Zanim wejdziesz, przeczytaj :)

1) Materiały wykorzystane przez nas ( zdjęcia, rysunki, opisy ) służą tylko celom dydaktyczno - informacyjnym, nie czerpiemy z działalności żadnych korzyści. Wykorzystujemy materiały zarówno własne, jak również pozyskane w internecie, lecz tylko by ukazać czytelnikom piękno naszego świata :). Materiał internetowy pozyskujemy legalnie (nie jest on zastrzeżony prawami autorskimi, pochodzi ze źródeł masowych i edukacyjnych) - nie kradniemy niczyjej pracy. Jeśli jednak znajdziesz u nas swoje materiały bez wyraźnej zgody (mogło zdarzyć się niedopatrzenie z naszej strony) i poczujesz się urażony - prosimy, poinformuj nas, a natychmiast znikną one z naszych łamów :)
2) Blog nie ma charakteru naukowego. Jest to strona popularyzatorska. W miarę naszych możliwości (i ponieważ historia to nasze hobby) staramy się jak najwięcej umieszczać informacji historycznych oraz korzystać z literatury tematycznej, niemniej nie gwarantujemy "nieomylności" :)
3) Ilustracje opatrzone znakiem wodnym są naszą prywatną własnością. Jeśli znalazłeś tutaj przydatną ilustrację - napisz do nas. Podobnie rzecz ma się z zamieszczanymi tekstami.

Komentarze

Ponieważ od dłuższego czasu jesteśmy zalewani masowo wielojęzycznym spamem w komentarzach, i Wasze wiadomości musimy z trudem wyłuskiwać, zawieszamy możliwość komentowania postów. Z braku czasu nie jesteśmy w stanie na bieżąco tego monitorować. Zawsze, w każdej sprawie możecie napisać do nas wiadomość e-mail bądź na fb. Dziękujemy, że jesteście z nami! :)

niedziela, 12 maja 2019

Wędrując dalej - Bełżec (Obóz Zagłady)

Witajcie,
dzisiaj chcemy zabrać Was w jedno z miejsc - symboli okrucieństwa II Wojny Światowej. Dla nas to jedno z tych miejsc, których odwiedzać kolejny raz się nie chce. Niemniej każdy z nas powinien to miejsce odwiedzić, by zrozumieć okrom cierpienia, jaki przyniosła wspomnaina wojna. W dodatku cierpienia zadawanego z premedytacją ludności cywilnej. Tu też powinien zajrzeć każdy miłośnik Beskidu Niskiego. Obóz Zagłady w Bełżcu, o nim tu bowiem mowa, nierozerwalnie wiązać należy także z losami setek i tysięcy Żydów z Łemkowyny.
Postaramy się Wam to miejsce po krótce przedstawić. Zapraszam do lektury.

Taki napis, zdawać by się - krwawo płaczący, wita nas w Miejscu Pamięci

To wspomniana droga. Można ją chyba śmiało nazwać drogą śmierci..

Obóz Zagłady w Bełżcu to jedno z tych miejsc, które nazwać można "fabryką śmierci". Obóz powsta po to, by zabijano tutaj ludzi. Zamordowano tutaj około 450 tysięcy ludzi, głównie Żydów.

Obóż Zagłady powstał na "gotowym gruncie". Otóż wcześniej, bo wiosną 1940 roku utworzono tutaj obóz pracy. Funkcjonował on do jesieni tegoż roku. Osadzano tutaj m. in. grupę Sinti (wędrowną grupę etniczną pokrewną Romom) z Niemiec, a także Cyganów, Żydów czy Polaków. Szybko z obozu pracy obóz przekształcono w placówkę karną. W Bełżcu i podobozach przetrzymywano w tym czasie około 11 tys. uwięzionych. Obozem zarządzało SS, a kierownikiem obozu był SS-Sturmbannfuhrer H. Dolp.
Lokalizacj obozu nie była przypadkowa. Bełżec znajdował się na granicy dystryktów: lubelskiego, krakowskiego i galicyjskiego. Przez Bełżec przechodziła ważna linia kolejowa (Warszawa - Lwów), a w nieodległej Rawie Ruskiej był węzeł kolejowy, łączący te tereny z Krakowem. Na tych terenach mieszkało mniej więcej milion Żydów. Stanowili oni duży odsetek w miastach, niemniej wielu również mieszkało na wsi...
Obóz Zagłady otwarto na wiosnę 1942 roku. Zorganizowano go w oparciu o isniejące zaplecze obozowe jak również stację kolejową. Obiekt rozbudowano i przygotowano do tej działaności. Wszystko zaś w ramach "Akcji Reinhard". Akcja ta miała na celu likwidację Żydów mieszkających na terenie Generalnego Gubernatorstwa i Okręgu Białostockiego, prowadzono ją w latach 1942-43.
Obóz Zagłady w Bełżcu był pierwszym otwartym w ramach wspomnianej akcji.
Budowę obozu rozpoczęto 1 listopada 1941 roku. Obiekt o powierzchni ponad 7 ha otoczono podwójnym ogrodzeniem z drutu kolczastego, zamaskowanym ściętmi drzewami. Zbudowano wieże strażnicze, i 3 baraki. Obóz podzielono na 2 części. Zbudowano też komory gazowe (3 - 6 sztuk) które miały uśmiercać przywiezionych.


Na rusztowaniach z szyn i podkładów kolejowych palono w obozie zwłoki ofiar

Początkowo budowali obóz okoliczni mieszkańcy, pod przymusem, jak również jeńcy sowieccy. Później prace dokończyła grupa ok. 150 Żydów schwytanych w Lubyczy Królewskiej. Zostali później zamordowani podczas testów komór gazowych. Początkowo stosowano w nich sprężony w butlach CO2, niemniej bardziej "praktyczne" okazały się spaliny, wprowadzane do komór z silnika sowieckiego czołgu..
Pierwsze transporty przywieziono z gett w Lublinie i we Lwowie. Ogółem przywieziono tutaj co najmniej 179 transportów. Byli to głównie Żydzi Polscy, ale także i przywiezieni z Niemiec, Austrii, Czech i Słowacji. Zginęła tu również grupa Romów i Polaków.

Stałą załogę stanowiło około 37 SS-manów, z czego na terenie obozu przebywało ich 15 - 20. Do pomocy mieli kilkudziesięciu wachmanów, rekrutowanych spośród sowieckich jeńców, volksdeutchów i ochotników m. in. z terenów Ukrainy. Wachmani niekiedy się buntowali - pewna ich ilość zdezerterowała, kilku rozstrzelano za bunty.

Imiona wyryte na tablicy Ohelu

Jest tam więcej znajomych nazw miejscowości..

W części dolnej obozu przyjmowano przybyłe transporty więźniów. W części górnej dokonywano przygotowań oraz samogo mordu. Przywiezionych rozdzielano osobno - kobiety, dzieci i mężczyzn. Na początku w obozie były 3 baraki. W dwóch były rozbieralnie (w tej dakobiet golono także kobietom włosy) a w trzecim były 3 komory gazowe. Po dokonaniu mordu wyznaczeni więźniowie opróżniali komory.
W okresie czerwca - lipca 1942 roku obóz przebudowano. Powstał murowany budynek z 6 komorami gazowymi, a także baraki mieszkalne dla więźniów żydowskich wykorzystywanych w obozie (ok 500), warsztaty szewskie, ślusarskie, pralnia. Rozbudowano też rampę kolejową. Przed rozbudową do obozu wtaczano maksymalnie 10 wagonów, później zaś nawet do 20.
Po śmierci ofiarom wyrywano złote zęby i obszukiwano dokładnie ciała w poszukiwaniu kosztowności. Magazyny zrabowanych rzeczy ulokowano za obozem, w budynkach kolejowych.
Małe dzieci, niepełnosprawnych czy "buntowników" zabijano z broni palnej na terenie obozu.
Same komory gazowe były imitacją łaźni - montowano tutaj m. in. elementy natrysków, by ludzie nie wiedzieli, że idą na śmierć.

Początkowo zmarłych chowano w masowych grobach. Jednak przyśpieszony rozkład powodował olbrzymi fetor na terenie obozu. Później warstwy złożonych dogrobu posypywano chlorkiem i zalewano cementem. Jednak gazy gnilne rozrywały cementowe warstwy. Postanowiono więc ciała palić - na początku zwłoki przekłądano koksem, a później robiono ruszty z szyn i podkładów kolejowych. Taką konstrukcję zobaczyć można dziś na terenie obozu. Ruszta płonęły całodobowo odjesieni 1942 do wiosny 1943 roku - czyli do czasu zamknięcia obozu.

Zamordowano tutaj około 450 tysięcy ludzi, w zdecydowanej większości Żydów. Od początku do końca działania były prowadzone z premedytacją w jednym celu - wyniszczenia społeczności żydowskiej.

Po zakończeniu działalności, zabudowania i wyposażenia obozu zniszczono, teren wyrównano i zalesiono. Zatrudnionych w obozie więźniów - pracyjących m. in. przy usuwaniu ciał, wywieziono do obozu zagłady w Sobiborze. Tak zostali rozstrzelani (na rampie kolejowej zorganizowali bunt).
Z Całej kilkusettysięcznej grupy więzionych i zamordowanych tutaj uciekło 2, maksymalnie 4 osoby. Znane są do dzisiaj zeznania dwóch osób w obozie przebywających.

Po wojnie teren był zaniedbany, a wzniesiony w latach 60 pomnik był mało czytelny.

Teren dawnego obozu skryty jest pod warstwą żużlu hutniczego. Całość sprawia wraczenie piorunujące. Widać stąd w oddali, na lewo budynek muzeum, przypominający pociąg


Obecnie teren Obozu Zagłady jest Miejscem Pamięci. W latach 1997- 2000 prowadzono tutaj badania archeologiczne. Za pomocą wierceń sondażowych i na podstawie ich wyników wytyczanych wykopów udało się namierzyć m. in. 33 masowe groby, lokalizację komór gazowych, a także odnaleźć wiele artefaktów należących do mordowanych więźniów. W 2004 roku otwarto Miejsce Pamięci. Teren obozu zasypano hutniczym żużlem - jest to zarówno osłona szczątków ofiar, jak też i wymowny symbol ogromu zbroni. Miejsca, gdzie partie żużla są ciemniejsze, zlokalizowane są zbiorowe mogiły. Śrdkiem obozu prowadzi droga do tablicy z cytatem z Księgi Hioba ("Ziemio niekryj mej krwi, iżby krzy mój nie ustawał"). Dawniej tędy gnano ofiary do rozbieralni, a później do komór gazowych. Są tu również wyryte imiona tysięcy ofiar - autorzy pomnika stworzyli w tym miejscu niejako ohel. Wymownym symbolem są również płyty okalające obóz - znajdują się na nich, pisane po Polsku i w Jidysz nazwy mias i większych miejscowości, z których przywożono transporty ofiar. Wśród nich nazwy nam bliskie, jak np. Biecz, Gorlice, Komańcza, Sanok...W miejscu, gdzie była rampa kolejowa zbudowano Muzeum, kształtem przypominające długi skład kolejowy...

Z getta w Gorlicach wywieziono do Bełżca prawie 2500 Żydów. Transport Żydów z Biecza liczył około tysiąca osób. Dodatkowo z terenów Beskidu Niskiego i Bieszczadów przewiezniono do Bełżca około 8 tysięcy Żydów. Wszyscy tu zginęli. Nie ocalał żaden Izraelita wywieziony z terenów połdniowych do Bełżca. A z samych gett zlokalizowanych w rejonie Jasła, Gorlic i Biecza trafiło tu około 10 tysięcy osób...


Dzisiaj jedynymi właściwie pamiątkami po Żydach z Gorlic czy Rymanowa są zniszczone kirkuty i budynki bożnic..

Bełżec to wielki grób. Trudno zrozumieć tak wielką skalę nienawiści. Ileż włożono wysiłku w to, by... zabijać. Zniszczono w krótkim czasie bogatą kulurę, a społeczność żydowską wymazano właściwie z krajobrazu m. in. Beskidu Niskiego. Obóz Zagłady w Bełżcu jest tego wymownym symbolem. Jest on więc i związany z historią Beskidu Niskiego - dlatego też postanowiliśmy Wam o nim nieco wspomnieć.
Przy dawnym niemieckim obozie zlokalizowano również Muzeum, gdzie można zobaczyć m. in. znalezione podczas badań artefakty, poczytać o obozie, czy posłuchać czytanych wspomnień tych, którzy ocaleli. Jest też sala przeznaczona na modlitwę i kontemplację..
Mówiąc o ocalałych - znamy nazwiska tylko dwóch osób. Byli to Rudolf Reder i Chaim Hirszman. Rudolf Reder był właścicielem fabryki mydła we Lwowie. Po wojnie mieszkał w Krakowie, szykanowany - wyjechał do Kanady. Chaim zaś pochodził z Janowa Lubelskiego. Trafił do obozu z rodzina. Uciekł z ostatniego transportu - więźniów przewożonych do Sobiboru. Walczył w szeregach AL a potem wstąpił do MO. Został zastrzelony w 1946 roku w Lublinie.
Na dzisiaj to tyle. Mamy nadzieję zabrać Was jeszzcze na spacer po Roztoczu, pokazać kilka ciekawych elementów wschodniej kultury. Niemniej zachęcamy do odwiedzin Miejsca Pamięci w Bełżcu, do refleksji...

Pozdrawiamy!




Źródła inf.:
www.belzec.eu
sztetl.org.pl
zapomnianadolina.pl
teatrnn.pl
gazetakrakowska.pl
dzieje.pl
pl.wikipedia.org

niedziela, 28 kwietnia 2019

Okiem wędrowca - Solinka

Witajcie!

Ostatnio dużo krążymy na blogu wokół zachodniej i środkowej części Łemkowyny. Czas więc na zmiany. Dziś, tak dla odmiany, odwiedzimy wschodni skraj Łemkowszczyzny.
Zapraszamy na spacer po Solince.

Rzeka Solinka - w Solince

Bieszczady...

Wioska leży w dolinie rzeki Solinka, mającej niedaleko wsi swoje źródła. Od północy wioskę zamyka góra Matragona (990m n. p. m.), a od południa - wieś sięgała niemal granicy państwowej. Od wschodu Solinkę zamykają stoki Kiczerki (910 m n. p. m.) a od zachodu - wieś sąsiadowała z Balnicą. Tu zresztą też stykała się również z granicą państwową.


Jak zwykle przedstawimy Wam nieco historii tej nieistniejącej już wioski.

Solinka powstała w XVI wieku, na gruntach królewskich. Lokowano ją na prawie wołoskim, tylko bowiem pasterska ludność rusko - wołoska mogła podołać trudnym, górskim warunkom.
Początki osady były trudne, gdyż kilkakrotnie osadę niszczono. Przyczyniali się do tego m. in. tołhaje czy też wojska Rakoczego w połowie XVII wieku. Niemniej wieś niestrudzenie się odradzała. Wedle dokumentów lustracyjnych z 1565 roku we wsi miało wtenczas mieszkać dwie rodziny chłopskie i rodzina kniazia, czyli sołtysa. Warunki zaś egzystencji określano jako trudne m. in. za sprawą dużej liczby niedźwiedzi, które to miały bardzo utrudniać tutejsze bytowanie. Faktem zas na pewno jest że puszcza karpacka wtenczas była jeszcze w dużej mierze nienaruszona, i zaciekle walczyła z ingerencją człowieka.
Wieś rozwijała się powoli, karczowano nowe połacie lasów, przybywało mieszkańców. I właściwie do czasu rozbiorów nic szczególnego się tutaj nie działo. W roku 1730 naliczono we wsi 312 mieszkańców - greckokatolickich Rusinów. Dopiero w roku 1819 wieś przestała być "państwowa". Austriacy sprzedali bowiem Solinkę i kilka innych wiosek Janowi Reichenbachowi. Zbudował on w Solince dwór, do którego zaglądał wraz ze swoją żoną, Pauliną. Reichenbach brał udział w powstaniu węgierskim w 1846 roku, a w jego dworze w Połonnej mogli liczyć na schronienie dawni powstańcy. W czasie rabacji galicyjskiej chłopi dwór w Solince splądrowali, oraz pobili służących Reichenbacha (których to on sam wysłał by zabrali z dworu cenniejsze wyposażenie przed chłopskim napadem).
XIX wiek to czs intensywnego, rabunkowego wręcz rozwoju gospodarki leśnej. W latach 70. XIX wieku Solinkę kupuje von Eichenhorst, a potem dr Arnold Rappaport de porada z Wiednia. Był to jeden z największych przedsiębiorców leśnych w tym regionie. W Solince buduje on tartak parowy. Drewno wywożono stąd przełęczą nad Rzotokami (Ruską) a potem, od 1898 roku, kolejką wąskotorową, znaną nam do dzisiaj, chociaż w okrojonym stanie.
Mieszkańcy Solinki trudnili sie rolnictwem. Siano m. in. owies, czasem żyto, sadzono niekiedy ziemniaki. Z warzyw znano tutaj marchew, kapustę i brukiew. Ważnym elementem diety były ryby i owoce leśne czy grzyby. Hodowano krowy, woły i konie, rzadziej kozy czy inne zwierzęta.
Ważnym źródłem utrzymania było drewno. Wielu tu było cieślów czy stolarzy. Kobiety z kolei zajmowały się tkactwem.

Na cmentarzu w Solince


Szkoła powstała tutaj w roku 1847. Niemniej analfabetyzm był tu powszechny i w wieku XX.
Ostatnią cerkiew we wsi wzniesiono w roku 1906. Była to świątynia drewniana, orientowana. Nosiła wezwanie Zesłania Ducha Świętego. Była to zapewne świątynia nawiązująca do tzw. Narodowego Stylu Ukraińskiego, podobna do świątyni w Daliowej. Świątynia stanęła w miejscu poprzeniej, wzniesionej w 1846 roku.

Wielka Wojna rozpętana w 1914 roku nie dała się tutaj zbytnio we znaki, chociaż w okolicy toczono cieżkie walki m. in. o pasmo graniczne. Cmentarz z Wielkiej Wojny znajduje się w położonej nie tak daleko Cisnej.

Po wojnie przyszły czasy II RP, granica państwowa, niezbyt wygodna i utrudniającai tak nielekkie życie. Jednak w tym czasie działał tu m. in. sklep spożywczy, szynk z "trunkami" i leśniczówka.
W roku 1921 mieszkało tutaj 521 osób - 491 greckokatolickich Łemków, 4 rzymskokatolików oraz 26 Żydów.
Kwestionariusz z lat 30 XX wieku mówi o "braku moralności" (nieślubne dzieci, konkubinaty, kradzieże) i lenistwie. Ogólnie opis Solinki zamyka się raczej na wyliczeniu totalnego prymitywizmu i zacofania. Zapewne wiele jest w tym prawdy, niemniej należy pamiętać że nie jest to wyjątek - również i we wsiach "Polskich" często działo się niewiele lepiej. Wspomnainy kwestionariusz wykonała nauczycielka (Polka) ucząca w miejscowej szkole.

We wrześniu 1939 roku przez Solinkę uchodziły na Węgry grupy Polskich żołnierzy. We wsi urządzono "Pogrzeb Rzeczypospolitej" - pochowano w ziemi koło cerkwi słup graniczny, a na drzewach powieszono portrety polskich person. Takie "pogrzeby" były praktykowane w wielu miejscowościach ówcesnej wschodniej Polski..
Sama okupacja nie była bardzo uciążliwa, chociaż, jako że wieś leżała przy granicy ze Słowacją, wojskowi zaglądali tu zapewne często. Po 1944 roku zaczęły się wysiedlenia. W latach 1945-46 wywieziono z Solinki 286 Rusinów (Łemków). Pozostałe 169 osób wywieziono w 1947 roku na Ziemie Odzyskane. Wieś opustoszała. Zabudowania, łącznie z cerkwią, spalono po wysiedleniach. Pozostał tylko zdewastowany cmentarz i miejsce po cerkwi.


Cerkwisko

Solinka była wsią wyznaczającą granicę wschodniej Łemkowyny. Razem z wsią Żubracze stanowiła najbardziej na wschód wysunięte tereny łemkowskie. Dalej już byli Bojkowie. Takie wnioski wysnuł podczas swoich badań Prof R. Reinfuss, wybitny badacz tych terenów. Chociaż do końca jednak wschodniej granicy nie udało się stricte ustalić. Niemniej mieszkańcy Solinki mówili po łemkowsku, łemkowskie "pochodzenie" sugerowaly też np. elementy stroju czy tradycje. Warto o tym pamiętać, wędrując cichą doliną Solinki.

W latach 50 zbudowano tutaj leśniczówkę i budynki gospodarcze - obecnie mieszka tu mniej niż 20 osób. Działają tutaj stawy rybackie, jest asfalt poprowadzony od Żubraczego do Roztok Górnych, a w sezonie turystycznym przez Solinkę przejeżdża słynna "Ciuchcia Bieszczadzka".

Dwa z 3 (a może 4?) stojących budynków w Solince

Tędy pędzą w sezonie ciuchcie wyłądowane turystami. Dziwnie na nas patrzyli, takich idących..

Obecnie przez Solinkę wiedzie Polsko - Słowacka ścieżka edukacyjna. Solinkę ulubili sobie harcerze - jest tu stanica harcerska. Lubią to miejsce i dzikie zwierzęta, np. niedźwiedzie czy żubry. Ale ludzi za to szukać tu przeba ze świecą - jeśli ktoś lubi spokój tak jak my, to na pewno go ten fakt cieszy.

Co warto w Solince i okolicy zobaczyć:
-cmentarz wiejski (zdewastowany) z kilkoma ciekawymi nagrobkami
- miejsce po cerkwi z dobrze zachowaną podmurówką
- tory kolejki wąskotorowej (stacyjka w Balnicy)
- intensywną działalność bobrów

Szlaki biegnące przez Solinkę:
- ścieżka edukacyjna z Balnicy na Słowację
- szlak rowerowy ciągnący z kierunku Roztok Górnych ku przełęczy Przysłop
- niebieski szlak pieszy ciągnący granicą
- czerwony słowacki szlak graniczny

Wiosna w górach jest najpiękniejsza...

Z naszej strony to tyle. Bardzo przyjemne tereny do pieszych wędrówek. Asfalt daje nieco w kość, ale warto. Piękne widoki, przyroda, spokój. Warto!
Pozdrawiamy!

Źródła informacji:

www.twojebieszczady.pl
www.grupabieszczady.pl
www.cisna.przemyska.pl

niedziela, 14 kwietnia 2019

Okiem wędrowca - Leszczyny

Witajcie.
Niedawno wspólnie spacerowaliśmy po przepięknej Kunkowej. Dziś więc może by tak odwiedzić "sąsiadów" ?Co Wy na to?
Zapraszamy więc na krótki wpis o Leszczynach.

Leszczyny to niewielka wioska położona w dolinie potoku Przysłup (Przysłupianka), w jego "środkowym" biegu. Od północy wieś graniczy z lasem Hajnuckim, porastającym okoliczne stoki gór. Od południa wioska graniczy z Kunkową - obecnie jest zresztą jej administracyjną częścią. Od wschodu granicę wsi wyznacza góra Łysiec (662 m n. p. m.) a od zachodu wieś ginie w "odmętach" Przysłupianki - bezpośrednio z Nowicą się nie łączy.

Widoki znad Leszczyn


Wieś powstała zapewne w połowie XVI wieku. Pierwszy raz wymienia ją dokument zakupu z 1599 roku. Wtedy to wioskę zakupił, a właściwie zamienił Jan Potocki. Stała się wtenczas częścią tzw. Klucza Klimkowskiego. Wcześniej wioska należała do rodziny Branickich. Później przeszła na drodze dziedziczenia na własność słynnego poety, Wacława Potockiego. Początki wsi nie były łatwe. Niemniej jednak dokumenty wspominają, że już w początkach XVII wieku mieszkańców stać było na budowę świątyni oraz utrzymanie budynku (no i rzecz jasna parocha). Zastanawia to o tyle, że w 1629 roku rejestry wymianieją we wsi tylko 2 zagrody i 2 zagrodników bez ról. Jednak dociekania te zostawmy historykom.
Wiek XVII nie należał do lekkich. Był to okres krwawych wojen, toczonych przez Rzeczypospolitą (często niemal na własne życzenie). Przemarsze wojsk, łupieże, najazdy, epidemie, podatki - to wszystko dawało się mieszkańcom wsi. Wielu się temu sprzeciwialo, i szukało na własną rękę bądź sprawiedliwości, bądź też częściej - lepszego życia. Wielu dążyło do tego drogą zbójnictwa. I tutaj spotykamy jednego z bardziej znanych Rusinów z Leszczyn - Wasyla Bajusa. Uchodzi on do dziś za jednego ze słynniejszych zbójnikó rusińskich. Bezlitośnie łupił kupców i dwory. Szczególnie ulubił sobie dobra starosty bieckiego Jana Wielopolskiego w Kobylance. Wielokrotnie łupił jego dwór i posiadłości. Na nic zdały się oddziały zbrojne. Majątek możnowładcy uratował sam papież Innocenty XI. On to bowiem podarował staroście obraz Chrystusa Ukrzyżowanego. Bajus, chociaż beskidnik, jednak należał do grona poboznych Rusinów - więcej się na dwór w Kobylance nie zapuszczał. A obraz do dziś jest czczony i uważany za cudowny.

Leszczyny w deszczu

Przysłupianka

W wieku XVIII we wsi mieszkało ponad 250 greckokatolickich Rusinów, a same Leszczyny były siedzibą parafii - należały doń jeszcze Kunkowa i Bielanka.
Wiek XIX to czas chorób i wyjazdów za granicę. Panowała na Łemkowynie cholera. Szczególne żniwo zebrałą tutaj w 1873 roku. Pamiątką po tym jest cmentarz choleryczny, zlokalizowany w północnej części wsi, niedaleko drogi do Bielanki. Wielu wyjechało do Ameryki, śląc do kraju pieniądze, i wspierając rodziny w rozbudowie swoich majątków. Ci, co pozostali dorabiali m. in. imając się szklarstwa. I to nie ble jakiego - wędrowni szklarze z Leszczyn, dźwigający na plecach szyby w charakterystycznych wielkich ramach z drewna na twale zapisali się w historii tych ziem. Sam Prof. R. Reinfuu sfotografował przed II wojną światową jednego z nich - i jest to jedno z najbardziej znanych zdjęć z Łemkowyny. W Leszczynach też wspaniale gospodarowano drewnem - wyrabiano gonty, łyżki czy inne narzędzia kuchenne, np. wałki do ciasta. Często było to ważne źródło dochodu.
Ostatnią, stojącą po dziś dzień świątynię zbudowano w Leszzynach w 1835 roku. Piękna, drewniana cerkiew reprezentuje styl zachodniołemkowski. Trójdzielna, z dzwonnicą nad babińcem Sumnie góruje nad niewielką dzisiaj wioską. A przy niej oczywiście jest cmentarz. Cerkiew nosi wezwanie Św. Łukasza Ewangelisty.

Trochę małych sakraliów...


Na początku wieku XX rozpoczęto organizację pierwszej szkoły we wsi. Działania te prerwała Wielka Wojna (tutaj we znaki się nie dała), niemniej po wojnie szkołę zorganizowano. Pod koniec lat 20 XX wieku część mieszkańców przeszła na prawosławie.
W roku 1921 naliczono we wsi wg spisu 323 unitów i 12 rzymskich katolików.
W roku 1935 wzniesiono we wsi (głównie za pieniądze zza oceanu) budynek szkoły. I od razu zaczęły się problemy, ponieważ nauczycielem został Polak, uczący rzecz jasna w języku polskim. Naturalnie nie spodobało się to rodzicom, którym zależało na nauce języka łemkowskiego.
W roku 1936 mieszkało tutaj 491 osób - 476 Łemków, a także 2 rodziny żydowskie i Polacy.

Cerkiew p.w. Św. Łukasza Ewangelisty

cmentarz wiejski

II Wojna Światowa co prawda nie przyniosła katastrof. Naprawdę źle zaczęło się dziać dopiero w roku 1945. Część mieszkańców wyjechała na Zachodnią Ukrainę, a reszta - w roku 1947 na Ziemie Zachodnie. Ich miejsce zajęli osadnicy Polscy.
Po roku 1956 miały miejsce przetasowania osadników. Wielu Polaków wyjechało, częściowo ich miejsce zajęli autochtoni, powracający z wygnania. To oni m. in. podjęli się stopniowego remontu cerkwi. I uratowali ją od upadku. Obecnie cerkiew należy do wiernych prawosławnych.
W roku 2007 pochowano na cmentarzu w Leszczynach Mirosława Nahacza, młodego, wspaniale zapowiadającego się pisarza.
Do wsi dawniej trudno było się dostać, kiepska droga z Kunkowej tego na pewno nie ułatwiała. Stosunkowo przyzwoitą, asfaltową drogę puszczono tędy podczas budowy zapory na rzece Ropie w Klimkówce.


Co warto w Leszczynach zobaczyć:
- drewnianą cerkiew z 1835 roku
- cmentarz wiejski z kilkunastoma ciekawymi nagrobkami kamiennymi
- przydrożne krzyże, kapliczki
- cmentarz choleryczny
- piękne widoki, wspaniale prezentujące uroki tej małej osady
- starą zabudowę wiejską (chyże)

Szlaki i trasy w okolicy:
- zielony szlak pieszy ciągnący stokami pasma Magury Małastowskiej
- dość liczna sieć dróg bitych i asfaltowych, dobra dla cyklistów

Zapraszam do tego urokliwego, cichutkiego miejsca. Daleko tutaj od turystycznego zgiełku, a blisko do natury i kontemplacji. I niech tak pozostanie.
Z naszej strony to tyle - pozdrawiamy!





Źródła informacji:
Grzesik W., Traczyk T., Wadas B., 2012, Beskid Niski od Komańczy do Wysowej
Luboński P. (red.), 2012, Beskid Niski. Przewodnik dla prawdziwego turysty
Kryciński St., 2018, Łemkowszczyzna. Czas wojny i pokoju

niedziela, 31 marca 2019

Oczami wędrowca - Kunkowa

Witajcie,
Chcemy zabrać Was dzisiaj do wioski położonej nieco na uboczu. Nie jest rozchwytywana przez turystów - ale chyba dzięki temu właśnie czuje się tutaj prawdziwy smak Łemkowyny.
Zapraszamy do Kunkowej.

Cerkiew p.w. Św. Łukasza Ewangelisty


Wioska leży w dolinie potoku Przysłup, można nawet powiedzieć że w jego "górnym" biegu. Zaraz za wsią bowiem potok wpada do rzeki Ropy, a właściwie do powstałego w tym miejscu jeziora Klimkowskiego. Od północy Kunkowa sąsiaduje z jeszcze mniejszą osadą - Leszczynami. Od północy podchodzi pod stoki góry Kopa (672 m n. p. m.). Od wschodu z wsią graniczy Las Kunkowski i zbocza bezimiennej góry (620 m n. p. m.). Od zachodu zaś wieś "podpiera" górę Łysiec (662 m n. p. m.).

No, a teraz historia:
Pierwsze wzmianki o wsi pochodzą z roku 1512. Wymieniono ją wtenczas pod nazwą Hunkowka. Ciekawe jest to, że mieszkańcy wywodzą woczątki wsi już w XIV wieku, o czym mówi pomnik w centrum wsi. Jednak potwierdzeń w źródłach ja na razie na to brak.
W 1581 roku było tutaj 7 gospodarstw.
W roku 1599 wioskę włączono do tzw. kresu Klimkowskiego (oprócz niej do kresu należały: Klimkówka, Leszczyny, Nowica, Bielanka i Łosie) będącego własnością Jana Potockiego, ojca słynnego poety doby XVII wieku, Wacława.
Wioska rozwijała się powoli. W 1643 roku wioskę otrzymał brat Wacława Potockiego, Jerzy.
Dwadzieścia lat później, w 1666 roku wzniesiono w Kunkowej drewnianą cerkiew. Nie wiadomo jednak, czy jest to pierwsza świątynia. Wydaje się, że burzliwy wiek XVII nie przyniósł do Kunkowej wielkich katastrof.

Kopa (672 m n. p. m.) widziana z Kunkowej - z drugiej strony jest jezioro

Pomnik w pobliżu starej szkoły

W 1785 roku, już pod austriackimi rządami, we wsi naliczono 243 grekokatolików (Rusinów) i 7 Żydów. Życie tutaj było ciężkie - strome stoki gór nie oferowały zbyt żyznego gruntu. Mieszkańcy żyli w dużej mierze z hodowli i - z gospodarki leśnej.
Kunkowianie, tak jak i mieszkańcy pobliskiej Nowicy czy Leszczyn do perfekcji niemal nauczyli się gospodarzyć drewnem. W Knkowej wyrabiano drewniane zabawki, fujarki, kołatki etc. i sprzedawano na jarmarkach m. in. w Gorlicach czy Tarnowie. Produkcja zabawek i handel nimi były dodatkowym źródłem dochodu - a o takowy w tych stronach było trudno..
W 2 połowie XIX wieu (1868 ?) zbudowano w Knkowej nową cerkiew, w miejsce starszej. Obiekt bardzo piękny, ciekawie prezentujacy się z drogi do Odernego. Cerkiew jest drewniana, trójdzielna, z dzwonnicą ulokowaną nad babińcem. Wewnątrz zachowały się m. in. polichromie z lat 1904-1905. Cerkiew nosi wezwanie Świętego Łukasza Ewangelisty..
Wieś była znana nie tylko z drewnianych ptaszków i kołatek. Otóż w Kunkowej zajmowano się hodowlą gęsi. Niby nic dziwnego, niemniej raczej na Łemkowynie nie często sie tym zajmowano. A juz chyba na pewno w żadnej innej rusińskiej wiosce tyle gęsi na raz nie występowało.


Jeden z przydrożnycj Kunkowskich krzyży

Po Wielkiej Wojnie mieszkańcy zajmowali się w dalszym ciągu produkcją zabawek. W latach 30 powstał we wsi teatr. We wsi działała szkoła. Wraz z Leszczynami osada stanowiła jedno sołtystwo. Jednak mieszkańcy niezbyt się lubili, i np. na wiejskich zabawach często dochodziło do bójek. Ot wsi spokojna, wsi wesoła...

W 1939 roku we wsi nie toczono żadnych walk. W roku 1940 natomiast kilka rodzin pod wpływem agitacji zdecydowało się wyjechać do ZSRR. W okresie okupacji w okolicy działała partyzantka, głównie komunistyczna.
Łemków ostatecznie wysiedlono w ramach Akcji "Wisła" w 1947 roku. Zebrano ich w Łosiach, a stamtąd wywieziono na Ziemie Odzyskane. Ich miejse zajęli Polacy, m.in. z Podhala. Jednak po 1956 roku duża część rodzimych mieszkańców powróciła do Kunkowej. Wykupywali swoje gospodarstwa od Polaków i zaczynali na nowo. A wielu Polskich osadników chętnie opuszczało te tereny. Kunkowianie przejęli cerkiew,którą dotychczas wykorzystywali łacinnicy, i sporadycznie grekokatolicy. Ci, którzy wracali byli już po konwersji na Prawosławie(władza ludowa była grekokatolikom bardzo niechętna), więc mogli w miarę swobodnie zająć się świątynią. Obecnie Łemkowie stanowią tutaj większość.
N przełomie wieku XX i XXI we wsi toczono "wojnę" o zachowanie szkoły, którą z kolei zamknąć chciał samorząd. W akcję włączył się słynny opozycjonista Jacek Kuroń. I tak szkołę udało się zachować. W roku 2002 uczyło się tutaj dziewięcioro dzieci. A sama placówka nosi imię swojego "obrońcy".

Na cmentarzu


Kunkowa to jedna z kilk wsi na terenie Beskidu Niskiego, gdzie Łemkowie stanowią ponad połowę mieszkańców. Integralną część wsi stanowią obecnie również i Leszczyny.

Co warto w Knkowej i jej sąsiedztwie zobaczyć:

- piękną cerkiew p.w. Św. Łukasza Ewangelisty
- cmentarz, a na nim stare nagrobki z końca XIX i 1 poł XX wieku
- cerkiew w Leszczynach, również p.w. Św. Łukasza
- jezioro Klimkowskie - słynny "Dniepr" Hoffmana, zlokalizwane całkiem blisko Kunkowej
- kilka przydrożnych krzyży i kapliczek
- pomnik w centrum wsi upamiętniający powstanie wsi w .. XIV wieku (?)
- w sąsiedniej wsi Oderne ciekawy kościołek p.w. Św Stanisława


Szlaki ciągnące niedaleko Kunkowej:

- zielony szlak pieszy ciągnący pasmem Magury Małastowskiej
- żółty szlak pieszy Uście Gorlicie - Nowica
- stosunkowo liczne drogi asfaltowe, sprzyjające turystyce rowerowej

Kunkowa - z drogi do Odernego
Kunkowa to miejscowość spokojna, na pewno nie roznoszona na butach przez turystów. Można tutaj odetchnąć świeżym, czystym , górskim powietrzem i zasmakować beskidzkich lasów, bujnie okolicę porastających. Polecamy to miejsce osobą ceniącym bardziej spokój od malowniczych szlaków.
Na dzisiaj to tyle,
Pozdrawiamy!





Źródła inf.:
Traczyk T., Grzesik W., Wadas B., 2012, Beskid Niski od Komańczy do Wysowej
Luboński P., 2012, Beskid Niski dla prawdziwego turysty
www.ropa.iap.pl

poniedziałek, 18 marca 2019

Oczami wędrowca - Bartne

Witajcie!

Dzisiaj zabieramy Was znów do jednej z naszych ukochanych miejscowości. Mamy na myśli oczywiście Bartne. Wiele pięknych wspomnień, wiele ciekawych przygód nas tutaj spotkało..
Ci, którzy śledzą nas od początku mogą pamiętać, że o Bartnym już pisaliśmy - to był jeden z naszych pierwszych wpisów. Ale na potrzeby Was, czytelników - wpis ten poprawiamy, i nieco "kompresujemy". Ale mamy nadzieję że nowi przyjaciele blogowi przyjmą go z uśmiechem.

Przyjemnej lektury!

Bartne widziane z drogi do Banicy

i widok ze stoków Kornuty

Bartne to obecnie niewielka miejscowość ulokowana u podnórza pasma Magury Wątkowskiej, w dolinie potoku Barnianka. Od północy wieś opiera się o stoki Kornuty (830 m n. p. m) i Wątkowej (846 m n. p. m.). Dawniej od wschodu wioska sięgała przełęczy Majdan, gdzie stykała się z nieistniejącą już dziś Świerzową Ruską. Od południa zamykają wioskę Maguryczy: Małego (698 m n. p. m.) i Dużego (777 m n. p. m.). Od zachodu z kolei Bartne graniczy z Bodakami, również bardzo ciekawą miejscowością.

Zaczniemy od historii. Jak zwykle zresztą.

Kamieniołom na stokach Magurycza Wielkiego


Nie jest to najstarsza z okolicznych wiosek. Pierwsze wzmianki o niej pochodzą, wg różnych źródeł, z roku 1595 lub 1619 roku. Lokalne przekazy mówią, że osadę założylikamienairze z Jasionki, do czego skłoniły ich obfite złoża piaskowca m. in. na stokach Magurycza Dużego. Ponoć jeszcze do lat 30 XX wieku dokument lokacyjny posiadano w zbiorach tutejszej plebanii.
W 1629 roku naliczono tutaj 18 zagród - była to więc całkiem duża wioska. Niewiele wiadomo o tym, co się tu działo w XVIII wieku. Na pewno wieś się rozwijała. Działał tu młyn wodny, a mieszkańcy - greckokatoliccy Rusini żyli w duzej mierze z hodowli. W roku 1880 naliczono we wsi 819 mieszkańców w 132 gospodarstwach. W 2 połowie XIX wieku wieś przeszła w ręce rodziny Walewskich. Tych "Panów" mieszkańcy chyba najmilej wspominają - ostatnia z rodziny ma na cmentarzu wyjątkowy grób - wykonany z kamieni młyńskich (najpier jej własnością była cała wieś, potem zaś tylko młyn). XIX wiek to czas wyjazdów za chlebem - na Węgry, do Ameryki.. To również czas epidemii cholery - zmarło na nią około 30 procent mieszkańców w roku 1873.
W XX wieku nie wiodło się mieszkańcom zby dobrze. W roku 1914, zaraz po wybuchu wojny wywieziono do Thalerhoffu 18 Bartnian - 4 osoby zmarły w obozie. Wojska obydwu armii plądrowały wioskę, a w okolicy toczono walki. W jednej z chyż ulokowano m. in. lazaret polowy. Mieszkańcy zapamietali prawosławne nabożeństwa odprawiane dla carskich żołnierzy w tutejszej cerkwi.. W roku 1915 przez Bartne i Przegoninę atakowali Rosjan Austriacy, będący prawym skrzydłem wielkiego uderzenia, znanego dziś jako bitwa pod Gorlicami. Pozostał tutaj ślad ciężkich walk - cmentarz wojenny (nr 64), a na nim 86 poległych żołnierzy obydwu walczących stron.

Międzywojnie zmieniło nieco sytuację mieszkańców. Trudniejsze stały się wyjazdy za granicę, a świeżo odrodzony kraj nie zawsze mógł zapewnić obywatelom to, co niezbędne. W roku 1928 ponad połowa mieszkańców przeszła na Prawosławie. Był to wpływ "Schizmy Tylawskiej". Bartne było wtedy jednym z ważniejszych miejsc związanych ze Schizmą. W tym też roku zaczęto budowę świątyni prawosławnej - dzisiaj cerkiew prawosławna w Bartnym to jeden z ciekawszych obiektów sakralnych z tego okresu na terenie Łemkowyny. W 1936 roku mieszkało w wiosce 738 Łemków wyznania prawosławnego, prawie 270 unitów i 5 Żydów. Działały  karczmy, sklepy, młyn. Funkcjonowały też 2 cerkwie - unicka z 1842 roku i prawosławna z 1928. Obydwie noszą wezwanie Śww. Kosmy i Damiana.
Wieś słynęła z kamieniarskich wyrobów. Należała też do stosunkowo bogatych. Krzyże z Barntego można zobaczyć na wielu okolicznych cmentarzach, przy drogach..

Idąc przez wieś...


Kilkunastu bartnian walczy w szeregach WP we wrześniu 1939 roku. Jeden z nich ginie a kilku trafia do niewoli. Niemcy wielu młodych ludzi wywożą na roboty przymusowe, mieszkańcom dają się też we znaki policjanci ukraińscy. Często zaglądają tutaj AK-owcy i partyzanci słowaccy. W roku 1944 nad Bartnym Niemiecki pilot zestrzelił radzieckiego "szturmowika"  (rozbił się na stokach Mareszki). Niemcy urządzili w Bartnym szpital polowy, a zmarłych w nim chowano przy cmentarzu wiejskim - szczątki te ekshumowano w 1997 r.
Po odejściu Niemców, w okolicach wsi schronienie znaleźli banderowcy. W tej części Beskidu poparcie dla nich było nikłe, niemniej dobry argument w postaci nabitego karabinu zawsze pomagał partyzantom znaleźć żywność i niezbędne materiały. Koło Bartnego WP i oddziały UPA stoczyły kilka potyczek. Wieś nie mogła więc liczyć na przychylność włądz Polskich. Jedną osobę zastrzelono we własnej chyży. Większość wywieziono na Ukrainę w 1945 roku, pozostali zaś opuścili swe domy w roku 1947. Kilku mieszkańców trafiło do obozu w Jaworznie.

Cerkiew prawosławna p.w. Śś. Kosmy i Damiana

Cmentarz wiejski z zabytkowymi nagrobkami

Po wojnie wielu mieszkańców wróciło w czasach "odwilży" po 1956 roku. Odkupywali wtedy swoje gospodarstwa i zaczynali życie właściwie od nowa. Wyremontowano cerkwie, z czasem do wsi doprowadzono prąd, a w latach 80 wylano drogę asfaltową. Przez kilka lat (1986-1990) odbywała się tutaj Łemkowska "Watra", wtedy jeszcze kameralna. Od 1977 roku działa tutaj bacówka PTTK. Wieś zachowała wiele uroku - przetrwało kilkanaście zabytkowych chyż, a język łemkowski jest tutaj standardem - trudno raczej usłyszeć mowę polską. W spichlerzu plebańskim urządzono mini muzeum kamieniarstwa, a i sama cerkiew unicka stała się oddziałem "Muzeum Dwory Karwacjanów i Gładyszów" i zobaczyć w niej można m. in. elementy z nieistniejącej cerkwii w Nieznajowej. Ot - stolica Łemkowyny.


Co warto w Bartnym zobaczyć:

- cerkiew unicką z 1842 roku w typie zachodnio-łemkowskim z wystawą sztuki cerkiewnej
- cerkiew prawosławną z 1928 roku
- kilkanaście zabytkowych chyż (czyli zagród jednobudynkowych)
- liczne przykłady kamieniarki ludowej - krzyże przydrożne i nagrobne
- grób Pani Walewskiej wykonany z kamieni młyńskich
- cmentarz choleryczny z XIX wieku
- Rezerwat Kornuty na stokach góry o tej samej nazwie
- kamieniołomy na stokach Magurycza Dużego
- wystawa kamieniarstwa w spichlerzu plebańskim

Szlaki ciągnące przez Bartne i w jego okolicy:

- czerwony szlak pieszy (GSB) - odcinek na trasie Wołowiec - Magura
- żółty szlak pieszy (odcinek Folusz - Banica)
- niebieski szlak pieszy (od PTTK Bartne w kierunku Banicy)
- szlaki narciarskie w rejonie Magurycza Dużego, Banicy itp.
- Winny Szlak Rowerowy
- zielony szlak pieszy ciągnący grzbietem pasma Magury Wątkowskiej
- żółty szlak pieszy z Bartnego w kierunki Krempnej
- czerwony szlak rowerowy z Bartnego w kierunku Krzywej
- lokalne ścieżki turystyczne powstałe staraniem mieszkańców

Cerkiew greckokatolicka p.w. Śś. Kosmy i Damiana

Cmentarz choleryczny


Z naszej strony to tyle. Mamy nadzieję, że ten krótki wpis zachęcił Was do odwiedzin tej wspaniałej miejscowości, kipiącej wręcz duchem Łemkowyny.
Zapraszamy!




Źródła inf.:
Grzesik W., Traczyk T., Wadas B., 2012, Beskid Niski od Komańczy do Wysowej
Luboński P. (red.), 2012, Beskid Niski. Przewodnik dla prawdziwego turysty
Kryciński St., 2018, Łemkowszczyzna. Czas wojny  pokoju
dariuszdylag.pl
www.beskid-niski-pogorze.pl

niedziela, 3 marca 2019

Okiem wędrowca - Żdynia (Zdynia)

Witajcie!
Dzisiaj zabieramy Was na spacer po spokojnej wiosce. I w gruncie rzeczy nic nie wskazuje na to, by wieś ta miała dla rodzimych mieszkańców większe znaczenie. Nic bardziej mylnego.
Zapraszamy w odwiedziny do Zdyni.

Cerkiew p.w. Opieki Matki Bożej w Żdyni


Wioska leży w dolinie potoku Zdynianka. Z jednej strony wieś graniczyła dawniej z nieistniejącą już osadą Łuh (teraz jest to właściwie część Zdyni) a z drugiej, południowo-wschodniej z Konieczną. Od północy i południa górują nad wsią stoki okolicznych szczytów, m. in. Dzielca (679 m n. p. m.). Przez wioskę prowadzi droga wojewódzka nr 977 ciągnąca do dawnego przejścia granicznego w Koniecznej.

Zaczniemy od historii:

A jest od czego zaczynać, bo Zdynia swoimi korzeniami sięga już XIV wieku.W 1359 roku Jan, syn Pawła Gładysza, właściciela m. in. Szymbarku otrzymał za zasługi swoje i ojca terenu położone wzdłuż potoków Zdynia Wielka i Mała oraz duże nadziały m. in. lasu wzdłuż rzeki Ropy. Niemniej jako sama wioska wieś wymianiana jest dopiero w roku 1437, wcześniej jest mowa tylko o potoku. Tak więc osada wzięła swoją nazwę od cieku wodnego. Wioskę lokowano na prawie magdeburskim, i pierwotnie raczej osadzono tutaj ludność nie - wołoską. Zapewne jednak początki Żdyni sięgają nieco dalej. Tak czy owak - jest to jedna z najstarszych miejscowości w tym regionie.
Osada musiała już wtenczas mieć lokalnie duże znaczenie, bo w 1491 r. została napadnięta i "puszczona z dymem" przez barlejowskich mieszczan, w odwecie za napady beskidników m. in. ze Żdyni się wywodzących.
Wspomniany atak jednak chyba nie wpłynął bardzo na rozwój wioski. W roku 1581 wieś liczyła 10 zagród wołoskich, popostwo, 1 zagrodę komorniczą i 1 sołtysią. Co ważne wieś w XVI wieku przeniesiono na prawo wołoskie, i zapewne zasiedlono Rusinami i (lub) Wołochami. Pod koniec XVI wieku dzierżawił Żdynię Bartomiej Szemichowski. Niewiele wiadomo nam o tym, co działo się tutaj w wieku XVII i XVIII - zapewne wioska ucieriała w czasie szwedzkiego najazdu w 2 połowie XVII wieku. W 2 połowie XVIII wieku liczyła niemal 600 osób, w zdecydowanej większości Rusinów. Pod koniec tegoż wieku wioskę zakupił (wraz z całym kluczem szymbarskim) prałat gnieździeński ks. Jan Bochniewicz.

Cmentarz wiejski - tutaj znajdziecie grób Św. Maksyma Sandowycza, kwaterę żołnierską oraz...

... kilkanaście ciekawych nagrobków z końca XIX i początku XX wieku. Niektóre płaskorzeźby zaskakują, np. Św. Jerzy zabijający smoka.

Wiek XIX to czas rozwoju, chociaż i biedy (a także m. in. epidemii cholery). Znane były jarmarki w Żdyni - organizowano je 9 razy do roku. Przyjeżdzali na nie m. in. chłopi i kupcy ze Słowacji. Stąd też i w Zdyni chetnie osiedlali się Żydzi. Niemniej jednak tutejsze jarmarki zawsze były w cieniu tych z Nieznajowej...
W roku 1900 w 117 domach mieszkało ponad 600 osób, głównie greckokatolickich Rusinów, ale także Żydów.
Austriacy doceniali wartość przełęczy Beskidek, jak też i Gorlic, rozwijającego się miasta przemysłowego - z Gorlic do przełęczy Beskidek (Dujawa) utwardzili drogę, dawny trakt handlowy. Mieszkańcy Zdyni zyskali porządną arterię komunikacyjną.
W Zdyni urodził się w roku 1886 Maksym Sandowycz - jego postać miała wielki wpływ na duchowy rozwój mieszkańców tej części Łemkowyny. Uczył się w gimnazjum w Nowym Sączu, przebywał też w bazyliańskim klasztorze w Krechowie, któe opuścił zawiedziony jego duchową atmosferą. Wybrał prawsławie (chociaż był grekokatolikiem) - i przeniósł się do monastyru w Poczajowie. W 1905 skierowano go do Grabiu, gdzie kierował społecznością która dokonała konwersji na prawosławie (wpływ na to miał konflikt z księdzem). Za działania swoje był wielokrotnie karany grzywnami i więzieniem.
Gdy wybuchła I Wojna Światowa ks. Maksyma aresztowano i bez sądu rozstrzelano pod zarzutem działań prorosyjskich - miało to miejsce 6 września 1914 roku w Gorlicach (w budynku dzisiejszego sądu - wtedy było tutaj więzienie). Pochowano go w rodzinnej wiosce, a jego grób został lokalnym ośrodkiem kultu. W 1994 roku Polski Autokefaliczny Kościół Prawosławny wyniósł go do rangi Świętego, a w 2006 r. jego relikwie umieszczono w cerkwi p.w. Św. Trójcy w Gorlicach. Musiał to być człowiek na prawdę oddany wierze, Bogu, ale również i pełny haryzmy.

Migawka z 34 Łemkowskiej Watry

Grób Świętego Maksyma Sandowycza (Gorlickiego)

Wielka Wojna przyniosła mieszkańcom wiele złego. W Żdyni aresztowano 25 osób i umieszczono w Thalerhofie. W okresie 1914-1915 w okolicach wsi usadowił się front. Wieś nękały nie tylko zbłąkane pociski artyleryjskie czy karabinowe, ale przede wszystkim patrole wojskowe obydwu stron, grabiące mieszkańców z resztek dobytku. Wiele domów spłonęło. A przed wojną we wsi działał m. in. sklep i karczma. Pamiątką po walkach jest cmentarz wojenny nr 52 z pochowanymi 46-cioma żołnierzami obydwóch walczących tu stron.
Zniszczeń uniknęła cerkiew. Ostatnia świątynia stanęła w roku 1795 roku, aczkolwiek ksiądz był we wsi już w XVI wieku. Cerkiew o której mowa to jeden z typowych przykładów cerkwi zachodnio - łemkowskiej. Orientowana, trójdzielna, drewniana.. Piękna świątynia. Cerkiew otacza solidny murowany mur - relikt czasów, gdy okolice te nawiedzali Tatarzy i tołhaje. W takich sytuacjach świątynie często pełniły rolę fortec, a i sami kapłani niekiedy stawali się na chwilę "generałami".
Po zakończeniu walk wioskę odbudowano. W okresie międzywojnia mieściła się tutaj placówka Straży Granicznej. Działały też aż 3 karczmy (!) i nawet sam ksiądz skarżył się na swoich parafian - pjaństwo bowiem było tu prawdziwą plagą. Kapłan jednak zdołał w dużej mierze zwalczyć alkoholizm. Ksiądz Stefan Dziubyna (bo o nim mowa) był też popularyzatorem kultury i sportu - i dzięi tem właśnie wielu młodych zdołał sprowadzić ze złej drogi. Działała tutaj oczywiście czytelnia im. Kaczkowskiego.
W 1921 roku wg spisu mieszkało tutaj 547 unitów (Runinów), 52 Żydów i 22 rzymskich katolików (Polaków). Co ciekawe, Schizma Tylawska nie zyskała tutaj poparcia - a przecież stąd pochodził wtenczas już czczony Maksym Sandowycz.

Pomnik przyrody przy cerkwi w Zdyni

Cmentarz wojenny nr 52, w dalszym ciągu czekający na remont...

We wrześniu 1939 roku miała tu miejsce drobna potyczka między oddziałami WP i Wehrmachtu. Aresztowano wtedy mężczyzn we wsi - wkrótce ich jednak wypuszczono. Jednak na rozkaz Niemców zdjeto cerkiewne dzwony. Miały być przetopione w niemieckich hutach. Jednak mieszkańcy wykradli je z punktu zbornego w Gładyszowie i zakopali na terenie wsi. Odkopano je dopiero w latach 50.
Tutejsi Żydzi padli ofiarą holocaustu. A Łemków już w 1945 chciano wysiedlić. Agitacja się nie powiodła, głównie za sprawą tutejszego parocha. Księdza aresztowano. 41 osób zmieniło metryki na rzymskokatolickie by uniknąć przesiedleń. Wyjechało wtedy tylko 5 rodzin. Niestety, większość pozostałych wysiedlono w 1947 roku na Zachód.
Gdy powroty stały się możliwe, wielu dawnych mieszkańców podjęło trud i zamieszkało ponownie w Żdyni. W 1956 roku próbowano odtworzyć parafię unicką, jednak uniemożliwiały to władze. Powstała więc parafia prawosławna, istniejąca do dziś. W roku 1989 przeprowadzono nawet referendum odnosnie przejście na grekokatolicyzm, jednak mieszkańcy pozostali przy prawosławiu. W 1997 roku przy cerkwi postawiono niewielki pomnik pamiętniający wysiedlenia w ramach kcji "Wisła".
Dziś mieszka tutaj ponad 200 osób, głównie Łemków. Wieś posiada m. in. dwujęzyczne tablice z nazwą miejscowości.

Jedna z najbardziej rozpoznawalnych kapliczek przydrożnych - znajduje się prz drodze nr 997

Warto wiedzieć, że od 1990 roku w Żdyni odbywa się Festiwal "Łemkowska Watra" - skupia on rozproszonych po świecie Rusinów. Odbywają się wtenczas występu zespołów łemkowskich i ukraińskich, uroczystości ku pamięci wysiedlonym itp. Początkowo miejsca odbywania się (początkowo de facto nielegalne) festiwalu zmieniały się - np.organizowano jedną z "Watr" w Bartnym. Jednak od 1990 miejsce jest stałe. Duża przestrzeń, wykiupiona przez Zjednoczenie Łemków znajduje się przy drodze z Lipnej do Zdyni. Obecnie "Watra" coraz bardziej przypomina niestety święto kultury ukraińskiej niż łemkowskiej, niemniej warto tutaj zajrzeć. Festiwal odbywa się w lipcu, i skupia tysiące ludzi z całego świata.
Żdynia (łem. Ждыня) to oryginalna nazwa wsi i właściwie najbardziej poprawna. Zapewne jest to nawiązanie do rsińskiego określenia miejsca, w któym oczekuje się na odprawę celną. Po wojnie nazwę wsi "spolszczono" i tak powstała Zdynia. Po wojnie w skład wsi włączono tereny Ługu, dziś nieistniejącej już niewielkiej wioski.

Co warto w Żdyni zobaczyć:
- cerkiew p.w. Opieki Matki Bożej z 1795 r..
- cmentarz wiejski z ciekawą kamieniarką ludową
- grób Świętego Maksyma Sandowycza (Gorlickiego)
- cmentarz wojenny nr 52
- przydrożne krzyże i kapliczki
- przy cerkwi - pomnik wysiedlonych w czasie Akcji "Wisła"
- pomnik przyrody rosnący przy cerkwi
- pobliską przełęcz Dujawa i cmentarz wojenny nr 46 na stokach Beskidka (685 m n. p. m.).
- cmentarz wojenny nr 51 na szczycie Rotundy

Szlaki wiodące przez Zdynię:

- czerwony szlak pieszy (GSB): trasa Jasionka - Regietów
- szlak konny: trasa z Regietowa do Krzywej
- zielony szlak rowerowy
- czarny szlak cmentarny - na Rotundę

Z naszej strony to tyle. Dajemy Wam jak zwykle "coś" na zachętę - a reszta zależy od Was. Ale mamy nadzieję, że tutaj zajrzycie.
Pozdrawiamy!





Źródła inf.:
Luboński P. (red.), 2012, Beskid Niski, przewodnik dla prawdziwego turysty.
Kryciński St., 2018, Łemkowszczyzna. Czas wojny i pokoju.
Grzesik W., Traczyk T., Wadas B., 2012, Beskid Niski. Od Komańczy do Wysowej.