Zanim wejdziesz, przeczytaj :)

1) Materiały wykorzystane przez nas ( zdjęcia, rysunki, opisy ) służą tylko celom dydaktyczno - informacyjnym, nie czerpiemy z działalności żadnych korzyści. Wykorzystujemy materiały zarówno własne, jak również pozyskane w internecie, lecz tylko by ukazać czytelnikom piękno naszego świata :). Materiał internetowy pozyskujemy legalnie (nie jest on zastrzeżony prawami autorskimi, pochodzi ze źródeł masowych i edukacyjnych) - nie kradniemy niczyjej pracy. Jeśli jednak znajdziesz u nas swoje materiały bez wyraźnej zgody (mogło zdarzyć się niedopatrzenie z naszej strony) i poczujesz się urażony - prosimy, poinformuj nas, a natychmiast znikną one z naszych łamów :)
2) Blog nie ma charakteru naukowego. Jest to strona popularyzatorska. W miarę naszych możliwości (i ponieważ historia to nasze hobby) staramy się jak najwięcej umieszczać informacji historycznych oraz korzystać z literatury tematycznej, niemniej nie gwarantujemy "nieomylności" :)
3) Ilustracje opatrzone znakiem wodnym są naszą prywatną własnością. Jeśli znalazłeś tutaj przydatną ilustrację - napisz do nas. Podobnie rzecz ma się z zamieszczanymi tekstami.

niedziela, 10 września 2017

Na Wahalowskim Wierchu

Witajcie,

Dzisiaj zabieramy Was na jeden z beskidzkich szczytów. Nie jest to jednak byle jaka "górka" porosła gęstym jak dziewicza puszcza lasem. Takich szczytów mamy w Beskidzie Niskim dostatek. My chcemy Wam pokazać szczyt wyjątkowy, bo wolny od drzew, z ciekawą panoramą. Wpis więc dzisiaj nie będzie długi, jednak powinien Was zaciekawić. Ale do rzeczy.

Widok na porosłą lasem dolinę Jawornika

widok już zza Osławicy..

jeden z wielu okolicznych myśliwych

Wahalowski Wierch (666 m n.p.m.) góruje niemal nad Komańczą, ostatnią wsią Beskidu Niskiego od wschodu - dalej już są Bieszczady. Wraz ze szczytem Hruń (677 m n.p.m.) są jednymi z wyższych szczytów w okolicy. Wahalowski Wierch sąsiaduje od północy właściwie już z pasmem Kamienia, od zachodu zaś stopniowo opada ku dolinom zajętym przez wsie: Czystogarb (d. Czystohorb) i Wisłok Wielki (d. Górny). Od południa sąsiaduje z Hruńiem i przez Popową Górę szczyty schodzą do Komańczy. Zachodnie stoki zajmowała niegdyś duża wioska Jawornik, po któej pozostały do dzisiaj smęne ruiny i kilka przydrożnych krzyży, cmentarz i cerkwisko.
Beskid Niski słynie raczej ze szczytów nie powalających swoją wysokością. Jednak większość z tych niewysokich szczytów funduje zazwyczaj solidny trening i mocne spalanie tłuszczu. Bo to, że szczyt jest niski, nie znaczy że jest łatwy do zdobycia. Jednak Wahalowski Wierch jest tutaj wyjątkiem. Przynajmniej naszym zdaniem. Na prawdę można na niego wejść stosunkowo minimalnym wysiłkiem. Jego stoki są łagodne, a ponieważ nie ma wielkich wahań wysokości między sąsiednimi szczytami, jest to przyjemna odmiana przy długodystansowym marszu. Mimo więc "szatańskiej" wysokości nie ma się czego bać - nie taki diabeł straszny jak go malują ☺
 Góra i stoki są w większości wykorzystywane rolniczo - prowadzone są tutaj regularne wykaszania. Nie wygląda co prawda, by zebrane siano komuś służyło, ale jest to miło widzieć, że jednak ktoś dba, by góra zachowała swoje walory widokowe. Zresztą duże zwały bali robią wrażenie - ale tu od razu przestrzegamy przed wchodzeniem na nie w poszukiwaniu lepszych widoków. Każdy bal (bala?) siana ma wielką masę, i nie chcielibyście być tym przygnieceni. Więc nie kuście losu...

Widok na Pasmo Kamienia

Takich stert jest tutaj więcej

a tu z kolei widok na grzbiet Wahalowskiego Wierchu, widziany z łąk nad Jawornikiem (po przejściu na drugą stronę i wdrapaniu na górę)

Na szczycie stoi stary betonowy trójnóg - punkt triangulacyjny, używany dawniej w pomiarach geodezyjnych. Dzisiaj już raczej nie jest potrzebny, ale ciekawie komponuje się z krajobrazem. Znajdziecie też na górze oczywiście tabliczkę z nazwą szczytu i jego wysokością.

Co właściwie widać z góry? Jeśli spojrzycie w kierunku wschodnim, zobaczycie już Bieszczady. Widać stąd m. in. szczyt Suliła (759 m n.p.m.) górujący nad Turzańskiem - też zresztą dobry punkt widokowy. Od strony północnej widać zalesione szczyty Kamienia, "wystaje" też maszt telekomunikacyjny ulokowany na szczycie Tokarni (778 m n.p.m.). Na zachodzie obejrzymy sobie dawne zabudowania PGR w Wisłoku Wielkim, oraz górujące dalej szczyty Pasma Granicznego, m. in. Wielki Bukowiec 848 m n.p.m.) i Kanasiówkę (823 m n.p.m.). W kierunku zachodnim jest ładny widok na pasmo Diłu a nawet Rzepedki, tylko tutaj lepiej odejść ze szczytu parę kroków czerwonym szlakiem ku Komańczy albo też ku Fajtysce. Ale dosłownie kilkanaście metrów. Zapiera dech w piersiach ogrom tutejszych łąk, szczególnie tych okalających porosłą lasem dolinę dawnego Jawornika. Zresztą ze stoków Wahalowskiego Wierchu wypływa też i sam potok Jawornik, wpadający potem do Osławicy.
Przyjemnie jest tutaj wejść latem, przejść po skoszonych łąkach, poczuć ten wiatr we włosach. Uczucie wolności, którego nie sposób opisać słowami. To trzeba po prostu poczuć...

Często goszczą tutaj drapieżne ptaki - orliki, i jastrzębie. Nawet po kilka, kilkanaście okazów jednocześnie potrafi kołować nad tutejszymi łąkami. Czasem nagle spadają ku ziemi z wielką prędkością, niczym strzały. Wtedy wiadomo, że jakiś gryzoń, wąż lub jaszczurka musi żegnać się z życiem..

Wieża triangulacyjna na szczycie

Widok na pasmo graniczne

Tutaj z kolei PGR w Wisłoku Górnym

Ciekawie jest tędy wędrować. Przyjemna to odmiana po długim marszu przez gęste beskidzkie lasy. Można sobie wygodnie usiąść, zregenerować nadwątlone siły i podziwiać piękną okolicę. Jeśli ktoś jest fanem bieszczadzkich Połonin, to tutaj może czuć się jak "u siebie", bo krajobraz jest mocno zbliżony do słynnych bieszczadzkich widoków właśnie.

Dojść tu można albo idąc Głównym Szlakiem Beskidzkim (czerwonym) albo też ścieżką biało-żółtą z Jawornika. My właśnie z Jawornika dotarliśmy na szczyt, ale niezupełnie ścieżką. Ścieżka bowiem za bazą w Jaworniku wyprowadziła nas na manowce. Tutaj porada - jeśli idziecie od strony Rzepedzi, to po dojściu do bazy idźcie "do góry", koło wiaty nad bazą i przejdźcie łąkami na szczyt. Przynajmniej latem, bo nie wiemy jak tu jest wiosną. Latem natomiast trasa była kompletnie zarośnięta, i w pewnym momencie... znaki zniknęły. Pierwszy raz od dawna zgubiliśmy szlak. Czy my przeoczyliśmy ścieżkę, czy też na tym odcinku jest zaniedbana - trudno wyczuć. Jednak po prostu przeszliśmy potok i wdrapaliśmy się na stok, dalej zaś poszliśmy pięknymi łąkami. Trochę szkoda nam było ścieżki, bo minęliśmy kilka przydrożnych krzyży, jednak wyjątkowe, tak rzadkie w Beskidzie Niskim widoki zrekompensowały nam tą stratę z nawiązką. Powrócimy tutaj jesienią, powinno być łatwiej ;)

Tutaj już dwójka łowców

Jaka to odmiana iść taką drogą pośród łąk..

Jeśli na szczyt wprowadził Was GSB, to koniecznie zejdźcie do Jawornika. Miejsce to słynie nie tylko z rozpowszechnionych wierzeń wampirycznych i zabiegów apotropaicznych, ale także z licznych śladów po dawnej zabudowie - wieś przestała istnieć w połowie lat 40 XX wieku, po kilkuset letnim, nieprzerwanym ciągu osadniczym. Parę informacji o wiosce znajdziecie tutaj.
 Trudno coś więcej o szczycie powiedzieć. Tylko jeszcze dodamy, że co roku biegną przezeń maratończycy z Łemkowyna Ultra Trail. Mordercza trasa prowadzi wzdłuż GSB od Krynicy aż do Komańczy właśnie. Tak szczerze mówiąc morderczy ten szlak jest też i dla turystów po przejściu maratończyków...

Serdecznie polecamy Wam wejście tutaj, na górę. Wysiłek na prawdę się opłaci. Nie ma wielu takich miejsc w Beskidzie Niskim, a jest to zawsze jakaś odmiana w górskiej wędrówce.

Mamy nadzieję, że ten krótki wpis przypadł Wam do gustu. Pozdrawiamy serdecznie i zachęcamy do wędrówki.
Do zobaczenia na szlaku!

Źródła inf.:
karpackilas.o12.pl
www.twojebieszczady.net
pl.wikipedia.org


niedziela, 27 sierpnia 2017

Okiem wędrowca - Jasionka

Witajcie,
dziś chcemy Was zabrać w niesamowite miejsce. Nie budzi ono zainteresowania turystów, przejeżdżających przez wieś w drodze do pięknej Radocyny, nie jest też rajem dla fanów agroturystyki. Straszą tu dzisiaj zabudowania dawnego PGR - u, pasą się krowy, prawie nie ma śladu po dawnej wiosce. Zapraszamy Was na spacer po Jasionce

Na starej drodze w Jasionce

Konie pasące się przy drodze do Radocyny

Jasionka leży u źródeł Zawoji, wpadającej w Nieznajowej do Wisłoki. Od północy wioska dawniej sięgała do Krzywej (dziś jest uznawana za jej przysiółek), na południu zaś sięgała stoków góry Czarna (703 m n. p. m.). Od wschodu zamykały wioskę bezimienne wzgórza, a od zachodu - stoki Kamiennego Wierchu (70 m n. p. m.). Dzisiaj zabudowa obecnej Jasionki tylko częściowo pokrywa się z dawnym zasięgiem miejscowości.


Na początek trochę historii:
Pierwsze wzmianki o wiosce pochodzą dopiero z 1665 r. W dokumentach z 1765 r. wymieniono 12 ról, i mieszkało około 140 osób. Jasionka była wsią należącą do dóbr królewskich, wchodziła w skład kasztelani bieckiej. Jasionka nie należała nigdy do dużych wsi. Sama nazwa wsi pochodzi od łemkowskiej nazwy Jesiona - wedle przekazów pierwsi mieszkańcy po przybyciu zastali tutaj las pełen jesionów właśnie. Co ciekawe, jeszcze w latach 30 XX wieku rosło tutaj jeszcze kilka okazałych drzew tego atunku, mających po kilkaset lat.

Widoki z góry Czarna


 W roku 1786 mieszkało tutaj 170 Rusinów - grekokatolików, a już w roku 1882 mieszkało tutaj 274 unitów. Żyła tu również  rodzina żydowska prowadząca karczmę. Wieś nie stanowiła nigdy samodzielnej parafii, była częścią parafii w Wołowcu, a potem w Krzywej. Najbliższa cerkiew była właśnie w Krzywej, więc mieszkańcy tam uczęszczali na nabożeństwa. Podobnie jak i w okolicznych wioskach, również z Jasionki wiele osób wyjechało "za chlebem" do Ameryki. Częsć z nich pozostała tam na stałe, i wspierała swoich bliskich na Łemkowynie finansowo. Jasionka była mocno powiązana z wsią Krzywa. Razem z nią i Banicą tworzyły jedną gromadę (Krzywa stanowiła w tej gromadzie centrum). Gdy w Krzywej spłonęła cerkiew w roku 1902, a ksiądz z Wołowca (zagniewany, gdyż mieszkańcy nie chcieli remontować jego plebanii w Wołowcu lecz zbudować nową w Krzywej) odmówił coniedzielnych mszy w kaplicy w Krzywej, wspólnymi siłami mieszkańcy Jasionki i Krzywej wznieśli nową świątynię. Najwięcej zasług miał przy tym Jurko Szwedy z Jasionki - został potem wójtem we wsi oraz gospodarzem cerkwi.

Wioska powoli się rozrastała. W roku 1900 w 68 domach żyło 314 mieszkańców. Przed I wojną światową w okolicy działał ksiądz Maksym Sandowycz, propagujący powrót mieszkańców Łemkowszczyzny do prawosławia. Licznych sympatyków powrotu do starej wiary znalazł m.in. w Jasionce. By móc odprawiać nabożeństwa mieszkańcy postanowili przenieść starą i nieużytkowaną cerkiew z Krzywej. Zrobili to w ciągu jednego dnia, nie pytając sąsiadów o zmianę. Następnego dnia rozpoczęto składanie cerkwi, jednak pracę przerwano, pod naciskiem żandarmów wezwanych przez mieszkańców Krzywej. W niezmienionym stanie materiał przeleżał w Jasionce do 1915 r. - wówczas to spłonęła świątynia w Krzywej, i jej mieszkańcy odebrali swoją własność, by odbudować cerkiew.

Figura MB z 1900 roku

Figura Świętej Rodziny

Sam wybuch I wojny światowej zaczął się dla mieszkańców Jasionki boleśnie. Austriacy wywieźli bowiem do Thalerhofu sprzyjających poprzednio prawosławiu mieszkańców podejrzewając ich o moskalofilskie sympatie. Argumentem za tym była zapewne również działająca tutaj czytelnia im. Kaczkowsiego. W okolicy toczono ciężkie walki, szczególnie na przełomie 1914 i 1915 roku. Pamiątką po tych wydarzeniach jest cmentarz wojenny w Krzywej (nr 54), koło cerkwi.  Sama wieś również straciła część zabudowy w toku działań wojennych.

Po zakończeniu Wielkiej Wojny w okolicy rozpoczęto odbudowę zniszczonej zabudowy. Nie było to łatwe - brakowało wszystkiego - ziarna na siew, zwierząt, żywności. Wiele osób zmarło z powodu różnych chorób. W latach 1918 - 1920 wieś wchodziła w skład Rusińskiej Ludowej Republiki Łemków.
Jasionka powoli się odradzała- działał we wsi sklep, karczma, wiatrak, olejarnia. Znani i cenieni byli cieśle z Jasionki, stawiający domy w okolicznych wsiach. Mieszkańcy Jasionki zajmowali się też stolarstwem - wyrabiali krzesła, stoły, urządzenia do przędzenia wełny. Co ciekawe, słynął też z dobrych opinii fryzjer z Jasionki, i z jego usług korzystali także mieszkańcy okolicznych wiosek. Całość dopełniali działający tutaj szewcy oraz "dentysta", zajmujący się wyrywaniem bolących zębów. Słynna też była stworzona w Jasionce kapela. Jak wspomnieliśmy wcześniej, Jasionka nie tworzyła osobnej parafii. Do 1933 roku mieszkańcy przynależeli do parafii w Wołowcu, potem zaś do Krzywej. Pod koniec lat 20. duża część mieszkańców wróciła do prawosławia - uczęszczali na nabożeństwa do Banicy k. Krzywej. Przed wojną mieszkało tutaj 73 rodziny, w tym rodzina Polaka - kowala, Józefa Skurskiego, oraz rodzina żydowska prowadząca we wsi karczmę. Jednak ogólna liczba ludności spadła, i w 1931 roku wynosiła tylko 269 osób.

obok tego krzyża trzeba odbić w prawo, by wejść na starą wiejską drogę


Po I wojnie lasy rosnące na stokach Czerteżu zakupili Żydzi. Mieszkańcy znaleźli wówczas zatrudnienie przy ścince i zrywce drewna. Drewno zwożono do tartaków w Nieznajowej i w Czarnem. Ciekawa historia wydarzyła się tutaj już przed wybuchem II wojny światowej. Otóż spłonęła działająca w Jasionce karczma, własność tutejszego Żyda. Sprawa wyjaśniła się później - otóż właścicielowi zależało na otrzymaniu odszkodowania, które dałoby mu możliwość wyjazdu do Palestyny. Karczmarz pieniądze otrzymał, i dzięki temu wyjechał, unikając śmierci z rąk hitlerowców.
Mieszkańcy zajmowali się głównie hodowlą. W domach trzymano bydło, w tym także woły, a także po kilkanaście owiec. Oczywiście było też ptactwo domowe, a z czasem niemal w każdym domu pojawił się koń. Chociaż ziemia była nieurodzajna, próbowano uprawiać m. in. zboża, a także zajmowano się sadownictwem, chociaż niewielu potrafiło szczepić i pielęgnować drzewka.

Po wybuchu wojny przez wieś maszerowały oddziały niemieckie, później zaś, po wybuchu w 1941 roku wojny niemiecko - radzieckiej, mieszkańcy byli zmuszani do licznych prac na potrzeby wojsk niemieckich. Bezpłatnie pracowali przy wyrębie lasów, a później, gdy Armia Czerwona zaczęła się zbliżać - pracowali przy budowie umocnień. We wsi też kwaterowali żołnierze niemieccy, mający tutaj "przystanek" przed wyjazdem na front zachodni, później zaś urządzono tutaj bazę zaopatrzeniową, i mieszkańcy musieli przenieść się do zabudowy gospodarczej. Na terenie wsi kopano ziemianki, w których magazynowano zaopatrzenie. Przez całą wojnę z Jasionki, podobnie jak i z innych wsi zbierano kontyngenty żywności. Niemców w działaniach wspierali aktywie "siczownicy" - policja ukraińska, sformowana z ochotników z terenów dzisiejszej Ukrainy. Kilkunastu mieszkańców wywieziono na roboty przymusowe. W styczniu w okolicach trwały walki - Armia Czerwona wypierała oddziały niemieckie. Hitlerowcy chowali swoich zabitych na polu należącym niegdyś do Żyda Chaima - karczmarza.  Po zajęciu wsi przez sowietów, kilku mieszkańców zgłosiło się do wojska. Dodatkowych kilkunastu mężczyzn pozyskano z poboru przymusowego. Część z nich, po przeszkoleniu w Rabce, walczyło m. in. w okolicach Pragi w Czechach.
I znów piękne konie z Jasionki

Figura MB z Dzieciątkiem, niedaleko niej drogę przecina GSB

Po wojnie nastały trudne czasy. Dziesięć rodzin w 1945 roku wyjechało do ZSRR w ramach umowy polsko - radzieckiej. Pozostali mieszkańcy z trudem wiązali koniec z końcem. Ponadto zostali przymuszeni przez nową władzę do pomocy w sianokosach m.in. w Nieznajowej, Rostajnym czy Długiem. Prócz pracy, za którą oczywiści nie dostawali zapłaty, trzeba było wykarmić pracujących tam wojskowych. To czego okupant nie skonfiskował, trzeba było przeznaczyć na potrzeby nowej władzy. Ciężko było uzyskać jakiekolwiek dodatkowe pieniądze, jedynie ścinka drzewa była względnie opłacalna. Szczęśliwcy, którzy posiadali kawałek własnego lasu drzewo mogli sprzedać, w Gorlicach lub Bieczu, ale nie obyło się to bez zgody leśniczego. Pomocni w odbudowie wioski okazali się również krewni z Ameryki. Początkiem 1946 roku w okolicy pojawiło się UPA. Pojawiali się oni często we wsi, a mieszkańcy karmili ich. Dobra wola okazała się być zgubna, gdyż potem żołnierze UPA przychodzili po prowiant, jak po "swoje". Mimo, że wspierano żołnierzy UPA materialnie, to nie popierano ich poglądów. Nieraz bywało, że polskie oddziały walczyły z UPA w okolicach wsi, z różnym skutkiem. W 1947 wioska nie wiedziała co to spokój. Ciągnęły do niej zastępy WP i UPA, a każda ze stron korzystała swobodnie z pracy rąk mieszkańców. Plotka niosła, że chcą wysiedlać Łemków z ich własnych domów i ziem. Jak się niestety okazało w tej pogłosce było sporo prawdy. Dziewiątego czerwca o świcie WP nakazało mieszkańcom wsi szybkie spakowanie dobytku i natychmiastowe opuszczenie domostw. Po noclegu w opuszczonym już Gładyszowie, 10 czerwca ruszono dalej. Tak Jasionczanie szli przez Magurę aż do stacji Gorlice-Zagórzany. Następnie po 3 dniach,  transportem z Zagórzan pojechali na Ziemie Odzyskane m.in w okolice Poznania. Niestety kilka osób trafiło też po drodze do obozu w Jaworznie. Wieś opuściło wtenczas 40 rodzin.


Rzut oka przejazdem, na PGR. Tutaj rzadko ktoś się zatrzymuje

Wieś po wysiedleniu przez kolejne lata świeciła pustkami. W latach 50-tych powstał na terenie wsi  PGR, który przejął większość terenów, część z nich zaś zajęło nadleśnictwo. Budulec na budowę zabudowań gospodarskich pozyskiwano oczywiście z chałup i piwnic. W 1961 roku we wsi pozostały tyko 2 chyże, po reszcie zaś tylko fundamenty. Dodatkowo na potrzeby budowlane rozbierano okoliczne cerkwie, np. w Radocynie czy w Lipnej. Uprawiano tu rolę i hodowano bydło oraz konie. Dawni mieszkańcy chcieli powrócić na swoją ojcowiznę, jednak władza im to skutecznie uniemożliwiła - "...pozostawione przez Was gospodarstwa zostały rozdysponowane na rzecz PGR. W tych warunkach zwrot gospodarstw posiadanych przez Obywateli w tut. Powiecie nie może nastąpić". Tak więc do dnia dzisiejszego ich potomkowie mieszkają na zachodzie.

Od lat 60 działał też w Jasionce oddział Stadniny Koni Huculskich w Siarach, gdzie wypasano młode roczniki. Gospodarstwo Państwowe było miejscem pracy i domem dla kilkudziesięciu pracowników, przybyłych z okolicznych wsi. Organizowano tutaj nawet seanse filmowe! Niestety, w latach 90. PGR w Jasionce podzielił los innych gospodarstw państwowych. Pozostały popadające w ruinę budynki, bieda, rozczarowanie i brak perspektyw. W ostatnich latach teren ten nieco się ożywił, pojawiają się prywatni właściciele, wypasane są liczne stada bydła mięsnego i koni, przedłużono drogę asfaltową. Jednak w dalszym ciągu dzisiejsza Jasionka to miejsce raczej ponure.
Po dawnej wsi nie pozostało zbyt wiele śladów. Są to przydrożne krzyże i kapliczki. Do dnia dzisiejszego przetrwało ich kilkanaście. Najbardziej interesujące znajdują się przy starej drodze wiejskiej. Idąc tą drogą podejdziemy blisko szczytu Czarna - warto się tam wdrapać, tym bardziej że podejście jest stosunkowo łagodne, za to widoki z góry bardzo urocze - można podziwiać stąd m. in.  Magurę Małastowską oraz wiele innych okolicznych szczytów. Na wspomnianą drogę łatwo trafić, wystarczy tuż za ostatnim przystankiem autobusowym skręcić w prawo, w dobrze widoczną ziemną drogę, obok pięknych kamiennych krzyży. Inne przydrożne krzyże i kapliczki zobaczycie przy drodze z Krzywej, oraz przy drodze do Radocyny. Większość z nich to dzieło kamieniarzy z Bartnego.

Jasionkę na prawdę warto odwiedzić, przynajmniej przez nią przewędrować. Tu od razu małe ostrzeżenie - uważajcie na rozbrykane bydło, pasie się na wielkich pastwiskach po obu stronach drogi i nic nie stoi mu na przeszkodzie, bo tą drogę przekraczać. Czasem zaś zwierzęta lubią pobrykać, więc miejcie się na baczności.

Takie spotkanie o poranku to na prawdę miłe przeżycie. Na zdjęciu nasz przyjaciel i towarzysz podróży, Daniel Szczerba

Na koniec stara droga wiejska, dziś przemierzana przez bydło i maszyny rolnicze, kiedyś główna arteria w wiosce

Odwiedzajcie Jasionkę, bo daje Wam wiele możliwości. Lubisz pieszą wędrówkę - proszę bardzo, Jasionkę przecina czerwony szlak pieszy (GSB). Lubisz rower - wiedzie tędy Transgraniczny Szlak Rowerowy. Jeśli zaś uwielbiasz narty - prowadzą tędy "Śnieżne Trasy Przez Lasy". Oprócz tego przez szczyt Czarna przechodzi zielony szlak LP. Niedaleko stąd do Lipnej, Czarnego, Radocyny czy Nieznajowej. Wbrew pozorom więc jest tutaj wiele możliwości. Nawet przywiązani do swoich samochodów mogą z nich tutaj korzystać. Jednak najlepiej jest przewędrować te trasy, podziwiając po drodze krzyże i kapliczki, wstępując na okoliczne cmentarze i cerkwiska...

Myśląc o Jasionce, wraca do nas zawsze obraz wschodu słońca, oglądany ze stoków góry Czarna, oraz spotkanie z pasącymi się przy drodze do Czarnego końmi. Zaciekawione podchodziły do nas, pozwalały się pogłaskać. Przypomniało się dzieciństwo...

Mamy nadzieję, że tym wpisem zaciekawiliśmy Was nieco. Zajrzyjcie tutaj koniecznie. Nie taki diabeł straszny jak go malują 😉

Do zobaczenia na szlaku!





Źródła inf.:
Luboński P. (red.), 2012, Beskid Niski. Przewodnik dla prawdziwego turysty.
Grzesik W., Traczyk T., Wadas B., 2012, Beskid Niski od Komańczy do Wysowej
Budzyński Z., 1995, Struktura terytorialna i stan wiernych Kościoła unickiego na Łemkowszczyźnie w XVIII wieku
Czajkowski J., 1999, Studia nad Łemkowszczyzną
www.apokryfruski.org
www.beskid-niski.pl



niedziela, 13 sierpnia 2017

Mijając krzyże i kapliczki...

Witajcie!

Dzisiaj mamy dla Was nieco luźniejszy wpis, można powiedzieć że "wakacyjny". Mimo to mamy nadzieję, że tekst przypadnie Wam do gustu i skłoni do głębszego poruszenia tematu. No i bacznej obserwacji podczas wędrówki oczywiście.

Przemierzając szlaki Beskidu Niskiego, czy to idąc przez ospałą wieś czy też mijając puste, bezludne doliny często spotykacie kapliczki i krzyże. Czasem są to wysokie, monumentalne obiekty ważące po kilka ton, a czasem - małe niepozorne kapliczki, skrywające się pod konarem drzewa. Bywa nieraz, że taki krzyż czy kapliczkę zobaczycie w najmniej oczekiwanym miejscu - w środku lasu, na pustej łące czy pod szczytem góry. Różne jest ich pochodzenie, różny wiek. Każdy z tych obiektów ma natomiast zazwyczaj historię, niekiedy znaną do dziś. Z niektórymi związane są piękne legendy, inne zaś wiążą się z autentycznymi, bywa że tragicznymi, wydarzeniami.

Krzyż przydrożny w Bielance
Właściwie skąd kapliczki wzięły się w naszym krajobrazie?
Idea kapliczki jest bardzo stara, sięga czasów starożytnych. Geneza nie jest dokładnie znana, jednak sugerowanych jest kilka źródeł pochodzenia. Według pierwszej teorii kapliczka ma genezę grecko - rzymską. Kapliczki bowiem stawiać mieli grecy swoim bóstwom, zarówno tym mniejszym  jak również tym ważniejszym, np. dla Dionizosa, o czym mowa jest w powieści greckiego autora Longusa (II w n.e.). Grecy ustawiali kapliczki przy ważniejszych skrzyżowaniach, drogach, przy domach a nawet w sypialniach.
Podobnie jak w Grecji, rzecz miała się i w Italii. W Rzymie kapliczki określano mianem latarie. Wewnątrz umieszczano figurki Lar - dusz zmarłych, czczonych jako bóstwa opiekuńcze domu i szczęścia rodzinnego. Kapliczki stawiano też np. Cezarowi, jak również cezarowi Augustowi, którego kult był wręcz "państwowy".

Ponieważ w tym okresie mamy do czynienia z rozwojem chrześcijaństwa, można przypuszczać, że idea stawiania kapliczek przeniknęła do kultury chrześcijańskiej właśnie z obszarów zajętych przez Rzym (w tym Grecji).

Inne teorie są już mniej prawdopodobne, jednak mają bardziej "chrześcijański" rodowód.
Według jednej z nich kapliczka pochodzi od słowa łacińskiego cappa, czyli płaszcz. Mowa tu o płaszczu św. Marcina, biskupa z Tours. Jego płaszcz przechowywano w specjalnym budynku, który to miał być protoplastą kapliczki.
Inne źródła mówią, iż o kapliczce jako o miejscu kultu wspominał św Ambroży (2 poł. IV w n.e.). Oficjalnie zaś odprawianie nabożeństw przy kapliczkach zatwierdził synod w Agde na początku VI w.

Nietypowa, bo drewniana kapliczka ze wsi Smerekowiec

Są też inne teorie. Niektórzy np. twierdzą, że kapliczki słupowe spotykane niekiedy na północy Polski (ale na południu również) mają korzenie pogańskie - otóż już Nestor w IX wieku wspominał o pochówku ciałopalnym, z wykorzystaniem słupa. Tutaj jednak autorzy zazwyczaj popełniają błąd, gdyż dosłownie interpretują tekst autora, uważając, że prochy zmarłego chowano na słupie w naczyniu, bądź też w specjalnej "budce". Zapewne jednak chodziło o to, że szczątki zmarłego chowano w ziemi, a w miejscu pochówku wstawiano słup. Natomiast na słupie oczywiście mogły pojawić się jakieś wizerunki, czy chociażby dary dla zmarłego. Tego typu praktyki stosowano również na Rusi, skąd też zwyczaj stawiania kapliczek mógł dotrzeć do nas, chociaż już w formie bliższej chrześcijaństwu.

W późniejszym czasie kult kapliczek i krzyży dalej był związany z ... pogaństwem (chociaż może lepiej brzmi określenie kulty rodzime). Otóż wiele świąt i zwyczajów chrześcijańskich ma swoje odpowiedniki właśnie w kultach rodzimych. Uroczystości i zwyczaje chrześcijańskie miały być odpowiedzią na "pogańskie obrzędy". Natomiast zaradni, prości ludzie zwyczaje te po prostu łączyli, chociaż do dzisiaj już raczej nie pamięta się już o korzeniach święta - tak więc częściowo kościół
katolicki osiągnął swoje zamierzenia. Ale wracając do rzeczy - kapliczki i krzyże stawiano bardzo często w miejscach związanych z dawnymi wierzeniami. Oprócz tego w folklorze (także łemkowskim) zachowała się bogata gama wszelkich upirów, złych miejsc itd. Takimi miejscami nieczystymi, będącymi często uznawanymi za granicę sacrum i profanum były rozstaje dróg, uroczyska, wszelkiego rodzaju granice np. granice wsi, przełęcze, mokradła, miejsca mordów i samobójstw itd.  To właśnie  w takich miejscach chowano samobójców, złoczyńców czy nieochrzczone dzieci - osoby te należały do grona alienatów, wyłączonych ze wspólnoty, niezasługujących na godny pochówek. Alienatów chowano pod kapliczką czy krzyżem, bo wierzono, że jest to uświęcone miejsce - szczególnie rodzice zmarłych przed chrztem dzieci tak postępowali, mając nadzieję na zbawienie dziecka, które "normalnie" nie miało na to szans. Do tej gamy doszły z czasem indywidualne potrzeby mieszkańców - kapliczki i krzyże stawiano przed domami jako indywidualne intencje, wotum dziękczynne lub błagalne. Sytuowano je też w miejscach takich wydarzeń jak wypadki w których ktoś ginął lub też - cudem uniknął śmierci. Zwyczaj stawiania krzyży w miejscu śmierci przetrwał zresztą do dziś. W okresie nowożytnym, tj. od XVI wieku motyw wierzeniowo - demoniczny był podstawowym czynnikiem stawiania kapliczek bądź krzyży. Stawiano je, by dany obszar ustrzec przed "złym", lub też by ten teren oczyścić ze zła. W okresie zaborów kapliczki czy krzyże stawiano często w miejscach toczonych walk powstańczych, lub też jako pomniki upamiętniające ważne dla narodu wydarzenia, np. bitwę pod Grunwaldem czy wybuch powstania listopadowego. Później też obiekty stawiano w miejscach związanych z objawieniami, czy też z ważnymi dla ludności wydarzeniami, np. zniesienie pańszczyzny.
Po XVIII wieku kapliczki i krzyże pojawiały się coraz częściej, a od XIX wieku niemal masowo.

Kapliczka wnękowa stojąca we wsi Przysłup

Jeśli chodzi o krzyże przydrożne, to synod w 1621 roku nakazywał proboszczom stawianie krzyży w parafiach. W XIX wieku na terenie zaboru rosyjskiego z kolei zakazano remontu krzyży i kapliczek, upatrując w nich zagrożenie dla władzy.


Teraz przedstawimy Wam pokrótce typy kapliczek, wraz z przykładami. Pewnie niektórzy się zdziwią, że kapliczki można dzielić na typy. Jak najbardziej - naukowcy uwielbiają typologie, chociaż nie zawsze mają one sens. W tym przypadku jednak podział typologiczny jest odpowiednio dobrany.

Kapliczki domkowe - kapliczki takie maja postać małych domków, zazwyczaj o bardzo prostej konstrukcji. Wewnątrz znajduje się ołtarzyk z figurą lub obrazem Jezusa Chrystus, NMP lub świętego (świętych). Kapliczki domkowe zazwyczaj otaczały drzewa, najczęściej lipy, uznawane za "dobre" drzewo. Taką kapliczkę zobaczyć można np. w Jaśliskach ( kapliczka "na Łamańcu")

Kapliczka domkowa w Szczawnym

Kapliczki słupowe - kapliczki tego typu mają postać słupów. Mogą być murowane lub też drewniane. Wyróżnić tu można np. kapliczki latarniowe, które pierwotnie służyły jako latarnie. Taka kapliczka znajduje się w Szymbarku. Innym rodzajem kapliczki słupowej jest słup zwieńczony krzyżem. Taką kapliczkę zobaczyć można nad przełęczą Szklarską.

Kapliczka słupowa w Ropkach

Kapliczki skrzynkowe - niewielkich rozmiarów kapliczka, mająca formę skrzynki. Zazwyczaj wieszana była na drzewie bądź ścianie, czasem też stawia się je na niskim słupku. Takie kapliczki powstają do dzisiaj. Dawniej tego typu kapliczka wisiała na Polańskiej, ale można ją zobaczyć idąc np. na Jawor k. Wysowej. Z Jaślisk do Lipowca wytyczono też drogę krzyżową, a stacje mają postać kapliczek skrzynkowych.

Kapliczka skrzynkowa przy drodze na górę Jawor

Kapliczki arkadowe - mają postać kapliczki w formie zadaszonej, z tym że dach sadowiony jest na filarach i kapliczka nie ma pełnych ścian. Wewnątrz ustawiano najczęściej figurę świętego. Taka kapliczka jest np. w Bieczu na rynku. Na wsiach rzadko je można zobaczyć.

Kapliczka arkadowa z Lipowca. 


Kapliczka wnękowa - ma postać zazwyczaj czworoboku z wnęką (lub wnękami) wewnątrz, w której umieszczano figurę bądź obraz. Niekiedy montowano nawet drzwiczki, które chroniły umieszczoną figurkę lub obraz przed warunkami atmosferycznymi. Kapliczki te były popularne na Łemkowszczyźnie, spotkać je można do dziś np. idąc przez Długie czy w Czarnej.

Kapliczka wnękowa z nieistniejącej wsi Czarne


Figury wolnostojące - to figury Jezusa Chrystusa, Świętej Rodziny, NMP lub Świętego, ustawione na cokole lub kolumnie. Często są zadaszone. Taką figurę zobaczyć można np. w Pętnej lub w Świerzowej Ruskiej.

Figura św. Mikołaja, stojąca w Świerzowej Ruskiej

Krzyże przydrożne - tutaj można zobaczyć różne typy - krzyże kamienne, metalowe (wykute lub odlane z metalu i osadzone na cokole kamiennym), drewniane (wiele ich można oglądać na pogórzu) np. w Nowicy. Krzyży, szczególnie kamiennych, można zobaczyć wiele na terenie całej Łemkowyny, ale najwięcej zachowało się ich w części zachodniej, mniej zniszczonej w okresie powojennym.

Krzyż z Radocyny, tzw. krzyż pańszczyźniany

Na Łemkowynie przetrwało wiele zabytków z grona tzw. "małych sakraliów". Przetrwały głównie kapliczki i krzyże kamienne - obiekty drewniane zazwyczaj próby czasu nie przetrwały, poza wyjątkami (Radocyna) - niektóre krzyże "odtworzono" w lepszej lub gorszej postaci, jak to miało miejsce np. w Nowicy. Idąc drogami często zobaczycie same cokoły - efekt działalności na tych terenach więźniów lub nowych osadników. Często bowiem krzyże lub kapliczki były rozbijane, za cichym przyzwoleniem nowej władzy. Elementy metalowe szły np na złom, a kamienne poniewierały się. Na szczęście wiele obiektów uratowała Grupa "Nadsanie" oraz później wykształcona z niej NGK "Magurycz". Czasem też mniejsze organizacje podejmują działania na rzecz ratowania tych cennych zabytków.
Zdecydowana większość kapliczek i krzyży pochodzi z XIX i XX wieku. Tylko kilka ma starszą chronologię, jak np. kapliczka w Króliku Wołoskim (XVIII wiek) czy kapliczka na kurhanie w  Jaśliskach (XVIII wiek?). W XIX wieku bowiem rozwijało się na Łemkowynie kamieniarstwo, dzięki czemu można było tworzyć solidne, trwałe konstrukcje. Oczywiście pośród krzyży łacińskich pojawiają się krzyże patriarchalne i prawosławne. Warto przyglądać się uważnie cokołom - oprócz inskrypcji często zobaczyć tam można daty wykucia czy inicjały twórców. Same inskrypcje są również ciekawe - często mają przekręcone literki lub cyfry, czasem cyfry lub litery brakuje - to wynika z tego, że kamieniarze nie umieli zwykle pisać ani czytać, a inskrypcje wykonywali od wzoru, czasem więc wkradały się pomyłki..

Trupia główka na krzyżu w Smerecznym

Ciekawa jest już sama symbolika na krzyżach. Np. trupia czaszka i piszczele umieszczone pod stopami Chrystusa symbolizują zwycięstwo nad śmiercią. Według innej wersji, czaszka ta symbolizuję głowę Adama, który miał być według legendy pochowany na Golgocie. Krew Chrystusa miała spłynąć szczeliną w skale, i przywrócić mu życie.

Na krzyżu można czasem zobaczyć narzędzia Męki Pańskiej - młotek, obcęgi, włócznię.

Częsty jest wizerunek krzyża z półksiężycem. Nie chodzi tu wcale o wojny religijne czy krucjaty, bowiem motyw ten był znany na długo przed walkami chrześcijan z muzułmanami. Półksiężyc symbolizuje także eucharystyczny kielich z krwią Chrystusa. Często takie krzyże, kute z metalu, zdobią dachy kapliczek. Oczywiście zobaczyć je też można na cerkiewnych baniach.

Jeszcze na koniec tylko krótko powiemy co symbolizują trzy belki na krzyżu:

Środkowa belka, największa, przeznaczona jest na ręce Chrystusa.
Górna belka, najmniejsza, oznacza tabliczkę, na której napisano w trzech językach "Jezus Nazareńczyk Król Żydowski".
Dolna belka, ukośna jest podstawą pod stopy Ukrzyżowanego. W tradycji kościoła wschodniego każdą stopę przybito osobno, nie zaś jak w kościele łacińskim, razem. Koniec belki uniesiony do góry symbolizuje niebo i dobrego łotra, a ten opuszczony w dół - piekło i drugiego łotra, który urągał Chrystusowi.


Z naszej strony to wszystko dzisiaj. To temat bardzo rozległy, warto gruntownego przestudiowania. Ale mamy nadzieję, że wędrując szlakiem, będziecie przyglądać się baczniej krzyżom i kapliczkom.

Pozdrawiamy Was serdecznie!



Źródła inf.:
naludowo.pl
www.przydrozne.eu
www.niedziela.pl
kulturaonline.pl
www.katolik.pl
pl.wikipedia.org
www.jasliska.pl

niedziela, 30 lipca 2017

Okiem wędrowca - Darów

Witajcie!
Dzisiaj chcemy zabrać Was na krótki spacer po nieistniejącej wsi Darów. Jak wiele wschodnio beskidzkich miejscowości, także i Darowa nie ominęło cłkowite niemal wyludnienie. Dzisiaj jest to już tylko obszar geodezyjny, chociaż, co ciekawe jako wieś wiguruje w rejestrze terytorialnym (TERYT) i nawet w zeszłorocznym referendum odnośnie zmiany granic gmin Jaśliska i Komańcza Darów pojawił się jako równorzędna osada obok pozostałych miejscowości...

Łąki - rzadko widok w tych okolicach. Zdecydowaną przewagę mają lasy.
"Werbowana kapliczka"

Wieś rozciągała się dawniej w dolinie Darowskiego Potoku, będącego dopływem Wisłoka. Obecnie jest to niemal całkowicie zalesiony teren, skryty pośród wzgórz. Od północy wieś zamykał m. in. szczyt Dział (665 m n.p.m.). Od południa wieś podchodziła pod bezimienne wzgórze o wys. 560 m n. p. m., - stąd też jest blisko do słynnego szczytu Berdo (646 m. n. p. m.) na stokach którego oddziały UPA rozstrzelały żołnierzy WP w 1946 roku.  Na zachodzie wieś łączyła się z Surowicą, również dziś nieistniejącą osadą. Granica tutaj przebiega przy kamiennej kapliczce, chociaż wedle słów miejscowego leśniczego - przebiegała nieco dalej, przy dwóch charakterystycznych, wiekowych lipach. Wschodnią granicę stanowią stoki okolicznych wzgórz, m. in. Smokowiska (748 m n.p.m.).

Na początek oczywiście trochę historii:

Wieś lokowano w 1559 roku na prawie wołoskim. Prawa do lokacji udzielił Mikołaj Cikowski, starosta sanocki. Nie był to teren łatwy do zagospodarowania, i wieś rozwijała się powoli. W roku 1627 w dokumentach wzmiankowano tylko 6 gospodarstw. Była to wieś królewska, podległa bezpośrednio starostwu sanockiemu (należała do klucza beskiego). Była to osada uboga, położona z dala od głównych traktów, trudno dostępna.
W roku 1785 mieszkało tutaj 143 osoby: 130 grekokatolików (Rusinów) i 13 katolików obrządku łacińskiego (Polaków).
Przez pewien czas po rozbiorach wieś nadal była własnością starostwa sanockiego, teraz już władanego przez Austrię. Jednak w roku 1811 austriacy sprzedali wieś w ręce prywatne. Zakupił ją Ignacy Urbański. Wieś już pozostała w rękach prywatnych - np. pod koniec XIX wieku zakupił ją lwowski aptekarz o nazwisku Tomanka.
Wioska stopniowo się rozwijała, chociaż mamy do czynienia z wahaniami liczby mieszkańców. W roku 1840 mieszkało tutaj 242 unitów (Łemków), a w 1859 było ich już tylko 159 - co zapewne należy wiązać z epidemiami cholery i tyfusu, a także z wyjazdami zarobkowymi. 20 lat później, w 1879 roku było tu już 235 grekokatolików, a w 1899 roku - mieszkało tu ponad 300 Łemków.

Kapliczka, odbudowana kilka lat temu



I wojna światowa nie odznaczyła się specjalnie na tym terenie - toczono co prawda walki w rejonie pasma Bukowicy, ale sam Darów poważnie nie ucierpiał. Kilka kilometrów od Darowa znajduje się zbiorowa mogiła żołnierzy poległych w walkach z tego okresu. Pochowano ich w mogile powstańców styczniowych z 1863 roku - spoczywają tutaj mieszkańcy Bukowska polegli w walkach (? - dokładnie nie wiemy) powstańczych, których zwłok władze austriackie nie pozwoliły pochować w rodzinnej miejscowości. Cmentarz ten znajdziecie na stokach wzgórza Wilcze Budy (759 m n. p. m.) - dojdziecie doń odnogą od szlaku GSB.

Wróćmy jednak do Darowa. Po zakończeniu I wojny światowej Darów, jak wiele okolicznych wsi łemkowskich, przystał do stworzonej Republiki Komańczańskiej. Darowianie walk z oddziałami polskimi nie toczyli, wioska bezkrwawo przeszła w ręce władz polskich.
Po wojnie zbudowano szkołę, a także wzniesiono nową cerkiew (starą rozebrano ponoć na polecenie biskupa). Miało to miejsce w 1927 roku. Świątynia przypominała cerkiew z Daliowej - była drewniana, dach wieńczyły 3 kopuły - większa nad nawą, a mniejsze nad prezbiterium i babińcem. Przed cerkwią stała drewniana dzwonnica. Cerkiew przypominała świątynie ukraińskie, wzniesiono ją w tzw. narodowym stylu ukraińskim. Wskazywać to może na coraz aktywniejsze przenikanie do społeczności prądów ukraińskich - niestety II RP, młode państwo targane licznymi problemami wewnętrznymi nie potrafiło właściwie zaradzić, i powstrzymać tego procesu. Skutki tego widać do dzisiaj...

Krzyż gromadzki

Mocno sfatygowany krzyż z kopuły cerkiewnej. Drugi gdzieś zaginął

W okolicznych miejscowościach bardzo żywe były ludowe wierzenia w różnego rodzaju "upiry" oraz magiczne działanie żywiołów. W Darowie i okolicznych wsiach np. kultywowano ciekawy obrzęd związany ze śmiercią i pożegnaniem zmarłego. Otóż przy zmarłej osobie palono w domu świece, schodzili się okoliczny mieszkańcy. Najpierw modlono się, śpiewano pieśni kościelne. Później jednak miały miejsce różne zabawy, w których często też i wykorzystywano samego nieboszczyka. Ze śmiechem niejednokrotnie wybiegano z chaty gdy nieboszczyk się "poruszył"... Zmarłego też zazwyczaj chowano na drugi dzień po śmierci.

Okres międzywojenny był spokojny. Nie dotarły tutaj echa schizmy tylawskiej. Nie poprawiła się też sytuacja gospodarcza mieszkańców - wciąż było tutaj ubogo.. Administrację frapował szczególnie zły stan dróg - w ulewne deszcze czy zimą nawet połączenie z Sanokiem było bardzo trudne.
Co ciekawe, smuto pewne plany nad stworzeniem tutaj "kurortów wypoczynkowych" czy wytyczeniem tras narciarskich - okolica ku temu sprzyjała, a jak urzędnicy twierdzili: "Ludność tutejsza przez obcowanie z ludźmi inteligentnymi nabrałaby ogłady, zaczerpnęła wiadomości z różnych dziedzin życia, a przez słuchanie i rozmowę ćwiczyłaby się w używaniu języka polskiego (...)". Zapewne byłoby to możliwe, bo teren jest na prawdę urozmaicony. Jednak niestety, w 1939 roku wojna wszystkie plany przekreśliła...
Darów należał do parafii w Surowicy, jednak jak wcześniej wspomniano, miał własną świątynię. Ostatnia cerkiew nosiła wezwanie Opieki Najświętszej Bogurodzicy (Pokrow). Oczywiście był tutaj również cmentarz wiejski. Pierwszą cerkiew wzniesiono tutaj prawdopodobnie już w XVIII wieku, a cmentarz założono najprawdopodobniej przed rokiem 1784.
W roku 1931 mieszkało w 48 domach 321 Łemków.
Po wybuchu wojny w okolicy działały wspierające okupanta oddziały policji ukraińskiej. Blisko, bo przez Polany Surowiczne prowadziła trasa kurierska, którą to przerzucano przez Węgry ochotników do Polskiego wojska, zestrzelonych nad Polską pilotów czy też ważne materiały. W rejonie tym też działały oddziały partyzanckie AK z OP -15 - tędy przemieszczały się do poszczególnych punktów.

Cmentarz wiejski w Darowie - wykoszony, oczyszczony, zadbany




Okupacja jednak przebiegła spokojnie. Kłopoty pojawiły się jesienią 1944 roku. Podczas walk duża część zabudowy została zniszczona. Zapewne po części to było powodem masowego wyjazdu mieszkańców wsi w 1946 roku na tereny Ukrainy. Tutaj żyli w biedzie, wielu musiało odbudować swoje gospodarstwa, WP odnosiło się do nich wrogo jako Ukraińców, a tymczasem na Ukrainie obiecywano im dostatek i lepsze życie.. Zapewne też wielu wyjechało ze strachu,  w obawie przed wojskiem, a niektórych zapewne także przymuszono do wyjazdu. Po odejściu mieszkańców opustoszałe domostwa spaliły oddziały WP, pozostawiając cerkiew. W Darowie pozostały tylko 3 rodziny, wysiedlone potem w 1947 roku w okolice Olsztyna i Miastka. Wieś przestała istnieć.
 Po wysiedleniu pozostałych mieszkańców rozebrano cerkiew - zbudowano z pozyskanego materiału dom ludowy w Sieniawie. Elementy dekoracyjne z cerkwi zobaczyć można w kościele p.w. Św. Mikołaja w Nowotańcu.

Wspomniana wcześniej szkoła wzniesiona została w latach 30 XX wieku. Nauczycielką była Polka - Czesława Szczepkowska pochodząca z Sanoka. Początkowo darzono ją tutaj nieufnością, jednak udało się jej dzięki swojej pracy zyskać przychylność mieszkańców. Nauczała do wybuchu II wojny światowej.

Miejsce po cerkwi z 1927 roku



A co pozostało po wsi? Można tu zobaczyć trochę reliktów po dawnych mieszkańcach.
Idąc drogą leśną (albo też jadąc rowerem bo droga jest całkiem niezła) można zobaczyć dwie przydrożne kapliczki. O jednej już Wam wspominaliśmy w legendzie o "werbowanej kapliczce". Tutaj przebiegała granica między Darowem i Surowicą. Sama kapliczka stała nieco w innym miejscu - przesunięto ją podczas budowy wspomnianej drogi.
Druga kapliczka została odbudowana po zniszczeniu jej w  2013 roku. Odbudowali ją członkowie rodziny Basarów. Wzniesiono ją z łamanego piaskowca - trudno stwierdzić czy obecna forma odpowiada pierwowzorowi.
Idąc dalej drogą od strony Surowicy, po przejściu kilkuset metrów, zobaczycie żeliwny krzyż na cokole, tzw. krzyż gromadzki. Stoi on kilkanaście metrów od miejsca, gdzie zielony szlak skręca w stronę Puław. Krzyż stoi na wzniesieniu, kilka metrów od drogi. O krzyż ten wsparty jest inny krzyż, pochodzący z kopuły cerkiewnej. W niektórych, starszych publikacjach wymieniane są dwa krzyże, jednak do dziś dotrwał na miejscu tylko tej jeden. Za krzyżem gromadzkim znajduje się cerkwisko. Niewiele pozostało po świątyni,  tylko trochę kamieni z podmurówki.
Kilkanaście metrów wyżej znajduje się cmentarz. Czas nie był i dla niego łaskawy - przetrwało na nim tylko trzy, mocno sfatygowane nagrobki. Z chaszczy wydobyli je i ustawili członkowie NGK Magurycz w latach 2001 - 2002. W 2008 roku cmentarz ogrodzono - przez jego teren biegła bowiem stokówka. W 2013 rku postawiono na cmentarzu pomnik - nagrobek ze spisem kilku rodzin pochowanych tutaj w latach 1791 - 1945. Dodatkowo pojawił się nowy nagrobek, w formie steli z nieobrobionego piaskowca. Nie ma na nim żadnych inskrypcji.

relikty wiejskiej zabudowy


Idąc drogą warto się rozglądać - wczesną wiosną i późną jesienią można zobaczyć podmurówki domów i zarysy dawnych pól. Przetrwało wiele starych jabłoni, sadzonych łemkowską ręką.. Dzisiaj pożywiają się owocami sarny, jelenie i niedźwiedzie, które w tej okolicy często bywają.  Kiedy byliśmy tutaj w listopadzie 2016 roku ostrzegał nas przed nimi leśniczy - akurat tak wyszło, że szliśmy drogą leśną od strony Moszczańca (szlak zielony) i wyszedł do nas Pan leśniczy prosząc o ostrożność, bo niedawno przed nami po jednym z sadów przy drodze chodził niedźwiedź. Poszliśmy dalej na trochę giętkich nogach prawdę mówiąc. Jednak parę minut od spotkania z leśniczym - spotkaliśmy go ponownie. Jechał samochodem w stronę domku myśliwskiego i nas podrzucił na cerkwisko w Darowie. Misia już nie było co prawda, ale jakoś raźniej nam się zrobiło ☺

Można tutaj znaleźć też relikty dawnej szkoły. Ponoć są przy skręcie szlaku zielonego, ale z obiektów tam zachowanych nic się nie wyróżniało specjalnie. Może ktoś z Was wie dokładnie gdzie stała darowska szkoła?

Ciekawie się wędruje tymi trasami. Teren jest raczej rzadko uczęszczany, nie ma wielu turystów - można odpocząć, cieszyć się pięknem przyrody...


Przez Darów biegnie zielony szlak pieszy z Beska na Kanasiówkę. Tędy wiedzie też przyzwoita leśna droga - można nią przejechać rowerem np. do Wisłoka Wielkiego. Na szczęście jest zakaz wjazdu dla samochodów, inaczej pewnie byłoby tu tłoczniej.  Polecamy więc spacery i przejażdżki rowerem po okolicy. Od biedy można też podjechać samochodem do Surowicy, więc dla słabszych zdrowiem też to miejsce jest dostępne.
Szkoda tylko dawnego ludzkiego gwaru - jak dzisiaj by wyglądał Darów, gdyby nie powojenne zawieruchy?
Tego się pewnie nie dowiemy..

Mamy nadzieję, że wpis się Wam podobał. Odwiedzajcie Beskid Niski, wędrujcie po jego zakątkach - pamiętajcie tylko by szanować przyrodę i ślady historii.

Do zobaczenia na szlaku!




Źródła inf.:

Grzesik W., Traczyk T., Wadas B., 2012, Beskid Niski. Od Komańczy do Wysowej
Luboński P., 2012, Beskid Niski dla prawdziwego turysty.
Kłos S., 2010, Krajobrazy nieistniejących wsi. Roztocze, Pogórze Przemyskie, Bieszczady, Beskid Niski
www.komancza.pl
www.apokryfruski.org
pl.wikipedia.org