Zanim wejdziesz, przeczytaj :)

1) Materiały wykorzystane przez nas ( zdjęcia, rysunki, opisy ) służą tylko celom dydaktyczno - informacyjnym, nie czerpiemy z działalności żadnych korzyści. Wykorzystujemy materiały zarówno własne, jak również pozyskane w internecie, lecz tylko by ukazać czytelnikom piękno naszego świata :). Materiał internetowy pozyskujemy legalnie (nie jest on zastrzeżony prawami autorskimi, pochodzi ze źródeł masowych i edukacyjnych) - nie kradniemy niczyjej pracy. Jeśli jednak znajdziesz u nas swoje materiały bez wyraźnej zgody (mogło zdarzyć się niedopatrzenie z naszej strony) i poczujesz się urażony - prosimy, poinformuj nas, a natychmiast znikną one z naszych łamów :)
2) Blog nie ma charakteru naukowego. Jest to strona popularyzatorska. W miarę naszych możliwości (i ponieważ historia to nasze hobby) staramy się jak najwięcej umieszczać informacji historycznych oraz korzystać z literatury tematycznej, niemniej nie gwarantujemy "nieomylności" :)
3) Ilustracje opatrzone znakiem wodnym są naszą prywatną własnością. Jeśli znalazłeś tutaj przydatną ilustrację - napisz do nas. Podobnie rzecz ma się z zamieszczanymi tekstami.

niedziela, 19 marca 2017

Legendy Łemkowskiego Beskidu - "Werbowana kapliczka"

Witajcie, dzisiaj mamy dla Was kolejną z legend Łemkowskiego Beskidu. Serdecznie zapraszamy do lektury.

Jeżeli któregoś dnia wypadnie Wam iść z nieistniejącej wsi Surowica do również nieistniejącego Darowa, zwróćcie, proszę, uwagę na małą niepozorną kapliczkę, stojącą tuż przy drodze. Postawiono ją tam ponad to dwadzieścia lat temu, kiedy Fecio Hryb dostał powołanie do cesarskiego wojska. Próbował go ojciec od tej powinności wykupić, ale hauptmann od asenterunku nie dał się nawet tknąć. Został wylosowany Fecio do infanterii i basta. Ojcu tłumaczył, że syn w wojsku nabierze rozumu, może nawet zostanie korporalem i świata wielkiego kawałek zobaczy. Powinien być dumny, że cesarz właśnie jego syna postanowił wyróżnić, prosząc go do swojego wojska.
Akurat wtedy Cesarstwo Austro-Węgierskie rozpoczęło okupację Bośni i Hercegowiny, po tym, jak Rosja pokonała Turcję i ta musiała niemal zupełnie wycofać się z Półwyspu Bałkańskiego. Bośniacy z dużą niechęcią odnosili się do wojska węgierskiego i austriackiego. Zdecydowano zatem do korpusów okupacyjnych powołać lojalnych wobec korony Czechów i Rusinów. I tak los padł między innymi na Fecia Hryba. Jak wszystko dobrze pójdzie, za trzy albo cztery lata wróci na ojcowiznę. Ojciec pogodził się z losem, ale matka rozpaczała i nijak nie mogła zrozumieć, dlaczego najjaśniejszy cesarz akurat jej Fecia do wojska prosi. A żołnierz, wiadomo, może zginąć na wojnie i już nigdy więcej swojego rodzonego syneczka nie zobaczy.
Kiedy w niedzielę była w cerkwi w Surowicy, bo w Darowie świątyni nie było, została po mszy i poszła po rade do świaszczennika, jakby tu synka od złą w tej infanterii uchronić i szczęśliwy powrót do domu mu zapewnić. Podumał ojczulek i rzekł, iż najlepiej ufundować kapliczkę i postawić ją na granicy wsi, przy samej drodze do Surowicy. Ale szybko to trzeba zrobić, żeby nim Fecio pójdzie do wojska, ona już stałą, tak by wieś żegnając, mógł się przy  niej pomodlić. On ze swej strony obiecał ją poświęcić zaraz, jak tylko będzie gotowa. Przyszła Hrybowa do domu i dalej opowiadać, co świaszczennik powiedzieli. Stary Hryb konia czym prędzej zabrał, do wozu przyprzągł i słowa nie rzekłszy, w stronę Surowicy pojechał, a prawdę powiedziawszy, przez Polany Surowiczne na Posadę Jaśliską się wybrał. Tam u znajomego kamieniarza kapliczkę obstalował i zadatek zapłacił. Niedużą, z kamienia i żeby na samym wierzchu wnęka była na świętego Mikołaja. Jego figurkę zamówił u takiego jednego Wania Kawki w Polanach Surowicznych, tego co do szkółki rzeźbiarskiej hrabiny Potockiej w Rymanowie chodził. Dopiero jak do dom wrócił, zdradził sekret swojego nagłego wyjazdu.
W niespełna tydzień kapliczka była gotowa, to znaczy już w następną sobotę stała,tam gdzie stać powinna. Ojczulek w niedzielę po mszy w cerkwi w Surowicy przyjechał do Darowa i w obecnośći całej wsi ją poświęcił, Fecia pobłogosławił i opiece Matki Bożej, a także świętego Mikołaja polecił. W kilka dni potem, kiedy wyszedł termin asenterunku, pożegnawszy rodzinę i wieś, stawił się Fecio w Sanoku. Jako się rzekło, wysłali go po kilku tygodniach w drogę do Bośni. Tam na miejscu miał odsłużyć co cesarskie. Minął rok, potem drugi. Fecio co jakiś czas przesyłał listy i jemy też listy posyłali. Listy od niego czytał świaszczennik i on też pod dyktando ojca odpisywał. Kiedy już wychodził mu trzeci rok służby, napisał, że on po wojsku do domu nie wróci, bo tu zapoznał Anastazję krasawicę i z nią się będzie żenił. Rząd austriacki obiecał, jak zostanie, dać mu kilkanaście morgów pola i pomóc w zagospodarowaniu się. Po co będzie wracał do Darowa, jak tam bieda, a on tu będzie żył jak pan,
I nie wrócił Fecio, żył tam pomiędzy obcymi. Aż nastała pierwsza wojna światowa i nawet takich jak on mężczyzn w sile wieku cesarz powołał pod broń. Zrządzeniem losu, widać Bóg tak chciał, przyszło mu walczyć w polskich Karpatach. W okolicy Dukli dostał się do ruskiej niewoli. Mieli ich pogonić na piechotę do Krosna i stamtąd wywieźć pociągami na wschód.  Na noclegu gdzieś koło Równego uciekł Ruskim i lasami postanowił przedrzeć się do swojego Darowa. Po kilku dniach morderczej wędrówki nocą podszedł pod ojcowską zagrodę. Nieśmiało zapukał w okno. Otwarły się wrota i wyszedł z nich z widłami w ręku przed dom jakiś obcy mężczyzna.
- To ja Fecio Hryb, z ruskiej niewoli żem uciekł, nie bójcie się...
Jak się okazało, w progu stał jego młodszy brat Kyrył. Przywitali się, popłakali, powspominali...
I patrzcie, wróciła Fecio do wsi, jak powiedział świaszczennik, każąc jego matce postawić tę kapliczkę. Widać i Matka Boża, i święty Mikołaj mieli go w swojej opiece. Kiedy trzydzieści lat później wysiedlono całą wieś, kapliczka została. Kilkadziesiąt lat później, gdy poszerzano drogę, przeniesiono ją trochę dalej, na nowe miejsce, ale przecież uszanowano, bo to jest werbowana kapliczka,

I tak oto dotrwała ona do dnia dzisiejszego... 


Mamy nadzieję, że lektura się podobała.

Do zobaczenia!!!


Źródło;
Andrzej Potock,i "Legendy Łemkowskiego Beskidu"

11 komentarzy:

  1. Wzruszająca i bardzo... prawdopodobna historia.

    OdpowiedzUsuń
  2. Wzruszająca i bardzo... prawdopodobna historia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. wiele łemkowskich kapliczek ma swoje legendy - i zapewne wiele z nich ma w sobie dużo.. prawdy ;)

      Pozdrowienia!

      Usuń
  3. Legenda bardzo ładna, tylko jedna literówka - dwadzieścia lat temu to stanowczo za późno na czas akcji. ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Witaj Julijan.
    Jak zwykle niezwykle u ciebie. Szkoda, ze w Beskid Niski już chyba nie zawitam, ale w Bieszczady i owszem.
    Pozdrawiam serdecznie i do siebie zapraszam.
    Michał

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czemu nie Michale - zawsze jest możliwość odwiedzin ;) My za to w Bieszczady kiedyś na pewno wpadniemy ;)

      Pozdrowienia ;)

      Usuń
  5. Bardzo interesująca legenda mocno osadzona w tej miejscowości :)
    Przyjemnie się czyta :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. szczególne wrażenie robi sama miejscowość - niemal niema po niej śladów... Tym piękniejsza jest ta legenda..

      Pozdrawiamy ;)

      Usuń
  6. Witaj Julijan.
    Lubię łemkowskie legendy, bieszczadzkie również.
    Pozdrawiam serdecznie.
    Michał

    OdpowiedzUsuń
  7. Witaj Julijan.
    Czyżbyś moje komentarze odrzucał? Jeśli tak, to dlaczego. Staram się nie bieżąco twoje wpisy czytać i komentować.
    Pozdrawiam serdecznie.
    Michał

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cześć Michale! ;)
      Broń Boże nic nie odrzucamy ;) Ale ostatnio mieliśmy sporo zawirowań i zabrakło czasu na zajęcie się komentarzami, odpowiedzi.. Postaramy się przez święta nadrobić zaległości ;)

      Pozdrawiamy ;)

      Usuń

Dziękujemy serdecznie za przeczytanie artykułu :) Mamy nadzieję że Ci się spodobał :) Prosimy, zostaw komentarz, i podziel się z nami opinią na temat wpisu, strony itd.
Na komentarze anonimowe nie odpowiadamy!