Zanim wejdziesz, przeczytaj :)

1) Materiały wykorzystane przez nas ( zdjęcia, rysunki, opisy ) służą tylko celom dydaktyczno - informacyjnym, nie czerpiemy z działalności żadnych korzyści. Wykorzystujemy materiały zarówno własne, jak również pozyskane w internecie, lecz tylko by ukazać czytelnikom piękno naszego świata :). Materiał internetowy pozyskujemy legalnie (nie jest on zastrzeżony prawami autorskimi, pochodzi ze źródeł masowych i edukacyjnych) - nie kradniemy niczyjej pracy. Jeśli jednak znajdziesz u nas swoje materiały bez wyraźnej zgody (mogło zdarzyć się niedopatrzenie z naszej strony) i poczujesz się urażony - prosimy, poinformuj nas, a natychmiast znikną one z naszych łamów :)
2) Blog nie ma charakteru naukowego. Jest to strona popularyzatorska. W miarę naszych możliwości (i ponieważ historia to nasze hobby) staramy się jak najwięcej umieszczać informacji historycznych oraz korzystać z literatury tematycznej, niemniej nie gwarantujemy "nieomylności" :)
3) Ilustracje opatrzone znakiem wodnym są naszą prywatną własnością. Jeśli znalazłeś tutaj przydatną ilustrację - napisz do nas. Podobnie rzecz ma się z zamieszczanymi tekstami.

Komentarze

Przywracamy możliwość komentowania wpisów na blogu. Oczywiście przypominamy, że komentarze anonimowe nie będą mogły liczyć na odpowiedź :)
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą historia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą historia. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 17 stycznia 2021

Okiem wędrowca - Zamczysko w Mrukowej

 Witajcie!

Dzisiaj zabieramy Was na krótki, w sumie dość rekreacyjny spacer.

Trochę przyrody, trochę historii.. Zapraszamy w okolice Mrukowej.



u stóp Zamkowej



Widok na Zamkową od strony Mrukowej


Mowa jednak nie o samej wsi (notabene bardzo malowniczej) ale o ciekawostkach skrywanych przez okoliczne szczyty.

W Mrukowej znajduje się góra Zamkowa (571 m n. p. m.). Na górze zaś, znajdziemy kilka ciekawych miejsc. 

Pierwszym, godnym uwagi jest relikt dawnego grodziska / zamczyska. Prowadzone tutaj badania archeologiczne w latach 50. XX wieku potwierdziły obecność obiektu. Natrafiono również na artefakty, datowane na XIII-XV (mowa oczywiście o wszędobylskiej ceramice - niestety, lepszych datowników, jak np. przedmioty metalowe, nie znaleziono). Nie ustalono jednak jednoznacznie przeznaczenia tutejszego obiektu. Z całą pewnością jednak było to miejsce o przeznaczeniu obronnym.
Badania prowadzili tutaj członkowie tzw. Karpackiej Ekspedycji Archeologicznej - prowadzonej w latach 50,60 i 70 XX wieku na terenie Polskich Karpat, w tym i na obszarze Beskidu Niskiego, Bieszczad i Pogórzy.

Kaskady na potoku Szczawa

Szlak na górę prowadzi dnem wąwozów


Nad przełęczą, znajduje się pierwsza grupa ostańców


Najprawdopodobniej był to obiekt umocniony - jest to tym bardziej prawdopodobne, że doliną, u podnóża góry biegł trakt handlowy ciągnący na Węgry. Na stokach zaś dostrzec można pozostałości wałów ziemnych, fosy głębokiej na około 4 metry, jest też fragment kamiennego muru łączonego zaprawą wapienną (jednak nie wiadomo jaki rodzaj budowli tworzył) oraz są wykonane przekopy poprzez warstwy skalne i ziemne - elementy te wskazują na obronny charakter obiektu. W miejscu gdzie zapewne znajdowa się majdan jest spore zagłębienie - być może znajdowała si tutaj studnia.

Nie była to duża fortyfikacja, niemniej poprzez obronną lokalizację nawet niezbyt duży oddział wojów mógł stawiać tutaj skuteczny opór najeźdźcy (zapewne chodziło o Madziarów lub też zbójników - tołhajów). 

Ostańce poniżej szczytu, przy przełęczy

Tytaj już formacje skalne na szczycie


Tutaj już kulminacja stoku, z ulokowanym fortalicjum - widoczny przekop


O tutejszej twierdzy pisał w XV wieku sam Jan Długosz. Obiekt nazwał "Mruków" i wspominał o zachowanych dobrze ruinach. Wówczas już obiekt nie był wykorzystywany - więc słuzył on jeszcze za czasów panowania Piastów.

Nie wiadomo, kto tutaj "gospodarzył". Pojawiają się w źródłach co prawda wzmianki, że od roku 1420 właścicielem tutejszego zamku był Mikołaj Skalnicki nie są precyzyjne - był on bowiem właścicielem dominium w Skalniku, Mrukowej i Brzezowej - czyli rządził gruntami, nie samym zamkiem. Tym bardziej, że Mrukowa była królewszczyzną, więc i zapewne sam obiekt na górze mógł należeć do władcy. Tym bardziej jest to prawdopodobne, że sąsiedni obiekt w Żmigrodzie Starym był własnością prywatną - zamek królewski więc stanowiłby odpowiednią przeciwwagę dla prywatnej własności rycerstwa. W sąsiednim Mytarzu stała zaś komora celna - obecność więc królewskiej załogi była więc wskazana.

Zachowany fragment kamiennego muru

Prawdopodobne miejsce lokalizacji studni

Widok na Mrukową z wałów

Fragment wału i fosy


Dojdziecie tutaj, idąc od Mrukowej zielonym szlakiem. Na rozejściu szlaków zielonego i żółtego dalej trzymajcie się pierwszego. Po dojściu do przełęczy miedzy szczytami Smyczka i Zamkowa, należy odbić dobrze zauważalną ścieżką w prawo, i wejść na szczyt Zamkowej - tutaj dojdziecie do ciekawego skupiska piaskowych ostańców - mijacie je i przechodzicie około stu metrów do kulminacji stoków. Tutaj będzie kolejne skupisko skał, i wspomniane relikty grodziska.

Właśnie, drugim ciekawym obiektem są tutejsze wychodnie piaskowca. Znajdują się one tutaj, ponieważ ten teren stanowi naturalną granicę morfologiczną między Beskidem Niskim a Dołami Sanocko - Jasielskimi. Nie są może tak imponujące jak w Czarnorzekach czy w Ciężkowicach, niemniej warto poświęcić im trochę czasu i pooglądać. Są to wychodnie piaskowca różnoziarnistego, oraz zlepieńce należące do formacji magurskiej. Ich formy są różnorodne ze względu na budulec, a także rodzaj wietrzenia. Niektóre mają spore rozmiary i ciekawe formy. Najliczniejsza grupa skałek ok. 80 występuje  właśnie w okolicy Zamkowej Góry. Co ciekawe znajdują się tutaj najwyższe tego typu formy skalne w Beskidzie Niskim mające 15 m wysokości. Z uwagi na rozmaity budulec i sposób wietrzenia powstały tu formy przypominające plaster miodu. Przy jesiennej aurze można tu i ówdzie podziwiać okoliczne szczyty i miejscowości.

Warto zaznaczyć, że z uwagi na wysokie walory przyrodnicze i kulturowe planowane jest utworzenie zespołu przyrodniczo - krajobrazowego. 


Ukłąd skalny przy przekopie

Ostańce piaskowca na stokach góry


Mapka planowanej ścieżki przyrodniczej, oraz grupy sklane występujące w okolicy


Miłośnicy historii i geologii powinni być więc zadowoleni.

Zadowoleni będą również miłośnicy flory - zobaczycie tutaj skupiska buczyny jak również i lasy iglaste. Runo skrywa gruba warstwa liści. Spodkacie np. porastającą skały paproć - języcznik zwyczajny.Takie warunki przyrodnicze stanowią idealne miejsce do życia dla karpackiego smoka czyli Salamandry plamistej. Miejscami stoki są na prawdę strome, i mogą na prawdę wycisnąć sporo z piechura. Jednak sam szlak prowadzi stosunkowo łagodna trasą. Co ciekawe, idziemy głębokimi wąwozami, którymi spływają dodatkowo wody gruntowe ze stoków, wprost do potoku Szczawa. Co ciekawe w okolicy można odnaleźć źródła mineralne, które badał już w XIX wieku Baltazar Hacquet.

Zapraszamy do odwiedzin Mrukowej i okolic - mozna zobaczyć tutaj na prawdę ciekawe miejsca.
Pozdrawiamy!


Źródła inf.:

slownik.hpan.edu.pl

beskid-niski-pogorze.pl

Buczek K. Franczak P. Górnik M., Walory przyrodnicze i kulturowe projektowanego zespołu przyrodniczo-krajobrazowego "Skalne Zamki nad Mrukową" (Beskid Niski), Chrońmy Przyrodę Ojczyzny 72(4): 269-277,2016 tutaj



niedziela, 28 kwietnia 2019

Okiem wędrowca - Solinka

Witajcie!

Ostatnio dużo krążymy na blogu wokół zachodniej i środkowej części Łemkowyny. Czas więc na zmiany. Dziś, tak dla odmiany, odwiedzimy wschodni skraj Łemkowszczyzny.
Zapraszamy na spacer po Solince.

Rzeka Solinka - w Solince

Bieszczady...

Wioska leży w dolinie rzeki Solinka, mającej niedaleko wsi swoje źródła. Od północy wioskę zamyka góra Matragona (990m n. p. m.), a od południa - wieś sięgała niemal granicy państwowej. Od wschodu Solinkę zamykają stoki Kiczerki (910 m n. p. m.) a od zachodu - wieś sąsiadowała z Balnicą. Tu zresztą też stykała się również z granicą państwową.


Jak zwykle przedstawimy Wam nieco historii tej nieistniejącej już wioski.

Solinka powstała w XVI wieku, na gruntach królewskich. Lokowano ją na prawie wołoskim, tylko bowiem pasterska ludność rusko - wołoska mogła podołać trudnym, górskim warunkom.
Początki osady były trudne, gdyż kilkakrotnie osadę niszczono. Przyczyniali się do tego m. in. tołhaje czy też wojska Rakoczego w połowie XVII wieku. Niemniej wieś niestrudzenie się odradzała. Wedle dokumentów lustracyjnych z 1565 roku we wsi miało wtenczas mieszkać dwie rodziny chłopskie i rodzina kniazia, czyli sołtysa. Warunki zaś egzystencji określano jako trudne m. in. za sprawą dużej liczby niedźwiedzi, które to miały bardzo utrudniać tutejsze bytowanie. Faktem zas na pewno jest że puszcza karpacka wtenczas była jeszcze w dużej mierze nienaruszona, i zaciekle walczyła z ingerencją człowieka.
Wieś rozwijała się powoli, karczowano nowe połacie lasów, przybywało mieszkańców. I właściwie do czasu rozbiorów nic szczególnego się tutaj nie działo. W roku 1730 naliczono we wsi 312 mieszkańców - greckokatolickich Rusinów. Dopiero w roku 1819 wieś przestała być "państwowa". Austriacy sprzedali bowiem Solinkę i kilka innych wiosek Janowi Reichenbachowi. Zbudował on w Solince dwór, do którego zaglądał wraz ze swoją żoną, Pauliną. Reichenbach brał udział w powstaniu węgierskim w 1846 roku, a w jego dworze w Połonnej mogli liczyć na schronienie dawni powstańcy. W czasie rabacji galicyjskiej chłopi dwór w Solince splądrowali, oraz pobili służących Reichenbacha (których to on sam wysłał by zabrali z dworu cenniejsze wyposażenie przed chłopskim napadem).
XIX wiek to czs intensywnego, rabunkowego wręcz rozwoju gospodarki leśnej. W latach 70. XIX wieku Solinkę kupuje von Eichenhorst, a potem dr Arnold Rappaport de porada z Wiednia. Był to jeden z największych przedsiębiorców leśnych w tym regionie. W Solince buduje on tartak parowy. Drewno wywożono stąd przełęczą nad Rzotokami (Ruską) a potem, od 1898 roku, kolejką wąskotorową, znaną nam do dzisiaj, chociaż w okrojonym stanie.
Mieszkańcy Solinki trudnili sie rolnictwem. Siano m. in. owies, czasem żyto, sadzono niekiedy ziemniaki. Z warzyw znano tutaj marchew, kapustę i brukiew. Ważnym elementem diety były ryby i owoce leśne czy grzyby. Hodowano krowy, woły i konie, rzadziej kozy czy inne zwierzęta.
Ważnym źródłem utrzymania było drewno. Wielu tu było cieślów czy stolarzy. Kobiety z kolei zajmowały się tkactwem.

Na cmentarzu w Solince


Szkoła powstała tutaj w roku 1847. Niemniej analfabetyzm był tu powszechny i w wieku XX.
Ostatnią cerkiew we wsi wzniesiono w roku 1906. Była to świątynia drewniana, orientowana. Nosiła wezwanie Zesłania Ducha Świętego. Była to zapewne świątynia nawiązująca do tzw. Narodowego Stylu Ukraińskiego, podobna do świątyni w Daliowej. Świątynia stanęła w miejscu poprzeniej, wzniesionej w 1846 roku.

Wielka Wojna rozpętana w 1914 roku nie dała się tutaj zbytnio we znaki, chociaż w okolicy toczono cieżkie walki m. in. o pasmo graniczne. Cmentarz z Wielkiej Wojny znajduje się w położonej nie tak daleko Cisnej.

Po wojnie przyszły czasy II RP, granica państwowa, niezbyt wygodna i utrudniającai tak nielekkie życie. Jednak w tym czasie działał tu m. in. sklep spożywczy, szynk z "trunkami" i leśniczówka.
W roku 1921 mieszkało tutaj 521 osób - 491 greckokatolickich Łemków, 4 rzymskokatolików oraz 26 Żydów.
Kwestionariusz z lat 30 XX wieku mówi o "braku moralności" (nieślubne dzieci, konkubinaty, kradzieże) i lenistwie. Ogólnie opis Solinki zamyka się raczej na wyliczeniu totalnego prymitywizmu i zacofania. Zapewne wiele jest w tym prawdy, niemniej należy pamiętać że nie jest to wyjątek - również i we wsiach "Polskich" często działo się niewiele lepiej. Wspomnainy kwestionariusz wykonała nauczycielka (Polka) ucząca w miejscowej szkole.

We wrześniu 1939 roku przez Solinkę uchodziły na Węgry grupy Polskich żołnierzy. We wsi urządzono "Pogrzeb Rzeczypospolitej" - pochowano w ziemi koło cerkwi słup graniczny, a na drzewach powieszono portrety polskich person. Takie "pogrzeby" były praktykowane w wielu miejscowościach ówcesnej wschodniej Polski..
Sama okupacja nie była bardzo uciążliwa, chociaż, jako że wieś leżała przy granicy ze Słowacją, wojskowi zaglądali tu zapewne często. Po 1944 roku zaczęły się wysiedlenia. W latach 1945-46 wywieziono z Solinki 286 Rusinów (Łemków). Pozostałe 169 osób wywieziono w 1947 roku na Ziemie Odzyskane. Wieś opustoszała. Zabudowania, łącznie z cerkwią, spalono po wysiedleniach. Pozostał tylko zdewastowany cmentarz i miejsce po cerkwi.


Cerkwisko

Solinka była wsią wyznaczającą granicę wschodniej Łemkowyny. Razem z wsią Żubracze stanowiła najbardziej na wschód wysunięte tereny łemkowskie. Dalej już byli Bojkowie. Takie wnioski wysnuł podczas swoich badań Prof R. Reinfuss, wybitny badacz tych terenów. Chociaż do końca jednak wschodniej granicy nie udało się stricte ustalić. Niemniej mieszkańcy Solinki mówili po łemkowsku, łemkowskie "pochodzenie" sugerowaly też np. elementy stroju czy tradycje. Warto o tym pamiętać, wędrując cichą doliną Solinki.

W latach 50 zbudowano tutaj leśniczówkę i budynki gospodarcze - obecnie mieszka tu mniej niż 20 osób. Działają tutaj stawy rybackie, jest asfalt poprowadzony od Żubraczego do Roztok Górnych, a w sezonie turystycznym przez Solinkę przejeżdża słynna "Ciuchcia Bieszczadzka".

Dwa z 3 (a może 4?) stojących budynków w Solince

Tędy pędzą w sezonie ciuchcie wyłądowane turystami. Dziwnie na nas patrzyli, takich idących..

Obecnie przez Solinkę wiedzie Polsko - Słowacka ścieżka edukacyjna. Solinkę ulubili sobie harcerze - jest tu stanica harcerska. Lubią to miejsce i dzikie zwierzęta, np. niedźwiedzie czy żubry. Ale ludzi za to szukać tu przeba ze świecą - jeśli ktoś lubi spokój tak jak my, to na pewno go ten fakt cieszy.

Co warto w Solince i okolicy zobaczyć:
-cmentarz wiejski (zdewastowany) z kilkoma ciekawymi nagrobkami
- miejsce po cerkwi z dobrze zachowaną podmurówką
- tory kolejki wąskotorowej (stacyjka w Balnicy)
- intensywną działalność bobrów

Szlaki biegnące przez Solinkę:
- ścieżka edukacyjna z Balnicy na Słowację
- szlak rowerowy ciągnący z kierunku Roztok Górnych ku przełęczy Przysłop
- niebieski szlak pieszy ciągnący granicą
- czerwony słowacki szlak graniczny

Wiosna w górach jest najpiękniejsza...

Z naszej strony to tyle. Bardzo przyjemne tereny do pieszych wędrówek. Asfalt daje nieco w kość, ale warto. Piękne widoki, przyroda, spokój. Warto!
Pozdrawiamy!

Źródła informacji:

www.twojebieszczady.pl
www.grupabieszczady.pl
www.cisna.przemyska.pl

niedziela, 21 października 2018

Kozie Żebro

Cześć!
Dzisiaj chcemy zabrać Was na krótką, ale za nieco męczącą wycieczkę. Zabierzemy Was mianowicie na Kozie Żebro, jeden z charakterystycznych szczytów Beskidu Niskiego.
Jeden z nielicznych widoków z Koziego Żebra
Kozie Żebro wchodzi w skład tzw. Gór Hańczowskich. Tworzy wspólny masyw ze Skałką (820 m n. p. m.) i Jaworzynką (869 m n. p. m.). Jest on na tyle spory, że nie można go przeoczyć przebywając w okolicy. Od południa sąsiaduje z bezimiennym szczytem (810 m n. p. m.) i wspomnianą Jaworzynką. Od północy sąsiaduje ze Skałką i Regietowem Niżnym. Od wschodu "sąsiadką" jest Rotunda, aczkolwiek obydwa szczyty rozdziela dolina potoku Regietówka i tereny dawnego Regietowa Wyżnego. Z zachodu zaś, u stóp pasma rozłożyła się Wysowa.

Kozie Żebro na horyzoncie :)
Kozie Żebro to jeden z ciekawszych szczytów. Nie, nie dla widoków warto tu się wdrapać. O te tutaj trudno,bo stoki porosły lasem (zresztą po części góra zawsze nakryta była lasem) i nie łatwo jest znaleźć prześwit. A widoki muszą być wspaniałe.. No więc skoro nie ma widoków, to co za licho ma tutaj ciągnąć człowieka?
Na pewno przyroda. Jest tutaj pięknie. Właściwie już u stóp góry wita nas piękny las, a im wyżej - tym lepiej, bo spotkacie tutaj np. piekne, smukłe buki czy dorodne graby. Jest tu cicho, jedynie można usłyszeć ptaki. Ewentualnie rżące u podnóża góry hucuły. Bo w okolicy pasie się ich wiele. Przy odrobinie szczęścia można je pogłaskać. Ale smakołykami lepiej nie podkarmiać, bo robią sie strasznie namolne ☺️.
Zanim też znikniecie w porastającym stoki lesie, to obejrzyjcie się kilka razy za siebie - pięknie prezentuje sie z tej perspektywy Rotunda, jeden ze słynniejszych szczytów Łemkowyny.
Na szczycie...
Warto tutaj wpaść, bo Kozie Żebro jest nieco innym szczytem niż większość tych beskidzkich. Przede wszystkim jest to góra bardzo stroma. Jak na warunki Beskidu Niskiego. Niech Was Bóg broni by tu sie wdrapywać po chorobie czy też długim czasie "nic nierobienia" - Kozie Żebro potrafi wycisnąć z człowieka siódme poty! I chociaż nie jest to szczyt najwyższy, to jednak kolana i płuca długo pamiętają wizyty w tym miejscu.
wędrójemy borem lasem...
Szczyt ten zainteresuje też zapewne fanów historii, szczególnie zaś Wielkiej Wojny.
Zimą 1914/15 toczono w tym rejonie ciężkie walki pozycyjne. Pobita, ale nie rozbita armia Austro-Węgier zdołała w miarę ustabilizować front i nie przepuściła armii Rosyjskiej (wyczerpanej dotychczasowymi walkami) na tereny Węgier. Jednak na korzyść carskich żołnierzy utracono m.in. Rotundę. Kozie Żebro jednak utrzymano. Walki o Rotundę i Jaworzynkę ksztowały obydwie strony wiele ofiar. Stoki okolicznych gór jak też i m.in. Koziego Żebra do dziś znaczą porosłe chaszczami, zanikające powoli transzeje i stanowiska ogniowe.
Na stoku Jaworzynki ulokowano też cmentarz wojenny nr 48. Spoczywa tutaj 136 żołnierzy rosyjskich i 74 austro-węgierskich. Trudne warunki bytowe, ostra zima i nowoczesna broń zbierały obfite żniwo. Nic dziwnego że elita cesrskiej armii, Strzelcy Tyrolscy, nazywali te góry "Beskiden Dolomiten"... Ale nie wszyscy spoczęli na cmentarzach. Wiele ciał po zakończeniu walk nie odnaleziono, gdyż prowizoryczne mogiły niekiedy po prostu zacierały sie w toku walk. Takie mogiły znaleziono np. na stokach Koziego Żebra. Stoją dziś na nich krzyże.
cmentarz nr. 48 na stokach Jaworzynki
Przez Kozie Żebro wiodą dwa szlaki: zielony szak pieszy, ciągnący od Wysowej przez Kozie Żebro ku Skwirtnemu, i czerwony szlak (GSB) wytyczony od Hańczowej ku Zdyni (przez Rotundę). Obydwa szlaki są bardzo interesujące, prowadzą ciekawymi trasami i szczerze je polecamy.
A skąd ta oryginalna nazwa góry? Otóż ponoć nadano ją górze w XIX wieku - mieli to uczynić austriaccy kartografowie. W okolicy szczytu znaleźli bowiem szkielet sarny (kozy) i stąd rzekomo nazwa. Patrząc na mapę z XVIII wieku widać, że góra nie ma nazwy - a Jaworzynka (Jaworinka) i Skałka swoje nazwy wtenczas już posiadały.

Czy coś wiecej można napisać ?Chyba tylko: Zapraszamy. Można zdrowo się napocić, rozprostować kości, podziwiać piękne krajobrazy.. Wszak dolina Regietówki uznawana jest za najpiękniejsze miejsce w Beskidzie Niskim. Kto więc nie był, niech przybywa. A idąc na Kozie Żebro warto zabrać ze sobą kijki trekkingowe. I dużo wody. Ale za to wyniesiecie stąd masę wspomnień..

Miejsca, które warto odwiedzić podczas wizyty tutaj: Na pewno sąsiednią Rotundę i cmentarz wojenny nr 51 zlokalizowany na jej szczycie. Można też iść do Wysowej, znanego w Polsce uzdrowiska. Możliwości jest wiele. Zapraszamy!

Dzisiaj krótko i zwięźle. Do zobaczenia!


Źródła inf.:

gorskiewedrowki.blogspot.com
wysowa-zdroj.pl
mapire.eu
pl.wikipedia.org
Grzesik W., Traczyk T., Wadas B., 2012, Beskid Niski od Komańczy do Wysowej

niedziela, 29 lipca 2018

Oczami wędrowca - Rotunda

Witajcie,
dzisiaj zabieramy Was na jedno z wzgórz w Regetowie, które przez ostatnie lata bardzo się zmieniło. Mowa tu o Rotundzie, mierzącej771 m n.p.m. Znajduje się ona w tym samym paśmie co Dział (Dił) 712 m n.p.m. i Jaworzyna Koniecznańska 881 m n.p.m. Góruje nad doliną potoku Regietówka. Od wschodu zaś u jej stóp przepływa jeden z większych cieków w okolicy - Zdynia.


Zimowa trasa na Rotundę...

"Dwie wieże" - tutaj to hasło nabierało innego znaczenia. Ale podobnie jak tolkienowsie dzieło, również zapierały dech.


Sama nazwa wzgórza wzięła się od jej kształtu. Jak wiadomo rotunda to budowla na planie koła. Opisywana góra jest właśnie takim wysokim zgrabnym szczytem o spłaszczonym wierzchołku o owalnym wierzchołku.  Niestety jak spora część wzgórz na Beskidzie Niskim jest zalesiona, choć tak wcześniej nie było.
Sam szczyt został zniwelowany zapewne jeszcze kilka wieków temu przez okolicznych pasterzy. Jak wiadomo tereny te zasiedlała głównie ludność wołosko - ruska, zajmująca się wypasem. Po odpowiednich zabiegach góra stała się idealnym wręcz pastwiskiem. Z tego też powodu nie była zalesiona - zwierzęta na to nie pozwoliły ;)

Bliższa nam, nowożytna historia związana z tym szczytem na trwale zapisała się w pamięci ludzkiej.
Jak wspomniano, Rotunda była szczytem niezalesionym, dość płaskim, a na dodatek jednym z wyższych w okolicy. Ten, kto panował na Rotundzie, miał wgląd na duży obszar terytorium. Siły austro - węgierskie usadowiły się tutaj po klęskach poniesionych w walce armią carską i wytrwały do 2 połowy marca 1915 roku. Wtedy to wzgórze oddano bez walki, co było wynikiem silnej ofensywy Rosjan, i wynikłej z tego częściowej dezorganizacji w szykach wojsk cesarskich. Dość szybko sztaby austro - węgierski otrząsnął się i zrozumiał swój błąd, jednak teraz jego naprawa musiała kosztować już drogo - zapłacić musieli żołnierze, krwią. Do odbicia wzgórza skierowano zaprawiony w boju, elitarny 1 pułk Strzelców Tyrolskich. Żołnierze Ci mieli już za sobą m. in. walki z siłami włoskimi. Do ataku przystąpiono 27 marca 1915 roku. Mimo zaciętości i odwagi tyrolczyków, atak został przez Rosjan odparty. Leżący jeszcze grubymi warstwami śnieg, strome, na ogół odkryte stoki, i dobrze przygotowane do obrony pozycje rosyjskie, najeżone karabinami maszynowymi - wszystkie te czynniki nie pozwoliły strzelcom wykonać powierzonego im zadania. Wielu poległo lub zmarło z ran. Rosjanie zaś urządzili sobie tutaj małą twierdzę, i mieli dzięki niej wgląd m. in. do austro - węgierskich transportów zaopatrzenia ciągnących przez przełęcz Małastowską.. Wzgórze to wróciło we władanie żołnierzy C.K. dopiero 02.05.1915 roku - Rosjanie .... oddali je bez walki.


Rotunda przed nami... Idziemy z Regietowa Wyżnego



Po ciężkich walkach pierwszo wojennych które miały miejsce na tym terenie w 1915 roku, postanowiono wybudować tu cmentarz. I to nie byle jaki, bo reprezentacyjny. W planie założono, że będąc na tej nekropolii będzie się widziało cmentarz nr 48 znajdujący się na wzgórzach Jaworzynki. Miało to na celu pokazanie okropieństwa wojny. Wynikało to też z potrzeby uczczenia wielkiego zwycięstwa (bitwa pod Gorlicami), które mogło podbudować, scalić wielonarodowe, ale bardzo słabe państwo. Dodatkowo należało uporządkować pola bitew, zebrać szczątki i uporządkować prowizoryczne mogiły. Z czasem jednak, po II Wojnie Światowej, wzgórza zarosły roślinnością i nie można już dziś dostrzec cmentarzy z daleka.
Jak wiadomo wszystko niszczeje, a drewno poddane warunkom atmosferycznym nie jest wyjątkiem.
A właśnie cmentarz na Rotundzie jest cały z drewna, jedynie ogrodzenie powstało z kamienia. Jest on uznawany za jedno z najznakomitszych dzieł Dusana Jurkovica - słowackiego architekta. Składał się pierwotnie z pięciu wież stylizowanych na gontyny zwieńczonych krzyżami. Środkowa najwyższa z nich miała wysokość 16 metrów, a okalające ją po 12 metrów. Na podstawie centralnej wieży można było odczytać inskrypcję:

KLAG NICHT, DASS UNSER
GRAB DER STURM UMHEULT
AUF DIESER EINSAM
MENSCHENEFREN HOHE 
HIER SIND DEM RUF DER
EWIGKEIT WIR NAHER, UND FRUHER
WIRFT ARMORGENDLICH DIE
SONNE IHR PURRURFAHRTUCH
LEUCHTEND UBER UNS

NIE UŻALEJCIE SIĘ, ŻE  WOKÓŁ NASZYCH 
GROBÓW HUCZĄ WICHRY
NA TYM SAMOTNYM WZGÓRZU
DALEKIM OD LUDZI
TU BLIŻEJ JESEŚMY
WEZWANIU WIECZNOŚCI, TU
KAŻDEGO RANKA 
SŁOŃCE WCZEŚNIEJ NAS KRYJE
CAŁUNEM PURPURY

Na cmentarzu znajdują się 4 mogiły zbiorowe i 20 pojedynczych. Spoczywa tutaj 42 austro - węgierskich i 12 rosyjskich żołnierzy. Same groby ułożone są w symetryczny do ogrodzenia krąg, a na nich stoją krzyże łacińskie i dwuramienne krzyże z daszkiem.

Mamy już trzy wieże! 
Pozostałosci wspomnianej wieży triangulacyjnej (?)

Od chwili gdy go postawiono nikt się o niego nie troszczył. W maju 1979 wieże były jeszcze oszalowane. Natomiast rok później zostały tylko ruiny trzech z pięciu wież. Mimo wpisania do rejestru zabytków nie podjęto żadnych prac konserwatorskich.
W osiemdziesiątą rocznicę Bitwy Gorlickiej  (1995 r.) poczyniono starania by przywrócić cmentarzowi dawny blask. Dzięki pomocy Austriackiego Czarnego Krzyża zaczęto oczyszczanie terenu cmentarza. Jakiś czas później zawiązano Stowarzyszenie Społeczny Komitet Odbudowy Cmentarza Wojennego na Rotundzie. W roku 2004 przy pomocy Austriackiego Czarnego Krzyża udało się wykonać tabliczki memoratywne i nowe krzyże. W 2008 roku zrekonstruowano jedną z wież a w 2009 kolejną.  W 2014 została ukończona rekonstrukcja trzeciej wieży której fundamenty zrobiono rok wcześniej. W 2016 roku zostały odbudowane dwie ostatnie wieże.

I tak oto niemałym wysiłkiem udało się przywrócić cmentarz do stanu pierwotnego.

Pamiętamy po części etapy odbudowy tego pięknego cmentarza. Pierwszy raz to miejsce dane było mi (Kubie) poznać w gimnazjum, kiedy przechodziliśmy tędy ze szkolną wycieczką. Młody człowiek był, głupi, i niezbyt się tym faktem interesował. A nikt się nie kwapił by temat poruszyć. Jak przez mgłę pamiętam sterczące kikuty w miejscu dawnych wież. Do dziś żałuję, że nie miałem wówczas aparatu.. Kolejny raz pojawiliśmy się tutaj już razem, ale miało to miejsce dopiero w roku 2012. Był to grudzień, śnieg miejscami po pas i wyżej - ale warto było się męczyć, bo widok na szczycie zachwycał - dwie wieże stały dumnie pośród oszronionego lasu. niestety 3 kolejne czekały na swój "dzień". Kiedy znów tu zajrzeliśmy, fundamenty pod kolejną wieżę już były wylane, przygotowano też kamienną podmurówkę. Kolejna nasza wizyta, i - już trzy wieże były gotowe, a pod kolejną przygotowano już miejsce. Ostatni raz zaglądaliśmy tutaj wiosną 2018 roku. Cmentarz prezentował się bardzo majestatycznie. Po wielu latach starań i ciężkiej pracy wielu ludzi, pochowani tutaj żołnierze mają godne miejsce spoczynku. Oby tylko nie brakło sił i środków do opieki nad odbudowanym z takim trudem cmentarzem.

I koniec historii. Można powiedzieć "happy end" - stoją wszystkie wieże. Pięć wież..

Przez szczyt Rotundy wiedzie czerwony Główny Szlak Beskidzki (do 2000 roku wiódł on stokiem góry). Marsz na tym odcinku daje nieco w kość, ale też i jest bardzo przyjemny. Niższe partie góry porasta las mieszany, jesienią bardzo kolorowy. Wyżej zaś przeważa buczyna - buki dumnie pną się do góry. Ciekawe wrażenie robią ich jasne, aż błyszczące pnie. Szlak czerwony, wespół z czarnym szlakiem cmentarnym pną się do góry momentami prosto, "pod prąd".Niestety Rotunda zmienia się w ostatnich latach. LP przeprowadziły stokami góry szeroką drogę leśną, stworzoną w celu wywózki tutejszego bogactwa - drewna. Koło bazy SKPB Warszawa, w miejscu dawnej kładki wznosi się teraz wielki,betonowy most. Nie taki Regietów pamiętamy. Ale mamy nadzieję, że i Rotunda, i okolica zachowa swoje piękno.
Kto był na szczycie zauważył zapewne dziwne elementy metalowe koło wieży - są to pozostałości wieży triangulacyjnej, którą tutaj postawiono.

Rotunda jest jednym z takich kultowych miejsc w Beskidzie Niskim. Zapewne m. in. z powodu tutejszego cmentarza - jest to drugi najczęściej odwiedzany (po cmentarzu na Przełęczy Małastowskiej) cmentarz z Wielkiej Wojny w Beskidzie Niskim. Ale sama w sobie góra ma coś wyjątkowego. Nie tylko krwawa historia przyciąga ludzi - sam szczyt również..
Warto tutaj zaglądać. Podejście, chociaż miejscami lekko strome, jest bardzo przyjemne. Zachęcamy Was do tego gorąco - szczególnie teraz, latem. Tym bardziej, że u stóp góry, w Regietowie Niżnym, gospodarzy latem baza namiotowa SKPB Warszawa. Wyśpicie się w suchym namiocie, napijecie wrzątku z miętą - czego chcieć więcej? Przecież nie internetów :)

Pozdrawiamy!





Źródła inf.:
Luboński P., 2012, Beskid Niski. Przewodnik dla prawdziwego turysty
J. Majewski Cmentarze z I Wojny Światowej w Beskidzie Niskim i na Pogórzu
www.wikipedia.org
www.polskiekrajobrazy.pl

niedziela, 11 lutego 2018

Oczami wędrowca - Hańczowa

Witajcie!

Dzisiaj chcemy pokazać Wam jedną z ciekawszych wsi na zachodniej Łemkowynie. Zobaczycie tutaj i piękną cerkiew, ładny cmentarz, piękne krajobrazy... Zapraszamy do Hańczowej.

Zimą cerkiew jest chyba najpięknijesza
a to już spojrzenie od cerkwi. Na prawdę zimą Hańczowa wygląda bajkowo

Hańczowa leży w dolinie rzeki Ropy, przy szosie z Uścia Gorlickiego do Wysowej. Od północy wioska niemal graniczy z Uściem Gorlickim, od wschodu i zachodu otaczają ją zalesione szczyty - m. in. Dzielec (717 m n.p.m.) czy Markowiec (640 m n.p.m.), a od południa Hańczowa graniczy z uzdrowiskową miejscowością - Wysową-Zdrojem.

Może standardowo kilka słów o historii wsi:

Historia Hańczowej sięga daleko, bo do XV wieku. Dokładnej daty lokacji wsi nie znamy, ale pierwsze wzmianki o osadzie pochodzą z 1480 roku - wtenczas była własnością słynnego rodu Gładyszów. Więcej informacji przynosi dopiero rok 1524 - z tego czasu pochodzą dokumenty sądowe. Kasztelan wieluński Marcin Myszkowski zarzucił Gładyszom bezprawne posiadanie Szymbarku i innych wsi, w tym także Hańczowej. Rok 1526 to czask, kiedy Paweł Gładysz uposażył tutejszą parafię. Panowanie Gładyszów na tym terenie zakończyło się w 2 połowie XVI wieku - w 1581 roku wieś przejął Adam Brzeński. Wtedy to wieś stanowiła parafię wspólnie z Wysową i Blechnarką. Razem w Wysowej i Hańczowej było 12 gospodarstw wołoskich, 1 zagrodnik i 2 komorników.

Namiastka wnętrza, ikonostas jest na prawdę piękny

stara remiza strażacka

Wioska stopniowo się rozrastała. W roku 1771 mieszkało tutaj 95 rodzin rusińskich - była to więc duża wieś! Pod koniec lat 70 XVIII wieku wieś stała się własnością znanego rodu Potockich. Na "dobry początek" właściciele przekazali tutejszej parafii greckokatolickiej 1 łan ziemi.

Wcześnie zaczyna się w Hańczowej historia szkolnictwa. O pierwszej szkole wiadomo, że w 1813 roku... została zniszczona przez powódź. Kiedy ją wzniesiono, o tym materiały niestety milczą. Jednak dzieci nauczano po domach, i co ciekawe, mimo tych trudności szkołę w Hańczowej uznano za najlepszą ze wszystkich zlokalizowanych w górskich wioskach - tak uznała greckokatolicka diecezja w Przemyślu. Potwierdzono to dekretem w 1826 roku wydanym przez gubernium lwowskie. Dzięki wysokiemu poziomowi edukacji wielu mieszkańców potrafiło czytać i pisać - i np. podczas nabożeństw w cerkwi wielu korzystało z modlitewników. Nową szkołę wzniesiono w 1828 roku. Szkoła, jak to zwykle bywało stała blisko cerkwi. Niestety w roku 1848 spłonęła (pożar wywołała kucharka paląca w piecu). Tylko szybka i ofiarna reakcja mieszkańców ocaliła przed zniszczeniem również cerkiew. Szkołę szybko odbudowano, chociaż już była mniej okazała. Co ciekawe, nawet i w okresie międzywojennym tutejsza placówka uchodziła za jedną z najlepszych w powiecie. Można powiedzieć że tradycja zobowiązuje.

Na hańczowskim cmentarzu...


W 2 połowie XIX wieku mieszkańcy, z pomocą parocha Teofana Obuszkiewicza wykupili okoliczne lasy, będące własnością Adama Rogowskiego. O tym jak korzystna była to inwestycja, mieszkańcy mieli okazję przekonać się niejednokrotnie - często sprzedaż drewna z lasu ratowała domowe budżety, pozwalała przetrwać ciężkie chwile, a także w razie potrzeby nawet budowa domu była o wiele tańsza...

Na początku XX wieku otwarto we wsi czytelnie im. Kaczkowskiego. Przetrwała do 1914 roku, kiedy to władze austriackie budynek zamknęły, książki skonfiskowały, a kilka osób z czytelnią związanych zesłały do Thalerhoffu.

W czasie Wielkiej Walki toczono w okolicy ciężkie walki - walczono m. in. w rejonie Wysowej. Sama Hańczowa uniknęła większych zniszczeń, jednak obecność dużej liczby żołnierzy odbiła się poważnie na stanie posiadania mieszkańców.  Po przejściu frontu w 1915 życie zaczęło wracać do normy. Pomagały w tym m. in. pieniądze z Ameryki, przysyłane przez mieszkańców, którzy udali się tam "za chlebem". Okres międzywojenny to czas kryzysu - wtedy to m. in. ratowano się od nędzy sprzedając drewno do zakładów w Grybowie czy korzystając z nadesłanych dolarów.
W roku 1927 ponownie otwarto czytelnię im. Kaczkowskiego.

W tym czasie też miał miejsce we wsi ciekawy strajk - otóż strajkowali.. dwaj tutejsi diakoni, żądając podwyżki. Podwyżki nie dostali, za to zostali zastąpieni przez diakona z sąsiedniego Uścia. W latach 20 XX wieku prowadzono we wsi komasację gruntów - ponieważ prace trwały kilka lat, we wsi zamieszkali polscy inżynierowie. Byli to ludzie bardzo lubiani przez mieszkańców, biorący udział w życiu wsi. Jeden z nich założył też we wsi chór, inny zaś ożenił się z hańczowianką. Zapewne za ich sprawą mieszkańcy w wyborach w roku 1928 (wybory do sejmu) głosowali na socjalistów.
W roku 1921 naliczono we wsi 724 osoby - 685 greckokatolickich Rusinów, 15 Żydów i 24 Polaków.
Na początku lat 30 welu mieszkańców przeszło na prawosławie. Przed wojną, w 1936 roku naliczono w Hańczowej łącznie 1189 osób - była to więc nie mała wioska..

Jedną z bardziej znanych nauczycielek w okolicy jest Aleksandra Wisłocka - pracowała w Hańczowej w okresie II wojny światowej do roku 1943, kiedy to zamordowano ja w więzieniu w Jaśle. Dzisiaj jej imię nosi szkoła w Gładyszowie. Aresztowano ja w 1941 roku na wniosek Gestapo za sprzyjanie prawosławiu. Zwolniona, podjęła pracę w Radocynie po czym znów ją aresztowano w 1943 r. i zamordowano. Okoliczności nie są do dziś znane..


Kapliczka z XIX/XX (?) wieku, trochę zamaskowana

Sama okupacja nie miała bardzo dramatycznego przebiegu, chociaż uciążliwe były kontyngenty, ściągane skwapliwie przez służalczą policję ukraińską, mającą swój posterunek w Uściu Gorlickim.
Niestety, jak i z pozostałych miejscowości, znikła z Hańczowej społeczność żydowska, unicestwiona przez niemieckiego okupanta.

Jednak prawdziwe dramaty rozgrywały się po zakończeniu wojny. Kilkadziesiąt osób wyjechało "dobrowolnie" na Ukrainę w październiku 1945 roku. Nie bez powodu pojawił się w zdaniu cudzysłów - wyjazd ten spowodowany był wydarzeniami w Wysowej i Blechnarce - otóż tam Łemków wtenczas wysiedlono siłą - zadanie to powierzono milicji i żołnierzom  , stacjonującym w Gorlicach \(wysiedlenia miały tam miejsce we wrześniu 1945 roku). Pozostali mieszkańcy Hańczowej niedługo cieszyli się spokojem, bo w 1947 roku zostali wysiedleni na zachód w ramach Akcji "Wisła". Na miejsce rodowitych mieszkańców przybyli polscy osadnicy. Po roku 1956 (tzw. "odwilży") wielu Łemków powróciło do Hańczowej, i dziś jest to jedno z większych skupisk łemkowskich w Beskidzie Niskim.

Historia Hańczowej jest równie ciekawa po roku 1947. Na przykład w roku 1953 przebywał tutaj z grupą młodych ludzi ksiądz Karol Wojtyła. Ponieważ podczas kilkudniowego pobytu organizował dla swojej grupy msze święte, zainteresowała się nim milicja - chciano grupę aresztować za "nielegalne zebrania grupowe". Wtedy Ksiądz Wojtyła sprytnie podzielił grupę na pary - i w takich parach z Hańczowej wychodzili - nie było grupy, nie było powodu do aresztu...

Na prawo od sklepu odbija w górę droga na Ropki 

Pomnik wystawion w 950 rocznicę Chrztu Rusi

W roku 1982 wzniesiono kościół w Hańczowej, noszący wezwanie Dobrego Pasterza - zbudowano go na miejscu zaniedbanej łemkowskiej kapliczki, którą ksiądz uprzednio kazał usunąć, co też wywołało kontrowersje w środowisku łemkowskim. W roku 1985 odbyła się tutaj III Łemkowska Watra.

Warto wspomnieć parę słów o cerkwi. Obecna świątynia, nosząca wezwanie Opieki Matki Bożej (Pokrow), pochodzi z 1 połowy XIX wieku, wzniesiono ją jednak na miejscu poprzedniej świątyni, zbudowanej w XVII wieku - podczas prac remontowych natrafiono na fragment drewnianej tablicy z 1644 roku. Być może sama wieża - dzwonnica pochodzi z pierwszej świątyni. Obecną cerkiew remontowano po raz pierwszy w roku 1871, chociaż niektóre dokumenty wskazują, że wtenczas właśnie cerkiew została wzniesiona. Po wysiedleniu Łemków świątynia, wtenczas jeszcze unicka, przeszła w ręce kościoła rzymskokatolickiego. Jednak nie chroniło jej to przed zniszczeniem - jej stan techniczny pogarszał się, m. in. zawalił się dach nad nawą, w i roku 1956 podjęto decyzję o jej rozbiórce. Świątynię uratował reakcja środowiska łemkowskiego. Rodziny łemkowskie, które powróciły do wsi, podjęły się remontu cerkwi. Od 1958 roku znów odprawiano tam nabożeństwa, a w 1961 wpisano ją na listę zabytków. Prace remontowe kontynuowano jeszcze kilka lat temu. Na przykład polichromie odnawiano stopniowo do 2011 roku, ikonostas również był konserwowany. Właściwie cała cerkiew jest wyremontowana, i uznaje się ją za najlepiej odrestaurowaną cerkiew łemkowską w Polsce. W 2009 roku świątynia stała się własnością Polskiego Autokefalicznego Kościoła Prawosławnego. Cerkiew w Hańczowej to drewniana świątynia w typie zachodniołemkowskim, kryta dachem namiotowym. Jest trójdzielna i orientowana. Wewnątrz zobaczyć można m. in. piękny ikonostas, pochodzący prawdopodobnie jeszcze z XVIII wieku. Jest też wiele sprzętów z XVIII i XIX wieku. Pewnie każdy z Was, kto widział cerkiew w Hańczowej, dostrzegł też namalowane zegary na wieży. Otóż powinien być tam zegar mechaniczny, ale ponieważ społeczności nie było stać na tak wielki wówczas wydatek, to zadowolono się zegarem malowanym. Ale dodaje on cerkwi uroku, trzeba to przyznać.

Z cmentarza można zobaczyć nieco z innej perspektywy okolicę


W Hańczowej działa od roku 1964 Technikum Hodowlane, a w od 1973 stadion sportowy. Działał też we wsi PGR oddział Nawojowa. Właściwie przetrwało do 1993 roku jako Gospodarstwo Rolne Zasobu Własności Rolnej Skarbu Państwa Nawojowa.

Dziś jest to średniej wielkości wioska, licząca ponad 500 mieszkańców. Przed wojną mieszkało tu drugie tyle ludności...

Ale pozostało we wsi trochę pamiątek po dawnych czasach. Oprócz cerkwi jest też cmentarz wiejski, a na nim kilkanaście XIX i XX - wiecznych kamiennych nagrobków, w dużej mierze odrestaurowanych. Znajduje się on kilkaset metrów od cerkwi, przy drodze do Wysowej. Warto tam zajrzeć, m. in. dlatego, że roztacza się z niego ciekawy widok na wioskę i okolicę.
Oprócz tego zobaczycie tutaj kilka przydrożnych krzyży i kapliczek, również bardzo klimatycznych.  Chociaż okoliczne szczyty są w większości zalesione, to ich stoki pełnią częściowo funkcję pastwisk i pól, i są wykarczowane - można z nich podziwiać okolicę - tak jest np. z drogi wiodącej do Ropek, chociaż w tym przypadku najbardziej rzuca się w oczy przekaźnik telefoniczny. Niedaleko cerkwi, przy drodze głównej, stoi stara remiza strażacka - drewniany budynek z wieżą. Obiekt urokliwy i szkoda, że niszczeje..  Niedaleko, przy skręcie na Ropki stoi niepozorny pomnik, postawiony by upamiętnić 950 - lecie Chrztu Rusi. A za pomnikiem stary, nieczynny sklep, taki "typowy GS" - ciekawostką jest fakt, że występuje on w filmie "Dom zły" W. Smarzowskiego. Kto oglądał? ☺

Jeszcze tylko dodamy, że z Hańczowej pochodzi Ihor Duda - historyk sztuki, działacz społeczny i dyrektor Obwodowego Muzeum Sztuki w Tarnopolu.

Bardziej współczesna kapliczka poniżej cmentarza

A tu już pod cerkwią bardziej...

Warto tu zajrzeć - można dojść tu pieszo idąc czerwonym szlakiem pieszym (GSB) lub też zboczyć z niebieskiego szlaku, wiodącego przez Ropki. Dojedziecie tutaj też bez problemu rowerem czy samochodem, bo wiedzie tędy przyzwoita droga do Wysowej. Przejeżdżają tędy liczne autobusy firmy Voyager, więc komunikacja np. z Gorlicami jest całkiem przyzwoita. A w okolicy jest co oglądać - mamy uzdrowiskową Wysową z licznymi zabytkami, jest Blechnarka, a niedaleko jest Słowacja. Jak przejdziecie przez Kozie Żebro (847 m n.p.m.) to traficie do pięknego Regietowa. Blisko są też Ropki, a można też odwiedzić, szczególnie latem - jezioro Klimkówka. Polecamy więc serdecznie tutaj zajrzeć. Jednak Hańczowa ma swój urokliwy klimat. Chyba najbardziej urzekła nas zimą, jest tutaj cicho i biało wtedy... Ale wieś ma swojego "ducha", idąc tędy człowiek aż chce zwolnić kroku i przyjrzeć się cerkwi czy przystanąć przy kapliczce. Trudno nam to w sumie wyjaśnić.

Pozdrawiamy!






Źródła inf.:

Luboński P., (red.), 2012, Beskid Niski, przewodnik dla prawdziwego turysty
Grzesik W., Traczyk T., Wadas B., 2012, Beskid Niski od Komańczy do Wysowej
pl.wikipedia.org