Zanim wejdziesz, przeczytaj :)

1) Materiały wykorzystane przez nas ( zdjęcia, rysunki, opisy ) służą tylko celom dydaktyczno - informacyjnym, nie czerpiemy z działalności żadnych korzyści. Wykorzystujemy materiały zarówno własne, jak również pozyskane w internecie, lecz tylko by ukazać czytelnikom piękno naszego świata :). Materiał internetowy pozyskujemy legalnie (nie jest on zastrzeżony prawami autorskimi, pochodzi ze źródeł masowych i edukacyjnych) - nie kradniemy niczyjej pracy. Jeśli jednak znajdziesz u nas swoje materiały bez wyraźnej zgody (mogło zdarzyć się niedopatrzenie z naszej strony) i poczujesz się urażony - prosimy, poinformuj nas, a natychmiast znikną one z naszych łamów :)
2) Blog nie ma charakteru naukowego. Jest to strona popularyzatorska. W miarę naszych możliwości (i ponieważ historia to nasze hobby) staramy się jak najwięcej umieszczać informacji historycznych oraz korzystać z literatury tematycznej, niemniej nie gwarantujemy "nieomylności" :)
3) Ilustracje opatrzone znakiem wodnym są naszą prywatną własnością. Jeśli znalazłeś tutaj przydatną ilustrację - napisz do nas. Podobnie rzecz ma się z zamieszczanymi tekstami.

Komentarze

Ponieważ od dłuższego czasu jesteśmy zalewani masowo wielojęzycznym spamem w komentarzach, i Wasze wiadomości musimy z trudem wyłuskiwać, zawieszamy możliwość komentowania postów. Z braku czasu nie jesteśmy w stanie na bieżąco tego monitorować. Zawsze, w każdej sprawie możecie napisać do nas wiadomość e-mail bądź na fb. Dziękujemy, że jesteście z nami! :)

niedziela, 23 września 2018

Okiem wędrowca - Polany k. Krempnej

Witajcie!

Dzisiaj zabieramy Was na spacer po urokliwej i cichej wiosce. Kiedyś mieszkalo tutaj ponad tysiąc osób, wszyscy żyli obok siebie zgodnie. A co po dawnych czasach pozostało? Zapraszamy do Polan koło Krempnej. Postaramy się krótko przybliżyć Wam tą miejscowość. Miłej lektury!

Polany leżą w dolinie potoku Wilsznia. Od północy zamykają wieś stoki góry Suchania, od południa zaś wieś sięga niemal danej Huty Polańskiej. Od wschodu i zachodu wioskę otaczają szczyty, m. in. Hora (484 m n. p. m.), Pakuszowa (887 m n. p. m.) czy Debry (683 m n. p. m.). Wieś leży na staky MPN i Jaśliskiego Parku Krajobrazowego.
Jak zwykle zaczniemy od historii:

Nagrobki rusińskie na cmentarzu w Polanach


Kiedy powstały Polany? Właściwie nie do końca wiadomo. Pierwsza wzmianka o wsi pochodzi z roku 1581. Mowa zresztą o istniejącej już wiosce. Nie znamy bowiem dokładnej daty lokacji. Nazwa wsi sugeruje, że pierwotnie były to tereny wypasowe innej osady. Chodzi tu prawdopodobnie o Myscową - potwierdzać się to zdaje fakt nadania Polanom dawniej mniej oficjalnej nazwy - Myscowskie. Wieś należała m. in. do rodu Stadnickich. Niektóre źródła podają, że wieś zniszczyli w 1624 roku Tatarzy. Nie wiadomo do końca, czy to prawda, ale XVII wiek do spokojnych nie należał..

Nowym właścicielem Polan został w 2 połowie XVIII został Adam Parys, jeden z przywódców Konfederacji Barskiej, nazywanej pierwszym powstaniem narodowym. Tutaj też konfederaci założyli jedną ze swoich baz (obozów). Po upadku konfederacji ponoć wielu jej uczestników osiadło w Polanach...

Wieś stale się rozrastała. Mieszkali tu głównie Rusini (Łemkowie) wyznania greckokatolickiego, ale była też dość spora grupa Polaków i Żydów. W roku 1880 naliczono tu 1061 osób! Byli to głównie Rusini (998 osób). mieszkało tu wtenczas również 47 rzymskich katolików (Polaków) i 16 Żydów. Ciekawe, że istniał tutaj gromadzki spichlerz. Biedniejsze rodziny mogły użyczać z niego ziarna na zimowe potrzeby badź na siew, ale po zbiorach były zobowiązane do zwrotu pożyczki.

Wieś od 2 połowie XIX wieku należała do niejakiego Pana Maniawskiego, znanego w okolicy hulaki, a na przełomie wieków majątek we wsi zakupiła rodzina Thonet, słynni producenci mebli giętych. W Polanach też zbudowali tartak i wytwórnię półfabrykatów.
Mimo że Polacy stanowili tutaj mniejszość, działali bardzo aktywnie. przed Wielką Wojną powstał we wsi Związek Strzelecki, grupujący głównie Polską młodzież z Polan i Huty Polańskiej. Wielu młodych zasiliło później Legiony Polskie, tworzone przy armii C.K.



W roku 1914 wzniesiono we wsi nową świątynię greckokatolicką (w miejsce świątyni z 1 poł XIX wieku), noszącą wezwanie św. Jana Złotoustego. Ale jaką! Drugiej taniej na Łemkowynie nie spotkacie. Jest to świątynia murowana, wzniesiona na planie krzyża grckiego, z centalnie umieszczoną dużą kopułą. Świątynię wzorowano na cerkwiach kijowskich, a architektem był niejaki Rudnicki ze Lwowa. Podobne świątynie można zobaczyć na tzw. Rusi Krośnienskiej, np. w Rzepniku. Ale tutejsza cerkiew ma wyjątkową historię..
W okolicy toczono w czasie Wielkiej Wojny zacięte walki. Wieś wtenczas mocno ucierpiała. Spłonął m. in. tartak należący do braci Thonet i stara cerkiew drewniana (z murowanym prezbiterium), a nowo wzniesiona cerkiew murowana została uszkodzona. Dodatkowo 5 mieszkanców wsi trafiło do obozu Thalerhoff koło Grazu.

Po wojnie wieś powstała na "nogi" po wojennych zniszczeniach (wyremontowano m. in. cerkiew). W okresie schizmy tylawskiej duża część mieszkańców przeszła na prawosławie. Zaczęły się też i awantury miedzy wiernymi jednego i drugiego Kościoła.  Prawosławni, nie mogąc korzystać z cerkwi, zbudowali włąsną, prowizoryczną świątynię - spłonęła w roku 1944. Dziś w jej miejscu stoi leśniczówka. Od roku 1929 do 1939 działała w Polanach placówka Straży Granicznej.

W latach 30 przeprowadzano też komasację gruntów. Zmienił się przez to pierwotny układ wsi - rozciągnęła się w przestrzeni nowa zabudowa. Do 1939 roku działały we wsi aż 3 żydowskie karczmy i 2 sklepy prowadzonez przez Łemków. Również i stosunki polsko - łemkowskie można określić jako życzliwe. Zmienił to jednak wybuch wojny. Polacy jednak pamiętaja dobrze przyjazne nastawienie prawosławnego księdza i częsci mieszkańców. Niemniej np. Polany zostały w znacznie mniejszym stopniu dotknięte przez wywózki do Niemiec czy też nawet rpzez późniejsze działania wojenne.
Odnośnie toczonych tutaj walk w 1944, to szczególnie ciężkie toczono o masyw góry Suchania leżącej między Myscową a Polanami. Pod koniec lat 60 XX w. znaleziono przy rozbitym niemieckim bunkrze szczątki radzieckiego żołnierza, a przy nim list, w którym prosił, by Ci, którzy znajdą jego szczątki powiadomili o jego śmierci jego żonę. Żołnierz nazywał się Iwan Plechow...

nagrobki na cmentarzu przycerkiewnym

W roku 1945 większość łemkó wyjechała do ZSRR, a w 1947 wysiedlono stąd przymusowo pozostałe rodziny. Trafiły one w rejony Szczecina i Wrocławia. Po wojnie powróciło w rodzinne strony około 50 osób.
Po wojnie osiedliło się tu wielu Polaków, głównie z okolicznych wsi zniszczonych w wyniku działań wojennych. We wsi zastali rozbitą cerkiew murowaną, niezbyt nadającą się do odprawiania nabożeństw. I niedługo rozpoczęła się w polanach 3 już wojna w ciągu XX wieku, tym razem "religijna". Katolicy nie mieli srodków na odbudowę świątyni. Prawosławni Rusini, któzy powrócili, z pomocą rodzin mieszkających w Aleryce jednak światynię odbudowali. Pewne wsparcie finansowe udzielili też i miejscowi katolicy. Tak też powstała tutaj pod koneic lat 60. parafia prawosławna. Miejscowi katolicy się z tym nie pogodzili. Zaczęły się bójki, szturmy na świątynię, zajmowanie jej, odbijanie, wyważanie drzwi, zrywanie kłódek.. Ostatecznie w 1972 katolic przejęli świątynię. Zniszczyli wówczas m. in. ikonostas, odpiłowali "dodatkowe" ramiona na krzyżach, wyrzucili na pole ołtarz.. Walki trwały ciągle, dochodziło nawet do bijatyk. Żadna strona nie chciała ugody, lecz świątyni. Padło kilka propozycji, wyroków sądowych - wszystko na nic. Sprawa przycichła dopiero gdy zmarł Jan Gałczyk, przewodzący wiernym prawosławnym, a ksiądz katolicki wyjechał do innej parafii. Ale dopiero się uspokoiło, gdy w 1992 roku biskup ordynariusz diecezji rzeszowskiej wyraził zgodę na odprawianie w cerkwi nabożeństw w obrządku katolickim i greckokatolickim.. Tak też i skończyła się ostatnia wojna w Polanach..

Co warto w Polanach zobaczyć:
- murowana cerkiew p.w. Św. Jana Złotoustego
- dawny cmentarz unicki ze starymi, kamiennymi nagrobkami
- stare łemkowskie chyże (najstarsza znajduje się blisko cerkwi)
- przydrożne krzyże i kapliczki
- w pobliskiej Hucie Polańskiej - piękny murowany kościółek, tereny MPN


Szlaki biegnące przez Polany (i w okolicy):

- zółty szlak rowerowy z Myscowej do uty Polańskiej
- (w Hucie P.) żółty szlak pieszy na przeł. Mazgalica, do granicy państwowej.

Króki wpis, mamy nadzieję że zachęci Was do własnych poszukiwań. I przede wszystkim - do wizyty w Polanach.
Pozdrowienia!




Źródła inf.:
Grzesik W., Traczyk T., Wadas B., 2012, Beskid Niski od Komańczy do Wysowej
Luboński P. (red.), 2012, Beskid Niski. Przewodnik prawdziwego turysty
pl.wikipedia.org
www.beskid-niski-pogorze.pl

niedziela, 9 września 2018

Kanasiówka - Baba

Witajcie,
dzisiaj zabieramy Was na przyjemną wspinaczkę. Chociaż bardziej pasuje tutaj jednak słowo spacer. Bowiem szczyt o którym dziś powiemy kilka słów, nie należy do wymagających. Na pierwszy rzut oka nie jest też zbyt ciekawy. Czy na pewno?


Na grzbiecie pasma drzewa nie mają lekkiego życia..

Kanasiówka (Baba) znajduje się w Paśmie Granicznym, we wschodniej części Beskidu Niskiego. Przez południowe stoki przebiega granica polsko-słowacka, a sam szczyt znajduje się 400 metrów na północ, na terenie Polski. Od wschodu z Babą sąsiaduje Wielki Bukowiec (848 m n. p. m.). Od północy góra sąsiaduje ze szczytami wchodzącymi w skład Kiczery Długiej. Na południu stoki schodzą nieco "w dół" na tereny Słowacji. Od wschodu natomiast góra przechodzi w długie pasmo naznaczone słupkami granicznymi.

Sama góra mierzy 824,7 m n. p. m. To jest prawdziwa wysokość. Znacznie częściej można spotkać się z podawaną wysokością 823 m n. p. m. Taką informację podaje tabliczka "szczytowa" ulokowana nieco niżej szczytu na przebiegającym tędy szlaku. Zazwyczaj też wszelkie przewodniki, książki i stony z rozpędu sugerują się tą liczbą właśnie. Nie jest to do końca dziwne, gdy na szczyt się wejdzie - niezbyt się wyróżnia z terenu, więc faktycznie można go nawet pominąć.

Szczyt jak wspomnieliśmy nie jest zbyt wybitny, i patrząc z dala właściwie się go nie zauważa. Właściwie zlewa się niemal w jedno z całym pasmem. Stoki i szczyt porasta gęsty las, w dużej mierze piękna buczyna karpacka. Widoków stąd więc podziwiać nie będziecie. Ale warto tutaj wdreptać. Po drodze natraficie na kilka dość dużych polanek, w lecie usianych kwiatami, a bliżej jesieni - oferującymi smaczne owoce jeżyn.

Pomnik czechosłowackich żołnierzy

i drewniany namiot :) Przytulny bardzo

Stoki góry są płaskie, rozciągnięte na osi północ - południe. Szczególnie zachodnie stoki są łagodne, miejscami wręcz podmokłe. Nieco więcej stromizny zasmakujemy na stokach północnych i wschodnich - jednaj i tutaj nie ma bardzo wielkich stromizn.
Z jej stoków wypływają oczywiście potoki. Większość ma raczej krótki bieg, ale niektóre zasilają większe cieki wodne. Tutaj, na zachodnich stokach znajdują się źródła rzeki Jasiołki, jednej z najdłuższych rzek Beskidu Niskiego. Ze wschodnich stoków z kolei wypływa jeden z potoków tworzących rzekę Wisok (jej główne źródło bije na stokach sąsiedniej Pasiki (Wielkiego Bukowca).

Stoki góry położone po stronie Polskiej włączono w skład rezerwatu "Źródliska Jasiołki", dzięki czemu przyroda jest tutaj chroniona bardziej starannie niż na terenie samego Jaśliskiego Parku Krajobrazowego.

Trasa łagodna, ale urozmaicona

A gęsty las przecinają czasem małe polanki 

Ciekawa jest nazwa Baba. Nadali ją górze dawni mieszkańcy Wisłoka Wielkiego. Nazwa nawiązuje do kształtu góry. Zapewne można się domyślić dlaczego.. Z kolei mieszkańcy Jasiela, leżącego u jej stóp, mieli nazywać ją Hrabyna. Góra więc niemal feministyczna.

Góra zasmakowała wojny. Ciężkie walki o Pasmo Graniczne, w tym i o Kanasiówkę, toczono tutaj zimą 1914/15, a front przesunął się dopiero w maju 1915. Pamiątką po tych wydarzeniach jest np. Żołnierska Polana (obecnie całkowicie porosła lasem) znajdująca się na stokach Kanasiówki przy zielonym szlaku. Mieli tutaj ponoć wspólnie biesiadować żołnierze przeciwnych armii, rzecz jasna w przerwach między walkami.. Kolejne walki toczono w tym rejonie jesienią 1944 roku. Pamiątką po tych wydarzeniach jest mały pomnik, znajdujący się na przełęczy Kalinowskiej pod Kanasiówką. Postawiono go tutaj w 1964 roku na pamiątkę przekroczenia w tym miejscu przez żołnierzy Korpusu Czechosłowackiego granicy, i wkroczenia na tereny ojczyzny. Miało to miejsce 20 września 1944 roku. Koło ponika jest też niewielki schron - drewniany namiot, w którym strudzony turysta może nawet zostać na noc.


Będąc na Kanasiówce, warto przejść się na sąsiedni Wielki Bukowiec, zwany też Pasiką (848 m n. p. m.) i przyjrzeć się stalowej wieży obserwacyjnej, zbudowanej tutaj w latach 30 XX wieku. Co prawda obecnie raczej nic z niej nie zobaczycie, niemniej warto zobaczyć taką unikalną w tych stronach konstrukcję. Kanasiówka też jest obowiązkowym miejscem dla tych, którzy dybią na odznakę "Korony Beskidu Niskiego". Jeśli zaś góra Was bardzo zmęczy i zastanie Was na szlaku noc - to niczym się nie martwie, w Jasielu znajdziecie przytulne pole namiotowe!

Szlaki turystyczne biegnące przez Kanasiówkę:

- niebieski szlak graniczny
- słowacki pieszy szlak czerwony
- zielony szlak pieszy z Beska do granicy
- żółty szlak pieszy z Woli Piotrowej do granicy

Co warto zobaczyć w rejonie Kanasiówki:
- pomnik ku czci żołnierzy czechosłowackich na przeł. Kalinowskiej
- wieża obserwacyjna na Pasice
- cmentarze w Jasielu (wiejskie i poległych żołnierzy radzieckich)
- pomniki w Jasielu (poległych WOP-istów i kurierów beskidzkich)
- przydrożne krzyże w Jasielu, krzyż żelazny przy dawnej drodze
- piękne krajobrazy Jasiela, buczyna karpacka

Z naszej strony dzisiaj to tyle. Koniecznie polecamy Wam ten szczyt - od Jasiela wejdziecie tutaj bez większego wysiłku, więc zabierzcie ze sobą całą rodzinę!

Pozdrawiamy!





Źródła informacji:
Luboński P., (red.), 2012, Beskid Niski. Przewodnik dla prawdziwego turysty
gorskiewedrowki.blogspot.com.
www.beskid-niski-pogorze.pl
pl.wikipedia.org

niedziela, 26 sierpnia 2018

Rudawka Jaśliska

Witajcie,
dzisiaj pragniemy zabrać Was na spacer po miejscu bardzo tajemniczym, bardzo cichym i chyba - bardzo mało znanym. I dla wielu osób jest to miejsce bardzo rzadko przez człowieka uczęszczane. Nie wszyscy zapewne zdają sobie sprawę, że kiedyś była to tętniąca życiem wioska..
Zapraszamy na krótki wpis o Rudawce Jaśliskiej.

Krzyż na granicy nieistniejących już wsi: Rudawki Jaśliskiej i Jasiela

Kolorowe łąki i lasy, tego tu pod dostatkiem

Wioska znajdowała się w dolinie Jasiołki, właściwie niemal w jej początkowym biegu. Od wschodu graniczyła z nieistniejącym już również Jasielem, od zachodu - sięgała niemal Woli Wyżnej. Południową granicę wsi właściwie wyznaczała dzisiejsza granica Polsko - Słowacka, a północną - stoki bezimiennych wzgórz. Dzisiaj teren ten wchodzi w skład Jaśliskiego Parku Krajobrazowego, a po części Rezerwatu "Źródliska Jasiołki".

Standardowo już zaczniemy od historii wsi:

Wioskę założono w roku 1562. Zasadźcą był wtenczas Tomasz Rudawski. Co ciekawe jednak, oficjalnie osadę lokowano (na prawie wołoskim) dopiero w 1579 roku za sprawą przywileju wydanego przez biskupa przemyskiego Wojciecha Sobiejuskiego. Wtenczas nadano też wiosce nazwę - Jasiełko. Nazwa ta się nie przyjęła. Trudno jest powiedzieć cokolwiek więcej o historii tej wsi. Od samego początku jej dzieje związane były ściśle z sąsiednimi wioskami: Wolą Niżną i Jasielem. Wioska nigdy nie stanowiła samodzielnej parochii, nie miała również własnej cerkwi. Nic w tym dziwnego, gdyż nie była to osada najbogatsza, a mała wioska zapewne nie byłaby nawet w stanie utrzymać księdza i cerkwi. W gruncie rzeczy sąsiednie cerkwie znajdowały się blisko, więc budowa własnej nie była bardzo konieczna. Do roku 1818 Rudawka Jaśliska była częścią parafii w Woli Niżnej, a później - Jasielu. W 2 połowie XVI wieku było we wsi 12 kmieci.

O historii wsi niewiele wiadomo. Jako osada przygraniczna zapewne była nieraz nawiedzana przez beskidników bądź tołhajów, a zapewne i wśród mieszkańców niejeden młodzian zbiegł w szeregi rozbójników. Jest to tym bardziej możliwe, że przecież niedaleko biegł trakt handlowy z Węgier do Jaślisk i dalej do serca Polski. Granicę przekraczał na przełęczy Beskid nad Czeremchą. Nie wiadomo, czy w XVIII wieku w okolicy działali Konfederaci Barscy, niemniej, jako że bywali w okolicy Jaślisk i Czeremchy, bardzo możliwe, że zaglądali i tutaj. Chociażby po wikt..

Krzyż ufundowany przez rodzinę Steców w 1865 roku

Młodniak na pierwszym planie skrywa cmentarz wiejski

Po rozbiorach wioska powoli się rozwijała, niemniej była jedną z mniejszych w okolicy. Pierwotnie wieś była częścią klucza Jaśliskiego, należącego do dóbr biskupów Przemyskich. W roku 1890 roku było tutaj 161 mieszkańców.  Byli to w większości grekokatoliccy Rusini. Liczba ludności się zmieniała - jak z całej Łemkowyny, tak i z Rudawki wyjeżdżali za chlebem do Ameryki. Na zmianę ludności miała też Wielka Wojna. Na przełomie 1914 i 1915 roku toczono w okolicy zacięte walki, m. in. w rejonie Kamienia. Położone w dolinie Jasiołki wioski mocno ucierpiały. Po zakończeniu walk wioska znalazła się przy granicy Polsko - Czechosłowackiej, co zapewne miało niemały wpływ na życie codzienne mieszkańców.

Droga przez Rudawkę do Woli Niżnej

Jedna z kilku zachowanych przydrożnych kapliczek. Ta miała najmniej szczęścia..

W okresie międzywojennym wieś funkcjonowała zgodnie w ramach odrodzonej Polski. W roku 1931 wioska liczyła 127 mieszkańców, żyjących w 22 domach. Chociaż nie było tutaj cerkwi, istniał cmentarz wiejski, na których chowano zmarłych. Trudno go obecnie odnaleźć, gdyż nie zachowały się na nim żadne nagrobki, a jedynie ślady murku okalającego nekropolie i zarysy mogił, widoczne wczesną wiosną. Porasta je barwinek.. Cmentarz ten znajduje się ok. 200 metrów za stojącym przy drodze, łacińskim krzyżem kamiennym z utrąconym jednym ramieniem. Ufundowali go w 1865 Paweł i Petro Stecowie. Jest to jeden z najstarszych krzyży kamiennych w Beskidzie Niskim.

Jasiołka, to jeszcze niepozorna..

A tego "jegomościa" zapewne przedstawiać nie trzeba

W okresie II wojny światowej przez wioskę wiodła trasa kurierska, łącząca okupowany kraj z rządem w Londynie. W Rudawce Jaśliskiej kurierzy (m. in. J. Łomiański) przechodzili granicę Polsko - Słowacką. Tutaj była większa szansa uniknąć spotkania z żołnierzami niemieckimi bądź słowackimi..
Po wyparciu stąd Niemców w 1944 roku, w okolicy pojawiły się bandy UPA, przybyłe ze wschodu. Najtragiczniejsze wydarzenia z nimi związane to rozbicie Polskiego oddziału w rejonie Jasiela. Do dziś wydarzenia te nie znalazły dokładnego wyjaśnienia. Mieszkańcy Rudawki Rymanowskiej podzielili los Rusinów z całej Łemkowyny. Częściowo zostali wysiedleni z wioski w altach 1945-46, a pozostałe kilkanaście osób wywieziono na Ziemie Odzyskane w 1947 roku. Wioska właściwie przestała istnieć - zabudowania rozebrano bądź spalono, a po mieszkańcach pozostał tylko dewastowany cmentarz i kilka przydrożnych krzyży i kapliczek i nieliczne pozostałości po zabudowie wiejskiej, widoczne późną jesienią bądź wczesną wiosną. My sami widzieliśmy tylko 3 krzyże przydrożne, gdyż znaleźliśmy się tutaj okazyjnie. Ale planujemy to nadrobić. Po wojnie tereny te stały się  pastwiskami wykorzystywanymi przez PGR. W sąsiednim Jasielu funkcjonowała placówka WOP, później zamieniona na krótko na schronisko PTTK a w końcu na PGR-owską owczarnię. Obecnie popada w ruinę.Od roku 1994 część Rudawki znalazła się w granicach Rezerwatu "Źródliska Jasiołki".

Szlaki wiodące przez Rudawkę Jaśliską:
- Szlak kurierów beskidzkich JAGA-KORA wiodący stąd do Woli Wyżnej.
- (w pobliżu) niebieski szlak graniczny

Co warto zobaczyć:
- przydrożne krzyże i kapliczki, w tym uszkodzony krzyż łaciński z 1865 roku
- ukryte w lesie pozostałości cmentarza łemkowskiego, spowite barwinkiem
- piękne krajobrazy Jaśliskiego Parku Krajobrazowego
- pozostałości fundamentów zabudowań

Z naszej strony to dzisiaj wszystko. Mamy nadzieję, że tym krótkim wpisem zachęcimy Was do odwiedzin tego urokliwego, chociaż zarazem i nieco smutnego miejsca. Zapraszamy i piechurów, i cyklistów. Pozdrawiamy!





Źródła inf.:
Lubończyk P. (red.), 2012, Beskid Niski. Przewodnik dla prawdziwego turysty
Kłos St., 2010, Krajobrazy nieistniejących wsi...
Traczyk T., Grzesik W., Wadas B., 2012, Beskid Niski. Od Komańczy do Wysowej
pl.wikipedia.org
www.jasliska.pl



niedziela, 12 sierpnia 2018

Oczami wędrowca - Smerekowiec

Witajcie,

dzisiaj zabieramy Was na zachodnią Łemkowynę, na spacer po urokliwej, spokojnej wsi Smerekowiec. Być może część z Was kojarzy to miejsce np. z wyciągu narciarskiego. No ale nie uprzedzajmy faktów. Zapraszamy do krótkiej lektury

Smerekowiec (nazwa od słowa smerek oznaczającego świerk) leży w dolinie rzeki Zdyni. Od północy dochodzi do pasma Magury Małastowskiej, a od południa - opiera się o stogi Bannego (583 m n. p. m.) i sięga niemal Regietowa Niżnego.  Od wschodu graniczy z miejscowością Kwiatoń, a od zachodu z Gładyszowem.

Jak zwykle trochę historii:

Wieś powstała na mocy dokumentu lokacyjnego w 1521 roku. Dokument taki wydali Jakub i Michał Gładyszowie niejakiemu Wołochowi Machno. Co ciekawe, chociaż sama lokacja przeprowadzona została na prawie niemieckim, to w dokumencie przeplatają sie również zapiski mówiące o prawie wołoskim. Sołtys otrzymał oczywiście liczne przywileje, m. in. zwolnienie z podatku za posiadane stawy rybne. Jednak w zamian za to musiał być gotowy stawić się na wyprawę wojenną konno z pełnym wyposażeniem. W roku 1581 rejestr wymieniał 5 dworzyszcz wołoskich i jedno sołtysie. Wieś wtenczas była częścią parafii w Zdyni. Dość szybko, bo już w 1601 roku wieś stała się częścią parafii unickiej w Uściu. Wioska należała wówczas do rodziny Tarłów. Po I Rozbiorze Polski wieś została włączona w obręb administracji austriackiej. Rozwijała się, rozrastała. Działał młyn, tartak,hodowano owce, była karczma. Powstał tutaj również browar. Mieszkańcy Smerekowca, Kwiatonia, i kilku okolicznych wsi skarżyli się w 1811 roku do cyrkułu w Tarnowie właśnie m. in. na ten browar, według nich zbyt hałaśliwy i niosący duże zagrożenie pożarowe. Wioska była duża - w roku 1889 naliczono 795 grekokatolików, 5 rzymskich katolików i 24 Żydów. Mieszkańcy zajmowali się głównie hodowlą - wypasali na okolicznych stokach duże stada, głównie owiec. Oprócz tego wsparciem finansowym były dla nich okoliczne lasy, w dużej mierze świerkowe. Rozsądne gospodarowanie tymi bogactwami pozwalało mieszkańcom na godne życie. Wiedziono w miarę spokojne życie, zakłócane od czasu do czasu m. in. przez epidemie cholery. Na początku XX wieku otwarto we wsi czytelnię im. Kaczkowskiego - uczęszczało do niej ponad 100 osób. Działała tutaj też duża mleczarnia.
Przy drodze z Regietowa do Gładyszowa minęliśmy kilkanaście krzyży i figur stojących w Smerekowcu


W roku 1818 wzniesiono we wsi dość dużą, murowaną cerkiew greckokatolicką. Nadano jej wezwanie Św. Michała Archanioła. Zbudowano ją w tzw. stylu józefińskim, chociaż ponoć miała też nawiązywać do drewnianych cerkwi łemkowskich. Mimo chęci, nie bardzo to budowniczym wyszło i świątynia, przynajmniej z bryły, do najpiękniejszych nie należy. Ale w oczy się rzuca, to fakt. Świątynia była dwukrotnie przebudowywana: w roku 1889 i 1930. Warto ją zobaczyć. Obecnie pełni rolę kościoła rzymskokatolickiego.

Kłopoty przyszły w roku 1914 roku. Wieś bowiem stosunkowo szybko stała się areną zaciętych zmagań między wojskami cara Mikołaja I i cesarza Franciszka Józefa I. Stacjonowała tu m. in. bateria austriackiej artylerii. W grudniu 1914 stoczyła nawet pojedynek artyleryjski z rosyjską jednostką artylerii, w wyniku czego uległa rozbiciu. Według zapisków podczas tego pojedynku miał "umrzeć ze strachu" przybyły z Uścia generał austriacki. Jego ordynans zaś stracił rękę. Część wsi aż do maja 1915 roku było terenem tzw. "ziemi niczyjej". Sama zaś wieś w wyniku ciągłych potyczek i ostrzału artyleryjskiego została zrujnowana. Pamiątką po walkach we wsi i okolicy jest cmentarz wojenny nr 56, usytuowany przy drodze do Gładyszowa, niedaleko cmentarza wiejskiego. Spoczywa na nim 22 żołnierzy armii austro - węgierskiej i 1 soldat carski. Obiekt zaprojektował Dusan Jurkovic, wybitny architekt słowacki. Warto tu zajrzeć, bo obiekt kilka temu remontowano. Szczególnie ciekawy jest krzyż centralny.
Po przejściu frontu mieszkańcy podjęli trud odbudowy spalonej wsi.


Figura Świętej Rodziny

W międzywojniu działały tutaj m. in. słynne w okolicy zakłady tkackie. Przy wspomnianej mleczarni mieszkańcy wznieśli dom ludowy ze świetlicą, gdzie urządzano zabawy. Po wojnie otwarto ponownie czytelnię. W roku 1936 mieszkało we wsi 772 osoby, w większości byli to grekokatolicy (było tu też 10 łacinników i 15 Żydów). Wieć w latach 30 również dołączyła do tzw.Schizmy Tylawskiej, i część mieszkańców przeszła na Prawosławie
W okolicy (na granicy wsi z Kwiatoniem) mieszkali Cyganie, trudniący się muzykowaniem i kowalstwem. Żyli w przyjaźni z tutejszymi mieszkańcami, znali język łemkowski. Dobre stosunki popsuły się, gdy na jednej z zabaw podczas bijatyki "młodych" zginął jeden z Cyganów. We wsi istniał też dom modlitwy, do którego uczęszczali okoliczni Żydzi.

rzeka Zdynia

Dawna cerkiew greckokatolicka p.w. Św. Michała Archanioła z 1818 roku

Druga wojna światowa przyniosła zagładę tutejszym Żydom i Cyganom. Żydzi zginęli w obozach koncentracyjnych, a Cyganów rozstrzelała pewnego dnia w lesie policja ukraińska. Niemcy także powołali we wsi 24 osobowa komisję, złożoną z mieszkańców, mającą wytypować ludzi do.. wywózki na roboty do Niemiec. Komisja ta miała też dbać o terminowość dostaw kontyngentów dla okupanta. Po ustąpieniu Niemców kilku mieszkańców zgłosiło się do Armii Czerwonej.
Koniec wojny przyniósł gehennę Beskidu Niskiego i łemkowskiej społeczności. Jednak w latach1945-46 tylko kilkanaście rodzin opuściło Smerekowiec. Jednak pozostałych Rusinów wywieziono na ziemie odzyskane w roku 1947. Na miejsce Łemków przybyli Polscy osadnicy, a w latach 50 -tych zaczęli już powracać rodzimi mieszkańcy. Obecnie mieszka tutaj około stu osób (na około 400 mieszkańców ogółem) ma łemkowskie korzenie. Niestety, młodzi są zwykle wychowywani w rodzinach polsko - łemkowskich głównie w polskim nurcie - uczęszczają do kościoła, nie zawsze też znają rodzimy język.
Ze wsi pochodziły dwie wybitne osoby: Julian Pełesz (1843-96) greckokatolicki duchowny, biskup przemyski oraz Jan Astriab (1937-2005) kompozytor i pedagog.

Cmentarz wojenny nr 56

Na cmentarzu parafialnym

We wsi działa wyciąg narciarski. Trasa zjazdowa ma długość 650 metrów. Obiekt znajduje się na stokach wzgórza Banne. Narciarzy na górę wciągnie wyciąg orczykowy. Można tu w sezonie zjeść coś ciepłego czy wypożyczyć sprzęt zjazdowy.

Szlaki turystyczne ciągnące przez wieś:

- zielony szlak pieszy (z Magury Małastowskiej do Skwirtnego)
- szlak konny (z Przysłupia do Skwirtnego)
- niebieski szlak rowerowy (z Kwiatonia do Gładyszowa)

Co ciekawego można tu zobaczyć:
- murowaną cerkiew greckokatolicką (ob. kościoł) z 1818 roku
- cmentarz wojenny nr 56 projektu D. Jurkovica
-  przydrożne krzyże i kapliczki z XIX i XX weku, m. in. figura Św. Rodziny
- cmentarz wiejski z ok. 20-ma ciekawymi,kamiennymi krzyżami nagrobnymi

Z naszej strony dzisiaj to wszystko. Zapraszamy do odwiedzin Smerekowca - nie tylko zimą, ale również w innych porach roku, pieszo bądź rowerem.

Pozdrawiamy!



Źródła inf.:
Luboński P. (red.), 2012, Beskid Niski. Przewodnik dla prawdziwego turysty
Grzesik W., Traczyk T., Wadas B., 2012, Beskid Niski od Komańczy do Wysowej
pl.wikipedia.org.
parafiasmerekowiec.pl



niedziela, 29 lipca 2018

Oczami wędrowca - Rotunda

Witajcie,
dzisiaj zabieramy Was na jedno z wzgórz w Regetowie, które przez ostatnie lata bardzo się zmieniło. Mowa tu o Rotundzie, mierzącej771 m n.p.m. Znajduje się ona w tym samym paśmie co Dział (Dił) 712 m n.p.m. i Jaworzyna Koniecznańska 881 m n.p.m. Góruje nad doliną potoku Regietówka. Od wschodu zaś u jej stóp przepływa jeden z większych cieków w okolicy - Zdynia.


Zimowa trasa na Rotundę...

"Dwie wieże" - tutaj to hasło nabierało innego znaczenia. Ale podobnie jak tolkienowsie dzieło, również zapierały dech.


Sama nazwa wzgórza wzięła się od jej kształtu. Jak wiadomo rotunda to budowla na planie koła. Opisywana góra jest właśnie takim wysokim zgrabnym szczytem o spłaszczonym wierzchołku o owalnym wierzchołku.  Niestety jak spora część wzgórz na Beskidzie Niskim jest zalesiona, choć tak wcześniej nie było.
Sam szczyt został zniwelowany zapewne jeszcze kilka wieków temu przez okolicznych pasterzy. Jak wiadomo tereny te zasiedlała głównie ludność wołosko - ruska, zajmująca się wypasem. Po odpowiednich zabiegach góra stała się idealnym wręcz pastwiskiem. Z tego też powodu nie była zalesiona - zwierzęta na to nie pozwoliły ;)

Bliższa nam, nowożytna historia związana z tym szczytem na trwale zapisała się w pamięci ludzkiej.
Jak wspomniano, Rotunda była szczytem niezalesionym, dość płaskim, a na dodatek jednym z wyższych w okolicy. Ten, kto panował na Rotundzie, miał wgląd na duży obszar terytorium. Siły austro - węgierskie usadowiły się tutaj po klęskach poniesionych w walce armią carską i wytrwały do 2 połowy marca 1915 roku. Wtedy to wzgórze oddano bez walki, co było wynikiem silnej ofensywy Rosjan, i wynikłej z tego częściowej dezorganizacji w szykach wojsk cesarskich. Dość szybko sztaby austro - węgierski otrząsnął się i zrozumiał swój błąd, jednak teraz jego naprawa musiała kosztować już drogo - zapłacić musieli żołnierze, krwią. Do odbicia wzgórza skierowano zaprawiony w boju, elitarny 1 pułk Strzelców Tyrolskich. Żołnierze Ci mieli już za sobą m. in. walki z siłami włoskimi. Do ataku przystąpiono 27 marca 1915 roku. Mimo zaciętości i odwagi tyrolczyków, atak został przez Rosjan odparty. Leżący jeszcze grubymi warstwami śnieg, strome, na ogół odkryte stoki, i dobrze przygotowane do obrony pozycje rosyjskie, najeżone karabinami maszynowymi - wszystkie te czynniki nie pozwoliły strzelcom wykonać powierzonego im zadania. Wielu poległo lub zmarło z ran. Rosjanie zaś urządzili sobie tutaj małą twierdzę, i mieli dzięki niej wgląd m. in. do austro - węgierskich transportów zaopatrzenia ciągnących przez przełęcz Małastowską.. Wzgórze to wróciło we władanie żołnierzy C.K. dopiero 02.05.1915 roku - Rosjanie .... oddali je bez walki.


Rotunda przed nami... Idziemy z Regietowa Wyżnego



Po ciężkich walkach pierwszo wojennych które miały miejsce na tym terenie w 1915 roku, postanowiono wybudować tu cmentarz. I to nie byle jaki, bo reprezentacyjny. W planie założono, że będąc na tej nekropolii będzie się widziało cmentarz nr 48 znajdujący się na wzgórzach Jaworzynki. Miało to na celu pokazanie okropieństwa wojny. Wynikało to też z potrzeby uczczenia wielkiego zwycięstwa (bitwa pod Gorlicami), które mogło podbudować, scalić wielonarodowe, ale bardzo słabe państwo. Dodatkowo należało uporządkować pola bitew, zebrać szczątki i uporządkować prowizoryczne mogiły. Z czasem jednak, po II Wojnie Światowej, wzgórza zarosły roślinnością i nie można już dziś dostrzec cmentarzy z daleka.
Jak wiadomo wszystko niszczeje, a drewno poddane warunkom atmosferycznym nie jest wyjątkiem.
A właśnie cmentarz na Rotundzie jest cały z drewna, jedynie ogrodzenie powstało z kamienia. Jest on uznawany za jedno z najznakomitszych dzieł Dusana Jurkovica - słowackiego architekta. Składał się pierwotnie z pięciu wież stylizowanych na gontyny zwieńczonych krzyżami. Środkowa najwyższa z nich miała wysokość 16 metrów, a okalające ją po 12 metrów. Na podstawie centralnej wieży można było odczytać inskrypcję:

KLAG NICHT, DASS UNSER
GRAB DER STURM UMHEULT
AUF DIESER EINSAM
MENSCHENEFREN HOHE 
HIER SIND DEM RUF DER
EWIGKEIT WIR NAHER, UND FRUHER
WIRFT ARMORGENDLICH DIE
SONNE IHR PURRURFAHRTUCH
LEUCHTEND UBER UNS

NIE UŻALEJCIE SIĘ, ŻE  WOKÓŁ NASZYCH 
GROBÓW HUCZĄ WICHRY
NA TYM SAMOTNYM WZGÓRZU
DALEKIM OD LUDZI
TU BLIŻEJ JESEŚMY
WEZWANIU WIECZNOŚCI, TU
KAŻDEGO RANKA 
SŁOŃCE WCZEŚNIEJ NAS KRYJE
CAŁUNEM PURPURY

Na cmentarzu znajdują się 4 mogiły zbiorowe i 20 pojedynczych. Spoczywa tutaj 42 austro - węgierskich i 12 rosyjskich żołnierzy. Same groby ułożone są w symetryczny do ogrodzenia krąg, a na nich stoją krzyże łacińskie i dwuramienne krzyże z daszkiem.

Mamy już trzy wieże! 
Pozostałosci wspomnianej wieży triangulacyjnej (?)

Od chwili gdy go postawiono nikt się o niego nie troszczył. W maju 1979 wieże były jeszcze oszalowane. Natomiast rok później zostały tylko ruiny trzech z pięciu wież. Mimo wpisania do rejestru zabytków nie podjęto żadnych prac konserwatorskich.
W osiemdziesiątą rocznicę Bitwy Gorlickiej  (1995 r.) poczyniono starania by przywrócić cmentarzowi dawny blask. Dzięki pomocy Austriackiego Czarnego Krzyża zaczęto oczyszczanie terenu cmentarza. Jakiś czas później zawiązano Stowarzyszenie Społeczny Komitet Odbudowy Cmentarza Wojennego na Rotundzie. W roku 2004 przy pomocy Austriackiego Czarnego Krzyża udało się wykonać tabliczki memoratywne i nowe krzyże. W 2008 roku zrekonstruowano jedną z wież a w 2009 kolejną.  W 2014 została ukończona rekonstrukcja trzeciej wieży której fundamenty zrobiono rok wcześniej. W 2016 roku zostały odbudowane dwie ostatnie wieże.

I tak oto niemałym wysiłkiem udało się przywrócić cmentarz do stanu pierwotnego.

Pamiętamy po części etapy odbudowy tego pięknego cmentarza. Pierwszy raz to miejsce dane było mi (Kubie) poznać w gimnazjum, kiedy przechodziliśmy tędy ze szkolną wycieczką. Młody człowiek był, głupi, i niezbyt się tym faktem interesował. A nikt się nie kwapił by temat poruszyć. Jak przez mgłę pamiętam sterczące kikuty w miejscu dawnych wież. Do dziś żałuję, że nie miałem wówczas aparatu.. Kolejny raz pojawiliśmy się tutaj już razem, ale miało to miejsce dopiero w roku 2012. Był to grudzień, śnieg miejscami po pas i wyżej - ale warto było się męczyć, bo widok na szczycie zachwycał - dwie wieże stały dumnie pośród oszronionego lasu. niestety 3 kolejne czekały na swój "dzień". Kiedy znów tu zajrzeliśmy, fundamenty pod kolejną wieżę już były wylane, przygotowano też kamienną podmurówkę. Kolejna nasza wizyta, i - już trzy wieże były gotowe, a pod kolejną przygotowano już miejsce. Ostatni raz zaglądaliśmy tutaj wiosną 2018 roku. Cmentarz prezentował się bardzo majestatycznie. Po wielu latach starań i ciężkiej pracy wielu ludzi, pochowani tutaj żołnierze mają godne miejsce spoczynku. Oby tylko nie brakło sił i środków do opieki nad odbudowanym z takim trudem cmentarzem.

I koniec historii. Można powiedzieć "happy end" - stoją wszystkie wieże. Pięć wież..

Przez szczyt Rotundy wiedzie czerwony Główny Szlak Beskidzki (do 2000 roku wiódł on stokiem góry). Marsz na tym odcinku daje nieco w kość, ale też i jest bardzo przyjemny. Niższe partie góry porasta las mieszany, jesienią bardzo kolorowy. Wyżej zaś przeważa buczyna - buki dumnie pną się do góry. Ciekawe wrażenie robią ich jasne, aż błyszczące pnie. Szlak czerwony, wespół z czarnym szlakiem cmentarnym pną się do góry momentami prosto, "pod prąd".Niestety Rotunda zmienia się w ostatnich latach. LP przeprowadziły stokami góry szeroką drogę leśną, stworzoną w celu wywózki tutejszego bogactwa - drewna. Koło bazy SKPB Warszawa, w miejscu dawnej kładki wznosi się teraz wielki,betonowy most. Nie taki Regietów pamiętamy. Ale mamy nadzieję, że i Rotunda, i okolica zachowa swoje piękno.
Kto był na szczycie zauważył zapewne dziwne elementy metalowe koło wieży - są to pozostałości wieży triangulacyjnej, którą tutaj postawiono.

Rotunda jest jednym z takich kultowych miejsc w Beskidzie Niskim. Zapewne m. in. z powodu tutejszego cmentarza - jest to drugi najczęściej odwiedzany (po cmentarzu na Przełęczy Małastowskiej) cmentarz z Wielkiej Wojny w Beskidzie Niskim. Ale sama w sobie góra ma coś wyjątkowego. Nie tylko krwawa historia przyciąga ludzi - sam szczyt również..
Warto tutaj zaglądać. Podejście, chociaż miejscami lekko strome, jest bardzo przyjemne. Zachęcamy Was do tego gorąco - szczególnie teraz, latem. Tym bardziej, że u stóp góry, w Regietowie Niżnym, gospodarzy latem baza namiotowa SKPB Warszawa. Wyśpicie się w suchym namiocie, napijecie wrzątku z miętą - czego chcieć więcej? Przecież nie internetów :)

Pozdrawiamy!





Źródła inf.:
Luboński P., 2012, Beskid Niski. Przewodnik dla prawdziwego turysty
J. Majewski Cmentarze z I Wojny Światowej w Beskidzie Niskim i na Pogórzu
www.wikipedia.org
www.polskiekrajobrazy.pl

niedziela, 15 lipca 2018

Oczami wędrowca - Surowica

Witajcie,

dzisiaj chcemy zabrać Was na spacer po terenach kolejnej nieistniejącej już wsi na terenie Beskidu Niskiego. Może zachęcimy Was do odwiedzin tego cichego, ale ciekawego miejsca? Zapraszamy na wspólny spacer po Surowicy.

Surowica leży częściowo w dolinie potoku Moszczaniec, a częściowo w dolinie rzeki Wisłok - tutaz resztą wspomniany potok do Wisłoka wpada. Od północy wieś sąsiadowała z Darowem (również już nieistniejącym) a od południa sięgała niemal do Moszczańca. Od wschodu granica wsi opierała się o stoki Kiczery (572 m n. p. m.) a od zachodu graniczyła z Polanami Surowicznymi, a po części zamykały ją stoki bezimiennego wzgórza.

"Małe Sakralia" z Surowicy


Niejasne są jej początki. Sama nazwa wsi sugeruje, że osadę tworzono od podstaw - lokowano ją na "surowym korzeniu". Zapewne tak też i było, ponieważ rodowód wsi jest dość odległy, i sięga XIV wieku. Była to wtenczas swoista "wyspa", gdyż osad wtenczas było w górach jak na lekarstwo. Pierwsza wzmianka o niej pochodzi z 1361 roku - jest wymieniona w dokumencie lokacyjnym Wisłoka jako już istniejąca osada. Pojawia się wtenczas pod nazwą Surowicze. Nie wiadomo, kto wtenczas był jej założycielem, prawdopodobnie powstała częściowo samorzutnie, a może za sprawą braci Piotra i Pawła z Węgier - oni to bowiem otrzymali wtedy od króla Kazimierza Wielkiego duże nadziały ziemi właśnie na tym obszarze. Oficjalny dokument lokacyjny wieś otrzymała bowiem dopiero w 1549 roku, a wydał go starosta sanocki Piotr Zborowski. Wieś wtenczas już całkiem nieźle funkcjonowała. Jeszcze w roku 1523 liczyła ona 12 dworzyszcz (gospodarstw) plus sołectwo, czyli "działka" sołtysa.  Dokument lokacyjny (oczywiście na prawie wołoskim) otrzymali tutejsi bracia, niejacy Miśko i Waśko. Wieś stała się królewszczyzną. W roku 1565 naliczono we wsi 29 kmieci.

O tym, że była to już wtedy znacząca osada, mówi fakt, iż w Surowicy odbywały się tzw. "sądy kopne. Mieszkańcy wsi zobowiązani byli na "obrady" przygotowywać odpowiednie liczby zajęcy i "grosza".
Zapewne w XVIII wieku, po zajęciu tych terenów przez Cesarstwo Austrii, wieś została sprzedana w ręce prywatne. Niewiele wiadomo o tamtym okresie, w Surowicy raczej nie miały miejsca wydarzenia godne uwagi "wielkiej historii". Ale osada na pewno się rozwijała, i to prężnie. W roku 1880 spis odnotował 469 mieszkańców, w przytłaczającej większości greckokatolickich Rusinów (Łemków). Mieszkała tutaj tylko jedna rodzina żydowska. Wieś była własnością rodziny Czartoryskich. Podobnie jak i okoliczne wsie, także i przez Surowicę przeszły w XIX wieku m. in. epidemie cholery.
Właściwie można przejść od razu do XX wieku. Wielka Wojna nie przyniosła tutaj wielkich zniszczeń - walki toczyły się co prawda stosunkowo niedaleko, bo w rejonie przełęczy Beskid nad Czeremchą, jednak wieś nie ucierpiała zbytnio. Jednak dla mieszkańców na pewno uciążliwe były przemarsze wojsk, rekwizycje żywności i innych materiałów, mających dla żołnierzy jakieś znaczenie. Tym bardziej, że zima 1914/15 była bardzo sroga..

cmentarz zlokalizowany przy miejscu po cerkwi

a to nowszy cmentarz, położony na przeciwległym stoku, za potokiem


Po zakończeniu działań wojennych na tym obszarze nie było spokoju. Otóż odrodziła się w 1918 Polska (w tym roku obchodzimy 100 lecie tego wielkiego wydarzenia) a u jej prawego "boku" zrodził się nowy twór państwowy - Zachodnioukraińska Republika Ludowa. Dolina Sanu, Wisłoka i Wisłoki stały się obiektem zainteresowań zarówno jednej, jak i drugiej strony. Dodatkowo sami Łemkowie, coraz częściej świadomi narodowo, poczęli dążyć do własnej państwowości. Tak powstała proukraińska "Republika Komańczańska", która powstała z myślą połączenia się z ZURL -em. Surowica była jedną z najbardziej na zachód wysuniętych wsi tej swoistej "konfederacji". Tutaj też stacjonowała łemkowska żandarmeria. Po obaleniu Republiki, obszary te stały się częścią II RP, i tak pozostało do roku 1939.
Warto nadmienić, że Surowica była siedzibą parafii, do której należały także Darów i Moszczaniec. Msze odprawiano co niedzielę w innej miejscowości. Ostatnią cerkiew w Surowicy zbudowano w 1910 roku, w miejscu starszego obiektu. Nowa cerkiew wzniesiona została w tzw. narodowym stylu ukraińskim, i była bardzo podobna do stojącej po dziś dzień cerkwi w Daliowej. Jej zdjęcie możecie zobaczyć np. tutaj.  Zdecydowaną większość mieszkańców stanowili grekokatolicy. W roku 1931 żyło we wsi 506 osób w 78 domach. Kilka lat później, w  1939 r. mieszkało tutaj 550 mieszkańców, z czego tylko 15 było Żydami - resztę stanowili Łemkowie obrządku wschodniego. Nie dotarły tutaj echa schizmy tylawskiej, i wszyscy pozostali przy kościele unickim. Mieszkańcy mieli całkiem niezłe stosunki z sąsiadami, w tym także z głównie zamieszkałą przez Polaków Posadą Jaśliską.

Gospodarstwo zlokalizowane w Surowicy

To niedaleko wspomnianego gospodarstwa. Ten element kamienny po lewej bardzo przypominał cokół kapliczki.

Po wybuchu II wojny światowej przez okoliczne lasy przedzierali się kurierzy niosący ważne materiały czy broń z Londynu do Warszawy i odwrotnie. Nie wiemy jaki był wówczas stosunek surowiczan do działań Polaków - czy byli nastawieni wrogo jak mieszkańcy sąsiednich Polan Surowicznych, czy też może wręcz odwrotnie? Trudno odpowiedzieć na to pytanie.

Jesienią 1944 roku prawie połowa zabudowy wsi spłonęła. Były to skutki zaciętych walk radziecko - niemieckich toczonych w ramach operacji dukielsko - preszowskiej. Dodatkowo w okolicy zaczęły grasować bandy UPA, w tej części miejscami mile widziane. Nie były to dla mieszkańców Surowicy łatwe czasy. Nic też dziwnego, że w kwietniu 1946 roku duża część mieszkańców zgodziła się na wyjazd na sowiecką Ukrainę w ramach wymiany ludności. Zapewne część wyjechała dobrowolnie tylko w cudzysłowiu, niemniej opowieści o  "mlekiem i miodem" płynącej Ukrainie zrobiły swoje.
We wsi pozostało tylko 15 mieszkańców, ale i oni nie cieszyli się spokojem - w 1947 roku zostali wysiedleni na Ziemie Odzyskane. Samą cerkiew rozebrano kilkanaście lat po wysiedleniach - na pewno istniała jeszcze w 1958 roku. Materiał z rozbiórki miał zakupić milicjant z Jaślisk. Przed rozbiórką PGR wykorzystywał budynek jako stodołę. Zabudowa wsi została również zniszczona -  budynki posłużyły do odbudowy polskich domów lub jako opał. Wieś przestała istnieć.
"Gospodarzem" na terenach dawnej wsi został PGR Moszczaniec. Pracowali tutaj też i więźniowie z okolicznych Zakładów Karnych (podobnie jak w Darowie). W latach 90 XX wieku miejsce PGR- u zajął Igloopol, a po jego upadku właściwie gospodarzy tu jakieś prywatne gospodarstwo rolne, wykaszane są łąki.
Ujście Moszczańca do Wisłoka

Droga przez Surowicę miejscami łudząco przypomina trasę do Polan Surowicznych

Przez teren wsi wiedzie bita droga do leśniczówki. Przy niej zaś, na wzniesieniu nad brzegiem Moszczańca znajduje się cerkwisko i stary cmentarz: rozpoznać to miejsce można z daleka, po okalającej je kępie wysokich, starych drzew. Na cmentarzu, mocno sfatygowanym zachowało się kilka mniej lub bardziej zniszczonych krzyży, cerkwisko również można rozpoznać po nienaturalnie płaskim gruncie. Obok cerkwiska wiedzie polna droga, i przechodzi brodem na drugą stronę potoku. Warto się nią udać, bowiem na przeciwległym wzniesieniu znajduje się drugi cmentarz, nowszy, a na nim 13 nagrobków, bardzo ładnych i godnych uwagi. Cmentarz łatwo jest wypatrzeć z daleka po rosnących nań świerkach. Oprócz cmentarzy (remontowanych w 2003 roku przez wolontariuszy "Magurycza") spotkać można, idąc drogą przydrożny krzyż ( niedaleko gospodarstwa) - warto do niego podejść z drugiej strony, polną drogą odbijającą od drogi bitej. Przy szlaku zielonym, po drugiej stronie potoku znajduje się drugi krzyż - ale do niego nigdy nie dotarliśmy bo hamowała nas zimna woda (bywaliśmy tutaj wiosną i jesienią).  Przy drodze (warto nadmienić, że powstała po wojnie) spotkacie jeszcze jedną kapliczkę, ułożoną z kamieni rzecznych - chociaż znajduje się na blisko granicy z Darowem, i niekiedy uznawana jest już za przynależną do Darowa. Na terenie Surowicy znajduje się również leśniczówka "Darów". Pan leśniczy to człowiek bardzo miły i uczynny - kiedy dreptaliśmy do Darowa Pan leśniczy ostrzegał nas przed niedawno widzianym w okolicy niedźwiedziem. Pod pretekstem "odwiedzin w chatce myśliwskiej" znajdującej sie w Darowie podwiózł nas kawałek, tak byśmy minęli sady w których misio ucztował. Co prawda już go nie było, jednak i tak byliśmy wdzięczni za miły gest. Jeśli już mowa o leśniczych i leśniczówce - to przy drodze, kilkaset metrów za mostem na Wisłoku stoi kapliczka - pomnik poświęcona Świętemu Hubertowi, postawiona tutaj w 2006 roku.

Jeszcze jeden rzut oka na cmentarz zlokalizowany przy cerkwisku. Cerkwiskiem i cmentarzami opiekuje się rodzina Pana leśniczego. 

Przy drodze do Moszczańca znajdziecie duży plac, częściowo utwardzony. Dawniej tutaj właśnie gospodarzyli węglarze, wypalający węgiel drzewny w retortach. Dymy unosiły się wysoko,można je było podziwiać np. z Bani Szklarskiej. Obecnie już tutaj nie zaglądają, ale na placu  można jeszcze znaleźć malutkie węgielki. Przez Surowicę ciągnie zielony szlak pieszy z Moszczańca dalej do Darowa i Puław. Ciekawa trasa, urozmaicona terenowo. Oprócz tego wiodą tędy szlaki konne.
Można tu swobodnie dojechać też rowerem z szosy Jaśliska - Cisna wygodną drogą bitą- wiedzie ona, dość okrężnie aż do Wisłoka, i fani górskich przejażdżek mogą ją przetestować.
Surowica sprawia wrażenie nieco smutnego miejsca. Ludzi tu za często nie spotkanie, jest cicho, momentami wręcz ponuro. Ale zarazem tajemniczo. Ciekawe wrażenie robi ujście Moszczańca do Wisłoka - iście książkowy obrazek. Można też i wejść w tych stronach na niedźwiedzia, więc warto mieć się na baczności.
Warto tu się wybrać, odnaleźć cmentarze, pomodlić się, a potem schłodzić nogi w potoku, i podziwiać okoliczne, piękne wzgórza. Jednak nie jest to chyba miejsce dla każdego. Trzeba chyba lubić i spokój, i Beskid, i jego historię, by poczuć się tutaj dobrze. Nam się tutaj podoba, jednak też (jak zawsze) po części trudno nam zrozumieć, ile pracy włożono w to by.. wymazać wieś z map. Bo niewiele tu po Surowicy pozostało. Jednak miejsce to Wam bardzo polecamy, tutaj Beskid Niski wygląda jakby inaczej. Jednak wciąż pięknie.

To chyba tyle z naszej strony, mamy nadzieję, że ten krótki wpis się Wam spodobał. Dziękujemy za odwiedziny, i zachęcamy do wakacyjnego poznawania Beskidu Niskiego. Do zobaczenia na szlaku!



Źródła inf.:
Kłos S., 2010, Krajobrazy nieistniejących wsi..
Grzesik W., Traczyk T., Wadas B., 2012, Beskid Niski od Komańczy do Wysowej
Luboński P., 2012, Beskid Niski. Przewodnik dla prawdziwego turysty
cerkiewne.tematy.net
www.apokryfruski.org

niedziela, 1 lipca 2018

Balnica

Witajcie
dziś chcieliśmy Was zabrać w podróż do wsi, która jest kojarzona głównie z tym, że znajduje się tam przystanek kolejki wąskotorowej. My postanowiliśmy sprawdzić co z niej tak naprawdę pozostało. Zapraszamy Was na pacer po wschodnich krańcach Łemkowyny.

To nie przelewki ;)

Spacer drogą przez Balnicę to prawdziwa przyjemność

Tereny należące do dawnej Balnicy leżą w dolinie potoku noszącego tą samą nazwę, a wpadającego w Maniowie do Osławy. Od południa wieś dochodziła do opadających stoków góry Balnica (711  n. p. m.) i sięgała niemal samej obecnej granicy polsko - słowackiej. Na północy wieś graniczyła z Maniowem. Od wschodu i zachodu wioskę otaczały wzgórza, m. in. Kiczera (848 m n. p. m.) od zachodu czy bezimienne wzgórza od wschodu.

Wioska ta jak i wiele innych rusińskich powstała w XVI wieku, a dokładniej w 1549 roku. Powstało ona na tzw surowym korzeniu, a jej założycielem był Iwan Steczowicz ze Stecza. Zgodę na lokowanie osady wydał starosta sanocki Piotr Zborowski. Nazwa wsi pierwotnie brzmiała Bannica i wzięła się niemal na pewno od potoku nad którym leżała. Obecna nazwa wzięła się prawdopodobnie od bani - dawniej tak określano słone źródła.

Pozostałości budynku, nie znamy jego przeznaczenia

Kapliczka przy Cudownym źródełku

Początki wsi do łatwych nie należały. Lustracja dóbr królewskich w 1565 roku odnotowała 7 gospodarzy, gospodarzących na 5 łanach. Osiadłe rodziny wtenczas dalej karczowały puszczę.
Ciekawe jest to, że w 1560 próbowano, ale bez powodzenia lokować na gruntach Banicy kolejną osadę - Banniczkę. Z czasem jednak wieś powoli wychodziła "na swoje" i w roku 1616 było we wsi już zagospodarowanych 17 łanów. Pierwszy młyn na potoku Balnica odnotowano w 1640 roku.
Nie łatwe było życie u stóp bieszczadzkich szczytów. Również bliskość granicy węgierskiej nie zawsze sprzyjała ciężko pracującym mieszkańcom. W dobie potopu szwedzkiego wieś zniszczyli żołdacy Rakoczego. Miało to miejsce w 1657 roku. Niespełna 30 lat później na wieś napadli z kolei tołhaje, czyli węgierscy zbójnicy, i ponownie zrabowali odradzającą się osadę. Straty wyliczono wtenczas na 4 tysiące (ówczesnych) złotych. Potem było tu raczej spokojnie. W roku 1772 Balnica w ramach I rozbioru Polski została włączona do granic Cesarstwa Austriackiego. Niewiele wiadomo o tym okresie. Wieś rozwijała się, przybywało mieszkańców, działała karczma, młyn, wieś została też sprzedana w ręce prywatne.

Rozglądając się uważnie, można dostrzec przy drodze stare krzyże żeliwne


W XIX wieku miały miejsce ważne dla wsi wydarzenia. Pierwszym było zniesienie pańszczyzny w 1848 roku. Wydarzenie to uczczono pamiątkowym krzyżem, "pańszczyźnianym". Stoi on do dziś przy leśnej drodze. Drugim wydarzeniem było poprowadzenie przez wieś linii kolejki wąskotorowej, otwartej w 1898 roku. Co ciekawe, tutaj też zbudowano jedną ze stacji. Kolejka obsługiwała okoliczne lasy - zwożono nią ścięte drewno do okolicznych tartaków. Kolejka ta jest dzisiaj jedną z największych atrakcji Bieszczadów. Przez wiele lat nieużytkowane torowiska niszczały, jednak w 1997 roku działalność została wznowiona. Mimo, że dzisiejsza linia to zaledwie niewielki fragment dawnej, potężnie rozwiniętej sieci, to jednak wciąż robi olbrzymie wrażenie.

Ciekawostka jest tutejsza murowana kaplica zbudowana przy cudownym źródełku. Według legendy onegdaj przybył do Balnicy wędrowny niewidomy did (dziad), chodzący od domu do domu i żebrzący "co łaska". Był to czas wielkiej suszy - górskie potoki i źródełka powysychały, i wędrowca męczyło pragnienie. Gdy tak przysiadł sobie przy drodze, strudzony daleką drogą, posłyszał szum wody. Poprosił więc przechodzącego chłopca, by przyniósł mu z tego miejsca kubek wody. I rzeczywiście, chłopiec we wskazanym miejscu znalazł bijące źródełko! Nabrał więc wody i zaniósł starcowi. Gdy mężczyzna ugasił pragnienie i obmył pokrytą kurzem twarz - odzyskał wzrok! Niektórzy mieszkańcy byli świadkami tego niecodziennego wydarzenia, więc wieści szybko się rozniosły. Zaczęli tu przybywać licznie okoliczny mieszkańcy, chorzy, by napić się wody i obmyć chore ciało. Wzniesiono tu także okazałą kapliczkę. Kiedy? Dokładnie nie wiadomo, na pewno stała już 1879 roku. Po wysiedleniach popadła w ruinę, ale od zguby uratowało ją Stowarzyszenie "Magurycz" w 1998 roku. Można ją podziwiać do dziś, chociaż skrytą w lesie. Prowadzi do niej na szczęście ścieżka i mostek przerzucony przez potok.

Miejsce po cerkwi i cmentarz




Wieś posiadała własną cerkiew, aczkolwiek nie była samodzielną parafią. Wierni grekokatoliccy (Łemkowie) należeli do parafii w Maniowie, a rzymskokatolicy (Polacy) do parafii w Bukowsku, a od 1927 roku w Komańczy. Cerkiew tu jednak oczywiście istniała, chociaż wzniesiono ją późno, bo dopiero w 1856 roku. Z wyglądu była bardziej zbliżona do kościoła niż cerkwi, i swoją prostotą mocno odbiegała od znanych nam świątyń łemkowskich. Jak wyglądała zobaczycie np.tutaj.

Podczas Wielkiej Wojny w okolicy toczono ciężkie walki m. in. w rejonie Chryszczatej. Balnica również poniosła straty - zniszczeniu uległa m. in. żydowska karczma w 1915 roku. W roku 1918 wieś dołączyła do Republiki Komańczańskiej. Nowa granica rozdzielająca Polskę i Czechosłowację biegła zaraz na południe od wsi. Utrudniało to życie mieszkańcom, przywykłym do swobodnego poruszania się po okolicy. Co ciekawe, około kilometrowy odcinek kolejki również znalazł się w granicach Czechosłowacki. Z tego powodu każdy pociąg przejeżdżający tą linię musiał być eskortowany przez Straż Graniczną, która zresztą miała we wsi swoją placówkę. Dopiero po korekcie granic w 1938 cała linia znalazła się na terytorium Polski. W roku 1921 mieszkało w Balnicy 470 osób: 426 grekokatolików (Rusinów), 33 Żydów i 33 rzymskokatolików (głównie Polaków, ale także kilku Rusinów - wiernych kościoła łacińskiego).
W miedzywojniu działał tu m. in. tartak wodny, młyn, olejarnia, mieszkała tu zielarka (Sofija Bilo), i rzecz jasna działała karczma prowadzona przez rodzinę żydowską.
Po 1939 roku miejsce Straży Granicznej zajął niemiecki Grenzschutz. W 1942 naliczono we wsi 78 domów, z czego dwa zamieszkiwali Polacy (rodziny Górnych i Podstawskich) a dwa rodziny żydowskie, wywiezione później przez Niemców.  Miejscowość nie znalazła się na bezpośredniej linii frontu, niemniej np. w 1944 rozebrany został dach cerkwi. W 1945 roku wieś znalazła się w strefie wpływów przybyłej ze wschodu UPA, de facto banderowcy tutaj byli "gospodarzami". Pierwsze wysiedlenie miało miejsce w 1946 roku, kiedy to na Ukraine wywieziono mieszkańców z 57 domów. Pozostawione budynki zniszczyła UPA - część przeznaczyła na budulec schronów w lasach, a resztę spaliła.Kolejne wysiedlenie miało miejsce  w 1947 roku - wtedy wywieziono ostatnie 85 mieszkających tu osób (Rusinów). Polacy opuścili wieś w obawie przed banderowcami.

Krzyż tzw. Pańszczyźniany


A tutaj już przy stacyjce

Opuszczone zabudowania spalili upowcy - pozostała tylko cerkiew i jeden budynek w rejonie stacji kolejki. Sama kolejka również została zdewastowana - banderowcy niszczyli mosty, przepusty i torowiska...
Wieś przestała istnieć. Wkrótce rozebrano cerkiew, a budulec z niej pozyskany posłużył np. do budowy stajni w Woli Michowej. Wieś pochłonęły lasy..
Co pozostało więc do dzisiaj?
Jeśli zaczniecie spacer przez Balnicę w Maniowie, i pójdziecie leśną drogą w kierunku granicy (wiedzie nią polsko - słowacka ścieżka edukacyjna) to dojdziecie najpierw do wspomnianej w teście kapliczki, a potem do przydrożnych krzyży. Wszystkie (jest ich 3) spotkacie po lewej stronie idąc od Maniowa.  Idąc dalej dojdziecie do krzyża pańszczyźnianego - tutaj jednak trzeba odbić na prawo, na leśna drogę - Zejście to jest przy drugim schronie turystycznym (drewnianej wiacie) więc traficie łatwo. Drogą tą idziecie jakieś 300 - 500 metrów. Nieco pod górę. Krzyż będzie po Waszej prawej stronie.
Ogólnie po drodze towarzyszy nam często ściana lasu, niekiedy majestatycznie wspinająca się na strome stoki okolicznych stoków. 
Na terenie wioski jest też miejsce po cerkwi i cmentarz wiejski. Cerkwisko znajdziecie w okolicach pierwszej napotkanej wiaty -jest po lewej stronie (idąc od Maniowa) na niewielkim wzniesieniu. Znajdziecie tam kilkanaście starych i współczesnych krzyży nagrobki, a wiosną zobaczycie zarysy cerkwiska. Bliżej zaś granicy państwowej traficie na stację kolejową - jest tu sklepik, i w sezonie często tłumy ludzi niestety. Ale coś za coś jak to mówią.. Można stąd udać się w dalszą wędrówkę idąc torami, albo szlakiem, co kto lubi. Wczesną wiosną lub późną jesienią wędrowcy mogą też zobaczyć niekiedy pozostałości zabudowy dawnej wsi - podmurówki czy też charakterystycznie zniwelowany teren pod zabudowę. Oczywiście też towarzyszyć Wam będą drzewa owocowe, głównie jabłonie, szczególnie pięknie wyglądające wiosną.
Balnica ma też swoje skromne miejsce na kartach archeologii czasów współczesnych - otóż w kwietniu 2006 roku odkopano na terenie Balnicy dzwon cerkiewny, pochodzący prawdopodobnie z tutejszej dzwonnicy - obecnie obiekt ważący 625 kg jest jednym z zabytków w zbiorach MBL w Sanoku. Jak udało się ustalić, dzwon wykonano w Przemyślu w ludwisarni Felczyńskich w latach 20. XX wieku.

Fotograf się po kilkunastu sekundach odsunął.. :)

A to zdjęcie drugiej połowy zespołu


Przez Balnicę wiodą dwa szlaki piesze - żółty dojściowy z Woli Michowej do szlaku granicznego, oraz wspomniany niebieski szlak graniczy. Jest też polsko - słowacka leśna ścieżka edukacyjna Udava - Solinka. Na jej trasie zobaczyć można m. in. pokazowe żeremie bobrów w Balnicy, oraz kilkanaście innych przystanków, znaczonych tablicami informacyjnymi. Tutaj jeszcze dodamy, że jeszcze w Mikowie, ale blisko Balnicy, stoi przy drodze pomnik poświęcony kurierom przedzierającym się przez Bieszczady dalej na Węgry, i do krajów walczących z hitlerowcami. Prawdziwi bohaterowie, zasługujący na nie mniejsze uznanie niż żołnierze walczący z bronią w ręku na froncie.

Ogólnie Balnicę polecamy tym turystom, którzy umiłowali sobie ciszę i spokój. Bo poza gwarną stacyjką, jest tu cicho. Na majówce spotkaliśmy tutaj zaledwie jednego cyklistę i trójkę znakarzy z psem. Jest tu cicho i pięknie. Ale uważać trzeba, bo istnieje tutaj możliwość spotkania z niedźwiedziem. Ok, misie są fajne, ale w bajkach - na żywo za takie przyjemności dziękujemy. Niemniej idąc cicho można spotkać pasące się sarny, jelenie, na drodze często wylegują się w upalne dni gady, a nad głowami unoszą się drapieżne ptaki, poszukujące swoich ofiar. Pośród drzew kryją się ptaki i umilają wędrówkę swoimi trelami. Różnice terenu nie są bardzo duże, wiec marsz nie da się Wam bardzo we znaki. Można tutaj na prawdę odpocząć. Chociaż My Bieszczad raczej nie trawimy za przerośniętą turystykę itp. to jednak tutaj czuliśmy się.. jak w domu. Jak na naszym kochanym Beskidzie. Sami pośród lasów. Ale tez ze świadomością, że ziemia po której stąpamy, jest naznaczona historią.

Pokazowe jezioro bobrowe niedaleko stacyjki


Dzwon z Balnicy w MBL w Sanoku

Taka drobna rada - jeśli idziecie z Balnicy do Solinki, to wygodniej jest iść torowiskiem niż szlakiem. Na pewno ciekawiej, bardzo polecamy. Tylko nie wejdźcie pod pociąg! My podzieliliśmy się na dwie grupy: jedna (Sara i ja) poszła z Maniowa przez Balnicę do Solinki, a druga (Danusia z siostrą) dotarła do Balnicy ciuchcią. I każda grupa była zadowolona. Warto więc tak spróbować - ciekawie jest się spotkać tak na stacyjce w tym karpackim lesie, z dala od domów..

Cóż, z naszej strony to chyba tyle. Nie możemy zdradzić wszystkiego - wtedy nie mielibyście po co tu przyjeżdżać. Bardzo Wam polecamy poznanie tej wschodniej granicy Łemkowyny. Miejsce pełne historii i ciekawych miejsc.

Do zobaczenia na szlaku!





Źródła inf.:
Kłos S., 2010, Krajobrazy nieistniejących wsi ...
www.twojebieszczady.net
cerkiewne.tematy.net
pl.wikipedia.org
www.apokryfruski.org