Zanim wejdziesz, przeczytaj :)

1) Materiały wykorzystane przez nas ( zdjęcia, rysunki, opisy ) służą tylko celom dydaktyczno - informacyjnym, nie czerpiemy z działalności żadnych korzyści. Wykorzystujemy materiały zarówno własne, jak również pozyskane w internecie, lecz tylko by ukazać czytelnikom piękno naszego świata :). Materiał internetowy pozyskujemy legalnie (nie jest on zastrzeżony prawami autorskimi, pochodzi ze źródeł masowych i edukacyjnych) - nie kradniemy niczyjej pracy. Jeśli jednak znajdziesz u nas swoje materiały bez wyraźnej zgody (mogło zdarzyć się niedopatrzenie z naszej strony) i poczujesz się urażony - prosimy, poinformuj nas, a natychmiast znikną one z naszych łamów :)
2) Blog nie ma charakteru naukowego. Jest to strona popularyzatorska. W miarę naszych możliwości (i ponieważ historia to nasze hobby) staramy się jak najwięcej umieszczać informacji historycznych oraz korzystać z literatury tematycznej, niemniej nie gwarantujemy "nieomylności" :)
3) Ilustracje opatrzone znakiem wodnym są naszą prywatną własnością. Jeśli znalazłeś tutaj przydatną ilustrację - napisz do nas. Podobnie rzecz ma się z zamieszczanymi tekstami.

Komentarze

Przywracamy możliwość komentowania wpisów na blogu. Oczywiście przypominamy, że komentarze anonimowe nie będą mogły liczyć na odpowiedź :)

niedziela, 17 stycznia 2021

Okiem wędrowca - Zamczysko w Mrukowej

 Witajcie!

Dzisiaj zabieramy Was na krótki, w sumie dość rekreacyjny spacer.

Trochę przyrody, trochę historii.. Zapraszamy w okolice Mrukowej.



u stóp Zamkowej



Widok na Zamkową od strony Mrukowej


Mowa jednak nie o samej wsi (notabene bardzo malowniczej) ale o ciekawostkach skrywanych przez okoliczne szczyty.

W Mrukowej znajduje się góra Zamkowa (571 m n. p. m.). Na górze zaś, znajdziemy kilka ciekawych miejsc. 

Pierwszym, godnym uwagi jest relikt dawnego grodziska / zamczyska. Prowadzone tutaj badania archeologiczne w latach 50. XX wieku potwierdziły obecność obiektu. Natrafiono również na artefakty, datowane na XIII-XV (mowa oczywiście o wszędobylskiej ceramice - niestety, lepszych datowników, jak np. przedmioty metalowe, nie znaleziono). Nie ustalono jednak jednoznacznie przeznaczenia tutejszego obiektu. Z całą pewnością jednak było to miejsce o przeznaczeniu obronnym.
Badania prowadzili tutaj członkowie tzw. Karpackiej Ekspedycji Archeologicznej - prowadzonej w latach 50,60 i 70 XX wieku na terenie Polskich Karpat, w tym i na obszarze Beskidu Niskiego, Bieszczad i Pogórzy.

Kaskady na potoku Szczawa

Szlak na górę prowadzi dnem wąwozów


Nad przełęczą, znajduje się pierwsza grupa ostańców


Najprawdopodobniej był to obiekt umocniony - jest to tym bardziej prawdopodobne, że doliną, u podnóża góry biegł trakt handlowy ciągnący na Węgry. Na stokach zaś dostrzec można pozostałości wałów ziemnych, fosy głębokiej na około 4 metry, jest też fragment kamiennego muru łączonego zaprawą wapienną (jednak nie wiadomo jaki rodzaj budowli tworzył) oraz są wykonane przekopy poprzez warstwy skalne i ziemne - elementy te wskazują na obronny charakter obiektu. W miejscu gdzie zapewne znajdowa się majdan jest spore zagłębienie - być może znajdowała si tutaj studnia.

Nie była to duża fortyfikacja, niemniej poprzez obronną lokalizację nawet niezbyt duży oddział wojów mógł stawiać tutaj skuteczny opór najeźdźcy (zapewne chodziło o Madziarów lub też zbójników - tołhajów). 

Ostańce poniżej szczytu, przy przełęczy

Tytaj już formacje skalne na szczycie


Tutaj już kulminacja stoku, z ulokowanym fortalicjum - widoczny przekop


O tutejszej twierdzy pisał w XV wieku sam Jan Długosz. Obiekt nazwał "Mruków" i wspominał o zachowanych dobrze ruinach. Wówczas już obiekt nie był wykorzystywany - więc słuzył on jeszcze za czasów panowania Piastów.

Nie wiadomo, kto tutaj "gospodarzył". Pojawiają się w źródłach co prawda wzmianki, że od roku 1420 właścicielem tutejszego zamku był Mikołaj Skalnicki nie są precyzyjne - był on bowiem właścicielem dominium w Skalniku, Mrukowej i Brzezowej - czyli rządził gruntami, nie samym zamkiem. Tym bardziej, że Mrukowa była królewszczyzną, więc i zapewne sam obiekt na górze mógł należeć do władcy. Tym bardziej jest to prawdopodobne, że sąsiedni obiekt w Żmigrodzie Starym był własnością prywatną - zamek królewski więc stanowiłby odpowiednią przeciwwagę dla prywatnej własności rycerstwa. W sąsiednim Mytarzu stała zaś komora celna - obecność więc królewskiej załogi była więc wskazana.

Zachowany fragment kamiennego muru

Prawdopodobne miejsce lokalizacji studni

Widok na Mrukową z wałów

Fragment wału i fosy


Dojdziecie tutaj, idąc od Mrukowej zielonym szlakiem. Na rozejściu szlaków zielonego i żółtego dalej trzymajcie się pierwszego. Po dojściu do przełęczy miedzy szczytami Smyczka i Zamkowa, należy odbić dobrze zauważalną ścieżką w prawo, i wejść na szczyt Zamkowej - tutaj dojdziecie do ciekawego skupiska piaskowych ostańców - mijacie je i przechodzicie około stu metrów do kulminacji stoków. Tutaj będzie kolejne skupisko skał, i wspomniane relikty grodziska.

Właśnie, drugim ciekawym obiektem są tutejsze wychodnie piaskowca. Znajdują się one tutaj, ponieważ ten teren stanowi naturalną granicę morfologiczną między Beskidem Niskim a Dołami Sanocko - Jasielskimi. Nie są może tak imponujące jak w Czarnorzekach czy w Ciężkowicach, niemniej warto poświęcić im trochę czasu i pooglądać. Są to wychodnie piaskowca różnoziarnistego, oraz zlepieńce należące do formacji magurskiej. Ich formy są różnorodne ze względu na budulec, a także rodzaj wietrzenia. Niektóre mają spore rozmiary i ciekawe formy. Najliczniejsza grupa skałek ok. 80 występuje  właśnie w okolicy Zamkowej Góry. Co ciekawe znajdują się tutaj najwyższe tego typu formy skalne w Beskidzie Niskim mające 15 m wysokości. Z uwagi na rozmaity budulec i sposób wietrzenia powstały tu formy przypominające plaster miodu. Przy jesiennej aurze można tu i ówdzie podziwiać okoliczne szczyty i miejscowości.

Warto zaznaczyć, że z uwagi na wysokie walory przyrodnicze i kulturowe planowane jest utworzenie zespołu przyrodniczo - krajobrazowego. 


Ukłąd skalny przy przekopie

Ostańce piaskowca na stokach góry


Mapka planowanej ścieżki przyrodniczej, oraz grupy sklane występujące w okolicy


Miłośnicy historii i geologii powinni być więc zadowoleni.

Zadowoleni będą również miłośnicy flory - zobaczycie tutaj skupiska buczyny jak również i lasy iglaste. Runo skrywa gruba warstwa liści. Spodkacie np. porastającą skały paproć - języcznik zwyczajny.Takie warunki przyrodnicze stanowią idealne miejsce do życia dla karpackiego smoka czyli Salamandry plamistej. Miejscami stoki są na prawdę strome, i mogą na prawdę wycisnąć sporo z piechura. Jednak sam szlak prowadzi stosunkowo łagodna trasą. Co ciekawe, idziemy głębokimi wąwozami, którymi spływają dodatkowo wody gruntowe ze stoków, wprost do potoku Szczawa. Co ciekawe w okolicy można odnaleźć źródła mineralne, które badał już w XIX wieku Baltazar Hacquet.

Zapraszamy do odwiedzin Mrukowej i okolic - mozna zobaczyć tutaj na prawdę ciekawe miejsca.
Pozdrawiamy!


Źródła inf.:

slownik.hpan.edu.pl

beskid-niski-pogorze.pl

Buczek K. Franczak P. Górnik M., Walory przyrodnicze i kulturowe projektowanego zespołu przyrodniczo-krajobrazowego "Skalne Zamki nad Mrukową" (Beskid Niski), Chrońmy Przyrodę Ojczyzny 72(4): 269-277,2016 tutaj



piątek, 1 stycznia 2021

Okiem wędrowca - Rezerwat Prządki

 Witajcie!

Powracamy do Was po długim niebycie. 

Zaczniemy więc.. wizytą na Pogórzu Dynowskim, i to nie byle gdzie - bo w Rezerwacie Prządki!

Rezerwat Prządki wita :)



Rezerwat Prządki powstał w 1957 roku. Jest to rezerwat przyrody nieożywionej, i chroni wyjątkowe formy skalne - twór geologii, wiatru, wody, temperatury, czasu.. i chemii.

Zobaczycie tutaj ciekawe skalne ostańce, noszące imiona: Matka Prządka, Prządka- Baba, Herszt i Zbój Madej.

Skąd takie nazwy? Jak większość tego typu miejsc jest ono mocno związane z kulturą regionu i od pradawnych czasów krążą o nim niesłychane opowieści. Jedna z nich mówi jakoby trzy córki kasztelana nie garnęły się do zamążpójścia, ani do obowiązków z tym związanych. Nie lubiły prząść, czy haftować, za to chętnie oddawały się hulankom. Nastał jednak dzień, kiedy do zamku przybyli trzej urodziwi rycerze. Od tej chwili każda z panien zapragnęła wyjść za mąż. Ślub jednak nie mógł się odbyć natychmiast, ponieważ rycerze wyruszali na wojnę. Poprosili więc swoje ukochane, by wyhaftowały im chusteczki, które w boju by o nich przypominały. Druhowie mieli wrócić na zamek za kilka dni by się pożegnać z ukochanymi. Pannom jednak nie w głowie było zabieranie się do pracy, odwlekały haftowanie na ostatnią chwilę. Matka ich upominała, jednak na nic zdały się jej prośby. Gdy do przyjazdu rycerzy został dzień panny nocą zasiadły do pracy. Mimo napominań matki szyły również w niedzielę. By nie naprzykrzać się matce udały się na pobliskie wzgórze, by wypatrywać rycerzy i dokończyć swą pracę. Gdy rycerze dotarli na to wzgórze zastali tylko trzy ostańce skalne. Panny zostały bowiem ukarane za pracę w święto i zamienione w głazy.


Prządka-Baba




A teraz krótko - jak to się stało, że powstał tutaj rezerwat.

Jak wspomniano, rezerwat powstał w 1957 roku (dokładnie 14 lutego) i jego celem jest ochrona grupy skał piaskowcowych, powstałych i wyróżnionych w terenie na skutek działalności czynników erozyjnych.

Teren ten jednak znajdował się w kręgu ludzkich zainteresowań znacznie wcześniej. We wczesnym średniowieczu w pobliżu Prządek usadowiono gród otoczony wałem ziemnym. Blisko grodu powstało cmentarzysko kurhanowe (wszak mieszkańcy musieli gdzieś grzebać swoich bliskich). Niektórzy sugerują nawet powiązania Prządek z kultami słowiańskimi, jednak na tą kwestię brak jakichkolwiek dowodów. Niemniej teren na pewno sprzyjał obronie.
Później, niedaleko zbudowano zamek - do dzisiaj przetrwały jego ruiny, bardzo okazałe zresztą (mowa oczywiście o ruinach zamku w Odrzykoniu).


Prządki odwiedzane są również przez miłośnikó wspinaczki

Ślady po działalności kamieniarzy


Terenem obecnego rezerwatu interesowano się również i w XIX wieku - rysownicy, malarze chętnie uwieczniali piętrzące się skały. Wtedy też zapewne rozpowszechniła się legenda o Prządkach - młodych dziewczynach zmienionych w kamień za to, że pracowały w dzień wolny od pracy. Cóż, wtedy kapitalizm jeszcze nie był na topie.. Pośród mieszkańców okolicznych wsi krążyły o tym miejscu różne legendy.
Rezerwat ma powierzchnię 13,63 ha i stanowi obszar czynnej ochrony przyrody.

Jak właściwie powstały Prządki?

Między Korczyną a Węgłówką występuje aż 23 warstwy różnych utworów geologicznych, nasuniętych na siebie w trzech seriach: skolskiej, podśląskiej i śląskiej. Prządki powstały z piaskowców ciężkowickich - takie same piaskowce zobaczymy w "Skamieniałym mieście" w Ciężkowicach, na Pogórzu Rożnowskim. Piaskowce te datowane są na dolny eocen (55-35 mln lat temu). Występują tutaj charakterystyczne formy komórkowe. Są to małe zagłębienia w skałach o nieregularnych kształtach. Powstały one prawdopodobnie w wyniku różnej odporności spoiwa na wietrzenie chemiczne i mechaniczne. 

Prządki zwiedzać można pieszo, nie ma tutaj wymagających technicznie szlaków czy dużych przewyższeń. Po rezerwacie można wygodnie poruszać się wyznaczonymi ścieżkami. Miejsce to jest bardzo lubiane przez mieszkańców najbliżej leżących miast np. Krosna, Strzyżowa czy położonego ok 40 km dalej Rzeszowa. Jest to całkiem ciekawa alternatywa na weekend. Oprócz rodzin z dziećmi, spacerowiczów (można tu również wpaść z psem, ale na smyczy rzecz jasna) Prządki odwiedzają także miłośnicy wspinaczki - część ostańców jest przystosowana do mocowania lin. Niestety w sezonie letnim jest to miejsce oblegane - m. in. prowadzi stąd wygodna i dość krótka ścieżka do zamku w Odrzykoniu. 

My odwiedziliśmy to miejsce wczesnym rankiem w grudniu - cisza, spokój, przyroda.. Warto wstać wcześniej, i odwiedzić Prządki "przed innymi".


Warto tu zajrzeć wczesnym rankiem. Cisza, spokój...



Spacerując po rezerwacie, można np. znaleźć skały noszące ślady obróbki (i na myśl wtedy przychodzą od razu kamieniołomy z Łemkowyny), czy też ciekawe wykwity chemiczne na skałach - więc i pasjonaci biologii znajdą coś dla siebie.

Rosną tutaj m. in. paproć podrzeń żebrowiec, piękne buki (występują tu zespoły buczyny karpackiej i grądu) i roślinność związana z tutejszymi lasami, np. pierwiosnek wniosły.

Jeśli chodzi o faunę, to jest ona raczej uboga: wiewiórki, małe gryzonie, zięby, jastrzębie, traszki czy salamandry plamiste. Gady szczególnie latem muszą czuć się wybornie pośród rozgrzanych skał.

Stosunkowo niedaleko rezerwatu Prządki (imienia Henryka Świdzińskiego (1905-1969 - specjalisty geologii Polskich Karpat oraz geologii złóż gazu ziemnego i ropy naftowej) zobaczyć można m. in. piękne cerkwie na tzw. Rusi Krośnieńskiej, wiejską kamieniarkę, ruiny zamku w Odrzykoniu czy pikne widoki z wieży w Czarnorzekach.

Rezerwat Prządki zaś sam w sobie jest godny uwagi - o czym pamięta wielu fotografów czy np. Młode Pary podczas poszukiwań idealnej scenerii na sesje zdjęciowe.

Można tutaj wygodnie dojechać drogami z Krosna czy Rzeszowa, są bezpłatne parkingi, a w tutejszych wsiach sklepy. Dojedziemy tutaj jadąc drogą DW991 prowadzącą z Krosna do Strzyżowa. Samochód można zostawić przy pięknej cerkwi murowanej z 1921 roku w Czarnorzekach, lub też na parkingu przy wspomnianej drodze DW991 - ten jest wygodniejszy, bo znajduje się przy samej granicy z rezerwatem. W okresie letnim jednak często bywa szybko przepełniony.

Zapraszam miłośników geologii, przyrody, ale również i historii.

Mamy nadzieję, że krótsza forma artykułów okaże się bardziej przystępna, milsza w czytaniu - i da Wam namiastkę potrzebnych informacji.

Pozdrawiamy serdecznie w Nowym Roku!

Źródła informacji:

parkikrosn.pl

nasza-okolica.szufnarowa.eu

tablice informacyjne w rezerwacie


wtorek, 21 lipca 2020

Franków (Patryja)

Witajcie!
Dzisiaj pora powrócić do naszego ukochanego Beskidu Niskiego. Zajrzymy dzisiaj za "kulisy" jego północnych obrzeży, łykniemy standardowo trochę historii.. Reszta należy do Was.

Zapraszamy na wzgórze Franków.

Szczyt mierzy 534 m n. p. m., i wchodzi w skład niewielkiego pasemka Gór Iwelskich. Od południa stoki wzgórza schodzą do Teodorówki, od zachodu zaś - do osiedla Helenówka. Od wschodu zaś rozciągają się tereny uprawne, ciągnące się aż po Zboiska i Duklę.

Cergowa widziana ze stoków wzgórza Franków

Franków, zwany też często Patryją, to szczyt niezbyt wysoki. Jest to jednak szczyt dominujący zarówno w paśmie tzw. Gór Iwelskich, jak też i w rejonie miasteczka Dukla. 
Stoki góry są zamieszkane, i w gruncie rzeczy wolne od pokrywy leśnej. Dominują tutaj niewielkie łąki, pola uprawne, trochę nieużytków. Dzięki temu jest to jeden ze szczytów widokowych. Bardzo pięknie prezentuje się stąd np. Cergowa. Na szczycie ulokowano przekaźnik telekomunikacyjny, co z jednej strony niestety szpeci okoliczny krajobraz, z drugiej zaś strony czyni z Patryji jeszcze bardziej zauważalne wzgórze.
Jednak i bez przekaźnika dostrzeżono walory tego miejsce. Niestety, docenili go szczególnie sztabowcy armii niemieckiej w czasie II Wojny Światowej.

Taki napis widniał na pomniku jeszcze kilka lat temu. Tablicy nie ma, IPN tworzy nową, poprawną historię. Nie wdając się w politykę - szkoda tej tablicy.

We wrześniu 1944 roku wojska radzieckie właściwie na całej linii frontu spychały wojska niemieckie, wspierane m. in. przez oddziały węgierskie czy słowackie. Słowakom jednak z czasem coraz mniej podobał się zgubny sojusz z Hitlerem, a widmo okupacji sowieckiej zdecydowanie podsycało nastroje antyhitlerowskie. Warto jednak dodać, że sama Słowacja była państwem faszystowskim, kierowanym przez Ks. Tiso. Jednak pewne kręgi, w tym i te skupione wokół słowackich komunistów, dążyły do oderwania się od III Rzeszy. Na Słowacji wybuchło powstanie, a nowe władze słowackie prosiły ZSRR o szybką pomoc. Problemem były Karpaty - na Słowację można było dostać najszybciej przez silnie bronioną Przełęcz Dukielską. Jednym z kluczowych elementów w systemie niemieckiej obrony było właśnie wzgórze Franków.
Dlaczego?
Przede wszystkim wzgórze było bardzo dobrym punktem obserwacyjnym, umożliwiającym obserwację m. in. rejonu Dukli czy okolicznych dróg. Można było stąd dobrze kierować ogniem artyleryjskim.
Druga kwestia to droga Dukla - Żnigród - Gorlice. Ten, kto znajdował się na szczycie Patryji, ten miał wspomnianą drogę w garści. Dla Niemców ta droga miała ogromne znaczenie strategiczne - umożliwiała, jako jedyna droga rokadowa w tym regionie, na sprawne przemieszczanie sił i materiałów. Po zajęciu zaś wzgórza Niemcy traciliby połączenie z Duklą, i co za tym idzie, właściwie także z samą Przełęczą Dukielską. Stąd też wzgórze broniły znaczne siły - 2 pułki ze 101 Dywizji Piechoty, oraz oddziały z 78 Dywizji Piechoty i 1 Dywizji Pancernej. Franków stał się więc małą, ale silnie obsadzoną twierdzą.

Zadanie zdobycia tego silnie umocnionego punktu otrzymał Czechosłowacki Korpus Armijny, dowodzony od 10 września 1944 roku przez L. Svobode. Oddziały czechosłowackie zaatakowały wzgórze Franków od strony Bóbrki. Walczyły tutaj głównie oddziały 1 Brygady Pancernej, a także 3 Brygady Desantowej. Zmagania były bardzo zażarte. W dniach 11-14 września czechosłowacy i Niemcy, na zmianę kilkakrotnie zdobywali wzgórze. Dopiero za trzecim razem zostało ono zajęte na stałe, po części dzięki wsparciu oddziałów radzieckich - 11 Brygady Artylerii Przeciwpancernej, 183 Dywizji Piechoty i 111 Brygady Pancernej.
Korpus Czechosłowacki poniósł tutaj ciężkie straty. Najbardziej krwawy był 12 września, kiedy to z szeregów Korpusu ubyło 164 zabitych i 417 zaginionych! Na przykład jedna z kompanii fizylierów (jednostki tego typu były uzbrojone gównie w pistolety maszynowe, i miały za zadanie wspierać oddziały pancerne na polu walki) po bitwie o wzgórze Franków miała w swoich szeregach tylko 6 zdolnych do walki żołnierzy..

Pomnik w całej okazałości. Zdjęcie (chyba) z 2016 lub 2017 roku

Tutaj zamieścimy fragment wspomnień gen. Ludwika Svobody, dowódcy I Korpusu Czechosłowackiego, późniejszego prezydenta Czechosłowacji. One najlepiej zobrazują dramatyzm tamtych dni:

(...) Wola i pragnienie zwycięstwa pchały nas naprzód. Ledwie jednak osiągnęliśmy jeden szczyt, widzieliśmy już przed sobą następny. A za nim na lewo i na prawo wznosiły się następne. Było ich mnóstwo. Jednego z tych wzniesień nie zapomnę do końca życia. Było to wzgórze 534. Na pierwszy rzut oka nic specjalnego. (...) 
(...) Kto był panem wzgórza 534, panował nad doliną i drogami do miasta Dukli. Tak więc 11 września o brzasku rozpętały się krwawe walki. Wzgórze 534 stało się świadkiem najbardziej zażartych walk. Wokół tego wzniesienia rozegrało się tyle dramatycznych wydarzeń, że nikt, kto te boje przeżył, nigdy go nie zapomni. Wydarliśmy je faszystom mimo, że wprowadzili do walki, nową, świeżą dywizję i dodatkową dywizję pancerną. (...)

W toku walk o wzgórze Franków zniszczono doszczętnie przysiółek Helenówka, zginęło też wielu okolicznych mieszkańców.

Na szczycie wzgórza stanął po wojnie skromny pomnik. Napis na tablicy głosił:

"CZEŚĆ PAMIĘCI ŻOŁNIERZOM ARMII RADZIECKIEJ I CZECHOSŁOWACKIEJ ARMII LUDOWEJ W LATACH 1944-1945"

Niestety sam napis nie spodobał się Instytutowi Pamięci Narodowej. Doszukano się w nim krzewienia idei zbrodniczego systemu. Cóż, każda władza ma swoich wrogów. W tym przypadku wrogim okazali się ludzie, którzy wracali do swojej ojczyzny, często po pobycie w sowieckich łagrach. Dla wielu droga skończyła się na polskiej ziemi... Pomnik póki co stoi (ale be oryginalnej tablicy pamiątkowej), i mamy nadzieję, że pozostanie na swoim miejscu.

Ze szczytu roztacza się bardzo ładny widok na okoliczne pasma, doliny i osiedla..

Na stokach wzgórza wygodnie usadowiła się Teodorówka. W starym budynku mieszkalnym zlokalizowano tutaj Chatkę Studencką, prowadzoną przez SKPB Warszawa. Chatka działa w miesiącach letnich.

Jeśli ktoś zna przynajmniej częściowo tutejszą historię, patrząc na wzgórze np. z drogi Żmigród - Dukla, będzie na pewno widział oczami wyobraźni masy piechoty szturmującej wzgórze, fontanny wybuchów i błyski wystrzałów..

Na dzisiaj tyle - krótko. Wzgórze Franków to ważny element tutejszej historii. Niemy pomnik krwawych wydarzeń, jakie miały tutaj miejsce w 1944 roku. Warto o tym pamiętać. I zachęcamy do odwiedzin tego miejsca.

Pozdrawiamy,




Źródła inf.:
rbr.info.pl
dukla1944.com
cergowa.pl
esploatorzy.com.pl

czwartek, 25 czerwca 2020

Oczami wędrowca - Kreców

Witajcie!
Dzisiaj zabieramy Was w nieco inne miejsce. Wspólnie zaglądamy do różnych zakątków Beskidu Niskiego, bywaliśmy też i na Roztoczu, Rusi Krośnieńskiej czy w Bieszczadach. Ale tutaj Was jeszcze nie porywaliśmy nigdy.
Dzisiaj odwiedzimy wyjątkowe miejsce. Góry Sanocko-Turczańskie czekają. A wraz z nimi - Kreców.

Dawna owczarnia - jedna z dwóch tutaj.

Zieleni tutaj nie brakuje - ale przewagę mają lasy.


Kreców leży w dolinie potoku Rogatka (Lachawka), będącego dopływem Tyrawski. Od północy wioskę zamykają stoki szczytów wchodzących w skład Pasma Wysokiego. Od południa wieś zamyka podłużmy grzbiet Budziska oraz szczyt Margiel I (518 m n.p.m.). Od zachodu wieś graniczy z nieistniejącą dzisiaj Wolą Krecowską, a od wschodu sięga właściwie DK28 ciągnącej z Sanoka do Przemyśla.
Kreców ma długi rodowód, sięgający końca XV wieku. Pierwsze wzmianki o nim (wtenczas Kreciw) pochodzą z roku 1492 
Wieś lokowano na prawie wołoskim, i należała do majątku Aleksandra z Siemuszowej. Później wielokrotnie zmieniała właścicieli. Dla przykładu w 1804 roku właścicielem tutejszych dóbr był Jan Siemasz, a w 1831 roku właścicielem tabularnym była Józefa Giebułtowska.
Kreców chyba był dla posiadaczy dość wartościową osadą. Działały tutaj bowiem żupy solne - wydobywano tutaj tzw. gradówkę. Nie można jej oczywiście porównywać np. z doskonałą solą z Wieliczki czy Bochni, niemniej w dawnych czasach i ten surowiec znajdował nabywców. Obecność soli tutaj nie powinna dziwić - wszak niedaleko jest Tyrawa Solna, do której po sól zapuszczali się nawet Celtowie w Epoce Żelaza. 
W wiosce funkcjonował również spory tartak wodny - obrabiał surowiec (głównie jodłę i świerka) zarówno na potrzeby tutejszego przemysłu solnego, jak też i zapewne na sprzedaż. 
Wieś zamieszkiwała głównie ludność Ruska, ale wielu było też Polaków czy Żydów.
O budowie ostatniej cerkwi mowa jest w roku 1784. Należy sądzić, że pierwsza świątynia powstała wcześniej, a obiekt z XVIII wieku wzniesiono w jej miejscu. Wioska funkcjonowała spokojnie. Z czasem tutejsze solne zasoby przestały interesować przedsiębiorców, jednak wieś miała inny, cenny surowiec - drewno. Dzięki tutejszym lasom mieszkańcy mieli szansę na dodatkowy zarobek. 
Wieś znajdowała się na terenie zamieszkiwanym przez Dolinian, grupy polsko-ruskiej wykształconej na skutek wzajemnego przenikania osiedlonych tutaj w XIV-XVI wieku Rusinów, Polaków i Niemców.
Mieszkańcy wsi zajmowali się rolnictwem (na swoje potrzeby), obróbką drewna, czy też drobnym rzemiosłem. Dolinianie zajmowali się również ogrodnictwem i sadownictwem.
Nie inaczej było też pewnie w Krecowie.

Można się tylko domyślać, gdzie stały domy - a było ich tu przed wojną około stu!

Zmotoryzowani i cykliści mogą tutaj poszaleć, piechurowi jest trochę ciężej..


Wieś była siedzibą parafii greckokatolickiej, posiadała własną cerkiew i cmentarz. Do parafii należała również sąsiednia Wola Krecowska.
W rok 1921 mieszkało tutaj 563 mieszkańców (432 grekokatolików, 106 rzymskokatolików i 25 Żydów). Stało wtenczas we wsi około 100 domów. Był też folwark. Dzisiaj dla porównania zobaczycie tutaj ze 4 małe gospodarstwa i kilka - kilkanaście "dacz".
Ziemia Sanocka, zamieszkiwana w dużej mierze przez Rusinów, stała się poniekąd areną walk polsko-ukraińskich. Pierwsze sygnały o dążeniach do przyłączenia tych ziem do terenów Ukrainy pojawiły się zaraz po I Wojnie Światowej, gdy toczono walki między ZURL i Polską. Jednak nie rozbiło to spójności społecznej tutejszych gmin. Po zakończeniu walk z wrogami ościennymi problem jednak nie ustąpił. Nowa władza nie potrafiła skutecznie walczyć z zalewającym te tereny nacjonalizmem ukraińskim, a podejmowane działania były nieudolne, i często przynosiły odmienny skutek. Wielu tutejszych Rusinów uznało dążenia do państwowości ukraińskiej za słuszne. Mimo wszystko nie można mówić o masowości ruchu na tym terenie. W 1939 roku miało tu mieszkać 740 mieszkańców, w znacznej mierze Rusinów. Te dane wydają się jednak nieco zawyżone. 

Na tutejszym cmentarzu zachowało się kilka kamiennych nagrobków
.
Cmentarz i miejsce po cerkwi widoczne z drogi.


Po zajęciu całości Ziemi Sanockiej przez Niemców w 1941 roku, OUN miał znacznie swobodniejsze możliwości do działania. Po przegnaniu zaś Niemców z tych ziem w 1944 roku, rozpoczęły się kilkuletnie zmagania z UPA, których Góry Sanocko-Turczańskie były niemym świadkiem.
W Krecowie również działała siatka OUN-UPA, a WP było tutaj nierzadkim gościem. UPA opuściło te tereny po wysiedleniach z lat 1946-47. Ostatnia fala wysiedleń z Krecowa miała miejsce 20-25.05.1947 roku. Wysiedlono ze wsi wówczas około 200 osób. Wieś opustoszała.
Dzisiaj na stałe mieszka tutaj zaledwie kilkanaście osób.
Tutejszą cerkiew rozebrano w latach 80 XX wieku, Rozbiórkę nakazała wówczas gmina. Ponoć nawet nakazano wycinanie starych jabłoni, by zatrzeć ślad po doliniańskim osadnictwie. 
Świątynia była drewniana, z dzwonnicą nad babińcem. Nawę nakrywał dach kalenicowy. Obok cerkwi funkcjonował spory cmentarz. Przez lata zaniedbany, popadł w ruinę. Dopiero tak na prawdę  w latach 2007-2008 obiekt oczyszczono. Dokonali tego wolontariusze ze Stowarzyszenia Dziedzictwo Mniejszości Karpackich, NGK Magurycz oraz organizacji Jeden Świat.
Na cmentarzu zachowało się kilkanaście ciekawych krzyży kamiennych, a pośród barwinków można natrafić np. na upadły, drewniany krzyż.
Cmentarz i miejsce po cerkwi skrywa las, i nie łatwo jest tu trafić. Pewną pomocą są charakterystyczne wysokie drzewa, tak często towarzyszące świątyniom i miejscom ostatniego spoczynku. Nie kieruje tutaj żaden drogowskaz, więc bez mapy ani rusz.
Działał tutaj przez pewien czas SKR - powstały wtenczas stojące po dziś dzień dwie wielkie owczarnie. SKR Upadł po 1989 roku, a budynki zmieniają właścicieli.
Po czasach dworskich pozostał ponoć spichlerz (przynajmniej wg mapy), jednak nie udało nam się go wyśledzić. Nie natrafiliśmy na żadne źródła na jego temat. 
Obecnie w Krecowie pojawia się coraz więcej małych domków letniskowych. Przez wieś prowadzi droga asfaltowa, można więc zajrzeć tutaj przejazdem, wybrać się rowerem - tym bardziej że ciągnie tędy szlak rowerowy. Dla piechura będzie tutaj ciężej, bo marsz asfaltem pośród letnisk i lasów może dać się solidnie we znaki.

Późną wiosną miejscami na prawdę trudno się tutaj poruszać.


A nad cmentarzem jest spora łąka..


Jednak jest to na pewno dobre miejsce, by odpocząć od miasta, odetchnąć świeżym powietrzem, nacieszyć oczy pięknem przyrody.
W okolicy znajdziecie piękne cerkwie, urokliwe doliny i gęste lasy porastające tutejsze szczyty. Oraz wiele historii..
Teren trochę inny niż w Beskidzie Niskim, grzbiety łagodniejsze - warto więc zapuścić się w tutejsze knieje, i poszukać historii.
Mamy nadzieję, że ten krótki tekst pobudzi Waszą ciekawość, i zajrzycie tutaj. Sami naocznie stwierdzicie, że Góry Sanocko - Turczańskie są piękne, i wyjątkowe.
Pozdrawiamy!






Źródła inf:

Stowarzyszenie Pod Karpatami, 2018, Po krainie Dolinian wędrując: Dolinianie z powiatu Sanockiego
apokryfruski.org
tyrawa.pl
igddolinasanu.pl
genealogia.okiem.pl

niedziela, 14 czerwca 2020

Ferdel i wieża widokowa

Witajcie!
Dzisiaj zabieramy Was na stosunkowo lekki i przyjemny spacerek. Chociaz przy tej okazji wdrapiemy się na szczyt, to jednak "wspinaczka" ta nie powinna wycisnąć z nas siódmch potów.
Zapraszamy na spacer na górę Ferdel.


Nemal co kilka kroków las się zmienia
Nemal co kilka kroków las się zmienia



Szczyt Ferdel (648 m n. p. m.) wchodzi w skład pasma Magury Wątkowskiej - razem z Małym Ferdlem (578 m n. p. m. stanowią jego zachodni kraniec. Od południa można ze szczytu zejść do Wapiennego, od północy - do Bednarki, do krańca Beskidu Niskiego - dalej zaczyna się teren Pogórza. Idąc na wschód, przejdziemy grzbietem całe pasmo Magury Małastowskiej, a kierując kroki na zachód, przez Mały Ferdel dojdziemy (w linii prosej rzecz jasna) do Męciny Wielkiej.

Nie jest to szczyt wybitny, i właściwie do niedawna nie specjalnie się wyróżniał.
Jednak w 2019 roku niemal na jego szczycie postawiono solidną, dużą, ale zarazem starannie wkomponwaną w krajobraz, wieżę widokową.

Jednak, wbrew pozorom, przez Ferdel turyści chadzali już znacznie wcześniej. To właśnie tędy wiedzie jeden z najstarszych szlaków pieszych w Beskidzie Niskim - szlak zielony ciągnący z Gorlic do Magury (89 m n. p. m.) i dalej do Folusza. Odcinek Gorlice - Magura wytyczno jeszcze w latach 30 XX wieku. Dzieła tego dokonał gorlicki oddział PTT. Tak więc Ferdel wpisał się w historię turystyki górskiej w Beskidzie Niskim, w jej początki.

Grzbietem idzie się najlepiej



Obecnie na Ferdel można dojść właściwie z kilku kierunków.
- zielonym szakiem z Wapiennego
- idąc pasmem Magury Wątkowskiej (od Bodaków lub od Bartnego)
- wdrapując się na górę od Folusza 

Wiele tras więc prowadzi na Folusz.
My akurat obraliśmy chyba tą najlżejszą - wejście od Wapiennego jest stosunkowo lekkie, nie wymaga dobrej kondycji - jest to całkiem ciekawa alternatywa np. na rodzinny spacer.
Mimo, że niemal cały czas idziemy lasami, trasa jest urozmaicona - spotykamy tutaj różne drzewostany - struktura gatunkowa jest tutaj całkiem ciekawa. Spotkacie zarówno skupiska drzew iglastych, jak też np piękną buczynę karpacką czy grądy.
A sama trasa, jako że lekka, pozwala na spokojną obserwację, której nie zakłóca przerywany oddech i migotanie serca ☺️
Podczas spaceru towarzyszyła nam siostra Danusi, co też skwapliwie wykorzystaliśmy na "przyrodniczą edukację". 
Szczególne wrażenie sprawia wędrówka samm grzbietem pasma, od Małego Ferdla - powyginane drzewa, wychodnie piaskowca, silny wiatr i prześwitujący krajobraz (okres późnojesienny) na prawde robiły wrażenie.
Wejść na szzyt (lub z niego zejść) można do Wapiennego nie tylko szlakiem - prowadzi tutaj kilka stokówek, po części używanych przy budowie wieży. Można w ten sposób urozmaicić sobie nieco trasę.

Oczywiście należy pamiętać, że szczyt znajduje się na terenie Magurskiego Parku Narodowego, i tutaj szczególnie trzeba egzekwować zarówno zasady zachowywania się w lesie, jak również regulamin MPN. Na samym szczecie natraficie na słupki pomiarowe (geodezyjne).

Nie sposób mówić o Ferdlu i pominąć okres Wielkiej Wojny. Walki toczono tutaj już wiosną 1915 roku - jednak to w maju tego roku, w ramach bitwy pod Gorlicami, stoczono o stoki całego pasma zaciete boje. Atakujacy na tym odcinku bawarczycy nie byli w stanie przełamać oporu Rosjan (mieściła sie tutaj II linia obrony). Tak więc 3 maja był na tym dcinku dla carskich żołnierzy dniem zwycięstwa. Na skutek jednak ogólnie złej sytuacji na froncie, żołnierze armii rosyjskiej musieli się wycofać z zajmwanych pozycji. Opuszczony grzbiet zajęli dzień później bawarczycy. Na okolicznych cmentarzach, m. in. nr 83 w Wapiennem spoczywają żołnierze polegli w toczonych tu, ciężkich bojach.


Wieża widokowa w październikowe popołudnie


Alternatwn powrót leśną stokówką


Natomiast warto wspomnieć kilka słów o samej wieży.

Obiekt wzniesiono poniżej samego szczytu - jest to bwiem rejon gniazdowania Orlika krzykliwego, i zapewne żaden z reprezentantów tego pięknego gatunku nie byłby zadowolony z bezpośredniego sąsiedztwa nas, natrętnych turystów. Wieża jest drewniana, usadowiona na solidnym fundamencie, kryta dachem. Ma 25 metrów wysokości, a na szczyt prowadzi wygodna "klatka schodowa".
Drewniana konstruncja nawiązuje po części do kształtu dzwonnic pięknych, łemkowskich cerkwi, a może do wież wiertniczych, które dawniej stawiano licznie zarówno na Beskidzie Niskim, jak też i na terenie Pogórza Jasielskiego.

Dawniej, jeszcze w atach 40 XX wieku pasmo Magury Wątkowskiej było właściwie wolne od lasu - Łemkowie wypasali tutaj stada owiec i bydła, a grzbiecie znajdowały się pasterskie koliby. Dzisiaj góra jest porosła wysokopiennym lasem, i trudno znaleźć pośró gęstych drzew prześwit. Wieża pozwala zobaczyć piękną panoramę, porosłe asem okoliczne szczyty, czy spojrzeć w ierunku Biecza i Gorlic. Przy dobrej pogodzie można stąd sporo zobaczyć.


Na koniec kilka zerknięć ze szczytu wieży

Niebo co prawda przejrzyste nie było, ale i tak można było sporo zobaczyć


I tutaj przychodzi pewna refleksja. Z jednej strony jest to szansa na rozwój dla Wapiennego i okolic, szansa na większy napływ turystów, nowe miejsca pracy i docenienie tutejszych walorów. Z drugiej zaś strony - w ten sposób niszczy się ten piękny krajobraz, burzy ostatni bastion spokoju. Kaleczy się tak na prawdę piękne Karpaty. Jest obawa, że pójdzie to w złym kierunku - czy Beskidu Niskiego nie rozdepcze się tak samo jak Bieszczadów czy Tatr? Z kolei sami zachęcamy do odwiedzin Łemkowyny - chyba świat staje się coraz mniejszy...

Dzisiaj tyle. Króciutko. Ale to miejsce warte jest krótkiego wspomnienia. Ci co lubią widoki - znajdą przyzwoitą wieżę, z której to i owo można dojrzeć. Ci, co z kolei lubią przyrodę, lasy i góry - znajdą ciekawy i malowaniczy szlak, świeże powietrze, śpiew ptaków. Również i spacerowicze odnajdą się na tej trasie.

Zapraszamy serdecznie!




Źródło inf.:
beskid-niski.pl
www.beskid-niski-pogorze.pl
Luboński P. (red.), 2012, Beskid Niski. Przewodnik dla prawdziwego turysty.