Zanim wejdziesz, przeczytaj :)

1) Materiały wykorzystane przez nas ( zdjęcia, rysunki, opisy ) służą tylko celom dydaktyczno - informacyjnym, nie czerpiemy z działalności żadnych korzyści. Wykorzystujemy materiały zarówno własne, jak również pozyskane w internecie, lecz tylko by ukazać czytelnikom piękno naszego świata :). Materiał internetowy pozyskujemy legalnie (nie jest on zastrzeżony prawami autorskimi, pochodzi ze źródeł masowych i edukacyjnych) - nie kradniemy niczyjej pracy. Jeśli jednak znajdziesz u nas swoje materiały bez wyraźnej zgody (mogło zdarzyć się niedopatrzenie z naszej strony) i poczujesz się urażony - prosimy, poinformuj nas, a natychmiast znikną one z naszych łamów :)
2) Blog nie ma charakteru naukowego. Jest to strona popularyzatorska. W miarę naszych możliwości (i ponieważ historia to nasze hobby) staramy się jak najwięcej umieszczać informacji historycznych oraz korzystać z literatury tematycznej, niemniej nie gwarantujemy "nieomylności" :)
3) Ilustracje opatrzone znakiem wodnym są naszą prywatną własnością. Jeśli znalazłeś tutaj przydatną ilustrację - napisz do nas. Podobnie rzecz ma się z zamieszczanymi tekstami.

niedziela, 14 czerwca 2015

Okiem wędrowca - Jawornik


Witajcie,
dziś pragniemy zapoznać Was z kolejną nieistniejącą już niestety miejscowością znajdującą się na Łemkowynie Wschodniej. Gdy tylko słoneczko wyjrzało zza chmur, nas ciągnęło na wyprawy w Beskid. I tak, pod koniec tygodnia, gdy zapowiadał się słoneczny weekend postanowiliśmy wyruszyć odkrywać nieznane. Sobotniego poranka wyruszyliśmy głównie w celu zmierzenia pozostałości chyży (potrzebne do pracy magisterskiej Kuby), ale też i skorzystania z pięknej pogody i powędrowania po naszym kochanym Beskidzie. Na początku nic nie zapowiadało przygód, które mieliśmy okazję przeżyć. Najogólniej rzecz ujmując mieliśmy darmowe SPA - a dokładniej ujmując jeden konkretny element kąpiel błotną :D. Dojechaliśmy do Rzepedzi, skręciliśmy na Miklaszki (przysiółek wsi) i zatrzymaliśmy auto za ostatnimi zabudowaniami. Pierwsze co zobaczyliśmy to znaczek - ostoja niedźwiedzi. Niestety mam bujną wyobraźnię i jej oczami widziałam jak "miś" goni nas po lesie. Więc samo wejście na tamten teren napawało mnie trochę strachem. Mieliśmy podążać za znakami ścieżki - ale jak to bywa była wieloznaczność. 
Krzyż przy drodze do Jawornika

"Misie" na horyzoncie...

Tuż przed potoczkiem, po którym dało się bez większych problemów przejść suchą stopą (przy okazji czyszcząc buty) zastanawialiśmy się gdzie iść dalej. Za potokiem była górka ze znaczkiem, była też ścieżka w dolinie która się urywała po paru metrach. Upaćkaliśmy się w błocie, byliśmy trochę zmęczeni ale nie rezygnowaliśmy. Poszliśmy kawałek dalej, docierając do pasieki, od pasieki też poszliśmy do góry leśną drogą. Tam wpakowaliśmy się w błoto po kolana - dosłownie. Droga rozjeżdżona przez służby leśne (czy kogokolwiek innego) była nie do przejścia. Oboje byliśmy zdenerwowani i gotowi porzucić cel, dla którego tu przyjechaliśmy. Pamiętałam jednak, że w jakimś przewodniku pisało, ze należy skręcić koło pasieki (przejść  przez strumyk). Mówię do Kuby: tamta droga koło pasieki - chodź spróbujemy przejdziemy parę metrów może on nas zaprowadzi do tej wioski, w końcu leżała w dolinie przy strumyku. I faktycznie, mając po prawej ręce pasiekę, przeszliśmy przez mosteczek na drugi brzeg. Tam natknęliśmy się na ścieżkę która zaprowadziła nas do celu. Upaćkani błotem, ale szczęśliwi wracaliśmy do domu, ciesząc się, że znaleźliśmy to czego szukaliśmy. Musimy jednak zaznaczyć, że i w drodze powrotnej drodze mieliśmy bliskie spotkanie z pszczołami. Wracaliśmy tą samą drogą, koło pasieki. Godzina była wczesno - popołudniowa, słońce pięknie przygrzewało. Usłyszeliśmy szum - a po chwili zobaczyliśmy całe roje pszczół. I idąc obok ich domu, szliśmy jak po polu minowym, byle którejś nie nadepnąć :) Bo wiadomo, że jeżeli skrzywdzilibyśmy jedną rzuciłyby się za nami wszystkie. tego na szczęście uniknęliśmy :) Ale może od początku..
Znak ścieżki


...drogowskaz do źródełka

Wypatrujcie tych znaków!


Jak to zawsze bywa na początku było słowo - czyli w tym przypdaku dokument lokacyjny pochodzący XVI wieku. Wtedy to ta urocza wieś należała do Romana Rusina, syna kniazia Jarosza Szczawieńskiego. Podczas potopu szwedzkiego, wojska Jerzego Rakoczego w 1657 splądrowały Jawornik, doprowadzając do niemal całkowitego wyludnienia osady. W wieku XIX właściciele wsi zmieniali się kilkakrotnie. W tymże czasie wybitny polski etnograf Oskar Kolberg tak pisał o panujących tu zwyczajach:
...w upiory lud górski wierzy mocno. I tak we wsi Jawornik nad Osławicą może nie ma ani jednego człowieka pochowanego na cmentarzu, który by nie miał wbitego w głowę ćwieka, lub uciętej i położonej u nóg głowy. Są to tzw pochówki wampiryczne, które są niezwykle ciekawe, właśnie pod względem etnografii (i archeologii). Warto też wspomnieć, iż mieszkańcy wierzyli w propastnyka ( złego ducha sprowadzającego na zasiane pole burzą, zabijającego ludzi i bydło), mamune (dziewica z modrymi oczami i płowymi włosami przebywająca wśród zbóż), hurbóża (strach, który dusił człowieka kocimi łapkami), błądzonia (diabła,co wracającego z karczmy na manowce prowadził), upirza (stwora o dwuch sercach, z których tylko jedno umiera, drugie zaś pozwala mu po śmierci po wsi chodzić).

Droga zła...

...i ta dobra
A oto i słynna pasieka, będąca drogowskazem :)
Wierzenia wierzeniami, ale jak to się mówi: Panu Bogu świeczkę, a dibłu ogarek. W roku 1880 w Jaworniku istniała samodzielna parochia unicka, do której należało 355/446 mieszkańców. A wracając do wierzeń ludowych, to chyba błądzoń miał pole do popisu, bo we wsi działały aż 4 karczmy prowadzone przez Żydów. Istniał tu też sklep gromadny i dentysta. W latach 1918-19 Jawornik był częścią Republiki Komańczackiej. W 1921 roku we wsi mieszkało 425 mieszkańców w 71 domostwach. 

Ruiny domów


Po II wojnie światowej, jak na większości Łemkowyny mieszkańcy tej uroczej wsi wyjechali na Ukrainę. Domostwa, które po nich pozostały, zostały częściowo rozebrane przez miejscowe chłopstwo, częściowo zniszczone.

Obecnie Jawornikiem nazywa się kilka domów położonych nad Osławicą, u wylotu Jawornickiego potoku ( na terenie dawnych MIklaszek).



Ale dawniej wieś dzieliła się, na dwie części: Jawornik Dolny i Jawornik Górny. Ten pierwszy zajmował teren położony około 2 km od ujścia potoku do Osławicy. Do tej części wsi dotarliśmy. Na początku ujrzeliśmy dobrze zachowane podmurówki domów, czy innych zabudowań wiejskich. Tak muszę przyznać, że wciągnęło mnie to szukanie śladów po dawnych osadnikach. Kuba sobie rysował, a ja łaziłam po dawnej wsi i chłonęłam...Tu zachowała się piwniczka, tam podmurówka, a tu studnia. Także wybierając się w tamten teren uważajcie. My byliśmy tam wczesną wiosną więc studnie były widoczne, ale latem trzeba mieć się na baczności by nie zrobić sobie krzywdy. Studnie nie są zabezpieczone, lub zrobione jet to byle jak - dlatego zachowajcie ostrożność. Przy opisie tego miejsca nie możemy pominąć pewnego elementu, który nas zaskoczył po raz kolejny tamtego dnia. Spacerując pomiędzy podmurówkami natknęliśmy się na świeże ślady zostawione przez "wykrywaczowca". Nie wiadomo czego szukał. Prawdopodobnie jakiś skarbów zakopanych przez miejscowych. Czy znalazł - nie wiemy. Widzieliśmy natomiast wykopaną przez niego łopatę, kawałek blachy, piły i podkowę. Uważamy, że takie działanie jest niemoralne. No bo pomyślcie: musicie opuścić swój dom, a ktoś po parudziesięciu latach przychodzi w to miejsce i "rozgrzebuje" to co zostało w ziemi. Mi by było bardzo  przykro, że ktoś narusza to co dla mnie miało dużą wartość chociażby sentymentalną. Kierując się w stronę czerwonego szlaku (który biegnie równolegle z ścieżką spacerową) dotarliśmy do miejsca po cerkwi.





Cerkiew ta miała wezwanie św. Dmitra i została wzniesiona przez tutejszą ludność w 1843 roku. Rozebrana została wraz okolicznymi domami po II wojnie. Materiał pozyskany w ten sposób miał posłużyć na remont Domu Żołnierza w Sanoku. Do dzisiaj zachowały się widoczne fundamenty cerkwi. Pośród nich na miejscu cerkwi, postawiono małą drewnianą kapliczkę. Odbywają się w niej kilka razy do roku okolicznościowe nabożeństwa. Na cerkwisku stoi również krzyż upamiętniający 1000 lat chrztu Rusi. Na przeciwko cerkwiska znajduje się czynny do dnia dzisiejszego cmentarz parafialny. Jest on w bardzo dobrym stanie, gdyż dbają o niego dawni mieszkańcy wsi mieszkający obecnie m.in. w Rzepedzi. Prócz nowych grobów znajdują się też na cmentarzu stare nagrobki pochodzące z XX wieku. Co ciekawe istnieją przekazy, w których wspomniane jest o tym jakoby istniała jeszcze jedna cerkiew w dole wsi, nieopodal miejsca po studenckiej bazie.
Krzyże na cmentarzu przy cerkiewnym


Elementy z zniszczonej cerkwi zebrane w jednym miejscu

Warto jednak wspomieć, że wieś ciągnęła się jeszcze dalej (gdzie już swoją drogą nie dotarliśmy, gdyż zmęczenie wcześniejszymi przygodami dało o sobie znać). Na terenie Jawornika Górnego znajduje się bacówka Jawornik i dwie kapliczki. W tej części wsi droga jest trudno rozpoznawalna. Należy się kierować za biało-czerwonymi znakami szlaku gminnego. Należy tu zaznaczyć, że ostatnie domy stały blisko grzbietu. Najprościej rzecz ujmując wioska sięgała niemalże do podnóży góry o wysokości 666 m n.p.m. zwanego Wahałowski Wierch (który na mapie został oznaczony jako punkt widokowy). Więc jeżeli tylko pogoda będzie sprzyjać, zapraszamy na wędrówki w tamte tereny. Cytując Wincentego Pola: 
W góry! W góry miły bracie!
Tam swoboda czeka Cię.
(...)
Gdzie ze źródła woda bieży,
Gdzie się serce z sercem mierzy
I w swobodę człowiek wierzy!
Tutaj silniej świat oddycha,
Tu się szerzej człek uśmiecha,
Gdy się wiosną śmieją góry.

W dolinie Jawornika niedaleko cerkwiska i cmentarza działała przez kilkanaście lat baza namiotowa prowadzona przez Lubelskie Studenckie Koło Przewodników i Orkiestrę p/w św. Mikołaja. Dzięki tym osobom, oraz przy udziale potomków dawnych mieszkańców w sześćdziesiątą rocznicę wysiedlenia zorganizowano na terenie cerkwi widpust (odpust). Od tego momentu impreza ta odbywa się rokrocznie.

Nowe i stare nagrobki na cmentarzu parafialnym



Jak już wspominaliśmy teren Jawornika jest na prawdę piękny. Nie został zakłócony żadną cywilizacją. Czas jakby zatrzymał się w miejscu. Chcąc zachować w tym stanie to miejsce dla przyszłych pokoleń planuje się utworzenie Parku Kulturowego "Rezerwat pustki". Mamy nadzieję, że projekt ten wejdzie w  życie w najbliższym czasie i dolina Jawornika zostanie taka jaka jest obecnie: cicha, spokojna i magiczna.




Wg długoterminowych prognóz pogody lato zapowiada się całkiem słonecznie. Zachęcamy Was więc, bardzo serdecznie do wędrówek w Beskid Niski :)!

Pozdrawiamy







Źródła:
W. Grzesik, T. Tarczyk, B. Wadas, Beskid Niski od Komańczy do Wysowej; przewodnik krajoznawczy, Warszawa 2012
P. Luboński, Beskid Niski dla prawdziwego turysty, Oficyna wydawnicza "REWASZ", Pruszków 2012
www.twojebieszczady.net

26 komentarzy:

  1. Bardzo ciekawy artykuł. A utworzenie Parku Kulturowego w tamtym miejscu, rzeczywiście jest bardzo dobrym pomysłem. Pozdrawiamy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witaj ;)
      Mamy nadzieję że projekt parku / rezerwatu kiedyś zostanie zrealizowany, i że miejsca tego nie rozjeżdżą traktory, nie pojawią się tu dacze czy paskudne pustaki, jak zaczyna się dziać np. w Radocynie..

      Pozdrawiamy ;)

      Usuń
  2. Kolejna wioska, której nie ma, kolejne zmiecione przez historię miejsce...eh, stąpanie po śladach tych, którzy tu żyli, kochali, pracowali, umierali skłania do refleksji...Okolica rzeczywiście piękna...
    Serdeczności :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety jeszcze wiele ich do opisania nam zostało...
      Tak, tutaj można dotknąć miejsc, w których tętniło życie, którego nie ma i które już nie wróci. Teraz goszczą tu zwierzęta, turyści i niestety - poszukiwacze.

      Pozdrawiamy ;)

      Usuń
    2. ...poszukiwacze to ...przekleństwo...

      Usuń
  3. Piękne okolice. Te akurat jeszcze przeze mnie nie zbadane. Więc z wielką przyjemnością przeczytałem i obejrzałem zdjęcia.
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Polecamy wybrać się wiosną - wtedy jest bezpieczniej ;)

      Pozdrawiamy i dziękujemy ;)

      Usuń
  4. Myślę, że w takiej dziczy, bez infrastruktury i błocie nikt z wielkich i ważnych nie odważy się, by właśnie w siedlisku misiów budował willę. Może w okolicy Krempnej tak. Niech Beskid taki już pozostanie. Fajnie, że pojawiły się nowe szlaki edukacyjne. Nie wiem czy przyciągną rzesze turystów, ale pomimo tego, że to Beskid Niski to daje czasami popalić. Lackowa szczególnie. Po opadach i z plecakiem niczym Rysy.
    Pozdrawiam serdecznie i dziękuję za taki post

    🙆

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. o tak, Lackowa wymaga szacunku. Zresztą jak cały Beskid Niski. Niedoceniony mści się okrutnie, coś o tym wiemy ;)
      Miejmy nadzieję że masz racje, i nikt tego piękna nie zniszczy. A mamy obawy o to miejsce, boimy się..

      Pozdrowienia ;)

      Usuń
  5. Piękne miejsce.
    Ludzie z wykrywaczami to plaga - rozumiem pociąg do przygody, adrenalinę gdy się kopie w miejscu bitwy itp. ale przy okazji niszczy się też cenne informacje, możliwe do odczytania przez ludzi z odpowiednimi kwalifikacjami. A już takie grzebanie w obejściach to faktycznie barbarzyństwo.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, jesteś pierwszą osobą która wie o czym mówi - i nas popiera! Dzięujemy ;) Jako archeolog również ubolewam nad tym. Za "iks" lat nie będę miał co robić jeśli wykrywacze dalej będą za grosze...

      Pozdrawiam

      Usuń
    2. To nie tyle kwestia ceny sprzętu co brak etyki, "poszukiwacze" argumentują swoje działania np tym że oficjalnych badań nikt tam nie prowadzi a zabytki "marnują" się w ziemi.
      Rozwiązaniem są ekspedycje mieszane archeologiczne historyczne poszukiwawcze prowadzone w ramach współpracy kilku środowisk. Nikt tak dobrze nie będzie trzymał w ryzach poszukiwaczy jak inni poszukiwacze. Póki co sam pomagałem chronić stanowisko historyczne przed ludźmi z wykrywaczami - rozsypując tam wszędzie... gwoździe ;-)

      Usuń
    3. cena była symbolicznym przykładem tylko. Ale jest wiele powodów rozprzestrzenienia wykrywaczowców - bezradność policji i służb, brak edukacji na temat ochrony zabytków, dostępność do materiałów na temat stanowisk...
      Poszukiwacz dziś jest bohaterem wśród "ludu" a archeolog postrzegany jako ten "zły". A coraz częściej znajduję dziury na cerkwiskach, cmentarzach, o obiektach z wojen światowych to nawet nie wspominam. A n. wg prawa zabytkiem jest materiał mający ponad 100 lat. Drugowojenne znaleziska póki co to "złom". Tragiczne to, bo za 30 lat takie stanowiska będą zdziesiątkowane. Inna bajka że wielu archeologów lekceważy i poszukiwaczy i nowożytne i najnowsze epoki...

      Usuń
    4. Jeszcze jak idzie taki poszukiwacz, coś znajdzie, położy u siebie na półce, na Allegro sprzeda, to mnie denerwuje ale nie rani, ale jak widzę zabytki (choćby elementy pancerne fortu Kraków) pocięte palnikiem i na złom sprzedane... no to już... serce płacze.

      Usuń
  6. Bieszczady są piękne. Tegoroczny urlop tam spędziłam. Mam jedno pytanie. Do czego służą ławki w cerkwiach?. Jeżeli całą mszę trzeba stać. A artykuł bardzo ciekawy.Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na ławkach się siada na czas kazania by wysłuchać co ma kapłan do powiedzenia ;) Przynajmniej tak w cerkwiach łemkowskich jest ;)

      Pozdrawiamy serdecznie Czereśnio;)

      Usuń
    2. W Prawosławiu są różne formy nabożeństw, często odprawiane na siedząco. Do tego przecież nim rozpocznie się m liturgia o oczekiwaniu wierni... siedzą.

      Usuń
    3. Tutaj niestety jeszcze niewiele powiedzieć możemy... Ale właśnie m in na początku również się siedzi ;) Jesteś skarbnicą wiedzy ;)
      Udanych wakacji!

      Usuń
  7. To musi być bardzo ciekawe szukać śladów dawnej wsi. To by mi się spodobało :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Również to lubię Hanno. Ja to łączę - z sentymentem i zacięciem zawodowym. Nutka nie jest tak zdesperowana by musieć szukać pracy "na gruzowisku" jak czasem zartuje :) Ale też takie miejsca chętnie odwiedza. Tutaj zarówno znajdzie coś dla siebie osoba z wyobraźnią, ktoś kto chce poznać niszczącą moc człowieka i przyrodu, ktoś kto tak jak my lubi podumać..
      Pozdrawiamy ;)

      Usuń
  8. Przekonaliście mnie. Jadę :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Jak zwykle świetnie opracowany post. Przeczytałam go z ogromną przyjemnością.
    Mamy w tegorocznych planach odwiedzenie kilku miejsc w Beskidzie Niskim bo tak piękne okolice tylko tutaj można zobaczyć.
    Pozdrawiam serdecznie:)*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, to Lusiu najlepiej zarezerwuj sobie całe wakacje, bo Beskid nie tak szybko Cię wypuści ;)
      Dziękujemy i pozdrawiamy ciepło ;)

      Usuń
  10. W 1945 roku wysiedlono z Jawornika mojego pradziada. Jawornik to taka cząstka mnie i chciałabym wiedzieć o nim wszystko :)
    Ubolewam nad brakiem publikacji kolejnych części pracy magisterskiej p. Pawła Królikowskiego o Jaworniku

    PS nie wiem jak skomentować inaczej niż anonimowo, ale gdyby ktoś miał przodków z Jawornika i chciałby się skontaktować zostawiam maila - patia1197@wp.pl
    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  11. Cieszymy się, że napisała komentarz osoba, której przodek kiedyś zamieszkiwał tamte ziemie. Zapraszamy serdecznie też do odwiedzenia tego miejsca.
    Mamy nadzieję, że ktoś się z Tobą skontaktuje w sprawie o którą prosisz.
    Pozdrawiamy

    OdpowiedzUsuń

Dziękujemy serdecznie za przeczytanie artykułu :) Mamy nadzieję że Ci się spodobał :) Prosimy, zostaw komentarz, i podziel się z nami opinią na temat wpisu, strony itd.
Na komentarze anonimowe nie odpowiadamy!