Zanim wejdziesz, przeczytaj :)

1) Materiały wykorzystane przez nas ( zdjęcia, rysunki, opisy ) służą tylko celom dydaktyczno - informacyjnym, nie czerpiemy z działalności żadnych korzyści. Wykorzystujemy materiały zarówno własne, jak również pozyskane w internecie, lecz tylko by ukazać czytelnikom piękno naszego świata :). Materiał internetowy pozyskujemy legalnie (nie jest on zastrzeżony prawami autorskimi, pochodzi ze źródeł masowych i edukacyjnych) - nie kradniemy niczyjej pracy. Jeśli jednak znajdziesz u nas swoje materiały bez wyraźnej zgody (mogło zdarzyć się niedopatrzenie z naszej strony) i poczujesz się urażony - prosimy, poinformuj nas, a natychmiast znikną one z naszych łamów :)
2) Blog nie ma charakteru naukowego. Jest to strona popularyzatorska. W miarę naszych możliwości (i ponieważ historia to nasze hobby) staramy się jak najwięcej umieszczać informacji historycznych oraz korzystać z literatury tematycznej, niemniej nie gwarantujemy "nieomylności" :)
3) Ilustracje opatrzone znakiem wodnym są naszą prywatną własnością. Jeśli znalazłeś tutaj przydatną ilustrację - napisz do nas. Podobnie rzecz ma się z zamieszczanymi tekstami.

niedziela, 19 marca 2017

Legendy Łemkowskiego Beskidu - "Werbowana kapliczka"

Witajcie, dzisiaj mamy dla Was kolejną z legend Łemkowskiego Beskidu. Serdecznie zapraszamy do lektury.

Jeżeli któregoś dnia wypadnie Wam iść z nieistniejącej wsi Surowica do również nieistniejącego Darowa, zwróćcie, proszę, uwagę na małą niepozorną kapliczkę, stojącą tuż przy drodze. Postawiono ją tam ponad to dwadzieścia lat temu, kiedy Fecio Hryb dostał powołanie do cesarskiego wojska. Próbował go ojciec od tej powinności wykupić, ale hauptmann od asenterunku nie dał się nawet tknąć. Został wylosowany Fecio do infanterii i basta. Ojcu tłumaczył, że syn w wojsku nabierze rozumu, może nawet zostanie korporalem i świata wielkiego kawałek zobaczy. Powinien być dumny, że cesarz właśnie jego syna postanowił wyróżnić, prosząc go do swojego wojska.
Akurat wtedy Cesarstwo Austro-Węgierskie rozpoczęło okupację Bośni i Hercegowiny, po tym, jak Rosja pokonała Turcję i ta musiała niemal zupełnie wycofać się z Półwyspu Bałkańskiego. Bośniacy z dużą niechęcią odnosili się do wojska węgierskiego i austriackiego. Zdecydowano zatem do korpusów okupacyjnych powołać lojalnych wobec korony Czechów i Rusinów. I tak los padł między innymi na Fecia Hryba. Jak wszystko dobrze pójdzie, za trzy albo cztery lata wróci na ojcowiznę. Ojciec pogodził się z losem, ale matka rozpaczała i nijak nie mogła zrozumieć, dlaczego najjaśniejszy cesarz akurat jej Fecia do wojska prosi. A żołnierz, wiadomo, może zginąć na wojnie i już nigdy więcej swojego rodzonego syneczka nie zobaczy.
Kiedy w niedzielę była w cerkwi w Surowicy, bo w Darowie świątyni nie było, została po mszy i poszła po rade do świaszczennika, jakby tu synka od złą w tej infanterii uchronić i szczęśliwy powrót do domu mu zapewnić. Podumał ojczulek i rzekł, iż najlepiej ufundować kapliczkę i postawić ją na granicy wsi, przy samej drodze do Surowicy. Ale szybko to trzeba zrobić, żeby nim Fecio pójdzie do wojska, ona już stałą, tak by wieś żegnając, mógł się przy  niej pomodlić. On ze swej strony obiecał ją poświęcić zaraz, jak tylko będzie gotowa. Przyszła Hrybowa do domu i dalej opowiadać, co świaszczennik powiedzieli. Stary Hryb konia czym prędzej zabrał, do wozu przyprzągł i słowa nie rzekłszy, w stronę Surowicy pojechał, a prawdę powiedziawszy, przez Polany Surowiczne na Posadę Jaśliską się wybrał. Tam u znajomego kamieniarza kapliczkę obstalował i zadatek zapłacił. Niedużą, z kamienia i żeby na samym wierzchu wnęka była na świętego Mikołaja. Jego figurkę zamówił u takiego jednego Wania Kawki w Polanach Surowicznych, tego co do szkółki rzeźbiarskiej hrabiny Potockiej w Rymanowie chodził. Dopiero jak do dom wrócił, zdradził sekret swojego nagłego wyjazdu.
W niespełna tydzień kapliczka była gotowa, to znaczy już w następną sobotę stała,tam gdzie stać powinna. Ojczulek w niedzielę po mszy w cerkwi w Surowicy przyjechał do Darowa i w obecnośći całej wsi ją poświęcił, Fecia pobłogosławił i opiece Matki Bożej, a także świętego Mikołaja polecił. W kilka dni potem, kiedy wyszedł termin asenterunku, pożegnawszy rodzinę i wieś, stawił się Fecio w Sanoku. Jako się rzekło, wysłali go po kilku tygodniach w drogę do Bośni. Tam na miejscu miał odsłużyć co cesarskie. Minął rok, potem drugi. Fecio co jakiś czas przesyłał listy i jemy też listy posyłali. Listy od niego czytał świaszczennik i on też pod dyktando ojca odpisywał. Kiedy już wychodził mu trzeci rok służby, napisał, że on po wojsku do domu nie wróci, bo tu zapoznał Anastazję krasawicę i z nią się będzie żenił. Rząd austriacki obiecał, jak zostanie, dać mu kilkanaście morgów pola i pomóc w zagospodarowaniu się. Po co będzie wracał do Darowa, jak tam bieda, a on tu będzie żył jak pan,
I nie wrócił Fecio, żył tam pomiędzy obcymi. Aż nastała pierwsza wojna światowa i nawet takich jak on mężczyzn w sile wieku cesarz powołał pod broń. Zrządzeniem losu, widać Bóg tak chciał, przyszło mu walczyć w polskich Karpatach. W okolicy Dukli dostał się do ruskiej niewoli. Mieli ich pogonić na piechotę do Krosna i stamtąd wywieźć pociągami na wschód.  Na noclegu gdzieś koło Równego uciekł Ruskim i lasami postanowił przedrzeć się do swojego Darowa. Po kilku dniach morderczej wędrówki nocą podszedł pod ojcowską zagrodę. Nieśmiało zapukał w okno. Otwarły się wrota i wyszedł z nich z widłami w ręku przed dom jakiś obcy mężczyzna.
- To ja Fecio Hryb, z ruskiej niewoli żem uciekł, nie bójcie się...
Jak się okazało, w progu stał jego młodszy brat Kyrył. Przywitali się, popłakali, powspominali...
I patrzcie, wróciła Fecio do wsi, jak powiedział świaszczennik, każąc jego matce postawić tę kapliczkę. Widać i Matka Boża, i święty Mikołaj mieli go w swojej opiece. Kiedy trzydzieści lat później wysiedlono całą wieś, kapliczka została. Kilkadziesiąt lat później, gdy poszerzano drogę, przeniesiono ją trochę dalej, na nowe miejsce, ale przecież uszanowano, bo to jest werbowana kapliczka,

I tak oto dotrwała ona do dnia dzisiejszego... 


Mamy nadzieję, że lektura się podobała.

Do zobaczenia!!!


Źródło;
Andrzej Potock,i "Legendy Łemkowskiego Beskidu"

niedziela, 5 marca 2017

Granice Łemkowszczyzny

Witajcie,

może pamiętacie jak jakiś czas temu pisaliśmy o granicach Beskidu Niskiego? Z mniejszym lub większym skutkiem to się nam chyba udało. Dzisiaj chcemy ponownie poruszyć temat granic, jednak tym razem przedstawimy w miarę możliwości granicę dawnej Łemkowszczyzny. Słowo dawnej padło tu nie bez powodu, bowiem jako zwarty region etnograficzny Łemkowszczyzna (Łemkowyna) nie istnieje za sprawą zawieruch dziejowych połowy XX wieku. Jednak chcemy Wam mimo to spróbować zaprezentować obszar dawnej Łemkowyny. Chociażby po to, by wędrując szlakami (lub też bezdrożami) świtała Wam zawsze myśl: "Wędruję po dawnej ziemi łemkowskiej" albo "Przemierzam dziś ziemie Bojków". Poza tym chyba zobowiązuje nas sam tytuł bloga - Łemkowyna bowiem to nie tylko sam Beskid Niski. Jeśli wiec nie tylko Beskid Niski to co?
Na to pytanie odpowiemy Wam z pomocą dzieł najwybitniejszego chyba etnografa w Polsce, wielkiego zasłużonego południowej Polsce, Romana Reinffusa.

Kościół w Ropie. Stąd już całkiem blisko do wsi Łosie - wsi łemkowskiej, słynącej z maziarzy...

Zapraszamy do wędrówki granicami Łemkowyny.

Zanim jednak przybliżymy Wam samą granicę, może warto odpowiedzieć na pytanie co kryje się pod słowem Łemkowszczyzna? Najprościej rzecz ujmując - określa ona obszar, który zamieszkiwany był do połowy XX wieku przez zwartą grupę ludności o korzeniach wołosko - ruskich, od XIX wieku określanej w literaturze jako Łemkowie. Etnonim ten już na stałe wpisał się także w sam krąg tej grupy etnograficznej, wypierając dawne określenia - Rusnak, Rusin etc. Zresztą o składzie kulturowo - etnograficznym Łemkowyny powiemy coś niecoś w dalszej części wpisu.

Pracę nad wytyczeniem granic Łemkowszczyzny prowadziło wielu badaczy. Badania nad jej przebiegiem prowadzili m. in. językoznawcy Z. Stieber i J. Szemlej, a także I. Ziłyński. Tak na prawdę granice udało się ustalić Romanowi Reinffusowi, prowadzącemu tu badania przed II wojną światową. Najwięcej uwagi poświęcono tutaj granicy wschodniej. Ustalenie jej przebiegu było bardzo problematyczne ze względu na styk trzech grup etnograficznej: Łemków, Bojków i Dolinian. Językoznawcy widzieli granicę zasięgu grup łemkowskich w rejonie większych rzek regionu. Opierano ją o Osławę, Jasiołkę bądź San (I. A. Toruński). Nie pokrywało się to z realiami. Gdzie nie dało się badaczom języka, powiodło się badaczowi kultury. Roman Reinfuss zastosował stosunkowo prostą metodę badań. Podczas wędrówek wykonywał liczne zdjęcia m. in. mieszkańcom w ludowych strojach. Później te zdjęcia wykorzystywał w bardzo prosty sposób - pokazywał je "reprezentantom" poszczególnych wsi i pytał ich czy na zdjęciu widzą "swoich" czy "obcych". Ta prosta metoda okazała się bardzo skuteczna, i pozwoliła oprzeć wschodnią granicę Łemkowszczyzny o masyw Chryszczatej i pasmo Wielkiego Działu  oraz Pasma Bukowicy. Dodatkowo wyniki badań pokrywały się dość dobrze z wynikami pracy Z. Stiebera  i J. Szemleja. Problemem była również granica północno - wschodnia.
Tutaj bowiem Łemkowie stykali się z mieszkańcami Pogórza Bukowskiego oraz pierwszymi osadami o proweniencji bojkowskiej. Tutaj badacz wytyczył obszar przejściowy  w rejonie Pasma Bukowicy i Pogórza Bukowskiego. Tutaj miał miejsce trójstyk kultur: łemkowskiej, bojkowskiej i doliniańskiej. Mamy z nim do czynienia już na terenie Beskidu Niskiego (wsie: Płonna, Karlików, Wola Piotrowa). Temat ten jest dyskusyjny po dziś dzień. Trudno tutaj określić jednoznacznie przynależność kulturową dawnych mieszkańców, a dziś to jest już niemożliwe ze względu na migracje ludności. Dość powszechne jest wliczanie w poczet "łemkowski" terenów nieistniejących wsi z okolic Bukowska: Bełchówka, Ratnawica, Kamienne i Zawadka Morochowska. Sam badacz tych terenów nazywał ten obszar regionem przejściowym łemkowsko - bojkowskim, podobnie zresztą jak teren od Wielkiego Działu po San. 
Schematyczny zasięg grup etnograficznych w rejonie Karpat i Pogórza /aurot: Wilhelm Klave. Źródło: pl.wikipedia.org/

Reasumując, granica wschodnia biegła wzdłuż następujących wsi: Solinka, Żubracze, Szczerbanówka, Maniów, Wola Michowa, Michów, Duszatyn, Rzepedź, Jawornik, Wisłok Wielki, Darów, Puławy.
Jednak panuje tu wciąż zamieszanie, bo badań de facto nie ukończono ze względu na II wojnę światową i późniejsze wydarzenia. Powszechnie literatura, zarówno popularna jak i naukowa w poczet łemkowskich wsi wpisuje wiele miejscowości sięgających poza wytyczona granicę np. Szczawne, Płonną, Karlików, a także osady na terenie Pogórza Bukowskiego. Podobnie ma się rzecz z organizacjami zrzeszającymi Łemków, zarówno pamiętających jeszcze tamte wydarzenia, jak też i nowe pokolenia, szukające swoich korzeni. Sami skłaniamy się również ku rozszerzeniu owych granic, ze względu właśnie na odczucia ludzi - mieszkańców oraz ich potomków. Niemniej jednak nic nie sugerujemy, wszak nie kształciliśmy się w dziedzinie etnografii ☺
Na przyszłość jednak rozszerzymy zakres naszych wędrówek, zapewne także poza sztywne granice etnograficzne..

Cerkiew w Króliku Wołoskim - wieś ta była jedną z granicznych terenu Łemkowyny

Nie ma problemów nad wytyczeniem granicy północnej i zachodniej - tutaj granicę wytyczyła religia. Może to zbyt wielkie słowa, ale w pełni obrazują sytuację do połowy lat 40 XX wieku. Łemkowie byli wiernymi kościoła greckokatolickiego, a później także prawosławnego. Polacy natomiast byli wiernymi kościoła rzymskokatolickiego. Tutaj wiec problemu nie było. Wyniki te potwierdziły również badania Z. Budzyńskiego, który prowadząc kwerendę, potwierdził niemal fotograficzna zbieżność granicy kulturowej i kościelnej.  Na północy miejscami ludność rusińska (łemkowska) miała swoje enklawy. Tak było w rejonie Rymanowa - na północ od niego istniało kilka rusińskich wsi, oddzielonych od zwartego pasma Łemkowszczyzny. W większości jednak granica kościelna zazwyczaj była granicą etnograficzna Łemków i Pogórzan. Obie grupy żyły ze sobą w zgodzie, jednak przenikanie się było znikome, i niewiele było osad mieszanych polsko - łemkowskich.
Zachodnia granica zamyka zasięg etnograficzny Łemków na terenie Beskidu Sądeckiego, po dolinę rzeki Poprad. Tutaj sąsiadami Łemków byli: Górale Sądeccy, sąsiadujący z nimi od zachodu, Lachy Sądeckie, zamykający zasięg Łemków od strony północno - zachodniej i oczywiście Pogórzanie, sąsiadujący z nimi na całej granicy północnej. Tutaj Łemkowie stanowili reprezentantów kościoła wschodniego, i stykali się z łacinnikami, ale także później z osiadłymi w okresie kolonizacji józefińskiej wiernymi kościołów protestanckich. Jednak na Popradzie nie kończy się zasięg łemkowski. Otóż istniała mała enklawa rusińska nad Ruskim Potokiem (dziś nazywanym Grajcarek), oddzielona od macierzy Pasmem Radziejowej i Pieninami. Badał tą grupę (i nazwał) oczywiście - Roman Reinfuss. Tutejsi Łemkowie żyli w czterech wsiach: Jaworki, Szlachtowa, Biała - i Czarna Woda. Przed przesiedleniami żyło tutaj około 2100 osób. Mieszkańcy tutejsi, mimo silnych wpływów zarówno okolicznych grup polskich jak i słowackich, zachowali cechy kultury łemkowskiej. W literaturze obszar ten przetrwał jako Ruś Szlachtowska.

Zachodnia Łemkowszczyzna i granice grup etnograficznych /źródło: www.muzeum.sacz.pl/

Tak więc granica północna i zachodnia opiera się o następujące miejscowości (idąc od wschodu): Rudawka Rymanowska - Tarnawka - Wołtuszowa - Wólka - Deszno - Bałucianka - Wisłoczek - Królik Wołoski - Kamionka - Zawadka Rymanowska - Trzcianka - Chyrowa - Myscowa - Hałbów - Desznica - Jaworze - Świerzowa Ruska - Pielgrzymka - Kłopotnica - Folusz - Wola Cieklińska - Bednarka - Rozdziele - Męcina Wielka - Pstrążne - Ropica Górna (Ruska) - Owczary (Rychwałd) - Bielanka - Łosie - Klimkówka - Jaszkowa - Brunary Niżne - Wawrzka - Florynka - Binczarowa - Królowa Ruska - Bogusza - Łabowa - Maciejowa - Składziste - Roztoka Mała - Wierchomla Wielka

Ruś Szlachtowska to nie jedyna grupa Rusinów oddzielona od "macierzy. Podobnie ma się rzecz z inną enklawą rusińską, przez badaczy wiązaną z Łemkami. Mowa o kilkunastu wsiach na tzw. "Rusi Krośnieńskiej". Wsie te znajdują sie na terenie Pogórza Strzyżowskiego, i do połowy lat 40 zamieszkiwała je w większości ludność rusińska. Znajdowała się ona pod stałym wpływem kultury okolicznych mieszkańców polskich, toteż zatraciła wiele z pierwotnego charakteru, niemniej mieszkańcy wciąż czuli odrębność. Mieszkańców nazywano Zamieszańcami, chociaż jest to raczej termin ukuty bardziej przez badaczy niż przez samych mieszkańców.  O Zamieszańcach wspomnieliśmy kilka słów tutaj.
Wielu też uważa za sporna kwestię przynależność etnograficzną dawnych mieszkańców z okolic Sanoka .Chociaż sami Łemkowie tutaj nie sięgali, to jednak Sanok miał dla Łemków z części wschodniej duże znaczenie. Niemały też był wpływ kulturowy Łemków, co widać np. w budownictwie sakralnym okolicznych mieszkańców Dolinian. Obecność Dolinian stwierdził w tym rejonie sam Roman Reinfuss.
Granica południowa - nie przebiega ona wbrew pozorom wzdłuż granicy państw. Grupa etnograficzna Łemków wykształciła się w XIX wieku, w okresie, gdy terenami i Słowacji, i Galicji rządziła Austria, a później Austro - Węgry. po obydwu stronach Karpat rozwijały się grupy rusińskie, niewiele się od siebie różniąc. Łemkowie z terenów dzisiejszej Polski wędrowali na drugą stronę w okresie sezonowych prac, prowadzili wymianę handlową, zawierano też małżeństwa. Grupę "polską" i "słowacką" rozdzieliła je dopiero granica z 1918 roku. Zasięgu południowego nie będziemy dokładnie rozwijać z braku materiałów.
Granicę południową ("słowacką") można z grubsza wytyczyć następująco, idąc od wschodu: od granicy z Ukrainą aż po Medzilaborce i Krasny Brod (obszar łemkowsko- bojkowski) sięgając linii Sobrance - Shina - Stopkow, dalej zaś idzie przez wsie od górnego biegu Laborca aż po zachodnie granice powiatu bardejowskiego, by w części zachodniej sięgnąć wsi w rejonie Starej Lubovli aż po najbardziej na wschód wysuniętą Osturnię. Na Słowacji wysiedleń nie było, niemniej jednak termin Łemko właściwie nie jest wykorzystywany.

Zasięg terenów Łemkowszczyzny po polskiej i słowackiej stronie Karpat /źródło: Reinfuss R., 1990, Śladami Łemków/

Granice Łemkowszczyzny obejmują więc nie tylko teren Beskidu Niskiego, ale również teren wschodniej części Beskidu Sądeckiego, zachodnie obrzeża Bieszczad a na Słowacji, w przybliżeniu: Spisz Słowacki, Wyżynę Ondawską Laborecką i Bukowińską, oraz wyniesienia w rejonie Medzilaborców.

Jeśli przyjrzycie się różnym mapom i wykresom obrazującym podział religijny i narodowościowy na Łemkowynie, na pewno stwierdzicie, że większość stanowili Łemkowie (Rusini) przynależni do kościoła unickiego lub prawosławnego. I nic dziwnego, bo tak w istocie było. Jednak pod słowem większość kryje się pytanie: A kto w takim razie był mniejszością? Otóż stanowili ją Polacy, Żydzi i Cyganie. Tak tak, te grupy również żyły na terenie Łemkowszczyzny, i przez całe stulecia wielokulturowe sąsiedztwo miało się całkiem dobrze.
Ale od początku. Patrząc na mapy widać, że zazwyczaj granica wygląda następująco: wieś łemkowska - 100% wiernych kościoła wschodniego, wieś polska - 100% wiernych kościoła rzymskokatolickiego. Tak też w dużej mierze bywało. Przykładem tego są chociażby Łomnica - wieś na terenie B. Sądeckiego, położona przy granicy z Łemkowszczyzną, i sąsiadująca z czysto łemkowską Wierchomlą Wielką. Podobnie jest pod Grybowem, gdzie Kąclowa, zamieszkała przez Polaków stanowiła "barierę" dla łemkowskiego osadnictwa, któe w ten sposób nie sięgało do samego miasteczka. Podobnie np. Ropa była wsią czysto polską, i sąsiadowała z położoną już na Łemkowynie wsią Łosie, zamieszkałą przez Łemków. Ale i tutaj bywały wyjątki, bo w tym "granicznym" pasie zdarzały się osady częściowo zamieszkałe przez Polaków i Łemków. Tak było np. w Brzezowej czy Desznie, Królik Polski z kolei sąsiadował z Królikiem Wołoskim - de facto przez pewien okres wioski te istniały jako jedna osada, rozpad nastąpił nieco później. Poza granicami Łemkowszczyzny pozostały np. Odrzechowa i Wola Sękowa. Otoczone polskimi osadami, z czasem poddały się częściowemu wpływowi polskiej kultury, a także trafiły w orbitę wpływów Dolinian.
Jednak nawet w głębi terytorium ziem łemkowskich istniały czysto polskie osady. Takimi były np. Oderne czy Jaśliska - tutaj Łemkowie nie mieszkali, lub też stanowili zdecydowaną mniejszość. Z kolei poza granicami Łemkowyny istniały również wioski z dużym odsetkiem zamieszkałych Rusinów, np. we Wróbliku Szlacheckim i Królewskim. Zazwyczaj jednak wioski stanowiły w miarę jednolity obraz kulturowy i wyznaniowy. Każda grupa, chociaż raczej życzliwa dla pozostałych, chroniła swój dorobek kulturowy. Mieszane małżeństwa były rzadkie.
Oprócz Łemków i Polaków spotkać można tutaj było Żydów i Cyganów. Pierwsi zajmowali się głównie handlem, np. prowadzili sklepy i karczmy, drudzy natomiast byli szanowani ze względu na dobrze rozwinięte kowalstwo. I jedni, i drudzy nigdy nie stanowili w wioskach dużych grup, zazwyczaj można było odnotować jedną lub kilka rodzin żydowskich lub cygańskich. Dla przykładu: w Radocynie w roku 1936 odnotowano 435 Łemków, rodzinę żydowską, rodzinę cygańską oraz 28 Polaków (żołnierzy SG).  Łemkowie byli wiernymi kościoła greckokatolickiego, a od końca lat 20 XX wieku - częściowo także kościoła prawosławnego. Polacy byli łacinnikami, Żydzi oczywiście byli wyznawcami judaizmu a Cyganie - zależnie od pochodzenia, bowiem kwestia religijna jest tutaj już bardziej skomplikowana. Niemniej podział religijny na Łemkowszczyźnie pokrywał się właściwie z wynikami badań etnografów.

Pogranicze wyznaniowe Łemkowszczyzny z końca XVIII wieku /wg Budzyński Z. [za:] Czajkowski J., 1990, Studia nad Łemkowszczyzną/

Jak widzicie więc, Łemkowyna to nie tylko Beskid Niski. Nie zapominajcie o tym, planując wędrówki - może warto zboczyć z trasy po "Niskim" i odwiedzić łemkowski skrawek Bieszczad,  może zaś nieistniejącą wioską koło Bukowska, a może pozwiedzać przepiękne cerkwie w Beskidzie Sądeckim? Być może i w przyszłości poczytacie u nas coś niecoś o takich "perełkach" - Beskid Niski jest coraz "ciaśniejszy", a przecież warto poznać całą, piękna Łemkowynę - jej cuda, historię, krajobrazy i zabytki.

Mamy nadzieję, że przybliżyliśmy Wam po krótce granice Łemkowyny. Nie jest to artykuł naukowy - od razu zastrzegamy, niemniej włożyliśmy w jego napisanie dużo wysiłku i staraliśmy się błędów unikać. Mamy nadzieję, że nam "wyszło".

Pozdrowienia!



Horbal B., 1997, Ukraińska Powstańcza Armia na Łemkowszczyźnie (fr. pracy, źródło: www.beskid-niski.pl)
Czajkowski J., 1999, Studia nad Łemkowszczyzną
Luboński P. (red.), 2012, Beskid Niski. Przewodnik dla prawdziwego turysty
Reinfuss R., 1989, Śladami Łemków
www.jurgow.pl
www.skpb.lodz.pl
www.polskieradio.pl
www.beskidniski.pl
lemko.org
pl.wikipedia.org (mapy)
www.muzeum.sacz.pl (m. in. mapa)

niedziela, 19 lutego 2017

W Banicy koło Izb

Witajcie!

Dzisiaj zabierzemy Was do urokliwej, położonej nieco na uboczu wioski. Mowa o Banicy koło Izb, dawnej łemkowskiej osady położonej nad jednym z dopływów rzeki Białej - na tym odcinku de facto jeszcze potoku. Potok ten nazywa się również Banica, od niego wzięła się nazwa wsi. Słowo bania oznaczało pierwotnie kopalnię lub po prostu dół.
Banica leży w dolinie wspomnianego potoku. Od północy wieś zamyka zakole rzeki Białej - w tym miejscu też potok wpada do rzeki. Tu też ma swój początek droga wiodąca do wsi, odbijająca od szosy prowadzącej do Izb, a omijającej Banicę od wschodu.  Od zachodu wieś zamyka m. in. szczyt Kiczora (655 m n. p. m.) a od zachodu i południa wzgórza: Sołdywiec (827 m n. p. m.) i Hirki (627 m n. p. m.). Nigdy nie była to duża osada, dawniej uchodziła za jedną z najuboższych w okolicy.

Cerkiew p. w. Śww. Kosmy i Damiana



Trochę historii:

Wieś lokowano w 1574, na mocy przywileju wydanego przez biskupa Franciszka Krasińskiego. Zasadźcą był Iwan, syn Jaśka ze Śnietnicy. Lokowano ją oczywiście na prawie wołoskim. Wioska wchodziła w skład Państwa Muszyńskiego, należącego do biskupów krakowskich. Wedle źródeł, była jedną z najuboższych osad wchodzących w skład dóbr. W inwentarzu z 1668 roku odnotowano tutaj 22 kmieci gospodarzących na 15 łanach ziemi. Nie była to więc duża osada.
Wioska rozwijała się dość spokojnie, mimo bliskości granicy. Chroniła ją zapewne niewielka dolina, w której ulokowano osadę oraz panująca tutaj bieda. O ile np w okresie Konfederacji Barskiej w sąsiednich Izbach bywali konfederaci, założyli nawet w pobliżu obóz warowny i mieli się dać solidnie we znaki mieszkającym tam Rusinom, o tyle w Banicy okres ten nie odbił się bardzo na sytuacji mieszkańców. Również i późniejsze zawieruchy omijały szczęśliwie dolinę.
We wsi stoi cerkiew p. w. Śww. Kosmy i Damiana z końca XVIII wieku. Nie jest to pierwsza świątynia, poprzedzały ją wcześniej trzy inne. Ściślej mówiąc co najmniej trzy. Tak więc spokojnie można uznać, że świątynia istniała tutaj zaraz po lokacji wsi, najpóźniej od początku XVII wieku. Co ciekawe, stojąca obecnie świątynia nie jest orientowana, co zdarza się stosunkowo rzadko (tak jest np. w Króliku Wołoskim). Wewnątrz oglądać można piękny, XVIII - wieczny ikonostas, a także elementy wyposażenia z wcześniejszej świątyni. Obiekt stracił znacznie na urodzie w 1898, kiedy to gruntownie cerkiew przebudowano. Wtedy to m. in. położono nad nią dwuspadowy dach.
P wysiedleniach cerkiew przeszła we władanie kościoła rzymskokatolickiego. Od 1983 roku proboszczem Banicy był ksiądz Mieczysław Czekaj (zmarły w 2016 roku). O jego działaniach napiszemy niżej.

Widok na cmentarz spod cerkwii


Cmentarz w zimowej szacie




W 1900 roku we wsi było 75 domów  z 466 mieszkańcami. Byli to grekokatoliccy Łemkowie.
Przed II wojną, w 1931 roku, odnotowano 514 mieszkańców w 86 domach..
Wojny Światowe obeszły się stosunkowo łaskawie z wioską. Leżała z dala od działań frontowych. Kłopoty przyszły dopiero po wojnie. Mieszkańców wysiedlono. Ostatni wyjechali w 1947 roku na Ziemie Odzyskane. Ich miejsce zajęli Polacy z Podhala i Sądecczyzny. Jednak wieś się "skurczyła" o połowę. Dziś liczy niespełna 50 gospodarstw i około 270 mieszkańców.

Mieszkańcom służy dziś cerkiew, pełniąca rolę kościoła. Najbardziej zasłużonym proboszczem był ks. M. Czekaj. Zasłużył się on renowacją cerkwi w swoich kolejnych parafiach: Maciejowej, Czyrnej, Miliku, Leluchowie i Brunarach. Jego staraniem też odnowiono cerkiew w Bielicznej. Za jego czasów też odnowiono gruntownie świątynię banicką, przywracając m. in. pokrycie gontowe na ścianach. Podczas tych prac odkrył cenną ikonę Deesis, pochodzącą z 1 poł. XVII wieku. Pełniła rolę obicia mensy ołtarzowej. Jemu należy zawdzięczać to, że do naszych czasów dotrwało wiele pięknych cerkwi łemkowskich.


idąc przez wieś

pastwiska wokół wioski nie są puste

Wieś, chociaż mała, jest warta zobaczenia. Przez Banicę ciągnie GSB, przecina ją właściwie na pół. Idąc nim, warto zboczyć chociażby po to, by obejrzeć cerkiew czy przespacerować się po wsi. Wzdłuż drogi stoją co prawda głównie nowe domy, jednak okoliczne wzgórza i dolina potoku dodają im uroku. Z Banicy można szybko dojść do Izb asfaltową drogą. Można iść drogą wiejską, skracając sobie znacznie trasę, bądź też można iść szosą, szerszą, wiodącą doliną rzeki Białej. Obydwie drogi polecamy fanom dwóch kółek. Przez Banicę można też wybrać sie np. do Krynicy, czy chociażby do okolicznych wsi - Czyrnej, Piorunki czy Mochnaczki. Na Beskid Sądecki stąd również jest blisko. Ogólnie ta część Beskidu da więcej radości cyklistom niż piechurom. Dużo tutaj dróg, w tym asfaltowych, za to dużo mniej jest szlaków pieszych.
Z Banicy też można podejść do doliny nieistniejącej wsi Czertyżne. Jednak ten spacer polecamy bardziej wiosną czy latem - w zimie problematyczne są brody np. na Białej.

zachowało się kilka zabytkowych krzyży

zabudowa jest dość chaotyczna, ale malownicza


W Banicy działa słynny "Dom na Łąkach". Stoi on przy drodze ze wsi do Izb, na obrzeżach. Wyrobił już sobie renomę jako miejsce przyjazne dla turysty, ostoja spokoju. Jeśli będziecie blisko, to podejdźcie drogą asfaltową kilkaset metrów w kierunku Izb - ze wzgórza widać pięknie Lackową, a na jej tle świetnie wpisuje się cerkiew Izbiańska. Raj dla malarzy i fotografów!

przy drodze do Czertyżnego


Idąc przez Banicę zobaczycie oprócz cerkwi  także cmentarz, a na nim kilkanaście starych nagrobków. Cmentarz znajduje się kilkadziesiąt metrów nad cerkwią, przy drodze do  Czyrnej.
Oprócz nagrobków, we wsi zobaczycie kilka starych przydrożnych krzyży. Pojawiają się też nowe.
Atrakcją dla wielu będzie też spacer pośród zwierząt. Na łąkach po obydwu stronach drogi pasą się konie, krowy, nad potokiem często dostojnie człapią kaczki... Wiejska sielanka można by rzec.
Do Banicy można podjechać busem z Gorlic. Ciekawa alternatywa, uwalniająca od samochodu. Rano można spacerować pośród mgieł, zimą zaś wkoło leży śnieg, jest biało, cicho.
Działa tutaj także sklep, więc z głodu nie pomrzecie.




Polecamy Wam serdecznie odwiedziny tych stron. Znajdziecie tutaj spokój, piękne krajobrazy, zabytki. Na prawdę można tutaj odpocząć.

Pozdrawiamy serdecznie.





Źródła inf.:
Czajkowski J., 1999, Studia nad Łemkowszczyzną
Figiel N., Klimek P., 2011, Bieszczady, Beskid Niski
Luboński P. (red.), 2011, Beskid Niski. Przewodnik dla prawdziwego turysty

niedziela, 5 lutego 2017

Skansen w Szymbarku

Witajcie,

dziś pragniemy Was zabrać w podróż do przeszłości. Podróżując po Beskidzie Niskim często zachwycamy się starymi nieraz już rozwalającymi się chałupami. Jest jednak miejsce  jedno z kilku w którym takie chałupy są i mają się całkiem dobrze. Mamy tu na myśli mianowicie Skansen Wsi Pogórzańskiej w Szymbarku. Dlaczego właśnie ten? Bo jest najbliżej naszego miejsca zamieszkania, a zatem najbliższy naszemu sercu. Poza tym Szymbark był taką swoistą granicą przenikania się dwóch kultur Łemków i Pogórzan. Jeśli pamiętacie jest tu i cerkiew i kościół, a jeśli pamięć zawodzi, lub chcecie po prostu dowiedzieć się nieco więcej o miejscowości to zapraszamy tutaj.

wnętrze chałupy pogórzańskiej



Sam skansen by nie powstał gdyby nie pewien pasjonat i bystry obserwator tego co się w ówczesnych czasach działo "Nad rzeką Ropą". Mowa tutaj o Romanie Reinfussie (1910-1998)- etnografie, który niestrudzenie badał nieznane wówczas tereny Beskidu Niskiego. Zajmował się głównie właśnie kulturą ludową mieszkańców Karpat i sztuką ludową w Polsce. Szereg zdjęć które zostały przez niego wykonane jeszcze przed II wojną światową znajdują się w albumie "Świat bojków i Łemków". Projekt wyglądu samego skansenu w Szymbarku konsultowano właśnie z nim, a w 2010 roku w uznania zasług i setną rocznicę urodzin nadano skansenowi jego imię i odsłonięto ławeczkę prof. Reinfussa.

w Szymbarku można obejrzeć dawne wiejskie maszyny, np. wialnie. Chociaż My takie "młynki" jeszcze z domów pamiętamy....

Chyba najpiękniej skansen wygląda wiosną. W tle widać chałupę z Szymbarku z 1924 roku


Jeżeli zaś chodzi o sam skansen to zajmuje on powierzchnię ok 2ha. Znajduje się na tym terenie 15 obiektów- docelowo ma być 27. Niestety ze względu na niewielski teren nie została odtworzony typowy układ poszczególnych budynków w stosunku do siebie. Prezentowane tu obiekty są autentyczne. Pojedyncze obiekty zostały wyjęte z zespołu zabudowań, zakonserwowane na miejscu i złożone z powrotem. Jedynie dwa elementy są zrekonstruowane, mianowicie krzyż przydrożny i piec garncarski. Jak sama nazwa wskazuje skansen przedstawia kulturę Pogórzan, którzy zamieszkiwali teren powiatu gorlickiego. Wpływ na ich zabudowę, kulturę mieli z jednej strony Lachy Sądeckie, a z drugiej Łemkowie. Sam skansen zaczął działać 19.09.1987 roku. Znajduje się na Szlaku Architektury Drewnianej i na Szlaku Techniki Małopolski. W czasie letnim są tu organizowane rozmaite imprezy folklorystyczne, mające na celu ukazać czym zajmowali się ówcześni mieszkańcy wsi i jak wyglądały ich zajęcia (tkactwo, garncarstwo, kowalstwo). Imprezy umilają swoimi występami zespoły ludowe z Polski i zza granicy m.in. z Słowacji, Węgier.



koło kuźni przysiadł Pan Reinfuss na ławeczce...

Same budynku są jak już wspominaliśmy  poprzenoszone z różnych miejscowości. Jednym z  najstarszym obiektem jest stodoła z Zagórzan. Wcześniej wchodziła w skład zagrody plebańskiej. Obecnie (od 2015 roku) w 3 pomieszczeniach znajdują się 3 scenki nawiązujące do Bitwy Gorlickiej. Jest tu sztab dowodzenia, szpital polowy i konwój jeńców rosyjskich.

A tutaj przykładowe budynki, które możecie obejrzeć w skansenie:

Chałupa z Szymbarku - najmłodsza, pochodzi z 1924 roku. Jest to dom rzemieślnika zajmującego się obróbką drewna, gdzie jedna część jest mieszkalna, a druga przeznaczona na warsztat

Kuźnia z Turzy z końca XIX wieku. Najpierw była własnością dworu, potem działała dla wszystkich mieszkańców. Wyposażenie pochodzi z lat 30-tych XIX wieku.

koło kuźni zobaczyć można wielki brus do ostrzenia, szlifowania...

a tu rzut okiem do wnętrza kuźni




Nie można pominąć też wspaniałych wiatraków, które dawniej służyły do mielenia ziarna, a teraz stanowią nie lada atrakcję turystyczną. Uroku dodają skansenowi również ule zrobione z rozmaitych materiałów. Warto zwrócić uwagę na prezentowane maszyny rolnicze i powozy. Nie lada atrakcją może to być dla dzieci, które tylko z opowiadań mogły słyszeć co nieco o młockarni.

Za tymi wszystkimi cudownościami, tuż obok toalet znajduje się zejście na drugi poziom zwiedzania. Po pokonaniu paru schodków naszym oczom ukazuje się olejarnia z Gródka, studnia z Wójtowej, dymna chata z Siar i rekonstrukcja pieca garncarskiego ze Stróżówki.


słynne wiatraki...

Przed wielką bitwą. . .

Tak wygląda skansen w zwięzłym opisie. Nie jest on duży jak widzicie, ale warto go zobaczyć - to urokliwe miejsce, szczególnie wiosną. Jeżeli chodzi zaś o zwiedzanie:

SEZON LETNI (maj - wrzesień)
poniedziałek-piątek 9-17
sobota, niedziela 9-18

SEZON ZIMOWY (październik - kwiecień)
poniedziałek- niedziela 9-15

CENY BILETÓW
normalny - 8 zł
ulgowy - 5 zł
opłata przewodnicka - 10 zł
bilet "Karta Dużej Rodziny" - 3,50 zł



rekonstrukcja pieca gancarskiego




Obecnie ferie zimowe ma m.in. Małopolska zapraszamy więc rodziny z dziećmi na warsztaty gdzie będzie możliwość samodzielnego wykonania ekologicznego mydełka. Więcej szczegółów znajdziecie tutaj.


Źródła:
www.mojamalopolska.pl
www.muzeum.gorlice.pl
P. Luboński, Beskid Niski dla prawdziwego turysty, REWASZ 2012

niedziela, 22 stycznia 2017

Z Łemkowskiej ziemi wiersze Katarzyny Szwedy

Witajcie,

Dzisiaj chcemy zaprosić Was na zupełnie inny wpis. Właściwie to pierwszy raz poruszamy tego typu temat na tym blogu. I właściwie - nie jesteśmy nawet autorami wpisu.
Dzisiaj chcemy zaprosić Was w świat poezji. Otworzą się przed Wami podwoje świata piórem pisanego, a jednocześnie - tak dobrze Wam znanego. Wszytko za sprawą Katarzyny Szwedy, młodej poetki rodem z Łemkowyny.
A tak autorka pisze o sobie:
Urodziłam się w styczniu 1990 roku w Nowym Żmigrodzie. Ukończyłam filologię angielską w PWSZ w Krośnie oraz studia nauczycielskie (język hiszpański i język angielski) na Uniwersytecie im. Johanna Wolfganga Goethego we Frankfurcie nad Menem. Piszę wiersze od 12 roku życia. Zdybyłam wyróżnienie w konkursie literackim programu Dolina Kreatywna (2006/2007), w tegorocznym konkursie poetyckim Jesienna Chryzantema oraz drugą nagrodę w przeglądzie "Połowy Poetyckie" Gdynia 2016. Jestem bardzo związana z Beskidem Niskim, tu spędziłam dzieciństwo, we wsi Kotań. Często odwiedzałam również dziadków w leśniczówce w Świątkowej Wielkiej, powracam do tych niezwykłych chwil z ogromnym sentymentem. Moje przywiązanie do tych terenów staram się wyrazić za pomocą poezji.


Czytając wiersze Kasi,można przenieść się w świat dawnej Łemkowyny, tej z lat 40 ubiegłego stulecia, odchodzącej gwałtownie, bez możliwości pożegnania się z rodzimymi górami, ukochanymi strugami. A jednak przez wiersze przebija też i życie. Tak, bo Łemkowyna jednak przeżyła - w przydrożnych krzyżach i kapliczkach, w strzaskanych nagrobkach i na cerkwiskach, gdzie sacrum wciąż bije silnym źródłem, orzeźwiająco. Tak przynajmniej my odbieramy twórczość Kasi. A jak Wy odbierzecie jej spojrzenie na mały, beskidzki świat?
Miłej lektury!


- nieznajoma z Nieznajowej-

spotkałem ją w dolinie górnej Wisłoki
ślady wygnania sumiennie wyryte
choć niewprawny ruch ręki przypadkowy oprawca
nie zdążyłem zapytać jak miała na imię

pewnie Kateryna

przy drodze stał krzyż trójramienny
przez chwilę była szorstka modląca
widziałem pustą wnękę na ciało Chrystusa
Chrystus wysiedlony

prawdziwie wysiedlony

krzyż pusty ona pusta aż wiatr w niej świszczy
na żebrach przygrywa nikt do tańca nie prosi
wsi spokojna wsi bezludna
nic nie masz z wesołości

Łemko nie powrócił


- wiersz pierwotny -

wsadziłem w ziemię wiersz
myślałem że wyrośnie z niego drzewo
obrodzi na zimę a gdy skosztuję jego owoc
ujrzę cię nagą w śniegu przede mną

było tylko słowo i świątynie z chleba
przed tobą były jeszcze dwie inne kobiety
i wiersze pisane  w pośpiechu na skrawkach ulic
krawężników drewnianych balustrad

ciepłym palcem na szybach w pociągu
pisałem twoje smutne oczy
widziałem w nich domy nienasze
i nienasze podwórka psy i budy

przez nie widziałem smugę drogi
prowadzącej donikąd i godziny długie
odległej rozmowy o nas samych osobno
o nich przy nas ale dziwnie obcych


- wędrowanie -

po nieprzespanej nocy
spragnieni porannej rosy wyjdziemy na łąki
nie umrzemy młodo
starość nas w swoich ramionach utuli
jeszcze ciepłych ciśnie do ziemi



wyrośnie z nas krzak dzikiej róży
kruki i wrony rozdziobią jego owoc na strzępy
nie umrzemy młodo
zostaną po nas niewypały i dźwięki
beznamiętne pieśni o czasach lepszych biedniejszych



starość nam kij bukowy wsadzi do ręki
zgarbionym każe wędrować przez siebie
palcami jeszcze lepkimi od gleby
grabić zżółknięte liście pisać na nich wiersze



nie umrzemy młodo
choćbyśmy właśnie tego najbardziej pragnęli
bezdechem lekkomyślności we śnie się zachłysnąć
gwałtownie przeminąć
nigdy w nic nie zwątpić nie dożyć niczego
szaleństwem się splamić ale nie włóczęgą




- cisza w Tychani -

była cicha i piękna jak opuszczona wieś
jak on bezgłowy na cokole bezstronny
jak nimb co spowił bezimienne szczyty wonna
jak dziurawiec niedeptany od wieków


chciałem ją kochać sam na wyłączność
bezcześcić o świcie w podmokłych zaroślach
pozacierać ślady innych rąk na niej
nietutejszych przywłok przybłęd innowierców


w samym dnie doliny wznosiłem ołtarze
krezusowym bogom ponoć wszechobecnym
i darłem na strzępy gałęzie i głazy
budowałem świątynie na miejscu cerkwiska


przyszła raz przed zmrokiem kazała mi odejść
nie burzyć spokoju nielotną modlitwą
raz na zawsze pojąć że cisza w tych stronach
jest nieodwracalna święta wiekuista



- taj lem na Beskydi -

wiem że jesteś nieistniejąca
lecz wciąż istniejąca bardziej niż inne
bo na moim podwórku wśród moich pól
owiec i gęsi zaistniałaś wierszem



potrzebowałem tylko dłuta i kawałek gruszy
żeby cię stworzyć może był to buk



zawstydzam ich tym że jesteś
dla mnie ważniejsza od niego
że wolę spotykać się z tobą
niż na mszy kruczeć całować ikony



przechodzisz obok pachniesz swetrem
siadasz ze mną na ławce przed domem
poisz piołunem a kiedy sen przyjść nie chce
ciepłą żywicą zaklejasz oczy i szepczesz

że konie już dawno gotowe do drogi



- Świerzowa Ruska -

tu pod gruszą rodziły się nasze matki
w bólu ich matek w naszym bólu obecnie
kiedy odchodzą usłużnie zbyt wcześnie
pytanie o przeszłość grzęźnie niezadane
musi przeczekać jak ulewa


tu stała chyża mój dziadek Łemko
ojciec mej matki sam ją budował
pod jednym dachem ludzie i stado
stadne życie po ludzku po rusnacku
po wojnie wystygło jak kałuża


tu zielsko jak relikt samotnie zakwita
w stepach karpacki las chyli się wichurze
zdziwiony że tak daleko zawędrował
i można tylko pytanie o przeszłość odraczać
w dalekim stepie ich szukać im zapalać





Tak prezentuje się twórczość Kasi. Przypadła Wam do gustu? Wiersze rządzą się własnymi prawami, wymagają cierpliwości i żądają uwagi. Bez spełnienia ich życzenia - nie ma mowy o ich zrozumieniu, nie zdradzają bowiem swoich sekretów tak łatwo...
Mamy nadzieję, że dzisiejszy wpis Was zainteresował. Sami z przyjemnością czytaliśmy wiersze Kasi, wers po wersie. Cieszymy się, że ktoś poświęca naszej ukochanej Łemkowynie trochę czasu i swojego talentu.

Pozdrawiamy serdecznie!


niedziela, 8 stycznia 2017

Kamieniarstwo ludowe w Beskidzie Niskim

Witajcie!

Wędrując dolinami beskidzkich potoków, idąc rzadko uczęszczanymi drogami możecie podziwiać wspaniałą beskidzką przyrodę, piękne krajobrazy, oraz liczne kamienne krzyże i kapliczki. Często są one już mocno sfatygowane przez czas, a jednak zachwycają nasze oczy. Zastanawialiście się kiedyś, jak powstawały, i kto był ich autorem?
Postaramy się w kilku słowach opowiedzieć Wam trochę o kamieniarstwie na terenie Beskidu Niskiego.

Krzyż przydrożny w Lipowcu
Kamieniarstwo w dawnych czasach było trudnym, jednakże szanowanym zawodem. Okiełznanie metody obróbki kamienia, nadawanie "martwej" skale żądanej przez człowieka formy było nie lada wyczynem. A potęgował to również fakt, iż popyt na kamienne wyroby był duży. Potrzebne na wsiach były kamienie żarnowe, osełki, kamienne blaty stołów. W miastach zamawiano płyty chodnikowe z kamienia. Najbardziej jednak zasłynęli kamieniarze wyrobami sakralnymi - chrzcielnicami, krzyżami nagrobnymi, kapliczkami. Bogatsi gospodarze zamawiali u kamieniarzy krzyże kamienne, by je postawić na grobie bliskiej osoby, czy też ustawić krzyż (lub kapliczkę) przed domem. Różne były ku temu powody - często były to wota dziękczynne czy błagalne. Kamień położony na grobie miał też chronić ludzi żyjących przed duchem zmarłego - co ma związek z zabiegami apotropaicznymi, szeroko rozpowszechnionymi także na terenie Łemkowszczyzny (ujmując prościej - wierzenia wampiryczne). Z wieloma krzyżami i kapliczkami do dziś stojącymi przy drogach związane są legendy..

By kamieniarz mógł działać, niezbędny był surowiec. Ponieważ mieszkańcy wsi byli mało mobilni, i niechętnie opuszczali rodzinne strony, surowiec właściwie musiał być dostępny jak najbliżej rodzimej wioski. Dostępność materiałów determinowała więc rozwój zawodu. Na terenie Beskidu Niskiego jest wiele wychodni piaskowca. Najlepszy do obróbki jest gruboziarnisty, twardy piaskowiec magurski, z którego można wyrabiać przedmioty użytkowe - np. kamienie młyńskie czy żarnowe. Dostępny był np. na stokach Magurycza Wielkiego. Do obróbki artystycznej wykorzystywano materiał drobnoziarnisty, miększy. Sami kamieniarze uznawali go za materiał średniej jakości, niemniej chętnie wykorzystywali ze względu na łatwość w obróbce. Jego wychodnie znajdują się między innymi w paśmie Magury Małastowskiej. Słaby jakościowo surowiec stanowiły luźne bryły piaskowca czy też warstwy powierzchniowe, podlegające procesom erozji i wietrzenia. Z takich korzystano tylko, gdy inny surowiec był niedostępny - z takiego materiału wyrabiali przedmioty kamieniarze z Folusza, surowiec pozyskując w postaci brył zbieranych na Diablim Kamieniu lub też z wychodni w rejonie Huty Pielgrzymskiej.

Krzyż "Thallerhofski" z Bartnego, wykonany przez Osifa Tarbaja

Jak wyglądała produkcja krzyża? Najpierw należało pozyskać surowiec. Kamieniarze nie kupowali gotowych bloków skalnych, lecz sami pozyskiwali materiał do produkcji na znanych sobie wyrobiskach. Dysponowali stosunkowo ubogim warsztatem narzędziowym - używali różnego rodzaju młotów i młotków, pobijaków, klinów, dłut i oskardów.
Kamieniarz (zazwyczaj z osobami do pomocy lub też "spółka" kamieniarska) udawał się do kamieniołomu (kopalni) gdzie mógł pozyskać surowiec. Najpierw musiał zdjąć warstwę ziemi i zwietrzeliny skalnej, pokrywającą litą warstwę skalną. Dopiero z takiego surowca mógł kamieniarz stworzyć określony produkt. Kolejnym, dużo trudniejszym etapem było odłupanie odpowiedniego bloku skalnego. Jego wielkość zależała od przeznaczenia. Im większy produkt, tym blok musiał być oczywiście większy. Odłupywanie przebiegało następująco, i było procesem długotrwałym. W pokładzie (litej skale) wykuwano szeregiem współliniowe otwory, oddalone od siebie o kilkanaście centymetrów. Te otwory zabijano drewnianymi kołkami. We wspomniane kołki wbijano żelazne kliny. Służył do tego kijan - ciężki młot o wadze około 10 kg. Później, w okresie międzywojennym zamiast otworów wybijano szczeliny, w których zamiast kołków umieszczano żelazne sztabki robione z płaskowników, a między nimi wbijano żelazne kliny. Później miał miejsce odlot - czyli odpadniecie bloku od ściany skalnej. Odbijanie bloków skalnych było niebezpieczne, i nie raz zdarzały się wypadki...
Kiedy już blok skalny odpadł, nadawano mu na miejscu, w kamieniołomie przybliżonej formy przyszłego przedmiotu. Chodziło tutaj o zmniejszenie masy bloku skalnego. Głaz bowiem trzeba było dostarczyć do wsi.  Wstępną obróbkę wykonywano oskardem, kijanem i śpicem - czyli długim żelaznym dłutem. Tak wstępnie obrobiony blok (cokiel) ściągano "ułycią" - czyli trawersującą po stoku sztolnią, pozwalającą w miarę wygodnie ściągnąć blok z góry. Urobek ściągano koniem, "smykiem". Gdy blok ściągnięto już na w miarę płaski teren, ładowano go na wóz lub sanie (w zimie), albo też i niekiedy ciągnięto go dalej koniem, zaczepiwszy o orczyk. Surowiec można było pozyskiwać cały rok. Ciekawostką są koliby - czyli szałasy w których znajdowali w czasie niepogody kamieniarze. Robiono je z kamienia, również na krokwiach kładziono dach z tafli piaskowcowych. Tutaj raczej nie sypiano, a kryto się podczas pracy np. przed deszczem.

Na cmentarzu w Ropkach

Po dostarczeniu materiału, zajmowano się jego obróbką. Czynności te wykonywano zazwyczaj na świeżym powietrzu. Najpierw blok obrabiano krynglą (młotkiem groszkowym) i małą wersją kijana.
Miało to na celu wyrównanie powierzchni skały. Potem blok gładzono za pomocą szerokich, stalowych dłut (kutych przez miejscowych kowali). Dłuta te pobijano drewnianą, jaworową lub bukową pałką, wytoczoną z jednego kawałka drewna. Przy pracy pomocnymi narzędziami były różnorakie dłuta, drewniany cyrkiel i młotek do "nasiekiwania" dolnych części kamienia żarnowego. Kamieniarz pracował głównie na siedząco, chyba ze wyrabiał np. krzyż, to wtedy już pracę prowadził głównie na stojąco.
Doświadczony kamieniarz mógł w ciągu dnia wykonać 1 kamień do brusa (szlifujący), ok 30 osełek albo 5 metrów bieżących cokli pod podmurówkę. Dłużej trwała praca artystyczna. Krzyż z reliefem Ukrzyżowanego robiono nawet do miesiąca, prostą kapliczkę: 2 - 3 tygodnie.

Kamieniołom Okrągła Wyspa na stokach góry Kamień nad Jaśliskami

Kamieniarstwo na terenie Beskidu Było bardzo popularne. Kamieniarze działali zarówno na terenie zachodnio - środkowej jego części, jak też i na obszarach wschodnich.
Najbardziej znani są kamieniarze z Bartnego. Wedle podań, do Bartnego pierwsi kamieniarze (bracia Boroszowicze) mieli przybyć do wsi z Jasionku już w XVI wieku. Jest to dość wątpliwe, gdyż Jasionkę lokowano dopiero w  połowie XVII wieku (1665), i nawet biorąc pod uwagę, że osada istniała nieco wcześniej, kwestia XVI - wiecznej genezy łemkowskich kamieniarzy nie jest w stu procentach pewna. Zapewne dopiero XVII - wieczna genezę ma działalność kamieniarska na tym terenie, co sugerować mogą dokumenty miejskie Biecza, wspominające o pozyskiwaniu w Przegoninie w 1668 roku kamienia na remont ratusza. Na pewno jednak kamieniarstwo zaczęło się tu mocno rozwijać w XVIII wieku - wedle dokumentów, kamieniarze z Bartnego płacili więcej rocznego czynszu niż wszyscy bieccy rzemieślnicy razem wzięci (!).
Nie zmienia to faktu, że Bartne rozwinęło się na duży ośrodek kamieniarski o znaczeniu ponadlokalnym. Wyroby z Bartnego trafiały dalej, nawet do Gorlic. Tutaj kuto krzyże i kapliczki, kamienie żarnowe i do brusa, oraz inne przedmioty kamienne. Jednak największą sławę zdobyły właśnie wyroby sakralne. Tu trzeba dodać, że kamieniarze z Bartnego jako jedyni łączyli się w "spółki" - grupy zrzeszające kamieniarzy, co znacznie ułatwiało i przyspieszało realizację licznych zamówień.
Kamienne krzyże zgromadzone na lapidarium przycerkiewnym w Kotani

Kamieniarstwem zajmowano się także w Bodakach (d. Przegonina) Wapiennym, oraz w Foluszu (Iwan Dragan) . W Bodakach powstawały m. in. nagrobne macewy. W Foluszu i Wapiennym, jako że materiał był gorszy, wyrabiano głównie osełki, kamienie żarnowe, brusy, cokle na podmurówki, rzadziej zaś np kapliczki.
W Bartnym surowiec do obróbki pozyskiwano głównie na stokach Magurycza Wielkiego - piaskowiec tutaj dostępny najlepiej sprawdzał się w wyrobie przedmiotów użytkowych. Materiał wydobywano także na stokach Kornuty, jednak był on nieco gorszej jakości niż ten z Magurycza, jednak dobry np. na wyrób krzyży.

Jeśli chodzi o Bartne, to w ośrodku tym rozwijało się szczególnie kamieniarstwo artystyczne. Kilkunastu artystów znanych jest z nazwiska, i rozpoznawanych poprzez swoje wyroby. Pokrótce przedstawimy tutaj kilku z nich:
Matej Cirkot - jest autorem wielu krzyży przydrożnych, m. in. krzyża przy ul.  Węgierskiej w Gorlicach. Jego dzieła można poznać m. in. po słabo zachowanych proporcjach ciała Chrystusa i jego skrzyżowanych, przybitych jednym gwoździem stopach. Twarz Chrystusa jego autorstwa znaczył delikatny "uśmiech".
Iwan Dutkanycz - kontynuator stylu Cirkota. Autor ten stosował w rzeźbie bardziej wyraźne modelowanie długich włosów Chrystusa, a jednocześnie mniej wyraźnie zaznaczał wypukłość piersi.
Wasyl Gracoń - Rozwija styl Cirkota. Twarz Zbawiciela jego długa jest zafrasowana. Zbyt długie nogi z za wysoko umieszczonymi kolanami nadają wyjątkowej formy Ukrzyżowanemu.
Iwan Gracoń - syn Wasyla, początkowo wzorował się na stylu ojca,  potem zaś - na warsztacie Osifa Tarbaja z Bodaków.

Bartne. Grób hrabiny Walewskiej, wykonany z nieobrobionych kamieni młyńskich

Osif Tarbaj - uczył się fachu u cechowego kamieniarza z Łużnej, Władysława Jamera. Dzieła Tarbaja, głównie krzyże nagrobne odznaczają się wysoką dbałością o szczegóły jak np. poprawnie wykonaną muskulaturą czy szczegółami twarzy. Na jego krzyżach można zobaczyć np. koronę cierniową plecioną z trzech, wyraźnie odznaczających się cierni.
Działalność kamieniarską prowadzono także i w innych wioskach na terenie zachodniej części B. Niskiego, jak np. w Nieznajowej.  Okoliczni kamieniarze z zachodniej częsci Beskidu niskiego surowiec pozyskiwali m. in. na stokach góry Chełm, na Jeleniej Górze czy w okolicach Mrukowej.

Jednym z bardziej znanych kamieniarzy spoza Bartnego jest Iwan Szatyński, przez pewien czas mieszkający w Nieznajowej. Jego krzyże i figury można oglądać m. in. w Nieznajowej, w Kotańskim lapidarium czy w Grabiu. Autor wzorował się na W. Serwońskim, kamieniarzu z Gorlic, i przejął od niego m. in. formę cokołu i sposobu jego dekoracji. Jego krzyże można poznać np. po wizerunku Chrystusa ze stopami przybitymi oddzielnie gwoździami.

Długie. Krzyż na starym cmentarzu, z 1869, autorstwa M. Cirkota
Idąc w kierunku wschodnim, należy zajrzeć do dawnego klucza jaśliskiego - tutaj również kwitło kamieniarstwo. Widać to po dziś dzień w herbie Jaślisk - widoczne są tam dwa oskardy, kamienie młyńskie, a w tle - stoki góry Kamień. Co ciekawe, na pewno już w XVII wieku wykorzystywano okoliczne kamieniołomy. Pozyskiwano tutaj materiał na budowę i reperację murów, na budowę mostków na trakcie węgierskim czy chociażby na bruki miejskie. Oprócz tego, w późniejszym okresie, w okolicznych wsiach zaczęto wyrabiać kamienie młyńskie. Po 1772 roku trafiały one nawet na tereny Austrii! Kamieniarstwo przetrwało tutaj do okresu powojennego.  Co ciekawe, sami Jaśliczanie nie zajmowali się kamieniarstwem. Warsztaty kamieniarskie były natomiast w Posadzie Jaśliskiej, i tutaj Polacy zajmowali się wyrobem przedmiotów, m.in. kamieni żarnowych i młyńskich. Surowiec pochodził z kamieniołomów na stokach góry Kamień w Czeremsze, oraz niekiedy z wyrobisk ze Smerecznego. Lokalni kamieniarze działali też w Lipowcu i Czeremsze. Wykonali oni kilka krzyży, po dziś stojących przy dawnym trakcie węgierskim oraz na terenie Rudawki Jaśliskiej. Również kamieniarstwo rozwijało się na lokalne potrzeby w Króliku Wołoskim. Wyrabiano tutaj krzyże cmentarne, które dziś można oglądać m. in. w Desznie czy Wisłoczku.
Do dziś można oglądać krzyże i kapliczki zarówno wymienionych wyżej autorów, jak też wielu, wielu innych, nieznanych z nazwiska. Krzyże i kapliczki zaczęto wyrabiać w XIX wieku, i wykuwano je niemal do połowy wieku XX.

Narzędzia kamieniarskie: 1) młotki i oskard 2) "czerkiel", śpic i dłuta 3)cyrkiel i pałka kamieniarska, młotki 4) kijan 5)czerkiel i dłuta 6) dłuta i klin. W tle zdjęcie kamieniarzy przy pracy. *

Kamieniarze łemkowscy skutecznie konkurowali z miejskimi warsztatami kamieniarskimi jeszcze w okresie międzywojennym. Właściwie dopiero powojenne wydarzenia doprowadziły do upadku wiejskich warsztatów na Łemkowynie. Wiązało się to nie tylko z wyjazdem samych kamieniarzy, ale także z upaństwowieniem terenów, na których wydobywano surowiec. Reszty dopełniła mechanizacja warsztatów miejskich, i co za tym idzie, produkcja tańszych wyrobów. Ostatnim czynnie działającym po II wojnie kamieniarzem łemkowskim był Jan Chwalik z Bartnego. Zmarł w 2011 roku

Chociaż dzisiaj kamieniarze łemkowscy nie wyrabiają krzyży czy kamieni młyńskich, to jednak pamięć o nich nie wygasła.  Owoce ich dawnej, ciężkiej pracy możemy oglądać na terenie niemal każdej istniejącej, bądź też istniejącej już tylko z nazwy wiosce. Przy drogach stoją kamienne kapliczki i krzyże, często pokaźnych rozmiarów. Chociaż nierzadko są mocno nadwątlone przez czas i ludzi, to jednak wciąż robią wrażenie na widzu. Na cmentarzach można oglądać liczne krzyże, dzięki którym to pamięć o danym cmentarzu nie wygasła, a sam obiekt nie znikł pośród drzew i krzewów... W Bartnym, koło cerkwi grekokatolickiej, w plebańskim spichlerzu urządzono malutkie muzeum kamieniarskie. A tuż obok stoi wielki pobijak - narzędzie kamieniarza w wersji XXL. Jest to pomnik, upamiętniający słynnych kamieniarzy z Bartnego.

W paśmie Magury Wątkowskiej można trafić na liczne wychodnie piaskowca

Swoją drogą, kamieniarstwo, chociaż ciężkie, było całkiem dochodowe. Przykładowo, w okresie międzywojennym za kamień do brusa płaciło się 2 - 3 zł u kamieniarza z Bartnego lub Bodaków, a za ten sam wyrób z Folusza już tylko 2 złote. Za kamień żarnowy trzeba było zapłacić od 20 złotych (Folusz) po 35 złotych (Bartne). Zawrotna była cena krzyża, wynosząca 170  - 200 zł. Kapliczki były tańsze, kosztowały tylko 100 złotych, ale wyrabiano je w Foluszu, z materiału gorszej jakości. Tak więc, jeśli kamieniarz miał talent i był pracowity, mógł sporo zarobić. Tu trzeba zaznaczyć, że kamieniarstwo zazwyczaj nie było jedynym źródłem dochodu kamieniarza. Gospodarował on zazwyczaj dodatkowo na "ojcowiźnie", zajmował się też często hodowlą.

Figura wNieznajowej, wykonana przez Iwana Szatyńskiego

Mamy cichą nadzieję, że ten wpis zaciekawi Was tą ciekawą tematyką. Bo nie ma tu mowy o wyczerpaniu tematyki, nawet jej nie "liznęliśmy" tutaj 😊. Ale teraz, wędrując szlakami i drogami Łemkowyny, będziecie na pewno baczniej przyglądać się kamieniarskiej robocie.

W powyższym artykule został poruszony temat kamieniarzy ludowych. Nie ujęto tu równie ważnego warsztatu kamieniarzy cechowych działających m.in w Gorlicach, Dukli czy Sanoku. Wyroby tych rzemieślników są często spotykane na starych cmentarzach parafialnych/komunalnych. Twórczość kamieniarzy cechowych stawała się nie raz inspiracją dla twórców ludowych i na odwrót.

Dziękujemy za odwiedziny, pozostawione komentarze i zainteresowanie tematyką beskidzką.

Do zobaczenia na szlaku!




*Zdjęcia wykonane podczas wystawy w Muzeum Etnograficznym w Rzeszowie. Eksponaty pochodzą z Bartnego, ob. znajdują się w zbiorach Muzeum Okręgowego w Nowym Sączu. Fotografia w tle pochodzi ze zbiorów Muzeum Etnograficznego w Rzeszowie.

Źródła informacji:
Stachowiak A., Kamieniarstwo ludowe na Łemkowszczyźnie /źródło: lemko-archiwe.com/
Łopatkiewicz T., Ośrodki kamieniarstwa ludowego na Łemkowszczyźnie środkowej /źródło:cyfrowaetnografia.pl/
PŁAJ, 23, 2001, Stachowiak A., Łemkowskie krzyże kamienne w dolinie Biełczy i górnej Jasiołki.
Stachowiak A., Łemkowskie krzyże kamienne i ich twórcy /źródło: www.beskid-niski.pl/
www.beskidniski.pl