Zanim wejdziesz, przeczytaj :)

1) Materiały wykorzystane przez nas ( zdjęcia, rysunki, opisy ) służą tylko celom dydaktyczno - informacyjnym, nie czerpiemy z działalności żadnych korzyści. Wykorzystujemy materiały zarówno własne, jak również pozyskane w internecie, lecz tylko by ukazać czytelnikom piękno naszego świata :). Materiał internetowy pozyskujemy legalnie (nie jest on zastrzeżony prawami autorskimi, pochodzi ze źródeł masowych i edukacyjnych) - nie kradniemy niczyjej pracy. Jeśli jednak znajdziesz u nas swoje materiały bez wyraźnej zgody (mogło zdarzyć się niedopatrzenie z naszej strony) i poczujesz się urażony - prosimy, poinformuj nas, a natychmiast znikną one z naszych łamów :)
2) Blog nie ma charakteru naukowego. Jest to strona popularyzatorska. W miarę naszych możliwości (i ponieważ historia to nasze hobby) staramy się jak najwięcej umieszczać informacji historycznych oraz korzystać z literatury tematycznej, niemniej nie gwarantujemy "nieomylności" :)
3) Ilustracje opatrzone znakiem wodnym są naszą prywatną własnością. Jeśli znalazłeś tutaj przydatną ilustrację - napisz do nas. Podobnie rzecz ma się z zamieszczanymi tekstami.

Komentarze

Ponieważ od dłuższego czasu jesteśmy zalewani masowo wielojęzycznym spamem w komentarzach, i Wasze wiadomości musimy z trudem wyłuskiwać, zawieszamy możliwość komentowania postów. Z braku czasu nie jesteśmy w stanie na bieżąco tego monitorować. Zawsze, w każdej sprawie możecie napisać do nas wiadomość e-mail bądź na fb. Dziękujemy, że jesteście z nami! :)

niedziela, 16 grudnia 2018

Legendy spod Chryszczatej...

Witajcie!

Nie tak dawno pisaliśmy o Chryszczatej, tajemniczej górze wchodzącej w skład Wielkiego Dział rozdzielającego niegdyś dwie kltury: łemkowską i bojkowską. Chryszczata zasłynęła m. in. jednym z największych karpackich osuwisk. 13 kwietniu 1907 wielkei masy ziemi i kamieni runęły w dół doliny potoku Olchowatego. Powstały wtenczas osławione jeziorka Duszatyńskie. Jak historia pokazała, przetrwały i samą wieś od której wzięły nazwę.. Jednak zanim mieszkańcy opuścili te tereny, pozostawili po sobie kilka ciekawych legend, nawiązujących właśnie do "Zwiezła". Co prawda zaniechaliśmy jakiś czas temu przedstawianie Wam legend, bo uznaliśmy to za mało celowe. Te jednak spodobały nam się na tyle, że postanowiliśmy się nimi podzielić z Wami. Zapraszamy do lektury.

"Diablo - zbójecka pieczara"



Było to bardzo dawno temu. Może nawet jeszcze wtedy, gdy jeździli przez te ziemie kupcy rzymscy na północ po bursztyn. W Bieszczadach mieszkali już ludzie, mało ich było, ale byli. Biesów było za to znacznie więcej niż teraz. Wodzili oni ludzi na pokuszenie, żeby ich dusze dzięki temu posiąść i do piekła odstawić. Wiary chrześcijańskiej jeszcze wtedy tu nie było, więc ludzie żyli w pogaństwie i o potępioną duszę wcale nie było trudno.
Piekło nie zawsze mogło wszystkie dusze od razu przyjąć, musiały więc czekać na swoją kolej. Ale nie można było takiej duszy zostawić byle gdzie,bo mógł ją w międzyczasie misjonarz jaki nawrócić i wtedy była już dla piekła stracona. Dlatego należało znaleźć jakieś miejsce, gdzie dusze przed odstawieniem do piekła można byłoby bezpiecznie przechować. W Duszatynie, tam, gdzie jest teraz największe z jeziorek, na stoku Chryszczatej góry, była ogromna pieczara. W niej właśnie biesy trzymały dusze znoszone z całych Bieszczadów. Wejście do pieczary zatykano wielkim głazem, przy którym zawsze stała czartowska warta.
Pieczarą zawiadywał bies Harchaj. Nieludzkie to było diablisko, nawet kumotry go nie lubiły. Znęcał się nad duszyczkami, trzymając je bez jedzenia, picia i odzienia. To miejsce biesy nazywały Duszatynem, a od nich nazwę przyjęli ludzie i tak już zostało. Potem, kiedy nastało chrześcijaństwo i o dusze było coraz trudniej, biesy opuściły pieczarę. Gdy dowiedzieli się o niej zbójcy, zaczęli gromadzić tam zrabowane skarby. Złoto, srebro i szlachetne kamienie. Całe skrzynie, wielkie jak sąsieki, były nimi napełnione. Wejścia do pieczary po dawnemu zatykano głazem. Żeby go ruszyć, stu zbójców musiało wytężyć swoje siły. Wreszcie zbójecką bandę spotkał smutny los. Kiedyś przeprawiali się zimą przez rzekę Osławę po lodzie. Lód się pod nimi załamał i wszyscy się potopili. Tylko jeden z nich, co pierwszy szedł, wydostał się na brzeg. Osiadł po tym wypadku w Duszatynie, niby to kmiecia udając, cały czas jednak przemyśliwał, jak by się tu do skarbów dobrać. Ale sam nie mógł głazu przed jaskinią ruszyć, a nie chciał się skarbami z nikim dzielić. Kupił przeto u wojska kilka beczek prochu i podłożył pod skałę. Kiedy nastąpił wybuch, obsunęło się całe zbocze góry i zatarasowało Olchowaty potok. Tu, gdzie było wejście do jaskini, powstało duże jezioro i skarby gdzieś na jego dnie spoczęły. Niektórzy powiadali jednak, że ostatecznie diabli je wzięli.

Kto wie może do dziś na dnie spoczywają zbójeckie skarby... ;)
 Jak Żubraczy wyrżnął ognistą kulą w Steciw Las.

Przeto inni powiadają, że z tymi jeziorkami, co powstały na stoku Chryszczatej, było zupełnie inaczej. W bieszczadzkich ostępach leśnych żyły sobie kiedyś biesy spokojnie, nieniepokojone przez nikogo. Aż tu nagle pod koniec XIX wieku rozpoczęto budować kolej wąskotorową z Łupkowa do Cisnej, a potem nawet dalej do Kalnicy i Beskidu. Kolej miała ułatwić eksploatację drewna z bieszczadzkiej puszczy. Oj, piekliły się biesy, kiedy im świst parowozików ciszę płoszył, a i stukot drwali ścinających drzewa miłym dla ucha nie był. Najbardziej te nowe porządki drażniły biesa Żubraczego. Postanowił zatem znaleźć sobie nowe leśne zacisze. Udał się w tym celu do biesowego kniazia Chryszczatego, by ten nowy rewir mu wyznaczył. Chryszczatego zastał w ponurym nastroju. Siedział na uroczysku Czartoryi pod starym dębem i nerwowo wyskubywał sierść ze swego ogona. Pomyślał Żubraczy: - Nie dobrą porą przyszedłem, ale niech tam... - Ja tu waszeci kniaziu z niecierpiącą zwłoki sprawą – zaczął Żubraczy niepewnie.

- Wiem, wiem – odburknął Chryszczaty. Bo biesy znają nie tylko ludzkie myśli, ale tak - że swoich kamratów. - Ja już dłużej nie wytrzymam w swoim rewirze. Jak nie dostanę nowego, przeniosę się na słowacką stronę Bieszczadu. - Na razie niewiele mogę ci dać – odparł Chryszczaty – ale podzielę się z tobą tym, co mam. Weź sobie Steciw Las, to dobre i spokojne miejsce. Wziął Żubraczy Steciw Las. Nawet zadowolo - ny był. Kiedyś siedział na polanie i kulę żywiczną lepił. Wielka już była, z dziesięć łokci średnicy miała. Naraz patrzy Żubraczy, a tu stara Haratyna zioła w lesie zbiera. Zbiera i gada coś baba do sie - bie. Zaciekawiło biesa to babskie gadanie. Myślał, że pewnie zaklęcia jakie. Nastawił uszu i słucha. - Oj, co to będzie, co to będzie, kiedy ten czarci wynalazek – kolej przez Duszatyn zrobią. Krowy z przestrachu pewnikiem mleko stracą, kury nieść jajka przestaną. Oj, trzeba będzie to nieszczęście odczynić. Na psa urok... – biadoliła starucha. Jak posłyszał Żubraczy, o co rzecz idzie, że tu jemu znowu kolej chcą zrobić, jak weźmie tę żywiczną kulę, a siarczystym przekleństwem ją zapali, jak wyrżnie nią w Steciw Las... To aż ziemia zadrżała i w cerkwi prełuckiej same dzwony się rozdzwoniły. Ludzie w popłochu z domów uciekali, przerażeni, że to pewnie koniec świata się rozpoczął. Stara Haratyna, co to wszystko widziała, aż zaniemówiła z przerażenia i dopiero po siedmiu dniach odjętą mowę jej wróciło. Uderzenie Żubraczego było tak straszne, że Steciw Las z całym zboczem góry osunął się w dół, do jaru Olchowatego potoku. A działo się to wszystko 30 kwietnia w siódmym roku dwudziestego wieku. Deszcze wtedy duże padały i wezbrane wody Olchowatego potoku szybko napełniły zatarasowany jar. Kiedy wreszcie mieszkańcy Duszatyna zdecydowali się za namową popa Grigorija chrest postawić w miejscu, gdzie Haratyna widziała biesa, zastali tu trzy stawy, których wcześniej nie było. Zbocze góry, gdzie rósł Steciw Las, wyglądało jakby je kto obdarł ze skóry. A Żubraczy? Pewnie poszedł na słowacką stronę Bieszczadu, bo więcej nikt go tu nie widział.”

Oto jak tą ziemię "zwiezło"
To chyba dwie najciekawsze legendy. Są też i inne - jedna np. mówi o 3 olbrzymach,którzy to potem skamienieli na stokach Chryszczatej. Już samo zjawisko jest niezykle ciekawe - przecież jeziorka istnieją niewiele ponad sto lat, a tyle już wokół nich powstało legend.. Legend, które przetrwały tak niespokojne czasy. Jeziorka zapewne znikną szybciej niż same podania - to jest pewne.

Mamy nadzieję, że legendy Was zaciekawiły. Biesy tworzą dzisiaj klimat Bieszczadów. Nie każdy słyszał o tej czy tamtej wysiedlonej wsi, nie każdy zna historię tych ziem, ale o Biesach to chyba już każdy słyszał. Tak.

Źródła inf.:

Potocki A., 1998, Księga legend i opowieści bieszczadzkich

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękujemy serdecznie za przeczytanie artykułu :) Mamy nadzieję że Ci się spodobał :) Prosimy, zostaw komentarz, i podziel się z nami opinią na temat wpisu, strony itd.
Na komentarze anonimowe nie odpowiadamy!

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.