Zanim wejdziesz, przeczytaj :)

1) Materiały wykorzystane przez nas ( zdjęcia, rysunki, opisy ) służą tylko celom dydaktyczno - informacyjnym, nie czerpiemy z działalności żadnych korzyści. Wykorzystujemy materiały zarówno własne, jak również pozyskane w internecie, lecz tylko by ukazać czytelnikom piękno naszego świata :). Materiał internetowy pozyskujemy legalnie (nie jest on zastrzeżony prawami autorskimi, pochodzi ze źródeł masowych i edukacyjnych) - nie kradniemy niczyjej pracy. Jeśli jednak znajdziesz u nas swoje materiały bez wyraźnej zgody (mogło zdarzyć się niedopatrzenie z naszej strony) i poczujesz się urażony - prosimy, poinformuj nas, a natychmiast znikną one z naszych łamów :)
2) Blog nie ma charakteru naukowego. Jest to strona popularyzatorska. W miarę naszych możliwości (i ponieważ historia to nasze hobby) staramy się jak najwięcej umieszczać informacji historycznych oraz korzystać z literatury tematycznej, niemniej nie gwarantujemy "nieomylności" :)
3) Ilustracje opatrzone znakiem wodnym są naszą prywatną własnością. Jeśli znalazłeś tutaj przydatną ilustrację - napisz do nas. Podobnie rzecz ma się z zamieszczanymi tekstami.

Komentarze

Przywracamy możliwość komentowania wpisów na blogu. Oczywiście przypominamy, że komentarze anonimowe nie będą mogły liczyć na odpowiedź :)

niedziela, 24 listopada 2019

Przez łemkowskie góry: Piotruś

Witajcie!
dzisiaj zabieramy Was na spacer nieco bardziej wymagający. Fajnie się kluczy dolinami, prawda? Ale moze nawet przyjemniej jest wdrapywać się na szczyty. Pot, zmęczenie, podrapane ręce i nogi.. I ta radość, gdy wejdzie się na górę. Poczucie wolności. O tak, wolność - to chyba kochamy w tych łemkowskich górach najbardziej.
Tak więc dzisiaj wdrapujemy się na Piotrusia nad Zawadką Rymanowską. Piotruś jest piękny latem i jesienią - ale my poznaliśmy go zimą. I taki nam się podoba najbardziej.
Zapraszamy na krótki wpis.

W dolnej partii góry rośnie las iglasty

Przechodzący stopniowo w las mieszany

Piotruś (Pitrosa) to góra na pierwszy rzut oka niewysoka (mierzy 728 m n. p. m.), jednak łatwo zauważalna w krajobrazie Beskidu Dukielskiego, w skład którego wchodzi.
Sama nazwa ma pochodzenie zapewne wołoskie. Tam, gdzie docierali Wołosi, tam pojawiają się nazwy pietros, pitrosa etc. A samo słowo oznacza po prostu górę ze skalistym szczytem.

Szczyt jest porośnięty lasem, głównie piękną buczyną. Mimo jednak braku pięknych widoków, warto się tutaj wdrapać. Stoki, szczególnie wschodni, są stosunkowo strome, w wielu miejscach mają formę urwisk. I można podziwiać tutaj odsłonięte formy skalne uformowane z piaskowca cergowskiego. Góra jest nieco rozciągnięta z południowego wschodu na północny zachód. Niemniej zauważalna jest dość łatwo z dużych odległości przez swoją masywną, ale i kształtną formę.
Wędrując grzbietem i stokami można zaobserwować liczne wychodnie piaskowca. Zaobserwować można też szczeliny skalne. Jaskiń nadających się do penetracji niestety tutaj nie znajdziecie, więc grotołazi mogą być zawiedzeni.
Warto jednak przejść się ciągnącym przezeń żółtym szlakiem z Zawadki Rymanowskiej do Daliowej. Od strony Daliowej jest krótsze, lecz bardziej wymagające podejście.
Niemniej jednak sama góra nie jest typowym "wyciskaczem łez" i nawet słabsza kondycja pozwoli Wam spokojnie wejść na szczyt. Chociaż naturalnie nie będzie to całkiem lekki spacerek.
Wrażenie robią stoki. Miejscami strome, porosłe często poskręcanymi drzewami, przyciągają wzrok.
Szczególnie zwraca to miejsce uwagę w zimie - pokrywa śnieżna nadaje całości wręcz bajeczną formę.

Ale potem króluje już tylko piękna buczyna


Samą górę nawiedzać miał też Święty Jan z Dukli, pustelnik przez lata mieszkający w niezbyt odległej Trzciance. Jedno z bijących tutaj źródeł nosi jego imię. Źródełko ujęto w ram studni, zbudowano kapliczkę. Według legendy, miał przy nim odpoczywać Święty Jan podczas swoich wędrówek. Do studni i źródełka można dojść ścieżką, odbijającą od szlaku

Sam szczyt nazywany jest niekiedy Płazyną, a to ze względu na dość łagodny wierzchołek. Wędrując, właściwie nie można określić kiedy ścieżka wprowadziła nas na szczyt. Na szczęście z pomocą przychodzi tabliczka PTTK.

Im bliżej szczytu tym więcej śniegu. No i rzecz jasna chłodniej..


Piotruś zrobił na nas wrażenie zimą! Zimno, śnieżnie, wietrznie.. Co prawda nie można wtenczas podziwiać w całej krasie wspaniałego skalnego grzbietu, niemniej na prawdę góra robi spore wrażenie. Szczególnie lasy, zarówno buczyna, jak też i las iglasty w niższej partii. Idąc na szczyt spotkaliśmy drwali (właściwie to pilarzy) - musieli wejść na górę z całym osprzętem, ważącym na prawdę sporo. Taka refleksja, że wielu ludzi każdego dnia musi podjąć niemały trud walki z codziennością.. Na szczęście szczytu nie szpeci żadna widokowa konstrukcja.
Tutaj bowiem nie potrzeba widoków. Można tutaj poczuć się wolnym, i w spokoju kontemplować piękno przyrody, siłę natury..

Na górze prowadzone są często prace leśne - stąd też można wędrować po niej również stokówkami. Niemniej żadna na szczyt Was nie poprowadzi, a w sezonie zapewne można utonąć na nich w błocie.
Bardzo miło wspominamy sobie zimowe wyjście na szczyt. Szlak właściwie nieprzetarty, szansa na spotkanie kogokolwiek niemal zerowa. Prawdziwy odpoczynek od miejskiego zgiełku.

Jeszcze marsz samym grzbietem Piotrusia...

... i szczyt jest nasz!


Z naszej strony dzisiaj to tyle. Zachęcamy do wdrapania się na górę. Właściwie każdą porą.
Zaglądajcie na nasz profil na Instagramie - znajdziecie tam wiele zdjęć, zazwyczaj nie publikowanych na blogu.
Pozdrawiamy!






Źródła inf.:
Luboński P. (red.), 2012, Beskid Niski. Przewodnik dla prawdziwego turysty
ciekawe-miejsca.net
pl.wikipedia.org
krajoznawcy.info.pl
a przede wszystkim - własne wspomnienia :)



niedziela, 10 listopada 2019

Oczami wędrowca - Wernejówka

Witajcie!
Dzisiaj zabieramy Was na spacer po miejscu pięknym i cichym. Chociaż tą ciszę można momentami kwestionować. Jest to jedno z ciekawszych (naszym zdaniem) miejsc na wschodnich terenach Beskidu Niskiego. Dawniej była tutaj niewielka wioska, dzisiaj ślady po niej są bardzo skromne.
Zapraszamy do Wernejówki.

Widok na zabudowania gospodarcze w Wernejówce

stara droga wiejska, wciąż zresztą użytkowana

Tereny nieistniejącej dzisiaj Wernejówki rozciągały się w dolinie rzeki Wisłok, dość mocno w tym rejonie meandrującej. Od północy wieś sięgała osady Zawoje, również dzisiaj niezamieszkanej, a od południa podchodziła niemal pod Polany Surowiczne i Surowicę. Od strony zachodniej górował nad wsią szczyt Putyska (647 m n. p. m.) a od wschodu wioska opierała się o rozwijające się stąd Pasmo Bukowicy.

Początki Wernejówki sięgają wieku XVI. Wioskę lokowano w 1559 roku jako królewszczyznę. Lokował ją starosta sanocki Mikołaj Wolski. O tym że nie lekko się tutaj żyło, świadczy ponowna lokacja na prawie wołoskim w roku 1565 roku. Tym razem zasiedlenie się udało. Niemniej nigdy Wernejówka nie stała się dużą osadą. Żyło się tutaj biednie, z dala od większych miast.
Trudno powiedzieć coś więcej o dziejach wsi w kolejnych stuleciach. Niewiele miejsca pod zabudowę dawała dolina Wisłoka, w okresie wezbrań groźna i nieprzestępna. Wernejówkę nazywano też Werszejówką, od łemkowskiego określenia szczytu (łem. wersz).
Nie było tutaj zbyt wielu mieszkańców, we wsi działał jedynie wodny młyn, później również folusz i tartak. W roku 1880 mieszkało tutaj 109 mieszkańców, w znakomitej większości greckokatolickich Łemków.

Po drugie stronie Wisłoka

Warto przyjść i zobaczyć ciekawie ukształtowane, strome brzegi 

Samą cerkiew wzniesiono w Wernejówce dopiero w 1926 roku. Był to budynek drewniany, w wielu źródłach nazywany też kaplicą. Świątynia nosiła wezwanie: położenia sukienki na cudownym obrazie Matki Boskiej w Blacherni. Nietypowe wezwanie świątyni jak na beskidzkie warunki.
Wernejówka od zawsze była częścią parafii w Polanie Surowicznej.

W XX - leciu międzywojennym było tutaj około 20 gospodarstw. Funkcjonowały 2 gajówki, tartak, młyn oraz folusz. Przy cerkwi funkcjonował cmentarz.

Okres niemieckiej okupacji był spokojny. Dopiero po wyzwoleniu tych terenów przez RKKA przyniósł dla mieszkańców problemy. W latach 1945-47 tutejsi Łemkowie zostali wysiedleni. Znaczna część wyjechała na tereny Ukraińskiej SRR. Wieś opustoszała. Rozebrano zabudowę wsi, w tym i cerkiew. Tereny pól i osady zaczęły porastać lasy. Niewiele do dzisiaj przetrwało po dawnej osadzie - przy drodze wiejskiej do Polan Surowicznych przetrwał piękny, kamienny krzyż przydrożny z 1922 roku. Latem trudno jest go wypatrzyć - za to bardzo łatwo przeoczyć. Przy brodzie, prowadzącym do zabudowań jedynego tutaj gospodarstwa - stadniny znajdowała się cerkiew i cmentarz. Świątynia stała około 100 metrów od rzeki, na wzniesieniu. Miejsce po niej i po cmentarzu znaczy dzisiaj kępa większych drzew, oraz tablica informacyjna. Oprócz tego na terenie wioski znajdziecie stary przekop pod młyn, i resztki zabudowy mieszkalno-gospodarczej.
Wernejówka była wyludniona do lat 90. Wtedy tu pojawił się tutaj pewien człowiek, założył stadninę, zagospodarował znaczną część dawnej wsi. Jednak w roku 2008 w stadninie wydarzył się dramat - zginęło dwóch mężczyzn, zastrzelonych przez wspomnianego przybysza. Śmierć była owocem sporu o kobietę. W 2016 roku w stadninie wybuchł pożar. Mimo wszystko gospodarstwo działa po dziś dzień. O Wernejówce jest znowu cicho, milczą media.
Miejsce to stało się ostatnim czasem niejako obiektem wypoczynku letniego. Na brzegach rzeki wygrzewają się latem nawet mieszkańcy Krosna. Woda nie jest dla nich barierą - pokonują ją zazwyczaj za pomocą samochodów terenowych. Kwitnie tutaj rodzinna integracja, a nawet miłość 😍...

Miejsce po cerkwi i cmentarzu

Próżno tu szukać nagrobków...

Wszyscy zaś zgodnie i ze zdziwieniem patrzą na ludzi poszukujących tutaj śladów dawnej zabudowy. Co poradzić...
Warto tu wpaść nie tylko dla historii. Skaliste, strome i wysokie na kilkanaście metrów strome przełomy Wisłoka są warte uwagi. Prawdziwy raj dla fotografów. Również i spacery po okolicy pozwalają napawać się pięknem beskidzkiej przyrody. I tylko ślady dawnej osady są coraz trudniejsze do wypatrzenia. Chętni zgłębiania historii najlepiej niech zaglądają tutaj wczesną wiosną, kiedy trawa jeszcze nie rozpoczyna wyścigu do słonecznych promieni.

Co warto w Wernejówce i okolicy zobaczyć:
- miejsce po cerkwi i cmentarzu
- krzyż przydrożny z lat 20 XX wieku
- ślady po zabudowie gospodarczej
- w sąsiedniej wsi Zwoje (nieistniejącej) cmentarz i miejsce po cerkwi, oraz dobrze zachowane piwnice
- przełomy skalne na Wisłoku
- piękne okoliczne krajobrazy

Kuszące widoki

Jedyny krzyż przydrożny w dawnej wiosce

Przez samą Wernejówkę nie prowadzi żaden znakowany szlak turystyczny. Jednak ciągną tędy stosunkowo wygodne drogi dla piechura. Można dojść stąd m. in. do Polan Surowicznych, Jaślisk czy Puław.
Dzisiaj na tyle. Mamy jednak nadzieję, że nie zraziła Was krótka forma tego wpisu. Chcemy zachęcić Was do odwiedzin każdego z opisanych miejsc, przedreptania wzdłuż i wszerz. Liczymy że i tym razem rozbudziliśmy Wasz apetyt.
Pozdrawiamy!




Źródła inf.:
Kłos St., 2010, Krajobrazy nieistniejących wsi...
Grzesik W., Traczk T., Wadas B., 2012, Beskid Niski. Od Komańczy do Wysowej
Luboński P. (red.), 2012, Beskid Niski. Przewodnik dla prawdziwego turysty



niedziela, 27 października 2019

Oczami wędrowca - Ratnawica

Witajcie,
zabieramy Was dziś na spacer po Pogórzu Bukowskim. Opuszczamy więc na chwilę piękną Łemkowynę, jednak w dalszym ciągu mamy "na oku" tematykę związaną z Rusinami. Zajrzymy dzisiaj do niemal zupełnie wyludnionej Ratnawicy.
Zapraszamy do krótkiej lektury.

Znaczna część wzgórz nad Ratnawicą ma niezalesione stoki

wiata turystyczna przy ścieżce historyczno-kulturowej "Śladami dawnych osad"

Ratnawica sięgała od północy wzgórza Cyganowa (415 m n. p. m.) a od południa graniczyła z nieistniejącą dzisiaj Bełchówką. Od wschodu wioska sięgała Niebieszczan, a od zachodu północnego zachodu - Zboisk. 

Wieś lokowano w wieku XV, około 1440 roku (prawdopodobnie w 1441.). Dokładną datę trudno stwierdzić - wcześniej, jeszcze w XIV wieku, przez teren Ratnawicy przebiegała granica między Zboiskami i Niebieszczanami.

Jeden z zachowanych nagrobków

Miejsce po cerkwi, oczyszczone i zadbane

Wioska wchodziła w skład systemu obronnego Ziemi Sanockiej. Nie było tutaj co prawda umocnionego grodu, niemniej jej nazwa wskazuje na powiązania z walką - mogło być to pobojowisko (były to po części tereny sporne polsko - ruskie), może lokowano tu niewielki obiekt obronny (w sąsiednich Zboiskach istniał zamek). Najprawdopodobniej jednak była to jedna z osad służebnych, działających na rzecz Sanockiego grodu.
Wieś w XV wieku została zasiedlona przez Rusinów. Podobnie było w kilku innych wsiach Pogórza Bukowskiego, np. w Bełchówce.
Pierwszym właścicielem był Fryderyk Myssnar z Jaćmierza (miecznik sanocki). Fryderyk wydziela m. in. Ratnawicę swojemu synowi, Janowi (1452?). Ratnawica była wsią niewielką - w 1449 roku mieszkało tutaj 6 rodzin (w dokumentach odnotowano imiona mężczyzn - prawdopodobnie wszyscy posiadali rodziny: Stepan, Holan, Iaczko, Climek i jego brat oraz Truchan).
Nie odnotowano w historii wsi istotnych wydarzeń. Prawdopodobnie w XVII wieku również przez Ratnawicę przeszły tatarskie zagony, a później Szwedzi o oddziały Rakoczego.

Droga do Ratnawicy od strony Zboisk

Stare jabłonie, pamiątka po dawnym osadnictwie

Okres XIX wieku to okres spokojny - czas rozrostu wsi. Ratnawica nigdy jednak nie była wioską olbrzymią. W 1 połowie XIX wieku przyłączono ją do greckokatolickij parafii w Morochowie.
Niemniej wieś miała swoją świątynię. Ostatnią cerkiew wzniesiono w roku 1880 - nosiła wezwanie Świętego Mikołaja. Pierwsza cerkiew powstała tutaj w wieku XVII (1670 r.). Co ciekawe, w 1686 roku ufundowano dlań dzwon, który przeniesiono potem do nowej świątyni.
Od połowy XIX wieku wioska wchodziła w skład dóbr rodu Truskolaskich. Tutaj też rodzina miała swój prywatny majątek - w roku 1911 właścicielem tabularnym wspomnianych dóbr był Mojżesz Kanner - nabył tutaj 129 ha.
Okres Wielkiej Wojny nie przyniósł tutaj zniszczeń - walki toczono bowiem głównie na południu, o strategiczne przełęcze Karpackie. Okres międzywojnia był czasem spokoju, chociaż trudnym - mieszkańcy nie mieli łatwego życia. Biedny kraj, powstały z kolan po ponad stu latach niewoli nie mógł zazwyczaj wesprzeć obywateli w walce z codziennością. A tutejsze warunki podgórskie oferowały surowe życie.
W 1934 roku wieś, jako należąca do parafii w Morochowie, została włączona w skład Apostolskiej Administracji Łemkowszczyzny - miało to związek z tzw. Schizmą Tylawską.
W 1939 roku mieszkało we wsi około 220 osób - ponad 200 Rusinów, oraz kilkunastu Żydów i Polaków.
Rok 1939 i sama okupacja nie przyniosły wsi poważnych zniszczeń. Rodziny żydowskie, mieszkające tu przed wojną, zostały przez Niemców eksterminowane (trafiły do obozu w Bukowsku, a potem prawdopodobnie, do obozu zagłady w Bełżcu).
W toku walk niemiecko - radzieckich w 1944 roku, spłonęło kilka domów wiejskich. Wraz z przejściem frontu, teren Pogórza Bukowskiego stał się obszarem walk polsko-ukraińskich. Przybyły tu bowiem oddziały UPA, znajdujący pośród tutejszych mieszkańców niekiedy posłuch. Nie było to jednak gromadne poparcie sprawy. Wynikało to bardziej z uwarunkowań politycznych - działające aktywnie w Sanoku organizacje ukraińskie miały duży wpływ na okolicznych mieszkańców. I tak to część nazywała się Łemkami, część Ukraińcami, a część po prostu Rusinami. Kilka osób z Ratnawicy zasiliło siatkę administracyjną i wojskową OUN-UPA.

Ruiny kapliczki zbudowanej w międzywojniu

Krzyż na granicy Ratnawicy, przy polnej drodze do Niebieszczan

Na początku maja 1945 roku wieś zaatakowali nieznani sprawcy. Ostrzelano zabudowę z ciężkiej broni maszynowej, jednak oddział nie nawiązał walki z przybyłymi z Niebieszczan milicjantami.W roku 1945 część mieszkańców wyjechała na sowiecką Ukrainę (wedle innych źródeł w roku 1946).
W styczniu 1946 roku z kolei oddziały WP miały spacyfikować wioskę, w tym zamordować kilku mężczyzn.
Wysiedlenie w styczniu 1946 roku się nie powiodło - mieszkańcy ukryli się w okolicznych lasach. Ratnawiczan wysiedlono dopiero w roku 1947, w ramach Akcji "Wisła". Wywieźć wtedy miano 48 osób.
Wieś opustoszała. Część zabudowy spaliło UPA w 1946 roku. Pozostałe zaś dom rozebrano na budulec po 1946 roku. Sama cerkiew została rozebrana decyzją władz w roku 1955. Z pozyskanego budulca wzniesiono  obecny ośrodek zdrowia w Nowotańcu.
Grunty zajęli mieszkańcy Zboisk i Niebieszczan - dzięki temu wieś nie znikła pod leśnym płaszczem.
Gdy aparat rządowy zmniejszył naciski, do wsi wróciły dwie rodziny. Nie miały tutaj łatwego życia - prąd podciągnięto tutaj dopiero w XXI wieku! I to dopiero dzięki reakcji mediów. Nie ma tu szkoły, sklepów, wszędzie jest daleko. A jednak ludzie tutaj żyją. Znoszą niełatwe warunki, podobnie jak ich przodkowie 100, 200, 300 lat temu...

Pogórze Bukowskie poważnie ucierpiało podczas walk z UPA w latach 1945 - 1947. UPA miała tutaj większe poparcie niż na Łemkowynie. Jednak nie można mówić zarazem o przewadze OUN-u na tych terenach. Nawet osoby uważające się za Ukraińców, nie zawsze popierały działania OUN-UPA.

W Ratnawicy niewiele pozostało po dawnych mieszkańcach. Była murowana kapliczka z międzywojnia, ale zawaliła się w 2007 roku. Pozostał cmentarz z kilkoma nagrobkami, oraz cerkwisko, z zachowanym kutym krzyżem. Miejsca te, chociaż na uboczu, są zadbane, oczyszczone ze zbędnych chaszczy. Szczególne wrażenie robi powierzchnia cmentarza.

Zabudowa mieszkalna i gospodarcza jest tutaj na prawdę nieliczna


Jest tu też kilka nowych przydrożnych krzyży i kapliczek. I jest ich chyba nawet więcej, niż gospodarstw wiejskich. Jest też i wiata turystyczna, funkcjonująca w ramach nie do końca udanego szlaku kulturowo-historycznego, prowadzącego m.in. przez Ratnawicę i Bukowsko.
Spacer przez dzisiejszą wieś nie zajmuje zbyt wiele czasu. Warto tutaj przejść nieco na przełaj od strony Bełchówki - można podziwiać ładne widoki. Okoliczne wzgórza pozwalają wiele zobaczyć..

Co warto w Ratnawicy zobaczyć:
- całkiem nieźle zadbany cmentarz
- miejsce po cerkwi, z wiekowymi drzewami i krzyżem z jednej z kopuł
- ruiny kapliczni, wzniesionej w XX-leciu międzywojennym
- przyjemne panoramy ze stoków sąsiednich wzgórz
- bobrowe żeremia przy drodze do Zboisk

Ratnawica, chociaż leży na uboczu jest miejscem godnym odwiedzin. Jest jednym z przykładów, że czasy powojenne srogo obeszły się również z terenami podgórskimi, zamieszkałymi przez społeczności rusińskie. Chociaż Ratnawica nie poddaje się, i jako osada, wciąż broni się przed wymazaniem z mapy.







Dziękujemy za odwiedziny, mamy nadzieję że ta krótka notka zachęci Was do wycieczki do tego spokojnego miejsca.
Pozdrawiamy!



Źródła inf.:

slownik.ihpan.edu.pl
morochow.webbly.com
apokryfruski.org
Kłos St., 2010, Krajobrazy nieistniejących wsi...
cerkiewne.tematy.org
pl.wikipedia.org

niedziela, 29 września 2019

Ścieżka w koronach drzew - hit czy kit ?

Witajcie,
dziś chcielibyśmy zabrać Was na wycieczkę w Beskid Sądecki, a konkretnie do Krynicy Zdrój. Miasteczko samo w sobie uzdrowiskowe i bardzo piękne, ale nie o tym dzisiaj. Pewnie sporo z Was słyszało o ścieżce w koronach drzew. Nas również zaciekawił ten fakt. Słyszeliśmy, że taka atrakcja jest u naszych Słowackich sąsiadów...ale doszły nas też słuchy, że takie cudo ma powstać w kraju. I to nie w tak dalekiej odległości bo w Krynicy Zdroju.
Mając w zanadrzu nieco wolnego czasu postanowiliśmy się przekonać na własnej skórze jak to jest "buszować" w koronach drzew. Jadąc wczesnym rankiem w stronę miejsca docelowego napotkaliśmy na sporą mgłę. Podziwianie więc górskich panoram zostawiliśmy sobie na późniejsze godziny.

Warto szturmować stoki trasy zjazdowej - fajne rzeczy można zobaczyć

Ścieżka widziana z wieży widokowej

I tak około południa zostawiliśmy auto na parkingu. Aby dotrzeć w ogóle do ścieżki jest do pokonania spore wzniesienie. Można na górę wygodnie wjechać kolejką krzesełkowa, albo wdrapać pieszo sąsiednim stokiem narciarskim. My jako bywalcy górscy wybraliśmy tą drugą opcję. I o ile zejście nie stanowiło problemu, to z wejściem już było gorzej.  No cóż musieliśmy wdrapać się po skraju stoku narciarskiego, który do najłagodniejszych nie należy. Ale jak to mówią po trudach do gwiazd. Niemniej poważnie zastanowiła nas ta ścieżka - zapewne nie do końca dogodna dla każdego. Sama bowiem"Ścieżka w koronach drzew" to obiekt rekreacyjny, więc nie wszyscy szykują się na wymagające podejście. Obiekt znajduje się na grzbiecie Drabiakówki na wysokości 846 m n. p. m., tuż obok stacji narciarskiej "Słotwiny Arena".

Taki widok można wypatrzyć w sąsiedztwie trasy

Tu w końcu można "dotknąć koron lasu"

W połowie drogi po lewej stronie rysuje się pokaźna wieża widokowa z kawałkiem ścieżki w koronach. Konstrukcja już z daleka robi spore wrażenie, i (niestety) trudno jej nie dostrzec. Po dotarciu na szczyt stoku więc nie zastanawiamy się ani chwili i ruszamy na lewo przez las niebieskim szlakiem pieszym. Zresztą do przejścia jest około 200 metrów więc nie ma możliwości pobłądzenia.. Po chwili naszym oczom ukazuje się ogromna drewniana budowla. A właściwie plątanina drewnianych filarów, wsporników i kładek. Na pierwszy rzut oka wygląda to dosyć chaotycznie, jednak po oswojeniu się z tą nowinką można dostrzec logiczny układ i przemyślaną konstrukcję. I widać też od razu, że na budowę obiektu zużyto masę drewna! Wiele drzew niestety musiano ściąć, by móc wędrować "w koronach"... innych drzew. Na wieżę nie można wchodzić naturalnie z czworonogami, jednak pomyślano i o tym. Dla psiaków ulokowano kilka kojców. Jednak przeczucie kazało nam zostawić naszego Juniora w domu. I dobrze, bo kojce, chociaż ładne, zapewne nie są ulubionym lokum dla psów - tym bardziej że przechodzące gromady ludzkie z ciekawością oblegają zamknięte zwierzęta, co nie wpływa na pewno na ich komfort. Niemniej jednak zwierzęta są w kojcach stosunkowo bezpieczne, mają dach nad głową, miseczkę. Zazwyczaj żadne atrakcje turystyczne nie zapewniają takiej dbałości o czworonogi (ale kojców dla kotów, świnek morskich, papug etc. nie widzieliśmy 😊).

I wieża widziana ze ścieżki. Olbrzymia konstrukcja

U stóp ścieżki ulokowano dwa duże zbiorniki

Kupujemy bilet - kasy są schludne, nowoczesne, wyposażone w terminale płatnicze. Wydawane bilety posiadają kody, czytane przez specjalne bramki. System nowoczesny i praktyczny. Aczkolwiek trzeba za to słono zapłacić. A z kasy ruszamy już na trasę. Idziemy "pośród koron drzew". Ale tutaj zadziałał chwyt marketingowy. Jeśli ktoś liczy, że będzie mógł swobodnie mijać faktycznie korony drzew, oglądać (zależnie od pory roku) z bliska pąki, kwiaty lub liście - niestety spotka go spory zawód. W praktyce rzadko ma się wspomniane korony drzew na wyciągnięcie ręki. A szkoda. Sama ścieżka jest również niezbyt długa, i przejście jej zajmuje kilkanaście minut. Po drodze mija się kilka "przystanków" z atrakcjami multimedialnymi. Można m. in. rozwiązywać zagadki o tematyce przyrodniczej, zobaczyć krótkie prezentacje multimedialne o kulturze łemkowskiej czy o słowiańskiej demonologii. Całość jest rzecz jasna mocno uproszczona, by odbiór był możliwy również przez dzieci, niemniej jest to zawsze jakaś ciekawa alternatywa. Chociaż nam brakowało typowych prezentacji związanych z lasem właśnie.

Sama konstrukcja z bliska również robi wrażenie. Ale drzew szkoda...

Z parkingu można wygodnie wjechać na górę taką oto kolejką. Niby góry, a jednak można bez wysiłku szczyty zdobywać

Zbliżamy się do wieży - jest to przysłowiowy "gwóźdź" programy. Konstrukcja jest ogromna. By wejść na szczyt, trzeba obejść obiekt kilkakrotnie wokół - na górę prowadzi bowiem rampa. Mniej cierpliwi mogą wejść na górę po żelaznych schodach. Idąc powoli, można podziwiać zarówno przemyślaną konstrukcję wieży, jak też i okoliczne widoki. Pięknie będą prezentowały się lasy szczególnie jesienią!
Na samym szczycie przedostajemy się na stalową platformę. Która de facto drży pod wpływem wiatru. Ale widok z góry jest na prawdę przepiękny. Nas urzekł oczywiście kierunek Beskidu Niskiego. Wspaniale prezentuje się stąd Chełm czy Lackowa. Uczciwie przyznam, że przypomniałem sobie w drodze na wieżę, że mam lęk wysokości. Jednak konstrukcja drewniana jest stabilna, kładki szerokie i zabezpieczone solidną balustradą, i ze wspomnianą dolegliwością można tutaj skutecznie walczyć.
Jednak zdecydowanie cały czas raził nas ogrom wykorzystanego drewna - spory kawałek lasu musiał iść pod piłę, byśmy mogli cieszyć oczy takimi widokami.
Samą wieżę budowano 2 lub 3 lata - oddana została do użytku latem br. (czyli 2019.). Otwarcie opóźniło się niemal o rok, co nie dziwi, patrząc na skomplikowaną i wielką konstrukcje. Jest to pierwsza tego typu atrakcja w Polsce. I w gruncie rzeczy mamy nadzieję, że ostatnia. Konstrukcja bowiem poważnie zaburza piękny krajobraz Beskidu Sądeckiego. Sama wieża ma 46 mtrów wysokości! Cóż, jest to atrakcja po części rodzinna, pozwalająca podziwiać piękno gór bez wysiłku - do trasy bowiem można dojechać samochodem, z samochodu zaś wjechać na górę wyciągiem krzesełkowym specjalnie w tym celu zbudowanym. Niemniej czy na pewno o to chodzi w górach? O minimum wysiłku? Wydaje się nam, że jest raczej odwrotnie - piękny widok jest nagrodą za wylane pot łzy, a czasem nawet i krew.

Coś niecoś można z góry zobaczyć - np. piękny Chełm


Jednak jest to alternatywa np. na spędzenie wspólnego czasu dla grup mieszanych - jeśli Wy uwielbiacie góry, ale Wasi znajomi lubią tylko piękne widoki, a męczy ich już spacer do warzywniaka - to być może właśnie krynicka ścieżka w koronach drzew będzie dla Was alternatywą.
Trudno jest to miejsce ocenić jednoznacznie. Sami zresztą mamy w tej sprawie nieco podzielone zdanie. Na pewno nie jest to alternatywa dla piękna gór i przyrody. I zdecydowanie więcej takich obiektów nam nie potrzeba. Niemniej może to być ciekawa przygoda dla dzieci czy osób, które nie do końca mogą cieszyć się wędrówką górskimi grzbietami np. z powodów zdrowotnych. Jest to ciekawa przygoda, inne spojrzenie na góry - można powiedzieć "z góry". I same widoki również robią wieelkie wrażenie! Ale drzew żal..
Jeśli mielibyśmy ocenić obiekt w skali 1 do 10, to optymistycznie i bardzo łagodnie oceniamy je na 7.
Chyba w temacie ścieżki tyle. Wielu pewnie obiekt pokocha, wielu będzie rozczarowanych. Zapewne wielu z Was oceni obiekt na własną rękę.




Bardzo dziękujemy za odwiedziny i lekturę naszego bloga. Mamy nadzieję, że w dalszym ciągu dajemy Wam ciekawe wskazówki do poznawania Łemkowyny.
Pozdrawiamy!

niedziela, 8 września 2019

Na granicach - Rzepedka

Witajcie!
Dzisiaj pora spojrzeć na nasz piękny Beskid Niski (ale również i Bieszczady) nieco z "góry". Dawno już nie wspinaliśmy się wspólnie na żaden beskidzki wierzchołek. Warto więc na chwilę opuścić urokliwe dolinki, i wdrapać się na jeden z "kultowych" szczytów tego pasma górskiego. Zapraszamy na Rzepedkę!

Na najwyższym szczycie Rzepedki

droga ciągnąca grzbietem góry od Szczawnego

Szczyt ten wznosi się nad doliną Osławy - od zachodu u stóp góry usadowiło się Szczawne, a od południa - Rzepedź. U północno - wschodnich stoków istniała do połowy lat 40 wieś Przybyszów.

Rzepedka to góra dwuwierzchołkowa - dawniej nosiła nazwę Rożynkania, co można tłumaczyć "góra o kształcie rogu". Rzepedka, wraz z niewielkim pasmem Połońskiego Wierchu, stanowi przedłużenie Pasma Bukowicy. Nie jest to góra wymagająca alpinistycznej sprawności czy wyposażenia.
Co ciekawe, szczyt przypomina bardzo osławiony krajobraz bieszczadzkich połonin. Dzięki temu jest to góra niepowtarzalna. Drugiej takiej w Beskidzie Niskim nie znajdziecie.
Nie jest to wysoka góra. Najwyższy szczyt ma 708 m n. p. m., a drugi 706 m n. p. m.
Stoki północne, zachodnie i częściowo wschodnie porastają bujne lasy. Są domem m.in. dla niedźwiedzi. Natomiast stoki południowe oraz sam grzbiet tej podłużnej góry są wolne od pokrywy leśnej - znajdują się tutaj wielkie pastwiska i łąki. Dzięki temu można się tutaj wdrapać bez większych trudności od strony "starej" Rzepedzi. Polecamy Wam zresztą właśnie ten wariant - najpierw spacer po starej wsi, odwiedziny w cerkwi i potem udanie się starą drogą w kierunku Przybyszowa - a w wybranym przez Was momencie możecie szturmować górę, bez martwienia się o prowadzące nań drogi czy ścieżki.

W Szczawnym, u stóp góry

I jedna z wielu panoram ze szczytu

Inną opcją, bardziej wygodnicką, jest wejście na górę drogą prowadzącą ze Szczawnego. Droga wygodna, wykładana betonowymi płytami nie nastręczy Wam zbyt wielu trudności.
Przez Rzepedkę prowadzi żółty szlak Wojaka Szwejka. Na głównym szczycie spotkacie "dziadka nawigacji" - czyli wieżę triangulacyjną.

Warto wspomnieć kilka słów o pięknych panoramach ze szczytu. Ponieważ Rzepedka znajduje się właściwie na granicy Beskidu Niskiego i Bieszczadów, roztaczają się stąd piękne widoki na obydwa pasma górskie.
Patrząc w kierunku Beskidu Niskiego, możemy podziwiać nieodległą Tokarnię (778 m n.p.m.). Widać stąd też nieźle pasmo graniczne, m.in. Bieszczad (857 m n.p.m.) czy Kanasiówkę (823 m n.p.m.). Ładnie stąd widać np. pasmo Długiego Łazu nad Jawornikiem. Zobaczycie też  wzgórza na Pogórzu Bukowskim. Warto też spojrzeć w kierunku Bieszczad, na Chryszczatą, Smerek czy Połoninę Caryńską. Na prawdę roztaczają się stąd piękne widoki.
Oczywiście, jak przystało na porządny punkt widokowy, podczas inwersji widać stąd Tatry.
Oczywiście Rzepedka wchodzi w skład Korony Beskidu Niskiego.


na łąkach można się poopalać ;)

Rzepedka może stanowić ciekawy przystanek podczas dalszych wędrówek -drogą można przejść stąd do Przybyszowa, albo, ciągnąc dalej szlakiem Wojaka Szwejka (raczej słabo znakowanym) - dotrzeć przez Kamień (717 m n. p. m.) na Wahalowski Wierch (666 m n.p.m.) a stąd do Komańczy lub do nieistniejącej wsi Jawornik.

Można stąd mieć wgląd daleko w Bieszczady i Beskid Niski


Wędrówka przez Rzepedkę daje możliwość spojrzenia na Beskid Niski i Bieszczady z nieco innej perspektywy. Pozwala poczuć trochę "górskiej wolności". I na pewno daje szansę na odpoczynek od miejskiego zgiełku. Rzepedka jest łatwo dostępna zarówno dla piechurów, jak też i dla miłośników jazdy rowerem.
Chociaż nie wiążą się z tym szczytem żadne ważne wydarzenia historyczne, Rzepedka ma ogromne znaczenie dla miłośników Beskidu Niskiego. Daje możliwość podziwiania piękna okolicznych szczytów, dolin, wsi - i to niskim kosztem, bo wejście tutaj wielkich trudności nie nastręcza.
Z naszej strony to wszystko. Mamy nadzieję, że ten króciutki wpis zachęci (tych co nie byli) do wejścia na tą wyjątkową górę.
Pozdrawiam,
Kuba



Źródła inf.:
Luboński P., 2012, Beskid Niski. Przewodnik dla prawdziwego turysty.
Grzesik W., Traczyk T., Wadas B., 2012,Beskid Niski. d Komańczy do Wysowej
pl.wikipedia.org

niedziela, 25 sierpnia 2019

Oczami wędrowca - Blechnarka

Witajcie!
zapraszamy Was dzisiaj na spacer po cichej, spokojnej wiosce, niejako skrytej w cieniu wysowskiego uzdrowiska. Miejsce to, chociaż odwiedzane zazwyczaj tylko "niejako przy okazji" godne jest uwagi, i znajdzie tutaj coś dla siebie i historyk, i wędrowiec.
Ruszamy na spacer po Blechnarce.

Jeden z kilku przydrożnych krzyży

Nie brak tu urokliwych miejsc

Wieś znajduje się w dolinie rzeki Ropy - właściwie niedaleko jej źródlisk. Od północy góruje nad wsią szczyt Wysota (784 m n. p. m.) a od południa wioskę zamykają graniczne szczyty, Od stony zachodniej wieś graniczy bezpośrednio z Wysową-Zdrojem, a od zachodu sięga niemal przełęczy Wysowskiej.
Blechnarka powstała na fali osadnictwa wołoskiego, w 1 połowie XVI wieku. Dokładna data lokowania wsi nie jest znana - pierwsze wzmianki o wiosce pochodzą z dokumentów sądowych z roku 1528. Wtenczas to trwał proces o własność nad 13 osadami, prowadzony między rodami Gładyszów i Branickich. Wieś rozwijała się bardzo powoli, nawet jak na tutejsze warunki. W roku 1595 rejestry odnotowały 5 dworzyszcz wołoskich oraz 4 komorników bez inwentarza. Niewiele się zmieniło do roku 1629 - do tego czasu przybył w wiosce jeden komornik z bydłem.
Nie było tu łatwo żyć - wieś ulokowano na pograniczu z ówczesnymi Węgrami,skąd zapuszczali się w te strony tołhaje,  wkoło zaś królowała prastara puszcza karpacka. Klimat górski i mało żyzne gleby również nie zachęcały. Zapewne więc i sama Blechnarka była mało dochodowa, nic więc dziwnego że ciągle zmieniała swoich właścicieli.

Studnia wykonana przez Cyganów w 1900 roku

Cerkiew p.w. śś Kosmy i Damiana z 1801 roku

W roku 1770 na południu toczyły się walki polsko - rosyjskie. Mowa oczywiście o Konfederacji Barskiej. Również i w rejonie Wysowej i Blechnarki, na stokach Góry Jawor. W obozie, o dość pokaźnych rozmiarach, zlokalizowano m. in. magazyny zaopatrzenia i stanowiska dla artylerii. Obecność konfederatów była dla okolicznych mieszkańców ponoć bardzo uciążliwa. Łemkowie jeszcze przed II wojną światową wspominali o rekwizycjach żywności, inwentarza, napadach, pobiciach czy przymusowym wcielaniu w szeregi wojsk. W Blechnarce mieli również ponoć spalić świątynię (podobnie było i w Wysowej). 3 sierpnia 1770 roku podeszły tu wojska rosyjskie pod wodzą gen. Drewicza, i pokonały Polaków, dowodzonych przez Kazimierza Pułaskiego. Obóz został zniszczony.
Wieś rozwijała się powoli, ludzie żyli z hodowli, dużo dochodów dawała też puszcza (praca w lesie) a sezonowo mieszkańcy udawali się do pracy na Węgrzech. W XIX wieku również wjeżdżano za ocean.

Kaplica p.w. Św. Mikołaja


W 2 połowie XIX wieku wieś nawiedziła (zresztą jak teren całej Łemkowyny) epidemia cholery. Zebrała i tutaj krwawe żniwo, czego pamiątką jest usytuowany za cerkwią cmentarz choleryczny.
Łemkowie mieli stosunkowo bujnie rozwiniętą własną "mitologię", folklor - w kulturze Łemków jeszcze w latach 40 XX wieku istniało wiele przesądów, wierzono w liczne stwory i demony, Ważne miejsce w folklorze zajmowały upiry, czyli de facto nieumarli, wampiry. Szczególnie popularne stały się w XIX wieku, gdy Łemkowynę nawiedzały epidemie cholery - ludzie nie umiejąc znaleźć powodu rozprzestrzeniania się tej groźnej choroby, tłumaczyli to działalnością upirów. Upirem zostawało się po śmierci. "Kandydata" na upira można było rozpoznać przed złożeniem do grobu (niesztywniejące ciało, rumieńce na twarzy) a nawet za życia - ciemne, zrośnięte brwi czy czerwona twarz. Po śmierci upir mógł przychodzić do rodzinnego domu np. z tęsknoty, i nocną porą pomagać w obejściu. Częściej jednak upir szkodził, np. dusił bydło, bałaganił w obejściu, hałasował i chodził po wsi.

Cmentarz wojenny nr 50..

.. oraz nr 49

Z upirami na szczęście można było walczyć. Niekiedy (a w niektórych wsiach ponoć niemal masowo - np. w Jaworniku) obcinani zmarłemu głowę, wbijano w czaszkę lub serce gwóźdź bądź ząb brony. Sypano też mak - idący nocą upir miał liczy ziarna, a zanim docierał do celu - nadchodził wschód i musiał wracać do grobu. Na trumnę kładziono też wielkie kamienie czy tarninę.
Walką z upirami zajmowali się łemkowscy "wiedźmini" - zwani baczami. Nie przypominali raczej znanego wszystkim bohatera z dzieła Sapkowskiego. Byli to zazwyczaj pasterze, mający niezłe pojęcie o otaczającym ich świecie, znajomość leczniczych roślin oraz.. wiele sprytu.
Właśnie z Blechnarki pochodzi najsłynniejszy bacza łemkowski, żyjący po Polskiej stronie Karpat. Leszek Babej, bo tak się ów jegomość nazywał, trudnił się walną z demonami jeszcze w 1 połowie XX wieku (zmarł w roku 1926). Jego grób znajduje się na blechnarskim cmentarzu.
Bacza, kiedy dostał zlecenie, szedł nocą na cmentarz, odkopywał zwłoki wędrującego upiora - nierzadko z ust upira ciekła jeszcze krew, mająca być oznaką świeżej działalności (co de facto było jednak tylko elementem procesu gnilnego) i odwracał ciało twarzą do ziemi, i przybijał je do ziemi drewniany kołkiem lub np. zębem od brony. Odcinał też głowę, często kładąc ją w nogach, a trumnę zarzucał tarniną i kamieniami, a potem zasypywał ziemią. Za swoje usługi, podobnie jak słynny Gerard z Rivii, pobierał opłatę.

już poza asfaltem..

jeden z ciekawszych krzyży, tutaj zdjęcie sprzed kilku lat

Blechnarka nie stanowiła nigdy samodzielnej parafii - najpierw należała do parafii w Hańczowej, później zaś - w Wysowej.
Wiek XIX, pomijając epidemie cholery, by okresem spokoju. Wtenczas (1801 rok) wystawiono murowaną cerkiew, stojącą po dziś dzień we wsi. Zbudowano ją w stylu józefińskim. Dzisiaj jest ona domem dla licznej grupy nietoperzy. W 1867 roku właściciel tych ziem - Władysław Wojciechowski wstąpił do zakonu jezuitów, a swoje grunty odsprzedał gromadom z Blechnarki i Wysowej.

W czasie I Wojny Światowej Blechnarka znalazła się na linii frontu - Rosjanie bowiem dążyli do zajęcia przełęczy wysowskiej, jednego z przejść przez Karpaty. Wieś została w trakcie ciężkich walk pozycyjnych zniszczona. Front ustąpił dalej na północ dopiero w wyniku ofensywy gorlickiej Państw Centralnych. Pamiątką po tych wydarzeniach są dwa cmentarze wojenne z tego okresu - nr 49 (299 pochowanych) i nr 50 na stokach Wysoty (60 pochowanych). Cmentarz na Wysocie jest słabo zachowany, niemniej zaczęto jego remont. Z kolei remontowany w latach 90 cmentarz nr 49 powoli zaczyna prosić o remont..
W międzywojniu wiś odbudowano, działała tutaj szkoła. Pojawienie się granicy mocno skomplikowało życie tutejszym mieszkańcom. Warto zaznaczyć, że w Blechnarce widać było wpływy Rusinów ze Słowacji - zauważalne były w budownictwie. Mowa tu o sypańcach - spichlerzach o konstrukcji drewnianej, oblepianych grubą warstwą gliny.
Pod koniec lat 20 mieszkańcy przeszli na Prawosławie - był to efekt Schizmy Tylawskiej.
W roku 1931 w 78 domach mieszkało 401 osób, głównie Łemków. Wieś nawiedziła w 1934 roku powódź - zniszczeniu uległa szkoła i kilka chyż.

stara piwnica

Krzyż na grobie Leszka Babeja

II Wojna Światowa nie przyniosła tu zbytnich spustoszeń, czas okupacji nie był tak uciążliwy jak w innych częściach kraju. Dopiero po przejściu frontu zaczęły się problemy. Pojawiły się w okolicy oddziały UPA. A w roku 1945 wywieziono stąd dużą część mieszkańców. Początkowo wielu zapisywało się na wyjazdy chętnie, słysząc o dostatniej Ukrainie. Jednak większość zmieniła zdanie, gdy usłyszeli od powracających stamtąd uciekinierów, m. in. z Nowicy. Ci również wyjechali tam chętnie, ale na miejscu czekała na nich jedynie bieda. Jednak pod naciskiem władz większość zapisanych wyjechała. Wysiedleni zostali de facto ograbieni z majątku - został on częściowo zwrócony dopiero dzięki interwencji radzieckiej (!). Z transportów zbiegło kilkanaście rodzin. Tych z kolei wysiedlono w 1947 roku na Ziemie Odzyskane. Wieś opustoszała, aczkolwiek zasiedlono ją Polskimi rodzinami. Cerkiew zamieniono w owczarnię. Jednak powracający pod koniec lat 50 Łemkowie odnowili świątynię - dzisiaj mieszka tutaj kilkanaście rodzin łemkowskich i kilka Polskich. Wieś żyje cicho i spokojnie. Otwarto tutaj agroturystyki, pensjonaty, bogatsi budują tu swoje letnie "rezydencje". Cerkiew jest zadbana. Niedawno wyremontowano (za sprawą mieszkańców i Stowarzyszenia Magurycz) przydrożne krzyże. Ponoć są plany budowy asfaltowej szosy do Stebnika na Słowację. Niedaleko cerkwi stoi XIX wieczna kapliczka domkowa nosząca wezwanie Świętego Mikołaja. Ponoć w tym miejscu stała spalona przez konfederatów cerkiew.
Tu i tam stoją chyże, mniej lub bardziej przebudowane. Dwie studnie z przełomu XIX i XX wieku (kopane przez Cyganów na zlecenie pisarza wiejskiego Teodora Hatały) dają jeszcze chłodną wodę.
Miejsce z klimatem..

idąc od strony Wysowej-Zdroju..

widok na Górę Jawor

Co warto w Blechnarce zobaczyć:
- Cerkiew p.w. śś. Kosmy i Damiana, murowany obiekt z 1801 roku
- cmentarz choleryczny, ulokowany na stoku za cerkwią
- cmentarz wiejski, położony około 300 metrów od cerkwi, z grobem baczy Babeja i ciekawymi nagrobkami kamiennymi
- kaplica św. Mikołaja z XIX wieku
- przydrożne krzyże kamienne
- pozostałości dawnej zabudowy - chyże i spichlerze
- cmentarze z Wielkiej Wojny (nr 49 i 50)

Szlaki wiodące przez Blechnarkę:
- czarny szlak cmentarny do cmentarzy nr 49 i 50
- szlaki rowerowe m. in. do Regietowa i na Słowację
- żółty szlak pieszy Wysowa - Stebnik
- słowacki czerwony szlak graniczny, ciągnący granicą państwową
- ścieżka historyczna przez Blechnarkę

Cmentarz zmarłych na epidemię cholery

Warto, na prawdę warto tutaj zajrzeć - by odpocząć od zgiełku, rozdeptanych szlaków i wszechobecnej komercji. Polecamy Wam ten urokliwy zakątek.

Pozdrawiamy!




Źródła informacji:
Luboński P. (red.), Beskid Niski. Przewodnik dla prawdziwego turysty
Grzesik W., Traczyk T., Wadas B., Beskid Niski od Komańczy do Wysowej
Kryciński St., Łemkowszczyzna po obu stronach Karpat