cerkiew miała być trójdzielna, posiadać miała ikonostas i wolno stojącą dzwonnicę.
Na postanowienia synodu wpłynął rząd austriacki i m. in. Chrystusa Pantokratora zastąpił Chrystus Wielki Archirej (w szatach arcykapłańskich) z wielką kulą ziemską w dłoni. Zniknęły też niektóre tematy ważnych wschodnich świąt jak np. wskrzeszenie Łazarza czy Zstąpienie do Otchłani. Zaśnięcie Maryi zastąpiło Wniebowstąpienie MB. Apostołowie towarzyszący Chrystusowi otrzymali też dla czytelności swoje atrybuty.

Święty Mikołaj, 2 poł. XV wieku, Owczary
W XIX wieku na Łemkowszyźnie działali najsłynniejsi malarze tutejszych ikon - Bogdańscy. Swoja działalność rozpoczął Józef, urodzony w 1800 r. w okolicach Kawari Pacławskiej w polskiej rodzinie szlacheckiej. Pobierał nauki rysunku i malarstwa, i od 1830 roku malował ikony i polichromie w cerkwiach na Łemkowynie i na Pogórzu Przemyskim. Jest autorem m. in. prac w Śnietnicy, Świątkowej Małej, Leluchowie, Medzilaborcach, Woli Wyżnej czy Tyliczu. Tworzył także na potrzeby kościołów w Jaśliskach czy Iwoniczu. Od 1846 roku mieszkał w Jaśliskach (gdzie powtórnie się ożenił). Wcześniej bowiem wiódł z rodzina życie tułacza "od zlecenia do zlecenia". rtysta nie tylko tworzył nowe, ale też przemalowywał stare ikony na zlecenie,np. w Bałuciance. Stosował zachodnie wzorce podczas pisania ikon. W jego ślady poszli jego synowie: Paweł i Antoni. Paweł malował m. in. polichromie w Czarnem, Pielgrzymce, Tyliczu, Wisłoczku, Wróbliku Szlacheckim czy w Mikovej na Słowacji. Antoni tworzył z kolei m. in. w Hańczowej, Izbach, Karlikowie, Ropkach, Tokarni w Polsce oraz na Słowacji, m. in.  w Kalinov, Resov czy Vapeniku. Synowie Pawła - Jan i Feliks także tworzyli na potrzeby cerkwi i kościołów.  Jan działał np. w Woli Cieklińskiej, Pielgrzymce czy na Słowacji we wsi Lukov. Feliks pobierał nauki u samego Jana Matejki (!) i wykonał kilka własnych prac w cerkwiach i kościołach ale poza Łemkowyną. Synowie Antoniego: Michał i Zygmunt działali m. in. w Leluchowie, Czeremsze, Barwinku, Zawoji czy w Złockiem (Michał), Ratnawicy, Tokarni, Mochnaczce Niżnej, Sevanowcach na Słowacji i Myscowej (Zygmunt).

śś. Kosma i Damian z 2 poł. XVII w., ikona pochodzi z Bodaków

Innym rodem malarskim działającym na środkowej i wschodniej Łemkowynie byli Pawlikowscy. Tworzyli w latach 1840-1930. Niewiele wiadomo o ich twórczości. Różni członkowie tego rodu tworzyli m. in. dla Regietowa Wyżnego, Woli Michowej, Blechnarki czy Krywego k. Cisnej. W tym czasie działali też inni twórcy, Wasyl Fedak tworzył ikonostas dla cerkwi w Ciechani, Karol Różewicz z Sanoka pisał ikony w Smerekowcu a Josyp Bukowczyk tworzył dla Rzepedzi i Turzańska. Dla Zyndranowej ikonostas stworzył lwowianin, Stefan Tomaszkiewicz.
Większość ikon, szczególnie z XIX i XX wieku przepadła. Zniszczono je często wraz cerkwiami. Wiele ikon rozkradziono z opuszczonych świątyń. Część ikon zabierali ze sobą także mieszkańcy, wyjeżdżając np. na Ukrainę. W miarę swoich możliwości, pracownicy muzealni zabezpieczyli tyle, ile mogli, szczególnie tych starszych, cenniejszych ikon. Można je dziś oglądać m. in. w Łańcucie i Sanoku (w MH i w MBL). Część przetrwałą powojenne zawieruchy na swoim miejscu, w macierzystych cerkwiach przejętych przez kościół rzymskokatolicki. Dziś można obserwować, jak bardzo w ciągu kilku wieków zmienił się kanon ikony. I można wciąż oglądać piękne ikonostasy, w pięknych cerkwiach na Łemkowynie, na Beskidzie Niskim (i nie tylko) ....

Mamy nadzieję, że ten wpis Was zaciekawił. Chociaż jest to tylko niewielki ułamek historii, to jednak - bardzo ciekawy i godny poznania. Zachęcamy do przejrzenia literatury opiewającej tą tematykę, i do odwiedzania i cerkwi, i muzeów, by podziwiać piękne ikony.

Pozdrowienia


Źródła inf.:
Biskupski R., 2013, Ikony z XV wieku w Muzeum Historycznym w Sanoku. Tom I
Grzesik W., Traczyk T., Wadas B., 2012, Beskid Niski. Od Komańczy do Wysowej
Kryciński S., 2016, Łemkowszczyzna po obu stronach Karpat
Luboński P., 2012, Beskid Niski. Przewodnik dla prawdziwego turysty
Winnicka K., 2013, Ikony z XVI wieku w Muzeum Historycznym w Sanoku, tom II

niedziela, 9 października 2016

Beskidzka "Wyspa" - czyli rzecz o Chełmie

Witajcie,
dziś pragniemy Wam przedstawić jeden z uroczych szczytów wpisujących się w krajobraz beskidzki. Mowa o Chełmie. Niestety nie udało się nam dotrzeć do żadnych legend związanych z tą górą. Ale cóż nazwa nie wzięła się znikąd. Być może tutejszym mieszkańcom kształt góry przypominał hełmy noszone przez rycerzy. A może tylko kawałek hełmu wystaje spod ziemi gdzie został zasypany śmiałek wędrujący do swej ukochanej? Niestety tego nie wiemy i być może nie dowiemy się. Jedyne co jest pewne, to fakt, że góra ta ma wygląd jedyny w swoim rodzaju.
Pierwsze kroki od strony Wawrzki


Swoją sylwetką dumnie góruje nad pozostałymi elementami krajobrazu. Jego wysokość to 780 m n.p.m. Jak na górę wysokość nie wielka jednak wchodzenia na nią zmusza nasz organizm do wytężonej pracy. My zdobywaliśmy ten szczyt korzystając z uprzejmości mieszkańców Wawrzki, gdzie to na ich podwórku pozostawiliśmy swoje środki transportu. Dziękujemy raz jeszcze! Bo właśnie jeżeli chodzi o jakiś parking to jest dość ciężko. Droga biegnąca przez Wawrzkę należy do dość często uczęszczanych, także pozostawienie na poboczu raczej nie wchodzi w grę - z jednej strony rów, z drugiej prywatne posesje. Ze swojej strony radzimy więc albo skorzystać z uprzejmości tutejszych mieszkańców, albo zostawić auto pod świątynią, która miała być pierwotnie cerkwią, a została kościołem p.w. Matki Boskiej Szkaplerznej.



Jeżeli chodzi o widoki, to niestety są niemal żadne, bo cała góra jak i szczyt są zalesione. Między drzewami da się oczywiście co nieco dostrzec, jednak nie jest to coś, co mogło być. Wędrując z naszym dobrym znajomym na Chełm zapalił się do pomysłu by postawić tam wieżę widokową. Kto wie, może kiedyś uda się zrealizować ten szalony plan. Widoki najlepsze to są jadąc trasą Gorlice-Grybów, gdzie przed nami rysuje się na horyzoncie malownicza góra. Mimo, że wydaje się, że wejście na nią to pestka to tylko tak się wydaje. Z daleka faktycznie stoki wyglądają łagodnie, jednak rzeczywistość jest zgoła odmienna. Stoki ciągnące się ku północy i wschodowi są strome, a różnica między podstawą i wierzchołkiem też nie jest mała.Warto również wspomnieć, że góra ta jest w krajobrazie wyspą i wyraźnie zaznacza swoją wyższość nad pozostałymi elementami pasma Gór Grybowskich. Sama wędrówka niebieskim szlakiem ciągnącym przez grzbiet Chełmu to (mimo wszystko) czysta przyjemność. Stoki góry porastają w niższych partiach grądy z domieszką buka, później spotkacie osławioną karpacką buczynę, a im wyżej, tym więcej drzew iglastych - głównie jodły, ale spotkać można tutaj także sosnę a nawet okazy świerku. Wędrując wiosenną porą, można podziwiać piękny podszyt. Kwitną wtedy piękne kwiaty - niestety nie wiemy jakie, bo słabo znamy się na roślinach... Może Wy nam powiecie? Podchodząc od Wawrzki napotkacie na stojący tuż przy szlaku wysoki, metalowy krzyż łaciński. Gdy byliśmy tu wiosną, był złamany, i wsparty o najbliższe drzewo. Można go było wręcz przeoczyć gdyż skorodowana powierzchnia była bardzo podobna do kory okolicznych drzew. Nie szukajcie go na mapach, bo tam go nie ma. Jeśli chodzi o samo podejście to najtrudniejszy odcinek jest na samym początku - od Wawrzki szlak przez pewien czas prowadzi wąwozem, którym okresowo spływa woda. Pełno w nim kamieni i zeschłych liści, jest ślisko, więc uważajcie. Potem już szlak zmienia się w wygodną ścieżkę wiodącą grzbietem. Różnice wysokości nie są tutaj bardzo duże, i szlak nie jest właściwie bardzo męczący. Ujmując to inaczej - jak na beskidzkie warunki, to wejście na Chełm nie należy do najbardziej wymagających. Mimo to należy do Korony Beskidu Niskiego.
Może Wy wiecie co to za roślina?


Dodatkową ciekawostką jest wycięta pośród lasu polana przeznaczona dla paralotniarzy - pole wzlotowe (startowe?). Nie jest to oficjalna atrakcja turystyczna, niemniej fani szybowania na skrzydle korzystają z niej chętnie.
Sama góra zbudowana jest z piaskowców magurskich, dawniej wydobywanych przez kamieniarzy z okolicznych wsi. Do dziś wędrując szlakiem można podziwiać mniejsze lub większe bryły piaskowca.
Na szczycie znajduje się wysoki, drewniany krzyż. Zaledwie kilka metrów od niego można podejść do stromego z kierunku Ropy zbocza. Na kamieniach można zobaczyć porosłe mocno mchem, wyryte napisy. Zapewne pozostawili je turyści, ale może pośród nich znajdziecie też i starsze frazy...

Na szczycie...

Na takie widoki możecie liczyć wchodząc na szczyt... :)

Mimo tylu elementów, które wskazują na ciekawość tego miejsca przez Chełm biegnie tylko jeden szlak turystyczny biegnący od Łupkowa do Grybowa w dużej swej części prowadzący granicą państwa. Jest to niebieski szlak pieszy. Niestety ta część Beskidu Niskiego nie jest usiana szlakami. Kiedyś stwierdziliśmy, że najlepiej byłoby ją zwiedzić na rowerze, gdyż dobrych dróg tam nie brakuje, a między miejscami które nas ciekawią są spore odległości.


Będąc w okolicy Grybowa serdecznie zapraszamy na wspinaczkę na tą górę. Mamy nadzieję, że za jakiś czas powstanie na niej wieża widokowa i ze szczytu będzie można podziwiać piękne beskidzkie krajobrazy.
Jeszcze na koniec wspomnimy, że kilka lat temu co najmniej pojawiły się propozycje utworzenia w obrębie góry Chełm rezerwatu. Jak na razie, planów tych nie zrealizowano a o pomyśle jakby zapomniano. Może kiedyś powstanie tu rezerwat? Czekamy na to...

Pozdrawiamy serdecznie
Do zobaczenia na szlaku!







Źródła inf.:

Luboński P., 2012, Beskid Niski. Przewodnik dla prawdziwego turysty.
www.beskidniski.pl
mynaszlaku.pl


niedziela, 2 października 2016

W Magurskim Parku Narodowym

Witajcie
dziś zapraszamy Was do miejsca o którym wspominaliśmy nie raz. Bo jak nie wspominać o największym obszarze ochrony przyrody na terenie Beskidu Niskiego, gdzie znajduje się wiele ciekawych miejsc i miejscowości. Teraz pragniemy przedstawić Wam garść szczegółów dotyczących tego wspaniałego miejsca.

Co do historii:
Wszystko zaczyna się od 1975 roku, kiedy to chciano otoczyć obszar o powierzchni ok 13000 ha w rejonie Magury Małastowskiej i Wątkowskiej najwyższą formą ochrony. Zostało to zaproponowane w programie ochrony krajobrazu Polski przez Komitet Ochrony Przyrody i jej zasobów PAN. Wraz z upływem lat zmienił się i zamysł na powstanie parku narodowego. W 1983 roku zaproponowano by park zajmował większą powierzchnię bo 18 000 ha jednak miałby obejmować swoim zasięgiem rejon Magury Wątkowsiej i Mareszki. Pięć lat później zastanawiano się nad objęciem ochroną masywu Magury Wątkowskiej, pasma Ostrej Góry, i Dziamery oraz oraz południową część Magury Małastowskiej. Dopiero w 1991 roku Wojewoda Krośnieński złożył wniosek do Ministra środowiska o utworzenie Magurskiego Parku Narodowego. W listopadzie 1994 roku podjęto uchwałę o jego utworzeniu. Natomiast od 1 stycznia 1995 roku Magurski Park Narodowy rozpoczął swoją działalność. Początkowo siedzibą dyrekcji Parku był Nowy Żmigród, ale przeniesiono ją w 1997 roku do Krempnej. Tam też powstało z czasem Muzeum Magurskiego Parku Narodowego i centrum edukacyjne (2003).

Granica MPN nad Ożenną

Ostatecznie park zlokalizowano na terenie trzech powiatów: Gorlickiego, Jasielskiego i Krośnieńskiego. Większa część obszaru parku zlokalizowana jest w woj. Podkarpackim - 90%, i leży na terenie gmin: Krempna, Dębowiec, Osiek Jasielski, Nowy Żmigród i Dukla. W woj. Małopolskim park położony jest na terenie gmin Sękowa i Lipinki. Ogółem MPN zajmuje 194, 36 km kw. i jest pod względem wielkości 5 parkiem narodowym w Polsce. Dodatkowo MPN otacza otulina, stanowiąca zabezpieczenie dla parku i żyjących w nim gatunku. Od strony wschodniej MPN graniczy z Jaśliskim Parkiem Krajobrazowym, a od południa granice jego pokrywają się z granicą państwową. Przebieg granic Parku zaobserwujecie na załączonym schematycznym planie.

Granice Magurskiego Parku Narodowego. Linia czarna - granica parku, linia zielona - granica otuliny, nazwy pisane kursywą - wsie nieistniejące, czarne punkty - wybrane szczyty na terenie MPN. Nazwy miejscowości podane orientacyjnie

A po co powstał?

Założeniem była przede wszystkim ochrona unikatowego obszaru przejściowego między Karpatami Zachodnimi i Wschodnimi. Obszar ten bowiem jest niezwykle bogaty w gatunki roślin i zwierząt. Tutaj zaobserwować można dwa piętra roślinne: pogórza i regla dolnego. Piętro pogórza sięga do 530 m n. p. m. Zaobserwować tu można m. in. sztuczne drzewostany sosnowe (bory sosnowe), łąki, a także przykłady sukcesji wtórnej. Regiel dolny zajmują głównie obszar leśne: zbiorowiska buczyny karpackiej z domieszką rzadko spotykanej w Karpatach jaworzyny, a także z udziałem jodły. Jest to relikt Puszczy Karpackiej. Natomiast dużo mniejszą powierzchnię zajmują tutaj lasy sztuczne.

Ochroną objęty jest również krajobraz związany z tzw. sukcesją wtórną. Otóż do 1947 roku duża część obszaru, objętego obecnie ochroną zamieszkiwana była przez społeczności łemkowskie, Tereny te opustoszały w latach 1945 - 1947, a wsie pozostały bezludne. Z czasem ich obszar zdominowała przyroda. Tereny wsi, pól uprawnych i pastwisk porosła roślinność. Jednocześnie jednak dodatkową "misją" Parku jest ochrona dziedzictwa kulturowego na opustoszałych terenach.

Potok Kłopotnica, spływający ze stoków pasma Magury Wątkowskiej

Co można zobaczyć?
Na terenie MPN zobaczyć można 55 gatunków ssaków, 160 gatunków ptaków, 12 gatunków ryb, 6 gatunków gadów, 10 - płazów oraz kilkaset gatunków owadów, m. in. 15 gatunków trzmieli, 85 gat. motyli czy liczne chrząszcze. Z roślin zobaczycie tutaj co najmniej 771 gatunków roślin, w tym m. in. 74 gatunki górskie. Spotkać tu można także np. 463 gatunki grzybów wielkoowocnikowych oraz 163 taksony mchów. Bogactwo flory i fauny jest więc ogromne!

Jeśli chodzi o ssaki, to zobaczycie tutaj np. kunę, łasicę, gronostaja czy lisa. Oprócz tego występują tutaj, chociaż trudniej je zobaczyć m. in. wilki, niedźwiedzie brunatne czy rysie europejskie. Oczywiście spotkacie też ssaki "drobniejsze" jak liczne gryzonie, jeże czy ssaki roślinożerne - Jeleń szlachetny, sarna, Zając szarak.

Ptaki są po owadach najliczniejszą grupą zwierząt w MPN. Spotkacie tutaj m. in. Myszołowa zwyczajnego, Orlika krzykliwego, będącego symbolem MPN, Puszczyka uralskiego czy np. Bociana czarnego. Pośród zabudowań i w miejscowościach wchodzących w skład otuliny licznie gniazdują np. Bociany białe.

Logo MPN /źródło: www.magurskipn.pl/

Ryby żyją w naturalnych ciekach wodnych, m. in. w Wisłoce, Ryjaku i Wilszni, a także mniejszych potokach, będących ich dopływami. Spotkać tu można np. pstrąga potokowego, brzankę czy wpisanego do Polskiej Czerwonej Ksiegi Zwierząt  głowacza pręgopłetwego.
Gady i płazy są reprezentowane przez nieliczne gatunki, co nie oznacza, że jest ich tu niewiele. Dość często można spotkać np. Zaskrońca zwyczajnego czy Żmiję zygzakowatą, a z płazów - Salamandrę plamistą, Padalca czy Ropuchę zieloną.

Długo można by mówić o owadach. Z motyli spotykany jest np. Paź królowej czy Przeplatka. Jeśli chodzi o inne owady, to zobaczyć tu można gatunki rzadkie, jak np. nadobnica alpejska czy modliszka. Oczywiście liczne są biegacze, a także wszelkie inne owady jak np. trzmiel rudy oraz liczne ryjkowce.

Nie wspomnieliśmy jeszcze o innych grupach zwierząt. Tutaj zobaczyć można np. liczne mięczaki ze ślimakiem winniczkiem na czele.

Salamandra plamista

O roślinach można by długo pisać. MPN ma charakter leśny - lasy i zarośla zajmują około 95 % jego powierzchni. Stwierdzono tutaj 57 zbiorowisk roślinnych, z czego 16 stanowią zbiorowiska o charakterze leśnym. Występują tu m. in. jaworzyny, rzadkie na terenie Karpat. Licznie spotykana jest buczyna karpacka. Rzadka jest natomiast buczyna kwaśna. Obserwować tu można również grądy, łęgi podgórskie czy olszynę górską. Zobaczyć można także lasy przedplonowe, reprezentowane głównie przez zbiorowiska olchy, lasy sosnowe i mieszane wielogatunkowe oraz liściaste. Powstały na terenach porolnych.

Liczne są rośliny ciepłolubne (58 gat.) takie jak Dąbrówka kosmata czy Dzwonek brzoskwiniolistny. Gatunki góskie reprezentuje m. in. Przywrotnik płytkoklapowy, Żebrowiec górski, Modrzyk górski. Dwa gatunki należą do grona subalpejskich. Spotkać tu można też 8 gat. typowych dla Karpat Wschodnich. Spotkacie tutaj 44 gat. roślin reglowych. Należy do nich np. Czosnek niedźwiedzi.

Warto dodać że aż 64 rośliny występujące w MPN objęte są ochroną ścisłą, a 11 gatunków - ochroną częściową.

Lulecznica kraińska wiosenną porą

Mówiąc o grzybach, warto wspomnieć, że 17 gat. spotykanych w MPN objętych jest ochroną ścisłą.
Należą do nich np. Flagowiec olbrzymi czy Smardz jadalny. Dużo jeszcze można pisać o florze parku - najlepiej jednak jest poznać ją osobiście :)

W Magurskim PN znajdziecie nie tylko bogactwa roślin i zwierząt. Jeśli spojrzycie na mapę, zobaczycie nazwy wsi wpisane "pośród lasów". To pamiątka po niegdyś bujnym osadnictwie w tym rejonie. Na skutek działań wojennych i powojennej zawieruchy opustoszało na terenie Beskidu Niskiego kilkanaście miejscowości. Kilka z nich włączono w skład omawianego parku. Są to m. in. Hałbów, Wilsznia, Świerzowa Ruska, Rostajne, Żydowskie. Kilka innych nieistniejacych wsi graniczy z parkiem i stanowi jego otulinę. Tak jest np. z Nieznajową. Na terenie opuszczonych wsi po 1947 roku zniszczono zabudowę mieszkalną, rozebrano świątynie, a terenem "zaopiekowały się" Państwowe Gospodarstwa Rolne, bądź też przyroda. Po upadku PGR - ów na pola i pastwiska wkroczyły lasy. Jednak nie zatarto całkowicie śladów po wielowiekowym osadnictwie. Pozostały cmentarze, często zdewastowane, z kamiennymi krzyżami na mogiłach. Te drewniane zmurszały i nie ma po nich śladu, ale kamienne, chociaż często mocno nadwątlone, trwają wciąż na miejscu. Pozostały też przydrożne krzyże i kapliczki, oraz niekiedy dość dobrze zachowane cerkwiska. MPN podjął się opieki nad tymi zabytkami. Na terenie każdej nieistniejącej wsi w  obrębie parku ustawiono dobrze wkomponowaną w otoczenie tablicę informacyjną, z opisem wsi, historią i podglądową mapą. Cmentarze zostały ogrodzone, i są co jakiś czas wykaszane. Na terenie MPN znajduje się też m. in. zbiorowa mogiła Żydów, pomordowanych przez Niemców podczas II Wojny Światowej.

Tablica graniczna MPN w Nieznajowej

MPN rozwija się turystycznie. Przez teren parku wiodą liczne szlaki turystyczne:
Główny Szlak Beskidzki,
niebieski Szlak Graniczny im. Pułaskiego,
szlak zielony Gorlice - Wapienne - Ożenna,
szlak czarny Folusz - Diabli Kamień - Ferdel
szlaki żółte:
Folusz - Konieczna
Tylawa - Olchowiec - Baranie
Przełęcz Mazgalica - Huta Polańska
Mrukowa - Krempna (ma zostać skrócony do odcinka Mrukowa - Trzy kopce - dojście do GSB)
Bartne - Świerzowa Ruska - Krempna

Na cmentarzu łemkowskim w Rostajnym

W ciągu ostatnich lat wytyczono cztery ścieżki historyczno - kulturowo - przyrodniczych, mających za zadanie ułatwienie turystom poznanie historii okolicznych ziem. Są to:
1. Ścieżka przyrodnicza "Kiczera" im. Prof. J. Rafińskiego, oprowadzająca po terenie wsi Żydowskie
2. Ścieżka przyrodnicza Hałbów - Kamień, prowadząca m. in. do miejsca masowego mordu Żydów w Hałbowie
3. Ścieżka przyrodnicza "Folusz, prowadząca z Folusza na Diabli Kamień
4. Ścieżka przyrodniczo - kulturowa Świerzowa Ruska, wiodąca przez obszar dawnej wsi Świerzowa Ruska

Oprócz szlaków pieszych MPN posiada szlaki rowerowe:
 zielony szlak Bartne- Świątkowa Wielka
zielony szlak Krempna - Huta Krempska - Krempna
niebieski szlak Krempna - Kotań - Św. Wielka - Św. Mała - Krempna
czerwony szlak Krempna - Żydowskie - Rostajne - Kotań - Krempna
żółty szlak Krempna - Myscowa - Polany - Huta Polańska - Krempna

Przez teren MPN przebiega też szlak konny z Nieznajowej do Olchowca - fragment Transbeskidzkiego Szlaku Konnego Brenna - Wołosate

Fauna parku w całej okazałości
Odwiedzając MPN należy koniecznie również zajrzeć do kilku okolicznych miejscowosci - zarówno tych w sercu parku (Krempna, Świątkowe, Kotań) jak też i tych leżących w jego otulinie (Olchowiec, Bartne, Bodaki, Pielgrzymka). W tych urokliwych miejscowościach znajdziecie pięke drewniane świątynie, cmentarze z czasów Wielkiej Wojny, starą, wiejską zabudowę, przydrożne kapliczki. W Krempnej dodatkową atrakcją jest niewielki zbiornik na Wisłoce - można popływać po nim rowerkiem wodnym.
Jak widać Magurski PN i jego otulina oferują wiele, i każdy znajdzie coś dla siebie.
Ostatnimi czasy turystyka w parku zaczyna się wyraźnie rozwijać. Znakowane są nowe szlaki, ścieżki... Z jednej strony bardzo dobrze, że udostępnia się ludziom coraz więcej, z drugiej zaś strony - zaczyna brakować tej "beskidzkiej dziczy", harmonii z przyrodą... Zobaczymy co będzie dalej.

Tablica informacyjna na temat nieistniejącej wsi
Wróćmy jednak do ochrony przyrody.
Na terenie MPN znajdują się obszary ochrony ścisłej.
Obszary leśne chronione są w 4 takich punktach: Magura Wątkowska (1188,69  ha)
Kamień (377,93 ha) i Zimna Woda (841,11 ha).
Chronione są także nieleśne ekosystemy. Działania te prowadzone są na 3 sposoby:
- wypasy owiec (600 sztuk rocznie)
- wykaszanie łąk kosiarkami lub też koszenie ręczne (ok. 120 ha rocznie)
- usuwanie samosiejek.

Zabiegi te pomagają w ochronie wielu gatunków roślin i zwierząt, a także pomagają zachować równowagę środowiska. Upraszczając - nie zostaje zaburzony łańcuch pokarmowy.

Piękne krajobrazy z szczytu Wysokie nad Żydowskim
Dla ochrony zwierząt stosowane są także inne zabiegi. Dla przykładu podamy, że gromadzone są na terenie parku sterty gałęzi i drewna, by mogły przezimować w nich jaszczurki. Dla rozwoju populacji Niepylaka mnemozyna koszone są łąki. Budowane są też oczka wodne, dla umożliwienia rozrodu traszkom. Wiosną prowadzi się akcje ochronną, mającą na celu umożliwienie płazom dotarcie do miejsc rozrodu w "Małym lasku" w Nowym Żmigrodzie. By umożliwić ptakom drapieżnym polowanie, wykasza się pasowo łąki. Stworzono też 26 stref ochronnych gniazdowania dla Orłów. Oprócz tego powstały też 6 stref ochronnych dla bociana czarnego.
Dla ochrony dużych ssaków, np. niedźwiedzi zakładane są ostoje, gdzie jest wprowadzony zakaz wstępu dla turystów. Stworzono dotychczas 2 ostoje dla wilka i jedną dla niedźwiedzia (na terenie dawnej wsi Ciechania).

Cerkiew w Kotani.

Przez park wiedzie kilka ważnych dla okolicznych mieszkańców dróg, a także droga wojewódzka nr 992 Jasło - Ożenna. Prz tej drodze ustawiono we współpracy z WWF Polska kilka tablic informacyjnych dla kierowców. Ostatnie kilka lat to czas rozwoju parku - także wizualnego. Na granicach parku, w miejscu gdzie przekraczają je szlaki lub ważniejsze drogi postawiono efektowne tablice informacyjne, zawierające m. in. cennik biletów i zasady poruszania się po parku. Pobudowano także wiaty i schrony turystyczne, zadbano o oznakowanie szlaków.

Szlak wiodący pośród buczyny karpackiej
Oczywiście na koniec wspomnieć trzeba o logo MPN. Widnieje na nim szybujący Orlik krzykliwy, chluba zarówno parku, jak i całego Beskidu Niskiego. A można go tutaj często zobaczyć, upodobał sobie park. Sami nieraz mieliśmy okazję go podziwiać - to na prawdę piękny ptak!

Artykuł krótki, i zaledwie bardzo delikatnie wprowadzający w temat. Ale mamy nadzieję, że Wam się spodobał. Warto odwiedzić MPN o każdej porze roku - i wiosną, gdy kwitną kwiaty, w upalne lato gdy na łąkach uwijają się owady, jesienią by podziwiać barwy beskidzkiej jesieni i zimą, by podążyć tropem wilczej watahy...

Zapraszamy Was serdecznie!!!



Źródła inf.:
www.magurskipn.pl
www.parkinarodowe.edu
Luboński P., 2012, Beskid Niski. Przewodnik dla prawdziwego turysty




niedziela, 25 września 2016

Regietów Wyżny - wieś, której nie ma

Witajcie,

dzisiaj chcemy zabrać Was do jednej z najpiękniejszych dolin w Beskidzie Niskim, do miejsca wręcz kultowego. Odwiedzimy dolinę nieistniejącej wsi Regietów Wyżny.

Regietów (lub Regetów) Wyżny leży w dolinie potoku Regetówka, zaczynającego swój bieg na stokach góry Obycz. Wieś graniczyła od północy z Regietowem Niżnym, a od południa zamykała ją przełęcz Regietowska, znajdujaca się już na granicy polsko - słowackiej. Dolinę wsi zamykają szczyty: Rotunda (777), Dział (721) od zachodu i Kozie Żebro (847) z Jaworzynką (867) od wschodu.

idąc przez Regietów Wyżny od przełęczy Regietowskiej

Niewiele wiadomo o historii Regietowa Wyżnego. Przyznać nawet trzeba, że dzieje tej wioski były związane z sąsiednia miejscowością - Regietowem Niżnym. Przez wieki bowiem obydwie wioski stanowiły jedną miejscowość. Pierwsze wzmianki o Regietowie pochodzą z 1595 roku,  wieku, niemniej niemal pewne jest, że wieś powstała wcześniej- sugeruje to wieś Regetovka na Słowacji - wieś o XVI - wiecznych korzeniach, prawdopodobnie założona przez zasadźców z polskiej strony.
Co ciekawe, sam potok który dał nazwę wsi w Polsce, wzmiankowany jest w przywilejach nadawanych przez Kazimierza Wielkiego dla Jana Gładysza 1359). Wspomniana jest tam nazwa potoku Rzegothow. Jednak nie należy tego wiązać z obecnością stałego osadnictwa w dolinie potoku.
O zabudowie na terenie późniejszej wsi Regietów Wyżny znajdujemy informacje pochodzące z XVII wieku. Ten okres można więc "nieoficjalnie" uznać za początki wsi.
Właściwie teren ten rozwijał się spokojnie, i omijały go większe zawieruchy dziejowe doby nowożytnej. w 1767 roku Regietów (jeszcze liczony "razem") liczył 543 mieszkańców wyznania greckokatolickiego. 20 lat później, w 1786 roku było ich już 619, a w roku 1795 żyło w Regietowie 695 osób wyznania greckokatolickiego (Łemków). Była to więc duża wieś, szybko się rozwijająca.

cokół. dawniej podstawa krzyża, z 1894 roku

Regietów Wyzny jest dzisiaj wielkim pastwiskiem - pasą się tu całe stada hucułów

Regietów Wyżny wyodrębnił się jako samodzielna wieś właściwie dopiero w XIX wieku. Do tego czasu ludniejszy był ten "Niżny". Nic dziwnego, tam wszak były zdecydowanie lepsze warunki do życia. Co ciekawe, Regietów Wyżny stał się później siedzibą parafii
Według "Słownika geograficznego Królestwa Polskiego i innych krajów słowiańskich" z 1888 roku w Regietowie Wyżnym mieszkało 536 grekokatolików (Łemków) i 11 Żydów w 87 domach. Wymieniona jest również szkoła ludowa i siedziba parafii (obejmującej także Regietów Niżny i Skwirtne). Wtenczas już ludniejszy był właśnie Regietów Wyżny - w Niżnym mieszkało 294 osoby- 4 rzymskokatolików, 284 unitów i 6 Żydów.

Cerkiew w Regietowie Wyżnym wzniesiono w 1865 roku. Była to świątynia drewniana, orientowana, . Świątynia była trójdzielna, zrębowa, z wieżą nad babińcem o konstrukcji słupowo - ramowej. Ściany dzwonnicy były pochyłe, zwieńczone izbicą. Dach nad nawą i prezbiterium był dwuspadowy (kalenicowy), zwieńczone baniastymi hełmami. Hełmem zwieńczony był również dach dzwonnicy.
Nie powinniśmy właściwie pisać o niej w czasie przeszłym. Cerkiew istnieje. Tylko gdzie? W miejscu po cerkwi stoi tylko drewniany krzyż, rośnie trawa, pozostały ślady podmurówki. Cerkiew trafiła na .... Zamojszczyznę, do wsi Żółkiewka. Przeniesiono ją tam w 1955 roku. Niestety, obiekt został mocno przebudowany, i pełni rolę kościoła polskokatolickiego (odmiana starokatolicyzmu opartego na polskich tradycjach religijnych).

Kaplica z dzwonem


W roku 1900 mieszkało tutaj 479 osób w 89 domach.
I wieś rozwijałaby się dalej spokojnie gdyby nie rok 1914 i wybuch Wielkiej Wojny.
Ta wojna już nie ominęła Regietowa Wyżnego. Ciężkie walki toczono w okolicy zimą 1914 roku, a wieś znajdowała się na terenie "ziemi niczyjej" właściwie do maja 1915 roku, kiedy to po wielkiej bitwie pod Gorlicami oddziały austro - węgierskie zepchnęły Rosjan z zajmowanych pozycji. Zima 1914/1915 dała się we znaki mieszkańcom wsi. Rosjanie zajęli m. in. Rotundę, a oddziały cesarskie usadowiły się m. in. na Jaworzynce i Kozim Żebrze. Ciągłe patrole wysyłane do wsi ogałacały ją z pożywienia i dobytku. 34 osoby trafiły do Thalerhoffu w Austrii. Walki przyniosły zniszczenia i choroby. Resztę dopełnił głód i sroga zima. Wieś została zniszczona.
Walczono w tym rejonie zaciekle. Austriacy próbowali odbić utracone wzgórze Rotunda, będące wtenczas idealnym punktem obserwacyjnym. Sprowadzono tutaj elitarny oddział - 1 Pułk Cesarskich Strzelców Tyrolskich. Mimo ofiarności, żołnierzom nie udało się zdobyć szczytu, bronionego przez Rosjan uzbrojonych w liczne karabiny maszynowe. Tyrolczycy atakowali, idąc po pas w śniegu.... Wielu zginęło. Górę opuścili żołnierze carscy... bez walki podczas odwrotu w maju 1915 roku. Równie ciężkie walki toczono o wzgórza Kozie Żebro i Jaworzynka. O walkach w tym rejonie pisaliśmy co nieco tutaj.
Po tamtych czasach pozostały pamiątki - dwa cmentarze wojenne. Jeden, noszący numer 48 znajduje się na zboczach Jaworzynki (869). Zbudowano go na planie zbliżonym do prostokąta. Otacza go drewniane ogrodzenie wzmocnione kamiennymi słupkami. Pomnik centralny to połączenie kamienia (dwa kamienne filary) i drewna (fantazyjnie wycięty krzyż). Poniżej krzyża znajdują się tablice z inskrypcją:

Chwalcie Boga!

Ze znikomych cegiełek naszych
żywotów
wzniósł on wspaniały monument
zwycięstwa ojczyzny

W czterech zbiorowych i siedmiu pojedynczych grobach spoczywa 74 żołnierzy armii C.K. i 136 żołnierzy armii rosyjskiej.  Mogiły zwieńczone są drewnianymi krzyżami. Na cmentarz prowadzi brama nakryta dachem pobitym gontem.
Obiekt odnowiono w latach 2012-2014. Dojść do niego można od drogi asfaltowej w Regietowie Wyżnym, idąc polną drogą za biało - czarnymi znakami szlaku "cmentarnego".

Cmentarz wojenny nr 48

Cmentarz wojenny nr 51

Drugi cmentarz zokalizowany jest na Rotundzie. Nosi numer 51. Pierwotnie wieńczyło go 5 wież - centalna o wysokości 16 metrów i 4 poboczne, 12 - metrowe. Jednak obiekt został opuszczony, niszczał... Jeszcze w gimnazjum, przechodząc obok z wycieczką szkolną, widniały tutaj tylko smętne resztki wież, i spróchniałe krzyże... Jednak od kilku lat prowadzone są prace, mające na celu pełne odrestaurowanie obiektu. Na mogiłach ustawiono nowe krzyże, postawiono 3 nowe wieże, pod czwartą zaś wylano już podmurówkę, a nieopodal czeka zgromadzony materiał. W dużej mierze jest to zasługa SKPB Warszawa, gospodarującej u podnóża góry w okresie wakacyjnym w swojej bazie namiotowej.
Cmentarz ma plan koła. Otoczony jest kamienno - ziemnym wałem. W czterech zbiorowych i 20 pojedynczych mogiłach spoczywa 42 żołnierzy armii C.K. i 12 żołnierzy armii carskiej. Na wieży centralnej widnieje inskrypcja:

Nie użalajcie się, ze wokół naszych grobów
huczą wichry
na tym samotnym wzgórzu dalekim od ludzi - 
tu bliżej jesteśmy wezwaniu wieczności, tu
każdego ranka słońce wcześniej nas kryje
całunem purpury


Obydwa cmentarze projektował Dusan Jurkovic.

na "starzym" cmentarzu - wciąż czynnym

Czasownia, wzniesiona w 2001 w miejscu poprzedniej


Po wojnie mieszkańcy wyludnionej wsi podjęli trud odbudowy. W roku 1931 mieszkało tutaj 420 osób w 82 domach. Wciąż więc to była duża wioska.
W roku 1930 w Regietowie Niżnym część mieszkańców przeszła na prawosławie. Również w Regietowie Wyżnym kilku mieszkańców powróciło do "wiary ojców". W sumie w roku 1936 w obu wsiach było 112 prawosławnych Łemków. Gdy w Regietowie Niżnym wzniesiono prawosławna świątynię, próbowano przenieść wyposażenie z cerkwi z Regietowa Wyżnego. Doprowadziło to do licznych sporów i antagonizmów w obu miejscowościach.

We wrześniu 1939 roku wieś zajął okupant niemiecki. Zbudowano ttuaj budynek Grenzschutzu. Nie przeszkadzało to jednak zaradnym Łemkom przekradać się na Słowację "tytoniową drogą" (łem. duhański put). Łemkowie brali ze sobą wyroby ze skóry, uprzęże, a wracali niosąc m. in. cukier, kropkę i tytoń właśnie.

Widok na miejsce po cerkwi przeniesionej do Żółkiewki

Na cmentarzu parafialnym...

Pierwsze wyjazdy na wschód miały miejsce już w 1940 roku. W 1945 roku z ob wsi wyjechało dobrowolnie 26 rodzin. Pozostałych mieszkańców wysiedlono w roku 1947.
W okolicy tej w latach 1945-47 stacjonowały oddziały WP. Kilkakrotnie atakowały je oddziały UPA.
O ile do Regietowa Niżnego mieszkańcy zaczęli powracać, o tyle Regietów Wyżny wyludnił się zupełnie. Nie ma tutaj już domów, pozostało jedynie kilka przydrożnych krzyży, cmentarze, czasowania...

Jeden z przydrożnych krzyży

Dzisiaj jest to wielkie pastwisko Stadniny koni huculskich z Regietowa Niżnego. Wędrując żółtym szlakiem, przy odrobinie szczęścia można je zobaczyć, pasące się stadami za "pastuchem". My je widzieliśmy z daleka, jednak mimo wszystko było to niesamowite. Tyle pięknych koni!
Idąc od Regietowa Niżnego spotkacie czerwony szlak (GSB) - przecina on drogę ciągnąc z Koziego Żebra na Rotundę. Tu zarazem zaczyna się też biało-czarny szlak cmentarny również wiodący na Rotundę. Idźcie dalej, asfaltem (!) a spotkacie po drodze kilka ciekawych krzyży przydrożnych, i po jakimś czasie dojdziecie do zejścia na cmentarz na Jaworzynce - poprowadzą was biało - czarne znaki. Zejście oznakowane jest oryginalną tablica informacyjną z okresu budowy cmentarza. Idąc dalej, dojdziecie do wiejskiego cmentarza. Znajduje się  na niewielkim wyniesieniu. Zachowało się tutaj kilkanaście (około 20) kamiennych i żeliwnych krzyży, oraz miejsce po cerkwi parafialnej, przeniesionej do Żółkiewki. Cmentarz powstał w latach 60 XIX wieku, po wybudowaniu nowej cerkwi. Na cerkwisku w 1997 roku postawiono drewniany krzyż w 50 rocznicę Akcji "Wisła".
Idąc jakieś 800 metrów dalej, mijając wciąż pastwiska, dojdziecie do starego cmentarza i czasowni. Wzniesiono ją, wykorzystując prezbiterium starej, XVIII - wiecznej cerkwi. Zachowało się tutaj 5 nagrobków. Są też nagrobki współczesne, bowiem cmentarz służy obecnie prawosławnym mieszkańcom Regietowa Niżnego. Wędrując dalej w kierunku przełęczy Regietowskiej dojdziecie do kaplicy z dzwonem. Podobna kaplica stoi w Smerecznym. Miało to być symboliczne połączenie łemkowskiej chyży i cerkwi. W kaplicy jest dzwon z nazwą wsi. Stąd roztaczają się na prawdę piękne widoki. Niestety, obok kaplicy jest mała wiata. A obok wiaty - kosz. A w koszu i obok kosza - masa śmieci...

w przydrożnej kapliczce...

Stąd mamy już jakieś 2 kilometry do wspomnianej przełączy i granicy państwa. Warto przejść się np. na Jaworzynkę Konieczniańską. Chociaż nie jest to najlżejszy spacerek - niemniej polecamy.
Okolica ta oferuje liczne trasy i rowerowe (żółty szlak z Blechnarki przez Regietów do Skwirnego) i piesze, jak np. żółty szlak pieszy Wysowa - przełęcz Wysowska - przełęcz Regietowska - baza SKBP czy też szak GSB wiodący przez wspomniane juz Kozie Żebro i Rotundę. Dodatkowo granica wiedzie niebieski szlak graniczny. Oczywiście nie może zabraknąć tutaj i szlaków konnych - wiodą one m. in. do Ługu i do Wysowej. Pasjonaci historii zaś ucieszą sie biało -czarnym szlakiem cmentarnym. Atrakcją jest też Wielokulturowy Szlak Huculski, ciągnący m. in. przez teren dawnej wsi. To właśnie na tablicy związanej z tym szlakiem widnieje napis: Regietów Wyżny - wieś, któej nie ma.
Piękna przyroda, ptaki, rozległe łąki, widoki na okoliczne wzgórza i spotykane na każdym kroku ślady historii. Czego chcieć więcej?
Jeszcze tylko gwaru wiejskiego i zapachu dymu, wydobywającego się z pieców...

Widok na Rotundę ze stoków Jaworzynki

Regietów Wyżny to miejsce wyjątkowe. Można by rzec magiczne. Nie być w Regietowie Wyżnym - to nie być w Beskidzie Niskim chciałoby się rzec. I chociaż ostatnie zmiany trochę mu szkodzą (wylanie nawierzchni asfaltowej, budowa mostu przy bazie SKPB) - to jednak nie sposób nie pokochać tego miejsca. Zawsze chce się tutaj wracać...

Mamy nadzieję, że ten stosunkowo krótki wpis zaintryguje Was na tyle, że postanowicie odwiedzić to miejsce z plecakiem lub też na dwóch kołach. A może konno?

Pozdrawiamy serdecznie!







Źródła inf.:
Luboński P., 2012, Beskid Niski. Przewodnik dla prawdziwego turysty
Traczyk T., Grzesik W., Wadas B., 2012, Beskid Niski. Od Komańczy do Wysowej
CZAJKOWSKI j., 1995, Studia nad Łemkowszczyzną
www.eleos.gladyszow.org
pl.wikipedia.org