Zanim wejdziesz, przeczytaj :)

1) Materiały wykorzystane przez nas ( zdjęcia, rysunki, opisy ) służą tylko celom dydaktyczno - informacyjnym, nie czerpiemy z działalności żadnych korzyści. Wykorzystujemy materiały zarówno własne, jak również pozyskane w internecie, lecz tylko by ukazać czytelnikom piękno naszego świata :). Materiał internetowy pozyskujemy legalnie (nie jest on zastrzeżony prawami autorskimi, pochodzi ze źródeł masowych i edukacyjnych) - nie kradniemy niczyjej pracy. Jeśli jednak znajdziesz u nas swoje materiały bez wyraźnej zgody (mogło zdarzyć się niedopatrzenie z naszej strony) i poczujesz się urażony - prosimy, poinformuj nas, a natychmiast znikną one z naszych łamów :)
2) Blog nie ma charakteru naukowego. Jest to strona popularyzatorska. W miarę naszych możliwości (i ponieważ historia to nasze hobby) staramy się jak najwięcej umieszczać informacji historycznych oraz korzystać z literatury tematycznej, niemniej nie gwarantujemy "nieomylności" :)
3) Ilustracje opatrzone znakiem wodnym są naszą prywatną własnością. Jeśli znalazłeś tutaj przydatną ilustrację - napisz do nas. Podobnie rzecz ma się z zamieszczanymi tekstami.

niedziela, 26 października 2014

Beskidzka legenda - Upiór na Lackowej

Witajcie!
Dziś chcieliśmy zaprosić Was do przeczytania jednej z łemkowskich legend. Niedawno przy opisie nieistniejącej już wsi Bieliczna wspominaliśmy o królowej szczytów Beskidu Niskiego, a mianowicie o Lackowej. Pragniemy Was zaprosić do przeczytania tego postu, który pozwoli nieco inaczej spojrzeć na ten trudny w zdobyciu "pagórek":)

Maciek, syn właściciela huty szkła w hucie Wysowskiej, młodzieńcem był urodziwym, a i w wielu naukach biegłym, bo do szkół przez kilka lat chodził. Niestety, wyrzucili go z nich po pewnym czasie, bo wdał się w nieodpowiednie towarzystwo i niezbyt przyzwoicie się prowadził. Wziął go ojciec do huty i próbował nakłonić do zajęcia się tym rodzinnym interesem.
Razu jednego pojechał z towarem do Zborova na węgierską Słowację na wielki sierpniowy jarmark. Towar, i owszem, sprzedał prawie od ręki, bo miejscowi Żydzi w kilka godzin kupili wszystko, co przywiózł. Jako, że jarmark trwał trzy dni, przeto najął sobie był Maciek kwaterę i postanowił się trochę zabawić. Na taki jarmark zjeżdżali się nie tylko kupcy, ale i okolicznego luda tysiące. Byli Żydzi, górale polscy, ruscy i słowaccy, Mazurzy, czyli Polacy z nizin, i wreszcie Cyganie. Jedna Cyganka, Róża, tańczyła przy muzyce, a śliczna była, że dech w człowieku zapierało. Prawdziwa róża z ogrodu Semiramidy. Sam kiedyś widziałem taką w Miedzilaborcach i napatrzeć się nie mogłem, oj nie mogłem.
W takiej to grzech się nie zakochać. Więc zakochał się Maciek, cóż, kiedy Cyganie domu nie mają i cały czas są w drodze. Jak tu się z panną umówić, nic, tylko trzeba do nich przystać albo Różę porwać i ze sobą uwieźć. Namówił kilku spotkanych na jarmarku smolaków, żeby mu Cygankę porwali i do karczmy w Blechnarce dostawili. Zapłacił sowicie za usługę i po zakończeniu jarmarku do domu wyruszył. Zatrzymał się w blechnarskiej karczmie i kilka godzin później przyjechali smolacy z Cyganką. Ona, jak się okazało, nic nie miała przeciwko porwaniu i uległą mu była w każdym względzie, a nawet zgodziła się zostać jego ślubną żoną.
Zabrał przeto Maciek Cygankę i do ojcowskiego domu do Huty przyjechał. Stary, jak się dowiedział, co i jak, szpicurtą oboje obił, Różę kazał ciupasem do Zborowa do cygańskiego taboru odstawić, a syna zamknął w komorze na kłódkę i zakazał wypuszczać. I wtedy stało się to straszne nieszczęście. Maciek popełnił samobójstwo, śmierć sobie zadając przez powieszenie.
Pogrzebano go zgodnie ze starym zwyczajem nie na cmentarzu w poświęconej ziemi, ale wywieziono trupa w góry. Na szczycie Lackowej, gdzie zbiegały się granice Huty Wysowskiej i Bielicznego z granicą węgierską. Tam wykopali głęboką mogiłę, w którą wrzucili trupa. Po jakimś czasie okazało się, że młodzieniec zamiast spokojnie w grobie leżeć, chodził po lesie. Ktoś, kto go za życia znał, po śmierci go tam razu jednego spotkał. 
Kiedy doszła wieść do ojca, zamówił baczę ze słowackiego Keczkobec, który miał w górach sławę skutecznego wróża i znachora. Bacza wziął trijci , czyli trójrmienny świecznik z cerkwi z Wysowej, i zaświecił w nim świece na grobie Maćka, po czym przeczytał coś z psałterza. Podczas czytania zerwał się tak silny wiatr, że omal drzew nie połamał. Trzy razy gasił świece baczy i przewracął kartki psałterza, nie pozwalając dokończyć zbawienia. Nic tylko siły jakieś nieczyste sprzysiegły sie przeciw baczy, ale wtedy też jasnym się stało, że jego zamawianie niewiele tu pomoże.
Już wkrótce okazało się, że Maciek, czyli jego upiór, nadal ludzi niepokoił. Jego ojciec zabrał robotników z huty i poszli na Lackową. Na grób nanieśli parę kubików kamienia, żeby upiór nie był w stanie ich podnieść. Jak się niebawem okazało i to nic nie pomogło i młodzieniec nadal chadzal po lesie i zaczepiał najczęściej kobiety zbierające grzyby.
Sprowadzono zatem stareńkiego baczę gdzieś spod Tater, który jak powiadali, miał spore doświadczenie w pozbywaniu się ze świata żywych, upiorów. Odkopano grób na Lackowej i cóż się okazało. Pomimo że od śmierci młodzieńca minęło już ponad dwa miesiące, wyglądał, jakby spał tylko. Gębę miał jeno czerwoną, co wyraźnie wskazywało, że po śmierci stał się upiorem.
Bacza rozpalił ognisko i wrzucił do niego jakieś zioła, po czym okadził tym dymem trupa, cały czas przy tym coś tam mamrocząc sobie pod nosem, czyli zaszeptując. Pokropił trupa święconą wodą i ciesielskim toporem odciął mu głowę. Potem odwrócił Maćka w trumnie plecami do góry, między nogi nakładł mu gałązek tarniny, na którą położył odciętą głowę. Przebił też ciało dwoma krokwianymi gwoździami, jeden wbił w serce, drugi w krzyże. Na koniec znów go okadził i pokropił wodą święconą, po czym zabito trumnę ćwiekami, wrzucono do grobu i zasypano mogiłę. Interwencja baczy spod Tater okazała się skuteczna, bo upiór przestał niepokoić ludzi, znaczy przeniósł się na zawsze do świata umarłych, a po jakimś czasie zatarł się ślad Maćkowej mogiły na Lackowej, tak, że dzisiaj jej już tam nie znajdziecie*.

Ale może lepiej (tak na wszelki wypadek) idąc przez Lackową ukradkiem zrobić znak krzyża - bo kto wie, nuż znów się Maciek obudzi??
Pozdrawiamy Was serdcznie!

`
gdzieś tam, na szczytach Lackowej spokojnie już Maciek leży... Oby :)



*tekst pochodzi z książki A. Potockiego, Legendy łemkowskiego Beskidu, LIBRA, Rzeszów 2007

9 komentarzy:

  1. Nacierpiał się Maciek nie tylko za życia, również po śmierci miał wiele niemiłych przejść. Legenda bardzo mocno osadzona w beskidzkich miejscowościach. Podoba mi się, że są dokładnie podane nazwy kilku miejsc, w których rozgrywa się akcja :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszymy się niezmiernie, że Ci się podoba ta legenda:) Gdyby nie książka którą podaliśmy jako źródło, nie mielibyśmy możliwości opisać tego tak dokładnie:)
      Pozdrawiamy:)

      Usuń
  2. A niedawno czytałem że podobny rytuał odbył się w Rumunii i to zaledwie kilka lat temu - piękne ale i straszne te nasze Karpaty.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O..nie mieliśmy pojęcia, że takie czynności są wykonywane we współczesności. Myśleliśmy, że w istocie to tylko legenda. A tu prosze i w legendzie jest niestety zairenko prawdy.
      Pozdrawiamy

      Usuń
    2. Co ciekawsze mamy tu do czynienia z fałszywą interpretacja prawdziwych faktów. Po śmierci na skutek procesów rozkładu, dochodzi do "fermentacji" krwi która wydostaje się np. poprzez usta - co faktycznie może sugerować iż zmarły "pił krew". Niestety jak dotąd nie udało mi się znaleźć wytłumaczenia skąd wzięły się rytuały towarzyszące "zabijaniu" wampirów, te osikowe kołki, odcinanie głów i im podobne makabreski.

      Usuń
    3. nawet archeologia jest w tej kwestii bezradna - najwięcej w tej kwestii mają do powiedzenia etnografowie :)
      A co najciekawsze, owi baczowie byli te facto cwanymi gagatkami, umiejącymi doskonale wykorzystać zabobonność ludzi. Inna bajka, że musieli mieć chyba dużo samozaparcia by zaglądać do grobów z pół przegniłymi, cuchnącymi zwłokami... Ja tam lubię groby, ale stare, gdzie nic poa szkieletem i wyposażeniem zmarłego nie ma - a już na pewno nie czuć "zapachu śmierci" )
      Pozdrawiam ;)

      Usuń
    4. Zwłaszcza etnografowie - to wciąż żywe zabobony - więc pole do popisu (i opisu) wręcz niesamowite.

      Baczowie - myślę że to ten sam typ ludzi jaki opisywał Korabiewicz w odniesieniu do "czarowników" afrykańskich - na poły wierzący, na poły cwaniaczki, odurzający się alkoholem lub narkotykami gdy mieli do wykonania wybitnie paskudne zadanie.

      Ten typ jest znany na całym świecie.

      Usuń
    5. ciekawa jest np. ceremonia pogrzebowa pewnego ludu chyba w Ameryce Płd (nie pamiętam jakiego i gdzie dokładnie) - tam ludzie żyją w skalistym terenie i marnowanie ziemi na groby to rozrzutność - wiec są pewni ludzie odpowiedzialni za "pochówek" - czyli wyniesienie zwłok w góry, porąbanie siekierą na kawałki i rozrzucenie ptakom na pożarcie. Po jakimś czasie bodajże te kości które pozostaną są zbierane i chowane w jakieś zbiorowe miejsce (mam nadzieję ze nie pokręciłem :d ).

      Usuń
    6. Owszem - rytuały ekspozycji zmarłych znamy też z Tybetu.

      Usuń

Dziękujemy serdecznie za przeczytanie artykułu :) Mamy nadzieję że Ci się spodobał :) Prosimy, zostaw komentarz, i podziel się z nami opinią na temat wpisu, strony itd.
Na komentarze anonimowe nie odpowiadamy!