Zanim wejdziesz, przeczytaj :)

1) Materiały wykorzystane przez nas ( zdjęcia, rysunki, opisy ) służą tylko celom dydaktyczno - informacyjnym, nie czerpiemy z działalności żadnych korzyści. Wykorzystujemy materiały zarówno własne, jak również pozyskane w internecie, lecz tylko by ukazać czytelnikom piękno naszego świata :). Materiał internetowy pozyskujemy legalnie (nie jest on zastrzeżony prawami autorskimi, pochodzi ze źródeł masowych i edukacyjnych) - nie kradniemy niczyjej pracy. Jeśli jednak znajdziesz u nas swoje materiały bez wyraźnej zgody (mogło zdarzyć się niedopatrzenie z naszej strony) i poczujesz się urażony - prosimy, poinformuj nas, a natychmiast znikną one z naszych łamów :)
2) Blog nie ma charakteru naukowego. Jest to strona popularyzatorska. W miarę naszych możliwości (i ponieważ historia to nasze hobby) staramy się jak najwięcej umieszczać informacji historycznych oraz korzystać z literatury tematycznej, niemniej nie gwarantujemy "nieomylności" :)
3) Ilustracje opatrzone znakiem wodnym są naszą prywatną własnością. Jeśli znalazłeś tutaj przydatną ilustrację - napisz do nas. Podobnie rzecz ma się z zamieszczanymi tekstami.

Komentarze

Ponieważ od dłuższego czasu jesteśmy zalewani masowo wielojęzycznym spamem w komentarzach, i Wasze wiadomości musimy z trudem wyłuskiwać, zawieszamy możliwość komentowania postów. Z braku czasu nie jesteśmy w stanie na bieżąco tego monitorować. Zawsze, w każdej sprawie możecie napisać do nas wiadomość e-mail bądź na fb. Dziękujemy, że jesteście z nami! :)

niedziela, 15 lipca 2018

Oczami wędrowca - Surowica

Witajcie,

dzisiaj chcemy zabrać Was na spacer po terenach kolejnej nieistniejącej już wsi na terenie Beskidu Niskiego. Może zachęcimy Was do odwiedzin tego cichego, ale ciekawego miejsca? Zapraszamy na wspólny spacer po Surowicy.

Surowica leży częściowo w dolinie potoku Moszczaniec, a częściowo w dolinie rzeki Wisłok - tutaz resztą wspomniany potok do Wisłoka wpada. Od północy wieś sąsiadowała z Darowem (również już nieistniejącym) a od południa sięgała niemal do Moszczańca. Od wschodu granica wsi opierała się o stoki Kiczery (572 m n. p. m.) a od zachodu graniczyła z Polanami Surowicznymi, a po części zamykały ją stoki bezimiennego wzgórza.

"Małe Sakralia" z Surowicy


Niejasne są jej początki. Sama nazwa wsi sugeruje, że osadę tworzono od podstaw - lokowano ją na "surowym korzeniu". Zapewne tak też i było, ponieważ rodowód wsi jest dość odległy, i sięga XIV wieku. Była to wtenczas swoista "wyspa", gdyż osad wtenczas było w górach jak na lekarstwo. Pierwsza wzmianka o niej pochodzi z 1361 roku - jest wymieniona w dokumencie lokacyjnym Wisłoka jako już istniejąca osada. Pojawia się wtenczas pod nazwą Surowicze. Nie wiadomo, kto wtenczas był jej założycielem, prawdopodobnie powstała częściowo samorzutnie, a może za sprawą braci Piotra i Pawła z Węgier - oni to bowiem otrzymali wtedy od króla Kazimierza Wielkiego duże nadziały ziemi właśnie na tym obszarze. Oficjalny dokument lokacyjny wieś otrzymała bowiem dopiero w 1549 roku, a wydał go starosta sanocki Piotr Zborowski. Wieś wtenczas już całkiem nieźle funkcjonowała. Jeszcze w roku 1523 liczyła ona 12 dworzyszcz (gospodarstw) plus sołectwo, czyli "działka" sołtysa.  Dokument lokacyjny (oczywiście na prawie wołoskim) otrzymali tutejsi bracia, niejacy Miśko i Waśko. Wieś stała się królewszczyzną. W roku 1565 naliczono we wsi 29 kmieci.

O tym, że była to już wtedy znacząca osada, mówi fakt, iż w Surowicy odbywały się tzw. "sądy kopne. Mieszkańcy wsi zobowiązani byli na "obrady" przygotowywać odpowiednie liczby zajęcy i "grosza".
Zapewne w XVIII wieku, po zajęciu tych terenów przez Cesarstwo Austrii, wieś została sprzedana w ręce prywatne. Niewiele wiadomo o tamtym okresie, w Surowicy raczej nie miały miejsca wydarzenia godne uwagi "wielkiej historii". Ale osada na pewno się rozwijała, i to prężnie. W roku 1880 spis odnotował 469 mieszkańców, w przytłaczającej większości greckokatolickich Rusinów (Łemków). Mieszkała tutaj tylko jedna rodzina żydowska. Wieś była własnością rodziny Czartoryskich. Podobnie jak i okoliczne wsie, także i przez Surowicę przeszły w XIX wieku m. in. epidemie cholery.
Właściwie można przejść od razu do XX wieku. Wielka Wojna nie przyniosła tutaj wielkich zniszczeń - walki toczyły się co prawda stosunkowo niedaleko, bo w rejonie przełęczy Beskid nad Czeremchą, jednak wieś nie ucierpiała zbytnio. Jednak dla mieszkańców na pewno uciążliwe były przemarsze wojsk, rekwizycje żywności i innych materiałów, mających dla żołnierzy jakieś znaczenie. Tym bardziej, że zima 1914/15 była bardzo sroga..

cmentarz zlokalizowany przy miejscu po cerkwi

a to nowszy cmentarz, położony na przeciwległym stoku, za potokiem


Po zakończeniu działań wojennych na tym obszarze nie było spokoju. Otóż odrodziła się w 1918 Polska (w tym roku obchodzimy 100 lecie tego wielkiego wydarzenia) a u jej prawego "boku" zrodził się nowy twór państwowy - Zachodnioukraińska Republika Ludowa. Dolina Sanu, Wisłoka i Wisłoki stały się obiektem zainteresowań zarówno jednej, jak i drugiej strony. Dodatkowo sami Łemkowie, coraz częściej świadomi narodowo, poczęli dążyć do własnej państwowości. Tak powstała proukraińska "Republika Komańczańska", która powstała z myślą połączenia się z ZURL -em. Surowica była jedną z najbardziej na zachód wysuniętych wsi tej swoistej "konfederacji". Tutaj też stacjonowała łemkowska żandarmeria. Po obaleniu Republiki, obszary te stały się częścią II RP, i tak pozostało do roku 1939.
Warto nadmienić, że Surowica była siedzibą parafii, do której należały także Darów i Moszczaniec. Msze odprawiano co niedzielę w innej miejscowości. Ostatnią cerkiew w Surowicy zbudowano w 1910 roku, w miejscu starszego obiektu. Nowa cerkiew wzniesiona została w tzw. narodowym stylu ukraińskim, i była bardzo podobna do stojącej po dziś dzień cerkwi w Daliowej. Jej zdjęcie możecie zobaczyć np. tutaj.  Zdecydowaną większość mieszkańców stanowili grekokatolicy. W roku 1931 żyło we wsi 506 osób w 78 domach. Kilka lat później, w  1939 r. mieszkało tutaj 550 mieszkańców, z czego tylko 15 było Żydami - resztę stanowili Łemkowie obrządku wschodniego. Nie dotarły tutaj echa schizmy tylawskiej, i wszyscy pozostali przy kościele unickim. Mieszkańcy mieli całkiem niezłe stosunki z sąsiadami, w tym także z głównie zamieszkałą przez Polaków Posadą Jaśliską.

Gospodarstwo zlokalizowane w Surowicy

To niedaleko wspomnianego gospodarstwa. Ten element kamienny po lewej bardzo przypominał cokół kapliczki.

Po wybuchu II wojny światowej przez okoliczne lasy przedzierali się kurierzy niosący ważne materiały czy broń z Londynu do Warszawy i odwrotnie. Nie wiemy jaki był wówczas stosunek surowiczan do działań Polaków - czy byli nastawieni wrogo jak mieszkańcy sąsiednich Polan Surowicznych, czy też może wręcz odwrotnie? Trudno odpowiedzieć na to pytanie.

Jesienią 1944 roku prawie połowa zabudowy wsi spłonęła. Były to skutki zaciętych walk radziecko - niemieckich toczonych w ramach operacji dukielsko - preszowskiej. Dodatkowo w okolicy zaczęły grasować bandy UPA, w tej części miejscami mile widziane. Nie były to dla mieszkańców Surowicy łatwe czasy. Nic też dziwnego, że w kwietniu 1946 roku duża część mieszkańców zgodziła się na wyjazd na sowiecką Ukrainę w ramach wymiany ludności. Zapewne część wyjechała dobrowolnie tylko w cudzysłowiu, niemniej opowieści o  "mlekiem i miodem" płynącej Ukrainie zrobiły swoje.
We wsi pozostało tylko 15 mieszkańców, ale i oni nie cieszyli się spokojem - w 1947 roku zostali wysiedleni na Ziemie Odzyskane. Samą cerkiew rozebrano kilkanaście lat po wysiedleniach - na pewno istniała jeszcze w 1958 roku. Materiał z rozbiórki miał zakupić milicjant z Jaślisk. Przed rozbiórką PGR wykorzystywał budynek jako stodołę. Zabudowa wsi została również zniszczona -  budynki posłużyły do odbudowy polskich domów lub jako opał. Wieś przestała istnieć.
"Gospodarzem" na terenach dawnej wsi został PGR Moszczaniec. Pracowali tutaj też i więźniowie z okolicznych Zakładów Karnych (podobnie jak w Darowie). W latach 90 XX wieku miejsce PGR- u zajął Igloopol, a po jego upadku właściwie gospodarzy tu jakieś prywatne gospodarstwo rolne, wykaszane są łąki.
Ujście Moszczańca do Wisłoka

Droga przez Surowicę miejscami łudząco przypomina trasę do Polan Surowicznych

Przez teren wsi wiedzie bita droga do leśniczówki. Przy niej zaś, na wzniesieniu nad brzegiem Moszczańca znajduje się cerkwisko i stary cmentarz: rozpoznać to miejsce można z daleka, po okalającej je kępie wysokich, starych drzew. Na cmentarzu, mocno sfatygowanym zachowało się kilka mniej lub bardziej zniszczonych krzyży, cerkwisko również można rozpoznać po nienaturalnie płaskim gruncie. Obok cerkwiska wiedzie polna droga, i przechodzi brodem na drugą stronę potoku. Warto się nią udać, bowiem na przeciwległym wzniesieniu znajduje się drugi cmentarz, nowszy, a na nim 13 nagrobków, bardzo ładnych i godnych uwagi. Cmentarz łatwo jest wypatrzeć z daleka po rosnących nań świerkach. Oprócz cmentarzy (remontowanych w 2003 roku przez wolontariuszy "Magurycza") spotkać można, idąc drogą przydrożny krzyż ( niedaleko gospodarstwa) - warto do niego podejść z drugiej strony, polną drogą odbijającą od drogi bitej. Przy szlaku zielonym, po drugiej stronie potoku znajduje się drugi krzyż - ale do niego nigdy nie dotarliśmy bo hamowała nas zimna woda (bywaliśmy tutaj wiosną i jesienią).  Przy drodze (warto nadmienić, że powstała po wojnie) spotkacie jeszcze jedną kapliczkę, ułożoną z kamieni rzecznych - chociaż znajduje się na blisko granicy z Darowem, i niekiedy uznawana jest już za przynależną do Darowa. Na terenie Surowicy znajduje się również leśniczówka "Darów". Pan leśniczy to człowiek bardzo miły i uczynny - kiedy dreptaliśmy do Darowa Pan leśniczy ostrzegał nas przed niedawno widzianym w okolicy niedźwiedziem. Pod pretekstem "odwiedzin w chatce myśliwskiej" znajdującej sie w Darowie podwiózł nas kawałek, tak byśmy minęli sady w których misio ucztował. Co prawda już go nie było, jednak i tak byliśmy wdzięczni za miły gest. Jeśli już mowa o leśniczych i leśniczówce - to przy drodze, kilkaset metrów za mostem na Wisłoku stoi kapliczka - pomnik poświęcona Świętemu Hubertowi, postawiona tutaj w 2006 roku.

Jeszcze jeden rzut oka na cmentarz zlokalizowany przy cerkwisku. Cerkwiskiem i cmentarzami opiekuje się rodzina Pana leśniczego. 

Przy drodze do Moszczańca znajdziecie duży plac, częściowo utwardzony. Dawniej tutaj właśnie gospodarzyli węglarze, wypalający węgiel drzewny w retortach. Dymy unosiły się wysoko,można je było podziwiać np. z Bani Szklarskiej. Obecnie już tutaj nie zaglądają, ale na placu  można jeszcze znaleźć malutkie węgielki. Przez Surowicę ciągnie zielony szlak pieszy z Moszczańca dalej do Darowa i Puław. Ciekawa trasa, urozmaicona terenowo. Oprócz tego wiodą tędy szlaki konne.
Można tu swobodnie dojechać też rowerem z szosy Jaśliska - Cisna wygodną drogą bitą- wiedzie ona, dość okrężnie aż do Wisłoka, i fani górskich przejażdżek mogą ją przetestować.
Surowica sprawia wrażenie nieco smutnego miejsca. Ludzi tu za często nie spotkanie, jest cicho, momentami wręcz ponuro. Ale zarazem tajemniczo. Ciekawe wrażenie robi ujście Moszczańca do Wisłoka - iście książkowy obrazek. Można też i wejść w tych stronach na niedźwiedzia, więc warto mieć się na baczności.
Warto tu się wybrać, odnaleźć cmentarze, pomodlić się, a potem schłodzić nogi w potoku, i podziwiać okoliczne, piękne wzgórza. Jednak nie jest to chyba miejsce dla każdego. Trzeba chyba lubić i spokój, i Beskid, i jego historię, by poczuć się tutaj dobrze. Nam się tutaj podoba, jednak też (jak zawsze) po części trudno nam zrozumieć, ile pracy włożono w to by.. wymazać wieś z map. Bo niewiele tu po Surowicy pozostało. Jednak miejsce to Wam bardzo polecamy, tutaj Beskid Niski wygląda jakby inaczej. Jednak wciąż pięknie.

To chyba tyle z naszej strony, mamy nadzieję, że ten krótki wpis się Wam spodobał. Dziękujemy za odwiedziny, i zachęcamy do wakacyjnego poznawania Beskidu Niskiego. Do zobaczenia na szlaku!



Źródła inf.:
Kłos S., 2010, Krajobrazy nieistniejących wsi..
Grzesik W., Traczyk T., Wadas B., 2012, Beskid Niski od Komańczy do Wysowej
Luboński P., 2012, Beskid Niski. Przewodnik dla prawdziwego turysty
cerkiewne.tematy.net
www.apokryfruski.org

niedziela, 1 lipca 2018

Balnica

Witajcie
dziś chcieliśmy Was zabrać w podróż do wsi, która jest kojarzona głównie z tym, że znajduje się tam przystanek kolejki wąskotorowej. My postanowiliśmy sprawdzić co z niej tak naprawdę pozostało. Zapraszamy Was na pacer po wschodnich krańcach Łemkowyny.

To nie przelewki ;)

Spacer drogą przez Balnicę to prawdziwa przyjemność

Tereny należące do dawnej Balnicy leżą w dolinie potoku noszącego tą samą nazwę, a wpadającego w Maniowie do Osławy. Od południa wieś dochodziła do opadających stoków góry Balnica (711  n. p. m.) i sięgała niemal samej obecnej granicy polsko - słowackiej. Na północy wieś graniczyła z Maniowem. Od wschodu i zachodu wioskę otaczały wzgórza, m. in. Kiczera (848 m n. p. m.) od zachodu czy bezimienne wzgórza od wschodu.

Wioska ta jak i wiele innych rusińskich powstała w XVI wieku, a dokładniej w 1549 roku. Powstało ona na tzw surowym korzeniu, a jej założycielem był Iwan Steczowicz ze Stecza. Zgodę na lokowanie osady wydał starosta sanocki Piotr Zborowski. Nazwa wsi pierwotnie brzmiała Bannica i wzięła się niemal na pewno od potoku nad którym leżała. Obecna nazwa wzięła się prawdopodobnie od bani - dawniej tak określano słone źródła.

Pozostałości budynku, nie znamy jego przeznaczenia

Kapliczka przy Cudownym źródełku

Początki wsi do łatwych nie należały. Lustracja dóbr królewskich w 1565 roku odnotowała 7 gospodarzy, gospodarzących na 5 łanach. Osiadłe rodziny wtenczas dalej karczowały puszczę.
Ciekawe jest to, że w 1560 próbowano, ale bez powodzenia lokować na gruntach Banicy kolejną osadę - Banniczkę. Z czasem jednak wieś powoli wychodziła "na swoje" i w roku 1616 było we wsi już zagospodarowanych 17 łanów. Pierwszy młyn na potoku Balnica odnotowano w 1640 roku.
Nie łatwe było życie u stóp bieszczadzkich szczytów. Również bliskość granicy węgierskiej nie zawsze sprzyjała ciężko pracującym mieszkańcom. W dobie potopu szwedzkiego wieś zniszczyli żołdacy Rakoczego. Miało to miejsce w 1657 roku. Niespełna 30 lat później na wieś napadli z kolei tołhaje, czyli węgierscy zbójnicy, i ponownie zrabowali odradzającą się osadę. Straty wyliczono wtenczas na 4 tysiące (ówczesnych) złotych. Potem było tu raczej spokojnie. W roku 1772 Balnica w ramach I rozbioru Polski została włączona do granic Cesarstwa Austriackiego. Niewiele wiadomo o tym okresie. Wieś rozwijała się, przybywało mieszkańców, działała karczma, młyn, wieś została też sprzedana w ręce prywatne.

Rozglądając się uważnie, można dostrzec przy drodze stare krzyże żeliwne


W XIX wieku miały miejsce ważne dla wsi wydarzenia. Pierwszym było zniesienie pańszczyzny w 1848 roku. Wydarzenie to uczczono pamiątkowym krzyżem, "pańszczyźnianym". Stoi on do dziś przy leśnej drodze. Drugim wydarzeniem było poprowadzenie przez wieś linii kolejki wąskotorowej, otwartej w 1898 roku. Co ciekawe, tutaj też zbudowano jedną ze stacji. Kolejka obsługiwała okoliczne lasy - zwożono nią ścięte drewno do okolicznych tartaków. Kolejka ta jest dzisiaj jedną z największych atrakcji Bieszczadów. Przez wiele lat nieużytkowane torowiska niszczały, jednak w 1997 roku działalność została wznowiona. Mimo, że dzisiejsza linia to zaledwie niewielki fragment dawnej, potężnie rozwiniętej sieci, to jednak wciąż robi olbrzymie wrażenie.

Ciekawostka jest tutejsza murowana kaplica zbudowana przy cudownym źródełku. Według legendy onegdaj przybył do Balnicy wędrowny niewidomy did (dziad), chodzący od domu do domu i żebrzący "co łaska". Był to czas wielkiej suszy - górskie potoki i źródełka powysychały, i wędrowca męczyło pragnienie. Gdy tak przysiadł sobie przy drodze, strudzony daleką drogą, posłyszał szum wody. Poprosił więc przechodzącego chłopca, by przyniósł mu z tego miejsca kubek wody. I rzeczywiście, chłopiec we wskazanym miejscu znalazł bijące źródełko! Nabrał więc wody i zaniósł starcowi. Gdy mężczyzna ugasił pragnienie i obmył pokrytą kurzem twarz - odzyskał wzrok! Niektórzy mieszkańcy byli świadkami tego niecodziennego wydarzenia, więc wieści szybko się rozniosły. Zaczęli tu przybywać licznie okoliczny mieszkańcy, chorzy, by napić się wody i obmyć chore ciało. Wzniesiono tu także okazałą kapliczkę. Kiedy? Dokładnie nie wiadomo, na pewno stała już 1879 roku. Po wysiedleniach popadła w ruinę, ale od zguby uratowało ją Stowarzyszenie "Magurycz" w 1998 roku. Można ją podziwiać do dziś, chociaż skrytą w lesie. Prowadzi do niej na szczęście ścieżka i mostek przerzucony przez potok.

Miejsce po cerkwi i cmentarz




Wieś posiadała własną cerkiew, aczkolwiek nie była samodzielną parafią. Wierni grekokatoliccy (Łemkowie) należeli do parafii w Maniowie, a rzymskokatolicy (Polacy) do parafii w Bukowsku, a od 1927 roku w Komańczy. Cerkiew tu jednak oczywiście istniała, chociaż wzniesiono ją późno, bo dopiero w 1856 roku. Z wyglądu była bardziej zbliżona do kościoła niż cerkwi, i swoją prostotą mocno odbiegała od znanych nam świątyń łemkowskich. Jak wyglądała zobaczycie np.tutaj.

Podczas Wielkiej Wojny w okolicy toczono ciężkie walki m. in. w rejonie Chryszczatej. Balnica również poniosła straty - zniszczeniu uległa m. in. żydowska karczma w 1915 roku. W roku 1918 wieś dołączyła do Republiki Komańczańskiej. Nowa granica rozdzielająca Polskę i Czechosłowację biegła zaraz na południe od wsi. Utrudniało to życie mieszkańcom, przywykłym do swobodnego poruszania się po okolicy. Co ciekawe, około kilometrowy odcinek kolejki również znalazł się w granicach Czechosłowacki. Z tego powodu każdy pociąg przejeżdżający tą linię musiał być eskortowany przez Straż Graniczną, która zresztą miała we wsi swoją placówkę. Dopiero po korekcie granic w 1938 cała linia znalazła się na terytorium Polski. W roku 1921 mieszkało w Balnicy 470 osób: 426 grekokatolików (Rusinów), 33 Żydów i 33 rzymskokatolików (głównie Polaków, ale także kilku Rusinów - wiernych kościoła łacińskiego).
W miedzywojniu działał tu m. in. tartak wodny, młyn, olejarnia, mieszkała tu zielarka (Sofija Bilo), i rzecz jasna działała karczma prowadzona przez rodzinę żydowską.
Po 1939 roku miejsce Straży Granicznej zajął niemiecki Grenzschutz. W 1942 naliczono we wsi 78 domów, z czego dwa zamieszkiwali Polacy (rodziny Górnych i Podstawskich) a dwa rodziny żydowskie, wywiezione później przez Niemców.  Miejscowość nie znalazła się na bezpośredniej linii frontu, niemniej np. w 1944 rozebrany został dach cerkwi. W 1945 roku wieś znalazła się w strefie wpływów przybyłej ze wschodu UPA, de facto banderowcy tutaj byli "gospodarzami". Pierwsze wysiedlenie miało miejsce w 1946 roku, kiedy to na Ukraine wywieziono mieszkańców z 57 domów. Pozostawione budynki zniszczyła UPA - część przeznaczyła na budulec schronów w lasach, a resztę spaliła.Kolejne wysiedlenie miało miejsce  w 1947 roku - wtedy wywieziono ostatnie 85 mieszkających tu osób (Rusinów). Polacy opuścili wieś w obawie przed banderowcami.

Krzyż tzw. Pańszczyźniany


A tutaj już przy stacyjce

Opuszczone zabudowania spalili upowcy - pozostała tylko cerkiew i jeden budynek w rejonie stacji kolejki. Sama kolejka również została zdewastowana - banderowcy niszczyli mosty, przepusty i torowiska...
Wieś przestała istnieć. Wkrótce rozebrano cerkiew, a budulec z niej pozyskany posłużył np. do budowy stajni w Woli Michowej. Wieś pochłonęły lasy..
Co pozostało więc do dzisiaj?
Jeśli zaczniecie spacer przez Balnicę w Maniowie, i pójdziecie leśną drogą w kierunku granicy (wiedzie nią polsko - słowacka ścieżka edukacyjna) to dojdziecie najpierw do wspomnianej w teście kapliczki, a potem do przydrożnych krzyży. Wszystkie (jest ich 3) spotkacie po lewej stronie idąc od Maniowa.  Idąc dalej dojdziecie do krzyża pańszczyźnianego - tutaj jednak trzeba odbić na prawo, na leśna drogę - Zejście to jest przy drugim schronie turystycznym (drewnianej wiacie) więc traficie łatwo. Drogą tą idziecie jakieś 300 - 500 metrów. Nieco pod górę. Krzyż będzie po Waszej prawej stronie.
Ogólnie po drodze towarzyszy nam często ściana lasu, niekiedy majestatycznie wspinająca się na strome stoki okolicznych stoków. 
Na terenie wioski jest też miejsce po cerkwi i cmentarz wiejski. Cerkwisko znajdziecie w okolicach pierwszej napotkanej wiaty -jest po lewej stronie (idąc od Maniowa) na niewielkim wzniesieniu. Znajdziecie tam kilkanaście starych i współczesnych krzyży nagrobki, a wiosną zobaczycie zarysy cerkwiska. Bliżej zaś granicy państwowej traficie na stację kolejową - jest tu sklepik, i w sezonie często tłumy ludzi niestety. Ale coś za coś jak to mówią.. Można stąd udać się w dalszą wędrówkę idąc torami, albo szlakiem, co kto lubi. Wczesną wiosną lub późną jesienią wędrowcy mogą też zobaczyć niekiedy pozostałości zabudowy dawnej wsi - podmurówki czy też charakterystycznie zniwelowany teren pod zabudowę. Oczywiście też towarzyszyć Wam będą drzewa owocowe, głównie jabłonie, szczególnie pięknie wyglądające wiosną.
Balnica ma też swoje skromne miejsce na kartach archeologii czasów współczesnych - otóż w kwietniu 2006 roku odkopano na terenie Balnicy dzwon cerkiewny, pochodzący prawdopodobnie z tutejszej dzwonnicy - obecnie obiekt ważący 625 kg jest jednym z zabytków w zbiorach MBL w Sanoku. Jak udało się ustalić, dzwon wykonano w Przemyślu w ludwisarni Felczyńskich w latach 20. XX wieku.

Fotograf się po kilkunastu sekundach odsunął.. :)

A to zdjęcie drugiej połowy zespołu


Przez Balnicę wiodą dwa szlaki piesze - żółty dojściowy z Woli Michowej do szlaku granicznego, oraz wspomniany niebieski szlak graniczy. Jest też polsko - słowacka leśna ścieżka edukacyjna Udava - Solinka. Na jej trasie zobaczyć można m. in. pokazowe żeremie bobrów w Balnicy, oraz kilkanaście innych przystanków, znaczonych tablicami informacyjnymi. Tutaj jeszcze dodamy, że jeszcze w Mikowie, ale blisko Balnicy, stoi przy drodze pomnik poświęcony kurierom przedzierającym się przez Bieszczady dalej na Węgry, i do krajów walczących z hitlerowcami. Prawdziwi bohaterowie, zasługujący na nie mniejsze uznanie niż żołnierze walczący z bronią w ręku na froncie.

Ogólnie Balnicę polecamy tym turystom, którzy umiłowali sobie ciszę i spokój. Bo poza gwarną stacyjką, jest tu cicho. Na majówce spotkaliśmy tutaj zaledwie jednego cyklistę i trójkę znakarzy z psem. Jest tu cicho i pięknie. Ale uważać trzeba, bo istnieje tutaj możliwość spotkania z niedźwiedziem. Ok, misie są fajne, ale w bajkach - na żywo za takie przyjemności dziękujemy. Niemniej idąc cicho można spotkać pasące się sarny, jelenie, na drodze często wylegują się w upalne dni gady, a nad głowami unoszą się drapieżne ptaki, poszukujące swoich ofiar. Pośród drzew kryją się ptaki i umilają wędrówkę swoimi trelami. Różnice terenu nie są bardzo duże, wiec marsz nie da się Wam bardzo we znaki. Można tutaj na prawdę odpocząć. Chociaż My Bieszczad raczej nie trawimy za przerośniętą turystykę itp. to jednak tutaj czuliśmy się.. jak w domu. Jak na naszym kochanym Beskidzie. Sami pośród lasów. Ale tez ze świadomością, że ziemia po której stąpamy, jest naznaczona historią.

Pokazowe jezioro bobrowe niedaleko stacyjki


Dzwon z Balnicy w MBL w Sanoku

Taka drobna rada - jeśli idziecie z Balnicy do Solinki, to wygodniej jest iść torowiskiem niż szlakiem. Na pewno ciekawiej, bardzo polecamy. Tylko nie wejdźcie pod pociąg! My podzieliliśmy się na dwie grupy: jedna (Sara i ja) poszła z Maniowa przez Balnicę do Solinki, a druga (Danusia z siostrą) dotarła do Balnicy ciuchcią. I każda grupa była zadowolona. Warto więc tak spróbować - ciekawie jest się spotkać tak na stacyjce w tym karpackim lesie, z dala od domów..

Cóż, z naszej strony to chyba tyle. Nie możemy zdradzić wszystkiego - wtedy nie mielibyście po co tu przyjeżdżać. Bardzo Wam polecamy poznanie tej wschodniej granicy Łemkowyny. Miejsce pełne historii i ciekawych miejsc.

Do zobaczenia na szlaku!





Źródła inf.:
Kłos S., 2010, Krajobrazy nieistniejących wsi ...
www.twojebieszczady.net
cerkiewne.tematy.net
pl.wikipedia.org
www.apokryfruski.org



niedziela, 17 czerwca 2018

Okiem wędrowca - Zawoje

Witajcie
dziś chcielibyśmy zabrać Was w podróż do pewnej nieistniejącej wioski. Można śmiało rzec, że jest to jedno z trudniej dostępnych miejsc. Ale zacznijmy od początku

Zawoje to dziś wielkie pastwisko, przeplatane zaroślami...
Wisłok broni dostępu do Zawoji, i to skutecznie

Tereny wsi Zawoje obejmują dolinę bezimiennego potoku wpadającego do Wisłoka - rzeka ta od zachodu stanowiła naturalną granicę wsi. Od wschodu, północy i południa wieś opierała się o stoki szczytów  Zawoje (556 m n. p. m.) i Putyska (647 m n. p. m.).

A początki Zawoji sięgają końca XVI wieku a mianowicie co najmniej roku 1589, z tego bowiem czasu pochodzą wzmianki o istniejącej tu wiosce. Wieś zapewne powstała nieco wcześniej, a zasiedliła ja, jak większość tutejszych osad - ludność wołosko - ruska. Wieś wtenczas znajdowała się w dobrach należących wtenczas do rodziny Siemieńskich. Sama zaś nazwa wywodzi się od słowa zawij - zakręt. Nawiązywała ona zapewne do zakrętu doliny rzeki Wisłok, która jeszcze na mapach z XVIII -wieku wije się w tych okolicach niczym zaskroniec. Była to bardzo niewielka wioska bo po niemal stu latach od powstania, w XVII wieku, odnotowano jedynie 5 domów.

Takie solidne ogrodzenia to tutaj norma...

Niemal dokładnie w miejscu, z którego zrobiono to zdjęcie trzeba skręcić na prawo w las by dojść do wsi (idąc od Puław)

Taka mała wioska a jednak swoją parochię i cerkiew miała. Z roku 1761 znajdujemy zapisy dziekana dekanatu, który to ubolewał nad stanem technicznym świątyni. Jej wyposażenie niestety wówczas również odbiegało od normy i było "podłe". Być może zły stan świątyni zdecydował o tym by w 1786 przyłączyć ową parafięto parochii w Tarnawce. Niemal w tym samym czasie było we wsi 180 wiernych grekokatolickich. Drugą i niestety ostatnią cerkiew wybudowano we wsi w roku 1862. Nosiła ona wezwanie św. Michała Archanioła. Do dnia dzisiejszego pozostały po niej jedynie fundamenty, które można odnaleźć na terenie wsi. Została ona oczywiście zniszczona po II wojnie światowej na skutek Akcji Wisła, o czym będzie później.

Nie była to duża wieś jak już wspomniano wyżej - w roku 1879 szematyzmy odnotowały 259 Rusinów. Pod koniec XIX wieku mieszkało tutaj zaś 264 osoby. W porównaniu więc do wielu innych wsi łemkowskich, Zawoje wypadają raczej skromnie. Wiek XIX właściwie niczym szczególnym się nie wyróżnił - tutejszych mieszkańców trapiły te same radości i smutki co inne wsie łemkowskie, np. nawracające epidemie cholery. Jednak nie wiadomo nam, jakie straty wieś wówczas poniosła.

Kilka takich ładnie zachowanych piwnic można tu zobaczyć. 


Ponieważ wieś była mała i uboga, a do tego znajdowała się trochę na uboczu, to władze traktowały ją chyba nieco po macoszemu. Mieszkańcy bardzo chcieli, by w ich wsi zbudować szkołę i dać dzieciom szansę na dostęp do nauki. Marzenie to udało się zrealizować dopiero w 1936 roku, a przyczynić się miał do tego Polak - nauczyciel Tadeusz Gajowski. W okresie II wojny światowej okupacja nie była dla mieszkańców szczególnie uciążliwa. Wieś też, zdawać by się mogło, miała szczęście - gdy we wrześniu 1944 roku toczono w tej okolicy ciężkie walki, wieś ocalała, a spłonął podobno tylko 1 budynek. W tym rejonie przebijały się w kierunku Słowacji, od strony Beska oddziały radzieckie i czechosłowackie - dokładniej zaś 2 Czechosłowacka Samodzielna Brygada Spadochronowa. Jednak szczęście wieś jakby potem opuściło. W 1945 roku, po przejściu frontu, zawitały na te tereny bandy UPA. Wymagały one "pomocy" od miejscowej ludności w postaci żywności i innych niezbędnych do życia materiałów. Z ich wizytami wiąże się pewna legenda. Otóż w Zawojach mieszkał pewien Polak z Głębokiego - ożenił się z Łemkynią ze wsi i tutaj zamieszkał. Mieszane, polsko - łemkowskie małżeństwa nie były codziennością, więc już ten fakt jest ciekawy. Ponieważ ten człowiek umiał czytać i pisać, i był lubiany, mieszkańcy obrali go sołtysem. Pewnego razu jedna z sotni przyszła do jego domu, i nakazała zbiórkę żywności dla żywności. Ponieważ byli uzbrojeni po zęby w "argumenty" to sołtysowi nie wypadało odmówić i szybko zajął się zbiórką jedzenia. Gdy już zebrał od wszystkich tyle ile mógł, sam też dołożył coś od siebie (wszak nie wypadało inaczej). Gdy banderowcy wzięli swój łub i odchodzili, ostatni wychodzący z jego domu zagadał doń po Polsku "A ty czemu dajesz?" Wyobraźcie sobie, jakie musiało być jego zdziwienie..

Nie łatwo było znaleźć tutejszy cmentarz


Właściwie historia wsi kończy się w roku 1946, kiedy to mieszkańcy zostają wysiedleni na sowiecką Ukrainę. Z wolna ludzie i czas zatarły ślad po osadzie - rozebrano po wysiedleniach cerkiew i domy, a pola i pastwiska z wolna zaczęły porastać lasem. Na terenie dawnej wsi "gospodarzy" obecnie Zakład Doświadczalny Instytutu Zootechniki w Odrzechowej. Latem na terenie wsi prowadzone są wypasy bydła i hucułów. Z tego też powodu teren wsi jest otoczony ogrodzeniem, i to trzeba przyznać - solidnym. Dostęp do wsi jest również ograniczony, bo z jednej strony dostępu do niej broni Wisłok, a z drugiej zalesione wzgórza Gniazda Jawornika.
Dojść tu można na 3 sposoby, przynajmniej teoretycznie. Pierwsza opcja, to dojście od mostu przerzuconego przez Wisłok na drodze z Puław do Wernejówki - idąc od Puław dosłownie kilka kroków za mostem należy zejść na prawo w leśną drogę - idąc tędy, wspierając się mapą można dotrzeć do terenu dawnej wsi. Przez pewien czas trzeba przez las, głównie przez iglasty młodniak, a potem mija się ambonę myśliwską i wychodzi na łąkę. Tutaj już trochę z mapą, trochę "na logikę" trzeba iść dalej. Drugi sposób to przejście w bród przez Wisłok - droga krótka i też łatwa, ale zimą, jesienią i wczesną wiosną niezbyt realna. Trzecia opcja - to przejście leśnymi dróżkami od strony czerwonego szlaku albo też od Wisłoczka - ale to tylko dla ludzi biegłych w nawigacji... Najłatwiej i najwygodniej jest dojść od wspomnianego mostu.

Na cmentarzu zaś warto spędzić chwilę, bo tutejsze nagrobki są bardzo urokliwe


Co znajdziemy we wsi? Wiele i niewiele zarazem. Znajdziecie tutaj cmentarz i miejsce po cerkwi. Nie jest to łatwe, ale wystarczy trafić na starą drogę wiejską i traficie. My mieliśmy nieco trudności, ale na szczęście się udało. Na cmentarzu jest dwanaście kamiennych krzyży, wszystkie remontowali społecznie wolontariusze "Magurycza" w 2003 roku. Na prawdę warto tu przyjść i je zobaczyć, są piękne. Najstarsze pochodzą z 2 połowy XIX wieku, a najmłodszy z 1933 roku, i wykonał go rzemieślnik z Sanoka. Cmentarz jest ogrodzony drutami, dzięki czemu pasące się zwierzęta nie mają doń wstępu. Przy cmentarzu stoi też tablica ustawiona przez UG w Rymanowie - niestety gmina nie postarała się o wyznaczenie jakiegokolwiek dojścia do tego miejsca. Ale na tablicy są całkiem ciekawe informacje i zdjęcia. Przy cmentarzu znajduje się miejsce po cerkwi, i rumowisko w miejscu dzwonnicy. Tak przynajmniej wspomina wiele przewodników, bo sam rumosz nie do końca przekonuje. Niemniej cerkiew była drewniana, a większa ilość kamienia może pochodzić właśnie z dzwonnicy, więc kto wie..

Miejsce po cerkwi


Oprócz tego we wsi znaleźć można pozostałości zabudowy, drzewa owocowe i ruiny krzyża - tego ostatniego niestety nie udało się nam odnaleźć. Natomiast niemałe wrażenie robiły na nas zachowane sklepienia piwnic. Chyba dotychczas nigdzie indziej większych nie spotkaliśmy... Teren dawnej wsi jest ogólnie bardzo cichy gdy nie ma tu bydła. Ludzie tu nie zachodzą, do ruchliwych dróg daleko. Tylko szum wiatru, szelest liści i niekeidy gniewne pomruki Wisłoka, jakby niezadowolonego z odwiedzin.

Czasem można z rzeką się dogadać i przejść przez jej koryto - ale suchą stopą się to nie uda :)

Warto odwiedzić to miejsce - i dla urokliwego cmentarza z piękną kamieniarką, i dla spokoju, a wreszcie - dla chwili zadumy nad ludzkim losem, jakże zmiennym i nieprzewidywalnym..

Dzisiejszy wpis był krótki, ale mamy nadzieję że i tak się Wam spodobał. Przede wszystkim zachęcamy do poznania tego miejsca wczesna wiosną lub późną jesienią, gdy przyroda odkrywa tajemnice. Jak zwykle odsłoniliśmy tylko rąbek tajemnicy :)

Pozdrawiamy serdecznie!




Źródła inf.:
Kłos S., 2010, Krajobrazy nieistniejących wsi . . .
Grzesik W., Traczyk T., Wadas B., 2012, Beskid Niski od Komańczy do Wysowej
www.beskid-niski-pogorze.pl
pl.wikipedia.org



niedziela, 3 czerwca 2018

Horbki Sabaryniackie

Witajcie!

Dzisiaj zabieramy Was na krótki spacer na jeden z bardziej znanych, wręcz kultowych szczytów Beskidu Niskiego. Miejsce tym bardziej jest ciekawe, że (jeszcze) daje nam możliwość podziwiania pięknych widoków. Zapraszamy na Polańską!


Polańska widziana od strony Chałupy Elektryków

Sam szczyt, znany też pod nazwą Horbki Sabaryniackie mierzy 737 m n. p. m. i znajduje się w Gnieździe Jawornika. Od północy "sąsiaduje" z Jawornikiem (762 m n.p. m.) a zbaczając nieco na wschód - z Putyską (647 m n. p. m.). Bezpośrednim sąsiadem Polańskiejod strony wschodniej są Garbki, mierzące 671 m n. p. m. Na południu góra łagodnie opada do szerokiej doliny, w której niegdyś usadowiły się Polany Surowiczne, duża wieś, dzisiaj opustoszała po wysiedleniach powojennych. Na zachodzie, oddzielona głęboką doliną płynącego tu bezimiennego potoku, zerka na Polańską Konfiniarka (762 m n. p. m.). Z wymienionych szczytów tylko Polańska ma jeszcze cechy punktu widokowego. Niestety, z roku na rok bardziej porasta, i chyba już na ten proces nie ma rady - za kilka lat więc pewnie kartografowie wymarzą słoneczko przy nazwie góry.. No, ale żyjmy chwilą!

Sama góra była dawniej, podobnie jak wiele innych szczytów na Łemkowynie była "naga" - Łemkowie wypasali na stokach owce i bydło. Nie inaczej było też i na Horbkach Sabaryniackich.

Niestety na Polańską prowadzą dwie drogi asfaltowe - od Wernejówki i z Woli Niżnej...

... a letni spacer asfaltową drogą do przyjemnych nie należy. Chociaż sama droga ładnie się wije dolinami..

Góra, można tak powiedzieć zasłużyła się w czasie hitlerowskiej okupacji. W jej sąsiedztwie bowiem wiodła trasa kurierska "JAGA" - jedna z kilku tras przerzutowych na Podkarpaciu. Trasy kurierskie organizowano w celu utrzymania komunikacji między ZWZ-AK a rządem emigracyjnym w Londynie, zarządzającym walką zbrojną w kraju. Oczywiście Niemcy nie zamierzali tego tolerować. Trasy zaś służyły wielu celom - nimi to przerzucano ochotników do Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie - być może tędy przeszedł niejeden bohater spod Narviku, Arnhem czy Falaise. Trasami kurierskimi przeprowadzano też np. zestrzelonych nad Polską lotników alianckich, emisariuszy rządowych czy po prostu ludzi, którzy musieli pilnie uciekać z kraju by uniknąć niemieckich katowni.  Nie były to oczywiście trasy a la szlak turystyczny ze znaczkami na drzewach i słupkach. Były to trasy podzielone na odcinki "obsługiwane" przez miejscowych przewodników - konspiratorów. Usiane były lokalami, służącymi za kryjówki. Stanowiły więc skomplikowane machiny konspiracyjne, wymagające niebywałej od ich członków niebywałej ostrożności, odwagi i pomysłowości. Trasę tę, wiodącą z w Warszawy do Budapesztu i odwrotnie, przebył 45 najsłynniejszy beskidzki kurier, Jan Łożański ("Orzeł, "Jan Madejski"). Pociągiem dojeżdżał na stację Wróblik Szlachecki, a dalej ruszał pieszo aż do Węgier. Przechodził wtenczas m in. przez las Szachty, w sąsiedztwie Polańskiej. Zawsze unikał okolicznych wsi łemkowskich, szczególnie zaś Polan Surowicznych, gdzie nastawienie do Polaków było wręcz wrogie. Najbardziej musiał uważać na ukraińską policję pomocniczą. Trasą "JAGA" (od 1942 nazwaną "KORA") chodził w latach 1940 - 1945.

Przez Polańską wiedzie wytyczony w 2012 roku, staraniem Uniwersytetu Rzeszowskiego (pomysłodawcą był B. Berdel) oraz LOT "Beskid Niski Beskidzki Szlak Turystyczny "JAGA-KORA". Zaczyna się na stacji we Wróbliku Szlacheckim, a dalej prowadzi m. in. przez Wołtuszową, Polańską, aż do Jasiela. Nie wiedzie on oryginalnymi trasami wojennych kurierów - głównie z przyczyn technicznych, gdyż zapewne dla wielu z nas byłaby to trasa zbyt trudna. Warto jednak oddać cześć bohaterom, narażającym swoje życie i przejść wytyczoną trasę.

Stoki oczywiście porasta las

Motywator :) 

Jak wspomniano, obecna trasa prowadzi przez szczyt Polańskiej. Jest to jeden z wariantów zdobycia tego szczytu. Można tutaj wejść owym szlakiem, lub też po postu łąkami od strony Polan Surowicznych. Warto wtedy skorzystać z gościny w "Chałupie Elektryków". Ponieważ na terenie wsi gospodarzy od wiosny do jesieni Ośrodek Zootechniki z Odrzechowej i wszędobylskie krowy - warto uważać, bo zwierzęta te są najbardziej pokojowo nastawione... na talerzu. A poważnie mówiąc, są tam krowy i słynne buhaje. Więc lepiej uważać. Jesienią ta trasa jest wyśmienita. Przynajmniej zejście łąkami jest ciekawsze, można pooglądać sobie okolicę do woli bo pastwiska zajmują dużą powierzchni. Inną opcją jest przejście drogą zrobioną kilka lat temu przez LP z Wernejówki do Polan Surowicznych i dalej do Woli Niżnej. Droga ta, asfaltowa okrąża od północy i zachodu Polańską. Miejscami przypomina drogi wijące się samotnie przez pustkowia Arizony, ale oczywiście w macro skali. Jednak spacer nią daje trochę w kość więc raczej odradzamy, szczególnie w okresie upałów (sprawdzone w praktyce). Sama Polańska to góra pobłażliwa, i nie wymaga wylania litrów potu. Ze szczytu w dalszym ciągu można podziwiać w ładne dni piękne widoki. Pięknie prezentuje się stąd pasmo graniczne i Bieszczady. Kto ma dużo szczęścia, zobaczy nawet Tatry. My tak dużo szczęścia nie mieliśmy, ale i tak warto było tam zajrzeć, zobaczyć Beskid z innej nieco perspektywy.
Na szczycie dawniej była mała kapliczka, ale ktoś ją poturbował, i przy naszej wizycie już jej nie było. A może skryły ją trawy? Wchodząc na szczyt od północy, natrafiliśmy na ciekawe "sentencje" drukowane na papierze i skrzętnie powieszone na drzewach. Działają bardzo motywująco!

Ze szczytu widok coraz skromniejszy

Ale np. kościół jeszcze widać. Zgadnijcie, gdzie ona się znajduje?

Błąkając się w tej okolicy warto być czujnym, bo można spotkać wilka lub niedźwiedzia. Ogólnie na stokach Polańskiej można znaleźć np. stare jabłonie, zapewne samosiejki, ale z całkiem smacznymi jabłkami. A będąc już na szczycie, zejdźcie do doliny, do dawnej wsi. Zabudowania Instytutu (dawne Państwowe), cmentarz wiejski i przycerkiewny, cerkwisko, dzwonnica, sady, ruiny zabudowy wiejskiej - to wszystko co pozostało po tej nie małej wiosce. A schodząc w dół po stokach podziwiajcie piękną dolinę, i dumnie stojącą w dole dzwonnicę, strażnika dawnych, lepszych dla Łemkowyny czasów.

Co ciekawe, na starych mapach austriackich występowała też inna nazwa tej góry: Mokawertyn.
Inną ciekawostką jest fakt, że o Polańska ma i swoją piosenkę - a jest to utwór zespołu "Dom o Zielonych Progach". Tytuł to po prostu "Polańska". Warto posłuchać!

Na dzisiaj to chyba tyle - o górach się nie pisze, góry się podziwia. Zapraszamy więc Was koniecznie na wędrówkę po Beskidzie, na Polańską - czy to szlakiem JAGA-KORA od Rymanowa lub od parkingu w Woli Niżnej, czy też drogą z Wernejówki lub od strony Surowicy. Dróg jest wiele, znajdziecie coś dla siebie.
Serdecznie pozdrawiamy, do zobaczenia na szlaku!


Jeszcze tylko na koniec piosenka. Posłuchajcie! 




Źródła inf.:

www.wgorach.art.pl
Luboński P. (red)., 2012, Beskid Niski. Przewodnik dla prawdziwego turysty
na-szczytach.blogspot.com
pl.wikipedia.org
www.styki.org
mapire.eu


niedziela, 20 maja 2018

Oczami wędrowca - Kamienne

Witajcie,

dzisiaj nie zabierzemy Was na spacer po Beskidzie Niskim. Postanowiliśmy Wam pokazać interesujące miejsce na Pogórzu Bukowskim. Jak dobrze poszperacie w pamięci (lub w naszym blogu) to przypomnicie sobie, że jakiś czas temu obiecaliśmy nieco "odmieniać repertuar". Co prawda Beskid Niski i Łemkowyna to temat, który nigdy się nie nudzi, jednak należy pamiętać iż Łemkowie żyli nie tylko w Beskidzie Niskim. Mieszkali wszak na terenie Bieszczadów, Beskidu Sądeckiego, Na Rusi Krośnieńskiej czy chociażby w okolicach Bukowska. Czy jednak tutejsi mieszkańcy na pewno byli Łemkami? Zastanówmy się wspólnie podczas spaceru po Kamiennem.

Teren dawnej wsi w dolinie wsi właściwie zamkniętej z trzech stron przez wzgórza. Spływają tędy potoki zasilające Płonkę. Od północy wieś opierała się o stoki wzgórza Dziady (647 m n. p. m.) i sąsiadowała niemal z Bukowskiem. Od południa Kamienne graniczyło z Płonną, a od wschodu i zachodu granicę stanowiły stoki wzgórza Staszów (527 m n. p. m.) a od wschodu niewielkie pasmo Kuty i Żurawinki.

Wszędobylskie wiatraki. Widać je na prawdę z wielu miejsc.

Jak zwykle trochę historii wsi:

Wieś pojawia się na kartach historii w 1553 roku, przynajmniej oficjalnie - powstała prawdopodobnie nieco wcześniej, bowiem dokumenty mówią o istniejącej już osadzie. Niektórzy jako datę lokacji podają rok 1539. Zezwolenie na założenie wsi wydał Mikołaj Herburt Odnowski. Wieś powstała na prawie niemieckim, później przeniesiono ją na prawo wołoskie. Nie powinno nas to właściwie dziwić, bo tereny te leżą już poza obszarem górskim, i gospodarowanie jest tu nieco łatwiejsze. Osadę jednak zasiedliła ludność rusko - wołoska. Brak wzmianek o ewentualnym polskim pochodzeniu osady. Jednak fakt zasiedlenia osady przez Rusinów nie powinien dziwić, jako że wiele okolicznych osad było przez nich zamieszkanych.  Powstał tutaj "przekładaniec" osad ruskich i polskich. Długo tak trwać nie mogło, i z czasem naturalnie ludność polska i ruska żyjąca na tych terenach wymieszała się. Tak też powstali Dolinianie - grupa etniczna zamieszkująca rejon Mrzygłodu, okolice Sanoka, wschodnią część Pogórza Bukowskiego i południową Pogórza Dynowskiego, a także okolice Leska. Była to więc duża grupa o zróżnicowanej etnogenezie, jednak z przewagą wpływów ruskich. Dolinianie posługiwali się językiem ruskim, bardzo zbliżonym do łemkowskiego i bojkowskiego, byli wiernymi kościoła greckokatolickiego. Jednak należy zaznaczyć, że była to ludność niegóralska. Jeśli chodzi o wpływy polskie, to widać je było w sposobie gospodarowania - Dolinianie zajmowali się sadownictwem (u Łemków na przykład właściwie nierozwijanym), ogrodnictwem i uprawą roli.  Trudno jest jednoznacznie stwierdzić, czy była to ludność łemkowska, czy już stricte ukraińska. Do tego jeszcze przejdziemy nieco dalej.


Zdjęcie zrobione mniej więcej w tym samym miejscu. Oczywiście, że wiatraki :)

Wracając do wsi - nie była to duża wioska. O jej historii trudno coś więcej powiedzieć. Wiodła przez nią droga z Bukowska do Płonnej, tutaj też zlokalizowane były brody, umożliwiające przeprawę np. wozów. Zapewne stąd pochodzi jej nazwa - od wyłożonych, utwardzonych brodów. Niezbyt znamy historię XVII i XVIII wieczna tych ziem. Zapewne w latach szwedzkiego potopu wieś ucierpiała z rąk okupanta szwedzkiego lub też z powodu przemarszu oddziałów Rakoczego. XVIII wiek to czas zaborów, dla mieszkańców być może przeszło to z kolei bez echa - ludność wiejska nie miała wówczas takiego poczucia narodowego jak obecnie, na co wpływ miał przede wszystkim ich ówczesny status społeczny. We wsi stały zabudowania dworskie. Źródła podają, że 20 grudnia 1772 roku zostały one podpalone przez mieszkańca Przybyszowa, pełniącego funkcję stróża nocnego.
W XIX wieku było we wsi 26 domów, w których mieszkało 168 mieszkańców, w zdecydowanej większości greckokatolickich Rusinów. Działał tutaj młyn i karczma, była drewniana cerkiew. Pierwszą świątynię wzniesiono w roku 1672 i nosiła wezwanie Najświętszej Maryi Dziewicy. Nowy obiekt (w miejscu poprzedniego) zbudowano dopiero w 1881 roku. Wieś należała do parafii unickiej w Płonnej.
Właściciele wsi się rzecz jasna zmieniali. Od połowy XIX wieku Kamienne należało do rodziny Rylskich - najpierw Karola (1843), a później (1860) Aleksandra. Kolejnym właścicielem była od 1905 roku Józefa Pruszyńska, posiadająca we wsi 181,6 ha majątku ziemskiego. Pruszyńscy i Jasińscy posiadali tu swoje dobra właściwie do 1939 roku, kiedy to sprzedali dobra  polskim osadników, przybyłych tu w latach 20- tych XX wieku - rodzinom Przybyś, Gołda i Bator.  Ogółem do wsi w 1927 roku przybyły 4 polskie rodziny, i de facto byli to jedyni Polacy we wsi.
W tym czasie we wsi działał młyn, szkoła, cerkiew filialna, karczma, stał nieduży dwór.

Na cerkwisku. Powyżej, za drzewami jest cmentarz.

Mieszkańcy mieli szczęście - uniknęli zniszczeń zmagań pierwszowojennych, sami również nie aspirowali do przyłączenia do ZURL-u więc ze strony władz polskich również nie spotkały ich żadne nieprzyjemności. Wieś zdawałoby się, mogła się spokojnie rozwijać. W roku 1939 liczyła 270 mieszkańców (w tym 230 Rusinów) mieszkających w 42 domach.

Spokojne życie skończyło się w 1945 roku, po zakończeniu wojny. Po odejściu z tych terenów przyszły banderowskie sotnie ze wschodu. Zasiliły je świeże siły - dotychczasowi funkcjonariusze policji pomocniczej i żołnierze z SS Galizien, dezerterujący masowo na rozkaz OUN-B. Tereny te zamierzano włączyć do tzw. Zakoerzońskiego Kraju. Jednak w dużej mierze tutejsi Rusini planów tych nie popierali - im dalej na zachód, tym UPA, a co za tym idzie i OUN mieli mniejsze poparcie. Jednak tutejsi Polacy w obawie przed UPA wyjechali stąd w 1946 roku. W tym samym czasie wysiedlono również pozostałych mieszkańców. Zabudowania, w tym dwór, spalili banderowcy. W ten sposób UPA starało się uniemożliwić zasiedlenie tych terenów osadnikami polskimi. Postąpiono tak z wieloma wsiami rusińskimi. Jednak było cios o podwójnych skutkach - uniemożliwiono później powrót rodowitym mieszkańcom. Argumentem na odmowę zgody był dla władzy.. brak obiektów mieszkalnych. I tak Kamienne pozostało niezamieszkane.

Cmentarz wiejski.


Po wojnie zbudowano tu prywatne gospodarstwo. Stoi samotne, a same tereny wsi obecnie to w większości własność prywatna. Po wojnie tereny wsi częściowo porosły lasami i nieużytkami. Cerkiew rozebrano z nakazu władz już w 1947 roku. Cmentarz przez wiele lat niszczał, dopiero w 2 połowie lat 90 wzbudził zainteresowanie ludzi. Kamienne zdało się zostać zapomniane przez ludzi i pewnie popadłoby w niepamięć. Pamiętamy bowiem o wysiedleniach Łemków żyjących w kapryśnym Beskidzie Niskim, pamiętamy o tragedii Bojków, jednak zdajemy się zapominać o tym, że i w innych miejscach Rusini doświadczyli podobnego losu. Większość z nich nie zawiniła państwu. Byli zwykłymi mieszkańcami, stroniącymi od polityki i kłopotów. Zapewne niejeden z nich w czasie wojny walczył w Kampanii Wrześniowej bądź później w ruchu oporu..
Czy tutejsi mieszkańcy byli Rusinami czy Ukraińcami? Za tym drugim stają murem wszystkie organizacje ukraińskie, taką tezę głoszą też tablice umieszczone przy cerkwisku w 200 roku. Wtedy bowiem powstała wiodąca m. in. przez Kamienne ścieżka dydaktyczno - historyczna "Śladem Trzech Narodów". Nie jest zbyt dobrze znakowana, również informacje zawarte na tablicach w ważniejszych miejscach są często niezbyt poprawne, niemniej jest to ważny akcent - szansa na częściowe przynajmniej wyjście z cienia tutejszych wsi, dotkniętych tragedią wysiedleń.

Tutejsi mieszkańcy byli Rusinami. Tak o nich mówili Łemkowie żyjący w górach, tak też sami określali się zazwyczaj sami mieszkańcy. Nie była to jednocześnie góralska ludność łemkowska, jednak bardzo duże wpływy łemkowskie i poczucie jedności stawia (naszym zdaniem) mieszkańców Kamiennej i okolicznych wsi w gronie Karpatorusinów - a przecież sami Łemkowie, tak jak chociażby mieszkańcy Zakarpacia czy północnej Słowacji są częścią tej wspólnoty, coraz częściej nazywanej narodem. Jednak to są głównie nasze przemyślenia, nasza opinia.

Na terenie wsi jest kilka współczesnych budynków gospodarczych, w różnym stanie..

Jabłonie to już pamiątka po dawnych mieszkańcach.

Po wsi pozostało niewiele - cmentarz, na którym czytelne są jeszcze mogiły, chociaż stoją na nich już wyłącznie współczesne krzyże łacińskie. Wyjątek mogą stanowić dwa krzyże żeliwne, być może pochodzące z dachu rozebranej cerkwi.
Poniżej cmentarza, przy drodze, wieniec drzew znaczy miejsce po cerkwi. Na płaskim terenie z resztkami podmurówki stoją dwa krzyże, z czego jeden (uszkodzony) pochodzi z dachu cerkwi i stoi oparty o niewielką kapliczkę skrzynkową. Samo cerkwisko stoi na wzniesieniu, nad drogą, i otacza je wieniec starych drzew. W XXI wieku zbudowano przy cerkwisku drewnianą wiatę, gdzie zmęczeni spacerem, możecie przysiąść, odpocząć i zastanowić się nad dziejami tych ziem. Na stokach wzgórza Dziady, w gąszczu znajduje się kapliczka wzniesiona z łamanego kamienia - my jej nie szukaliśmy z braku czasu. Byliśmy tutaj pod koniec zimy, i mieliśmy pewne kłopoty z dotarciem, bowiem mapa którą się posługiwaliśmy była niedokładna i zanim wyłapaliśmy jej błędy, minęło sporo czasu. Dojść tu można albo drogą od Płonnej - wtedy czeka na Was bród na Płonce, którego suchą stopą przejść się nie da, albo też leśnymi drogami od Bukowska. Możliwe jest dojście lasem, z przysiółka Łazy prowadzi tu leśna droga. Warto jednak na pierwszy raz zaopatrzyć się w GPS, by znaleźć odpowiednią leśną drogę - później jest już łatwo. Inny wariant do spacer wspomnianą ścieżką dydaktyczną od cmentarza żydowskiego w Bukowsku. Ponoć i tędy nie jest łatwo - ale to dodaje spacerowi uroku. Mimo błota warto tutaj przyjść - nie spotkaliśmy żywej duszy, było cicho, spokojnie. Wiał od czasu do czasu silny wiatr - jakby chciał wskazać nam i przypomnieć, że stąpamy po skrzywdzonej ziemi...
Jeśli lubicie widokowe szczyty, to z wielu okolicznych wzgórz roztaczają się ładne panoramy. Tatry zapewne nie są stąd widoczne, ale za to ładnie prezentują się nieodległe przecież szczyty Beskidu Niskiego, Bieszczady, czy chociażby wszędobylskie wiatraki - te ostatnie robią na prawdę wrażenie.

Cóż, to chyba na tyle dzisiaj, mamy nadzieję że Wam się podobało. Zapraszamy na Pogórze Bukowskie, po tutejszych Rusinach (Dolinianach) pozostało wiele ciekawych pamiątek.

Do zobaczenia na szlaku!




Źródła inf.:
Kłos S., 2010, Krajobrazy nieistniejących wsi...
www.apokryfruski.org
www.genealogia.okiem.pl
skansen.sanok.pl
pl.wikipedia.org.