Zanim wejdziesz, przeczytaj :)

1) Materiały wykorzystane przez nas ( zdjęcia, rysunki, opisy ) służą tylko celom dydaktyczno - informacyjnym, nie czerpiemy z działalności żadnych korzyści. Wykorzystujemy materiały zarówno własne, jak również pozyskane w internecie, lecz tylko by ukazać czytelnikom piękno naszego świata :). Materiał internetowy pozyskujemy legalnie (nie jest on zastrzeżony prawami autorskimi, pochodzi ze źródeł masowych i edukacyjnych) - nie kradniemy niczyjej pracy. Jeśli jednak znajdziesz u nas swoje materiały bez wyraźnej zgody (mogło zdarzyć się niedopatrzenie z naszej strony) i poczujesz się urażony - prosimy, poinformuj nas, a natychmiast znikną one z naszych łamów :)
2) Blog nie ma charakteru naukowego. Jest to strona popularyzatorska. W miarę naszych możliwości (i ponieważ historia to nasze hobby) staramy się jak najwięcej umieszczać informacji historycznych oraz korzystać z literatury tematycznej, niemniej nie gwarantujemy "nieomylności" :)
3) Ilustracje opatrzone znakiem wodnym są naszą prywatną własnością. Jeśli znalazłeś tutaj przydatną ilustrację - napisz do nas. Podobnie rzecz ma się z zamieszczanymi tekstami.

Komentarze

Przywracamy możliwość komentowania wpisów na blogu. Oczywiście przypominamy, że komentarze anonimowe nie będą mogły liczyć na odpowiedź :)

niedziela, 29 marca 2020

Lalki motanki

Witajcie,
już od bardzo dawna nie pisaliśmy nic o kulturze. Postanowiliśmy zmienić coś w tej kwestii. Teraz mamy już kalendarzową wiosnę, której nadejście wiąże (a przynajmniej do jakiegoś czasu bardzo mocno wiązało się) z topieniem/paleniem Marzanny. Każdy z Was na pewno wie, co to takiego ta Marzanna. To lalka uosabiająca zimę. Jak się okazuje to nie jest jedyna lalka, która pojawia się w naszej słowiańskiej kulturze.

Skrócona instrukcja wykonania :)

Samo słowo lalka dziś kojarzy nam się najczęściej z szmacianą czy plastikową postacią przypominającą kobietę, służącą do zabawy. Dziś chcemy Wam przybliżyć motanki lalki - amulety. Były tworzone na rozmaite potrzeby i miały swoje określone zadania. Jak to z amuletami bywa proces tworzenia był swoistym rytuałem.

Do tworzenia motanek wykorzystywano materiały naturalne, które miały styczność z tworzącym. Były to najczęściej stare ubrania czy pościel. Nie wolno było używać przy ich tworzeniu ostrych narzędzi tj. igły, noża, nożyczek. Wierzono bowiem, że użycie takich narzędzi może skaleczyć amulet. Zamiast pomocy laleczki, mogłaby nam czynić odwrotność celów do jakich została stworzona. Skoro więc nie można wykorzystywać igły i nożyczek, jak się robi te laleczki? Mota się - stąd też ich nazwa motanki. Czyli materiał drzemy, następnie odpowiednio składamy i zawiązujemy najlepiej czerwoną nicią. Dlaczego czerwoną? Bo czerwony to kolor krwi, kolor życia, w którym motanka nas miała wspierać. Obwiązuję się oczywiście materiał nieparzystą ilość razy najczęściej 3 lub 7. Liczby te uważano za szczęśliwie. Zresztą dlaczego do dziś w bukietach kwiaty również są w liczbie nieparzystej :)? Lalka oczywiście nie mogła mieć rysów twarzy. Nie chciano, aby moc motanki przejął ktoś obcy, do kogo mogła być podobna. Wnętrze laleczki wypełniano w zależności od przeznaczenia rozmaitymi rzeczami. Jeśli potrzeba była to dawano jej "serce" czyli roślinę lub nasiono które miało zwiększyć jej moc. Do tego celu używano m.in. szałwii, słomy liści jabłonii, mięty oraz rozmaitych nasion.



Zdarzało się też, że lalki były tworzone dla kogoś. Podczas tworzenia należało myśleć o tej osobie, mieć czyste myśli i nie zaprzątać sobie głowy innymi sprawami. Musiał być to też ktoś bliski, spokrewniony z osobą tworzącą motankę. Kobieta, która chciała zrobić komuś motankę musiała mu o tym powiedzieć. Osoba ta miała za zadanie nadać motancę imię i dać autorce motanki jakiś drobiazg od siebie, aby mogła go użyć przy robieniu lalki.
Oczywiście motankami nie można się było bawić. Należało je postawić na honorowym miejscu w domu, albo zabrać ze sobą w podróż (Podróżniczka)

W zależności od rodzaju zadania jakie motanka miała wykonywać nosiła one rozmaite nazwy. Ja miałam możliwość brać udział w warsztatach zorganizowanych przez Zagrodę Maziarską w Łosiu. Tam wtedy robiliśmy (bo wśród kobiet znalazł się też i mężczyzna) Pomocnice - lalki dziesięciorączki. Ma ona pomagać w prowadzeniu gospodarstwa i wszystkich innych sprawach, na które brakuje nam czasu. Z jej powstaniem wiąże się legenda. Mówi ona o tym, że kobieta nie radziła sobie z prowadzeniem domu. Prosiła więc o pomoc boginię. Bogini dała kobiecie więc dodatkową parę rąk. Lecz ta mimo dodatkowej pary rąk nie radziła sobie. Bogini zezłościła się na kobietę, że mimo daru nie radzi sobie w życiu. Postanowiła więc zabrać jej dodatkową parę rąk i dać laleczkę, która będzie miała dodatkowe ręce do pomocy. Od tej chwili kobieta zaczęła sobie radzić z obowiązkami domowymi.

Pomocniczka gotowa do pracy!

Podczas tworzenia tych rączek, trzeba oczywiście myśleć w jakim zadaniu mają nam one pomagać. Uwierzcie mi jakie było ogromne  skupienie i cisza wśród nas podczas tworzenia tych rączek. Bardzo dziękuję za możliwość wzięcia udziału w tych warsztatach. Jakbyście mieli okazję wykonać swoją własną motankę - polecam serdecznie. To na prawdę fantastyczne doświadczenie :)

Teraz chcielibyśmy przedstawić Wam kilka motanek

Ziarnuszka/Żarnuszka - do jej spódnicy wkłada  się ziarna gryki, fasoli, ryżu i rozmaite zioła. Zazwyczaj stała przy piecu, lub wejściu do domu. Miała chronić domostwo przed złymi mocami i zapewnić dostatek

Różanica - tę lalkę wykonywały panny, które doszły do wniosku, że są gotowe na małżeństwo. Lalkę tę wystawiano za okno, by dać znać potencjalnym swatom, ze są gotowe na małżeństwo. Tę motankę prawdopodobnie jako jedyną dawano dzieciom do zabawy. jest symbolem macierzyństwa.

Żadnica/Zadanica - miała za zadanie spełnić życzenie. Przy wykonywaniu jej należało myśleć o marzeniu, które ma spełnić laleczka. Po wykonaniu należało jej dać jakiś drobiazg, guzik wstążeczkę, małe lusterko. Następnie stojąc przed lustrem i trzymając w dłoni laleczkę  należało wypowiedzieć coś w stylu:" Zobacz jaka jesteś ładna z moim prezentem, w zamian spełnij moje życzenie". Następnie należało ją schować. Gdy już życzenie się spełniło laleczkę należało spalić

Podróżniczka - miała strzec by podróżującemu nie stało się nic złego podczas wyprawy. Miała też przypominać o rodzinie. Do woreczka, który trzymała w dłoniach wkładano odrobinę ziemi, ziarno lub zioła, by  w podróży nie nastąpiła zdrada ukochanego/ej.

Karmicielka - bardzo osobista laleczka - nikt obcy nie mógł jej dotknąć. Należało ją nosić zawsze przy sobie. Jej charakterystyczną cechą był duży biust. Była powiernikiem tego kto ją wykonał. Miała za zadanie chronić tą osobę i sprowadzać na niego to co dla niego dobre. Jeśli się rozplątała należało ją wrzucić do rzeki lub spalić

Nierozłączki - lalki dawane młodym na weselu. Miały wspólną rękę. Miały wspierać młodych na ich nowej drodze życia.

Brygada Pomocniczek z Łosia :)


Dziś przedstawiliśmy Wam nieco słowiańskiej kultury. Zapraszamy na poniższą stronę, jeśli macie ochotę spróbować wykonać w gronie kobiecym czy razem z dziećmi swoje motanki. Tutaj znajdziecie sposoby jak można je wykonać. Niestety z użyciem ostrych narzędzi. Dużo zdrowia i wytrwałości na ten trudny czas.

http://www.blowminder.com/2014/01/30/slowianskie-lalki/skie-lalki/

https://bialczynski.pl/2017/12/14/blog-dom-pelen-czarow-slowianskie-amulety-magiczne-lalki-zadanice/

https://jawia.pl/motanki

https://akademiaducha.pl/motanki-slowianskie-amulety/

http://pik.kielce.pl/e-learning/lalki-motanki/lalki-motanki.html

niedziela, 15 marca 2020

Oczami wędrowca - Podemszczyzna

Witajcie!
Pewnie niektórych dziwi dzisiejszy tytuł bloga. Trudno bowiem szukać na Łemkowynie wsi Podemszczyzna. Nie ma i takowej tu nie było. I pewnie nie będzie. Wieś ta bowiem znajduje się na Roztoczu Wschodnim, lub jak kto woli - Południowym. Jak byliśmy  "piękni i młodzi" (no, może zostańmy przy samym terminie młodzi), to myśleliśmy zgodnie, że okres powojenny zdruzgotał jedynie Bieszczady i Beskid Niski. Często mówi się o toczonych na tym terenie walkach z UPA, wysiedleniach, pacyfikacjach. Wielu kojarzy wymazane z mapy wsie, wielu drepcze po Bieszczadzkich szlakach poprzez odludne tereny. Jednak również inne tereny ucierpiały w tamtym okresie, zniszczono wiele wsi, przelano ludzką krew. Dramatyczne lata 40 odcisnęły swoje piętno również na Roztoczu Wschodnim.
Postanowiliśmy również i ten temat poruszyć, więc przygotujcie się - od czasu do czasu zobaczycie tutaj wpisy dotyczące Roztocza Wschodniego.

Piękny krzyż z 1915 roku z wizerunkiem Pokrowy

Ten już nie miał tyle szczęścia

Zapraszamy do Podemszczyzny. Wioska znajduje się w dolinie potoku Świdnica. Od północy dochodziła do wsi Rudka, dzisiaj nieistniejącej. Od południa sięgała do miejscowości Puchacze. Od wschodu i zachodu wioska "ginęła" pośród lasów i pól na równinach.

Zaczniemy od odrobiny historii:
Wioskę lokowano w wieku XVI. Również i dla tych terenów był to swego rodzaju "boom" osadniczy. Osiedlono tutaj, podobnie jak w wielu sąsiednich wsiach naród Ruski. Tereny te związane były w wielowiekową współegzystencją  Polaków i Rusini, tak więc i wiele tutejszych osad miało charakter mieszany bądź też bardziej polski czy ruski. Tutaj mieszkali głównie Ukraińcy. Wioska od początku istnienia związana była z ziemią cieszanowską - wchodziła w skład tutejszych dóbr.

Widok na okolicę ze stropu jednego ze schronów. Płasko tutaj jak na talerzu...


Tak czy owak dokładnej daty lokacji wioski nie znamy. Wiadomo, że w roku 1579 Anna z domu Magierów - Niszczycka sprzedała wioskę Stanisławowi Cieszanowskiemu, staroście samborskiemu. Tak też wieś znalazła się w cieszanowskim kluczu (była w nim do końca XVII w.).
Wioska przeszła z czasem w ręce m. in. Wierzbickich i Lipskich, potem zaś trafiła w XVII wieku na długo do Bełżeckich. Pozostawała w związku z tymi możnymi do XIX wieku.

W wiosce działały m. in. karczmy, sklep, cegielnia, gorzelnia, młyn wodny. Przez długi czas była tutaj potażarnia, smolarnia, wyrabiano też terpentynę. Wioska z czasem rozrosła się do dużych rozmiarów, dzięki zarówno dość dobrym glebom, jak też zasobnym okolicznym lasom i dużym ośrodkom administracyjnym i handlowym w pobliżu.

Tutaj akurat schron do ognia czołowego, przystosowany do osadzenia 3 ckm-ów


Wioskę zniszczyły najazdy czambułów tatarskich w XVII wieku. Dość znany jest przypisek mówiący, o niezbyt sprecyzowanej "bitwie, względnie walce między Brusnem, Hutą a Podemszczyzną, którą stoczyli Polacy i Tatarzy". W roku 1672 przez wioskę przeciągały wojska koronne pod dowództwem samego Jana III Sobieskiego, idące przeciwko turecko-tatarskim oddziałom. Wedle legendy, obozujący tutaj rycerze mieli pozostawić wbite w ziemię na kształt koła kopie/włócznie, z których miały wyrosnąć dorodne lipy.

Wieś w XIX wieku była własnością m. in. Władysławy z Estków Załuskiej, a później adwokata Lwa Wszelaczyńskiego. Co ciekawe, w wiosce działał folwark i stał klasycystyczny dwór. Przy dworze funkcjonowały stawy rybne. Obiekt zniszczono w latach 40. XX wieku, do dzisiaj pozostały tylko zarastające stawy i drzewa z parku dworskiego.

Schron bojowy typu ciężkiego dla 2 dział kal. 76,2 mm oraz 1 ckm - w 1941 roku obiekt nie był jeszcze uzbrojony


XX wiek nie był dobry dla tych terenów. Wieś ucierpiała m.in. w czasie walk w latach 1914-1915. Potem wioskę odbudowano, mieszkańcy żyli raczej w zgodzie. Chociaż tutejsi Rusini (właściwie Ukraińcy) byli pod coraz większym wpływem nacjonalizmu organizacji OUN, propagowanego m.in. przez greckokatolickich kapłanów i rozsyłanych przez organizację emisariuszy. Władza II RP zaś nie potrafiła skutecznie przeciwdziałać takim sytuacjom - środki siłowe zaś przynosiły skutek odwrotny. Kompromisu nie znaleziono.
II wojna światowa dała o sobie szybko znać - na zachód od wioski, w tzw. Wielkim Lesie, 20 września 1939 roku skapitulowała Polska 6 Dywizja Piechoty dowodzona przez gen. Bernarda Monda. W chwili kapitulacji liczyła już tylko około 3 tys. ludzi, przemęczonych, pozbawionych zapasów żywności i amunicji.

W ramach paktu Ribbentrop-Mołotow III Rzesza i ZSRR podzieliła terytorium II RP. Granica biegła m.in. przez tereny Roztocza Wschodniego. Podemszczyzna znalazła się po stronie sowieckiej.
Nie wróżyło to dobrze dla mieszkańców. Stalin nie kochał i nie darzył zaufaniem swojego sojusznika rodem z Austrii. Znał doskonale stosunek Hitlera do bolszewików i nie miał złudzeń co do przyszłości. Postanowił przygotować nową, potężną linię stałej obrony - miała zastąpić "nieaktualną" już linię Stalina - 10 tysięcy stałych punktów oporu rozbrojono i de facto zniszczono, by stworzyć nową linię, nazwaną "Linią Mołotowa". Obrona opierała się o tzw. Rejony Umocnione (RU), które broniły odcinków frontu o długości 100-180 km. W ich skład wchodziły obiekty stałe, czyli schrony różnego przeznaczenia, oraz elementy półstałe i polowe. Obiekty wzajemnie wspierały się ogniem, ale zarazem mogły funkcjonować samodzielnie w toku walki. W Podemszczyźnie zbudowano kilka takich schronów - powstały schrony ciężkie (artyleryjskie) oraz lekkie (dla CKM). Jeden z nich wzniesiono na terenie starszego cmentarza, częściowo go dewastując. Dzisiaj niszczejący bunkier i niszczejący cmentarz wyglądają, jakby funkcjonowały w symbiozie. Oprócz budowy bunkrów rozpoczęto budowę systemu łączności, rowów przeciwczołgowych, zasieków. Linia miała osłaniać przed atakiem Niemiec, ale ponieważ de facto Stalin sam zamierzał wyprzedzająco zaatakować - armia nie była przygotowana do obrony. W rejonie Podemszczyzny znajdziemy dzisiaj 9 stałych schronów bojowych. Obiekty zachowane są w dobrym stanie, chociaż brak opieki lata dewastacji zrobiły swoje.

Na cmentarzu wiejskim - tym większym



Co do umocnień - wielu nie wykończono i nie uzbrojono. Np. jeden z bunkrów - ciężki artyleryjski, położony na zachód od drogi do dawnej Polskiej wsi Rudka, nie został wykorzystany w boju. Po zakończeniu walk w roku 1941 rozpoczęło się stopniowe rozkradanie wyposażenia - miejscowa ludność rozkradała silniki, agregaty, elementy elektryki czy wyposażenie wnętrz. Kolejny czas traumy to lata 1944-47 - czas walk polsko-ukraińskich. W roku 1944 sąsiednia wieś Rudkę napadły oddziały UPA pod dowództwem "Żeleźniaka" - zamordowano ponad 60 osób, spalono zabudowę. Banderowcy cofali się po tym akcie m.in. na Podemszczyznę. Do II wojny światowej panowała tutaj zgoda. W samej Podemszczyźnie np. w roku 1939 mieszkało ponad 700 greckokatolickich. Ukraińców, ale również 70 Żydów, ok 40 Polaków i ponad setka Ukraińców obrządku rzymskokatolickiego. Sama Podemszczyzna również została mocno zniszczona w 1944 roku - spłonęła wtenczas piękna cerkiew drewniana p.w. Opieki Najświętszej Maryi Panny. Wspomniana cerkiew została zbudowana w 1882 roku, w miejsce starszej z połowy XVI wieku. Miejsce po cerkwi jest dziś widoczne dzięki wieńcowi starych drzew. Stoi tu również ruina murowanej dzwonnicy z 1809 roku. Miejsce robi wielkie wrażenie...

Krzyż ulokowany naprzeciwko cerkwiska, po drugiej stronie drogi

I krzyż przy samym cerkwisku

W Podemszczyźnie przetrwały do dziś dwa cmentarze wiejskie. Jeden z nich, duży, z kilkudziesięcioma nagrobkami z XIX i XX wieku, znajduje się w lesie, przy drodze do terenów dawnej wsi Rudki. Drugi, mniejszy i zdewastowany w latach 40 przy budowie bunkra, jest zlokalizowany przy starej drodze do Chotylubia. Oprócz tego na terenie wsi znajdziecie kilka ciekawych krzyży przydrożnych - My widzieliśmy tylko kilka. Przy cerkwi znajdziecie piękny krzyż z płaskorzeźbą MB Pokrow, pochodzący z 1915 roku. W latach 1945-1947 wysiedlono Ukraińców. Wieś właściwie opustoszała - dzisiaj mieszka tutaj mniej niż 300 osób. Wieś jest obecnie mała, położona na uboczu. Ale warta poznania. Zobaczycie tutaj piękną kamieniarkę bruśnieńską, na prawdę wyjątkowej roboty. Miłośnicy bunkrów znajdą tutaj coś dla siebie. Podobnie jak fani długich spacerów, czy rowerowych przejażdżek.
Miejsce po cerkwi...

... i ruina dzwonnicy parawanowej

Podemszczyzna nie jest chyba zbyt popularna wśród turystów - miejsce to jest w cieniu niezbyt odległego Horyńca-Zdroju, Radruża czy nawet Nowego Brusna z pięknie wyremontowaną cerkwią.  jednak - polecamy Wam gorąco to miejsce. Tutaj znajdziecie ślady przede wszystkim trudnych lat 40. XX wieku. Pomyśleć, że jeszcze przed wojną żyli tutaj wszyscy jak bracia..
Cóż, z naszej strony dzisiaj to wszystko. Polecamy Wam odwiedziny wschodniego Roztocza - jest to ciekawe uzupełnienie historii poznanej na Łemkowynie. Póki co związku z obecną sytuacją epidemiologiczna w kraju zachęcamy - zostańcie w domu. Razem bądźmy wszyscy bezpieczni!

Widok z otworu bojowego schronu (tutaj powinno być działo kal. 76,2 mm

Jeden z ciężkich schronów

Bunkier ulokowany na terenie drugiego cmentarza

Sam cmentarz jest w dużo gorszym stanie



Zarazem na pewno w powyższym wpisie znajdą się błędy lub niedomówienia - przygodę z Roztoczem dopiero zaczynamy, i zapewne wiele rzeczy można by tutaj dopisać lub poprawić. Z czasem będziemy starali się artykuł uzupełnić.
Pozdrawiamy!





Źródła inf.:
horyniec-zdroj.pl
zabytek.pl
nowylubliniec.pl
narol.pl
kamienny.horyniec.info

niedziela, 1 marca 2020

Oczami wędrowca- Mymoń

Witajcie!

Dzisiaj zabieramy Was na spacer po ciekawym miejscu. I chociaż sama wieś może nie przyciąga bardzo turystów, to jednak znana jest np. archeologom czy geologom.
Warto więc tutaj zajrzeć. Tym bardziej, że miłośnicy przyrody i historii nie będą mieli powodów do zawodu.
Zapraszamy na spacer po Mymoniu.

Mymoń to niewielka wioska leżąca w dolinie rzeki Wisłok, na jej prawym brzegu. Od północy wieś sąsiaduje z dużą miejscowością Besko. Od południa sięga Sieniawy k. Rymanowa. Od wschodu wioska sięga lasu Mymońskiego i bezimiennego wzgórza (371 m n.p.m.) a od zachodu - wioska właściwie opiera się o koryto rzeki.

Idąc od Beska...

A takie widoki już na wysokości samego Mymonia

Jak zwykle trochę historii (musimy Was jakoś zachęcić do odwiedzin ☺️):

Nie wiadomo kiedy powstała wieś.
Na pewno stricte osady nie było tu jeszcze w 1 połowie XVI wieku. Dokumenty wzmiankujące o tym terenie mówią o terenach leśnych, przynależnych do wsi Odrzechowa. Mieszkańcy Odrzechowej mieli tutaj prawo wyrębu oraz wypasu trzody na terenie leśnym. Toczyły się o te ziemie zresztą spory między Odrzechową, Sieniawą, i chociaż była to de facto własność królewska, każda z osad rościła sobie do przywilejów gospodarzenia na tym terenie.
Osada, a właściwie folwark Mimon pojawia się w dokumentach dopiero w 1594 roku. Stosunkowo późno, prawda? Szczególnie jeśli spojrzeć na tutejsze grodzisko.
Zróbmy więc małą retrospekcję.
Dolina Wisłoka w tym rejonie była zamieszkana dużo wcześniej. Otóż, na wzgórzu Zamczysko, zlokalizowanym na prawym brzegu Wisłoka, przetrwało do dzisiaj grodzisko, zamieszkiwane, z przerwami od Epoki Brązu. Pierwszy gród wznieśli tutaj przedstawiciele tzw. Kultury Łużyckiej. Obiekt funkcjonował także w Epoce Żelaza, bowiem podczas prac archeologicznych natrafiono tutaj na wędzidło związane z kręgami Huńskimi. Kolejny etap funkcjonowania to wczesne średniowiecze (ok. X w.) i przynależność grodu zapewne do tzw. Lędzian. Obiekt ten związany był też z walkami między młodym państwem Piastów i Rusią. Później zaś, w późnym średniowieczu, wzniesiono tutaj prywatną lub królewską warownię. Jednak oczywiście nie ma tutaj żadnej mowy o ciągłości osadniczej - takowej nie było. Jednak dla archeologów i badaczy historii grodzisko w Mymoniu to ciekawy obiekt - tym bardziej, że w rejonie Beskidu Niskiego takowych zbyt wiele nie było. Gród pełnił zapewne rolę pogranicznej twierdzy, chroniącej ciągnący przez te tereny szlak handlowy.

Wracamy do okresu nowożytnego. Wieś rozwijała się spokojnie. W Mymoniu działał folwark, karczma, młyn, tartak. Wieś związana była z sąsiednim Beskiem - była też częścią beskiej parafii, zarówno rzymsko, jak też i greckokatolickiej.
Mymoń znajduje się już poza terenem Łemkowszczyzny, niemniej zarówno tutaj, jak też i w okolicznych miejscowościach mieszkało sporo Rusinów (Łemków). W roku 1903 odnotowano w Mymoniu 45 wiernych cerkwi greckokatolickiej. Świątynia znajdowała się w Besku - do dzisiaj pozostało jedynie cerkwisko i mocno nadwątlony przez czas cmentarz, na którym chowano równiesz zmarłych mieszkańców z Mymonia.


W tym rejonie szlak zielony prowadzi miejscami niemal skrajem koryta rzeki

Również dzieci z Mymonia, zarówno polskie jak i łemkowskie, uczyły się w szkole w Besku - językiem wykładowym był język polski. W Besku działała też czytelnia "Proświty", do której uczęszczali również Rusini z Mymonia.
Okres Wielkiej Wojny to czas ciężki. Przemarsze wojsk, surowe zimy, rekwizycje - wszystko to bardzo dało się we znaki tutejszym mieszkańcom. Mymoń poważnie ucierpiał w toku walk - we wrześniu 1915 roku w Mymoniu wojska niemiecko-austriackie przełamały obronę rosyjską. Walki były krwawe. Według relacji mieszkańców, w szeregach walczących armii miało być wielu Polaków. Pamiątka tych krwawych wydarzeń jest cmentarz wojenny, na którym spoczywa około 180 poległych wtenczas żołnierzy. Jest też grób Polaka, zmarłego z ran w roku 1916.
Po wojnie wieś stanęła na nogi, między innymi za sprawą działającego stosunkowo blisko uzdrowiska w Rymanowie-Zdroju, jak też i ciągnącej przez pobliskie Besko linii kolejowej. Grekokatolicką parafię w Besku przyłączono w latach 30. XX wieku do Apostolskiej Administracji Łemkowszczyzny. Pojawili się wtenczas proukraińscy kapłani, a wraz z nimi - antagonizmy polsko-ruskie. W latach okupacji stosunki między Polakami i Rusinami pogorszyły się. Po wojnie, w 1945 roku, wyjechali tutejsi Rusini na Ukrainę. Cerkiew w Besku rozebrano w 1956 roku. Miejsce Rusinów zajęli Polacy z okolicznych wsi, zniszczonych w wyniku walk we wrześniu 1944 roku. Warto dodać, że w latach 40. m. in. w Mymoniu działała niemiecka misja badawcza, prowadzona przez Institut fur Deutsche Ostarbeit. Ta "badawcza" organizacja zajmowała się badaniami na temat rzekomego niemieckiego charakteru ziem polskich.

Znany wielu osobom budynek tartaku (młyna)

oczywiście kto by sobie odmówił zerknięcia do środka...

Mymoń funkcjonował od czasów powojennych jako "czysto" Polska wioska. Po wojnie planowano stworzenie tutaj sztucznego zbiornika wodnego. Na szczęście dostrzeżono wyjątkowe walory krajobrazowe tutejszego przełomu Wisłoka, i ostatecznie w latach 70 spiętrzono rzekę Wisłok w Sieniawie, kilka km poniżej Mymonia. Dzięki temu przetrwała wspaniała atrakcja - Jar Wisłoka.
Jest to wspaniały twór geologiczny. W miejscu tym rzeka Wisłok przeciska się przez stosunkowo wąski obszar. Nad korytem górują wysokie na około 60m. ściany brzegowe, po części porosłe karłowatymi drzewami. Dodatkową atrakcją jest tutaj stary, obecnie w stanie ruiny tartak (młyn) - na jego potrzeby zbudowano jazy i kanał wodny, dzięki któremu napędzano maszyny w zakładzie. Sam budynek tartaku zbudowano w 1908 lub w latach 30 XX wieku. Jeszcze do niedawna przy tartaku zobaczyć można było część mechanizmów. Strome brzegi przepięknie obrazują słynny flisz karpacki - czyli ułożone na przemian warstwy łupka i piaskowca. Sam przełom powstał po części z powodu.. zmiany koryta rzeki Wisłok. Co ciekawe, takie zmiany odnotowano w XV i w XVIII wieku - wpływ na to miały wielkie powodzie, jakie wtenczas nawiedziły krainę, a sama sytuacja miała miejsce w rejonie Zarszyna.Sam przełom powstał około 130-115 tys. lat temu. Jest to jedyny przełom rzeczny w Karpatach polskich, powstały w ten sposób. Erozja wsteczna rzeki nazywana jest też kapotażem. Miłośnicy flory też znajdą tutaj swoje "smaczki". Spotkać tutaj można np. kłokoczkę południową czy lepiężnik żółty.

Dawniej przy budynku młyna można było zobaczyć trochę jego "organów"

szlak prowadzi wzdłuż dawnego przekopu dostarczającego wodę do tartaku

Warto dodać, że w 1968 roku kręcono tutaj sceny do polskiego westernu "Wilcze Echa". Nie jest to film na miarę Hollywood, ale warto go zobaczyć, chociażby dla samej scenerii.
Przez Mymoń prowadzi pieszy zielony szlak turystyczny - idąc nim z Beska podziwiać możemy piękny przełom Wisłoka. Przez wieś prowadzi też przyzwoita droga asfaltowa Besko-Sieniawa więc zmotoryzowani czy  kolarze także mają tutaj łatwe życie.

Na cmentarzu wojennym spoczywa prawie 200 żołnierzy poległych w tym rejonie w 1915 roku

Idąc do cmentarza spotkacie bardzo urokliwą kapliczkę

Warto zajrzeć i pooglądać piękne "dziwa", jakie natura tutaj dla nas szykuje - nie są to częste widoki, a teren nie jest jeszcze rozdeptany przez turystów, więc miłośnicy spokoju będą tu mogli spokojnie kontemplować piękno natury. Spotkacie też np. ładne kapliczki, a i samo przejście przez wieś, gwarną i "sielską" będzie kontrastem np. po wędrówce po opuszczonych wsiach wschodniej Łemkownyny.
Możemy napisać tylko że jest tutaj pięknie - resztę musicie zasmakować osobiście.

Spojrzenie na meandrujący Wisłok z prawego brzegu

I rzut okiem na tutejsze pola, kościół i kapliczkę.

Dzisiaj to koniec wojaży. Mamy nadzieję, że zajrzycie tutaj, pospacerujecie, i nasycicie oczy pięknymi terenami.
Pozdrawiamy!




Źródła informacji:
ziemiabeska.info
wdorzeczuwisloka.pl
www.beskid-niski-pogorze.pl

niedziela, 16 lutego 2020

Oczami wędrowca - Międzybrodzie

Witajcie!
Dzisiaj zajrzymy w nieco inne miejsce, na pogranicze Pogórza Dynowskiego i Gór Sanocko-Turczańskich. Posłuchamy szemrzącego Sanu, pospacerujemy po cichej, niewielkiej dzisiaj wsi, i będziemy wspólnie podziwiać stoki okolicznych wzgórz.
Zapraszamy do Międzybrodzia.

Droga do Międzybrodzia

Cerkiew w Międzybrodziu - za świątynią widoczne wzgórze Fajka

Międzybrodzie leży w dolinie Sanu, w miejscu ostrego skrętu - tworzy się tutaj duże zakole. Wioska leży na styku Pogórza Dynowskiego i Gór Sanocko-Turczańskich. Międzybrodzie leży na prawym brzegu rzeki, idąc od źródła.

Trochę historii:
Międzybrodzie wzmiankowane jest w dokumentach już w 1439 roku - lokowano je na prawie ruskim. Nic dziwnego, na tych terenach bowiem osadnictwo rozwijało się stosunkowo wcześnie. W rejonie tym, na przestrzeni wieków istniało kilka grodów (a jeszcze wcześniej zapuszczali się tutaj inni, np. Celtowie). Tereny te leżały w granicach Rusi, tutaj też rozwijała się np. administracja podległa książętom Ruskim. Później tereny te zajęło Królestwo Polskie, a wioskę włączono w skład województwa ruskiego. Od roku 1504 wieś stała się częścią starostwa sanockiego, i własnością królestwa. Miejscowi mieszkańcy - Rusini, zostali zobowiązani do odrabiania pańszczyzny w wójtowskim folwarku.
Wieś w okresie średniowiecza, była ważnym elementem szlaku handlowego, ciągnącego tędy przez Karpaty. Stąd też i nazwa - w tym rejonie bowiem były brody, umożliwiające przejście przez San kupieckim karawanom.

Grób Aleksandra Wajcowicza

Na cmentarzu znajdziecie kilkanaście kamiennych nagrobów.

San dawał mieszkańców dodatkowe źródło pożywienia i zarobków - uposażeniem wsi była bowiem możliwość uprawiania rybołówstwa. W dolinie rzeki ziemia również była żyźniejsza, dzięki czemu dawała dość dobre plony. Mieszkańcy mieli też prawo wyrobu piwa oraz wyrębu okolicznych lasów.
Wioska od początku zamieszkiwana była w większości przez Rusinów. Później, z czasem jedni określali się jako Rusini, drudzy jako Łemkowie, a jeszcze inni - Ukraińcy. Roman Reinfuss (oraz Janusz Kamocki) zaliczyli Międzybrodzie do grona wsi Doliniańskich, czyli w poczet wsi zamieszkałych przez ludność ruską z dużym udziałem czynnika Polskiego w kulturze. I zapewne tak należy nazywać tutejszych mieszkańców sprzed 1945 roku - Dolinianami.
W roku 1880 naliczono tutaj 460 grekokatolików, 11 Polaków i 6 Żydów.
Pod koniec XIX wieku właścicielami dóbr tabularnych we wsi byli Abisz i Sosche Kanne (do połowy XIX wieku była to własność rządu Austro-Węgier). Później ziemię zakupił Stanisław Nowak, ziemianin i zasłużony dla Sanoka obywatel.
Pierwsza cerkiew wzmiankowana jest w roku 1510. W latach 60 XIX wieku odnotowano, że w dzwonnicy przy cerkwi (z ok. XVIII wieku) nie było dzwonu lecz żelazna sztaba, w którą uderzano - miała pochodzić wedle podań ze szczytu wzgórza Fajki, gdzie to miał stać ruski klasztor, z niezbyt pobożnymi mnichami. Miał on zapaść się pod ziemię...
Kolejny obiekt wzniesiono w roku 1901. Cerkiew otrzymała wezwanie Świętej Trójcy. Piękną, murowaną cerkiew na planie krzyża greckiego ufundował powstaniec styczniowy i sybirak Aleksander Wajcowicz (jego nagrobek znajduje się obok cerkwi). Wajcowicz był lekarzem. Oprócz cerkwi ufundował także plebanię. Niektórzy sugerują, że miało to być przebłaganie dość wesołego żywota- lekarz, chociaż do końca życia był kawalerem, ponoć nie stronił od kobiet.. W cerkwi znajdziecie ikonostas i ciekawe polichromie. Obiekt po wojnie zamknięto, potem na jakiś czas przekazano MBL w Sanoku pod opiekę. Mieszkańcy jednak (nowo przybyli) zrywali kłódki w celu oprawiania nabożeństw. W końcu przekazano ją kościołowi rzymskokatolickiemu. I tak pozostało do dzisiaj.

Słynna piramida


Godny uwagi jest również tutejszy cmentarz. Znajdziecie tutaj wyjątkową podkarpacką piramidę - grobowiec rodziny Kulczyckich herbu Sas. Obiekt powstał w latach 30 XX wieku. Jest to owoc zainteresowań m. in. Jerzego Kulczyckiego - mowa rzecz jasna o starożytnym Egipcie, do którego wspomniany miał słabość. Jerzy odbył wiele podróży do Egiptu, i miał okazję zobaczyć np. wnętrze piramidy Cheobsa. W grobowcu spoczywają: Włodzimierz Kulczycki (1862-1936), Maria Kulczycka z d. Michałowska (1870-1935) oraz Jerzy Kulczycki (1898-1974). Piramida ma 3 metry wysokości - jest wierną kopią słynnej piramidy Cheopsa w Gizie w skali 1:50. Warto wspomnieć, że Panowie Kulczyccy kolekcjonowali perskie dywany - dzisiaj można podziwiać je w Muzeach w Zakopanym i na Wawelu.

współczesny krzyż, ustawiony obok XIX-wiecznej kapliczki..

... i wspomniana kapliczka.

W 1938 roku mieszkało tutaj 360 Rusinów, 20 Polaków i 15 Żydów.
Wojny światowe nie przyniosły tutaj wielkich zniszczeń. dopiero połowa lat 40 - czas wysiedleń i krwawych walk z UPA, doprowadziły do zniszczenia tutejszej kultury. Wieś opuścili Dolinianie, a na ich miejsce przyszli głównie Polacy z sąsiedniej wsi Dębna. Podczas wysiedleń, w maju 1946 roku, żołnierze z oddziału mjr "Żubryda" skonfiskowali kilkanaście furmanek z dobytkiem wysiedlonych Rusinów. Rzeczy zrzucono z wozów i spalono.
Wieś przed wojną liczyła ok. 50 gospodarstw, dzisiaj ma mniej niż 30. Oprócz cerkwi zobaczycie tutaj w centrum wsi piękną, murowaną kapliczkę z 1 połowy XIX wieku. A przy końcu wioski zobaczyć można jeszcze krzyż. Jest też kilka starych chałup. Wieś żyje, i wciąż czuć w niej dawne czasy.

Krzyż przy końcu wsi, niedaleko Sanu

Międzybrodzie to raj dla archeologów. W samej miejscowości oraz w okolicy jest wiele stanowisk archeologicznych, związanym m.in. z okresem wędrówki ludów, penetrującymi te tereny w poszukiwaniu soli społecznościami celtyckimi oraz wczesnym średniowieczem, czyli okresem przynależności tych terenów do Rusi. Górujące nad wsią wzgóze Fajka (będące już na terenie sąsiedniej wsi Trepcza) skrywa na stokach relikty 2 grodzisk: Horodyszcze i Horodna. Pierwsze bierze początki w Epoce Brązu, potem było zasiedlone przez Celtów, a we wczesnym średniowieczu przez Lędzian. Drugie również zasiedlali Lędzianie, funkcjonowała tu również świątynia. Na wzgórzu znaleziono także cmentarzysko kurhanowe.

Ziemia sanocka skrywa wiele tajemnic. Ważnym jej elementem są czasu, gdy okoliczne wsie zamieszkiwali Dolinianie. Warto tutaj zajrzeć - są piękne cerkwie, kamieniarka, cmentarze.. Góry Słonne i Pogórze Dynowskie również są urokliwe.

Co warto zobaczyć:
- piękną cerkiew p.w. Świętej Trójcy
- słynną piramidę na cmentarzu wiejskim
- wzgórze Fajka po drugiej stronie Sanu z reliktami przeszłości
- piękne krajobrazy gór Samocko-Turczańskich

Przez Międzybrodzie prowadzi Szlak Ikon, wiedzie tutaj również wygodna droga, więc fani rowerów mogą tutaj rozkoszować się szybką jazdą. A spacerowicze na pewno nie pogardzą brzegiem Sanu..

Z naszej strony dzisiaj tyle. Mamy nadzieję, że ten krótki wpis zachęci Was do odwiedzin tego miejsca. Spokojnego, cichego, i - uroczego.

Pozdrawiamy!





Źródła informacji:
Red. Stowarzyszenie Pod Karpatami, 2018, Po krainie Dolinian wędrując
debna.pl
gminasanok.pl
pl.wikipedia.org
zabytki-podkarpacie.pl
apokryfruski.org

niedziela, 2 lutego 2020

Oczami wędrowca - Czertyżne

Witajcie!
Dzisiaj zabieramy Was na zimowy spacer po miejscu bardzo cichym, i na pierwszy rzut oka niepozornym. Jednak przy bliższym poznaniu na pewno będziecie wracać tu w pamięci - i nie tylko. Zimowy spacer będzie miał nieco retrospekcyjny charakter, bo i owszem, pokażemy Wam zimę, ale tą sprzed kilku lat.
Zapraszamy do Czertyżnego.

"Forsowanie" Kamiennego Wierchu

W Czertyżnym nie było wtenczas nikogo

Wioska zajmowała niegdyś dolinę potoku Czertyżnianka. Od północy opierała się o stoki Gór Czertyżne (744 m n.p.m.) i Czereszenne (681 m n.p.m.). Od południa zaś wioskę zamykał Kamienny Wierch (776 m n.p.m.). Od zachodu wioska sięgała Babicy i rzeki Biała, od wschodu zaś - przełęczy Lipka i wsi Ropki.

Nie bez powodu piszemy o tej miejscowości w czasie przeszłym. Po II wojnie światowej wieś została wyludniona za sprawą wysiedleń, i niemal zapomniana.

Jak zwykle garść historii:

Czertyżne powstało w roku 1584, lokowane na prawie wołoskim przez Iwana Michniewicza i Maksyma Tokajskiego. Wioska wchodziła w skład tzw. "Państwa Muszyńskiego" będącego własnością biskupów krakowskich - leżała na jego wschodniej granicy.

Wioska nie należała do wielkich. Położona na uboczu, z dala od głównych traktów i wielkich wydarzeń historycznych, trwała w spokoju. Sama nazwa pochodzi z języka ruskiego - dokładnie od słowa czerteż, czyli wyrąb. Wioska powstała w miejscu wykorzystywanym wcześniej do wypasu owiec. Oczywiście pasterzami byli Wołosi, albo Rusini. Wioska była podległa parafii w Banicy - dokument ponownie to potwierdzający podpisano w 1959 roku (poprzedni uległ zniszczeniu w pożarze). Wioska jednak rozwijała się, i nawet na krótko, w 2 połowie XVII wieku, została wyodrębniona osobna parafia Czertyżne. Szybko jednak ponownie włączono ją w skład parafii banickiej. Domyślać się jednak należy, że zapewne wtedy powstała we wsi pierwsza świątynia. Jednak wg źródeł pierwszą cerkiew wzniesiono w roku 1791...


Stare jabłonie znaczą miejsca gospodarstw


Nie wiadomo, ilu mieszkańców wieś liczyła przez pierwsze lata istnienia - rejestry poborowe z XVII wieku Czertyżnego nie obejmowały. W roku 1767 naliczono tutaj 117 mieszkańców. Cerkiew wzniesiona tutaj pod koniec XVIII wieku nosiła wezwanie Świętego Michała. Była to świątynia drewniana, trójdzielna, wzniesiona w stylu zachodnio-łemkowskim. Jej wygląd możecie zobaczyć na zdjęciu Prof. Stanisława Leszczyckiego, które zamieszczamy poniżej. Wieś miała też własny cmentarz. W latach 1785-1947 miano pochować tutaj 521 osób. Nie była to więc duża osada. Do cmentarza jeszcze wrócimy w dalszej części.


Miejsce po cerkwi


Idąc dalej, można dojść do Ropek...

W roku 1879 naliczono tutaj 149 mieszkańców - wyłącznie greckokatolickich Rusinów (Łemków). Stało tutaj zaledwie 25 domostw. W roku 1900 było domów 26, mieszkańców - 167.
Ze względu na swoje położenie, wioskę omijały kłopoty. Nie toczono tutaj ciężkich walk w okresie Wielkiej Wojny. Tutejsi mieszkańcy nie angażowali się też w spory polityczne. Działał we wsi sklep, prowadzony przez rodzinę żydowską. Nie było sołtysa - ten miał siedzibę w Banicy, a tutaj działał jego zastępca. Nie było tez szkoły - do 1938 roku dzieci uczyły się jedynie w porze zimowej, pod domach. Szkołę (drewnianą, 4-klasową) zbudowano w roku 1938. W szkole działała też świetlica - organizowano tutaj np. imprezy taneczne, na których przygrywała cygańska kapela z Banicy.
Sama II wojna światowa również nie była dla mieszkańców wielką traumą. Mieszkańców od czasu do czasu zaganiano do robót ziemnych w Banicy, a właściciele koni musieli służyć Niemcom podwodą. Oczywiście jak każda wieś, tak i Czertyżne musiała dostarczać kontyngenty żywności.

Cerkiew w Czertyżnym. Fot. St. Leszczycki (źródło: cerkiewne.tematy.net)

Zachowany cokół z przydrożnego krzyża

Jednak koniec wojny oznaczał dla Czertyżnego koniec istnienia wsi. W 1945 w ramach tzw. dobrowolnych wyjazdów na Ukrainę wieś opuściły 4 rodziny. Jednak pozostali nie cieszyli się długo spokojem. W ramach Akcji :Wisła" pozostałych wysiedlono na zachód. Wg wspomnień m. in. Sylwestra Madzelana (zmarł w 1997 w Międzyrzeczu) wojsko dało na spakowanie dobytku 3 godziny czasu... Wysiedlono wszystkich. Wieś opustoszała.
W roku 1952 rozebrano cerkiew - prawdopodobnie wykorzystano ją do budowy kaplicy w Nowej Wsi. Ołtarz z cerkwi trafił do świątyni w Banicy. Natomiast dwie ikony z Ikonostasu trafiły do Lwowa, do Muzeum Sztuki Ukraińskiej. Datowane są na 1624 rok.

Wejście na cmentarz wiejski


Wieś, położona na boku, została właściwie rozkradziona. Za bezcen kupić można było właściwie całe gospodarstwo (mowa o zabudowaniach), kwitło szabrownictwo. Wkrótce znikły zabudowania, sady i pola zarosły chwastami. Wieś wymazano z mapy. Pozostał niszczejący cmentarz, miejsce po cerkwi i krzyż przydrożny - dzisiaj tylko cokół. W miejscu po cerkwi stoi krzyż, trudny do wyparzenia w chaszczach. A cmentarz? Głośno o nim było w roku 2000, kiedy to wyszło na jaw, że grunty wsi wraz z cmentarzem sprzedano w ręce prywatne. Łemkowie stoczyli batalię o uratowanie nekropolii, angażowano media, samorządy etc. Cmentarz przetrwał. Czertyżne jest symbolem walki Łemków o odebrane im ziemie, dziedzictwo. Dążenia o odzyskanie ziemi potomkowie wysiedlonych z Czertyżnego zaczęli już w połowie lat 90... Symbolicznym upamiętnieniem tamtych zmagań jest skromna tablica, postawiona na cmentarzu.


Na cmentarzu przetrwało po dziś dzień kilka nagrobków

Dzisiaj trudno tutaj znaleźć ślady po wsi. Szczególnie zimą. Kilka lat temu, podczas srogiej zimy wraz z przyjacielem odwiedziliśmy to miejsce. By uniknąć kąpieli w Białej, przeszliśmy do Czertyżnego stokami Kamiennego Wierchu. Mróz był tęgi, śniegu dużo. Zamarzł nam aparat, mamy z tego okresu raptem kilka fotografii. Ale bardzo miło wspominamy ten wypad - bo i samo miejsce warte jest zapamiętania.

Przez Czertyżne nie biegnie żaden szlak turystyczny - ale dość tutaj można np. odbijając ze szlaku w Ropkach.

Na dzisiaj to wszystko - polecamy odwiedzić Czertyżnego. Można tu dojść przyjemną trasą z Ropek, albo przejść wbród Białą od strony Banicy. Warto pomodlić się na grobach zmarłych mieszkańców, wspomnieć dawną gwarną, chociaż niewielką wioskę.

Pozdrawiamy!






Źródła inf.:
Luboński P. (red.),2012, Beskid Niski. Przewodnik dla prawdziwego turysty.
https://www.polityka.pl/archiwumpolityki/1842694,1,lemko-szuka-grobow.read
Cerkiewne.tematy.net.
beskid-niski.pl
lemko.org