Zanim wejdziesz, przeczytaj :)

1) Materiały wykorzystane przez nas ( zdjęcia, rysunki, opisy ) służą tylko celom dydaktyczno - informacyjnym, nie czerpiemy z działalności żadnych korzyści. Wykorzystujemy materiały zarówno własne, jak również pozyskane w internecie, lecz tylko by ukazać czytelnikom piękno naszego świata :). Materiał internetowy pozyskujemy legalnie (nie jest on zastrzeżony prawami autorskimi, pochodzi ze źródeł masowych i edukacyjnych) - nie kradniemy niczyjej pracy. Jeśli jednak znajdziesz u nas swoje materiały bez wyraźnej zgody (mogło zdarzyć się niedopatrzenie z naszej strony) i poczujesz się urażony - prosimy, poinformuj nas, a natychmiast znikną one z naszych łamów :)
2) Blog nie ma charakteru naukowego. Jest to strona popularyzatorska. W miarę naszych możliwości (i ponieważ historia to nasze hobby) staramy się jak najwięcej umieszczać informacji historycznych oraz korzystać z literatury tematycznej, niemniej nie gwarantujemy "nieomylności" :)
3) Ilustracje opatrzone znakiem wodnym są naszą prywatną własnością. Jeśli znalazłeś tutaj przydatną ilustrację - napisz do nas. Podobnie rzecz ma się z zamieszczanymi tekstami.

niedziela, 22 czerwca 2014

Legendy łemkowskiego Beskidu - O daliowskim dzwonie.

Witajcie kochani!

Dawno nie było tutaj nic o legendach - czas to zmienić.
Przedstawiamy Wam krótką, ale piękną legendę :)
Pochodzi ona z dzieła Andrzeja Potockiego "Legendy łemkowskiego Beskidu", i opowiada o nie tak bardzo odległych Nam czasach. A Ci, którzy historię Beskidu Niskiego znają, raz dwa skojarzą fakty w niej zawarte :)

Miłej lektury :)

O daliowskim dzwonie

Dawniej dzwony cerkiewne nie tylko głosiły chwałę Bożą i zwoływały wiernych na modlitwę, ale także, bywało, ogłaszały trwogę, kiedy zagrożone było ludzkie życie albo ludzki dobytek. Na trwogę mógł bić w zasadzie we dzwon każdy, kto by tylko nieprzyjaciół zbliżających zbliżających się do wsi zobaczył albo chmury wiodące żywioł rozpoznał. Trzeba było wszakże i przy tej okazji pamiętać, że dzwonić nie był godzien człowiek, na którym ciążył nieodpokutowany grzech śmiertelny, bo wtedy piorun mógł uderzać w dzwonnicę i zabić dzwoniącego.
 Istniało z dawien dawna przekonanie o nadprzyrodzonej mocy dzwonu ze starej daliowskiej cerkwi. Wierzono bowiem, iż w czas oberwania chmury, gradobicie czy innych kataklizmów związanych z pogodą należy bić we dzwon, bo wówczas żywioł tracił swoją siłę i złe moce, które go przywiozły, odstępowały od wsi. Trzeba Wam bowiem wiedzieć, iż dla nich bardzo nieznośnym wydawał się dźwięk tego cerkiewnego daliowskiego dzwonu, podobnie jak i dla czarownic, i tych wszystkich innych, co diabłu zaprzedali swoją duszę. Jak daleko rozchodził się jego głos, tak daleko objawiał swoją moc.
Piekielne moce nie chciały jednak dać za wygraną i postanowiły daliowską cerkiew spalić. Ponad siedemdziesiąt lat temu, na kilka dni przed świętami Wielkiej Nocy, piorun z jasnego nieba strzelił w nią i zanim ktokolwiek zdążył uderzyć w dzwon na trwogę, ogień objął już całą świątynię. Powiadano, że to pewnie także dlatego się tak stało, bo zawitka* jeszcze kilka dni wcześniej dziecko zaraz po urodzeniu zabiła. W takim bowiem razie na wieś, gdzie doszło do dzieciobójstwa, spadało na ogół nieszczęście. W jakiś czas potem cerkiew odbudowano, ale tym razem nie złe siły, ale źli ludzie zabrali dzwon, co mocą swego dźwięku przez całe wieki okolicę ochraniał. Zdarza się bowiem, że i zło na jakiś czas może zatriumfować. Cerkiew na jakiś czas zamieniono na magazyn i wydawało się, że los jej został bezpowrotnie przesądzony, a jednak wróciła do swoich wiernych, bo wolą Bożą jest, by w niej modlili się do Niego.



Cerkiew w Daliowej, zbudowana w 1933 roku, na miejscu starszej, która spłonęła w 1931 roku. Dzisiaj nie było złowrogich chmur nad cerkwią...



Ta legenda jest nam bardzo bliska. I ma w sobie coś prawdziwego. Pogoda tutaj bowiem prawdziwie jest "szatańska" i gwałtowna, o czym przekonaliśmy się na własnej skórze. A jednak - w Daliowej witało Nas słońce, podczas gdy w sąsiednich wsiach wiatry, deszcze i chłód szarpały nami jak papierowym latawcem. Kto wie, może i w tej nowej cerkwi daliowskiej pozostała cząstka "starej" mocy, i mimo utraty dzwonu, dalej chroni swych mieszkańców przed"złym" ?

Pozdrawiamy serdecznie




* zawitka, czyli Panna z dzieckiem.
** Legenda pochodzi z: A. Potocki, 2007, Legendy łemkowskiego Beskidu

10 komentarzy:

  1. Fakt - pogoda tam potrafi sprawić niesamowite niespodzianki - sam już raz zejście zamieniłem na spływ...

    legenda istotnie piękna a dźwięk dzwonu... nawet jeśli deszczu i gromów nie odpędzał, to przynajmniej dawał ludziom odczucie że nie są sami. A to bardzo pomaga.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. zdecydowanie. I to jest chyba największa moc każdej legendy - dawanie oparcia, i tłumaczenie tego, co niezrozumiałe :)
      Pozdrawiamy ;)

      Usuń
  2. Piękna legenda :)
    Pozdrawiam Was gorąco :)))))

    OdpowiedzUsuń
  3. Fantastyczna opowieść, fantastyczny obraz:) Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dziękujemy bardzo serdecznie ;)
      i także pozdrawiamy ;)

      Usuń
  4. Witam!
    Bardzo fajna legenda i ta cerkiew. I jednych i drugich trochę znam.
    Pozdrawiam serdecznie.
    Michał

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja miałam wyśmienitą pogodę w Daliowej...a co do legendy to nie słyszałam o niej...a cerkiew jest przepiękna...Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  6. Witam!
    Fajna ta legenda. Wiele takich słyszałem w Bieszczadach.
    Pozdrawiam serdecznie.
    Michał

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no takie legendy są częścią tej ziemi, podobnie jak cerkwie i przydrożne krzyże :)
      pozdrawiamy Cię Michale ;)

      Usuń

Dziękujemy serdecznie za przeczytanie artykułu :) Mamy nadzieję że Ci się spodobał :) Prosimy, zostaw komentarz, i podziel się z nami opinią na temat wpisu, strony itd.
Na komentarze anonimowe nie odpowiadamy!