Zanim wejdziesz, przeczytaj :)

1) Materiały wykorzystane przez nas ( zdjęcia, rysunki, opisy ) służą tylko celom dydaktyczno - informacyjnym, nie czerpiemy z działalności żadnych korzyści. Wykorzystujemy materiały zarówno własne, jak również pozyskane w internecie, lecz tylko by ukazać czytelnikom piękno naszego świata :). Materiał internetowy pozyskujemy legalnie (nie jest on zastrzeżony prawami autorskimi, pochodzi ze źródeł masowych i edukacyjnych) - nie kradniemy niczyjej pracy. Jeśli jednak znajdziesz u nas swoje materiały bez wyraźnej zgody (mogło zdarzyć się niedopatrzenie z naszej strony) i poczujesz się urażony - prosimy, poinformuj nas, a natychmiast znikną one z naszych łamów :)
2) Blog nie ma charakteru naukowego. Jest to strona popularyzatorska. W miarę naszych możliwości (i ponieważ historia to nasze hobby) staramy się jak najwięcej umieszczać informacji historycznych oraz korzystać z literatury tematycznej, niemniej nie gwarantujemy "nieomylności" :)
3) Ilustracje opatrzone znakiem wodnym są naszą prywatną własnością. Jeśli znalazłeś tutaj przydatną ilustrację - napisz do nas. Podobnie rzecz ma się z zamieszczanymi tekstami.

Komentarze

Przywracamy możliwość komentowania wpisów na blogu. Oczywiście przypominamy, że komentarze anonimowe nie będą mogły liczyć na odpowiedź :)

niedziela, 24 kwietnia 2016

Bóbr europejski

Witajcie!

Udało nam się wiosenną porą odwiedzić kilka ciekawych miejsc w Beskidzie Niskim. Niektóre z nich odwiedziliśmy po raz pierwszy, w innych zaś już kiedyś bywaliśmy. Co łączy te miejsca? Bóbr. A raczej dużo bobrów. A tak na prawdę to bobrowa robota - tamy, zalewy i żeremia.

Zaciekawiło nas to zwierzę, które tylko za pomocą swoich zębów i łapek potrafi zmienić nie do poznania krajobraz w swoim otoczeniu, a mało tego - potrafi okiełznać rzeki i potoki. Woda to wszak jeden z żywiołów - bobrowi jednak straszna nie jest.
Zwierzęta te zmieniają krajobraz na którym bytują. Także w Beskidzie Niskim. Stąd też nasze zaciekawienie nimi. I stąd też ten wpis.

Bóbr europejski (Castor fiber) należy do rodziny bobrowatych (Castoridae). Jest to przedstawiciel gryzoni. Jednak trudno pomylić go z myszą lub szczurem - jest bowiem największym gryzoniem na terenie Eurazji.
Jego waga dochodzi nawet do 29 kilogramów, a długość ciała - do 110 cm.
Co sprawia, że jest tak wyjątkowy? Chociażby to, że żyje w środowisku wodno - lądowym.
Jest też gatunkiem, który przystosowuje środowisko do własnych potrzeb. Niewiele jest takich gatunków...
Bóbr bardzo dobrze czuje się w wodzie. Jest świetnym pływakiem i nurkiem. Może zanurzyć się nawet na 15 minut. Co ciekawe, nawet gdy brakuje mu pod wodą powietrza to nie wciąga on wody w płuca - dusi się, nie zaś tonie...

/źródło:www.ekologia.pl, fot. P. H. Olsen GNU/Wikipedia/
Gdzie żyją bobry? Dawniej zamieszkiwały cały obszar umiarkowany Eurazji, jednak do dnia dzisiejszego wyginęły w wielu miejscach, np. w Szkocji. Obecnie jednak, na skutek zmian klimatycznych, migracji oraz procesów reintrodukcji bobry spotyka się w Skandynawii, Europie środkowej, południowej, wschodniej a także środkowej. Co ciekawe, bóbr europejski występuje także w Mongolii oraz w Chinach! Jego rozprzestrzenianiu się sprzyja ochrona prawna - w większości krajów europejskich objęty jest całkowitą lub przynajmniej częściową ochroną.

Teraz kilka słów o budowie ciała:
Jest to przedstawiciel gryzoni, co można poznać np. po jego korpusie i kończynach. Przednie łapki bobra są chwytne, wykorzystuje je przy codziennej pracy, natomiast tylne łapy są silne i dobrze zbudowane, a bóbr korzysta z nich podczas pływania. Palce tylnych łap łączy błona pławna, co ułatwia pływanie. Tułów bobra jest opływowy, a granica między nim a równie kształtną głową jest słabo zaznaczona - to też ma na celu ułatwić poruszanie się w wodzie. Oczy bobra są małe, i wyposażone w tzw. trzecią powieką - dzięki niej zwierzę podczas nurkowania widzi pod wodą. Małe uszy nie ograniczają pływania (brak oporu wody) a także są zabezpieczone przed zalaniem wodą, przez co zwierzę oczywiście nie choruje. Sierść bobra ma kolor ciemno-brunatny, brunatny, bądź też czasem przechodzący niemal w kolor czarny. Ciemny kolor jest typowy dla gatunków północnych żyjących np. w Skandynawii, kolor jasny natomiast mają zazwyczaj osobniki z podgatunków południowych - np. z Mongolii. W Polsce żyją zarówno bobry o jasnym jak i ciemnym umaszczeniu. Futro jest gęste, a wodoodporności nabiera dzięki wcieraniu w nie substancji wydzielanej z gruczołów przyodbytowych. Futro ma długość około 2 cm, i jest bardzo gęste.
Każdy chyba myśląc o bobrze widzi najpierw dwie rzeczy: ogon i zęby. Ogon bobra wygląda trochę jak kij do krykieta.  Ogon jest duży, spłaszczony i pokrywa go zrogowaciała skóra, z rzadka tylko pokryta włosami. Podczas pływania pełni on rolę steru, a na lądzie stanowi podporę podczas poruszania się i pracy. Jest też magazynem tłuszczu - cóż, nam idzie w "boczki", a bobrowi w ogon..


Zęby natomiast są dla bobra bezcenne. To jego narzędzia pracy. Siekacze rosną przez całe życie, co zmusza zwierzę do ciągłego ich ścierania. Siła nacisku siekaczy odpowiada rzędowi kilku ton na centymetr kwadratowy! Podstawowym narzędziem są siekacze dolne (osiągają nawet 15 cm długości)- górne służą tylko jako punkt oparcia przy pracy. Zęby bobra nie są śnieżnobiałe, lecz maja odcień pomarańczowy bądź brunatno-szary. O sile zębów świadczy fakt, że zwierzę potrafi ścinać drzewa osiągające nawet 1 metr średnicy!
Bóbr to zwierzę bardzo terytorialne. Swoje granice oznacza specjalną wydzieliną z gruczołów przyodbytowych.

fragment bobrzej tamy w Przybyszowie
Zwierzę to est jednym z lepiej przystosowanych do wodno - lądowego trybu życia. Pływanie i nurkowanie nie sprawia mu problemów. Trzecia powieka pozwala mu widzieć pod wodą, a przed zalaniem uszu i nosa chronią specjalne fałdy skórne. Także i otwór gębowy jest zamykany dzięki rozdwojonej wardze, dzięki czemu bóbr utonąć nie może. Jak wspomnieliśmy, bóbr może przebywać pod wodą nawet do 15 minut. Zasługą tego jest budowa wewnętrzna. Prawa komora serca jest większa od lewej, co daje możliwość szybszej cyrkulacji krwi w krwiobiegu. Krwiobieg też kieruje większą ilość krwi do mózgu, zmniejszając zarazem ilość krwi przesyłanej do pozostałej części ciała. Mięśnie bobra też posiadają większą ilość mioglobiny, co pomaga zmagazynować odpowiednią ilość tlenu. Podczas nurkowania naturalnie tętno zostaje obniżone, przez co zużycie tlenu jest mniejsze.

Bobry są silnie terytorialnymi i rodzinnymi zwierzętami. Z reguły jest to gatunek monogamiczny. Na terytorium zamieszkuje rodzina - para wraz z maksymalnie dwoma pokoleniami potomstwa, czyli maksymalnie do 10 osobników. Czasem jednak zdarzają się rodzinne kolonie. Jedna rodzina zajmuje od 1 do 4 km długości cieku wodnego jako swojego terytorium. Teren ten odpowiednio przekształca do swoich potrzeb. Zagęszczenie stanowisk występowania bobra na danym cieku wodnym zależy od wielu czynników, w tym od działalności człowieka. Bobry żerują wzdłuż wybrzeża, w odległości do 20 metrów od brzegu. Czasem jednak zapuszczają się nawet na kilkaset metrów od wody, jednak nie są to częste przypadki.

Zwierzęta te mają rozwinięty system komunikacji, oparty o zapachy, dźwięki, pozy i dotyk. Np. uderzanie ogonem o wodę jest informacją dla rodziny, że zbliża się niebezpieczeństwo.

widok na bobrowe jezioro w Radocynie
Samica rodzi raz w rodu 2 do 6 młodych, Ciąża trwa 105 - 107 dni, i kończy się porodem w maju lub czerwcu. Młode rodzą się pokryte od razu gęstym futrem. Szybko rosną - z początkowej masy 500 g po roku osiągają już nawet do 13 kg masy ciała. Co ciekawe, młodymi opiekują się wspólnie rodzice i starsze rodzeństwo. Młode potrafią pływać, jednak początkowo często wykorzystują grzbiet matki jako wygodny środek transportu. Rodzina jest skoncentrowana w jednym miejscu do kwietnia, później więzy się rozluźniają i najstarsze potomstwo wyrusza na poszukiwania partnera i terenu, na którym może się osiedlić. Bobry żyją stosunkowo długo - nawet do 30 lat.
Bóbr prowadzi nocny tryb życia, a najaktywniejszy jest o 22 - 23. W dzień zwierzęta te zazwyczaj śpią i odpoczywają w norach.

Najaktywniejsze są wiosna i jesienią. Wiosna wiąże się z czasem rozmnażania, a jesień - z przygotowaniami do zimowania. Bobry nie zapadają w sen zimowy. Spędzają czas w jednej norze, dzięki czemu jest im ciepło, a temperatura wewnątrz rzadko spada poniżej 0. Nocą wychodzą po pożywienie, które wciągają do nory.
Jest to wyłącznie roślinożerca. Zjada rośliny, młode pędy, korę drzew, drobne gałązki, kłącza. Pomaga mu w przetwarzaniu tego pokarmu odpowiednio zbudowany układ pokarmowy. Bóbr wydala dwa rodzaje odchodów - jeden z nich zjada, gdyż w nim znajdują się odpowiednio przetworzone składniki pokarmowe.  Bobry żywią się najczęściej częściami wierzb i brzozy, a na terenie górskich - jesiona, buka, grabu, dębu i jawora.

jeden z wielu śladów bytności bobrów w rezerwacie Źródliska Jasiołki
Bobry w Polsce cieszyły się opieką władców już w XIII wieku, i przez olejne stulecia się to nie zmieniało. W późnym średniowieczu powstał nawet urząd bobrownika, odpowiedzialnego za opiekę nad bobrami. Mimo wielu zabiegów, bobry w Polsce niemal wyginęły. Cenne były ich skóry...
Do Polski powróciły właściwie dopiero w 1944 roku, i od tego czasu ich przybywa. Już w roku 1949 dokonano pierwszej reintrodukcji bobra, w kolejnych latach dalej prowadzono te działania. W ten sposób w niecałe pół wieku bobry zajęły właściwe całe terytorium kraju.
Kiedy powróciły na teren Beskidu Niskiego. w latach 80. Najpierw wsiedlono je na Wisłoce w latach 190 - 1984. W tym samym czasie dokonano wsiedleń na B. Sądeckim na rzece Poprad - łącznie na obydwu rzekach wsiedlono 53 osobniki. Kolejne osobniki przeniesiono na Beskid Niski w 1999 roku - trafiło wtedy tutaj 66 bobrów. Od tego czasu populacja bobra bardzo się rozrosła, i bobry znalazły dla siebie miejsce właściwie na każdym większym potoku w Beskidzie. Zresztą nie tylko tutaj - w wielu miejscach Polski te poczciwe zwierzęta skutecznie walczą z człowiekiem o terytorium, a ich obecność niestety czasem staje się katastrofą dla rolników...

Bóbr jest jednym z niewielu gatunków zwierząt, które dostosowują przyrodnicze warunki do własnych potrzeb. Jak to robią? Przez regulację rzek i potoków. Na zajmowanym przez siebie terytorium budują sieć tam, grobli, nor i żeremi.
Nory są drążone w stromych brzegach rzek lub jezior. Zwierzę drąży je tak, by nie zalewała ich podnosząca się woda, i jednocześnie na tyle nisko, by trudno było je wykopać. Nory tworzą sieć korytarzy, osiągających niekiedy nawet 200 metrów długości. Wejście do nory usytuowane jest pod wodą. Korytarze maja owalny przekrój, i prowadzą do komór gniazdowych.
Bardziej zauważalnym elementem są tamy. Bobry budują je z gałęzi, mułu, ziemi, błota, a ostatnio także posługują się niekiedy również śmieciami, "pamiątkami" po wizycie człowieka w lesie.
Tamy mogą mieć postać prostej, pojedynczej przegrody na rzece, a mogą również tworzyć na wodzie kaskadowe spływy. Często też mają olbrzymie rozmiary. Woda dzięki nim tworzy szerokie rozlewiska. Konstrukcje mogą być bardzo skomplikowane - składają się często z kilku - kilkunastu tam różnej wielkości. A tworzone przez nie rozlewiska zajmują niekiedy na prawdę wielkie obszary!
Co ciekawe, bobry na bieżąco dokonują napraw tych urządzeń, a kiedy następuje znaczne podniesienie poziomu wód, np. z powodu roztopów - to tworzą przepusty ("śluzy") dzięki którym nadmiar wody uchodzi. Wysokość tamy wynosi od kilkunastu do kilkudziesięciu cm, a osiąga niekiedy nawet i kilka metrów wysokości. Na prawdę są to mądre zwierzęta.

Łatwo można stwierdzić obecność bobrów na danym obszarze. Oprócz tam i żeremi wszędzie jest pełno ściętych drzew lub samych pni, charakterystycznie szpiczastych, ze śladami zębów. Krótko mówiąc - teren wygląda jak wielkie pobojowisko, teren po przygotowaniu artyleryjskim :)

Wędrując po Beskidzie Niskim można zauważyć zmiany w krajobrazie na terenach, w których osiedliły się bobry. Duże rozlewiska wody, podmokły grunt i roślinność dla takich terenów typowa - wszystko to pojawia się stosunkowo szybko. I trzeba przyznać, że robi to wrażenie.
Na terenie Beskidu Niskiego bobry bardzo człowiekowi nie szkodzą. Niewielu tu wszak żyje ludzi. Natomiast ich działalność w innych rejonach często jest dla człowieka szkodliwa - bobry niszczą uprawy, bądź to je zjadając, bądź też zalewając. Ścinają drzewa, zalewają lasy, co powoduje obumieranie niektórych gatunków. Święte przez bobry drzewa tarasują drogi i linie kolejowe, zrywają linie wysokiego napięcia. Regulowane przez bobry rzeki zalewają bądź podmywają drogi. Trudno dziś znaleźć nam wspólny język. Człowiek zdominował cały krajobraz i nie chce się nim z nikim dzielić. Na pewno nie ze światem zwierząt. Warto by dojść do jakiegoś konsensusu, tak by zarówno bobry, jak też i człowiek znaleźli wspólny język.

jedno z jezior bobrowych w Ciechani (Tychani)

"Bobrza robota" ma bardzo dobry wpływ na środowisko naturalne - pozwala tworzyć nowe środowiska życia dla wielu gatunków roślin i zwierząt, a tamy wspomagają proces naturalnego oczyszczania wód.
Gdzie można zobaczyć bobrowiska (tereny zajmowane przez bobry)? Na Beskidzie Niskim w bardzo wielu miejscach. Bobry żyją w Ciechani, Bieliczne, Płonnej, Czystogarbie, Jasielu, Przybyszowie, Radocynie, Czeremsze, Osławicy... To bardzo długa lista, a całej niestety nie znamy. Bo i trudno to ustalić, bobrów przybywa, tam i żeremi również. Jednak wszędzie tam, gdzie płyną potoki bobra można spotkać, a już na terenie wsi wysiedlonych niemal zawsze bobry już mieszkają. Tam nikt ich nie niepokoi, nie niszczy efektów ich pracy. Tam mogą pracować do woli.
Zachęcamy Was do odwiedzania bobrowisk. Co prawda samego bobra nie jest łatwo spotkać. Nam się to nie udało. Ale za to można przyjrzeć się ich pracy, podziwiać monumentalne niekiedy konstrukcje. Zwierzęta te nie mają pił łańcuchowych, dźwigów, betonu, koparek, spychaczy - mają tylko zęby i łapki. Potrafią jednak tworzyć obiekty, których nie powstydziłby się niejeden inżynier.

No, na dziś to tyle. Mamy nadzieję, że wpis przypadł Wam do gustu. Pozdrawiamy Was serdecznie!

Na pożegnanie zaś sympatyczne małżeństwo rodem z Narnii - kto nie czytał książki niech to szybko nadrobi. Potem zaś niech obejrzy film - warto to zrobić chociażby dla nich!

/źródło: pl.narnia.wikia.com/

niedziela, 17 kwietnia 2016

Gdzie śmierć żniwo zbierała - cmentarze wojenne w masywie Kamienia

Witajcie!

Dziś zabieramy Was na dość męczący spacer. Wdrapiemy się na rozległą górę, pomaszerujemy wzdłuż polsko-słowackiej granicy i dojdziemy w ten sposób do miejsca o trudnej, krwawej historii. Nie jest to historia jednego człowieka, lecz dzieje tysięcy, a nawet dziesiątków tysięcy.
Mowa o cmentarzach zgromadzonych w masywie Kamienia, na granicy państw, zarówno po jednej jak i po drugiej stronie.
Postaramy się tutaj przybliżyć Wam dzieje tego miejsca, opowiemy coś o cmentarzach oraz postaramy się przedstawić ich lokalizację na prostym planiku przygotowanym przez nas w oparciu o mapy turystyczne i własne obserwacje z naszej wędrówki tą trasą.

Cmentarz po stronie Słowacji - pierwszy mijany licząc od szczytu Kamienia

Zaczniemy od historii walk.

Cmentarze w masywie Kamienia są pozostałością ciężkich walk, toczonych tutaj w latach 1914 - 1915.  Pierwsze walki w okolicy Jaślisk Kamarki i masywu Kaniemia rozpoczęły się już w listopadzie 1914 roku, kiedy to oddziały rosyjskie pojawiły się w tej okolicy, spychając austro - węgierskie oddziały na teren Słowacji. Wtedy "Rosyjski walec parowy" udało się zatrzymać (bitwy pod Krakowem i Limanową), ale oddziały carskie nie zrezygnowały z przebicia się na teren Niziny Węgierskiej, do serca Austro-Węgier. Co ważne, za klucz do Węgierskich stepów uznano właśnie przełęcze karpackie na obszarze Bieszczadów i Beskidu Niskiego. Rosjanie długo nie zwlekali. Już w grudniu 1914 roku gen. A, Brusiłow rozpoczął silną ofensywę. Pod jego rozkazami znajdowała się 8 Armia. Oddziały rosyjskie zepchnęły 3 Armię austro - węgierską, dowodzoną przez gen. S. Boroević'a w Karpaty. Na karpackim paśmie stanął front. Rosjanie nie mieli sił i środków by ofensywę kontynuować, a oddziały cesarskie nie były w stanie przeprowadzić kontrofensywę. Toczone są więc zaciekłe walki pozycyjne - potyczki patroli, "polowania", ostrzały artyleryjskie. Najgorszym przeciwnikiem była jednak zima - zabójcza i bezwzględna zarówno dla carskich, jak i cesarskich żołnierzy. Braki w zaopatrzeniu w ciepłą strawę, nie dające ciepła, liche mundury, mieszkanie w ziemiankach i okopach - powodowało to, że od chłodu i chorób zmarło wielu żołnierzy, może nawet więcej niż w wyniku walk.

kolejny z cmentarzy po słowackiej stronie
Austro - Węgry próbują odzyskać inicjatywę, i atakują Rosjan 23stycznia 1915 roku. Planują ambitnie szybko ruszyć w kierunku Przemyśla, na pomoc oblężonej twierdzy. Jednak rosyjskie oddziały stawiają twardy opór i ofensywa się załamuje. Dodatkowo armia Rosyjska daje odpowiedź w postaci kontruderzenia  (26.01), które ponownie spycha oddziały cesarsko-królewskie na karpackie grzbiety. Dywizje carskie spychają wojska austriackie i prą do przodu, zatrzymując się dopiero na Słowacji, w rejonie Medzilaborców i Barlejowa. Rosną straty po obu stronach. Na chwilę front się ustabilizował, jednak już w marcu Austriacy pod wodzą gen.Conrada próbują atakować w celu odblokowania twierdzy Przemyśl, jednak natarcie dosłownie utyka w głębokim śniegu. Na przełomie marca i kwietnia 1915 roku Rosjanie podejmują kolejne działania zaczepne. W okresie 1 - 5 kwietnia 1915 roku rozpoczęła się największa dotychczasowa bitwa na froncie karpackim. Walki te nazwano Bitwą Wielkanocną, gdyż przypadła na czas świąt Wielkanocnych - zarówno rzymskokatolickich, jak również i prawosławnych.  Wtedy to roSyjskie oddziały przeprowadziły najsilniejsze uderzenie od przełęczy Beskid Na Konieczną po przełęcz Łupkowską, docierając w rejon Barlejowa i Zborowa.. Austro-węgierskie oddziały powstrzymały natarcie, tym bardziej że siły rosyjskie zaczynały odczuwać poważnie skutki braków w zaopatrzeniu i kadrze. Spokój nie trwał jednak długo.
Były bardzo krwawe i zacięte, ale wynik był pomyślny  dla oddziałów cesarskich - Rosjanom nie udało się przebić przez Karpaty. W tym czasie ciężkie walki toczono również w rejonie Kamienia i Kamarki.

samotna mogiła tuż przy szlaku, blisko stromej krawędzi
Do maja na froncie nie prowadzono dużych operacji. Państwa Centralne szykowały bowiem wielką ofensywę. I tak 2 maja 1915 roku rozpoczęła się największa bitwa na froncie wschodnim Wielkiej Wojny. Bitwa pod Gorlicami. W ciągu kilku dni carskie oddziały zostały wypchnięte z terenu Beskidu Niskiego i Bieszczadów.
Pozostały tylko zniszczenia i mogiły.
W rejonie masywu Kamienia walczyli żołnierze armii rosyjskiej i austro - węgierskiej. Po stronie rosyjskiej działały tutaj między innymi  DP i 19 DP, wchodzące w skład XII Korpusu, Później 12 Dywizję zastąpiła 9 DP.  W skład oddziałów austro - węgierskich wchodziły między innymi 17, 20 i 45 DP. Zarówno jedna, jak i druga strona ponosiła ciężkie straty zarówno w wyniku walk, jak też i z powodu ciężkich warunków atmosferycznych. Kamień to wyróżniający się szczyt w tej części Beskidu Niskiego. Południowe stoki (dziś po stronie Słowackiej) są strome i trudno dostępne, nieco łatwiej można podejść od północy i zachodu, ale i tam wymaga to sporo wysiłku. Niemożliwym było właściwie wtoczenie tam ciężkiego sprzętu, a nawet dostarczenie dużej ilości żywności. Z kolei kamienista ziemia utrudniała okopanie i budowę schronienia. Na Kamieniu działało kilka kamieniołomów, z których korzystali Łemkowie, a być może wcześniej eksploatowali je ich przodkowie.
W warunkach polowych nierzadko zdarzało się, że z braku możliwości ewakuowania zwłok poległych towarzyszy, chowano ich w pobliżu miejsca walk, na prowizorycznych cmentarzykach, bądź też nawet w samotnych mogiłach w miejscu, gdzie dosięgły ich kule bądź odłamki. Szczególnie zimą, gdy ziemia była zmarznięta i pokryta śniegiem nie łatwo było usypać mogiłę. Dlatego też na pobojowiskach Wielkiej Wojny do dziś można natrafić na szczątki poległych. Często zdarza się to np. w Bieszczadach, a znalazcami są zazwyczaj poszukiwacze skarbów, poszukujący ciekawych przedmiotów związanych z WW. Porządniejsi sypią przynajmniej w miejscu znalezienia szczątków mogiłę, kopczyk, stawiają krzyż, nawet prowizoryczny..

ten cmentarz również jest zlokalizowany po stronie słowackiej

Na Kamieniu zapewne do dziś można by znaleźć wiele samotnych mogił. Bowiem po zakończeniu walk często zwyczajnie nie odnajdywano wielu grobów - towarzysze broni bowiem oznaczali je zazwyczaj prowizorycznie, prostym drewnianym krzyżem bądź kopcem z kamieni. Niszczycielskie walki i przyroda dość szybko zacierały ślady pochówku, i niekiedy zmarły nie trafiał na wojenną nekropolię, lecz pozostawał już na zawsze w ziemi, która go przyjęła.

O cmentarzach (przynajmniej kilku z nich) na Kamieniu wiedziano po zakończeniu walk. Po odzyskaniu przez Polskę niepodległości mogiłami opiekowali się członkowie "Sokoła". Jednak po 1945 roku brakło już opiekunów, i przyroda "przygarnęła" opuszczone, zapomniane mogiły. Co prawda żyły jeszcze osoby pamiętające, gdzie groby się znajdują. Jednak mogiły porastały drzewa, krzewy, trawy, a jesienią przykrywała warstwa liści i zeschniętych konarów.
Sytuacja zmieniła się w 2003 roku, kiedy to grupa pasjonatów - turystów - historyków zainteresowała się losami tego miejsca. Powstało Stowarzyszenie Galicyjska Inicjatywa "Nekropolia", i od razu przystąpiło do aktywnych działań. W latach 2003 - 2005 oczyszczono teren cmentarza po polskiej stronie granicy, wytyczono ogrodzenie, ustawiono krzyże i pomnik centralny. Na drzewie przy cmentarnej bramie powieszono dzwon wykonany z łuski artyleryjskiej, a także umieszczono tablice z inskrypcją:

Za życia skłóceni
śmiercią pogodzeni
Razem złożyli tu kości
Nie ważne kim byli
Co dotychczas znaczyli
Lecz, że dochowali wierności

Społeczników z G. I. N. wspierało m. in. Leśnictwo Wola Niżna, dostarczając np. materiału do konstrukcji elementów ogrodzenia, krzyży..
Dziś wokół pomnika centralnego usypana jest duża sterta kamieni. Są to kamyki przyniesione tutaj przez wędrujących turystów, na znak pamięci o poległych. Oprócz tego między kamienie powtykanych jest wiele elementów skorodowanego wyposażenia wojskowego - bagnety, saperki i inne elementy. Zostawiają te przedmioty prowadzący w okolicy działania poszukiwacze skarbów. Największe wrażenie na nas (szczególnie na Nucie, która pierwszy raz miała go w rękach) zrobił rosyjski bagnet - długi, szpiczasty, przeznaczony do pchnięć. Jakże potworne musiały być toczone tutaj walki. Ile krwi żołnierskiej przelano tutaj. Ilu ludzi wydało tutaj swoje ostatnie tchnienie, zakłutych bagnetami czy powalonych przez kulę lub odłamek...


Ale nie tylko cmentarz znajduje się po Polskiej stronie. Oprócz tego znajdują się dwie mogiły pojedyncze. Jedna przed cmentarzem "polskim", tuż przy szlaku niebieskim, a druga niedaleko słupka 1/135, a dokładniej kilkanaście metrów przed nim, niedaleko cmentarza po słowackiej stronie. Mogiła ta znajduje się niemal na samym szlaku, i nie sposób jej nie zauważyć. Stoi na niej skromny, metalowy krzyż. Jest jeszcze trzecia mogiła, o której jednak nie wiedzieliśmy. Stoi na niej ponoć drewniany krzyż.

Nie tylko po polskiej stronie znajdują się nekropolie. Słowacy w 2005 roku również przystąpili do pracy, zapewne pod wpływem działań po polskiej stronie. Po stronie słowackiej jest 6 cmentarzy wojennych i mogiła pojedyncza. Słowacy również cmentarze oczyścili, ogrodzili i oznakowali. Postawili też przy nich tablice z informacjami, ale te się nie zachowały. Były również przy każdej nekropolii tabliczki z informacją, ilu żołnierzy spoczywa na danym cmentarzu, jednak do czasu naszej wizyty i one się nie zachowały. Na cmentarzach, w centralnych miejscach ustawione proste krzyże łacińskie kryte "daszkiem".

na tym cmentarzu spoczywa 75 żołnierzy...

Cmentarze znajdują się niemal przy samej granicy. Idąc od szczytu Kamienia, spotkamy je wszystkie i bez większego trudu zobaczymy. Otaczają je żerdziowe płoty, a na każdym stoi drewniany krzyż. Nie wiemy dokładnie ilu spoczywa żołnierzy na trzech pierwszych cmentarzach - nie jest nam wiadome, skąd Słowacy posiadają informacje o liczbie pochowanych żołnierzy. Pierwsze dwa znajdziecie przy słupku 135/3. Na pierwszym złożono szczątki 50, a na drugim 51 żołnierzy. Trzeci cmentarz znajduje się przed słupkiem 1/135, za pojedynczą mogiłą z małym krzyżem. Spoczywa na nim 127 osób. Tak przynajmniej informowały tabliczki*.
Jeśli już mowa o pojedynczej mogile, to tablica umieszczona na krzyżu głosi, że w mogile spoczywają żołnierze Cesarscy polegli w I Wojnie Światowej. Nie wiadomo jednak, ilu żołnierzy (?) tutaj pochowano.
Na czwartym cmentarzu, położonym niemal na granicy, kilkanaście metrów przed słupkiem 134/5, spoczywa  142 żołnierzy. Na piątym cmentarzu, położonym przy słupku 134/5, a więc kilka - kilkanaście metrów za wcześniej wspomnianym cmentarzem, spoczywa 75 żołnierzy.
Największa nekropolia znajduje się niemal naprzeciw "polskiego" cmentarza, kilkanaście metrów od granicy. Według tablicy informacyjnej przy nim ustawionej, spoczywa tutaj 307 żołnierzy armii Carskiej i Cesarskiej. Cmentarz otoczono żerdziami, i postawiono na nim prosty, drewniany krzyż.

tabliczki kierujące na największe cmentarze na Kamieniu

Idąc od przełęczy Beskid lub ścieżką z Lipowca można się zmęczyć. A kiedy dochodzi się do nekropolii, człowiek ma możliwość zrozumienia, ile trudu żołnierze tu walczący musieli włożyć, by przetrwać to piekło. Dla nas góry to piękne krajobrazy, kolejne szczyty, przyroda. Dla nich góry były bezlitosnym wrogiem, równie groźnym jak "żywy" wróg, tkwiący w przeciwnych okopach. Dla wielu też góry stały się grobem. Kamień dla wielu z nich stał się miejscem spoczynku. Złowrogo, surowo wybrzmiewa nazwa góry wypowiadana pośród tych nekropolii.
A kiedy stajemy przy grobach, pokrytych mchem, ale jeszcze wyróżniających się w terenie, zastanawiamy się nad sensem toczenia wojen, zbrojeń i agresywnej polityki. Wojnę toczą politycy, a giną na nich żołnierze - tak to można podsumować.

schematyczny plan położenia cmentarzy w masywie kamienia (na podst. planu  D. Zająca i mapy Wyd. Compass, wyd. 2015)

Do największych cmentarzy, "polskiego" i "słowackiego" kierują dwie tabliczki ustawione na szlaku. Reszta obiektów jest nieoznakowana, i gdy wędruje się tędy w okresie wegetacji, pewne obiekty mogą umknąć uwadze. My np. przeoczyliśmy jedną z mogił żołnierskich. To chyba przy niej poprawialiśmy przewrócony słupek, natomiast samej mogiły pośród ostrężyn i chaszczy nie dostrzegliśmy..

Odwiedziliśmy cmentarze wojenne na Kamieniu we wrześniu 2015 roku. Było ciepło, wręcz gorąco. Szliśmy wtedy z Lipowca do granicy, i potem już weszliśmy na szlak graniczny - najpierw czerwony słowacki, a potem dołączył doń niebieski polski. Było bardzo cicho, nawet wiart nie zakłócał ciszy. Wiatr pojawił się dopiero, gdy zaczeliśmy zbliżać się do mogił - wtedy drzewa zaczęły szumieć. Szum wiatru, trzask gałązek i refleksy świetlne stworzyły nastrój skupienia. Trudno nam było wcześniej wyobrazić sobie, że w tak odludnym miejscu wiecznym snem zasnęło tylu ludzi. Gdy dotarlismy do pierwszej nekropolii byliśmy już nieco zmęczeni - słońce, duchota i górzysty teren dały o sobie znać niewprawionym w marszu nogom Ale wtedy zmęczenie prysło. Skupiliśmy się na tym, by odnaleźć każdy cmentarz i każdą mogiłę. By zobaczyć miejsce spoczynku żołnierzy, móc się przynajmniej przeżegnać i cicho pomodlić. Po Słowackiej stronie cmentarne konstrkcje były nieco już nadwątlone, niemniej jednak stały. Brakowało jednak tablic informacyjnych i strzałek wskazujących , pozostały po nich tylko drewniane słupki z daszkami. Jeden z nich (chyba przy samotnej mogile którą przeoczyliśmy) leżał przewrócony pośród leśnego podszytu. Podnieśliśmy więc go, i oparliśmy o drzewo - innym wędrowcom na pewno ten słupek pomoże dostrzec cmentarzyk. Ponoć w listopadzie dalej słupek ten stał oparty o drzewo.

największa z nekropolii, spoczywa tutaj 307 żołnierzy


Szliśmy tak szlakiem, podchodząc do poszczególnych szlaków. Wkoło rosły gęsto drzewa, krzewy i bujne paprocie. Leżały też liczne pogruchotane konary - znak, że silne wiatry często tu wieją. Momentami szlak wiedzie tutaj blisko stromej krawędzi zbocza. Pomyśleć, że toczono w tym rejonie zacięte boje..
Tak dotarliśmy do "polskiego" cmentarza. Zostawiliśmy kamyki, obejrzeliśmy też kilka "zabytków" pozostawionych przez poszukiwaczy. Ile wysiłku i pracy wkłada człowiek w to, by usprawniać sposoby    i środki do zabicia drugiego człowieka..
Pomodliliśmy się, zadzwoniliśmy dzwonem i ruszyliśmy w drogę powrotną - oczekiwał nas szczyt góry Kamień, i droga żółtą ścieżką do Lipowca, a potem trasa do Jaślisk.

mogiła po stronie polskiej, przy ścieżce do cmentarza "polskiego"

tablica przy "polskim cmentarzu"

krzyż na cmentarzu, w tyle pomnik centralny

Polecamy Wam odwiedziny tego miejsca. Ale nie w dużej grupie - najlepiej iść we 2 - 3 osoby maksymalnie. Duża grupa nie pomaga w kontemplacji, a tego wymaga to miejsce. Tutaj człowiek rozumie, jak małą jednostką jest, i jak maluczki jest w porównaniu z potężną przyrodą.

Mamy nadzieję, że zaciekawił Was nasz wpis. Liczymy na to, że kiedyś odwiedzicie to miejsce.
Pozdrawiamy!




Źródła informacji:
www.beskid-niski-pogorze.pl
www.bitwakarpacka.org
www.rowery.olsztyn.pl
Luboński P. (red.), 2012, Beskid Niski, przewodnik dla prawdziwego turysty
Grzesik W., Traczyk T., Wadas B., 2012, Beskid Niski od Komańczy do Wysowej

*zdjęcia wspomnianych tabliczek  znaleźć można na stronie: www.rowery.plsztyn.pl

niedziela, 10 kwietnia 2016

Wędrówki... palcem po mapie: Compass i Cartomedia

Witajcie!

Dzisiaj mamy dla Was nieco odmienny wpis. Nie będzie tutaj nawet jednego słowa o kulturze czy historii.Nawet nie będzie "zwiedzania" ciekawych miejscowości beskidzkich.
Chociaż nie!

Zwiedzanie będzie - ale... palcem po mapie. Dosłownie.

Ale bez wyprzedzania faktów...

Idąc w góry,nawet tak niepozorne jak nasze łemkowskie góry,  zabieramy ze sobą prowiant, wodę, na nogi zakładamy solidne, mocne "trepy" a ciało wciskamy w wygodne, niekoniecznie modne ubrania , chociaż tą drugą kwestię świetnie rozwiązują przedstawicielki płci pięknej. Co jeszcze do plecaka można wpakować pisaliśmy swego czasu tutaj.
Jednak idąc w góry nie powinniśmy zapomnieć o jednym - o MAPIE!
Pytanie jaką mapę wziąć. Jedni noszą tradycyjne, papierowe mapy, inni sięgają bo błyszczące mapy laminowane, jeszcze inni korzystają z map elektronicznych zainstalowanych w pamięci smartfona. Ot, postęp.
Ale postać mapy jest jeszcze najmniej ważna. Mapy tak jak książki, nie wolno oceniać po okładce.
Zawsze jest to wielki problem.  Bo dobra mapa turystyczna powinna łączyć w sobie kilka podstawowych cech. A przede wszystkim - nie powinna wpuszczać nas w maliny...
Na rynku dostępne są mapy wydawane przez kilkanaście wydawnictw kartograficznych. My korzystamy z map dwóch wydawców - Wydawnictwa Compass i Wydawnictwa Sygnatura (Grupa Cartomedia). Co prawda pierwsze wędrówki zaczynaliśmy z mapą Wydawnictwa Demart, ale szybko się z tej mapy wyleczyliśmy, brakowało na niej dokładności i informacji.
Tutaj przedstawimy Wam mapy wspomnianych dwóch wydawnictw. Dokonamy ich porównania, wykazując ich zalety i wady. Nie robimy tego po to, by wykazać że "ta" mapa jest lepsza od "tamtej". Nie zamierzamy robić antyreklamy żadnemu z wydawnictw. Ale resztę wyjaśnimy we wnioskach. Teraz zaś pora przejść do sedna.

Ponieważ nie jesteśmy kartografami czy grafikami, a mapy znamy tylko ze strony użytkownika, porównamy parametry najbardziej dla nas istotne. A są to:
1) Siatka poziomic i cieniowanie
2) Sieć szlaków, dróg oraz ich oznakowanie
3) Sieć rzeczna, szata roślinna, zabudowa i nazewnictwo
4)Punkty charakterystyczne
5) Oznaczenie atrakcji turystycznych, interesujących miejsc, obiektów itd.
6) Dokładność znakowania map, czytelność
7) Skala mapy.

Te siedem cech jest dla nas najważniejsze. Zastanawiacie się pewnie wciąż do czego zmierzamy. Zaraz się przekonacie.

1) Siatka poziomic i cieniowanie.

Poziomice to najprościej rzecz ujmując linie łączące punkty o tej samej wysokości nad poziomem morza. Na mapach przybierają formę "plam" bądź mniej lub bardziej niekształtnych okręgów. Nie jest to element dekoracyjny. Po układzie poziomic można rozpoznać ukształtowanie terenu. Położenie poziomic na mapie informuje nas o tym, czy mamy do czynienia z doliną czy wzniesieniem, a jeśli już mowa o wzniesieniu - to czy mamy do czynienia z wysokim szczytem o stromych zboczach, czy też łagodnym wzgórzem o delikatnych stokach. Jak to dostrzec na mapie? Wbrew pozorom bardzo prosto - wystarczy tylko patrzeć na położenie poziomic względem siebie. Im bliżej siebie są położone, tym teren jest bardziej stromy, a im dalej od siebie są rozrysowane, tym łagodniejszy teren oglądamy. To tylko kwestia wprawy.
Cieniowanie na mapach jest znacznym ułatwieniem, jeśli jednak źle się je dopasuje - wtedy znacznie utrudnia sprawę. Cieniowanie to świetna sprawa, szczególnie dla wzrokowców - łatwiej jest zapamiętać zarówno ukształtowanie terenu jak też i lokalizację poszczególnych szczytów. Cieniowanie ułatwia też sprawę początkującym turystom, dopiero zaczynającym przygodę z górami i mapami.
Jak to wygląda na naszych mapach?
Zacznijmy od Compassu. Tutaj poziomice rysowane są bardzo wyraźnie. Natomiast jednak sposób cieniowania powoduje, że są one niekiedy słabo widoczne. Dla osoby ze słabym wzrokiem taka mapa na trasie jest trudna w obsłudze. Niemniej jeśli jednak nie można grafikowi zarzucić braku dokładności w nanoszeniu poziomic. Przy lekkim dopracowaniu graficznym mapa będzie świetnie spisywać się w podróży.
Mapa Sygnatury ma dużo lepsze cieniowanie. Różne odcienie zieleni z łatwością pozwalają na szybkie określenie z jakim terenem mamy do czynienia, i można to robić nawet podczas marszu, bez potrzeby postoju. Zastosowane poziomice są również dokładne i stosunkowo wyraźne.
Poniżej skany fragmentu mapy Wyd. Compass (po lewej) i Wyd. Sygnatura (po prawej) przedstawiające Uście Gorlickie i jego najbliższą okolicę. Porównajcie sobie te dwa fragmenty. Jakie macie wnioski?















2) Sieć szlaków, dróg, oraz ich oznakowanie.

Nie ma mapy turystycznej bez naniesionej na nią sieci szlaków turystycznych, ścieżek dydaktycznych, historycznych etc. A nie wyobrażamy sobie już w ogóle mapy bez naniesionej sieci dróg. Wtedy nie mamy do czynienia z mapą, lecz z kolorową, aczkolwiek bezużyteczną kartką papieru.
Poprawne oznaczenie szlaków i dróg to sprawa kluczowa. Szlaki nanosi się zazwyczaj przerywaną linią, w kolorze odpowiadającym barwie szlaku w terenie. Ważne jest, by linia, którą nanosi się szlak na mapie była widoczna, nie powinna zlewać się w terenie, nie powinna też "mieszać" się z innymi ścieżkami bądź drogami. Oczywiście powinna być również dokładnie naniesiona, wedle realiów nie fantazji.. Drogi powinny być naniesione wyraźnie i dokładnie. Nie powinno pomijać się "mało ważnych", pobocznych dróg wiejskich czy leśnych duktów. Dla turysty każda droga jest potencjalną trasą do celu. Normą jest już teraz nanoszenie na mapy informacji o długości trasy i/lub czasie przejścia. Długość trasy znaczona jest odcinkami wyróżnionymi na mapie np. w formie "pinezek" lub po "chorągiewek". Pomaga to zorientować się w czekającej nas marszrucie i daje nadzieję na dotarcie do celu. Natomiast czas przejścia jest orientacyjny, i patrzeć należy na niego przez palce.


Na omawianych mapach wygląda to następująco: Mapy wyd. Compass mają naniesione liczne szlaki turystyczne, zarówno piesze, jak też rowerowe, konne i narciarskie. Oprócz szlaków turystycznych autorzy nanieśli także znakowane ścieżki przyrodnicze, historyczne, krajobrazowe, a także szlaki tematyczne np. Szlak Dobrego Wojaka Szwejka. To wielki plus! Szlaki i ścieżki nanoszone są kolorowymi, przerywanymi, grubymi liniami. Ścieżki i tematyczne szlaki oznaczono przerywanymi, cieńszymi kreskami a szlaki rowerowe - kropkowanymi liniami. Odpowiednio oznaczono również trasy narciarskie i konne a także nordic walking (nie będziemy opisywać każdego sposobu znakowania - patrz legenda na mapie). Ułatwia to poruszanie się podczas wędrówki, chociaż czasem, gdy na mapie krzyżuje się kilka różnego rodzaju szlaków można na moment stracić głowę. Szczególnie gdy dodatkowo wiodą one po drogach. Same drogi również zostały oznakowane odpowiednio, zależnie od ich znaczenia (DK, DW, drogi asfaltowe, utwardzone itd.). Autorzy zaznaczyli również drogi o zniszczonej nawierzchni i drogi leśne, chociaż z dokładnością tych drugich jest różnie - jednak takie drogi często są przebudowywane więc trudno winić za te błędy wydawcę. Wydawnictwo Sygnatura naniosło na mapę oprócz szlaków pieszych, rowerowych i konnych także trasę kajakową (na Osławie) oraz oczywiście szlaki narciarskie i trasy zjazdowe. Jest też oznaczenie ścieżek dydaktycznych. Szlaki piesze wydawca naniósł bardzo wyraźnie i dokładnie (posiadamy mapę z 2013 roku), można też w  miarę bez problemu odczytać szlaki rowerowe, konne, narciarskie i kajakowe. Jednak odczytanie ścieżek dydaktycznych jest bardziej problematyczne bo są znakowane żółtym kwadracikiem z zieloną linią w środku. Niemniej mimo wszystko mapa jest wciąż czytelna i wygodna w użytku. Tutaj nie ma lepszych i gorszych, obydwie mapy są godne polecenia

3) Sieć rzeczna,szata roślinna, zabudowa i nazewnictwo

Jeśli nie wiesz jak się odnaleźć w terenie, to szukaj w okolicy szczytów lub cieków wodnych. Jednak jeśli na trasie pojawiają się strumienie niewrysowane na mapie, to albo 1 - idziesz złą trasą, albo 2 - grafik pominął tą strugę przy kreśleniu mapy. Jedno i drugie nie powinno mieć miejsca. Ale często się to zdarza. Ważne jest również, by na mapie pojawiły się oznaczenia wyróżniające lasy, tereny otwarte, pastwiska, łąki, bagna. Lubimy wędrować lasem, jednak nie za długo - i staramy się szukać tras urozmaiconych. Dobra mapa pomaga znaleźć kompromis. Natomiast jeśli na mapie granica między lasem a łąką jest bardzo umownie zaznaczona, to wędrowanie czasem staje się problematyczne. Kiedy bowiem chcemy obejść obszar zalesiony, przy słabo zaznaczonej granicy las - łąka staje się to trudne, i wywołuje niezdrową dezorganizację.
Wracając do rzek i potoków - miło jest, gdy wyróżnia się osobno mosty i kładki, a osobno brody. Jest to ważne dla piechura, bo lepiej jest mieć świadomość, że czeka nas kąpiel niż mieć niemiłą (mokrą) niespodziankę.
Uwielbiamy wręcz, gdy na mapach znaczona jest zabudowa mieszkalna i przemysłowa. Na mapach powinny znaleźć się również samotne budynki, a gdy jest taka możliwość - powinna znaleźć się informacja co to za budynek np. owczarnia, d. zakład karny, schronisko. To ułatwia orientację w terenie.
A nazewnictwo? Warto, by mapy stosowały te same nazwy, najlepiej rzecz jasna prawdziwe. Może np. nazwy przysiółków na mapie nie są pomocne w orientacji, jednak jest to miły dodatek historyczno - krajoznawczy, i np. nam bardzo takie dodatki się podobają.
Co do cieków wodnych obydwa wydawnictwa nie maja uchybień. Czasem tu czy tam braknie naniesionego otoku lub nazwy, ale w gruncie rzeczy jest dobrze.
Compass z grubsza dzieli tereny związane z "człowiekiem (teren zabudowany, przemysłowy i zamknięty) oraz przyrodniczy (las, zarośla, łąki). Na mapie mamy jednak dużo "białych plam" - domyślać się należy, że są to tereny pozbawione pokrywy leśnej - łąki, pastwiska, pola uprawne. Jednak całość jest czytelna, nie sprawia problemów. Sygnatura wyróżnia teren zabudowany, przemysłowy i leśny. Również i tutaj białe połacie oznaczają w domyśle obszar otwarte. Tutaj jednak autorzy poszli o krok dalej i zaznaczyli zasięg zniszczonej zabudowy - czyli tej obecnej do czasu wysiedleń. Brawo!
Nazewnictwo obydwa wydawnictwa stosują poprawnie. Są nazwy wsi, także tych nieistniejących, nazwy ważniejszych szczytów, pasm górskich, przełęczy, cieków wodnych. Są też nazwy przysiółków oraz nazwy lokalne niektórych obszarów. Dodatkowo Sygnatura podaje wezwania poszczególnych świątyń. Bardzo ciekawa inicjatywa naszym zdaniem. Tam, gdzie znajdują się miejsca po cerkwiach jest wpisane słowo cerkwisko, ułatwia to lokalizację obiektu.
Poniżej wycinki z mapy Compassu (po lewej) i Sygnatury (po prawej) przedstawiające masyw Kamienia nad Jaśliskami. Jakie tutaj macie wnioski?












4) Punkty charakterystyczne
Są to przydrożne krzyże, kapliczki, stare, wiekowe drzewa, samotne skały, szczyty, wyróżniające się elementy krajobrazu, świątynie, cmentarze, jeziorka, stawy, przystanki autobusowe, sklepy, wiaty turystyczne, kamieniołomy. I tak dalej. To pojedyncze obiekty, które wyróżniają się w otoczeniu. O ile w lesie trudno zwrócić uwagę na wyjątkowe drzewo (chociaż jest to nieraz możliwe) to jednak na otwartej przestrzeni zauważymy na pewno rozłożysty dąb lub starą lipę. Tak samo zawsze zwrócimy uwagę na ciekawą skałę lub grupę skał w terenie pozbawionym takich atrakcji.
Oprócz tego,że mapie dodaje to uroku, to przy okazji pomaga odnaleźć się nam w terenie nawet bez dokładnego studiowania mapy na trasie. Jednak z kolei przesyt punktów charakterystycznych sprawia, że mapa staje się nieczytelna i wymaga od użytkownika ciągłego skupienia. Tym bardziej że niekiedy punkty charakterystyczne w dużej liczbie nie zawsze łatwo jest rozróżnić/wyróżnić. Tak jest np. często z łemkowskimi cmentarzami, nierzadko zdewastowanymi i ledwie zauważalnymi pośród gęstych drzew i krzewów.

Compass dodaje między innymi wieże (przekaźniki, widokowe, inne), ruiny, wiatraki, szyby naftowe, pomniki, pałace, cmentarze, symboliczne drzwi... długo by wymieniać. Jest wiele ikon, które czasem aż trudno spamiętać, niemniej daje to oczywiście możliwość przestudiowania mapy przed drogą w celu "wychwycenia" ciekawych i ważnych obiektów.
Sygnatura jest nieco uboższa w oznaczenia. Brakuje tu ważnych naszym zdaniem oznaczeń, np. informacji o symbolicznych drzwiach w nieistniejących wsiach. Z drugiej strony jednak mapa jest czytelniejsza - mapa Compassu wydaje się momentami "przeładowana". Nam to nie przeszkadza już, ale początkowo było to momentami rozpraszające. Jednak dla tych, którzy nie lubią natłoku polecamy w trasie mapę Sygnatury.

5) Oznaczenie atrakcji turystycznych, interesujących miejsc, obiektów itd.

To ważne. Nie każda atrakcja turystyczna jest wyróżnikiem w terenie. Tak jest np. z cerkwiskami, cmentarzami, kapliczkami, jaskiniami. Warto więc, by takie miejsca nanosić na mapy. Nas, turystów interesują różne rzeczy, np. ruiny samotnych budynków, opuszczone gospodarstwa PGR czy tereny wsi wysiedlonych, dziś nieistniejących. Na takich terenach można zaobserwować, jak wygląda krajobraz powysiedleńczy, i zastanowić się tym, jak szybko przyroda przejmuje w swoje władanie tereny ludnych niegdyś miejscowości. Oczywiście zawsze interesujące są dla nas pomniki, tablice pamiątkowe. Nie powinno ich zabraknąć na mapie, podobnie jak np. punktów widokowych czy ciekawych atrakcji przyrodniczych. Szczególnie punkty widokowe na terenie Beskidu są gratką,  bo jest ich na prawdę niewiele. Co do atrakcji przyrodniczych - są to przełomy rzek, wychodnie skalne, ciekawe obszary leśne np. zbiorowiska cisów, jeziorka osuwiskowe. Dla nas to bardzo ważne, i graficy powinni brać to pod uwagę. Wędrując po BN - ie spotkać można liczne rezerwaty przyrody, oczywiście jest też Magurski PN i Jaśliski PK. Warto wiedzieć, gdy wkracza się na teren obiektów ochrony przyrody, by zachowywać się tam zgodnie z regulaminem. Chociaż oczywiście w górach zawsze powinniśmy zachowywać się cicho, nie śmiecić etc..
Ostatnią kwestią jaką tu poruszymy to obiekty turystyczne - wiaty, pola namiotowe, parkingi, punkty kasowe w MPN, schroniska, agroturystyki, sklepy itd. Dla turysty ważna jest oczywiście informacja, gdzie znajdzie miejsce na nocleg, gdzie zakupi prowiant, a w razie złej pogody - gdzie może skryć się przed deszczem. Od tego zależy często zdrowie wędrowca, dlatego nie powinno tych elementów na mapie brakować. Osoby poruszające się samochodem na pewno wdzięczne będą za naniesienie parkingów oraz informacji o zakazie wjazdu na dany teren.
Wszystko jest OK gdy stosuje się różnorakie symbole, czytelne i wyraźne. Jednak gdy jest ich za dużo, mapa staje się nieczytelna, jest "zapchana" ikonkami i w związku z tym mało dokładna.

To po części kontynuacja wcześniejszego akapitu - Compass stosuje bardzo dużo ikon, np. wyróżnia osobno kościoły cerkwie i synagogi, a dodatkowo dzieli je na zabytkowe i współczesne, jednocześnie wyróżniając wśród nich obiekty drewniane i murowane. Sygnatura ogranicza się tylko do ikonek wyróżniających świątynie (kościoły i cerkwie) współczesne i zabytkowe, co w gruncie rzeczy jest wygodniejsze.  Obydwa wydawnictwa w zadowalający sposób nanoszą obiekty dla znużonego turysty ważne - schroniska, agroturystyki, wiaty. Bez tego ani rusz na trasie, więc wydawcom za to wielkie dzięki!
Odnośnie ciekawych miejsc, atrakcji przyrodniczych itd. wypada lepiej Compass - nanosi bowiem tamie atrakcje, często podając dodatkowo obok symbolu na mapie typ/nazwę atrakcji. Sygnatura nie posiada takich oznaczeń. Jednak nanosi na swoje mapy obszary zniszczonej wysiedleniami zabudowy, co (przynajmniej dla nas) jest dobrodziejstwem.
Poniżej fragmenty mapy Compass (po lewej) i Sygnatura (po prawej) z przedstawieniem Wołowca i okolic. Porównajcie je sobie.












6) Dokładność map, czytelność.

Po części zawrzeć ten punkt można w powyższym. Dokładność mapy zależy od grafika i danych, które zostały mu dostarczone. Akurat mamy przyjemność znać osobę, która zajmowała się przez pewien czas tworzeniem map. Jak sama opowiadała, często zdarzało się nanieść jakąś ścieżką bądź punkt niedokładnie. Tym bardziej że dla niej nie zawsze dane punkty były "istotne".
Tu oczywiście nie trzeba dodawać co czuje turysta, który poszukuje np. trudno dostępnego miejsca po cerkwi bądź cmentarza, a mapa którą posiada jest niedokładna. %$@!#>+ - tak mniej więcej można określić takie odczucia..
Często niedokładność wynika z faktu zbyt dużej ilości elementów na mapie. Niekiedy zależy od rozmiaru i rodzaju zastosowanej czcionki. Dużym problemem są np pokrywające się z sobą szlaki, biegnące tą samą trasą. Dodając to tego oznaczenia zabudowy, ciekawych miejsc, nazwy miejscowości i przysiółków oraz czasy przejść i długości odcinków mamy prawdziwy bigos.

Obydwie mapy są czytelne, chociaż w szybkim marszu lepiej korzysta się z mapy Sygnatury. Natomiast jeśli planujecie spokojny wypad lub macie dobry wzrok to spokojnie możecie korzystać z mapy Compassu, tym bardziej że zawiera ona więcej szczegółów. Jak już wspomnieliśmy jednak, czasem te szczegóły są zbyt liczne. Oprócz tego dokładność ich wstawiania jest różna, i często można stwierdzić, że są posadowione nie całkiem dokładnie.  Np. w Lipnej "przestawiono"  miejscami cerkwisko z cmentarzem i  symboliczne drzwi. To już jest duży błąd. U Sygnatury nie stwierdziliśmy takich problemów. Chociaż  - ikony cmentarzy powinny być nieco większe, a dla cmentarzy wojennych powinno się stworzyć osobną ikonę. Jeśli chodzi o długość dystansów notowana przez wydawców - tutaj nie mamy raczej zastrzeżeń.
Poniżej porównanie wycinków map Compass (po lewej) i Sygnatura (po prawej) przedstawiających Polany Surowiczne i Darów. Porównajcie sobie te mapy i wyciągnijcie dobre wnioski.












7) Skala mapy
Znalazła się na końcu, ale to nie znaczy że jest najmniej ważna. Od skali zależy w dużej mierze dokładność mapy i to, co na niej zostanie umieszczone. Im większa skala, tym mapa jest bardziej ogólna, i można nanieść na nią mniej elementów. My preferujemy mapy w skali 1: 50 000, ale oczywiście dostępne są też na rynku mapy w skali 1: 75 000, jednak tej skali nie lubimy. Innych skali raczej nie spotykamy. To ważne, gdy np. posługujemy się krzywomierzem do pomiaru długości trasy. Ułatwia to także wykorzystanie z mapy w terenie, bo mapa jest po prostu wyraźniejsza.
Obydwie mapy stosują skalę 1: 50 000, więc w tej kwestii nie ma lepszych czy gorszych.



Wnioski.
Obydwie mapy są dobre. Lepszych na rynku nie znajdziecie. Natomiast i jedna, i druga mapa posiada pewne wady, jednak wydawnictwa można powiedzieć wzajemnie się uzupełniają, bo zazwyczaj gdy nie ma czegoś na jednej mapie, to znajdziecie to na drugiej. Dlatego warto posiadać obydwie mapy. Co prawda w terenie nie sprawdziłoby się to, jednak w domowym zaciszu, kiedy przy kawie/herbacie planujecie swój wypad na "Niski" warto korzystać z obydwu map. Na mapie, którą zamierzacie zabrać w teren wystarczy nanieść brakujące na niej informacje z drugiej mapy i wtedy macie oczywiście pełny zakres informacji, i oczywiście możliwości wędrowania. Zatem zachęcamy Was do zakupu. Mapy Wyd. Sygnatura można zakupić przez internet na ich stronie, bądź też w dobrych księgarniach. Mapy Compass są bardziej dostępne, możne je zakupić w księgarniach, w empiku, czy też na stronie internetowej wydawnictwa.

Mamy nadzieję, że wpis przypadł Wam do gustu, i nawet jeśli z wieloma naszymi opiniami się nie zgadzacie, to jednak będziecie z niego zadowoleni. A może akurat teraz zachęcimy Was do kupna którejś z tych map?

Pozdrawiamy,
do zobaczenia na szlaku!



Do artykułu wykorzystano następujące mapy:
Beskid Niski. Mapa turystyczna. Skala 1: 50 000, 2015, Compass
Beskid Niski od Krynicy-Zdroju po Komańczę, Mapa turystyczna. Skala 1: 50 000, 2013, Grupa Cartomedia (Wyd. Sygnatura)

niedziela, 3 kwietnia 2016

Izby, czyli gdzie Pułaski modły wznosił i wojował

Witajcie,

zabieramy Was dzisiaj w "podróż" do ciekawej miejscowości, trochę chyba zapomnianej przez turystów, a niesłusznie. Tutaj prawdziwy piechur (gatunek zagrożony wyginięciem!) znajdzie prawdziwy raj! Ale do rzeczy. Zabieramy Was na spacer po Izbach.

widok na cerkiew z drogi od Banicy

Izby (łem. Ізбы) leżą w dolinie rzeki Biała, któa to na pobliskiej Lackowej ma swoje źródła. Na południe wioska sięgała niemal przełęczy Beskid, obecnie znajdującej się na granicy polsko - słowackiej, a. Na północy wioska graniczy z Banicą (znajdziecie tam piękną cerkiew drewnianą. Od wschodu wieś zamyka szczyt Wierch (738 m n. p. m.) a na południowym - wschodzie Izby graniczą z nieistniejącą już dziś Bieliczną. Od zachodu górują nad wioską: Szubieniczny (Szyberny) Wierch (729 m n. p. m.) i Hirki (627 m n. p. m.). Wioska leży w malowniczej, cichej dolinie. A teraz opowiemy coś niecoś o historii Izb.

Jak wiele innych wsi łemkowskich, Izby powstały w XVI wieku. A dokładnie - w 1547 roku. Przywileju lokacyjnego udzielił biskup Samuel Maciejowski. Wioska stała się częścią "Państwa Muszyńskiego", i tak było aż do 1772 roku. Owe "państwo" to klucz muszyński, należący do biskupów krakowskich, generujący na potrzeby właścicieli spore zyski.
Niewiele wiadomo o początkach wsi i o jej funkcjonowaniu w XVII wieku. Spisy poborowe z tamtych czasów (1581, 1629, 1680) podają tylko łączną liczbę zabudowań w całym kluczu muszyńskim. Przez wioskę wiódł trakt handlowy na Węgry (przechodził przez Cigelkę) co czyniło Izby ważną miejscowością.  O tym, że wieś była strategicznie zlokalizowana świadczą wydarzenia z 2 połowy XVIII wieku, kiedy to konfederaci Barscy walczyli o Polskę i własne przywileje. Tutaj w 1770 roku wzniesiono jeden z obozów warownych. Budowniczym był starosta winnicki Adam Parys. Wkrótce Izby i Wysowa stały się głównymi bazami wypadowymi Kazimierza Pułaskiego, późniejszego bohatera Stanów Zjednoczonych. Stąd to Pułaski prowadził swoje oddziały nawet i pod Przemyśl! Obóz przetrwał do sierpnia 1770 roku. O ile w Wysowej konfederaci walczyli z oddziałami gen. Dybicza, o tyle obóz w Izbach porzucono - od strony granicy austriackiej nie posiadał on umocnień, a jego 3 basteje nie dawały gwarancji skutecznej obrony przeciw doskonale uzbrojonym i wyszkolonym Moskalom. Obóz ten znajdował się na wzgórzu noszącym obecnie nazwę Baszta (743 m n. p. m.). Była to prosta konstrukcja - typowy szaniec. Miał on postać ziemnego wału o długości około 160 metrów, wzmocnionego trzema bastejami. Obiekt zachował się bardzo dobrze. Aż do roku 1985, kiedy to zniszczono go z nakazu kierownika Państwowego Ośrodka Hodowli Zarodowej. Zrobiono to by uzyskać... kawałek równej ziemi pod wypas.

most na Białej, w tle po prawej Regiecówka

Na początku wymieniliśmy nazwę Szubieniczny Wierch. Wiecie skąd ta nazwa?
Otóż legendy głoszą, że za czasów konfederatów stanęła tam szubienica. Miała na celu "zmotywować" okolicznych mieszkańców do wsparcia szlacheckiej inicjatywy. Jednak Rusini nie chcieli wspierać Polaków. Powodem była zarówno bariera językowa, religijna i majątkowa. Dla szlachty Rusnacy niewiele różnili się od Moskali. A Rusnacy z kolei woleli wspierać bliższych im kulturowo soldatów carycy Katarzyny, modlących się w cerkwiach i zwalczających uciskającą chłopów szlachtę. Współpraca się więc nie układała. Według podań, na szubienicy wieszano Rusnaków, którzy nie chcieli wspierać konfederatów. Być może jednak z szubienicy korzystali już kaci z Biecza? Prawdopodobnie z właściwości wzniesienia korzystali też Austriaccy zaborcy... Trudno dziś to potwierdzić, niemniej i nazwa wzgórza, i krążące o niej legendy pozwalają przypuszczać, że jest w tym wszystkim ziarnko prawdy. O wzgórzu tym pisał Izbiański proboszcz, łemkowski pisarz Wołodymyr Chylak (znany jako Jeronim Anonim). On to napisał słynną powieść Szubieniczny Wierch. Opowiada ona o dramatycznych wydarzeniach z 1770 roku, okrucieństwie konfederatów i tragicznym położeniu Łemków. Na pewno przesadził znacznie, niemniej jednak jest to kwintesencja podejścia Łemków do czasów konfederacji barskiej.
Ale właściwie dalej nie wiemy, kogo na szubienicy wieszano. Trzeba przypuszczać, że szubienica mogła stanąć tutaj jeszcze przed czasami konfederacji. Okolicę bowiem nękali zbójnicy. Bieda, głód, powodowały, że wielu młodych chłopców zostawało beskidnikami napadającymi na szlacheckie dwory, karawany kupców na szlakach, a nawet na plebanie i domy urzędników. W roku 1768 beskidnicy zabili unickiego parocha w Izbach, Jana Ropskiego. Może więc tutaj wieszano schwytanych beskidników i tołhajów?
cerkiew p. w. Św. Łukasza Ewangelisty


Według innych podań na Szubienicznym Wierchu wieszano Łemków. I to jeszcze w XX wieku. Ginać tu mieli moskalofile - sympatycy Rosji. Wielu z nich trafiło do obozu w Thalerhofie k. Grazu (piszą o nim coś niecoś Magurskie wyprawy, jednak wielu Łemków oddano w ręce "sprawiedliwości" na miejscu (jak np. Św. M. Sandowycza). Może i na Szubienicznym Wierchu było miejsce straceń dla lokalnych sympatyków Moskwy?
Jednak najczęściej mówi się o konfederatach. Zapewne tej historii nie wyjaśni już nikt...
Konfederaci trzeba przyznać dali się okolicznym we znaki. W roku 1777 w Izbach mieli oni podpalić cerkiew. Jednak trochę przeczy to innemu podaniu. Otóż Kazimierz Pułaski miał kilkakrotnie modlić się do obrazu Matki Boskiej Izbiańskiej w tutejszej cerkwi. Za jej wstawiennictwem ponoć uniknął kilkakrotnie śmierci. Obraz ten powieszono w nowej cerkwi, murowanej, wzniesionej w 1888 roku. Wisiał tam aż do 1947 roku, kiedy to trafił do cerkwi w Bereście. Cudowny obraz MB Izbiańskiej ściągał rzesze pielgrzymów do Izb aż do połowy XX wieku. Ale po kolei..
W 1881 roku we wsi żyło tutaj 643 Łemków wyznania greckokatolickiego, a we wsi stało 98 gospodarstw. W Izbach stał dwór oraz folwark należący do Austriackiego Funduszu Religijnego. To właśnie za pieniądze tego funduszu miano wznosić murowane świątynie na terenie całego Cesarstwa. Taką świątynię wzniesiono w 1888 roku w Izbach. Stanęła ona w miejsce innej cerkwi, wzniesionej w 1779 roku ponoć z fundacji samych konfederatów, którzy dwa lata wcześniej spalili we wsi świątynię.


Cerkiew z 1888 roku to świątynia wzniesiona w "stylu józefińskim". Nosi wezwanie Św. Łukasza. Obecnie pełni rolę kościoła rzymskokatolickiego. Bryła cerkwi przypomina kościół, dach jest prosty, kalenicowy.  Świątynię otacza kamienny murek. W XIX wieku we wnętrzu było ponoć klejowe malowidło przedstawiające Kazimierza Pułaskiego. Zostało jednak zamalowane. We wnętrzu znajduje się ikonostas, z ikonami autorstwa słynnych braci Bogdańskich. Jeszcze w połowie XX wieku w cerkwi znajdował się egzemplarz "Kazań na niedzielę" Piotra Skargi. Jednak nie wiadomo, czy sam autor Izby odwiedził. Co się z "kazaniami" stało, nikt nie wie, zaginęły. Ale jak widać dbano o pobożność braci "unii" w Izbach...
I Wojna Światowa nie przyniosła wielkich zniszczeń, walki toczono bowiem głównie w położonej kilka kilometrów dalej Wysowej. Jednak i tutaj prowadzono walki. Miał tu miejsce ciekawy, a niestety zapomniany epizod Wielkiej Wojny. Zanim na te tereny wkroczyły masy wojska rosyjskiego, zanim pojawiły się w okolicy pułki cesarskie, do pobliskiej Bielicznej zaczęli zaglądać Kozacy "za chlebem". Mieszkańcy szukając ratunku, prosili o pomoc stacjonującą w okolicy żandarmerię. Kilku żandarmów, wspieranych przez grupę miejscowych chłopów stoczyło z Kozakami kilka potyczek. Poległych "carskich" miano pochować w pobliżu cerkwi w Bielicznej.

pomnik na "nowym" cmentarzu

pozostało jeszcze trochę tradycji

Koniec wojny przyniósł zmiany. Izby, podobnie jak i wiele okolicznych wiosek chciały przynależeć do Rusińskiej Ludowej Republiki Łemków (link). Proboszcz unicki z Izb, Dmytro Chylak, został Ministrem Spraw Wewnętrznych Republiki. Jednak państewko nie przetrwało. Sam Chylak i inni członkowie "administracji" zostali w 1921 roku aresztowani przez władze Polskie pod zarzutem zdrady, ale sąd w czerwcu tego samego roku wszystkich uniewinnił. Natomiast pojawiła się granica polsko - czechosłowacka. Coś, czego Łemkowie nie znali, i co utrudniało im znacznie życie. Dotychczas mogli swobodnie zachodzić do rodziny i przyjaciół po słowackiej stronie, teraz zaś potrzebowali przepustek, a granicy strzegło wojsko...


Gwałtowne wydarzenia miały miejsce tutaj w 1928 roku. Wieś bowiem, na czele z ks. Chylakiem przeszła na prawosławie. W dużej mierze wiązało się to z pewnym skandalem. Otóż Ks. Chylak związał się z kobietą, za co został wyrzucony ze stanowiska. Ponieważ stracił swoje źródło utrzymania, pogorszyła się jego sytuacja materialna. Znalazł się w tak skrajnej sytuacji, że zaczął najmować się jako pastuch. Za jego namową, mieszkańcy wsi przeszli na prawosławie. Ksiądz Chylak znów został parochem, tym razem parafii prawosławnej. We wsi wzniesiono szybko nową cerkiew, tym razem prawosławną. Świątynia była drewniana. Przeniesiono do niej wyposażenie ze starej cerkwi. Świątynię unicką zamknięto, a otwierano tylko dla przybywających tu pielgrzymów do obrazu MB Izbiańskiej. Zresztą pielgrzymek teraz było coraz mniej, a cerkiew unicka niszczała..

kapliczka wnękowa


Przed wojną jeszcze okoliczne wzgórza były odkryte, pozbawione lasu. Prowadzono tam wypasy. Dzisiaj brakuje tu widać gospodarnej ręki, bo wzgórza są zalesione..

Po odzyskaniu niepodległości w Izbach ulokowano posterunek Straży Granicznej. W 1939 roku mieszkało we wsi 720 osób: 680 Łemków, 10 Żydów i 30 Polaków - pograniczników wraz z rodzinami.

II Wojna nie przyniosła zniszczeń czy wartych odnotowania zdarzeń.  Nikt nie przypuszczał, że koniec wojny przyniesie zmiany na gorsze.
W latach 1945 - 1947 wysiedlono z Izb Łemków. Kilka lat po wysiedleniach rozebrano świątynię prawosławną. Miało to miejsce prawdopodobnie w 1957 roku. Cerkiew tą postawiono blisko cerkwi unickiej, około sto metrów na południe od cerkwi unickiej.


Droga do granicy

Zachowały się we wsi dwa cmentarze. "Nowy", który funkcjonował od 1928 roku znajduje się na wzgórzu, po drugiej stronie drogi. W 2012 roku postawiono na nim pomnik ku pamięci wysiedlonych mieszkańców i ich przodków, spoczywających w izbiańskiej ziemi.  Natomiast za rzeką Białą, naprzeciw cerkwi znajduje się stary cmentarz. Zachowało się na nim kilka nagrobków. Sami tam nie byliśmy - podczas odwiedzin Izb nie mieliśmy o nim bladego pojęcia. Jednak Was zachęcamy do jego odwiedzenia.

cerkiew prawosławna (rozebrana w l. 50) /źródło: NAC, (Ilustr. Kurier Codz.), sygn. 1-U-1736/

W Izbach po wysiedleniach pojawili się osadnicy polscy w miejsce Łemków. Pojawił się też PGR. Pamiątką po nim są zabudowania - wielkie obory i stajnie. Kilka lat temu zabudowania PGR - u i jego grunty (około 300 ha) wykupił pewien poseł partii PSL. Stworzył tam stadninę koni. Dzisiaj można, idąc na Lackową lub do Bielicznej podziwiać piękne hucuły. Oprócz stadniny we wsi gospodaruje również prywatne gospodarstwo rolne. Bieliczna, jak też i duży obszar gruntów w Izbach zostały "zadrutowane". Na ogrodzeniach wiszą liczne tabliczki z napisem "teren prywatny" a na pastwiska wejść można przez bramy. Tak to zamyka się górską wolność. Łemkowscy pasterze przed wojną nie potrzebowali takich zabezpieczeń. Ale czasy się zmieniają..
Po wojnie, do lat 80 - tych znajdowała się tutaj placówka WOP. Mieściła się w dużym, drewnianym budynku. Dom ten stoi do dziś, zobaczycie go idąc do cerkwi.

Lackowa


Wędrując po Izbach, można dostrzec kilka przydrożnych krzyży i kapliczek. Domkowych, wnękowych, murowanych... Zachowane są dość dobrze. Znajdują się przy dzisiejszej drogach prowadzących z Izb do Banicy. Warto się tymi drogami przespacerować, by móc zobaczyć zarówno kapliczki, jak też i piękne widoki. Szczególnie warto iść drogą bezpośrednio prowadzącą do Banicy, obchodzącą od zachodu wzgórze Hirki. Z tej drogi można podziwiać piękną panoramę wioski z wyróżniającą się cerkwią na tle Lackowej.
Izby rozwijają się turystycznie. Mimo, że wieś znajduje się na końcu asfaltowej drogi, pojawiają sie tutaj coraz liczniejsze "agroturystyki". Prym wiedzie Dom na łąkach, znajduje się przy drodze do Banicy, u stóp Hirki. Oferuje klientom liczne atrakcje i komfortowy nocleg. My osobiście nocowaliśmy w Regiecówce. Bardzo przyjazna agroturystyka. Można liczyć tutaj na spokój i wygodne miejsce do spania. Znajduje się niemal tuż nad brzegami Białej. W pobliżu pasie się często śliczny koń :)


Wieś jest świetną bazą wypadową na Lackową. Stąd wyruszają turyści, by zdobyć Królową, lub, jak ktoś woli - Chorągiewkę Pułaskiego.
Przez wioskę prowadzą szlaki turystyczne. Od północy "zahacza" o Izby GSB. Prowadzi on tutaj między wzgórzami: Sołdywiec i Hirka, a dalej idzie doliną potoku Lipka i dalej w kierunku Ropek. Polecamy go serdecznie!
Granicą państwową prowadzi słowacki szlak czerwony. Z Izb można do niego dojść wygodną drogą polną, mijając po drodze ogrodzone pastwiska. Warto skorzystać. Tutaj znajdą coś dla siebie fani rowerów, bo do Izb wiodą drogi asfaltowe. Rowerem można stąd "wyskoczyć np. do Florynki, Brunar czy do Czyrnej. Sieć dróg jest tutaj stosunkowo dobrze rozwinięta, więc cykliści nie powinni narzekać.
My osobiście jednak mamy nadzieję, że już więcej agroturystyk w Izbach się nie pojawi. Staną się bowiem "zagłębiem turystycznym" i stracą swój niepowtarzalny urok. O spokoju już nie wspominając..


My Izby odwiedziliśmy dwa lata temu, jesienią. Szliśmy tutaj z Banicy, niestety My pięknych widoków nie mieliśmy - była mgła, gęsta jak mleko.  Naszym celem była wtedy oczywiście Lackowa i Bieliczna. Idąc na Lackową odwiedziliśmy "nowy" cmentarz a także obejrzeliśmy cerkiew. Na szczęście w drodze na Lackową pogoda się poprawiła, i po południu Izby wyglądały dużo lepiej - piękna, malownicza, cicha wieś. Po noclegu ruszyliśmy z rana do Hańczowej, idąc trasą GSB. Jednak Izby zrobiły na nas dobre wrażenie, i mamy  nadzieję wrócić tu w przyszłości. Do dziś pamiętamy zgrupowanie bocianów, szykujących się do odlotu, a także stada pasących się koni i owiec. I smak wody w Białej!

Na dzisiaj to tyle, mamy nadzieję, że wpis się Wam spodobał. Jeśli tak - komentujcie, udostępniajcie go dalej. Zaglądajcie też na nasz fan - page.




Źródła inf.:
Gajur J., 2005, Słońce zachodzi nad Łemkowszczyzną
Kryciński S., 2015, Łemkowszczyzna po obu stronach Karpat
Luboński P., 2012, Beskid Niski. Przewodnik dla prawdziwego turysty
www.usciegorlickie.pl
www.apokryfruski.pl
pawelzysk.w.interiowo.pl