Zanim wejdziesz, przeczytaj :)

1) Materiały wykorzystane przez nas ( zdjęcia, rysunki, opisy ) służą tylko celom dydaktyczno - informacyjnym, nie czerpiemy z działalności żadnych korzyści. Wykorzystujemy materiały zarówno własne, jak również pozyskane w internecie, lecz tylko by ukazać czytelnikom piękno naszego świata :). Materiał internetowy pozyskujemy legalnie (nie jest on zastrzeżony prawami autorskimi, pochodzi ze źródeł masowych i edukacyjnych) - nie kradniemy niczyjej pracy. Jeśli jednak znajdziesz u nas swoje materiały bez wyraźnej zgody (mogło zdarzyć się niedopatrzenie z naszej strony) i poczujesz się urażony - prosimy, poinformuj nas, a natychmiast znikną one z naszych łamów :)
2) Blog nie ma charakteru naukowego. Jest to strona popularyzatorska. W miarę naszych możliwości (i ponieważ historia to nasze hobby) staramy się jak najwięcej umieszczać informacji historycznych oraz korzystać z literatury tematycznej, niemniej nie gwarantujemy "nieomylności" :)
3) Ilustracje opatrzone znakiem wodnym są naszą prywatną własnością. Jeśli znalazłeś tutaj przydatną ilustrację - napisz do nas. Podobnie rzecz ma się z zamieszczanymi tekstami.

niedziela, 1 lutego 2015

Okiem wędrowca - Czarne

Witajcie,

dziś zabieramy Was w wędrówkę po malowniczej dolinie, obfitującej w pastwiska i lasy. Odwiedziliśmy ją dwa lata temu*. Ciekawe, czy coś się tam zmieniło...
Kiedyś było tu gwarnie - na "gospodarkach" kręcili się ludzie, cerkiewne dzwony nawoływały ludzi na nabożeństwa, zewsząd wiatr niósł porykiwanie bydła, dzieci biegały wesoło. Wzdłuż drogi do Jasionki co rusz można się było "natknąć" na łemkowską chyżę, często z kamienną kapliczką lub krzyżem stojącym na podwórzu, od drogi.
Dziś już tego nie ma. Okresowo tylko spotkać tu można pasące się owce i pokrzykujących baców. No i wiatr niesie hen, daleko...

sarenki nad Czarnym
Na początek może trochę historii:


                                                           
Czarne (po łemkowsku Czorne) powstało, tak jak wszystkie okoliczne osady, dopiero w okresie nowożytnym. Wioskę lokowano w 1569 roku jako majętność królewską. Była częścią parafii w Blechnarce. Jak większość osad na terenie Beskidu Niskiego, i Czarne wiąże się z Wołoskimi przybyszami, jedynymi chyba ludźmi mogącymi okiełznać te dzikie tereny.
"Początki" były nader skromne - w 1629 odnotowano tutaj trzy gospodarstwa "z ziemią" oraz dwa bezrolne. Wieś jednak rozwijała się, przybywało mieszkańców. Wiek XVIII przyniósł "nobilitację" dla wioski - tutaj osadzono parafię greckokatolicką, obejmującą swym zasięgiem także Nieznajową i Lipną. Cerkiew powstała według tradycji w 1764, ale de facto zbudowano ją później - w 1789 roku.
Życie toczyło się w miarę spokojnie. W 1765 roku było tutaj już 18 ról, a w roku 1880 - stało aż 54 domy, a w nich żyło ponad 300 mieszkańców - Rusinów i Polaków. Po I rozbiorze Polski wieś stała znalazła się w granicach Austrii. Kupił ją wkrótce Wilhelm Siemieński (ostatni starosta biecki). Czarne w 1845 roku stało się własnością Józefa Lewickiego, potem zaś - Augusta Sternegga.
Mieszkańcy trudnili się rolnictwem i hodowlą, a także tkactwem i - wydobyciem oraz przetwarzaniem ropy naftowej.
przydrożny krzyż, mocno zniszczony..

idąc w stronę Radocyny...



Spokojne życie przerwała I Wojna Światowa. Władze austriackie zesłały do obozu w Thalerhofie 18 mieszkańców Czarnego - jedna osoba nie przeżyła panujących tam warunków (Teodor Chowaniec, zmarł mając 38 lat).Tak jak w okolicy, i tutaj miały miejsce walki Rosyjsko - Austriackie w okresie 1914 - 1915. Wielonarodowe armie przelewały krew o kolejne metry. Wieś przechodziła kilkukrotnie z rąk do rąk. Rany odnosili walczący żołnierze, cywile, a nawet zwierzęta hodowlane. Szczególnie zacięte boje toczono o wzgórze Kamienny Wierch - w tym rejonie front utrzymywał się od zimy 1914 aż do pamiętnego maja 1915 roku. Wtedy to wojna odeszła, pozostawiając zniszczenia - przepadła m. in. cała dokumentacja parafii unickiej.
Pamiątką po krwawych bojach jest cmentarz wojenny nr 53. Spoczywa tutaj 377 żołnierzy - 316 z armii Carskiej oraz 61 z armii C. K. Wśród poległych jest Polak - kpt. Zieliński. Polegli spoczywają w 7 zbiorowych i 10 pojedynczych mogiłach. Cmentarz ma powierzchnię około 660 metrów kw. Nie został też wyremontowany zgodnie z oryginalnym projektem. Jak tam byliśmy ostatnio, nie był w najlepszej kondycji, chociaż wygląda na pewno lepiej niż np. cmentarz w Lipnej. Niestety, zaglądają tutaj owce,,


droga przez Czarne


Wieś związana była ze Św. Maksymem Sandowyczem. Zapewne jego działalność przyczyniła się po części do tego, że Rusini powrócili do wiary przodków - Prawosławia. Miało to miejsce w 1928 roku, i wiązało się z tzw. Schizmą Tylawską. Do Prawosławia powrócili wszyscy mieszkańcy - jedynie ksiądz unicki pozostał przy swojej wierze, i opiekował się nieużytkowanymi już, opustoszałymi świątyniami w Czarnem, Nieznajowej i Lipnej. Ponieważ na mocy konkordatu mieszkańcy nie mogli korzystać z majątku kościoła grekokatolickiego (będąc prawosławnymi), zbudowali własną świątynię (w 1929). Stanęła ona w pobliżu cerkwi unickiej, nieco na zachód.
owieczki...


i kolejny przydrożny krzyż

Przy cerkwi znajdował się cmentarz parafialny, wspomnimy o nim trochę dalej.

Większość mieszkańców stanowili Rusini (300 osób), oprócz nich żyli tutaj Cyganie - świetni kowale i muzykanci oraz dwie rodziny Żydowskie - jedna prowadziła karczmę, a druga - tartak. Był także wspomniany ksiądz unicki, nieco samotny w swojej wierze, ale "bogaty" w trzy świątynie - puste, warto tutaj dodać...Mieszkały tutaj też 4 osoby obrządku łacińskiego.
Miejscowość miała swoje święto w 1934 roku, kiedy to obchodzono 20 rocznicę męczeńskiej śmierci Św. Maksyma Sandowycza. Na granicy Jasionki i Czarnego poświęcono wówczas pomnik - obelisk ku czci ofiar Thalerhofu. Obchody zgromadziły okolicznych mieszkańców, parochów m. in. z Radocyny i Świątkowej Wielkiej (ks. Anton Krynicki - organizator uroczystości). Przybył nawet biskup krzemieniecki Szymon. Na granicy z Jasionką na biskupa (i jego orszak) czekały setki wiernych. Miała miejsce wówczas procesja od cerkwi w Czarnem do pomnika. podobne uroczystości odbywały się i później, np w 1938 roku - wiązano je zarazem z 950 rocznicą Chrztu Rusi.

furtka na cmentarzu wojenny nr 53





Międzywojnie było dobrym czasem dla wsi. Założono czytelnię im. Kaczkowskiego, otwarto szkołę podstawową. Nawet mieszkańcy zasmakowali kina - w 1935 roku przybyło tutaj kino objazdowe z projekcją "Pogrzebu Marszałka Piłsudskiego". Mieszkańcy długo jeszcze wspominali te dziwy - wszak nigdy wcześniej kina nie widzieli!

Jednak już rok 1938 zwiastował nadchodzącą zawieruchę. Czarne, wieś nadgraniczna była naturalnie ważna strategicznie - pojawiło się Wojsko Polskie, miały miejsce manewry wojskowe, kopano umocnienia, ograniczano swobody obywatelskie. Mieszkańcy musieli też strzec linii telefonicznej łączącej posterunek Straży Granicznej z Gorlicami.
1 września wybuchła wojna. Nad wsią przelatywały klucze wrogich samolotów, a oddziały Polskie opuściły Czarne. Kilka dni później pojawiły się tu oddziały Słowackie. Jednak i one wróciły do "siebie". Przyszli natomiast Niemcy - i zaczęło się piekło. Wywieziono ze wsi Żydów. Planowano też wywieść Cyganów - jednak dzięki zdecydowanemu sprzeciwowi mieszkańców Cyganie ocaleli - był to wyjątkowy przypadek na Łemkowynie...
Mieszkańcom, wbrew ich woli wpisywano w Kenkarty narodowość Ukraińską.
Gdy nadszedł rok 1944 we wsi, przy cerkwi unickiej założono szpital polowy Wehrmachtu. Około 20 żołnierzy Niemieckich zmarło, zostali pochowani przy cmentarzu parafialnym (w l. 90 ich ekshumowano). Na pamiątkę tego postawiono w tym miejscu symboliczny, drewniany krzyż - My go jednak podczas pierwszej wizyty nie dostrzegliśmy. Dopiero podczas kolejnych odwiedzin w 2015 roku odwiedziliśmy to miejsce i  przyjrzeliśmy się krzyżowi

krzyż w miejscu mogił z II Wojny Światowej

na Łemkowskim cmentarzu








A tak wyglądała cerkiew w Czarnem w latach 80. Fot. Z. Malinowski (ze zbiorów autora)

Skończyła się wojna. W 1945 roku, na skutek agitacji wielu mieszkańców wyjechało do ZSRR. Pozostało we wsi 9 rodzin - te jednak wygnała z domów Akcja "Wisłą" - pozostała tutaj tylko rodzina gajowego, za wstawiennictwem władz leśnych.
Wieś opustoszała. Zabudowania rozbierano, m. in. na budynki PGR -u w Jasionce. Po 1956 co prawda powróciły trzy rodziny Łemkowskie, jednak to był koniec powrotów. Ludzie nie mieli właściwie gdzie wracać. Mimo że, co ciekawe wsi nie wywłaszczono (podobna sytuacja miała miejsce w Długiem).
Pracownic PGR -u, a od lat 70 także pracujący tu więźniowie przyczynili się do dewastacji zabytków. Znikło wiele pięknych kapliczek i krzyży. Prawosławną czasownię rozebrano w 1955 roku na materiał na zabudowę. W Czarnem nie ma też już cerkwi unickiej. Ale spokojnie - ona nie uległa zniszczeniu. Świątynia stałą we wsi do 1993 roku, Po wojnie odbywały się tu sporadycznie nabożeństwa prawosławne, jednak potem obiekt przestał być używany i niszczał. Zaczął przeciekać dach, znikało wyposażenie (do l. 80 wyposażenie jeszcze było kompletne)... Na szczęście świątynię w 1993 roku rozebrano, załadowano na pojazdy i przewieziono do Skansenu w Nowym Sączu - tam ją zrekonstruowano w 1996 roku. Teraz jest dumnym symbolem kultury Łemków.
Jest to typowa, zachodnio łemkowska świątynia trójdzielna o konstrukcji zrębowej, z wieżą o konstrukcji słupowej nad babińcem.



Cerkwie w Czarnem (prawosławna i unicka) /ze zbiorów Z. Malinowskiego/

Zachował się też cmentarz Łemkowski. Nie jest w najlepszej kondycji - często wchodzą tu m. in. owce, swoje zrobił też czas i pracujący tu więźniowie. Jednak przetrwało do dziś kilkanaście kamiennych i żeliwnych nagrobków. Warto tutaj zajrzeć wędrując przez dolinę.

Dzisiaj we wsi stoją właściwie dwa domy, a także bacówki pasterzy, przyjeżdżających tu z Podhala z "łowieckami". Kilka lat temu nawet pomagaliśmy bacy w uganianiu się za jedną z nich. Jak to dziś wygląda - podobno i pasterze coraz rzadziej tu zaglądają. Coraz rzadziej więc wiatr niesie "bee, beee.." i brzęk dzwoneczków...


kapliczka wnękowa..

i kolejna...

Zachwyca bogactwo kamiennych kapliczek i krzyży przydrożnych. Obiekty te pochodzą z XIX i pierwszej połowy XX wieku. Mimo że wiele jest sfatygowanych, to dalej robią wrażenie - wykonanie ich musiało kosztować wiele czasu i wysiłku. No i wymagało na pewno wiele umiejętności.
Szczególnie ciekawa kapliczka stoi przy skrzyżowaniu dróg nad Wisłoką - jest murowana, przykryta blachą. w jej wnętrzu znajduje się polichromia przedstawiająca Chrystusa Zmartwychwstałego, Zwiastowanie oraz scenę wypędzenia szatana z niebios.

Czarne / Czorne - skąd ta nazwa? Otóż rzekomo wzięła się od koloru wody płynącej w tutejszym potoku. Jakie to proste, prawda? :)



ruiny,ale chyba już z powojennych czasów..

Jak pamiętamy Czarne? Przemierzaliśmy je "na raty" - najpierw do Czarnego doszliśmy przez Czarną Górę )od strony Lipnej) - zachwycały Nas wówczas połacie pastwisk, ogrodzonych niestety pastuchami. Kiedy na owe pastwiska wyszliśmy z lasu porastającego szczyt Czarnej Góry spotkaliśmy dwie sarenki - mamę z młodym. Młode ciekawe świata, podeszło blisko Nas, mam jednak czuwała i nie pozwoliła na to - szybkim biegiem oddaliły się...
Gdy zeszliśmy z pastwisk na drogę - aż chciało się nam iść! Mimo że było gorąco, słońce wręcz prażyło, nam to nie przeszkadzało. Kłopotliwy był tylko kurz, co jakiś czas na nowo wzbijany przez samochód terenowy krążący tu i tam.. Idąc mijaliśmy przydrożne krzyże - mniej lub bardziej zniszczone, jednak wszystkie - ciekawe.
Tak doszliśmy do zarośli, z których to, całą masą "wypływały"... owce. Na końcu zaś, pokrzykując i denerwując się na zwierzaki wyszedł baca - w typowym, podhalańskim kapeluszu. Pogadaliśmy chwilę, opowiadał nam trochę o wypasie owiec, o tym że pasterz prawie nie śpi, i chyba zazdrościł nam, "młodym" wolności i beztroski. Prosił nas też o pomoc w przygonieniu owcy. Jak już ją nagnaliśmy, ruszyliśmy dalej. Niedługo trafiliśmy na cerkwisko i cmentarze - wojenny i parafialny. Szybko doszliśmy do wniosku że owce też tu zaglądają, ale raczej nie w celach modlitewnych....
Zwiedziliśmy obiekty dokładnie, bez pośpiechu - rosnące tu drzewa dawały tak przyjemny cień...


kapliczka nad Wisłoką

Jednak wróciliśmy w końcu na drogę. Kilka metrów dalej, po prawej stronie dostrzegliśmy drzwi - podobne do tych spotkanych m. in. w Długiem.
Napis na drzwiach brzmiał:


Czas nagi wędrowcze. O wspomnienia proszą.
Przekrocz próg Domu, którego może i nie ma.
Czuj się zaproszony.




Chwila zadumy. Cisza... Wiatr wieje, szumią drzewa...

Ruszyliśmy dalej, mijając kolejne krzyże i kapliczki  do Hotelu "Radocyna". Po drodze spotkaliśmy m. in. piękne konie, pasące się za "drutami"..

A potem - szliśmy do Nieznajowej, obok murowanej, XIX - wiecznej kapliczki. Pożegnaliśmy Czarne..



W pamięci mamy obraz sielanki - kolory, słońce, trawy, drzewa... Wspominamy kapliczki, krzyże.. Nie znamy czasów wcześniejszych - jak tu było??
Drugi raz odwiedziliśmy Czarne we wrześniu 2015 roku. Niewiele się tutaj zmieniło od naszej ostatniej wizyty. Szliśmy poprzednią trasą, ale - pomni wcześniejszych niedociągnięć, uważnie rozglądaliśmy się wkoło. Tym razem nie przegapiliśmy ani pomnika, ani krzyża na dawnych grobach żołnierzy Wehrmachtu. A co najbardziej pamiętamy? Upał, potworny skwar, i pasące się za potokiem stado krów..
A na koniec przedstawiamy Wam piękną cerkiew z Czarnego, wspaniale odrestaurowaną w Skansenie w Nowym Sączu. Ale w realu wygląda o wiele piękniej. A jej wyposażenie jest wspaniałe!






Pozdrawiamy!


Zaglądajcie na blog i na  profil FB. Komentujcie, udostępniajcie...






Źródła informacji:

www.sekowa.info
eksploatorzy.com.pl
Beskid Niski. Przewodnik dla prawdziwego turysty, 2012, Pruszków
Grzesik W., Traczyk T., Wadas B., 2012, Beskid Niski. Od Komańczy do Wysowej, Warszawa

Dziękujemy Panu Z. Malinowskiemu za udostępnienie fotografii ze swoich zbiorów

8 komentarzy:

  1. Bardzo dziękuję za piękną wędrówkę po Beskidzie Niskim.
    Wasz post w takie pochmurne, szare dni jakie mamy obecnie sprawia, że robi się na sercu radośniej. Mnóstwo otaczającej zieleni dodaje mi sporą dawkę energii.
    Pozdrawiam serdecznie:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękujemy:) niezwykle mile powspominać letnie wędrówki. Z samego patrzenia na zdjęcia człowiekowi się robi radośniej:)
      Pozdrawiamy serdecznie :)

      Usuń
  2. Piękna opowieść o zaginionym świecie...Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękujemy bardzo, w Beskidzie Niskim nie brakuje takich miejsc...
      Pozdrawiamy

      Usuń
  3. Piękny spacer. Byłem w Czarnem dwa razy. Raz rowerem raz na pieszo. To są chyba moje ulubione okolice w całym Beskidzie Niskim.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O rowerem - chyba musi się świetnie jeździć. Te okolice wydają się być idealne do przemierzania rowerem. Nawet jak wędrowaliśmy tam to spotkaliśmy kilkuosobową grupę kolarzy.
      Pozdrawiamy

      Usuń
  4. O te miejsca to znam - w światku PTTKowskim mają swoja renomę i są miejscami dokąd najczęściej prowadzi się nowych adeptów; piękne, z bogatą historią i ... niewymagające nie wiadomo jakiej kondycji.

    W latach 80 i do połowy 90 jeździli po Polsce łowcy zabytków - takie hieny głównie zresztą zeszwabieni Polacy - skupywali na pniu wszystko bo pojecie mieli marne, byle wyglądało na zabytek a potem to sprzedawali na zachodzie na jarmarkach, lub na osobiste zamówienie. Bydlactwo mamiło biedaków audicami i BMW a ci za grosze wyzbywali się dziedzictwa. Co gorsza bardzo wielu etnografów, historyków i archeologów brało udział w tym procederze, wykorzystując fakt że schyłkowe PRL już nie bardzo dbało o cokolwiek innego niż tylko zapewnienie swoim funkcjonariuszom statusu "biznesmenów" i nietykalności. w połowie lat 90 ten biznes wygasł - nie wiem czy już nic do sprzedania nie było, czy ceny przestały się kalkulować, czy też (co mało prawdopodobne) III RP podjęła stosowne działania.

    OdpowiedzUsuń
  5. Fakt, III RP późno podjęła się ochrony zabytków z prawdziwego zdarzenia - nie pamiętam już kiedy wprowadzono odpowiednie ustawodastwo z tym związane, ale późno. Archeologia dopiero tak na prawdę dziś zaczyna interesować się tym, co związane jest z XIX i XX wiekami,ale przychodzi to powoli niestety... Stare kadry hamują Nas, młodych...
    A co do hien - wiem że ten proceder na dużą skalę występował w Bieszczadach - z rozbieranych cerkwi UB-ecy, urzędnicy i bogacze masowo zabierali el. ikonostasów, przedmioty liturgiczne itd.. Tutaj natomiast robotnicy budowlani, budujący np. drogi - często to oni ratowali te zabytki przed zniszczeniem tak na prawdę... Z PGR-owcami różnie było - np za czasów PGR cerkwisko w Szklarach k. Jaślisk nie było bardzo nękane, a potem - mocno je potraktowano traktorami... No ale juz zarządy PGR-ów robiły swoje... Ale szczególnie niszczyć lubili więźniowie - przy cichej aprobacie władz itd...

    Natomiast jak wyglądał handel zabytkami na BN? Nie mamy pojęcia szczerze mówiąc... Tu chyba nie było to tak masowe... Ale jak wspomnieliśmy w poście, np z cerkwi w Czarnem w latach 80 wyposażenie świątyni "znikło" - kto, gdzie, jak - nie wiemy..

    Pozdrawiamy serdecznie i dzięki za odwiedziny

    P.S. Fakt to są piękne i proste trasy, rzec można dobre na turystyczną propagandę :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękujemy serdecznie za przeczytanie artykułu :) Mamy nadzieję że Ci się spodobał :) Prosimy, zostaw komentarz, i podziel się z nami opinią na temat wpisu, strony itd.
Na komentarze anonimowe nie odpowiadamy!